Blog > Komentarze do wpisu

Jak wielki jest Real Madryt

Real Madryt, liga Mistrzów

Zaraz ustalimy odpowiedź na tytułowe pytanie, ale przedtem potrzebuję przypomnieć legendę o niezwyciężonym Bayernie. Znacie? To posłuchajcie.

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce monachijczycy wznieśli imperium. Zebrali w szatni piłkarską supergrupę, która w połowie lat 70. trzy razy z rzędu podnosiła Puchar Europy – i przeobraziła się w mit, jeden z największych klubowych zespołów w dziejach kosmosu. To tamten heroiczny wyczyn powtórzył w sobotę Real Madryt.

Imperium Bayernu było przepotężne. Ojej, jakie przepotężne.

Edycję 1973/74 monachijscy wojownicy rozpoczęli od zapoznania się ze szwedzkim Atvidabergs FF, czyli „klubem, o którym nikt nigdy nie słyszał” (cytuję książkę Ulego Hessego) – i po 3:1 u siebie na kwadrans przed końcem rewanżu przegrywali 0:3, ledwie wyszarpali dogrywkę, ocaleli dzięki skuteczniej bitym rzutom karnym.

W pierwszym meczu kolejnej rundy przegrywali do przerwy 2:3 z enerdowskim Dynamem, ostatecznie wymordowali 4:3, w rewanżu zremisowali 3:3. Zacięty bój, w Monachium kibice przeraźliwie gwizdali.

Ćwierćfinały z CSKA Sofia i półfinały z Újpest Dozsa przebiegły względnie spokojnie, ale finał z Atlético Madryt był dreszczowcem: rywale wyglądali lepiej, Bayern dość szczęśliwie wydłużył rywalizację o dogrywkę, tam stracił gola na 0:1, wyrównał 15 sekund (!) przed końcem. Słownie: piętnaście. Przepisy nakazywały wówczas mecz powtórzyć, dwa dni później monachijczycy wygrali już pewnie. Generalnie jednak droga do sukcesu wiodła przez potworną udrękę.

W edycji 1974/75 Bayern najpierw dostał wolny los, a następnie chwilę postresował fanów w meczu z Magdeburgiem, zaczął od przegrywania u siebie 0:2. W ćwierćfinale po 2:0 z radzieckim Araratem nastąpiło 0:1 w Erywaniu, znów działo się nerwowo do ostatniego gwizdka. Finał wspomina się w Anglii jako wieczór, w którym okradziono Leeds – nie otrzymali ewidentnego karnego, anulowano im prawidłowo zdobytą bramkę, no i głównie oni atakowali (i to nie jest wyspiarska wersja, znów wyjmuję opinie z niemieckiego źródła). Bayern wreszcie się ocknął i huknął dwa gole, ale znów: triumf poprzedziły pot, krew i łzy, nie ma mowy o maszerowaniu do celu krokiem defiladowym.

Stosunkowo najpewniej monachijczycy płynęli po Puchar Europy w edycji 1975/76, m.in. dwukrotnie pokonali Real Madryt. Ale w finale znów potwornie cierpieli. Piłkarze St. Etienne wturlali faworytowi gola z minimalnego spalonego i z taką pasją obijali poprzeczki na Hampden Park, że weszły one francuskiego słownika jako „kwadratowe słupki” („les poteaux carres”), czyli symbol niezasłużonej porażki dzielnej drużyny, którą wszyscy skazywali na zrównanie równo z trawą. Bayern wydłubał 1:0, po uderzeniu z rzutu wolnego.

To ma być supermocarstwo?! Gdyby monachijczycy wykopywali swoje trofea w epoce internetowych nagłaśniaczy, miliony ludzi kwestionowałoby ich prymat, wrzeszczało o farcie, ubliżało posądzanym o oszustwa sędziom, snuło teorie o spisku sprzyjającej im UEFA. Zwłaszcza środkowy ze zwycięskich sezonów byłby idealnym celem: w Europie piłkarze Bayernu ciułali wówczas średnio 1,57 gola na mecz, a w krajowych rozgrywkach spisywali się beznadziejnie – Bundesligę skończyli na dziesiątym miejscu (wygrywali w ledwie 14 z 34 kolejek), z pucharu wylecieli w III rundzie, gdy ulegli MSV Duisburg. Niewydarzeni kopacze, więcej szczęścia niż rozumu. Zimą zarząd wylał nawet z roboty trenera Udo Lattka, bo stoczyli się na 14. miejsce w ligowej tabeli.

Zaplanowałem spisanie tej notki przed kilkoma tygodniami, gdy pomyślałem, że Real Madryt ponownie zatriumfuje w Lidze Mistrzów i sprowokuje międzynarodowe rozstrząsanie, czy zasługuje na przyjęcie do panteonu największych drużyn klubowych. Przypomniał mi się wtedy akurat znój Bayernu, bo to poprzedni właściciel łańcucha złożonego z trzech Pucharów Europy – właściciel, którego losy, katorżnicze wykuwanie epokowego sukcesu, uzmysławiają, że seryjne wygrywanie niemal zawsze wymaga kombinacji sportowej klasy, sprzyjających okoliczności, przypadku, sędziowskich błędów. Imperia bywają przepotężne w ogóle, ale niekoniecznie w szczególe. W futbolu nikomu nie zdarzają się całe lata gry o wielką stawkę bez skazy, perfekcją w niemal każdym szczególe lśnią co najwyżej pojedyncze sezony (najwspanialsze: Ajax Amsterdam 1971/72, Bayern 2012/13, FC Barcelona 2008/09). Dopiero po wielu latach – w tabelach, oczach ludzi nie wnikających w każdy ustęp kronik – z drużyny niedoskonałej zostaje tylko migoczące doskonałością hasło o „ostatnim klubie, który przez trzy lata panował w Europie”. Obecny Real, który przy monachijczykach sprzed czterech dekad wygląda imponująco, też w przyszłości to czeka, zwłaszcza że ludzie pamięć mają coraz krótszą.

Madryt według Zinedine’a Zidane’a skłania do zgłaszania wątpliwości, ponieważ wygrywa raczej prozą niż poezją (oczywiście w sensie kolektywnym, co innego przewrotki Ronaldo i Bale’a), i mnie nękały rozterki. Jeśli jednak nie zgodzimy się, że stanowi drużynę jedną z największych, to trzeba również wymazać z galerii chwały również tamten Bayern – z Seppem Maierem, Franzem Beckenbauerem, Gerdem Müllerem etc. A jeśli wygumkujemy monachijczyków, to okaże się, że futbolowe imperia nie istnieją.

poniedziałek, 28 maja 2018, rafal.stec
Komentarze
2018/05/28 22:32:51
@Autor

Czy tamten Bayern miał w składzie boiskowego bandytę pokroju Ramosa?
-
2018/05/28 22:48:32
To tylko jedno wielkie gdybanie, ale obstawiam, że Bayern sprzed 5 lat ograłby dzisiejszy Madryt bez większego problemu. Chyba, że Real użyłby swoich magicznych mocy i w 30 minucie z boiska zszedłby z kontuzją Robben, a chwilę później największą szmatę w życiu wpuścił Neuer ;)
-
2018/05/28 22:53:55
Problem w tym, że stanowi mniejszą niż Barca Guardioli i Milan Sachiego chociaż większą niż Barca Cruyffa, Real Raula, Utd Fergusonami i Juve Lippiego.
-
2018/05/28 23:05:37
Amen.
-
2018/05/28 23:46:20
Przed chwilą sobie odświeżyłem mecz na wodzie we Frankfurcie 1974, (towarzysko, wręcz w meczu przyjaźni, Francuzi ograli Irlandczyków 2:0), a tu taki wpis. Pamiętam spryciarstwo podbramkowe Gerda Mullera, majestatyczność piłkarską jego cesarskiej mości Wielkiego Franza, a opowieść autora była dla mnie jak absolutna nowość albo nigdy niesłyszana historia.
Tak to już jest z naszą pamięcią. Znacznie lepiej pamiętamy swoje emocje niż fakty, które je wywołały. A, że dostęp do faktów i emocji był nieporównywalnie mniejszy niż dzisiaj, to wiele opowieści o nich jest tylko okruchami legend. Dobrze, że mamy kronikarza.
-
2018/05/29 02:37:41
Cóż, czasy się zmieniają, oczekiwania również. Dziś postawa ligowa Realu była rozczarowaniem, dekadę temu z taką postawą biliby się o mistrza. Deportivo la Corunia wygrało mistrzostwo w sezonie 99/00 zdobywając punktów ledwie 69, a nie posądzałbym La ligi o chwilową słabość, w tym samym sezonie w LM triumfował Real, bijąc w finale Valencie, która z kolei w półfinale wyeliminowała Barcelonę.

Jakiś czas temu tutaj przeczytałem że Ancelotti został zwolniony z Bayernu za "dołujące wyniki" gdzie wygrał mistrzostwo, superpuchar, był w ćwierćfinale LM, bilans 70% zwycięstw 15% remisów, 15% porażek. Dla porównania, Ottmar Hitzfeld, który prowadząc Bayern, ponownie, na przełomie wieków, kolekcjonując trofea tytuły mistrzowskie, finały LM, też wygrane, co ugruntowało mu pozycję legendy w całej buli(wybrany najlepszym trenerem w historii tej ligi) nie przeskoczył ze swoją drużyną 60% zwycięstw. Real Madryt VdB, często porównywany z obecnym, wskazywany nierzadko jako mocniejszy wygrywał w 56% przypadków. Według dzisiejszych prawideł - kompromitacja. Wówczas 2 mistrzostwa i 2 ligi mistrzów.

Dziś supermocarstwa dominują bardziej i nie mogą pozwolić sobie na chwilę słabości. Każda strata punktów traktowana jest jak kompromitacja., Ba, wygrywanie "nieprzekonujące" jest godne pogardy. Nieraz czytam, po meczach które Real czy Barcelona wygrywają dość swobodnie po 3:0 mając mecz pod kontrolą i nie przemęczając się, że "grali piach".

Współczesny kibic "superklubów" został rozpieszczony ponad miarę.
-
2018/05/29 09:06:01
@st.pauli
Czy tamten Bayern miał w składzie boiskowego bandytę pokroju Ramosa?

Ramosa w tamtym Bayernie ustawiliby prędzej jako rozgrywającego, bo uznaliby, że jest za miętka faja na środek obrony
-
2018/05/29 12:56:09
@rafał

Panie redaktorze, Bayern 12/13, ten z kolejnego sezonu miał nieprzyjemny półfinał.
-
2018/05/29 13:15:03
@twojastara- zgadzam się, dlatego kibice Realu i Utd jeszcze nie wiedzą, co ich czeka, gdy duet Messi-CR skończą kariery. Będzie płacz, zwłaszcza w FCB
-
2018/05/29 13:16:55
Trochę śmieszne, że ktoś w ogóle zadaje sobie pytanie, czy ten Real należy do najlepszych drużyn w historii. Należy i jest w czubie. Tylko ten Real był w stanie wygrać LM 3 razy z rzędu, nikt przed nimi. Z trzech powodów.

Po pierwsze, mają od lat niezmieniony skład, którego praktycznie nie da się wzmocnić. Nawet jeśli jest na świecie lepszy prawy obrońca od Carvahala, czy lepsza dziewiątka od Benzemy, to na tyle niewiele, że wymiana byłaby zbyt ryzykowna, żeby ktokolwiek odważył się jej dokonać. Ta maszyna jest zgrana, dobrze się rozumie i w dobrej formie już na papierze jest faworytem każdego turnieju (i z wyjątkiem Barcelony, każdego meczu).

Po drugie, mają coś, czego do triumfu podobnej skali brakowało chociażby Barcelonie wszechstronność. Potrafią grać wszystko. Czy są drużyny grające lepiej atak pozycyjny? Pewnie. Czy znajdzie się lepiej kontratakująca? Owszem. Mocniej grająca pressingiem, czy lepiej spod tegoż wychodząca? Jak najbardziej. Ale Real nie dość, że potrafi grać to wszystko na naprawdę światowym poziomie, dokłada jeszcze umiejętne operowanie tymi narzędziami w zależności od przeciwnika, czy fazy meczu. Może w niczym nie są najlepsi na świecie, ale nie ma też elementu, w którym byliby choćby średni. Do tego będą świetnie wyglądać z trójką w pomocy, diamentem, czy nawet w płaskim 4-4-2.

Po trzecie, Liga Mistrzów to turniej idealnie skrojony dla Realu. Mając wiekowo prawie cały trzon drużyny po złej stronie 30-ki, najlepiej jest budować formę w trakcie sezonu, rozpędzać się powoli, a w decydujących fazach móc skoncentrować się na kilku meczach, na którą mają być gotowe wszystkie najmocniejsze działa. W trakcie sezonu mogli sobie błyszczeć Asensio, Koviacić, czy Vasquez, ale finał w 2018 roku zaczęła ta sama jedenastka, co w 2017.

Połączenie niesamowitej klasy piłkarskiej, zgrania i wszechstronności, plus dynamika turnieju dlatego wygrali 3 razy z rzędu.
-
2018/05/29 16:30:31
Jest dobra wiadomość.

O 11 tys. widzów spadła średnia oglądalność Ligi Mistrzów na antenach Canal+ - wynika z raportu Wirtualnemedia.pl.

129,1 tys. widzów - tyle wyniosła średnia oglądalność meczów Ligi Mistrzów w sezonie 2017/2018, które były na antenach Canal+. To spadek o 11,2 tys. widzów w porównaniu do rozgrywek 2016/2017 - wynika z danych Nielsen Audience Measurement, udostępnionych portalowi Wirtualnemedia.pl przez Codemedia.
-
2018/05/29 17:08:59
Dość późno rozstrzygam konkurs spod notki o 'Piłkomatyce' (musiałem się wykaraskać pokijowsko), więc wklejam wyniki i na forum pod nią, i tutaj. Mam nadzieję, że triumfatorzy jeszcze zajrzą, będę ich ścigał.
W finale Real podawał celnie 590, a Liverpool 280 razy. Suma: 870.
www.uefa.com/uefachampionsleague/season=2018/matches/round=2000885/match=2021711/statistics/index.html?iv=true

Zwycięzcami zostają:
1) pipes_pipes 872
2) rossonero75 875
3) wwent 876

Musicie się ujawnić - przyślijcie swoje dane adresowe na rafal.stec@agora.pl - a ja przetworzę wasze dane w celach niehandlowych, tzn. przekażę wydawnictwu, które przyśle książki. Gratuluję
-
2018/05/29 20:59:57
Nie bardzo rozumiem ostatnie zdanie. Dlaczego zrewidowanie poglądu o tej drużynie miałoby znaczyć, że futbolowe imperia nie istnieją? Może, właśnie z okazji triumfu Realu, nastał po prostu dobry moment żeby się nad tamtym Bayernem zastanowić - i tyle? Pan to zrobił i chwała za to. Jeśli wymienia się go w gronie najwybitniejszych, to chyba właśnie "tylko" przez te 3 puchary. Papier, jak wyżej widać, średnio go broni. Moim zdaniem trzeba też zwrócić uwagę na inną sprawę - choć z piszących tutaj pamięta tamtą drużynę może tylko alp67 (przepraszam jeśli się mylę), znamienne że napisał o meczu na wodzie. Gwiazdy Bayernu to były też gwiazdy reprezentacji RFN, która w tamtym okresie wygrała MŚ i była w finale ME. Puchary Europy Bayernu jak na mój gust mogły więc podkreślać okres niemieckiej dominacji w Europie czy na świecie, ale same w sobie nie wydają mi się być otoczone takim mirem jak wyczyny kadry Niemiec.

Sam o tym ostatnio myślałem - jak bardzo świetne były te wszystkie drużyny, które za świetne uznaje się już ot tak, z automatu, bo albo nikt ich nie pamięta, albo zawierza się papierowi. Nie przyszło mi do głowy zastanawiać się nad Ajaxem Michelsa ani nad Milanem Sacchiego czy Capello - przyszedł mi do głowy tamten Bayern.

Czemu akurat przy okazji tego triumfu Realu? Czemu Panu przyszło teraz na myśl napisać taki artykuł? Moim zdaniem dlatego, że każdy myślał "jak ktoś 3 razy z rzędu wygra LM to będzie wymiatacz wszechczasów". A co jest?

Pan oczywiście chce tym wpisem wyśmiać sceptyków, ale ja wciąż nie jestem w stanie udzielić sobie odpowiedzi na pytanie: czy masowe zgarnianie trofeów przez jakąś drużynę automatycznie czyni ją wybitną? Niby oczywiste, bo co innego miałoby decydować, ale ten Real jest dla mnie kompletną zagadką i pojęcia nie mam zielonego co o nim myśleć.
-
2018/05/29 21:31:22
@dziaam
Ramosa w tamtym Bayernie ustawiliby prędzej jako rozgrywającego, bo uznaliby, że jest za miętka faja na środek obrony

Być może tak. Ale żeby uwierzyć, potrzebuję dowodu, np. filmu lub tekstu źródłowego (może być po niemiecku).
-
2018/05/29 21:33:10
@dziaam - to proste, grają po prostu słabo w lidze, a i w LM mieli kupę szczęścia, zwłaszcza w tym roku. Dlatego kibice, poza kibicami Realu, się tak zastanawiają. To po prostu nie jest drużyna, która wygrywa, bo jest danego dnia lepsza na boisku. Brawa za skuteczność i za mentalność, ale te zastanawianie się wynika właśnie z wrażenie oglądania ich gry. Przecież w tym roku od rewanżu z Juve była padaka, a masa goli to podarunki od rywali. Tajemnicą ich sukcesów jest też trener przygotowania fizycznego, który zajeżdza ich w preseoznie, stąd tak trudno im w lidze zwłaszcza jesienią, ale przygotowuje formę na wiosnę.
-
2018/05/29 21:58:10
W nawiązaniu do starych dziejów jest jeden fajny myk. Dziś można mówić o łatwiejszych wtedy ścieżkach w samych rozgrywkach ale, żeby w nich zagrać potrzebny był u siebie tytuł i tylko tytuł. Wyobraźmy sobie to dziś, rok w rok, wielka drużyna, Real lub Barca o PE może zapomnieć i pozostaje Puchar UEFA, co ciekawe wtedy chyba lepiej obsadzony i być może trudniejszy do wywalczenia niż ten najważniejszy.
-
2018/05/29 22:27:30
Szybko sprawdziłem, i w tej dekadzie tylko w tym roku Real i Chelsea w 2012 nie były pierwsze na koniec sezonów w rankingu Elo. Patrząc na Bayern z tamtego okresu, również nie był na pierwszym miejscu przez trzy sezonu, więc może takie rankingowe spojrzenie więcej powie o prawilnie najlepszych zespołach (i trenerach). Tu link: Elo

PS. Korzystając z okazji, hejtuje Ramosa!
-
2018/05/29 22:53:26
Gdyby nie wybuch wulkanu hat-trick 2009-2011 miałaby Barcelona. Do tego dominując na krajowym podwórku w tym okresie, mając jednego z dwóch najlepszych piłkarzy w historii piłki (tym drugim jest Maradona, uprzedzając kibiców Realu).

Kto o zdrowych zmysłach - pod kątem jakości gry, nie wyników - ten Real postawi w gronie 2-3 największych drużyn w historii ? Kto z obecnych piłkarzy Realu wzmocniłby Barcelonę z tamtego okresu i na której pozycji ? W zasadzie zagrożonym byłby Pedro - mówiąc o pierwszym składzie Barcelony.

Ale wyczyn - czy fuksem (skandaliczna postawa bramkarzy rywali w półfinale i finale) - w annałach zostanie.
-
2018/05/29 23:44:07
Nam przed laty było łatwiej, bo oglądaliśmy tylko to, co nam 1, a później 1 lub 2 pokazała. Pierwszy finał Pucharu jaki widziałem u sąsiada na czarno-białym telewizorze o ekranie wielkości laptopa to jeżeli dobrze pamiętam Benfika - Real. To była bajka z innej czasoprzestrzeni.
I co prawda finały Pucharów były w telewizji (chociaż nie pamiętam od kiedy), to w zasadzie ograniczeni byliśmy do oglądania występów naszych drużyn. Trudno odnosić się do poziomu w tej sytuacji, a tym bardziej wtedy i dziś, bo to była zupełnie inna piłka, wręcz nieporównywalna z dzisiejszą. Faktycznie poziom pomiędzy dwoma cyklami był chyba porównywalny, ale to (jak by powiedział Stanisław) tak naprawdę to nie wiadomo.
Trochę więcej widzieliśmy piłki reprezentacyjnej, ale pierwsze szeroko pokazane MŚ to był rok 74.
Dlatego stare wrażenia są bardzo fragmentaryczne i mocno zindywidualizowane subiektywnymi odczuciami, często kształtowanymi również poprzez dostęp do zaprzyjaźnionego telewizora. Parę niesamowitych bajek jednak udało mi się obejrzeć. Brazylię z Pelem i Garinchą, Portugalię i Benficę z niesamowitym Eusebio (dla mnie największym piłkarzem w historii piłki) czy Ajax Cruyffa.
A Dosia ma chyba trochę racji jak to jest z tymi najsilniejszymi/największymi. Z tamtym Bayernem było chyba podobnie jak dzisiaj z Realem. I Niemcy wtedy też byli mega silni. I też wygrali MŚ pomimo, że w opinii wielu dziennikarzy zagranicznych w finale powinni zagrać Holendrzy z nami, dwie drużyny, które grały najładniejszą i najnowocześniejszą piłkę. A Niemcy ograli i nas i Holendrów.
O ich pozycji w klubowej i reprezentacyjnej piłce najlepiej świadczy anegdota z tamtych lat: - "piłka nożna to taka gra, w której udział biorą dwie drużyny po jedenastu zawodników... - a wygrywają Niemcy".
P.S.
Dzisiaj świat piłki, to świat o którym w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nawet nie mogliśmy pomarzyć. Wczoraj obejrzałem mecz Francja Irlandia (faktycznie w drugiej połowie każde kopnięcie wzbijało fontanny wody, a piłkarze jeździli dupskiem po murawie jak kaczki po wodzie), dzisiaj Kosowo - Albania. Za nim Rosja wyjdzie z Arabią Saudyjską (też ich już widziałem w meczu z Grecją) na MŚ obejrzę większość reprezentacji, które na nich wystąpią. MŚ to będzie zupełnie inne oglądanie. Wybrzydzania też pewnie będzie więcej...
-
2018/05/30 00:08:58
@major
Polemizowałbym, ale zaraz znowu naruszę świętą granicę "wrażeń", wszak można je wywalić na blog niczym prawdy objawione, a próby polemiczne są naruszeniem ich dogmatycznego spokoju.

Zawsze gdy dyskusja schodzi na kurs dychotomiczny, lubię podpierać się statystykami, bo one wrażeniom nie podlegają. Proszę, z serwisu understat, który nawiasem, bardzo polecam:

understat.com/league/La_liga

xG to metodologia "goli spodziewanych", obliczająca prawdopodobieństw zamiany strzału na bramkę, metoda waloryzująca jakość okazji jakie tworzy drużyna, a co za tym idzie, oceniająca jej jakość gry, szanse na wygraną. Jak widzimy, Real nieco lepszy w ofensywie, więcej okazji tworzy(nie dziwota, najczęściej strzela tak na bramkę, jak i w jej światło, to polecam znaleźć na WhoScored), Barcelona lepsza w obronie(szczególnie pierwszej połowie sezonu mieli tu świetne rezultaty, mało kto 1xGA przekraczał, potem urazy trochę obronę poharatały.

To co robi różnicę, to skuteczność(Benzema pudłował cały sezon straszliwie, wynik zaliczył ponad 8 poniżej xG, Ronaldo pół sezonu, ostatecznie nadrobił i skończył tylko 1 poniżej "spodziewanego" wyniku) oraz postawa bramkarza. Navas był ok, ale MATS wręcz fenomenalny, ile punktów uratował, bez niego sen o niepokonanych skończyłby się na drugim starciu z Sevillą. (nawiasem, nieintuicyjne w serwisie jest to że pozytywne wyniki są na czerwono, chcesz mieć więcej goli niż xG i mniej niż xGagainst, a negatywne na zielono)

To tak odnośnie rzekomo "słabej gry". Zgaduję też, że słabo w lidze grali rok temu, , pół sezonu pod Zizou 15/16 tez było fatalne, wcale nie nadrobili strat? ;)

@stpauli
Bayernu nie znalazłem, ale całe pół minuty googlowania dają jednak jakiś tam obraz brutalności piłki lat 70-tych:
www.youtube.com/watch?v=cfuD282WiWM

Choć przyznam, ani po Brazylijczykach, ani po "Totalnych"Holendrach bym się tego nie spodziewał.

Czerwona tam w końcu padła - ile by było takich według współczesnych przepisów?

@arfer
Taki gdybologizm to jednak broń obosieczna, równie dobrze można rzucić, że kilka innych spornych decyzji arbitra, i skończyłoby się na 1 pucharze, a kto wie, może i żadnym. Nie żeby dziś to miało jakiekolwiek znaczenie. Wygrali 2 i też pięknie. Gdyby wtedy nie wygrali, Real nie miałby takiej motywacji, by również swoją "superdrużynę" stworzyć. Coś jak Borussia Kloppa, która dała początek wielkiej dominacji Bayernu.

Trzeba Barcelonie Pepa oddać, że obudzili smoka xD
-
2018/05/30 09:28:29
@dosia1922
Oczywiście, że masowe zbieranie trofeów czyni drużynę wybitną. Tylko, że nie wybranych a wszystkich. Tutaj jest największa rysa na Realu, bo choć ktoś może mieć wątpliwości co do sukcesów w Europie ze względu na kontrowersje sędziowskie czy
kuriozalne błędy rywali, to jednak postawa w kraju jest w żaden sposób nie do podważenia.

Real w okresie trzech lat triumfów w Europie wygrał ledwie jedno mistrzostwo i zero pucharów kraju. Łącznie 1/6! Blado i jeżeli ktoś powie, że obecny Real Madryt to jedna z największych drużyn w historii, a druga osoba mu odpowie, że jednocześnie jest słabszy od przeciętnej Barcelony (bilans 5/6 w kraju i dodatni bilans w El Clasico), to też będzie miała racje. Ten paradoks najlepiej opisuje Real Zidane'a.
-
2018/05/30 10:16:09
0twojastara- powoli dochodzisz do tej smutnej prawdy, że ludzie na blogach wyrażają swoje opinie oparte na ich subiektywnych wrażeniach.

Co do xG ono ma pewne wady. Nie oddaje hipotetycznego przebiegu meczu, gdyby gol spodziewany został zamieniony na gol zrealizowany. Tymczasem po każdym golu sytuacja na boisku się raptownie zmienia (efekt domina). Drugą, większą wadą jest brak "wagowania momentum". Gdy dobra drużyna prowadzi 3-0 to na 15 minut przed końcem oddaje pole gry przeciwnikowi, bo się oszczędza dla gry na trzech frontach i wówczas xGA wzrasta. Gdy drużyna traci pierwszą bramkę i mamy 3-1 wówczas nasza drużyna zaczyna lepiej bronić, czasami wręcz atakować i maleje jej xGA i wzrasta xG. Gdy jednak bramki nie traci i nadal, dajmy na to, w 83 minucie utrzymuje się 3-0 to drużyna przeciwna zwykle może w ataku więcej (atakują większą liczbą graczy, bo co mają do stracenia) i xGA naszej drużyny cały czas wzrasta. Sumarycznie może wyjść nawet na remis xG i xGA podczas gdy obraz meczu był nieco inny.

Co do Realu w lidze to nie tylko fakt, że był katastrofalnie nieskuteczny sprawił, że przegrał La ligę, ale że także dawał sobie dużo strzelać, zwłaszcza u siebie. Mało kto pamięta, ale to nie tylko Benzema i Ronaldo, ale także Carvajal był strasznie pod formą jesienią i to zadecydowało. Specyfiką ligi hiszpańskiej jest to, że jak dasz, aby rywal uciekł na 10 punktów w lidze, to nawet jak będziesz mega regularny, to masz małe szanse na końcową wygraną. Zgaduję, że to trochę jak przy formule 1 pole position i pierwszych okrążeniach.
-
2018/05/30 10:49:31
"w annałach zostanie"

Blog "a jednak się kręci", włącznie z dysputami pod wpisami autora, to też są annały. Główny nurt historii (także: historii futbolu), ten moderowany przez najmasowsze media z ich Złotymi Piłkami i Diamentowymi Sratami-Pierdatami, trzeba traktować jak kronikę Wincentego Kadłubka. Albo, w najlepszym razie, Galla Anonima. I samodzielnie docierać do źródeł. Jak grał Pele, trudno orzec. Ale jak grał Maradona, to już mozna na klasztornym strychu youtube'a wygrzebać.
Oficjalna wersja historycznej prawdy o futbolu zawsze będzie podporządkowana jakiejś tam, aktualnie panującej, polityce czy religii (współczesną wersją religii jest statystyka, z jej różańcami rankingów i litaniemi zestawień), a do prawdy ciut bardziej zdindywidualizowanej i sprofilowanej (która jednakowoż też będzie, jak powiada Nietzsche, ruchomą armią metafor) trzeba sobie dochodzić samemu.
Mnie osobiście, bardziej niż Real, zajmuje osobliwy przypadek Zinedine'a Zidane'a. Jako trenera. Kto wie, czy z jakimś lepszym trenerem (w sensie profesjonalnej, czysto technicznej roboty trenerskiej) Real zrobiłby to, co zrobił. Natomiast jeśli chodzi o piłkarzy, to oprócz przeciętniaka wśród bramkarzy (a w dodatku, na dobrą sprawę, kurdupla - Keylora Navasa), ciekawy jest casus patałacha Benzemy, co to gola przewrotką nie strzeli i pudłuje na potęgę, chyba że mu bramkarz w nogę piłką trafi. Bez tych dwóch to tych trzech pucharów z uszami też by pewnie nie było.
-
2018/05/30 12:00:31
@major
To bardzo smutna prawda, szczególnie gdy subiektywne wrażenia gwałcą oczywiste fakty, a prezentowane są tonem proroczym.

"Sumarycznie może wyjść nawet na remis xG i xGA podczas gdy obraz meczu był nieco inny."

Teoretycznie może, ale to przypadek 1 na 100 meczów lub rzadziej. Przy pewnym prowadzeniu 3-0 i kontrolowaniu meczu przez jego większość, najczęściej przewagi xG nie da się zniwelować w 10-15 minut. Poza tym wysokie prowadzenie może być również "fałszowaniem" obrazu meczu, jeśli wynika z szczęśliwych i w gruncie rzeczy niedogodnych sytuacji, które akurat tym razem wpadły, ale raczej nie wpadają.

Do xG dorzucę średnią ocenę WhoScored - nie jestem dużym fanem algorytmu jeśli chodzi o porównywanie piłkarzy z różnych pozycji(IMO faworyzuje ofensywnych), no i algorytm faworyzuje zwycięzców(cała drużyna dostaje props za strzelonego gola, cała w dół za straconego), wydawałoby się że przy takiej różnicy w tabeli Barcelona będzie lata świetlne przed resztą. Tymczasem czołówka za popisy ligowe to:
1)Barcelona 7.14
2)Real 7.09(strata 0.05)
3)Atletico 6.97 (strata już 0.17)
4)Valencia 6.90 (0.24)
5)Villarreal 6.78 (0.44)

Oczywiście, jak wspomniałem, również algorytm WS, podobnie jak xG ma swoje wady. Ale doświadczenie uczy, że ma ich nieporównywalnie mniej niż subiektywne oczy przepełnione wrażeniami. Nie robią na nich wrażenia barwy klubowe, sympatie, antypatie, ksenofobia, zazdrość, zawiść itp. A już na pewno nie podwójne standardy, które każą, jakże słusznie, wskazywać że przecież w piłce jest aspekt szczęścia oraz wpływ sędziego ma końcowy rezultat, ale nie w wypadku tych zawodów które nasza drużyna wygrała. I tak słyszę cały czas jakim to fartem i sędziowskimi pomyłkami są obciążone rozgrywki pucharowe(szczególnie LM, gdzie sędziują najlepsi), ale ligi to widać są od nich wolne, aspekt szczęścia i sędziego(szczególnie w tak dobrze sędziowanej la lidze) nie występuje, wyniki są do punkcika takie jakie być powinny, a takie video z początku sezonu gdzie Real prezentował 14 sytuacji z niepodyktowanych karnych(robiłem testowanie na blogu u redaktora Wołowskiego, w zależności od sympatii klubowych, liczba "prawidłowych" karnych wahała się od ok. 5-10) to ciekawostka, nie ma najmniejszego wpływu na kształtowanie się tabeli, ani jej końcowy obraz. Wszak oczywistym jest że błędy "wyrównują się" co do joty, a kibice o nich nie zapominają, tak ustawicznie zapominają o tych z LM, nie ? ;)
-
2018/05/30 12:05:48
" Benzemy, co to gola przewrotką nie strzeli"

W Klasyku przecież strzelił!
www.youtube.com/watch?v=zAiXdDJfl0s

no i z Ajaxem też wbił:
www.youtube.com/watch?v=ESMiLSpdzjY
-
2018/05/30 12:33:35
@pipes_pipes; @ rossonero75; @wwent 876 - Bravo! - jak powiedział niegdyś Lee van Cleef do Clinta Eastwooda, zaś następnie Clint Eastwood do Lee van Cleefa, czy też Mortimer od Bezimiennego, a potem na odwrót.

@subiektywne wrażenia - Miałem wczoraj subiektywne wrażenie, że gram koszykarski mecz o godz. 19. Myślałem o tym od samego rana, w każdej wolnej chwili. Odpaliłem sobie nawet w tramwaju jakieś filmiki z Michaelem Jordanem i Charlesem Barkleyem, czego nie robiłem od x lat. W głowie kontratakowałem, mijałem po zasłonie, asystowałem, a nawet sypałem trójki. Tyle, że gdy dotarłem na salę, moja drużyna kończyła już czwartą kwartę, bo mecz był na 18. Nieprawdopodobnie się zawiodłem na swoich subiektywnych wrażeniach. Co interesujące, byłem pewien, że dzień wcześniej, kolega przysłał mi e - maila o meczu na 19 właśnie i zgłosiłem doń pretensje. Dziś rano otwieram pocztę, patrzę, a w jego wiadomości stoi, że mecz na 18. Wniosek z tego taki, że warto w odpowiednim czasie konfrontować swoje subiektywne wrażenia z subiektywnymi wrażeniami innych osób, bo - kto wie - można pośród nich odnaleźć choćby cień słońca lub księżyca.

@Ramos - Moje subiektywne wrażenie odnośnie Ramosa jest wyjątkowo zgodne z subiektywnym wrażeniem @maj.ora w tym zakresie. Ramos chciał sfaulować i zrobił w zasadzie wszystko co się dało w danych okolicznościach, ażeby wyrządzić Salahowi poważną krzywdę, w zupełnie niegroźnej pod kątem boiskowym sytuacji, co też uważam za istotne. Widzę w tym coś na kształt zamiaru ewentualnego. Sprawca przewiduje możliwość definitywnego wyeliminowania przeciwnika z gry i godzi się na to. Nie potrafię zaakceptować podejścia wielu autorytetów piłkarskich i poza piłkarskich, sprowadzającego się do tezy, że było to zdarzenie meczowe jakich pełno, męska gra i w ogóle o co mieć pretensje do pana Ramosa, wykonał świetną robotę jako obrońca. Ja nie mam nic przeciwko twardej grze, ale jest granica (choć czasem cieniutka - wiadomo) pomiędzy twardą grą, faulowaniem taktycznym, czy kuksańcami w starciach jeden na jeden, a celowymi działaniami obliczonymi na niesportowe uniemożliwienie dalszej gry kluczowemu zawodnikowi przeciwnej drużyny. Oczywiście nie znajdę bezpośrednich dowodów, żeby wykazać winę Ramosa w postaci zamiaru ewentualnego, jest natomiast wiele poszlak. Jest walnięcie łokciem Kariusa, są inne udokumentowane bardzo podobne zachowania Ramosa w innych meczach, są zasady logicznego rozumowania i doświadczenia życiowego. Tak na marginesie: ktoś nawet znalazł bliźniaczą sytuację do tej z Salahem, w której Ramos zakłada chwyt i powala na murawę piłkarza w bardzo podobny sposób, z tym że delikatniej, nie trzymając jego ramienia aż do kontaktu z ziemią.

@Real - Tutaj z kolei próbowałbym jednak przyjąć jakieś domniemanie (na wstępie zastrzegam: nikt nie przedstawił argumentacji pozwalającej je obalić, choć to już moje subiektywne wrażenie), że drużyna która dokonuje dzieła epokowego i wygrywa trzy razy z rzędu Ligę Mistrzów jest drużyną wielką, cesarstwem u szczytu potęgi jak wskazuje Kronikarz, tym bardziej, że nie udało się to - w nowej formule - żadnej innej drużynie, również tym, które niektórzy z Was chcą lub chcieliby stawiać ponad Królewskimi Argonautami. No i co z tego, że ten czy inny Kraken Chiellini zatopił ich statek, że podziobały ich Koguty, że trzęsidupa Valverde nie tylko uwiódł ale nawet ożenił się w międzyczasie z Penelopą? Nic nie zmieni - obiektywnie weryfikowalnego faktu - że jako jedyni trzy razy pod rząd wrócili zwycięscy z wyprawy po złote runo i nie jest to bynajmniej złote runo nicości, ale raczej złote runo nieskończoności, którego w przewidywalnej przyszłości nikt im raczej nie odbierze, a jeśli nawet, to tak czy inaczej do wyczynu Realu będzie się wracać po wsze czasy. Reszta jest milczeniem, ale tak naprawdę, to nie wiadomo ;-)
-
2018/05/30 12:42:17
@ergonauta

trzecim jest pan Karius, bramkarz Liverpoolu :]

od tych wszystkich uczonych rozważań o Realu i Madrycie, o niebo ciekawsze jest dla mnie, jak Karius przeżył tę noc po meczu, czy w ogóle spał, czym się znieczulał i jakie piekielne kręgi zwiedził.

facet ma 25 lat i właściwie czegokolwiek by w swoim piłkarstwie nie uczynił, to już na zawsze zdefiniują je te dwa kiksy.

ba, one zdefiniują całe jego życie, które przecież dopiero się zaczeło. Ciekawe, czy jakby mógł się cofnąć o te 5-10 lat, wiedząc co się stanie w sobotni majowy wieczór, wybrałby ścieżkę zawodowego awansu w budownictwie mieszkaniowym albo doradztwie finansowym zamiast posady za cięzką kasę wprawdzie, ale z wężem ukrytym w środku ? :]

najciekawsza p[ostać tego finału,a nawet tego roku w futbolu, jak na razie;' historia ciekawsza od meczu, wyniku, a już zwłaszcza od innych bohaterów tej zabawy ;]

w sumie, zabawa, sport, dzisiaj przegrał, jutro wygrał, wszyscy zarobieni, same milionery, ale chłop przegrał na zawsze i okreslił siebie jako losera, cokolwiek o tym powiedzą koledzy, kibice i inni.

to normalnie tak smakuje, jakby kogoś zabił, jak jakiś Ali Agca storyline, wersja light. prosta, zwykła piłkeczka do kopania, rozrywka, biznes na którym nikt nie traci, a tutaj nagle złamane życie, przy którym złamana noga jest rozkoszą.

Real zabrał puchar i poszedł, Liverpool zebrał brawa i też poszedł, zaraz ci gracze jadą na mundial, a potem w nowy sezon idą.

a Karius został sam jak palec ze swoją osobistą klęską i życiowym napiętnowaniem. ani mundial, ani nowy sezon, ani nic.

bzdety pt "wrócisz silniejszy" mogą sobie wsadzić w buty ci, którzy nigdy niczego nie przeżyli naprawdę mocnego.

facet jest profesjonałem, ale nie ma takiego profesjonała, który dałby radę zetrzeć z siebie to piętno.

jakby miał na czole to, co Hans Landa w "Bękartach..."

może to niewiele, w końcu już zabijano piłkarzy za nietrafione karne, wypadki śmiertelne miały miejsce podczas gry, ktoś tam karnego nie trafił na miarę porażki w finale mistrzostw świata, ale wg mnie Kariusa przypadek jest tyleż wyjątkowy, że babole były dwa, oba widowiskowe, a na dodatek bramkarz nigdy się już nie zrehabilituje. napastnik który pudłuje karniaka, czy obrońcva strzelający sambójczego - zawsze może się zrewanżowac. Bramkarz nie ma na to szans. nawet jakby jakiegoś karnego obronił w przyszłym sezonie albo trzy.

dwie takie gafy w FINALE LM, to wyrok dożywocia.

-
2018/05/30 13:00:34
Jest gdzieś dostępny formularz wniosku o usunięcia komentarza?
-
2018/05/30 13:23:18
kapitan Sowa na tropie :]

czy raczej, prokurator Piotrowicz. ratuj się kto może !
-
2018/05/30 13:34:27
Bez jajec. Zachowując proporcje, Janusz Jojko w niektórych okolicach jest do dziś bardzo szanowanym ziomem. Finał jak finał, jasne, że sporo zaprzepaścił Karius, ale życie z "piętnem" bywa całkiem możliwe i wszystko zależy od dalszej urody tegoż życia. Charlie "Bird" Parker kiedyś prawie dostał talerzem w głowę, co było jasnym sygnałem, że generalnie się nie nadaje, a jak się dalej potoczyło, każdy może usłyszeć. Niech będzie, że różne dziedziny i że tamten młodszy, ale 25 lat u bramkarza w piłce nożnej... no hm, hm, hm. Nie wróżę mu oczywiście wygryzienia Edersona z City, ale... jakieś furtki jeszcze ma, jakieś bifurkacje wciąż dostępne. Bo to jeden koleś coś zaprzepaścił? A Oliver Kahn to nie podarował, analogicznie, złota Brazylii?
-
2018/05/30 13:49:23
@"Bramkarz nie ma na to szans. nawet jakby jakiegoś karnego obronił w przyszłym sezonie albo trzy."

Jasne, a żaden Flappyhandski nigdy przenigdy nikomu nie uratuje dupy. O, przecież właśnie spadł z ligi.
-
2018/05/30 13:49:36
"W Klasyku przecież strzelił!"

@ 0twojastara

To było jeszcze w czasach przed WKBPNP*. Ale, tak czy owak, skłania ku jeszcze jednemu westchnieniu: Lewandowski_w najlepszej_formie wstawiony w zamian za Benzemę_w_najgorszej_formie nie wzmocniłby Realu Madryt ani odrobinę (więc chociaż jestem za wyprowadzką Lewego z Bayernu, to na pewno nie do Madrytu). Albowiem siłą Realu są także jego słabości. Słabości moralne (cyniczny do obrzydliwości Ramos), taktyczno-techniczne (Zidane jako trenerski żółtodziób) i po prostu piłkarskie (w LaLiga grywali taki piach, że głowa mała).
Krótko mówiąc: Real Madryt jest wielki, bo nie jest doskonały. Kluby doskonalsze (PSG, City, Barcelona) i lepiej wypadające w statystykach (czyli w obiektywnym OKU PANA BOGA) okazały się mniejsze.


* Wielka Krytyka Benzemy Partaczącego Na Potęgę
-
2018/05/30 13:55:12
finał LM oglądało kilkaset mln widzów all over the world ?

I Stawka większa niz życie.

gdzież tu porównanie z Januszem Jojko i jego raczej przaśno-komiczną wpadką ?

sprostowane : Jones nie rzucił w Birda talerzem, a tym bardziej nie w jego głowę. Jones rzucił talerzem w podłogę obok swojego siedziska, zirytowany stylem gry młodziaka.

nie dlatego, ze się Bird "nie nadawał", ale dlatego, ze miał inną wizję gry, która zresztą przyczyniła się do rozkwitu bebopu.

Karius swoje szanse zapewne ma, never say never, ale sądzę jednak, że czysto teoretyczne.

nie wieszczę mu nieudanego życia, broń boże, raczej etykietkę, której nie sposób się pozbyć, stąd paralela do Hansa Landy, co chyba poruszyło miejscowego towarzysza prokuratora :]

chodzi mi o refleksję, że piłka nożna, w ogole widowsko globalne, stało się tak ważną rzeczą we współczesnym świecie, że ma moc nazanczania ludzi piętnem za błędy zgoła nieistotne dla losów świata i ludzkości, bo przecież nie krzywdzące nikogo, popelnione w trakcie niewinnej gry, będące częścią formatu zabawy.

stąd te odniesienia do Agcy czy Landy, co chyba niektórzy odczytali dosłownie, 1 do 1, nie dostrzegając dośc oczywistego celowego przerysowania, czego tłumaczenie sprawia mi pewien dyskomfort, bo sądziłem, ze nie będę musiał tego czynić w towarzystwie tak wysmakowanym ;]



-
2018/05/30 13:59:18
"Flappyhandski"

na jego szczęście Swansea nigdy nie miała okazji dostąpić gry w finale LM przed dżyliardem ludzkości.

po prostu, wielkie błędy pamięta się zawsze, wielkie wirtuoza - czasami :]
-
2018/05/30 14:16:39
@"sprostowane : Jones nie rzucił w Birda talerzem, a tym bardziej nie w jego głowę. Jones rzucił talerzem w podłogę obok swojego siedziska, zirytowany stylem gry młodziaka."

To w ogóle nie jest istotne. Oczywiście, że to anegdota z tych mocno zmitologizowanych. Oczywiste, że to inna epoka, że CL będzie na długo hitem jutuba, dopóki ktoś nie przejmie całkowicie Internetu i nie będzie miał narzędzi, żeby zabronić publikacji, żeby nie było "tap the mole" i w ogóle niczego. Oczywiste, że Karius nie dostał się na próbę, a do samego finału i tam zaliczył klopsa. Tyle że wcześniej okazał się lepszy od Mignoleta i bez powodu się w finale nie znalazł. Pożyjemy zobaczymy. Piętno piętnem, a rzeczywistości nie przewidzisz.
-
2018/05/30 14:22:50
@"nie dlatego, ze się Bird "nie nadawał", ale dlatego, ze miał inną wizję gry, która zresztą przyczyniła się do rozkwitu bebopu."

Aha, z tym bym nie galopował za bardzo, bo nie bez powodu potem ćwiczył jak opętany, żeby ktoś jego "passing tones" mógł akceptować wszędzie. Nie wiem, skąd masz takie akurat info, z jakiej książki historycznej, może od znajomych muzyków, ale raczej chodziło o nieuctwo ówczesne młodego Birda, a nie jeszcze ten "rewolucyjny" styl, który pchał jazz do przodu. Hola, hola. Raczej nie chodziło jeszcze o to, że już "nie do tańca".
-
2018/05/30 15:19:18
"rzeczywistości nie przewidzisz"

jasne.

zwróć uwagę jednak na to,ze nawet na liscie greatest hits tych najwybitniejszych, wpadki, gafy i wstydy zajmują czołowe pozycje.

Zidane i jego główka czy Maradona i jego rączka, wysuwają się tutaj na plan pierwszy.

a bramkarz Karius nie ma tytułów mistrza świata i reputacji najlepszego na świecie, żeby babol w LM mógł stać się jedynie częscią jego piłkarskiego życiorysu, dla niektórych nawet seksowną, bo pokazującą jego ludzką stronę.

on ma tylko te 2 kiksy i nic poza tym.

Zidane zrobił główkę mając już wszystkie sukcesy świata na koncie, Mardona zrobił rączkę, ale zaraz zrównoważy ją golem stulecia.

Karius nie dośc, że jest na początku kariery i taki performance ustawia mu opinię i psychikę zanim cokolwiek zdołal osiągnąć, to jeszcze nie dostał w tym konkretnym meczu szansy odkupienia.

można wyłącznie współczuć mu, że nie doszło do serii karnych, gdzie mógłby się odkuć w pięknym stylu, no ale poniekąd sam na to zapracował :]

"chodzilo o nieuctwo młodego Birda"

ofk, zdania są podzielone.

czy chodziło o to, ze Bird fałszował, bo nie umiał grać, czy dlatego, że próbował grać po swojemu i dlatego brzmiał nieczysto.

sam Bird mówił : "najpierw naucz się wszystkiego do perfekcji, a potem rzuć to w kąt i graj tak jak chcesz".

może więc ta wytężona praca była potrzebna zarówno do tego, by dowieść bardziej doświadczonym mistrzom, że umie grać "po bożemu", lecz bez zamiaru uprawiania takiej muzyki w przyszłości, jak i do samokształcenia w modelu przez siebie preferowanym, w pow. cytacie ujawnionym.





-
2018/05/30 15:19:23
"xG to metodologia "goli spodziewanych", obliczająca prawdopodobieństw zamiany strzału na bramkę, metoda waloryzująca jakość okazji jakie tworzy drużyna, a co za tym idzie, oceniająca jej jakość gry, szanse na wygraną"
To funkcja o której twórcy mówią, że spełnia taką rolę. W jaki sposób ocenić czy jest zgodna z rzeczywistością? Porównać ją z rzeczywistością. Wynik funkcji xPTS dla Juventusu mówi o niej wiele. Ma ktoś dostęp do algorytmu tej funkcji?
-
2018/05/30 15:35:22
@"czy chodziło o to, ze Bird fałszował, bo nie umiał grać, czy dlatego, że próbował grać po swojemu i dlatego brzmiał nieczysto."

No, ale sedno tej opowiastki było takie, że jednak się pogubił młodzian. Więc nieprofesjonalne było gubienie się, a że przy tym chciał coś swojego wcisnąć, takie życie, nie wyszło. Przecież Jones grał potem na Love Supreme. Miałby rzucać talerzem, bo nie wyczuł, że ma do czynienia z odkrywcą nowych płaszczyzn/perspektyw? Zostawiam to w tym punkcie, bo reszta to już gdybanie.

Karius się pogubił też ;).
-
2018/05/30 16:03:29
"bo nie wyczul ze ma do czynienia z odkrywca nowych plaszczyzn ?"

nie byłoby to nic nowego, zważywszy np. na sposób w jaki przywitano styl impresjonistyczny w malarstwie albo że bez nowofalowych krytyków z Cahiers du Cinema "Obywatel Kane" na zawsze pozostałby kompromitującym bublem dla tzw akademickich znawców kina.

"Karius sie pogubil też ;)"

no niby tak, tyle że w jego przypadku miliard Jo Jonesów w tym samym momencie przydzwoniło miliardem talerzy w jedną podłogę.

a za chwilę jeszcze raz :]
-
2018/05/30 16:58:32
Dla mnie będzie zasługiwał, kiedy przeciwko niemu wolno będzie dyktować karne, za sytuacje, w jakich dyktuje się karne dla niego.
I kiedy boiskowy watażka z premedytacją urządzający sobie zasadzki na zdrowie rywali przestanie być tolerowany - jakby nic się nie stało.
-
2018/05/30 17:47:28
@wpp

Przynajmniej na "wyrafinowany" trolling jesteś czujny. Nie doceniłem kolegi. No, nie udało się. Zaraz będzie, że się zasłaniam i wymiguje, jak alp z Lalką ;).
-
2018/05/30 18:48:12
@ytuch2
"W jaki sposób ocenić czy jest zgodna z rzeczywistością? Porównać ją z rzeczywistością. "

Ależ świetny pomysł, porównujmy zatem wspólnie, tylko może nie na wyrywkowych przykładach, tylko bardziej rzeczowo.

To nowa sprawa, model jest usprawniany w oparciu o właśnie rezultaty, popatrzmy zatem na nie. Popatrzmy na top5 lig europejskich z dopiero zakończonego sezonu.

Zbierając wszystkie okazje ze wszystkich meczów tych lig, a będzie tego sporo, po 34-8 kolejek, po 9-10 spotkań każda. 380 meczów w 4 z tych lig, w buli 306, łącznie 1826 spotkań, myślę że wiarygodna próbka statystyczna.

Wyniki?

Liga Francuska xG wszystkich spotkań to 988.89 faktyczny wynik to 997 goli, o 8,11(mniej niż 1% błędu) więcej. xA(spodziewane asysty) 682.97 wynik faktyczny to 697, błąd o 14.03(2%)

Liga Niemiecka xG wszystkich spotkań to 829.72, goli padło 835, o 5.28 więcej. xA to 584.46, asyst zanotowano 585, różnica to 0.54(sic!)

Liga Włoska xG 989,01, wynik 981, tym razem błąd o 8.01 do góry. xA 688.35 wynik to 674, tym razem błąd o 14.35.

Liga Angielska xG 1008.74, wynik to 988, błąd o 20.74(ponownie 2%). xA 726.40, wynik to 729, błąd o 2.60

Liga Hiszpańska na deser, ona zawsze modelowi sprawia najwięcej trudności, nie inaczej jest tym razem. xG 1059.78, wynik to 994, różnica 65.78 jest już znaczna, ok 6%. xA 754.92, wynik to 719, różnica 35,92(jakieś 5%)

Podsumowując, mamy xG 4876.14 gdzie padło 4795 goli, różnica to 81.14 - niecałe 2% błędu. xA 3436.50, wynik to 3404. Błąd to 32.50. mniej niż procent.

Jeżeli model potrafi mi ocenić z dokładnością do 1-2% ilość bramek czy asyst na przestrzeni prawie dwóch tysięcy meczów ligowych, to jest on IMO dość wiarygodny, a na pewno bardziej niż subiektywne oczy kibiców. Ile razy po meczu "eksperci" raczą nas złotymi myślami "w tym meczu mogło paść o wiele więcej goli, wynik mógł być hokejowy" gdy najczęściej te gole nie padają, i wynik hokejowego nie przypomina?

Jeśli już przy kibicach jesteśmy, to zdaje się że ci Juventusu mocno narzekali na swoją drużynę, szczególnie w pierwszej połowie sezonu, że gra poniżej oczekiwań, meczy bułę, ślizga się itp. Może dlatego xPTS wypada tak słabo. Ale to wyłącznie subiektywne spojrzenie na czyjeś subiektywne spojrzenie ;)

xPts to IMO najsłabszy punkt understatu(nie żeby słaby) wadą jest choćby że dzieli 3 punkty między oba zespoły, by "lepszy" zespół zebrał 3xpts, musi zdominować mecz jak PSG z Dijon w pamiętnym 8-0

understat.com/match/8773

Zwycięstwa pewne i bezdyskusyjne, ale nie tak druzgocące, dostają najczęściej xPts 2.60-80. Dlatego dominatorzy w stylu właśnie PSG, czy Bayernu, wynik xPts będą mieli zawsze nieco słabszy od faktycznego.
-
2018/05/30 18:54:59
@Martin
Nie zauważy tego, lub będzie udawał, że nie zauważył. Podobnie jak mojego przyznania mu racji (po odświeżeniu sobie lektury) w naszej wymianie zdań na temat Wokulski/Mollinari.
-
2018/05/30 19:14:10
@0twojastara
To narzędzie ma pokazać sumę goli w lidze?
"Expected goals (xG) is the new revolutionary football metric, which allows you to evaluate team and player performance."

Niestety takie zwykłe sumowanie spowoduje, że błędy będą się znosić. Np. proponuję model w którym Neymar strzela 997 goli i nikt w całej lidze gola nie strzela. Sprawdzając w sposób w który Pan to robi mam dokładność idealną. A przecież nie o to chodzi.
Zaraz dopiszę coś więcej.
-
2018/05/30 19:37:42
Przepraszam, bo jednak nie zrobię dokładniejszej analizy - nie mam aktualnie do tego narzędzi. Napiszę tylko to co na oko udało mi się wyliczyć:
Dla ligi hiszpańskiej "średnią niedokładność"* (to jedyna w miarę sensowna rzecz jaką jestem w stanie teraz obliczyć w pamięci) wynosi około 15%.

*) dla każdego zespołu wartość bezwzględna [(xG - G)/G] - czyli % pomyłka na zespole bez znaku +/-
-
2018/05/30 20:23:21
@ytuch
Generalnie na proste tłumacząc, gdy waloryzujemy drużyny, im większe mają xG i im mniejsze xGA, tym lepszy performance. Gdy już piłkarzy(głównie strzelających) oceniamy, to oni chcą "pokonać" swoje xG, mieć więcej goli niż zakładano. Za to słabsi piłkarze będą mieli wynik poniżej swojego xG. Dlatego wynik pana Neymara równoważy się z wynikiem no name'a z takiego DIjon.

Weźmy Salaha i Benzemę, jeden zaliczył świetny sezon i wszyscy są tu zgodni, drugi miał fatalny sezon, i również wszyscy jesteśmy tu zgodni. Salah "pokonuje" swoje xG o 6.86 o tyle strzelił więcej niż przeciętna w tych sytuacjach wynosi, bo jest ponadprzeciętny. Równoważy to taki Benzema, który jest pod kreską aż o 8.33 - tyle okazji zmarnował. I nie jest to "błąd". To że coś odbiega od "średniej" nie jest błędem. idąc tym tropem myślenia, jeśli na 6 prób rzucenia kostką, nie wypadnie wartość którą zgadywaliśmy, mam ogłosić iż szanse przy pojedynczej próbie nie wynoszą 1/6?

jasne, znajdziemy przykłady meczów, gdzie xG jest diametralnie odmienne od wyniku, choćby derby Sevilli, gdzie żadna z drużyn nie przeskoczyła 2 xG, a wynik był bodaj 3:5. I w drugą stronę, gdzie goli jest zbyt mało. Tyle że na przestrzeni szerokiej próby, wyniki są dość spójne. Bo czasem drużyny są skuteczne, a czasem nie są.

"Niestety takie zwykłe sumowanie spowoduje, że błędy będą się znosić."

Oj, wierz mi, nie. Błędy, mają to do siebie, że raczej się nawarstwiają, i gdyby był w metodologii jakiś poważny, miałbyś odbicie w wynikach. Gdyby ludzkie oko miało to oceniać, rozrzut miałbyś pewnie porównywalny jak w ostatnim konkursie o ilość celnych podań.

Zasadniczo powstało to z iluś tysięcy sytuacji wrzuconych w model i polano sosem z rachunku prawdopodobieństwa. Bezpośrednio liczy to się przy karnych (z reguły ok 75% to gole i taka jest wartość xG), w przypadku sytuacji boiskowych korzysta się o ile wiem z tego: pl.wikipedia.org/wiki/Regresja_logistyczna
-
2018/05/30 20:29:51
ALE
Nawet gdyby wynik zgadzał się z rzeczywistością to... to narzędzie nadal nie ocenia "siły drużyn".

Z tego co zrozumiałem z dość zwięzłego opisu - to narzędzie ocenia tworzenie sytuacji, które w jakimś zbiorze danych kończyły się golem. Jest z tym kilka problemów:
0. Podstawowy. Tworzenie sytuacji jest fatalną miarą oceny "siły" zespołu piłkarskiego. Najwyższym celem w lidze jest mistrzostwo. Środkiem: punkty, środkiem do punktów gole, środkiem do goli okazje.
np. Barcelona z Chelsea w 2012 miała świetne okazje, ale ich nieudolność w strzałach jest niezapomniana. xG pewnie wysokie, ale przecież katastrofalny występ strzelców wszystko zaprzepaścił.
1. Czym jest "expected goal"? Czy gdy podanie na głowę to taki sam dla Messiego jak dla Ronaldo?
2. Dla napastnika - lepszy jest G > xG czy G < xG? Jeśli będę uderzał z połowy boiska (xG = 1 na 1000 prób) i trafię 1 gola, a stracę 99 piłek to G >> xG, ale czy jestem lepszym graczem od kogoś kto tak nie robi? Z drugiej strony - jeśli kiwam całą drużynę rywali z bramkarzem i pudłuję większość strzałów do pustej... xG >> G, ale za to goli mnóstwo.
-
2018/05/30 20:36:55
@0twojastara
"Oj, wierz mi, nie. Błędy, mają to do siebie, że raczej się nawarstwiają"
Nie. Jeszcze raz - mój model dla Francji:
"Neymar strzela 997 goli w sezonie"
A teraz sprawdźmy na drużyny 997 + 19 * 0 = 997. Średnia na drużynę... dokładnie taka jak być powinna! A teraz na piłkarzach: 997 + (x-1) * 0 = 997. Średnia na piłkarza... dokładnie taka jak być powinna!

Albo sumowanie po lidze, piłkarzach ukrywa błędy albo N997 lepiej mierzy szansę na gola niż xG. :)
-
2018/05/30 20:57:44
Salah miał efektowniejszy sezon, ale to Benzema miał lepszy sezon. Lepiej mieć Wielkie Uszy niż nie mieć. :)
-
2018/05/30 21:11:26
@ Otwojastara/Ituch
Jestem przedstatystykowy. Co prawda na studiach łyknąłem semestr ze statystyki, ale większego wrażenia na mnie nie zrobił pomimo, że nawet próbowali mnie na nim nauczyć coś tam policzyć.
Pozwólcie więc, że wtrącę się żartobliwie.
Statystykę ponoć wymyślono po to, żeby pomóc tym którzy nie mogą skumać. Użyto przy tym do tego niemożliwych do skumania skomplikowanych modeli matematycznych. Jeżeli się ich wynikami za bardzo przejąć to można się poczuć tak je ten facet, który wsadził jedną nogę do wrzątku, a drugą do wody z lodem i był zszokowanych, że żadna z nich nie jest ze średniej zadowolona.
A przecież jaki "kuń" jest, każdy widzi.
-
2018/05/30 21:30:46
"2. Dla napastnika - lepszy jest G > xG czy G < xG? Jeśli będę uderzał z połowy boiska"

Prrrr, zwolnij latawcze. Już strzały zza pola karnego mają xG 0.02-1. Polecam jakoś dokładniej zaznajomić się z tym co się krytykuje.

"Albo sumowanie po lidze, piłkarzach ukrywa błędy albo N997 lepiej mierzy szansę na gola niż xG. "

Szkoda tylko że błyskotliwe wnioskowanie powstało post factum. Wynik xG rósł na bieżąco, mecz po meczu, kolejka po kolejce. Gdyby model szacował w sposób niepoprawny, końcowy rozjazd między wynikiem xG a wynikiem faktycznym byłby znaczny.

" Podstawowy. Tworzenie sytuacji jest fatalną miarą oceny "siły" zespołu piłkarskiego. Najwyższym celem w lidze jest mistrzostwo. Środkiem: punkty, środkiem do punktów gole, środkiem do goli okazje.
np. Barcelona z Chelsea w 2012 miała świetne okazje, ale ich nieudolność w strzałach jest niezapomniana. xG pewnie wysokie, ale przecież katastrofalny występ strzelców wszystko zaprzepaścił. "

Naprawdę, załamać ręce pozostaje przy takim wnioskowaniu. Podam inny przykład. kojarzysz City odpadające z trzecioligowcem? Guardiola mało apopleksji nie dostał, 30 strzałów na bramkę , rywal tylko cztery, porażka, a przewaga wszak taka wielka. na pewno? xG pokazało że City z tych 30 strzałów wywalczyło xG 1.5(sic!) natomiast trzecioligowiec w 4 strzałach wywalczył 1.3 xG. I tu możemy wrócić do Barcelony z CFC, gdzie sugestia o "wysokim xG Barcelony" jest wyłącznie spekulacją. Można oddać 30 strzałów na bramkę i xG mieć niskie. Można zdominować rywala na 80% posiadania i wcale nie mieć takiej rzeczywistej przewagi jeśli chodzi o jakość wytworzonych okazji.

Dalej, to że Barcelona wówczas odpadła, nie zmienia faktu, że szacunkowo szanse na awans miała większe. To że rachunek prawdopodobieństwa przedstawia szanse 9/10 na jedną stronę i 1/10 na drugą, nie oznacza że gdy wypadnie 1/10 rachunek jest błędny.

Generalnie polecę koledze i wszystkim zainteresowanym pogoglować, bo szczerze, jest masa artykułów(obcojęzycznych) z całością dobrze wyjaśnioną, wtedy choć zarzuty będzie można poprawnie wysunąć, bo takiej załamki czytając odpowiedzi to dawno nie miałem. Względnie kolega ytuch trolluje.
-
2018/05/30 21:35:32
Tu jest przyjemny symulator do podstawowego modelu obliczającego xG, bazującego na:
- pozycji OX/OY strzału (+- 65% modelu, po usunięciu outlierów w postaci strzałów z połowy lub dużego kąta)
- czy strzał był głową
- czy strzał był po dośrodkowaniu
- czy strzał był po dryblingu
Wydaje się proste, ale w +-80% model będzie zgodny z rzeczywistością (zgodnie z korpo wersją Pareto). Pozostałe 20% można uzyskać przez zaawansowane dane, a w szczególności ilu zawodników zespołu przeciwnika było przed linią piłki.

Taki xG dla zespołu mówi jakiej jakości sytuacje strzelecki tworzył w danym okresie, i podobnie jak na giełdzie, widząc zespoły pod kreską można spróbować obstawić że w końcu zaskoczy (chętnie przygarnę 5% od potencjalnych wygranych od tej porady).
-
2018/05/30 22:00:32
@alp67
Trzeba wiedzieć jakiego narzędzia użyć - max i min by w przypadku z wodą pomogły.

@0twojastara
"Oj, wierz mi, nie. Błędy, mają to do siebie, że raczej się nawarstwiają" + "Względnie kolega ytuch trolluje."
Pan używa funkcji oceniającej ile konkretny zespół strzelił goli w lidze i do oceny poprawności funkcji stosuje... średnią. Nawet nie nałożył Pan choć wartości bezwzględnej! Dla średniej czy będzie 20*50 czy 1000 + 19*0 to jest to samo!
Albo Pan przyzna, że popełnił Pan błąd od którego załamać ręce pozostaje albo muszę uznać, że Pana rozumienie statystyki jest zerowe.

Modele można sobie wymyślać różne. Znam model, który odzwierciedla rzeczywistość - to kolejność w tabeli, BO TO ONA JEST CELEM. To ją starają się optymalizować prezesi, trenerzy i piłkarze.
Użycie xG do oceny to tak jakby oceniać partie szachowe po liczbie zbitych figur.
-
2018/05/30 23:28:38
@alp

Mnie też zmęczyła lektura tej dyskusji o statystyce ;) Imho kolega Dziaam ładnie to wyłożył, dlaczego obecny Real wielką (co nie znaczy największą) drużyną jest, i nic tu więcej dodawać nie trzeba. Nawet gdyby miał xG poniżej zera.
-
2018/05/31 00:00:02
@ Fidelrulez
Podobnie jak na żadnym modelu nie da się wyjaśnić, dlaczego to Benzema i Bale przesądzili o tytule Realu. Oczywiście w niczym nie umniejszając roli drużyny.

-
2018/05/31 00:00:55
@twojastara - po prostu ze względu na wielkość populacji rola przypadku jet mniejsza w 38 meczach ligi niż 7 wiosną. Dodatkowo Real jeszcze grał słabo w Cdr i fazie grupowej LM (2 miejsce w grupie).
-
2018/05/31 01:28:01
@maj.or
Myślę że kolega ytuch szybko wytłumaczyłby dlaczego się tu mylisz ;) intuicyjnie tak się wydaje, ale nie mamy jakichkolwiek danych by poprzeć tą tezę. de facto wpływ szczęścia może być nawet większy, wszak 38 okazji jest ;)

świetnym przykładem jest Arsenal 15/16. Skończyli 10 pkt za sensacją z Leicester, choć "niewydrukowana" tabela wskazywała że powinni być przed nimi. Jakże niewiarygodne xG również dawało Arsenalowi palmę pierwszeństwa. Ba, nawet WhoScored, które, jak wspomniałem, faworyzuje zwycięzców, wskazywało Arsenal jako lepszy. jak to się stało, że w tabeli mieli aż 10 pkt straty?

Jeśli zaś chodzi o przewagę nawet 18 punktów - przypomnę że to tylko 6 meczów ;)

Oczywiście proszę tego nie odbierać jako teorii spiskowej - Barcelona zasłużenie mistrzostwo wygrała, wskazuje jedynie, że bezpośrednie przeliczanie punktów może wieść na manowce. Ja wolę oceny z kilku źródeł.

A w CdR real grał nawet nie drugim, tylko trzecim składem. Ryzyko wkalkulowane. Przykładowo, Valverde tego ryzyka nie podjął, grał pierwszym składem(poza pierwszym meczem z Espanyolem, który przegrał), CdR na plus, ale drużyna na wiosnę niestety lekko zajechana, z tonu spuściła. We wszystkich rozgrywkach.


@ytuch
"stosuje... średnią"

Cholera, a ja myślałem, że zsumowałem dwa rzędy danych i porównałem. Dość, przyznaję uroczyście, na statystyce się nie znam, a jak dodaję, to nawet nie wiem kiedy średnia wskakuje. Jestem absolutnie niezdolny do kontynuowania tej dyskusji. EOT.
-
2018/05/31 01:48:56
No dobrze - sumę, a nie średnią. W tym się pomyliłem.
To niewiele zmienia - nadal takie podejście do oceny xG jest bez sensu. :)

Ale cóż - może i xG, xPTS dobrze modeluje siłę drużyn - nie sprawdza się tylko do meczów, które się odbyły. :)
-
2018/05/31 02:54:38
Ostatnia rzecz na podsumowanie:
W tylu wiadomościach nie przekonać rozmówcy, że model w którym Juventus (znów dublet) nie jest najlepszy w piłkę we Włoszech... że model ten nie pasuje do rzeczywistości. To jest dopiero gafa! Kariusie, wiem co czujesz!
-
2018/05/31 10:30:11
Ze statystyką jest ten problem, ze ex post świetnie sobie radzi z odpowiedzią na pytanie; - co się stało?, ale znacznie gorzej na pytanie: - dlaczego?, bo to wymagałoby analizy olbrzymiej ilości faktów do których rachmistrze nie mają dostępu. O komplikacji obliczeń chyba nawet nie warto wspominać. Dlatego wnioski, które są wyciągane na podstawie tych obliczeń to wyłącznie tendencje o mniejszym, lub większym prawdopodobieństwie, które nie uwzględniają wpływu indywidualnych, czy wręcz incydentalnych zdarzeń. W konkretnych przypadkach to one często decydują o tym co się stało.
W piłce wystarczy, że partnerka nie zadba w przedmeczową noc o dobry meczowy nastrój kluczowego zawodnika, albo inny zawodnik (czołgający się ze zmęczenia przez połowę meczu) nie da się zdjąć bo musi strzelać karne i wszystkie obliczenia i budowane na ich podstawie przewidywania idą się pieprzyć.
I całe szczęście! Gdyby było inaczej nie emocjonowalibyśmy się grą, tylko tabelami i statystycznymi obliczeniami.


-
2018/05/31 11:39:32
Myślałem dotąd, że poziom tutejszych PT. forumowiczów jest wysoki, a tu dyskusja na poziomie liceum... Myślałem, że takie rzeczy, jak co to jest statystyka i jakie ma ograniczenia oraz rozumienie istoty danego modelu nie jest takie trudne dla w miarę rozgarniętego człowieka...
Sprawa jest dość prosta i wytłumaczona już całkiem dobrze wyżej: xG służy WYŁĄCZNIE do oceny jakości tworzonych sytuacji, różnica między xG a rzeczywistymi bramkami mówi o tym, jaka jest skuteczność strzelecka, z kolei xGA daje pewien pogląd o jakości gry w obronie, a różnica między xGA a rzeczywistymi golami straconymi daje jakiś pogląd na jakość gry bramkarza. Można też sobie podzielić liczbę strzałów przez xGA i wyciągać wnioski co do tego, czy obrona działa prawidłowo, bo samo xGA nie mówi o tym, czy dopuściłeś do 10 niegroźnych strzałów z 40 m, czy dwóch niebezpiecznych sytuacji w polu karnym.
xG nie mówi o tym, kto będzie mistrzem, ba, nawet różnica xG - xGA o tym nie mówi, bo przecież tabelę układa się wg punktów, a nie różnicy bramek.
To jest po prostu narzędzie do analizy. I np. jeżeli xG > G - pracujesz nad skutecznością albo szukasz napastnika, xGA < GA - szukasz bramkarza. Można sobie to podeprzeć np. stosunkiem celnych strzałów do strzałów w ogóle, a dla bramkarza odsetkiem strzałów obronionych.
A że xG nie daje wszystkich odpowiedzi? Wszystkie odpowiedzi daje tylko religia...
-
2018/05/31 13:09:42
@grzespelc
Jest nam przykro że rozczarowaliśmy. Z grubsza zgadza się co napisałeś, dołożę kilka errat.
xGsłuży też do oceny jakości kreacji. Dobra pomoc wykreuje więcej okazji, dobry napastnik w większej ilości okazji się znajdzie. To też umiejętność.
Nikt nie dzieli xG przez ilość strzałów - zarówno w understacie, jaki i Opcie, masz możliwość graficznego przedstawienia xG, obejrzenia osobno wyceny każdej z okazji. Wystarczy w mecz kliknąć. Dużo lepsza forma analizy.

Oczywiście różnica xG-xGA nie daje poglądu na to kto powinien być mistrzem, ani nawet xPts tej nie daje. Ale jeśli chodzi o ogólną jakość gry, to już pewien obraz daje, przynajmniej ja tak subiektywnie uważam. Może się mylę, ale wysokie xG świadczy nieźle o postawie drużyny w ataku, a niskie xGa o jej postawie w obronie. Oczywiście nijak to pomoże, jeśli chcemy oceniać pojedynczych piłkarzy. Od tego mamy inne narzędzia niż xG.

Do oceny bramkarzy służy post-shot xG. Znaczy z xGA wyszczególnione są te okazje które poszły w światło bramki i wymagały interwencji. oczywiście, i tu można się zaprzeć, że bywają sytuacje, gdzie wyjście bramkarza, dobre skrócenie kąta, wymusza na napastniku błąd, strzał niecelny. Prawda. Ale model jest z grubsza sensowy i pokazuje nam przykładowo dlaczego LFC sprowadził Kariusa i dlaczego ten początkowo przegrywał rywalizację:
twitter.com/colintrainor/status/947210546260135938

albo dlaczego DDG jest lepszym bramkarzem nie tylko od Kariusa:
twitter.com/colintrainor/status/946685956064759808

@alp67
Tu chodzi o maksymalizowanie szans. jasne, nie da się wyeliminować czynnika przypadku. podobnie w kartach się nie da, a jednak są ludzie którzy grają nimi lepiej niż pozostali. I nie widziałbym w tym przypadku.
-
2018/06/01 20:23:17
"...Zidane wyciął numer...". Myślę, że przede wszystkim już wie, że z Realem więcej się nie da (kiedyś pisałem o złotej regule na sukcesu).
A numerów swoją decyzją to wyciął parę. Do tych które wymieniłeś Rafale w swoim artykule w Wyborczej dodałbym jeszcze jeden... - największy wyciął różnej maści marudom, którzy przez ostatnie trzy lata narzekali i na niego i na jego drużynę. Cały czas żyli nadzieją, że któregoś dnia mu się noga pośliźnie i wreszcie będą mogli dać upust swojej bezinteresownej zawiści sakramentalnym: - a nie mówiłem! Dzisiaj to przede wszystkim oni siedzą z żabą w dziobie. Z jeżdżenia po Zidane nici.
P.S.
Z jednym tylko się nie zgadzam... - to nie Zidane wyciął z główki Materacowi, to Materac odstawił włoski teatrzyk kukiełkowy do czego, mendząc po incydencie częściowo się przyznał. Ale o tym już kiedyś na blogu się wypowiadałem.
-
2018/06/02 07:04:25
Lewandowski zajmuje się transferem, tak więc będziemy bez napastnika na mundialu.
-
2018/06/03 17:43:37
@0twojastara

Dziękuję za filmik. Tak, dżentelmeńsko nie było, wszelako nie twierdziłem, że w antycznych czasach byli tylko Sokratesowie i żadnego Herostratosa. Na filmiku co do zasady próbuje się atakować piłkę, a że zbyt późno, to atakuje się nogi. Mnie chodzi o to, że pan Sergio Penis najpierw zaatakował na wysokości ramienia a później - jak każdy ambitny młody człowiek - jeszcze wyżej, wyłączając definitywnie i faktycznie dwóch kluczowych zawodników rywala. Pytałem Autora, czy trzy z rzędu triumfy Bayernu również są w taki sposób splamione. Jeśli tak, to nie będę się czepiał i rozważę rozwód z piłką nożną jako dyscypliną, w której można brutalnie faulować pod warunkiem, że sędzia cię lubi.