Blog > Komentarze do wpisu

Mundial. Odlatuję

MŚ 2018, mundial 2018

Mundiale są dla mnie jak tabliczka mnożenia, którą nie tyle znamy, ile żyje ona głęboko w nas, wdrukowana od zawsze i na zawsze. Kiedy słyszymy „siedem razy osiem”, nikt nie przeprowadza wszak żadnych obliczeń, żeby dotrzeć do „pięćdziesiąt sześć”, lecz po prostu wie. To dane najbardziej elementarne, istniejące niemal poza świadomością – jak umiejętność oddychania czy rozpoznawanie twarzy rodziców.

Identyczny związek czuję z podstawowymi faktami mundialowymi. Kiedy i gdzie każde mistrzostwa zostały rozegrane, kto wziął złoto, kogo zlał w finale. Gdybym powiedział, że wyrecytuję to wyrwany ze snu w środku nocy, to bym nakłamał, nie doszacował, użył zbyt maleńkich słów. Nie, to sprawy konstytuujące, pozwalające orientować się w czasoprzestrzeni.

Zdaję sobie sprawę, że wypisuję najbanalniejsze oczywistości, że wszyscy zdrowi ludzie ciężko chorują na mundial, ale co innego miałbym wypisywać, skoro za kilkadziesiąt minut wylatuję do Rygi i potem do Moskwy, po futbolowych igrzyskach będę się szlajał przez 35 dni, nic więcej w jaźni mi się obecnie nie mieści? Owszem, jestem psychofanem Ligi Mistrzów, ale... Ona dzieje się na co dzień, widziana z perspektywy kosmicznej maleje do uprzyjemniacza okresu oczekiwania na kolejny mundial. Przetrwaliśmy jakoś minione cztery lata, to teraz nagroda.

Postaram się z rosyjskich stepów, tajg i metropolii w miarę regularnie blogować, choć zasadniczo najwięcej do czytania będę wysyłał do Wyborcza.pl. Teraz tylko zwierzę się, czego chcę tam – poza bliskimi spotkaniami trzeciego stopnia – doświadczyć.

W XXI wieku byłem korespondentem „Gazety” na wszystkich, wyjąwszy jeden, wielkich turniejach futbolowych – mistrzostwach świata i Europy, obejrzałem też z trybun 12 finałów Ligi Mistrzów. Zaznałem całego bogactwa najpiękniejszej z gier. Od wirtuozerskich popisów Messiego czy Ronaldinho (estetycznie wspanialszego niż Argentyńczyk, ja z tej sekty), przez zjawiskowo zsynchronizowaną współpracę piłkarzy hiszpańskiej kadry czy Barcelony, po szokujące złoto Greków na Euro 2004 czy stambulski triumf Liverpoolu, który do przerwy przegrywał z Milanem 0:3. Ale mam we wspomnieniach wyrwę, która czyni je niekompletnymi. Nigdy mianowicie nie widziałem, jak Polacy wygrywają mecz na mundialu. Ściślej – pokonali USA w 2002 r. i Kostarykę w 2006 r., ale to były ostatki bez znaczenia, odbębnione w rezerwowym składzie, po uprzednim odpadnięciu. Mundiale, jeden z genialniejszych wynalazków ludzkości, kojarzą mi się z biało-czerwoną klapą. Kompletną, podlaną stylem gry wręcz zawstydzającym.

Cel na Rosję jest zatem jasny. Nie tylko przeżyć kolejne wielkie sportowe igrzyska – będąc świadomym kontekstu i zwracając na niego uwagę, nie będąc pożytecznym idiotą Putina – ale jeszcze zobaczyć na własne oczy, jak Polacy wreszcie odnoszą mundialowy triumf. Wreszcie.

Przynajmniej jeden. Ponieważ Adam Nawałka wyprał mi mózg – w końcu słucham go od 55 miesięcy z hakiem – umiem myśleć tylko o najbliższym meczu, próby wychylenia się dalej kończą się umysłowym paraliżem. I zaczynam uciekać w najbezpieczniejsze rejony. Obronnie rzęzić, deklamując: rok 1930, pierwszy mundial, w Urugwaju, wygrywa Urugwaj, w finale...

wtorek, 12 czerwca 2018, rafal.stec
Komentarze
2018/06/12 08:17:52
Ja też nie widziałem zwycięstwa Polaków na mundialu (w meczu o coś). Ale jest przecież jeszcze gorzej. Ja nie widziałem nawet gola Polaków na mundialu (w meczu o coś). Przecież w Korei pierwszego gola wcisnęliśmy USA (w meczu o nic), a w Niemczech pierwszego strzelił Bosacki (w meczu o nic). 37 lat życia i ani jednej prawdziwej chwili euforii na mundialu.
-
2018/06/12 09:24:18
@up

To ja mam jednak trochę lepiej, bo ja gola Włodka Smolarka z Portugalią (urody mniej więcej takiej jak gola Rogera z Austrią) jak przez mgłę, ale pamiętam ;) No i tą poprzeczkę Tarasiewicza z Brazylią - dużą ładniejszą niż ten gol Smolarka ;)
-
2018/06/12 10:15:08
Co prawda Rafał pisał chyba z punktu widzenia osoby znajdującej się na stadionie ;) ale w gruncie rzeczy kto pamięta mecze z Peru, Belgią i Francją w 1982 roku, temu lepiej.

Pamiętam :)
-
2018/06/12 11:27:12
Tak sobie myślę że chyba nie ma drugiego zawodu na świecie którego wykonywania zazdroszczę bardziej niż dziennikarz sportowy jeżdżący na wielkie turnieje, igrzyska. Nawet nie chodzi o to że ma dolot, nocleg i "bilety" w gratisie tylko o to że jest bliżej sportowców niż może być jakikolwiek kibic.
-
2018/06/12 12:21:27
żadnych emocji

poziom sportowy zazwyczaj niski, zwłaszcza w grupach, gdzie faworyci walczą z własną sennością jak mistrz świata w pokerze w grze na zapałki, a "bahrajny" i "laosy" z odskakującą ciągle na 2 metry piłką.

wielu zawodników nawet nie udaje, że im zależy, po długim sezonie klubowym, w sytuacji gdy zarobić na tym mundialu nie sposób, a kontuzję wykluczającą z nast sezonu ligowego - złapać łatwo; nic dziwnego, że od lat mundial to impreza na której zawodzą wybitnej klasy piłkarze.

kto nie grał za 10 milonów euro rocznie, a teraz ma się starać za Bóg zapłać, ten raczej nie zrozumie, chyba że ma empatię i jest na tyle bystry, żeby tę relację przedstawwić sobie za pomocą odpowiednio bliższej jego profesji analogii.

mundial to głównie otoczka kulturowa i emocje plemienne, narodowe, flagi, nastrój święta, cała rodzina ogląda, nawet kobiety, sąsiedzi sie schodzą i inne takie cyrki się odbywają.

prości kibice jadący na mundial, też nie jadą na piłkę nożną, ale piłka nożna jest pretekstem, by pojechać i coś zobaczyć, może jakąś przygodę mieć, w końcu podróż, rejwach stadionowy, tłok, przesiadki, tłum, zwłaszcza w środku lata, to nie są rzeczy przyjemne i relaksujące, a z trybun i tak niewiele widać oraz słychać.

w sumie, jak zajrzeć za kulisy tego całego sportowego cyrku, to wnioski nie są zachęcające.

mundial to głównie tradycja i masowe emocje rozpędzane przez media. włacza się psychologia masy, instynkt stada, ludzie w tym uczestniczą niemalzę mechanicznie, nie zastanawiając się nad sensem, nie przyglądając z bliska. dają się nieść fali. czy w takich warunkach można coś przeżyć świadomie i jednostkowo ?

-
2018/06/12 12:26:59
poziom sportowy zazwyczaj niski, zwłaszcza w grupach, gdzie faworyci walczą z własną sennością jak mistrz świata w pokerze w grze na zapałki, a "bahrajny" i "laosy" z odskakującą ciągle na 2 metry piłką.

Koledze się coś pomyliło, na tej imprezie nie ma Bahrajnów i Laosów.

Na MŚ w RPA po dwóch meczach jedna(!) drużyna była pewna awansu i jedna(!) wyeliminowana. 30 pozostawało niepewnych swojego losu.

Właśnie dlatego mnie tak wkurza, że durnie, czy raczej pazerni na kasę cynicy z FIFA, rozwalają ten format.

To są 10. mistrzostwa jakie obejrzę. Być może ostatnie.
-
2018/06/12 12:51:19
@wielmozny.pan.przecinek

A dla mnie mundial to właśnie swoiste "święto ziemniaka", najciekawsza impreza sportowa we wszystkim (wyprzedzając w moich oczach turniej olimpijski w hokeju - z udziałem NHL - i fazę pucharową w rugby), od 1994 roku potrafię przytoczyć z pamięci wszystkie drabinki pucharowe etc., a jego niewątpliwym urokiem są właśnie starcia takiego Senegalu z Kolumbią czy Islandii z Nigerią, ba, szczerze mówiąc ekscytują mnie starcia właśnie takich drużyn jak Arabii Saudyjskiej i Egiptu - bo "na co dzień" tego nie ma.

I żeby nie było - zgadzam się z tezą, że pierwsza faza potrafi być senna (i tak wiadomo, że Brazylia, Argentyna, Niemcy, Hiszpania czy Francja powychodzą z grup),
ale patrząc na taki Real czy Juventus również nie sposób nie odnieść wrażenia, iż w fazie grupowej LM odrabiają oni pańszczyznę.

I niestety trudno mi nie zgodzić się z @airborellem...
-
2018/06/12 14:09:26
@airborell

nawet Arabia czy Panama ?

wydaje się też, że takżę Iran - zwłaszcza na tle Hiszpanii czy Portugalii - może śmiało aspirować do zostania "laosem".

Kostaryce też warto dać szansę, a nie wiadomo, co się jeszcze urodzi po drodze.

cóz, życzę ci co najmniej 10 następnych mundiali.
-
2018/06/12 14:23:16
Życzę przyjemnej pracy i skutecznego kibicowania. Ciekaw jestem, czy spotka Pan takie widoki, jak ten w linku poniżej:
www.kasparov.ru/material.php?id=5B06600644D76

-
2018/06/12 14:27:49
@ klemens de miszczo

rozumiem w pełni ten punkt widzenia i kulturowej ciekawości, choć aktywnośc nie podzielam. odstrasza mnie zazwyczaj dośc niski poziom gry tych egzotycznych zespołów.

zdecydowanie masz rację, piłka klubowa jest tak samo zhierarchizowana jak reprezentacyjna.

waloreem MS w nogę jest na pewno to, ze rozgrywane są raz na 4 lata. dlatego ten tytuł mistrzowski ma jeszcze jakąś rangę i cąła impreza zachowuje charakter odświętny.

no i system KO, który podnosi temperaturę w fazie pucharowej, chociaż jednocześnie dopuszcza/premiuje - w przeciwieństwie do dwumeczów - rozstrzygnięcia na podstawie formy dnia, stąd te mundialowe sensacje, za które kibice tak lubią te zawody.

ofk, sensacje do pewnego stopnia, bo w finale zazwyczaj grają jacyś faworyci, więc emocje związane z sensacjami są dośc schematyczne, gdyż niezmiennie marzenia o mistrzostwie dla underdoga pozostają ostatecznie tylko fantazjami umilającymi czas oczekiwania na nieuchronnie zbliżający się decydujący pojedynek między zawodnikami wagi ciężkiej.
-
2018/06/12 15:27:39
Polska - Peru pamiętam jak przez mgłę głównie dzięki charakterystycznym strojom naszych przeciwników.
-
2018/06/12 16:32:46
Ha! Trochę jak przez mgłę, ale coś tam pamiętam z meczów z Belgią i Francją.
Mecz z Portugalią oglądałem z odtworzenia, żeby na żywo o takiej porze to za mały byłem.
No ale w sumie nadal czekam na możliwość obejrzenia w live tv ważnego zwycięstwa naszych na MŚ.
W końcu są powody do optymizmu, bo kadra jest niezła i może Glik nawet na Kolumbię zdąży.
A redaktorowi to zazdroszczę jak cholera, bo chciałem się wybrać na te mistrzostwa, ale nic z tego...
-
2018/06/12 17:10:13
He, he, za mały był. I tak stary piernik już ;). Ja się obudziłem na gola Smolarka, bo spałem w pokoju z telewizorem. Ale najbardziej z tego mundialu (z poprzedniego nic) pamiętam Hugo Sancheza, roześmianą facjatę Linekera z okładek polskich gazet, wysokie wyniki - ZSRR jedna za drugą Węgrom ("grają jak napromieniowani"), Dania, która rozwala Urugwaj, żeby potem dostać bęcki od Hiszpanii niemal takim samym stosunkiem bramek (jak to?), oraz gadkę z sąsiadem (- I co, ciężko będzie z tym rywalem, nie? - No tak, ale moooooże sprawią niespodziankę...). Nawet mecz otwarcia pamiętam, bo całkiem wcześnie grali. To wszystko oczywiście poza Maradoną, który skradł show niemal całkowicie. Pamiętam też że byłem za Belgią, chyba tak przez reminiscencję jak inżynier Mamoń, bo w zasadzie mniej więcej od eliminacji do tego turnieju zacząłem oglądać kopaną. A na plastikowym boisku z ołowianą kulką (jeden z takich "analogowych" hitów PRLu dla dzieciaków) częściej wybierałem żółtych niż czerwonych, bo lepsi technicznie z założenia. W ogóle w tamtych czasach ten mundial to było chyba atrakcyjniejsze wydarzenie, mniej bodźców itd.
-
2018/06/12 17:17:54
"Kostaryce też warto dać szansę, a nie wiadomo, co się jeszcze urodzi po drodze. "

Mówimy o poprzednim ćwierćfinaliście, który w pobitym polu pozostawił Urugwaj, Włochów, wyprzedził w grupie Anglików, pobił Greków, odpadł dopiero z medalistami.

"mundial to głównie tradycja i masowe emocje rozpędzane przez media. włacza się psychologia masy, instynkt stada, ludzie w tym uczestniczą niemalzę mechanicznie, nie zastanawiając się nad sensem, nie przyglądając z bliska. dają się nieść fali. czy w takich warunkach można coś przeżyć świadomie i jednostkowo ? "

Zamienić "mundial" na "Premier Leauge" i to nawet ma sens xD

"nawet Arabia..."
www.youtube.com/watch?v=FxDNewTtlXU

Zlituj się. W EPL też występują różne QPR/Watford, w LM też pojawiła się Legia.

@klemens_de_miszczo
A ja się przesadnie nie zdziwię, jak jeden z wymienionych faworytów z grupy jednak się nie wygrzebie. Zawsze są jakieś wesołki na turniejach. Przynajmniej tak długo jak format mamy obecny, rozszerzenie mundialu, faktycznie sprawi że faza grupowa będzie wyłącznie do obębnienia.

-
2018/06/12 17:38:32
Pierwsza euforia to ćwierćfinał 66 Korea-Portugalia 0:3 do przerwy - Euzebio niemal sam wygrywający awans do półfinału w drugiej połowie. A ekstaza...
Osiem lat później. Sędzia gwiżdże po raz ostatni w meczu Polska-Argentyna 3:2, rozhisteryzowany "Kulawy" (red. Ciszewski) sadzi błąd za błędem (już nie językowe, ale wręcz ortograficzne) i nagle... - na klatce schodowej zaczynają trzaskać drzwi, łomot nóg na schodach, metalowa poręcz wibrująca niesamowitym dźwiękiem. Nie wytrzymałem i też pognałem. Po chwili wszystkie dzieciaki z bloku były na podwórku, kopały piłkę a wśród nich paru nas dwudziestolatków. A starzy na balkonach. I wszyscy byliśmy Deynami, Szarmachami, Gadochami, Latami, Żmudami, Gorgoniami... - z drużyny nie brakowało nikogo.
P.S.
Kiedyś chyba już o tym pisałem... - oglądałem MŚ (wszystko łącznie z powtórkami) i zaliczałem sesję egzaminacyjną. Na ostatnim (siódmym) egzaminie się poddałem. Nie byłem w stanie skoncentrować się na tyle, żeby zrozumieć pytania. Jedyny oblany egzamin na studiach... - nie sposób zapomnieć!
-
2018/06/12 17:45:02
Panama na papierze wygląda na outsidera, ale oni jednak wyeliminowali USA, drużynę o dość ustalonej renomie.

Dobra, to poniżej ranking MŚ jakie widziałem - od najlepszego do najgorszego:

1994
1986
2010
1982
1998
2014
2006
1990
2002

(wychodzi że najlepsze Mundiale są poza Europą...)
-
2018/06/12 21:09:48
Hiszpania 82. Ostatni gwizdek "zwycięskiego" remisu z Ruskami.
Na całym naszym blokowisku jedno wielkie radosne mruganie świateł w mieszkaniach. Całe bloki.
Trwa stan wojenny...
Ciary po dziecięcych plecach :)

PS
@XsawrasW
W poprzeczkę bombnął z Brazylią Karaś a nie Tarasiewicz.
Wiem, bom dawno temu przegrał z kumplem o to zakład. Też w pamięci wrył mi się Tarasiewicz. On strzelił w słupek :)
-
2018/06/12 21:45:18
@22drexler
Tak! Też tak mam to ułożone w głowie. Taki polski Amarcord.
-
2018/06/12 22:53:23
Tak, fajne uczucie pamiętać zwycięstwa i grę o coś więcej, niż honor(?).
Polecam wszystkim niepamiętającym.
-
2018/06/12 22:56:05
Tarasiewicz w słupek nie tyle strzelał, co wrzucał.
I ten sędzia, niech go...
-
2018/06/12 23:01:59
Gol Smolarka '86 vs gol Rogera '2008 - zbrodnia w ogóle je zestawiać.
Gol Smolarka to mały majstersztyk.
-
2018/06/12 23:25:49
@22drexler

Kurde, niemożliwe, byłem przekonany, że to Tarasiewicz. Może takie pamięciowe skojarzenie, bo niecałe dwa lata później już na pewno Tarasiewicz załadował taką bombę w okienko Ravellemu w Goeteborgu z wolnego chyba z 40 metrów.

@antropoid
Przyznaję, że przez mgłę pamiętam, więc nie będę się kłócił. Aczkolwiek dla mnie określenie majstersztyk jest zarezerwowane dla wyczynów typu karny Romario w finale MS'94 (tudzież ten Zidane'a z finału '06).
-
2018/06/13 00:34:56
@xavrasw

Efektowne, ale szczerze wątpię, czy ktoś w takim momencie (jeśli w ogóle) planuje strzelenie karnego od słupka/poprzeczki.
W golu Smolarka wszystko było zamierzone - sposób opanowania piłki w sprincie i natychmiast, mając sekundę czasu do namysłu wciśnięcie jej w chyba jedyną dostępną lukę :).

-
2018/06/13 09:08:49
I jak w tym towarzystwie miałby się odnaleźć człowiek, który pamięta mecze Górnika z AS Roma (wiek przedszkolny) i finał IO'72 (tylko I połowa, bo na drugi dzień do szkoły)? :)
Mistrzostwa 1974 r. pamiętam doskonale. To one zafascynowały mnie piłką do tego stopnia, że wgryzłem się w historię tej imprezy, w jej najdrobniejsze szczegóły. Nie chodzi o przechwałki, ale dałbym Ci radę, Rafale, w każdym teleturnieju na temat Mistrzostw. Trwało to aż do MŚ'94. Kolejne okazały się dla mnie za duże. Przerósł mnie rozmiar imprezy i jej "abstrakcyjność" dla polskiego kibica. Reprezentacja Polski stanęła na tak długo, że wyprzedzały ją rozliczne, "dziwne" nacje. Nacje, które dla kibica z "tamtej epoki"... Legła w gruzach pewna hierarchia.
Fascynacja umarła, ale dzięki polskim kopaczom (którzy unikali tej imprezy jak ognia) oglądałem sobie te poszczególne festyny piłkarskie bez niepotrzebnej nerwowości. Se patrzyłem.
Patrzyłem na piłkę krytycznie. Był to okres nieustannych fauli. Prekursorem tego "stylu" był niejaki Claudio Gentile (poczatek lat 80-ych). Piłka (jako przedmiot gry) cieszyła się coraz mniejszym zainteresowaniem zawodników. Coraz większym zainteresowaniem cieszyli się natomiast zawodnicy przeciwnika. A to się uszczypnęło, a to nadepnęło się na stopę, pociagnęło za koszulkę, przewróciło się na nogi przeciwnika. Zjawisko "fauli taktycznych" zaistniało wczesniej. To one systematycznie psuły piłkę.
Mistrzostwa z 2014 roku zaczęły (chyba) odwracać ten trend. Oby.
2 epizody z udziałem Polski (2002 i 2006)... Epizody. Wielkie nadzieje i totalna klapa. W MŚ'06 zostaliśmy "posprzątani" już w pierwszym dniu imprezy. No i emocje poszły precz.
Czy przyszła pora, żeby polski kibic znów emocjonował się mistrzostwami świata? Oby.
-
2018/06/13 11:42:05
@Repres
Podobnie to pamiętam. I pewnie się nie obrazisz, jak do legendarnego Górnika, dorzucę pucharową Legię i Widzew.
-
2018/06/13 12:15:04
"mówimy o poprzednim cwiercfinaliscie"

jeden wybryk., 4 lata temu.

"zamienic mundial na Premier League i to ma sens"

chyba nonsens :]

MS bazują na massmedialnej histerii, która jest zjawiskiem przypisanym do wydarzeń krótkoterminowych, MS czy IO, więc nie dotyczy lig piłkarskich grających na codzień.

-
2018/06/13 12:16:00
"Panama na papierze wyglada na outsidera"

obawiam się, ze nie tylko na papierze nim będzie.

-
2018/06/13 12:23:11
Jak myślicie, Hiszpania właśnie zaorała własne medalowe szanse?
-
2018/06/13 12:28:22
@Otwojastara
No cóż? Moment na ogłoszenie decyzji w sprawie "Lepety" faktycznie zaskakujący.
-
2018/06/13 14:22:49
@0twojastara

Z opcji ankietowych chyba skłaniam się ku odpowiedzi c) Trudno powiedzieć.
Może nie zaorała, a ciut obniżyła prawdopodobieństwo wygrania/medalu. Jednak to była maszyna tego trenera, nie ma pewności, czy ten od młodzianów - Celades będą wiedzieli, co z nią robić w przypadku jakichś niepomyślnych scenariuszów. Po tej stronie drabinki są napakowani gwiazdami Francuzi (zawsze z nimi pod górkę mają), których mogą uniknąć nawet do finału przy wygraniu przez obie drużyny swoich grup, ale są jeszcze Duńczycy, Chorwaci i Argentyńczycy. Teoretycznie w półfinale powinni zameldować się Francuzi i Hiszpanie kosztem np. Argentyny, ale... to też ostatni poważny turniej Messiego, Chorwaci czy Duńczycy słabi nie są - wszystko tu możliwe. A już na pewno to, że któraś z tych dwóch drużyn (FRA/ESP) o pozornie największych szansach swojej grupy nie wygra.
-
2018/06/13 14:23:18
Celades i Hierro* miało być.
-
2018/06/13 15:13:57
A z innej beczki, tak odnośnie zazdroszczenia redaktorom sportowym, że sobie jadą.

Są również chwile, kiedy musisz łykać to mdłe klepu klepu i nie możesz wyszarpać żadnego newsa ;). Zwłaszcza konferencje Nawałki to musi być mordęga. To się potem nie nadaje na żaden poważny materiał. Ta kontuzja Glika to chyba ulga musi być, bo to taki automatyczny generator newsów.
-
2018/06/13 15:46:24
@Alp
Wyniki Legii pamietam. Niestety, z dzieciństwa nie mogę sobie przypomnieć żadnego jej meczu pucharowego (z tej edycji "półfinałowej" PEMK). Widzew to już w pełni świadoma historia.
Gdybym miał głosować za najlepszymi mistrzostwami świata, które oglądałem, to subiektywnie byłyby to MŚ'74, a "obiektywnie" byłaby to Hiszpania'82.
Niemcy'74 - wiadomo: po raz pierwszy otworzył się dla Polski i dla polskich kibiców wielki piłkarski świat. Tego świata mogliśmy "dotknąć". Wielkie Polskie Święto. A że Bozia nie chciała żebyśmy byli mistrzami i zesłała deszcz... Dobrze pamiętam ten deszczowy (także w Polsce) dzień.
Hiszpania'82, bo wtedy zobaczyłem najpiękniej grającą reprezentację - Brazylię.
Do 74 roku Brazylia była dla mnie jakąś futbolową bajką. Słyszało się o niej, ale się jej nie widziało. W 1974 roku zobaczyłem ją i... była to straszna siermięga. Wielkie dziecięce rozczarowanie. Podobnie topornie grali Brazylijczycy w 78 roku. I wreszcie doczekałem się. Brazylia'82 to była poezja w grze. Gdyby mieli środkowego napastnika na przyzwoitym poziomie, byliby poza wszelką konkurencją. Ale nie mieli. Odpadli. Dziś już chyba nikt nie pamięta tamtej Brazylii. A była wspaniała. Nawet ta z 2002 roku nie mogła się do niej równać. Tylko napastnika miała lepszego.
W czołówce stawiałbym też MŚ'14. Nareszcie sędziowie zaczęli dbać o jakość widowiska piłkarskiego. I przyniosło to bardzo fajne efekty: mecze były w miarę czyste, płynne i wciągające. W zasadzie obyło się bez skandali. Nareszcie dało się to ogladać bez zażenowania.
Oby nadchodzące MŚ były jeszcze wspanialsze.
-
2018/06/13 15:57:33
@repres1
"Dziś już chyba nikt nie pamięta tamtej Brazylii."

Żartujesz sobie chyba. Nawet szanowny redaktor miał notkę o tej Brazylii. Tele Santana na tym blogu to nie jest postać anonimowa ;).
-
2018/06/13 16:41:43
@Repres
" była to straszna siermięga" ... - nie było tak źle. Z nami o srebro przegrali tylko 0:1.
Faktycznie z tą Legią coś jest nie tak. Pamięta się radość sukcesów, ale konkretne mecze giną we mgle. Z Widzewem pomimo, że to świeższa historia mam podobnie.
-
2018/06/13 21:31:15
@Alp
Nie chodzi mi o wyniki, ale o siermiężny, siłowy styl gry. Jeśli człowiek nasłuchał się o "Czarodziejach z Rio" (po MŚ'70) i zobaczył Brazylię w 74 roku, rozczarowanie było ogromne.
-
2018/06/14 08:06:44
Przecież Brazylia 2002 grała okropnie, a kluczowe mecze wygrywała tylko przez koszmarne błędy bramkarzy przeciwnika.

Generalnie od 1970 roku Brazylia zostaje mistrzem wcale nie wtedy, kiedy pięknie gra w piłkę. Pięknie grała ekipa z 1998. I oczywiście drużyna Santany, która na zawsze pozostanie legendą.

-
2018/06/14 09:17:10
@airborell
"Przecież Brazylia 2002 grała okropnie, a kluczowe mecze wygrywała tylko przez koszmarne błędy bramkarzy przeciwnika."

Może nie jakoś okropnie, bo mieli robiących różnice - był świetny Rivaldo czy Ronaldinho - Seaman popełnił błąd, ale strzał był naprawdę mistrzostwem precyzji itd. Ale jako drużyna mieli mecze przeciętne i najbardziej zapada w pamięć symulka Rivaldo przeciwko Turcji, z która zresztą męczyli się w obu meczach. Pamiętam, że nie wzbudzali aż tak strasznej sympatii wśród kibiców-studentów, widzów spod telebimu. Ale generalnie tak, Maciej Maleńczuk się trochę pomylił z tym wieńczącym swój hit "nie płaczcie, bo wygrali Brazileiros" - raczej mało kto ich wielbił wówczas jako artystów futbolu, którym się tytuł należy.

Z kolei ekipa z 1998 roku do finału zmiatała chyba wszystko jak leci, nawet mistrzowie mieli większe trudności, nie tylko z powodu świetnej postawy Chilaverta. A w finale to właśnie ci pierwsi stracili wszelki błysk. Niby stałe fragmenty gry ich załatwiły, ale nic nie grali. Nie mogłem się nadziwić, jak to się stało.
-
2018/06/14 21:45:35
Oj panowie, pamięć wam szwankuje. Ekipa z 98 przegrała z Norwegią, w ćwierćfinale wymęczyła 3-2 z Danią, a Holandię pokonała dopiero w karnych, zresztą po fantastycznym meczu.
A ekipa z 02 w grupie trzasnęła 11 goli, pomęczyła się z Belgią, ale było w końcu 2-0, a z Anglią w końcówce w 10 prawie nie oddała piłki rywalowi, który słaby przecież nie był.
Nie rozumiem marudzenia na Brazylię czy to z 94 czy z 02. Nudne mecze wynikały głównie z tego, że rywale murowali bramkę (Szwedzi, Turcy, USA). Jak grali bardziej otwartą piłkę, to bywały świetne mecze, jak te z Holandią czy wyraźne zwycięstwa (3-0 z Kamerunem, 5-2 z Kostaryką). To jest mundial, są silne drużyny i nie każdy mecz się wygrywa wyraźnie. A trzeba też zachować jakąś dyscyplinę taktyczną, bo inaczej kończy się, jak w 82 - ten zespół z kolei jest niesłusznie gloryfikowany.
Od dawna żaden zespól nie dominował na mundialu, każdy się w jakimś meczu męczył, nawet Niemcy po rozbiciu Portugalii zremisowali z Ghaną, a Algierię pokonali po dogrywce dopiero. Nie ma drużyn bez skazy, ostatnią taką to była chyba Brazylia w 1970. ale to prehistoria.
-
2018/06/14 22:54:33
Karne pamiętam dobrze, nawet pamiętam, gdzie je oglądałem - faktycznie, pominąłem je trochę z rozpędu, ale to już półfinał. W meczu z Danią to pamiętam, że raczej przeważali, chociaż ten Dunga (czy to Branco był na 3:2, bez gugla piszę, żeby było uczciwie ;)) ich uratował - a Dania nie była wtedy zła. Norwegii nie pamiętam, bo to prawdopodobnie nie miało znaczenia. No, ale fakt, przekłamałem ;).
-
2018/06/15 14:29:27
Brazylia - Dania z dwoma Laudrupami! Cóż to był za mecz! Niesamowity gol Briana Laudrupa!
-
2018/06/15 19:41:17
Tak, po niezbyt udanej przewrotce Roberto Carlosa. Przewrotkę to jednak trzeba umieć...