Blog > Komentarze do wpisu

Polska dla Polaków

ekstraklasa

Do pokracznych wygibasów piłkarzy się przyzwyczaiłem, do następujących potem „analiz” sytuacji przywyknąć nie umiem – wnerwiają mnie niemożebnie.

I wcale nie wściekam się na anegdotyczne wyziewy od popularnych ekspertów telewizyjnych, które robią furorę jak memy – jeden guru ogłasza, że europejskie puchary fałszują rzeczywistość (nasza liga nie aż taka zła), a inny chce życzyć trenerowi Jerzemu Brzęczkowi powodzenia, więc rzuca „niech mu ziemia lekką będzie”. Na nie też zobojętniałem, stanowią po prostu element paskudnego krajobrazu naszej piłki, w której nie trzeba logicznie myśleć ani znać podstaw języka polskiego, żeby objaśniać publice świat. Wściekam się na całą poklęskową kakofonię, na niemal wszystko, co wybrzmiewa po każdym kolejnym gniocie zaserwowanym przez Legię, Lecha czy Górnika.

Przed chwilą wdepnąłem w wywiad z Orestem Lenczykiem, krążącym po łączach jako świetny. Emerytowany trener atakuje dwiema tezami. Stwierdza, że reprezentacja Polski grała najgorzej na mundialu i wyjaśnia niepowodzenia wszelkich naszych drużyn – również klubowych – fatalnym przygotowaniem fizycznym piłkarzy. Nie wiem, dlaczego uważa, że nasi kopali marniej niż Arabia Saudyjska albo Panama, bo przepytywany nie czuje potrzeby uzasadniania czegokolwiek, chlapnąć można wszystko, byle brzmiało efektownie. Opinii redukującej problem naszej piłki do słabej kondycji też nie rozwija, choć diagnoza kompletnie niczego nie wyjaśnia, wszak naszych ligowych prezesów stać na import specjalistów od przygotowania atletycznego, którzy wytrenują kopaczy tak, by nie umarli z wycieńczenia w bataliach z Luksemburczykami, Słowakami, Mołdawianami czy innym Trapezfikiem.

Ale wywiad cieszy się powodzeniem. Dobrze ten Lenczyk powiedział, nie wstrzymuje języka, wreszcie ktoś mówi, jak jest.

Dla jasności: nie czepiam się tego konkretnego trenera, zresztą akurat do niego czuję instynktowną sympatię (rozmawiałem z nim tylko raz w życiu, przez telefon). Czepiam się poziomu całej publicznej debaty. Niechlujnej, przesyconej wielokrotnie przemielonymi komunałami, które nie tyle znamy na pamięć i zanudzają, ile fruwają bardzo daleko od minimum zdrowego rozsądku. Obłędną popularność ma np. chwyt retoryczny polegający na wyliczaniu, że w Niemczech dzieje się tak, w Hiszpanii – siak, a w Anglii – jeszcze inaczej. Dlaczego nie można zrobić tego samego u nas i w ogóle. Wtedy byśmy wygrywali.

Bez sensu. Nasi piłkarze dostają po tyłkach od Luksemburgów, a nie od mistrzów wszechświata. Wszystkie zdania zawierające słowa „Niemcy”, „Hiszpania” oraz „Anglia” wymazałbym z rozmowy, ponieważ niczego nie wnoszą. Kompletnie niczego. Traktowałbym je jak reductio ad hitlerum, zagranie wykluczające z gry. Jeśli są powszechnie tolerowane, to wskutek – moja obsesja, nęka mnie od  zawsze – programowego antyintelektualizmu polskiej piłki, który sprawia, że wielu dyskusji nie sposób zrozumieć. W każdym razie ja nie rozumiem. Czasami żadnego zdania w snutym wywodzie. Literalnie – żadnego.

Sam też czuję się bezsilny, gdy patrzę, co wyprawiają gracze zatrudnieni w tzw. ekstraklasie. Nie zaoferuję łatwego wyjaśnienia, dlaczego przegrywają z jeszcze nędzniej wyszkolonymi od siebie, dlaczego w klubach z innych krajów wyrzuconym z naszej ligi wiedzie się lepiej, dlaczego naszymi klubami się tak fatalnie zarządza – szczegółowo przyznawałem się do winy w artykule z soboty. Im bardziej głupi się jednak czuję, tym bardziej przeraża mnie umysłowa tandeta, jaka patronuje próbom opisywania naszego futbolu.

Króluje w niej podział na Polaków i obcokrajowców. To dlatego zacząłem spisywać niniejszą notkę – nie mogę słuchać nieustającego ględzenia o tym, że wypuszczamy na boiska tzw. ekstraklasy zbyt wielu cudzoziemców, wrzasków, że blokują miejsce rodzimej młodzieży, postulatów, by nakładać limity na obcych albo finansowo premiować lansowanie juniorów, pogardliwych prychnięć o importowanym „szrocie”. Identycznie bzdurna dychotomia jak ciążąca nad poszukiwaniami kolejnych selekcjonerów reprezentacji kraju, którym zawsze towarzyszy doniosłe pytanie o paszport. Polski czy zagraniczny?

Nie jestem za masowym sprowadzaniem cudzoziemców. Nie jestem też przeciw. To dylemat sztuczny, trele-morele odciągające uwagę od meritum, tik umysłowy anachroniczny, prowadzący donikąd. (Też już było: można grać lepiej niż polskie kluby siłami własnymi, jak uczy przykład białoruskiego BATE Borysów, i można siłami zapożyczonymi, jak uczą drużyny cypryjskie). Jak z wyjaśnianiem klęsk porównaniami do Niemców i innych potęg: niczego nie wnosi. Gdy Odidja-Ofoe, Nikolic czy Prijovic wygrywają ze Sportingiem, to nikt nie zagląda im w dokumenty, a gdy ich następcy obrywają od nie wiadomo kogo, to pochodzenie zaczyna być kluczowe.

Dlatego uwieszania się w debacie na kwestiach narodowościowych też całkowicie bym zakazał jako jałowego, prowadzącego donikąd. Nie wolno porównywać do Niemców, nie wolno apelować o promowanie polskiej młodzieży. Osiągnęlibyśmy wówczas przynajmniej jeden sukces – eksperci nie mieliby nic do powiedzenia, zrobiłoby się nad tą trumną ciszej.

środa, 22 sierpnia 2018, rafal.stec
Komentarze
2018/08/22 15:31:38
A może Rok Milczenia (jako forma protestu)? Zakaz mówienia w ogóle o polskiej piłce.
-
2018/08/22 15:35:52
Powiem szczerze: polską ligą nie interesuję się od tak dawna, że nawet nie umiem wyliczyć drużyn grających w najwyższej klasie, jakkolwiek się ona nazywa. Pamiętam jednak zdziwienie nazwiskami nie wiadomo skąd, wypełniającymi składy co lepszych drużyn (jak je widziałem przy okazji meczów pucharowych).

W sumie w stosunku do lat 90 - kiedy prowadziłem statystyki obcokrajowców występujących w polskiej lidze - wiele się nie zmieniło, przychodzili równie anonimowi (sprawdzić czy nie kończący kariery Demianienko czy Borowka). Zmieniły się tylko proporcje. Być może w tej ilości łatwiej doczekać się kogoś dobrego, jak Radovicia, Vadisa czy Mapezy. Być może jesteśmy skazani na przeciętnych piłkarzy w klubach, niezależnie od narodowości czy obywatelstwa, i wyżej nie podskoczymy.
Być może to jest odpowiedź na pytanie, które dręczy od co najmniej 7 lat:
bartoszcze.blox.pl/2011/08/Jak-zwykle-ale-czy-na-pewno.html
-
2018/08/22 15:42:10
@rafal.stec

Z tego samego mniej więcej adresu, z którego nawiedził nas wywiad z trenerem Lenczykiem, przyszedł ostatnio tekst o tym, że najlepsi w gałę byliśmy za czasów, kiedy dzieciaki biegały i grały po podwórkach, a teraz Panie przede wszystkim dlatego właśnie, że brakuje tzw. piłki ulicznej, przegrywamy na czarno w każdym pucharze . Chciałem nawet przez chwilę napisać o tezach z przedmiotowego artykułu coś więcej, ale nie wiem czy mi się uda, więc - mam nadzieję nie nadużywam gościnności - wrzucę tutaj parę słów. Po pierwsze - o dziwo - myślą przewodnią pan Marek mógłby sobie podać rękę z Bońkiem, z którym non-stop na TT wchodzi w jakieś utarczki o tym, kto się lepiej zna na szkoleniu i dlaczego. Przecież tak jak Boniek wiecznie przyjmuje stanowisko, że kiedyś nie było środków, ale na podwórku wykluwali się superbohaterowie, i nie narzekać tylko zabierać się do pracy dziennikarze i trenerzy, tak komentowanym tekstem pan Marek mu wtóruje, bo wszystko przez to, że nie ma gdy jeden na jeden, a gruby nie idzie na bramkę. Muszę powiedzieć (oczywiście amatorsko, bo nie mam dostępu do danych itd.), że dzisiaj w gałę harata chyba więcej dzieciaków niż w czasach, kiedy my byliśmy młodzi, zaś to, że dzieciaki nie wychodzą na boiska jest - moim zdaniem - legendą miejską. U mnie na boju szkolnym zawsze po południu - w wakacje! - jest ekipa młodzieży do gry, to samo naprzeciwko szpitala na Szaserów, w Rembertowie przy kościele św. Łucji, czy przy Łukowskiej na Grochowie (walę konkretnymi przykładami, żeby nie było). Tak, owszem, czterdziestoletni fanatycy również się na boiskach pojawiają, ale to dobrze! Przecież te czterdziestoletnie - jak ja czy pan Marek - patałachy, mają dzieci, a fascynacja jednych przechodzi w zainteresowanie drugich. Więcej, poziom dzieci jest teraz wyższy niż kiedyś, większość poza grą tak sobie o (!), gra w szkółkach i - nota bene - szkółkowe dzieci co do zasady są lepsze od tych, które w klubikach nie kopią. Nie cierpię tych wiecznie powtarzanych frazesów podszywanych idealizacją przeszłości. Gdzie indziej widzę problem i piłkarski i społeczny (ten drugi polega głownie na tym, że futbol staje się elitarny, a dzieci (rodzice dzieci), żeby nadążać wykupują prywatne lekcje z techniki, motoryki itd., kto tego nie robi wypada z wyścigu). Na koniec przechodząc bardziej w stronę wywiadu z Lenczykiem, żeby nie było, że piszę kompletnie nie na temat, to trzeba powiedzieć, że trener nawala wyłącznie w same powtarzane za każdą klęską schematy, od których naprawdę uszy bolą, np. piłkarze polscy są coraz mniej uzdolnieni, a że coraz większa ich liczba wyjeżdża do lepszych lig i tam się popisuje, no to tylko efekt tego, że się potrafią dostosować - mistrzostwo merytorycznej analizy problemu. Na pytanie, dlaczego nie osiągnął większych sukcesów w ostatnich latach, trener odpowiedział z kolei, że nie chce obrażać piłkarzy. Litości! To ja w takim razie się powstrzymam i nie będę obrażał trenera Lenczyka.
-
2018/08/22 15:56:16
@stanislaw414
Również moim zdaniem dzieciaki mniej ganiają niż za mojego dzieciakostwa, ale to właściwie nie ma znaczenia - trend cywilizacyjny obejmuje zasadniczo wszystkich w Europie, więc nie ma sensu przywoływać go jako przyczyny objaśniającej akurat naszą zapaść. Że niby gdzie indziej nie mają komputerów czy ynternetów?
Umysłowe niechlujstwo. I lenistwo. I w ogóle zakopię się pod ziemię.
-
2018/08/22 17:02:59
@komputery
Oczywiście, wszystko się zgadza. W Luksemburgu komputerów nie ma w ogóle, a na Słowacji technologia dopiero raczkuje. I to przemycana przez północną granicę, najczęściej przez graczy, którzy w naszej ekstraklasie dopiero poznali jej dobrodziejstwa. Za parę lat Trnava i Dudelange będą więc odpadać w tej samej fazie, co my.

@meritum
Z powodów obiektywnych tego lata w Europie najwięcej obejrzałam w akcję Legię. I nie wiem, z jakich przyczyn pozaboiskowych odpadli, ale wiem z jakich boiskowych - było je zresztą widać jak na dłoni i nie potrzeba czynić skomplikowanych analiz z kółeczkami i strzałeczkami, żeby wiedzieć, co się takiego na boisku wydarzyło. Reszta to gdybania i inne takie. Owszem, wiadomo, że istnieją na naszym ekstraklasowym rynku czynniki - nazwijmy to - niesprzyjające rozwojowi piłkarskiemu naszych klubów w Europie (choćby słynne "skupienie się na lidze", pozwalające szybko przekuć gorycz najbardziej badziewnej europejskiej porażki w nowy, motywujący cel w naszej zagrodzie czy też brak stabilności pracy trenerskiej i dominujące poczucie tymczasowości roboty), ale czy faktycznie akurat Legia akurat przegrała z Dudelange, bo Klafuric został, chociaż powinien odejść, a potem odszedł, choć może trzeba było mu dać te puchary dokończyć, a dla zagorzałych kibiców i tak najważniejsze jest MP? Przyczyn szerszych, systemowych to możemy się dopatrywać w przypadku Lecha oraz (i tak nieźle się prezentującej w ostatecznym rozrachunku) Jagi - czemu nasze drużyny nie dają rady czwartym, piątym drużynom ligi belgijskiej? Co zrobić, by osiągnąć ich poziom? Ale w przypadku Dudelange... Raczej nie chodzi nam - z całym szacunkiem do sympatycznych Luksemburczyków - o doskakiwanie do ich poziomu sportowego.
A wyjaśnienie porażki każdy ma takie, jak część ciała na cztery litery - każdy swoje. Wychowany na podwórkach Zbigniew Boniek mówi, że winą jest brak grania na podwórkach, skupiający się na przygotowaniu fizycznym piłkarzy Orest Lenczyk mówi, że zawinił brak przygotowania fizycznego, i tak dalej. Recept na uzdrowienie sytuacji będzie więc tyle, ile osób dojdzie do wniosku, że musi taką receptę podać.
Przypomniał mi się stary skecz odegrany wspólnie przez KMN i Ani Mru Mru - mecz naszej reprezentacji przegrany przez naszych 1:5. Trener (w tej roli Robert Górski) pytany po meczu czego zabrakło do zwycięstwa odpowiada coś w stylu "Jak to czego? Bramek. Do remisu czterech, do zwycięstwa pięciu". No więc Legii do przejścia Dudelange zabrakło bramek. Jednej.
-
2018/08/22 17:10:41
"Do pokracznych wygibasów piłkarzy się przyzwyczaiłem, do następujących potem analiz sytuacji przywyknąć nie umiem wnerwiają mnie niemożebnie". - Też tak mam i to bez względu czy są hejtem przykrywającym traumę, czy radosnym popiskiwaniem wywołanym euforią sukcesiku.
......................
Rafał ma rację. Wypieranie piłki z podwórek zaczęło się wcześniej... - już w latach siedemdziesiątych, kiedy zaczęto je zamieniać w miejsca parkingowe, a spółdzielcze bloki obowiązkowo były wyposażane w huśtawkę, piaskownicę, ławeczki i rabatki, a aktywność dzieciaków przeniesiono z "klepiska" na trzepak.
Ale oczywiście piłka podwórkowa nie uzdrowi naszej kopanej, tak samo jak olbrzymim uproszczeniem były/są twierdzenia, że to na podwórkach rodziły się piłkarskie diamenty. Podwórka były tylko etapem wstępnej piłkarskiej (nie tylko) selekcji, kształtowały podstawowe umiejętności i cechy motoryczne. A ponieważ tego zabrakło, niektóre kluby zaczęły już wiele lat temu (m.in. Cruyff) wprowadzać elementy piłki podwórkowej/ulicznej we wstępnym okresie szkolenia dzieciaków. Tylko tyle i aż tyle.
P.S.
Brakowało mi Twojego głosu Stanisław w komentarzach po ostatniej kolejce eliminacji pucharowych naszych klubów zwłaszcza, że nie wszystko co dochodzi z Legii mi się podoba. Pozdrowienia dla żony-kibica.
-
2018/08/22 19:00:45
Trener Lenczyk od dekad już powtarza, ze przygotowanie fizyczne na Wisłą leży i kwiczy, a największą krzywdę robi się piłkarzom w trakcie okresu przygotowawczego.
I w sumie wie o czym gada, w kwestiach selekcji, techniki, taktyki, można dyskutować, ale fizycznie drużyny Lenczyka z reguły prezentowały się dobrze. Ale nie zmienia to faktu, że i te słowa wpasowują się w tendencję. Lenczyk przed szereg niestety nie wychodzi. Nikt koła nie wymyśla na nowo, każdy krzyczy to co zawsze, tylko głośniej. Lenczyk, jak przez ostatnie lata, że przygotowanie fizyczne leży. Weszłowi "dziennikarze", że to przez ściągany z zagranicy "szrot", o czym przekonują przy każdej okazji, przy tej głośniej. Fanatycy 3-5-2 stwierdzą, że to dlatego iż Legia nie gra 3-5-2. itd, itp. Moja racja najmojsza. Dlaczego, przecież uargumentować nie muszę.

Istotnie poziom corocznej debaty, jest porównywalny do popisów kopaczy. Aż pojawia się myśl, iż piłkarze idą do europejskich pucharów wręcz na ścięcie, bo krzyk i kolejna Narodowa Debata zrówna ich z ziemią. na wstępie Planu Naprawczego, postulowałbym punkt, w którym eliminowałbym z dyskusji głosy uderzające w paniczne tony. Cholera, ale byłoby cicho.

Tym bardziej, że regularnie pole do dyskusji tworzy od lat już Legia, która od Berga, nie potrafi sensownie wejść w sezon, i zmienia trenera.

Drugą stroną medalu, jest gdy jakiemuś polskiemu klubowi coś jednak w pucharach wyjdzie. Smudę noszono na rękach, za kilka remisów w fazie grupowej LE i spektakularnie przerżniętego majstra. Gdy Legia po pierwszych 3 kompromitujących meczach, w pozostałych zaprezentowała się sensownie(4:8 xD) to też natychmiast pojazd w drugą stronę, Polska piłka na drodze do Edenu.

Nieumiejętność wyłączenia emocji, jest najgorszym przekleństwem wszystkich dyskusji o nadwislańskiej kopanej.

Możliwe że naśladowanie z miejsca wzorców Niemieckich jest zbyt ambitne i kosztowe, choć chciałbym dożyć dnia gdzie trener drużyny U-14 nie musi zasuwać na zmianę do biedry, by się jakoś wyżywić. Na początek, mniej ambitnie. I somsiedzko. My cierpimy co rok męki w eliminacjach europejskich. A wiedzieliście, koledzy, że mistrz Czech, ma obecnie z przydziału start w fazie grupowej LM? W eliminacjach gra czeski wicemistrz. Wszystko to pokłosie głównie wyczynów Viktorii Pilzno(teraz po raz 3 w LM), ale nie tylko. Marzy mi się, by jakiś polski klub wyłowił trenera Vrbę.

@414
"(ten drugi polega głownie na tym, że futbol staje się elitarny, a dzieci (rodzice dzieci), żeby nadążać wykupują prywatne lekcje z techniki, motoryki itd., kto tego nie robi wypada z wyścigu)."

A to jest bardzo ciekawy trop. Dla przeciwwagi, w kraju mistrzów świata i wicemistrzów europy, futbol ma status proletariacki, uprawiają go dzieci raczej biedne, Lioris to mocny wyjątek, większość jego kolegów pomykała na tenis.
-
2018/08/23 02:53:57
Plus za Trapezfik
-
2018/08/23 09:44:07
Antyintelektualizm wydaje mi się trafną diagnozą marazmu rodzimej piłki kopanej w wydaniu klubowym (choć nie tylko), który połączyłbym z brakiem dwóch powiązanych cnot, a mianowicie cierpliwością i konsekwencją. Łącząc zaś rzeczone zalety w jedno posłużyłbym się może trochę obśmianym słowem, ale którego bym tu jednak bronił - projekt.

Trofea można zdobywać cudzoziemskim zaciągiem najemnym (Inter Mourinho czołowym przykładem, ale jest to charakterystyka postępująca w przypadku dużej części klubów) czy szeroko rozumianymi wychowankami bądź krajanami, najczęstsze zaś są warianty pośrednie - nie ma tu złotego środka, panaceum na wszystkie bolączki. Sęk w tym, iż trzeba być w tym konsekwentnym, świadomym, że nie da się w jeden sezon, ba, w jedno okienko transferowe(!) zbudować drużyny, która będzie się biła o najwyższe cele, a następnie będzie zdolna do powtórzenia tego wyniku.

Popatrzmy na największych - obecny Juventus, Real, ManU Fergusona - żadna z tych drużyn nie została zbudowana momentalnie, czasami nawet uczyły się one na swych mniej czy bardziej "galaktycznych" błędach. Popatrzmy na Basel, Lazio, Atalantę, Atletico, Sevillę - kluby te regularnie są "rozbierane" przez większych, ale nie mam wątpliwości, że w kajetach ich włodarzy są już rozpisane własne plany transferowe na trzy najbliższe lata.

I znowu - części wielkich, którzy w jeden sezon chcieli dokonać skoku ku triumfom, czekały liczne rozczarowania i ośmieszenia - pamiętajmy ciernistą ścieżkę ManC, wspomnijmy, iż PSG w pierwszym sezonie z szejkami nie zdobyło nawet mistrzostwa, ubiegłoroczne jesienne rozczarowania Milanu.

Tymczasem nasi włodarze klubu myślą w kategoriach "teraz-zaraz", sądzę, iż zostałby wyśmiany dziennikarz, który spytałby Pana Prezesa, kto będzie trenerem za dwa lata bądź piłkarze z jakiego kręgu geograficznego bądź wiekowego graliby w drużynie. Ale to może jeszcze są czynniki losowe. Niemniej jednak u nas nie myśli się nawet o tym, gdzie za półtora roku drużyna będzie przygotowywać się do sezonu, gdzie spędzać przerwę zimową...

Mam pytanie do osób, które przynajmniej śledzą regularnie polską ekstraklasę (bo ja nie) - o którym klubie można powiedzieć, że ma konkretny projekt (i się go trzyma)?
-
Gość: byniolus, *.dynamic.gprs.plus.pl
2018/08/23 10:00:12
Kiedys proporcje talentu, pracy, technologii, szkolenia, diety byly zupelnie inne. Wtedy pilkarze wzieci z ulicznych boisk mieli szanse. Teraz talent to maly % calosci wiec juz tak latwo nie jest. Wiec odwolywanie sie do tego co bylo za czasow Bonka jest bez sensu.
-
2018/08/23 11:13:57
I nikt przy zdrowych zmysłach dzisiejszych dzieciaków nie zamierza na podwórka (których nie ma) wyganiać. I nikt kto nie zidiociał do końca ze sklerozy nie twierdzi, że to na podwórkach wyrosły gwiazdy. Podwórka były tylko wstępną fazą selekcji do wyczynowego sportu, gwiazdami zostawało się w klubach.
Celowo powołałem się na Cruyffa. On już jako piłkarz swoimi pytaniami zmuszał trenerów do myślenia, a później jako trener budował podwaliny dzisiejszej nowoczesnej piłki. I to on jako jeden z pierwszych zaczął wprowadzać elementy podwórkowej piłki do wstępnej fazy kształtowania umiejętności piłkarskich i cech motorycznych w klubach.
Jeszcze raz... - tylko tyle i aż tyle.
-
2018/08/23 21:56:55
Tymczasem w Luksemburgu...
-
2018/08/24 08:36:32
A mój średni 10-latek z kolegami biega za gałą od tygodnia na obozie w Więcborku i choć lubi, jak każdy dzieciak, pograć w gry to najbardziej kocha biegać za piłeczką :):):)
p.s. po klęsce z Kolumbią, kiedy zalał się rzewnym łzami już w przerwie meczu powiedziałem mu, że kadrę owszem - obejrzę ale dopiero wtedy jak on w niej zagra :)
Pozdrawiam :)
-
2018/08/24 12:06:47
@alp67

"Brakowało mi Twojego głosu Stanisław w komentarzach po ostatniej kolejce eliminacji pucharowych naszych klubów zwłaszcza."

Wygłosiłem przecież mowę obrończą, potem ogłoszono orzeczenie. Niestety sprawiedliwe i dobrze uzasadnione. Mając na uwadze wynik Luksemburczyków z Rumunami, rozważam jeszcze wniosek o wznowienie postępowania ze względu na wcześniej niedostępne środki dowodowe, ale raczej na tej zasadzie, żeby wyczerpać wszystkie możliwości procesowe, niż wierząc w szanse powodzenia sprawy. Postępowanie na tę chwilę jest zamknięte, a zamiast się mazać, trzeba zbierać argumentację, konieczną do złożenia nowego wniosku w kolejnym sezonie. Problem w tym, że Legia - ani inne polskie kluby - nie może sobie pozwalać na przegrywanie postępowań w ten sposób rok do roku i nie stać jej - nawet jej - na tego rodzaju wycieczki, bo potem brakuje środków na opłacenie merytorycznego zespołu pracującego nad awansem. Już się mówi np. o tym, że najbardziej uzdolniony i dający nadzieję na lepsze jutro Szymański będzie musiał odejść. Może chociaż pozostałą młodzież, której jest teraz jakby trochę więcej w składzie i mająca za sobą częściowo niezłe mecze w młodej LM bardziej odpali, dając nadzieję na lepsze jutro? Tylko, że jak przyglądam się Legii z różnych poziomów, to tam brakuje - na każdym poziomie (może poza marketingiem) - spójnej myśli, planu i konsekwencji, żądzą emocje.

@podwórka - jeszcze jedna krótka refleksja.

Dziś dzieci trafiają do szkółek w wieku - powiedzmy - czterech, pięciu lat. Pomiędzy dziećmi, które w tym wieku trafiają do szkółek i zaczynają ćwiczyć pod okiem lepszych lub gorszych, mniej lub bardziej przygotowanych trenerów, a dziećmi, których rodzice się w tym zakresie zagapią, powstaje dysproporcja, którą bardzo trudno potem nadgonić, nie myśląc nawet o jakiejś karierze, tylko po prostu o tym, żeby za młodu pokopać w fajnych meczach czy turniejach z innymi dziećmi. Jeśli pójdziesz dziś z dzieckiem "z ulicy" - choćby naprawdę uzdolnionym - do klubu w wieku ośmiu czy dziewięciu lat, to on już ma bardzo małe szanse żeby się rozwinąć czy rozpocząć sensowną przygodę z piłką, bo większość go zlekceważy, mając materiał na daną chwilę lepszy i mniej kłopotliwy. Klubiki i szkółki od najmłodszego wieku stały się tym samym jedyną drogą rozwoju dającą wstęp do dalszych poziomów. I tutaj można panu Markowi przyznać częściowo rację, bo poruszył w tekście, który komentowałem wcześniej, również temat przygotowania (wszystkich) dorosłych do pracy z dziećmi na tym etapie, selekcji, czy organizacji szkolenia, co nie jest w Polsce najlepiej ogarnięte. Jak dla mnie, warto by było sportowo (nie tylko piłkarsko) bardziej zaangażować szkoły, ale to temat rzeka, wiadomo.
-
2018/08/24 12:21:07
*rządzą emocje
-
2018/08/24 12:32:20
@Dudelange łograło rumuńskie Cluj

Przed oczyma mam sezon 11/12 i Narodową Dramę po tym jak Wisła odpadła z APOEL-em. Powszechny płacz i zgrzytanie zębów, że "taki mały Cypr i piłkarzy znikąd to nasi powinni 7-0 pyknąć, jedno nogo, nie wysilając się". Przysłaniało to argumenty merytoryczne, jak to że APOEL w LM grał już 2 sezony wcześniej, ergo nie jest taki słaby. I nawet to, że Apoel dotarł do ćwierćfinału Lm, wychodząc z wcale trudnej grupy(wygrywając, w pobitym polu pozostawił Porto - zwycięzce LE, Zenit i Szachtar - ubiegłorocznego ćwierćfinalistę), w 1/8 wygrywając z Lyonem, uległ dopiero Realowi Mou, w niczym nie pomagało, klimat wokół Wisły Maaskanta zatruwano konsekwentnie i skutecznie.

Zobaczymy. Szanse na fazę grupową Dudelange ma sporę, gdyby jakimś cudem fazę grupową przeszedłby, to rozrywający szaty Rejtani będą skłonni pozbierać te szmaty co walają się wszędzie po podłodze i przyznać, ze przesadzili? No pewnie, przecież to bardzo honorowi ludzie, nie?
-
2018/08/24 14:05:29
@0twojastara
Widziałam oba mecze Legii z Dudelange. Luksemburczycy nie zrobili niczego, z czym w normalnych warunkach nie mógłby sobie poradzić mistrz Polski, najbogatsza i w teorii najlepsza drużyna w kraju, z potencjałem do bycia czymś więcej niż królem podwórka. Być może w starciu z Rumunami wznieśli się na jakieś wyżyny, ale nawet jeśli zagrają w finale LE, to wcale nie dojdę do wniosku, że dla Legii stanowili oni przeszkodę nie do przejścia. Legia ten konkretny dwumecz przegrała sama ze sobą.
A Dudelange życzę jak najlepiej i trzymam kciuki za ich fazę grupową. Nie zmieni to mojego zdania na temat Legii i jej tegorocznych występów w pucharach. Legia zagrała marnie i tyle.
-
2018/08/24 14:23:30
@0twojastara @letniewino

Czytałem @0twojastara twoje komentarze dotyczące tego, że Luksemburczycy nie patałachy (BTW jeszcze przed rozpoczęciem dwumeczu, pisał o tym w Wyborczej Miszowaty). Nie zmieniają te spostrzeżenia faktu, że @letniewino ma po prostu rację. Nie pokazali nasi pogromcy niczego, czego nie mogłaby przejść średniej jakości europejska drużyna, regularnie kopiąca od lat w Lidze Europy. Problem w tym, że ruch jest w dwóch kierunkach. Luksemburg zrobił w ostatnich czasach postępy i w kierunku średniej konsekwentnie zmierza, tymczasem polskie kluby, a szczególnie - niestety - Legia, zjeżdżają w dół. Byliśmy przyzwyczajeni, że nas wyrzucają z Ligi Mistrzów w eliminacjach, ale jednocześnie zawsze byliśmy w zasadzie pewni fazy grupowej Ligi Europy. Stoimy w miejscu lub się cofamy, gdy inni odważnie idą naprzód. Przy czym my swój potencjał makabrycznie trwonimy, gdy wielu innych nauczyło się sensownie wykorzystywać maksimum tego, czym dysponuje.
-
Gość: Lordroy, 188.188.89.*
2018/08/24 14:49:35
Zastanawia mnie co napisał Twojastara. Faktycznie Dla wielu Polaków z założenia jestesmy lepsi od cypru, Białorusi czy Luksemburga. Może tak samo (podświadomie) myślą zarządcy klubów?

Generalnie, wydaje mi się, ze od wyjaśnień ocierających sie o narodowe psyche nie uciekniemy. W druga stronę, to chyba tez tłumaczy sukcesy zawodników z Balkan (niekoniecznie drużyn). Ktoś pisał o cierpliwości, planowaniu na przyszłość, niezadowalaniu się byle czym. Wydaje mi się, ze to jest właściwy trop. Kto trochę zna ludzi z Balkanow ten wie jak bardzo zacięci potrafią być (ma to tez swoją mroczna stronę). Może tego nam brakuje?
-
2018/08/24 15:15:14
@letniewo@414
Nie zrobili. I nie są rzeczywiście mocni, myślę że poziom porównywalny do Arki Gdynia jest dla Luksemburskich bohaterów w miarę adekwatny.

Pytanie brzmi, jakie są "normalne warunki" dla mistrza Polski?

Bo ostatni raz gdy mistrz Polski dobrze wszedł w sezon, to będzie 14/15, czyli trochę upłynęło. od tego czasu Legia rokrocznie źle zaczyna sezon i zwalnia trenera. Zresztą nie tylko Legia, redaktor Stec wrzucał tu kiedyś zestawienie miszczów Polski, którzy regularnie tytułów nie bronili i zwalniali trenerów - ostatnim szkoleniowcem który wygrał majstra i przepracował cały następny sezon, był Skorża w Wiśle(pewnie dlatego że majstra obronił). W sezonie 08/09, w kolejnym go zwolniono, mimo że miał wcale sensowne widoki na obronę tytułu, chyba nawet był jeszcze liderem.

Od dekady to są "normalne warunki". I wielka Narodowa Drama, że przynoszą raczej oczekiwane efekty.

I może nie warto naprawdę tych narodowych dram napędzać, APOEL który już wspomniałem, poza 4 wizytami w LM, ma również w dorobku odpadnięcia z Astaną, które u nas wywołało Narodową Dramę, choć APOEL-owi wszystkie polskie kluby mogą czyścić buty.

W "normalnych warunkach" oczywiście Legia jest mocniejsza od Dudelange czy Arki, a Manchester City od tych trzecioligowców z którymi odpadli w zeszłym sezonie. Ale to jest futbol, sport, w którym pojęcie "normalnych warunków" naprawdę można różnie interpretować, w którym trzecioligowcy eliminują City, Arka wygrywa Puchar Polski, a Dudelagne eliminuje Legię, choć przecież nic z tego nie powinno się wydarzyć.

Przeglądałem sobie dokonania takich APOEL-ów czy BATE do których aspirujemy, które w LM pokazują się wcale często. I wszystkie te drużyny miały swoje imponujące wpadki w pucharach. Swoje Astany czy inne egzotyczne wywrotki.

Co sezon takich wyników które "nie powinny się zdarzyć" jest pierdyliard. I co roku ludzie zszokowani. Ja zszokowany będę, gdyby takich wpadek zabrakło. Tak jak zszokowany byłbym, gdyby "murowana czwórka do półfinału mundialu, czyli Niemcy, Brazylia, Hiszpania i Francja" faktycznie się tam zameldowała.

A że Legia będzie się nieco zwijać, było raczej logiczne, po tym jak Mioduski musiał spłacać kolegów i ciąć koszta. Skończyła się zabawa na kredyt, na pocieszenie można dodać że to trend ogólnoświatowy. Wartość memiczną nadają sytuacji memiczni szkoleniowcy, których Darek, bardzo nieumiejętnie, dobierał. I obecny też nie jest krokiem w dobrą stronę IMO.

-
2018/08/24 15:25:23
@Lordroy
Dokładnie. A domniemaną "lepsiejszość" trzeba jednak pokazać na boisku. Wątek "bo oni są z zaścianku europy, więc należy nam się wygrana" jest odwieczny i bzdurny. Gdyby Legia odpadała z jakimś klubem z Chorwacji(dwa odpadły w tej samej rundzie), wiadomo, smutek i krytyka pojawiłaby się, ale większości tej dramy by nie było, tylko dlatego, że nasze stereotypy tak działają.
-
2018/08/24 18:19:45
Mój 8-latek od 3 lat z okładem kopie w szkółce, liga żaka - 36 drużyn w mieście i okolicach; puchar Deichmanna dobrze ponad 50 drużyn. Trenują z trenerem UEFA-pro na równej nawierzchni (sztuczna lub trawa lepsza niż 20-30 lat temu. Wygląda że statystycznie coś się musi z tego urodzić w kraju tej wielkości.
Problem jest chyba później. Trudno postawić w wieku gimnazjalnym na jakikolwiek sport, odpuścić szkołę - tu odpada jakaś część zdolnych. Potem selekcja i tu anegdota ( z pierwszej ręki). Mój dobry znajomy brał kiedyś udział w selekcji do kadry województwa. Poziom średni (ten gruby to na bramkę? - No nie ale jego ojciec wicie rozumicie) No i dla ułatwienia otrzymał karteczkę z nazwiskami, którą oddał dziękując za dalszą współpracę.
Co jakiś czas słychać o jakichś szwindlach: jak zagrał w kadrze to możemy za niego dostać wyższy ekwiwalent za wyszkolenie więc jak go powołasz to odpalimy... Słabo.
Byłem na meczu Celtic-Legia. Wyglądało świetnie - stadion, sklepik, kibice, doping, gra, wynik - pełna profeska, moda na Legię w W-wie. Naprawdę blisko do normalności.
Something pojebałoś i wrócić będzie niełatwo.
-
2018/08/24 20:13:59
@Stanisław
"... bardziej zaangażować szkoły, ale to temat rzeka, wiadomo" - pełna zgoda. Zwłaszcza, że to kiedyś było... - w erze podwórek pomimo, że baza była nieporównywalnie skromniejsza.
Jak sięgam pamięcią zaczęło to "zdychać" jak telewizja przestała robić turniej klas (tak to się chyba nazywało), a ostateczny cios zadało wprowadzenie w niektórych szkołach klas sportowych i szkół sportowych.
Szkoły mamy z boiskami (chociaż niekoniecznie pełnowymiarowymi do piłki nożnej, co kiedyś nie przeszkadzało) i salami gimnastycznymi. Tylko to wygląda na puste nawet w godzinach zajęć. Przynajmniej tak jest w szkole, którą mam na przeciwko. Sala gimnastyczna (boisko do piłki ręcznej) jest najintensywniej eksploatowana w dniach wyborów (lokal wyborczy).
Ale to pobieżna obserwacja. Od września jednak zaczynam intensywne odświeżanie tematu oczami wnuczki.
-
2018/08/25 07:25:41
Działacze dyletanci, trenerzy dyletanci, piłkarze dyletanci, dziennikarze dyletanci. 0+0+0+0=0. Taki jest stan polskiego futbolu.

Dyletant --> człowiek zajmujący się jakąś dziedziną albo wypowiadajacy się o niej bez fachowej wiedzy lub odpowiedniego przygotowania.

Tak się ćwiczy podania, drybling i strzały. Czytać, oglądać, uczyć się i przesłać ten darmowy podręcznik do nauki gry w piłkę nożną do szkółek, klubów i PZPN.

Beckham nigdy nie uchodził za najzdolniejszego w Manchesterze, ale chwalono go za pracowitość. Po treningach rozwieszał samochodowe opony na poprzeczce i ćwiczył rzuty wolne. Za udane próby uznawał te, gdy piłka wpadała do bramki, nie dotykając gumy. Po kilku latach zachwycał kibiców golami strzelonymi z kilkudziesięciu metrów.
www.youtube.com/watch?v=o2yY3z9wNsc

Ronaldinho czarował na boisku od małego, a we wieku 6 lat dołączył do drużyny Gremio Porto Alegre. Już wróżono mu wielką piłkarską przyszłość i tak się stało. Ronnie przeprowadzał nieszablonowe akcje, a zwodów, wszystkich tricków, nauczył się dzięki swojemu psu. Gdy Roberto jeszcze nie zarabiał wielkich pieniędzy, nie miałem wielu piłek, miałem tylko jedną. A mój pies jej bardzo nie lubił, chciał ją przegryźć. Ja tylko się z nim kiwałem, traktowałem to jako zabawę, a dziś dzięki tej zabawie, mogę uciec z piłką przed każdym rywalem.
www.youtube.com/watch?v=Cnj64DsO8T8

Mając nieco ponad dwudziestkę na karku opracował swój unikalny sposób na to, jak uderzyć stojącą nieruchomo piłkę tak, by bramkarz do ostatniej chwili nie wiedział w którą stronę powinien się rzucić. Przez lata zostawał długo po treningach, by swój patent szlifować i dopracowywać. Ćwiczył na sucho, angażował rezerwowych bramkarzy, plastikowe mury. Z czasem doszedł do poziomu tak zaawansowanego, że uderzenie z rzutu wolnego stało się jego znakiem markowym i jak sam przyznał znacznie łatwiej było mu czasem rąbnąć z dwudziestu pięciu metrów niż z jedenastu. Juninho Pernambucano maestro rzutów wolnych, któremu umiejętności zazdrościł sam Andrea Pirlo.
www.youtube.com/watch?v=Cu79Lpabhkk
-
2018/08/25 11:07:53
@stix

Przekonałeś mnie, że mogę jeszcze zostać piłkarzem (żona nie wierzyła, hihi). Idę z oponą na boisko, a potem pokiwam się z Kają vel Lagercią. Potrzebuję już chyba tylko rzetelnego agenta. Ktoś, coś?
-
2018/08/25 14:58:53
Nakazać każdemu polskiemu klubowi sporządzenie listy 3 najlepszych obcokrajowców, którzy mają pozostać w drużynie, a resztę towarzystwa pogonić. Z Lecha Poznań 10 kopaczy odejdzie w ten sposób.
Wprowadzić nową punktację w rozgrywkach ligowych. Zwycięstwo = 1 punkt, remis i porażka = 0 punktów. Trzeba zaostrzyć rywalizację i zmusić kopaczy do myślenia tylko o zwycięstwach.
-
2018/08/25 16:53:45
Orest jak to Orest, ale na razie pod innym maverickiem (wyczulonym sorry za porównanie) świetnie rozbłysł Mateusz Klich. Przyglądam się temu projektowi z zainteresowaniem i życzę Leeds awansu, choć patrząc, że to Bielsa i Championschip to niestety obawiam się, że nadejdzie moment, że spuchną.
-
2018/08/25 22:39:36
Co za mecz Zielińskiego z Milanem... - grał, dzielił i strzelał, wyprowadzając w drugiej połowie z 0:2 na 2:2. Bramka strzelona lewą nogą to majstersztyk, ale wolej prawą to stadiony świata. Rozkręcił Napoli, które ostatecznie wygrało (już bez niego na boisku) 3:2.
-
2018/08/26 17:24:54
@Płock rządzi na Mazowszu
Ostatni raz, mam nadzieję, rozgrzebując trupa, czyli postawę Legii - jeśli ta banda patałachów dostaje taki oklep na własnym stadionie z czerwoną latarnią ligi to miast szukać jakiś wydumanych przyczyn ich klęski w pucharach, czas powiedzieć wprost - są źle przygotowanym do sezonu i źle zarządzanym gó#$m?
-
2018/08/30 11:00:47
A wiadomo, jak wyglądają mecze w tych innych, słabszych ligach, z których przedstawicielami odpadamy?
Może tajemnica tkwi w tolerancji na bylejakość boiskową, może po prostu w Polsce jest największa - i to się potem przekłada na puchary.