Blog > Komentarze do wpisu

Liverpool w krainie czarów

Liverpool FC w krainie czarów

Wspominałem już tu i ówdzie, że Liverpool zdaje mi się bodaj najfajniejszą drużyną piłkarską do kibicowania. Przemykało mi to w łepetynie w poprzedniej dekadzie i notorycznie wraca, a ostatnio gania po zwojach mózgowych już bez ustanku.

Niełatwo „najfajniejszość” zdefiniować, jeszcze trudniej zmierzyć. Nie chodzi o nadmierną skłonność do wygrywania – na nią chorują gdzie indziej, choćby w Realu Madryt, który również zabawi wkrótce w finale Ligi Mistrzów. Zresztą seryjne zwyciężanie skutkuje erupcjami apokaliptycznej histerii, ilekroć piłkarze cokolwiek przegrają. Też mamy świeżutko w pamięci adekwatny przykład – Barcelona bierze w świetnym stylu oba tytuły krajowe, ale nastroje zatruwa wspomnienie feralnego 0:3 z Romą. „Najfajniejszość” dostrzegam więc tam, gdzie futbol dostarcza kibicom najwięcej intensywnych doznań – z mnóstwa powodów, liczy się i styl drużyny, i przyjemność z wyczynów rekordowo krańcowych, i wielość epizodów nie z tej ziemi, i kolorowość trybun lub związanych z klubem osobowości, i rozszarpujące nagłe zwroty akcji, i ekstremalne okoliczności wygrywania lub przegrywania.

Tak, również przegrywania. Jako fan Milanu i ofiara zaklęć liverpoolskich, która w maju 2005 roku skamieniała na trybunach w Stambule (od 3:0 do przerwy do 3:3 i klęski w karnych zatańczonych przez Jerzego Dudka), wyznam wam, że zdecydowanie wolę doświadczyć niepowodzenia po finałowym wieczorze wszech czasów niż znosić szare 0:2.

A pamiętam jeszcze, że tamten dreszczowiec poprzedził półfinał z Chelsea rozstrzygnięty dzięki golowi, który - co wykazała dopiero analiza przy użyciu izraelskiej technologii rakietowej - w ogóle nie padł.

Pamiętam, że kilka lat później, choć liverpoolczyków wciąż prowadził słusznie uchodzący za nudziarza trener Rafa Benitez, to właśnie w ich meczach fazy pucharowej padało najwięcej goli. Że to właśnie oni odnieśli wówczas bezprecedensowo wysokie zwycięstwo w Champions League (8:0 z Besiktasem) i nikt do tej pory ich rekordu nie wymazał.

Pamiętam, że to oni współposiadają również rekord wyjazdowy, bo rozbili 7:0 słoweński Maribor.

Pamiętam, że to oni uczestniczyli także w najobfitszym remisie Ligi Mistrzów – 4:4 z Chelsea. Że to oni jako jedyni dożyli wiosny w rozgrywkach, gdy zaczynali je w środku lata, od najgłębszej rundy kwalifikacji. Że to im zawdzięczamy kosmiczne 5:4 z Alaves w finale Pucharu UEFA.

To ich nade wszystko kojarzę z porywającymi horrorami w rozgrywkach angielskich, jak niezapomniane ligowe 4:4 z Arsenalem czy podróż od 0:2 do 3:3 z West Hamem po strzale ostatniej szansy w doliczonym czasie Stevena Gerrarda w finale krajowego pucharu, po którym nastąpiła dogrywka i zwycięskie rzuty karne. A skoro przyfrunęliśmy do byłego kapitana: stanęło mi przed oczami, jak w 86. minucie przywalił Olympiakosowi na miarę wyjścia z grupy w LM. Albo jak pośliznął się na miarę utraty tytułu w Premier League, a w następny weekend Liverpool już ostatecznie zaprzepaścił szanse, remisując z Crystal Palace mecz, w którym prowadził 3:0. I wszystko to w sezonie wyładowanym goleadami, jak 5:1 z Arsenalem, 6:3 z Cardiff City, 5:0 i 4:0 z Tottenhamem, 3:0 z Manchesterem United czy 4:0 w derbach! Uff, czerwony kibic niekoniecznie świętuje, ale co przeżyje, to jego.

Jeszcze raz: rozrzucam przykłady spontanicznie, nie dysponuję precyzyjnymi pomiarami, z których wynika, iż wokół Liverpoolu dzieje się najwięcej, ale z własnoocznych oględzin piłki nożnej XXI wieku wnoszę, że owszem. Ile razy widzieliście, by ktoś przegrał wskutek rykoszetu od leżącej na murawie piłki plażowej, jak zdarzyło się to „The Reds” z Sunderlandem?!

Ostatnio metafizyczne poczucie dziwności liverpoolskiego istnienia, a zarazem przeświadczenie o nadnaturalnej atrakcyjności drużyny z Anfield Road jeszcze się wzmaga. Śledzimy na bieżąco: rekordowa liczba goli w jednej edycji Ligi Mistrzów (45, poprawione osiągnięcie Barcelony); podziwianie w Salahu, Firmino i Mané najskuteczniejszego tercetu w historii (z 29 bramkami przelicytowali słynne tria barcelońskie i madryckie); aż trzykrotne rozbicie rozstawiającego wszystkich po kątach Manchesteru City; wreszcie udział w półfinale obfitszym w gole niż jakikolwiek dotychczasowy (7:6 z Romą).

Słowem, to Liverpool jest na razie królem chaosu rządzącego najnowszą Champions League, o którym szerzej piszę tutaj. Nie muszę już więc dodatkowo przypominać, że akurat jego mecze poprzedza najsłynniejszy futbolowy hymn. I że akurat jego piłkarzy inspiruje wybitnie popularny trener Jürgen Klopp – trochę hipis, a trochę rewolucjonista, który na miarę sensacyjnego finału dawał po garach już w Dortmundzie.

Któż inny miałby wyciąć numer nieśmiertelnemu Realowi Madryt, do którego pokonania nie wystarczy, jak wiadomo, po prostu lepsza gra?

czwartek, 03 maja 2018, rafal.stec
Komentarze
Gość: Czacha dymi, *.dhcp-tomplex801-112.net.tomkow.pl
2018/05/03 21:01:32
Niech the Reds wnioskuję o zmianę lokalizacji finału z Kijowa na Santiago Bernabeu. Ich szansę wtedy wzrosną do 40 %
-
2018/05/03 21:11:30
Nie wiem czy częste wizyty u kardiologa i słuchanie w opowieściach o tytule mistrza kraju są cechami pożądanymi przez kibiców najfajniejszego klubu świata. Myślę, że na Anfield czy też na Signal Iduna Park fani zasługują na więcej. Niestety życie nie jest sprawiedliwe.

Co do finału to sądzę, że Liverpool potrzebuje znowu Stambułu, aby sięgnąć po szósty Puchar Mistrzów. Wówczas przeskoczyliby i Bayern i Barcelonę przechodząc na trzecie miejsce pod względem osiągnięć w najważniejszych rozgrywkach europejskich (jak to śmiesznie brzmi, skoro nie bierze się pod uwagę najważniejszych rozgrywek europejskich w latach 1949-1957). Są dobrzy, ale mają też spore minusy. IMO to trochę za mało, aby ugryźć nietykalny pod każdym względem Real Madryt. Może jednak Klopp wygra finał, może przechytrzy Zidane'a. Mało prawdopodobne, ale dopóki piłka w grze to wszystko jest możliwe.
-
2018/05/03 21:39:47
Nie no, trochę się to czyta. Przeczytałem raz i w sumie tak mi się spodobało, że przeczytałem po raz drugi. Gratuluję tak dobrej pamięci.
Dodam, że niezwykłość LFC polega także na tym, że potrafił się oprzeć niedawno pewnej klątwie:) Czekam z niecierpliwością na niedzielne starcie na Stamford Bridge.

" stanęło mi przed oczami, jak w 86. minucie przywalił Olympiakosowi na miarę wyjścia z grupy w LM"

Się pamięta, ależ to był gol. Ale już na zawsze zapamiętam najbardziej z niego:
"What a hit son, what a hit!! I to od kogo, Andy Gray, stary evertonian.

Ale kraina czarów to będzie, jak oni kiedyś w końcu zdobędą tytuł mistrzów Anglii.
-
2018/05/03 21:41:21

W 49. minucie powinien być karny dla Romy i czerwona kartka dla bramkarza.
Myślę, że był to decydujący moment rywalizacji, którą wypaczyli sędziowie. Były też oczywiście inne drobne błędy, ale ten był kluczowy.
Ponadto po ręce Arnolda (karny dla Romy!) protestował El Shaarawy. Zamiast powielać głupoty (Twitter), warto obejrzeć powtórkę.

Skandaliczne sędziowanie, a nie jestem w tej opinii odosobniony, zabiło najfajniejszy futbol tej edycji LM, jednocześnie premiując tępą, prymitywną bieganinę.
Szkoda, że bohaterami dzisiejszej notki nie mogli zostać piłkarze z Rzymu.

Liverpool najfajniejszą drużyną piłkarską do kibicowania?
Chyba tylko dla Polaków.
-
2018/05/03 22:01:51
@gobokke

Człowieku, ochłoń trochę, bo tępa frustracja zalewa Ci szare komórki. Owszem, były kontrowersje z karnymi, ale to LFC był w tym dwumeczu zdecydowanie lepszy, a nazywając ich grę tępą, prymitywną bieganiną wystawiasz sobie nie najlepsze świadectwo. Naprawdę, pozdrawiam serdecznie...

"Liverpool najfajniejszą drużyną piłkarską do kibicowania?
Chyba tylko dla Polaków."

No chyba jednak niekoniecznie, ale to tak naprawdę nie jest najistotniejsze.
-
2018/05/03 22:38:35
@gobokke
Mogę się mylić, ale chyba przepis zwany "podwójną karą" został zniesiony, i obecnie w polu karnym raczej wlepia się żółtą, nie czerwoną, tak czy inaczej. No chyba że faul sam z siebie był brutalny i zasługiwał na żółtą tak czy siak.
-
2018/05/03 22:41:09

@irek16lfc

Ja też Cię pozdrawiam, pozostanę jednak przy swoim stanowisku, które podziela, co chyba już zauważyłeś, wielu kibiców.
Drużynie "zdecydowanie lepszej" nie muszą pomagać sędziowie.
-
2018/05/03 23:41:32
@gobokke

Ale mnie kompletnie nie interesuje zdanie wielu innych kibiców, wiem co widziałem.
Wynik 7-6 i tak zaciemnia to co działo się w tych dwumeczu, który LFC miało pod kontrolą i naprawdę o pomoc sędziego się nie prosił.
-
2018/05/03 23:45:31
@tomo1989
Jakie to rozgrywki?
-
2018/05/04 00:19:34
@ytuch2
Puchar Łaciński.
-
2018/05/04 00:24:50
Dziękuję.
-
2018/05/04 00:54:12
@tomo1989

nietykalny pod każdym względem Real Madryt.

Czy ja wiem? Rewanżowe mecze 1/4 i 1/2 LM dowodzą raczej tego, że Real Madryt jest w tym sezonie jak najbardziej tykalny. Jeśli "tylko" Liverpool nie będzie rozdawać prezentów w defensywie (vide Benatia, Rafinha, Ulreich), to ma szansę.

@gobokke

Chyba jednak trochę przesadzasz. Rozumiem sympatię do calcio, ale jednak na awansie Liverpoolu (tępa, prymitywna bieganina? - no ej!) do finału futbol też specjalnie nie ucierpi. Sędziowanie faktycznie słabe, czy wypaczyło wynik - nie wiem, być może, ale oddajmy też Kloppowi i jego ekipie, co im się należy.
-
Gość: Moczul78, *.range31-50.btcentralplus.com
2018/05/04 03:29:13
Panie Rafale swietny artykul - ladnie to Pan zebral. Ja tylko bym jeszcze dodal polfinal Ligii Europy z Borusia Dortmund. Juz Niemcy bukowali bilety na final ... 4:3 z 3:1. Coz jak jest sie fanem Liverpoolu to znasz dwie prawdy nie ma takiego wyniku z jakiego ta druzyna nie bylaby w stanie wyjsc no I prawda druga ... zawsze jest jeszcze kolejny sezon. No ale jak sie dla kibica licza tylko trofea to rzeczywiscie sa lepsze druzyny do kibicownia. Ja jednak pozostaje na Anfield I wiem ze nigdy nie bede szedl samotnie! YNWA
-
2018/05/04 10:15:42
@irek16lfc
Fanboje udają, że nie widzą spalonego Dżeko przy golu na 2-2 ani śmieszności "karnego" z 93 minuty.
-
2018/05/04 12:26:14
Dla mnie najważniejsze jest, że drużyny Kloppa da się oglądać. I to jak! Nawet jak nie sięgają po tytuły.
-
2018/05/04 12:56:51
jasna rzecz, LIverpool ma tzw fan friendly styl gry.

City zepchnęli ich do glębokiej obrony i roli statystów w 1 połowie rewanżu, potem solidnie im nawtykała Roma, ale oba te momenty wydarzyły się w kontekśćie wysokiej przewagi jaką posiadał Liverpool w dwumeczu [3-0, 5-2/2-1].

generalnie, wychodzi na to, ze to jest zespół, który ma dobry dryg do pojedynczych gier, bo jak jest 0-0, to idzie jak czołg i szybko zdobywa przewagę, tłamsi pressingiem, dynamicznie rozwija ofensywę.

zaczyna się krztusić przy zbyt wysokim prowadzeniu.

słowem : nie ma killer instinct, dopada ofiarę, powala, gryzie i rozluźnia się, a wtedy ona atakuje niczym potwór z horrorów.

kołek osinowy w plecaku nosi za to Real madryt, ale on to robi inaczej : bez huraganowych natarć, raczej jak dentysta z "Maratończyka" - obezwładnia taktycznie i wtedy cienką igłą precyzyjnie wwierca się w nerw.

będzie to starcie dwóch róznych stylów, więc najlepszy finał z możliwych.

Klopp , imo, żadnej specjalnej strategii nie bedzie wdrażał, potraktuej ten finał jak jeszcze jeden mecz w sezonie. Liverpool zawsze gra tak smo, zawsze na max, więc po co miałby szykowac się na jakieś specjalne swięto ? just another game, just another team. rozmyślanie o tym, ze to finał LM, że wielki Real, to by im tylko przeszkodzilo w przygotowaniach.

"prymitywizm" Liverpoolu ?

warto sie przyjrzeć jak oni mają dopracowaną tę grę defensywą, jak się poruszają, jak asekurują w obronie, jak wyprowadzają ataki. to nie jest huzia na Józia i wwesoła improwizacja w rytm Judas Priest. to doskonale wyćwiczone schematy, ale dalekie od kick & rush, czy łopatologicznie powtarzalnych wrzutek w pole karne. to absolutnie nowoczesna piłka.

a że się w niej trzeba nabiegać, to taki już jej urok. tyle że to jest efektywne bieganie, a nie bieganie dla zadowolenia z wysiłku.

na korzyśc Realu będzie przemawiała jakość jednostek : w środku Liverpool nie ma tak kreatywnych zawodników jak Modric, na bocznej obronie nie maja wirtuoza a'la Marcelo, a i ten cerber w ataku też się nie rozkręci bez regularnie odzyskiwanych piłek,a z kolei Cristiano umie strzelić w zasadzie z niczego i bez porządnej rozgrzewki.

Liverpool tylko zespołowym wysiłkiem moze coś osiagnąć.

jesli Real bedzie dobrze trzymał piłkę i grał nią jak matador efektownie przepuszczający natarcia byka, to w końcu dostanie swoją szansę. pokazali to gracze City, pokazała też Roma.

2, wg mnie, istotne obserwacje :

1] Real świetnie gra w tej LM na wyjazdach, a b. mocnymi rywalami
2] Real zatrzymuje najlepszych napastników rywali : Higuain im nie strzelił, Lewandowski też nie, Dybala również, Neymar także, tylko Cavani miał swojego gola

co oznacza, ze i Salah prędzej sie przyda LFC jako przynęta niż jako egzekutor, a w taktyce ofensywnej trzeba większy nacisk postawić na zaangazowanie innych graczy, żeby zaskoczyć czymś Real. granie przez najlepszego to zbyt prosta taktyka na takie chytre lisy.

-
Gość: grzespelc, *.inet-siec.pl
2018/05/04 13:07:01
Liverpool najfajniejszy dla Polaków??

To już wolałbym, żeby ktoś napisał, że Legia. Której nie lubię. Nigdy nie zrozumiem kibicowania zagranicznym korporacjom. Strasznie mnie irytuje to emocjonowanie się, że kogoś niby skrzywdzili, tym bardziej, że wątpię, choć meczu nie oglądałem.

@ytuch
Rozgrywki z lat 50. bez klubów węgierskich były nic nie warte.
-
2018/05/04 13:16:33
@fidelrulez
Rewanżowe spotkania były jakie były, ale de facto losy rywalizacji rozstrzygały się w pierwszych spotkaniach. Real ma swoje wady i to widać z daleka, ale od pięciu sezonów przegrał raptem jedną rywalizację w fazie pucharowej LM. Teoretycznie nie ma to znaczenia, ale w praktyce widać po graczach Realu przewagę mentalną nad rywalami.
-
2018/05/04 14:15:21
@grzespelc

Hehe. Legia Klafuricia zwłaszcza. Renesans futbolowy i wielka nadzieja na przyszłość. Nie zapeszajmy wszak.

Rozumiem oczywiście Twoją uwagę, ale tu chodzi o styl, utożsamienie z urodą takiego czy innego futbolu bardziej niż afiliacje emocjonalne na poważnie - tak to postrzegam przynajmniej. Przecież większość tych sympatyków to Anfield widziała może na pocztówce, a gdyby typowy scouser zagadał (i nie Steven Gerrard ze studia, gdzie przecież bardzo ładnie mówi, a taki z vox popów na ulicy), to by nadstawiała ucho, że "ło panie, to ja miałem inny angielski na lektoracie".

Z polskich drużyn za mojego życia kilka miało naprawdę coś, co można określić stylem, ale nie było raczej pośród nich Legii. Niech ktoś to nazywa prowincjonalnym zawzięciem i ignorancją, ale nie przypominam sobie stylowej Legii ;).
-
2018/05/04 14:16:48
No dobra - na siłę ta z Podbrożnym, Piszem i Rychem Stańkiem może, która się biła z Blackburnem, Rosenborgiem czy ze Spartakiem, ale na siłę, bardziej przez sympatię do epoki młodości. Wolałem późniejszy Widzew, Wisłę jeśli szło o styl.
-
2018/05/04 14:29:12
A i jeszcze o polskiej ekstraklasie - od jakiegoś czasu (już chyba od ponad dekady) hoduje się u nas fizolską, bezstylową kopaninę i chodzenie na coś takiego naprawdę zakrawa na masochizm. Wystarczy popatrzeć, co robi sprowadzony tutaj z niższych rejonów hiszpańskiego kopaczestwa Carlitos i już mamy piękną definicję tej ligi - w jakim ona jest miejscu nie tylko pod względem wyników i konkurencyjności względem Europy, ale i jakiejkolwiek urody dla oka. I tego nie zmieniają na razie usilne starania lepszego sprzedania tego w mediach.
-
2018/05/04 16:25:29
" hoduje się u nas fizolską, bezstylową kopaninę i chodzenie na coś takiego naprawdę zakrawa na masochizm".
A będzie jeszcze gorzej, jak już wszyscy i wszystkich (od extra do B i od trampkarza do emeryta) zaczną szkolić w jedynie słusznym stylu 4-4-2, zgodnym z naszym narodowym duchem gry. A będą, bo jak ogłosiła tuba PMS reprezentacja to "okienko promocyjne" naszych wybitnych talentów i nikt przy zdrowych świadomie z promocji nie zrezygnuje.
No chyba, że pod wpływem eksperymentów Nawałki (niech żyją braki kadrowe!) w ramach jedynie słusznej dobrej zmiany Strejlauo- i Piechniczko-podobni opracują nowy Narodowy Program Kopania.
-
2018/05/04 16:26:54
Oczywiście miało być: - zdrowych zmysłach.
-
2018/05/04 16:52:49
@bartoszcze

Nie jestem fanbojem Romy i spalonego Dżeko przy golu na 2-2 nie widziałem - w transmisji na TVP ze stopklatki wynikało, że w momencie strzału był w linii z obrońcami.
Co do karnego to śmieszność sytuacji polega przede wszystkim na tym, że wcześniej nie było karnego po strzale Szarego i ręce Alexandra - jedyne trzymające się logiki wytłumaczenie to takie, że po prostu sędzia tej pierwszej ręki nie widział.

Mam takie generalne przemyślenie, że sam VAR gówno da jak nie będzie ścisłych wytycznych do tego, kiedy karnego za rękę gwizdać, a kiedy nie. To zwiększenie obrysu ciała to jest przecież śmiech na sali - praktycznie nie ma takiej sytuacji w realiach meczowych, w których ręka nie zwiększa obrysu ciała. Zresztą to samo będzie przy faulach - VAR nie pokaże jednoznacznie czy kontakt był na tyle silny, że musiał spowodować przewrócenie napastnika czy nie, więc dopóki nie będzie przepisu, że każdy kontakt noga w nogę w polu karnym = karny to będzie jak jest.
-
2018/05/04 17:51:16
Ten puchar łaciński to żart? Mam na myśli traktowanie tego jako europejskiego trofeum.
-
2018/05/04 18:15:40
@xavrasw
"że każdy kontakt noga w nogę w polu karnym".

Ale taki mały "frottage" udo o udo też wchodzi w grę, czy tylko np. łydka o łydkę, but o łydkę/kolano lub but o but? Co to znaczy każdy kontakt? Przecież to już przyzwolenie na wymyślne pady, których nie będzie wolno interpretować na ekranie, bo przecież "każdy kontakt".
-
2018/05/04 18:31:16
@martin

Nie mam w głowie gotowej recepty na uczynienie futbolu grą fair ;). Zmierzam jedynie do tego, że dopóki nie będzie jasnych (dla większości oglądających) kryteriów określających, w których sytuacjach dyktujemy karny, a w których nie, to żadna technologia nie pomoże.
Może ja jakiś prymitywny jestem, ale nie lubię sportów, w których daną sytuację można zinterpretować na ileś różnych sposobów, bo to zazwyczaj automatycznie tworzy teorie spiskowe (nie mówiąc o oczywistym tworzeniu pola do nadużyć). Z tego powodu nie oglądam łyżwiarstwa figurowego, z tego powodu wku**** mnie noty za styl w skokach narciarskich, z tego powodu bardzo szybko przestałem oglądać piłkę ręczną i pewnie z tego powodu niedługo przestanę oglądać i nożną. I wiem też, że nawet jeśli myślących tak jak ja jest X-set tysięcy, to futbol z tego powodu nie umrze, bo marketing jest już tak rozkręcony, że nawet jakby dzisiaj udowodniono, że mecze LM i MŚ są reżyserowane na podstawie wcześniej pisanych scenariuszy (co może właśnie dziś udowodniono, he he) to i tak chętnych do oglądania byłoby najwyżej parę procent mniej. Przecież ludzie lubią wrestling...
-
2018/05/04 20:17:35
@xavrasw
Polegam na opinii sędziów, oglądających najpierw mecz, a potem powtórki.
streamable.com/0zdpt
Spalony był nieznaczny, ale był. Podobnie jak jeszcze bardziej ulotny był w momencie podania do Dżeko w 49 minucie, kiedy ten był faulowany po gwizdku przez bramkarza.

Zgadzam się, że należało gwizdnąć karnego po ręce Arnolda, a nie należało gwizdać w 93 minucie.

Dotąd nie wspominałem o dwóch dyskusyjnych sytuacjach z pierwszej połowy, gdzie można było gwizdnąć karne dla Reds - gdyby sędzia konsekwentnie stosował kryteria, kiedy widzi faul, a kiedy nie.
-
2018/05/04 20:18:06

@wpp

"generalnie, wychodzi na to, ze to jest zespół, który ma dobry dryg do pojedynczych gier, bo jak jest 0-0, to idzie jak czołg i szybko zdobywa przewagę, tłamsi pressingiem, dynamicznie rozwija ofensywę.
zaczyna się krztusić przy zbyt wysokim prowadzeniu.
słowem : nie ma killer instinct, dopada ofiarę, powala, gryzie i rozluźnia się, a wtedy ona atakuje niczym potwór z horrorów."

Ten fragment naprawdę ładny i celny, tak to często wygląda. Zdarzają się jednak chlubne wyjątki, właśnie jak z City. Wychodząc na drugą połowę z 3-0 udało się zachować czyste konto do końca, ba, ta ofensywna maszyneria nawet za wiele to sobie nie stworzyła.

@grzespelc

"Strasznie mnie irytuje to emocjonowanie się, że kogoś niby skrzywdzili, tym bardziej, że wątpię, choć meczu nie oglądałem."

Łoo, tutaj to mnie pozamiatałeś, nie oglądałem, ale się wypowiem jak było:) Generalnie nie polecam.

"To już wolałbym, żeby ktoś napisał, że Legia."

Ale niech ręka boska broni:)

" Nigdy nie zrozumiem kibicowania zagranicznym korporacjom."

Nie musisz, generalnie większość kibicuje swojej lokalnej drużynie i wybranej zagranicznej, co w dzisiejszym świecie jest dosyć łatwe, ba są przecież fanatycy zagranicznych reprezentacji.

@martin.slenderlink

"Rozumiem oczywiście Twoją uwagę, ale tu chodzi o styl, utożsamienie z urodą takiego czy innego futbolu bardziej niż afiliacje emocjonalne na poważnie - tak to postrzegam przynajmniej. Przecież większość tych sympatyków to Anfield widziała może na pocztówce"

Uuu, spudłowałeś prze okrutnie, piłka wyszła na aut. To jest duże zaangażowanie emocjonalne, a dziś raz, możesz oglądać na ekranie mecz każdej drużyny, choćby i z Argentyny i czytać o niej do woli, dwa, dziś kupić bilet i polecieć na mecz swojej drużyny to nie jest ani nadzwyczajny wydatek, ani wysiłek. Miałem okazję być na meczach na Anfield i spotkałem tam wielu zaangażowanych kibiców. Oczywiście nie zaprzeczam, że są też tacy, o których piszesz.



-
2018/05/04 22:32:27
Najpierw na dzień przed losowaniem w Rzymie rozpoczęto sprzedaż biletów na mecz z LFC, a teraz UEFA ogłosiła LFC Mistrzem LM 2018. A na dodatek półfinały pełne kontrowersji... Robi się albo śmieszno, albo straszno.
-
Gość: grzespelc, *.dynamic.chello.pl
2018/05/05 03:14:05
@irek

Wątpię, bo mimo gola w doliczonym brakło jeszcze jednej, a przecież wiadomo, jak wyglądają mecze w doliczonym, kiedy komuś brakuje dwóch goli.

No i właśnie z tym kibicowaniem "wybranej zagranicznej". Ja tam rozumiem, jeśli ktoś powie, że lubi jakiś zespół, bo ładnie grają i też podobała mi się 10 lat temu Barcelona, a 5 lat temu kadra Niemiec, ale te wszystkie fejsowe naparzanki kibiców uważam za ewidentną patologię.
-
2018/05/05 21:46:29
@irek
"To jest duże zaangażowanie emocjonalne, a dziś raz, możesz oglądać na ekranie mecz każdej drużyny, choćby i z Argentyny i czytać o niej do woli, dwa, dziś kupić bilet i polecieć na mecz swojej drużyny to nie jest ani nadzwyczajny wydatek, ani wysiłek."

Nie no jasne, raz na jakiś czas to i reprezentant niższej klasy średniej sobie może pozwolić, a na ekranie to wiadomo, że wszystko praktycznie dostępne, bo jak się nie kupi, to i tak piraci streamują. Regularne bywanie tam to jednak trochę inna para kaloszy, zupełnie inna niż takie wirtualne kibicowanie. Zdarzają się zawzięci, którzy czytają, śledzą i pochłaniają wszystko, jednak mam wrażenie, że większość od spierania się o stronniczość sędziów i żarliwych polemik, to co najwyżej sympatycy, którzy zbyt wiele nie śledzą, a szczytem jest pewnie wchłonięcie English Breakfast, w którym niektórym prowadzącym zdarza się mówić "Niukastl". To generalnie takie "turystyczne" utożsamienie, wątpię, żeby większość przejawiała przedstawiony przez Ciebie stopień wnikliwości, a tym bardziej, żeby się tam specjalnie udzielała na trybunach pomiędzy miejscowymi. Przy czym ja nie twierdzę, że ty nie jesteś w grupie tych zawziętych nerdów, ale pewnie też istotniejsze jest dla Ciebie, czym jest FCL dla futbolu, a nie utożsamienie z miejscem z okolicą, lokalnym klimatem - po prostu utożsamienie ze stylem, z graniem w określony sposób. I nie wierzę w to wielkie zaangażowanie tej masy kibiców poza kilkoma momentami, jak np. CL, kiedy każdy fan sobie przypomina za kim jest. Mam znajomego, który np. śledzi poczynania Southampton i jemu najbardziej się podoba, że to taki środek tabeli, który czasami ląduje w tarapatach i czasem są przez to emocje - ale to wszystko są emocje dla zabawy, dla hecy, to nie jest przywiązanie jakieś przeogromne. Myślę, że tak to działa w większości tych przypadków. A jeśli jest inaczej, to człowiekowi chyba brakuje innych poważniejszych więzi w życiu ;).
-
Gość: , *.netburg.pl
2018/05/06 10:51:00

@martin.slenderlink

Nie wiem, nie chcę za bardzo w ciemno filozofować. Przez lata poznawałem wielu ludzi futbolu i jest to kwestia indywidualna, każdy przypadek jest inny, często mający inne przyczyny i motywacje. Są zaangażowani mający więzi i nie mający itd. O ile się orientuję to kibicowanie LFC w Polsce jest spore i wielu ludzi tam jeździ, choć oczywiście to pojedyńcze mecze.

Co do utożsamiania z okolicą itd. To myślę, że warto zauważyć, że obecnie żyje już w Polsce całkiem sporo osób, które w W.Brytanii spędzili dłuższy lub krótszy czas i powracali, łapiąc tam bakcyla. Zresztą można przenieść to zjawisko na grunt krajowy, bo w każdym zakątku Polski znajdziesz kibiców Legii czy Widzewa, klubów oddalonych o setki kilometrów od ich zamieszkania i lokalnych klubów.
-
Gość: Królowa Kier, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2018/05/06 11:19:06
Wszystkich, którzy się sprzeciwiają czerwonemu królestwo czarów przestrzegam, że jeszcze chwila i rozkażę:

SKRÓCIĆ ICH O GŁOWĘ!!!
-
2018/05/06 12:44:32
Ten cały netburg to oczywiście moja skromna osoba.

"SKRÓCIĆ ICH O GŁOWĘ!!!"

To chyba dobre zakończenie i puenta dyskusji o tzw. kibicowaniu emocjonalnym:))
-
2018/05/09 18:18:22
@Autor

Wbrew temu, co sądzą wszelakiej maści czciciele schematów i wskaźników, życie i los człowieczy są arcybogate w ironiczne pomysły, wobec czego obstawiam przeraźliwie nudny finał z jeszcze bardziej przeraźliwie nudnym rozstrzygnięciem, na miarę finału z 2010 r. (chodzi o przebieg, nie rozstrzygnięcie) lub finału Ligi Europy sprzed dwóch lat.