Blog > Komentarze do wpisu

Anglia, kolorowy zawrót głowy

Premier League, liga angielska

Kanał La Manche się nie poszerza, ale liga angielska stale się od reszty kontynentu oddala. Nie tyle jej ucieka – trudno byłoby uzasadnić tezę, że to rozgrywki w sensie sportowym najlepsze – ile z każdym rokiem staje się coraz bardziej osobna, kolorowa, inna niż wszystkie. Poniżej pięć dowodów na jej wyjątkowość, popartych twardymi liczbami (spisuję naprędce, podczas urlopu muszę się kryć z blogowaniem).

2008/09 – od tego sezonu nikt w Premier League nie zdołał obronić tytułu. To jedyna taka liga w całej Europie (!), a od trzech lat aktualnym mistrzom żyje się coraz ciężej – żaden nie utrzymał się nawet na podium, zajmowali miejsca 10., 12. oraz 5. Tu nigdy nie wiesz, co się zdarzy, a zdarzają się historie nieprawdopodobne, jak sensacyjny triumf Leicester. Teraz panowanie objęła jednak drużyna szczególna, oszałamiająca stylem gry i morderczo regularna, w minionym sezonie odleciała wiceliderowi na odległość 19 punktów. Czy piłkarze Manchesteru City wciąż będą grali jak natchnieni i Pep Guardiola zostanie pierwszym od czasów Alexa Fergusona trenerem, który obroni tytuł?

16 z 20 szkoleniowców Anglicy importowali, rodzimi fachowcy uchowali się już tylko w klubach słabszych (Bournemouth, Burnley, Cardiff City, Crystal Palace). Na szczycie tabeli rywalizowali w poprzednim sezonie właściciele chyba najsłynniejszych nazwisk minionych kilkunastu lat, czyli Pep Guardiola i José Mourinho (ucieleśniający wielką wojnę idei, reprezentujący wiarę w futbol proaktywny i reaktywny), naciska na nich heavymetalowiec Jürgen Klopp, a właśnie dołączył do tego elitarnego towarzystwa Maurizio Sarri – kolejny orędownik autorskiego, niepodrabialnego stylu gry, który jeszcze wzbogaci burzę trenerskich mózgów ekscytującą jak w żadnych innych rozgrywkach. Dołączą też ciekawi fachowcyz dalszego planu, którzy właśnie awansowali z drugiej ligi (Portugalczyk Nuno Espírito Santo i Serb Slaviša Jokanović), gdzie również widać olbrzymią siłę przyciągania na angielskie boiska – niedawno zgodził się tam pracować wybitny technokrata Rafa Benitez (przecież triumfator Champions League!), teraz Leeds zaszczycił szalony argentyński radykał Marcelo Bielsa. Ależ tam się dzieje! I pomyśleć, że ktoś w tym gronie będzie musiał przegrywać... Najtęższe trenerskie umysły wyspiarze jęli kolekcjonować przed kilku laty i już w ubiegłym sezonie poczuli przyjemne skutki rewolucji, bo wszystkie ich kluby osiągnęły ćwierćfinał Ligi Mistrzów, a Liverpool dofrunął wręcz do finału. Czy w najbliższej edycji wzbiją się jeszcze wyżej?

80 mln euro kosztował najdroższy bramkarz w historii, 62,5 mln – drugi najdroższy. Na takie ekstrawagancje stać tylko wyspiarzy, więc powyższe kwoty rzuciły przed chwilą Chelsea (na Kepę) oraz Liverpool (na Alissona), które działały jednak w skrajnie odmiennych okolicznościach. Pierwszych zmusił do inwestycji szantaż Thibauta Courtoisa (uciekł do Realu Madryt), natomiast drudzy wzmacniali najsłabiej obsadzoną pozycję w zespole, pozyskując najlepszego moim zdaniem golkipera poprzedniej edycji LM i finalizując najważniejszy transfer w czołówce. Generalnie bowiem Anglicy kupowali stosunkowo wstrzemięźliwie (zainwestowali o blisko pół miliarda euro mniej niż przed rokiem) i – znów, o tym traktuje ta notka! – inaczej niż wszyscy. Sami nałożyli sobie ograniczenia, zatrzaskując okno transferowe już dziewiątego sierpnia, co teoretycznie daje przewagę konkurentom z Europy – oni mogą manewrować jeszcze kilka tygodni, tymczasem wyspiarze mogą piłkarzy jedynie tracić. Przede wszystkim jednak na szczycie tabeli panował transferowy bezruch. Mistrz i wicemistrz z Manchesteru tylko retuszowali składy, natomiast trzeci Tottenham, rzecz w dzisiejszych czasach niesłychana, nie wydał ani szylinga. Jeszcze raz, literami o rozmiarze adekwatnym do doniosłości wydarzenia: londyńczycy NIE POZYSKALI NIKOGO. Nikogo też nie stracili, ja takiego przypadku na tym poziomie nie pamiętam. Anglicy też nie zarejestrowali żadnego, odkąd w 2003 r. zamontowano tzw. letnie okno transferowe.

Już tylko 6 z 20 klubów Premier League należy do Brytyjczyków. Pozostali właściciele pochodzą z Chin, Iranu, Malezji, Rosji, Tajlandii, USA, Włoch i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, zatem rozgrywki tracą tożsamość nie tylko rodzimą, ale i europejską, tworzące je firmy w coraz większym przejmują ludzie z kultur egzotycznych. I niewykluczone, że wpłyną na system bardziej niżbyśmy chcieli – myślę zwłaszcza o biznesmenach amerykańskich, których jest wśród posiadaczy pakietów kontrolnych najwięcej, którzy mają w portfolio również wielkie sportowe przedsiębiorstwa w swoim kraju i sądzą, że z piłki nożnej można wycisnąć finansowo znacznie więcej niż się wyciska. Do Stana Kroenke, który położył właśnie łapę na 100 procentach udziałów w Arsenalu (stracili je m.in. kibice, więc stracą nawet znikomy wpływ na klub), należą także Los Angeles Rams (futbol amerykański, NFL), Denver Nuggets (koszykówka, NBA), Colorado Avalanche (hokej na lodzie, NHL), Colorado Rapids (piłka nożna, MLS), Colorado Mammoth (lacrosse, NLL) oraz Los Angeles Gladiators (e-sport, Overwatch League). Publicysta Matthew Syed widzi w nim i jego pobratymcach ludzi, którzy doprowadzą do stworzenia kontynentalnej superligi – zamkniętej, pozbawionej spadków i awansów – a ja mu wierzę. I jako przeciwnik tej idei uważam ich za główne zagrożenie dla futbolu, większe niż bonzowie z Kataru czy ZEA, którzy przynajmniej nie chcą nam urządzać świata po swojemu.

18 z 20 klubów wpuściło już sponsorów nie tylko na klaty piłkarzy, ale również na rękawy. To też czyni ligę angielską zjawiskiem niepospolitym, łatwo odróżnialnym od wszystkich innych rozgrywek, i być może zwiastuje erę, w której po boiskach będą biegali zawodnicy obklejeni mnóstwem marek, w strojach pstrokatych jak kombinezony kierowców Formuły 1. Na razie nawet na ramionach zawodników dostrzeżemy dowody na niesamowitą wielobarwność rozgrywek, do których chcą się przytulić wszyscy. Everton od wiosny gra z fińskim Angry Birds, Crystal Palace z chińskim Dongqiudi, Leicester z tajskim browarem, a Arsenal – z logiem Visit Rwanda, dzięki któremu rząd tego afrykańskiego kraju chce ściągać turystów z całego świata, zresztą tamtejszy prezydent Paul Kagame od lat kibicuje londyńskiemu klubowi i wielokrotnie jego szefom publicznie „doradzał” (ruch wywołał słuszne kontrowersje).

Słowem, Premier League to nie Anglia, to kolorowy zawrót głowy.

piątek, 10 sierpnia 2018, rafal.stec
Komentarze
2018/08/10 21:37:38
I tylko MU jakiś mniej kolorowy - na pierwszy, domowy mecz sezonu wyszli na boisko ubrani w dwie barwy, a nie jak zawsze - w trzy :)
-
2018/08/10 22:28:30
"uważam ich za główne zagrożenie dla futbolu, większe niż bonzowie z Kataru czy ZEA, którzy przynajmniej nie chcą nam urządzać świata po swojemu"... - jeszcze nie chcą, ale czy się nie przyłączą?
W zasadzie to od pewnego czasu oczekiwałem wpisu na ten temat. Dzisiejsza piłka przeplata się z biznesem na wielu płaszczyznach równocześnie; - biznes sportowy (sportowcy, właściciele i pracownicy klubu, agenci, różnej maści działacze), biznes związków i organizacji sportowych i ich pracowników, biznes medialny (właściciele i pracownicy), szeroko rozumiany biznes marketingu i reklamy, bukmacherka.
Dzisiejsi piłkarze nie funkcjonują wyłącznie na boisku, ale równocześnie i to coraz sprawniej we wszystkich obszarach około sportowego biznesu. I tak naprawdę już od jakiegoś czasu nie wiadomo na ile za ich decyzjami, postawami stoją motywy czysto sportowe, a na ile interesy finansowe, biznesowe. Okienka transferowe świetnie ilustrują, czego przykładem np. ubiegłoroczny transfer Neymara czy tegoroczny Ronaldo, jak złożona biznesowo jest konstrukcja takiego kontraktu, jak skomplikowany montaż finansowy transferu.
Nie ulega najmniejszych wątpliwości, że piłka dojrzała do przejścia od inwestycji głównie hobbistycznych do klasycznych inwestycji kapitałowych nastawionych na bieżący zysk czy wzrost wartości, który realizuje się w dłuższym okresie czasu.
Tego się już nie da odwrócić, pytanie tylko czy uda się uratować sport, tak jak go tradycyjnie pojmujemy, czy będzie się musiał poddać brutalnym interesom biznesu.
P.S.
My też zaczynamy tego doświadczać. Wysysanie naszych młodych piłkarzy do silniejszych lig, zmiany w klubach (chociaż nie zawsze jest to połączone z unowocześnianiem ich funkcjonowania i zarządzania) i wreszcie na naszych oczach PZPN przekształcający się w organizację finansową. Kolorowego zawrotu głowy jeszcze nie ma. Siermiężne to, trochę na miarę Wilkowyi, ale proces się rozpoczął.
-
2018/08/11 00:44:30
Kreskówka "super strikers" czyli przerażająca wizja piłki nożnej się kłania...
-
2018/08/11 09:15:01
Jeśli mnie pamięć nie myli, takie skromnie retuszowane drużyny w Anglii w ostatnich latach marnie wyglądały. Ten trop prowadzi do mistrzostwa dla Liverpoolu, więc jest pewnie kompletnie błędny.
-
2018/08/11 09:40:04
Będę za Tottenhamem. Zero transferów - bardzo mi się to podoba. Wkurza mnie to coroczne zamieszanie, w którym więcej jest mieszania wody łyżką, niż sensu.
-
2018/08/11 11:13:09
"I jako przeciwnik tej idei uważam ich za główne zagrożenie dla futbolu".
Też boję się tego pomysłu, ale przypominam, że naciski na stworzenie superligi superpotęg, bez spadków i awansów (sportowych), to pomysł rzucany na europejskim podwórku przez europejskich prezesów jeszcze przed erą amerykańskich inwestorów. Tym bardziej zdanie autora brzmi złowieszczo.
-
2018/08/11 11:37:37
@alp
Ja bym chyba wolał już, żebyśmy się zgodzili na te Wilkowyje. Mam tu na myśli powrót do zespolenia klubu z lokalną społecznością. Przynajmniej będzie w tym autentyczność. Obecny stan to jakaś schizofrenia: stadiony mamy niezłe (na wyrost i z naszych podatków), budżety klubów wysokie (za publiczne pieniądze), piłkarzy z całej Europy. I co? Klub nie jest żadną większą wartością w życiu lokalnej społeczności, mało kto się przejmuje tym co się w nim dzieje. Przyjezdni faceci nas reprezentują, a my nabijamy się z nich, za to, że nie potrafią wymienić trzech podań z pierwszej piłki. Kupujemy bilety i nawet nie wiemy gdzie znika kasa. Kibic takiego Manchesteru dostaje co tydzień naoczny dowód na co idą jego pieniądze... Myślę, ze na poziomie Wilkowyj wszystko byłoby jasne: grają pan Zdzisiek, Maciek i Tadek, niech mają z biletów nowe buty. Też nie potrafią prosto kopnąć, ale to jesteśmy my, gramy dla siebie... Chociaż to pewnie tylko gminne idealizowanie. Już sam nie wiem, co robić, by poważnie myśleć o naszych klubach.
-
2018/08/11 13:02:12
@Greedoo
"to jesteśmy my, gramy dla siebie".... - i "to jest nasze, na miarę naszych możliwości i to nie jest nasze ostatnie słowo".
Masz rację. Temu się łatwiej kibicuje zwłaszcza, jak "Zdzisiek, Maciek i Tadek" kopią lepiej od nas, z równą pasją, i niewiele gorzej niż (w większości) najemny szrot trafiający do naszej ligi. Kibicować można swoim lub jakości (oczywiście najlepiej jak można i jednemu i drugiemu) a jak się nie da, to kibicuje się albo swoim albo jakości. Dzięki mediom to możliwe.
-
2018/08/11 14:05:02
Tylko Arsenal

Tylko Arsenal, wiadomo. Arsenal rozniesie wszystkich w pył. Wsiądzie na sanki na szczycie wzgórza Etihad już jutro po południu i nabierze takiego rozpędu, że nikt go nie zatrzyma. Będą nas gonili jak na szosie ogarniętej gołoledzią, to nieuniknione. Pep z Katalonii, Jose "Człowiek z Piwem", ale jeden drugiemu podstawi nogę i tym sposobem powpadają na Mauricio z Tottenhamu. Z kolei Sarri zaprosi Kloppa na espresso i nieprzyzwyczajony do takich wysublimowanych substancji Niemiec wyląduje z głową w wiadrze, zaś w czasie rewizyty Jurgen oszołomi Włocha ciężkim metalem. Tymczasem Uani będzie gnał i gnał amerykańską fregatą, kapitanem bobsleja Kościelny. Kiedy przyjdzie wziąć ostry zakręt, Torreira wbije się zębami w lód jak szablozębny tygrys, zaś młody Guendouzi utka żagiel ze swych włosów. Kiedy przyjdzie jechać spokojnie, spokój zapewni filozof Sokratis, król flegmatyków, zaś hasło "obrona Sokratesa" nabierze nowych, legendarnych znaczeń. Nie zapominajmy też o transferze z filmu Sama Peckinpaha "Żelazny krzyż" na prawej obronie, obrońcy o duszy przeoranej bataliami na włoskim froncie. Nie ma takiej siły, która mogłaby nas zatrzymać! Good old Arsenal, we are proud to say that name!

Przyszłość piłki nożnej

Jeśli zaś chodzi o przyszłość piki nożnej, nie martwcie się. Po tym jak Kronikarz opublikował na TT informację o tym, iż ścigamy się tzn. Ekstraklasa się ściga, łeb w łeb z ligą białoruską, wpadłem na pomysł, żeby zorganizować zawody, na podstawie których będzie można wreszcie ostatecznie wyjaśnić, która liga jest silniejsza. Nasza liga na ich ligę. Szesnaście drużyn na szesnaście, mecz i rewanż. Już zastrzegłem znak towarowy graficzno - słowny "Ragnarok Europy Wschodniej". Dzwonili z UEFA, są poważnie zainteresowani tym formatem.
-
2018/08/11 14:41:36
W 2 przypadkach na możliwych 88 w ciągu ostatnich 10 latach jakiś piłkarz został wybrany do jedenastki FIFA Pro.

W 4 przypadkach na 25, licząc ostatnie 9 lat, zespół EPL potrafił w fazie pucharowej wyeliminować zespół z La Liga.

Kolorowa ta EPL, gdyby jeszcze potrafili tam w piłkę grać, to może Guardiola nie zrobiłby z nich drugiej Bundesligi ;)))
-
2018/08/11 15:03:11
Pomiędzy La Ligą a EPL też będzie ragnarok. W tym sezonie w formie testowej w LM. Niektórzy są przeciw, bo uważają, że zwycięstwo w LM nie świadczy o tym, iż drużyna jest najlepsza w Europie
-
2018/08/11 15:48:24
@Stanisław
Guendouzi, you say. Hmm. Gdybym nie widział kilku bardzo przykrych wpadek, i gdybym nie miał w pamięci mojego zauroczenia z poprzedniego okresu przygotowawczego (młodzian o admiralskim nazwisku), to być może przyłączyłbym się z entuzjazmem. I gdy dodam, że pamięć atakowana jest faktem, że słynny Ateńczyk poszedł siedzieć (i dokonał żywota) za m.in. psucie młodzieży, to chłód mnie ogarnia... I jeszcze Spurs właśnie wyłazili zwycięstwo.
-
2018/08/11 22:12:27
Co za BABY!!!! Tak pobiec drugi finał w ciągu półtorej godziny!
-
2018/08/13 06:06:17
I dlatego nie oglądam ligi pseudoangielskiej.
-
2018/08/15 23:43:26
Wielu Anglików woli niższe klasy rozgrywkowe właśnie z powodu tego "kolorytu". Ogólnie jest on ok, ale jak mówi przysłowie "co za dużo to niezdrowo".

Jednakże EPL chyba już nie chce być ligą dla Anglików. Oni chcą być ligą dla całego świata i chyba im się to udało.