Blog > Komentarze do wpisu

Węgierska masakra piłką patriotyczną

Pierwszy i prawdopodobnie ostatni raz w życiu spłodziłem felieton, w których pojawiają się razem Viktor Orbán, Władimir Putin i Recep Tayyip Erdogan. Ale temat ściśle futbolowy, do lektury cotygodniowej rubryki zapraszam tutaj.

wtorek, 03 kwietnia 2018, rafal.stec
Komentarze
2018/04/03 10:11:31
Węgierska piłka nożna to jest dla mnie w ogóle niesamowita historia.

Przez trzy dekady po końcu Złotej Jedenastki w szerokiej europejskiej (a więc i światowej) czołówce. Jeszcze wiosną 1986 ogrywali w fantastycznym stylu Brazylię i byli typowani na czarnego konia MŚ. Jeden mecz w Irapuato, sławetne lanie od reprezentacji Ukrainy występującej pod szyldem ZSRR, zmienił wszystko. Chyba nie ma w historii europejskiej, a może i światowej piłki, takiego punktu zwrotnego.

Tylko że Węgrzy może i "stawiają na piłkę", ale przy okazji każdych igrzysk zdobywają worki medali w kajakach, pływaniu, szermierce, zapasach i wielu innych dyscyplinach (mity o "węgierskiej specjalizacji" są, no właśnie, mitami).

-
Gość: irek16lfc, *.netburg.pl
2018/04/03 19:31:26
Futbol jak futbol, ale w piłce wodnej też im ostatnio trochę gorzej idzie, ale uff 9-3-3 na igrzyskach, jaka statystyka. W ogóle byłem zorientowany, że trzepią te medale, ale teraz sobie sprawdziłem dokładniej i naprawdę robi to wrażenie 167-145-164-476, ósme we wszech czasach. My trochę gorzej 68-83-133-284 i dziewiętnaste.

A naprawdę, ten numer z finałem mistrzostw świata, to niewybaczalna krzyżacka zbrodnia, tym razem na futbolu:)
-
2018/04/03 22:18:12
Panie Rafale, jako kibic Realu chciałbym bardzo mocno podziękować za poprzedni wpis pochwalny o Juventusie. Klątwa ma się w najlepsze! ;)
-
2018/04/04 16:19:06
Węgierska piłka to już nawet dla mnie nie legenda, ale mit w cieniu którego zaczynałem biegać za piłką. Nawet nie pamiętam czy widziałem jakiś ich mecz (byłem przedszkolakiem), ale każdy na podwórku chciał być jeżeli nie samym Puskasem, to przynajmniej Hidekutim.
Oczywiście "szok" na MŚ to była finałowa porażka z Niemcami. Wcześniej spotkali się w eliminacjach i Węgrzy spokojnie wygrali. Niemcy, wiadomo jak to Niemcy, wystawili jednak drużynę mocno rezerwową, której zadaniem było porządnie skopać Węgrów. I plan się powiódł. W finale poobijani Węgrzy dali się ograć.
Nie wiem ile w tym prawdy... - ale my w to mocno wierzyliśmy.
-
Gość: f.wspanialy, *.dynamic.gprs.plus.pl
2018/04/04 19:57:25
@airborell
Może to za mocno powiedziane z tym punktem zwrotnym. W 1966 jeszcze byli w ćwierćfinale (przy 16 zespołach!), potem do dwóch kolejnych finałów się nie zakwalifikowali, a w trzech kolejnych nie wyszli z grupy.
O tym, że działo się tam nie najlepiej, świadczy książka Antala Vegha "90 minut".
-
2018/04/05 01:34:04
@alp61
W finale poobijani Węgrzy dali się ograć. Nie wiem ile w tym prawdy... - ale my w to mocno wierzyliśmy

wyborcza.pl/magazyn/1,124059,14994814,Najwiekszy_cud_socjalistycznego_futbolu.html
-
2018/04/05 22:08:41
@wspaniały
Wtedy w Europie często od sukcesu do klęski dzieliła jedna bramka. Eliminacje do MS 70 Węgrzy przegrali z Czechosłowacją po barażu, kończąc grupę z tą samą liczbą punktów - gdyby decydowała różnica albo stosunek bramek albo bezpośredni bilans - wchodzą Węgrzy. Ale wówczas organizowano baraż i wygrali nasi sąsiedzi.
Z kolei do 74 awans przegrali dwiema bramkami, choć znowu punktami byli na równi - ze Szwecją i Austrią, które musiały rozegrać baraż.
Więc tak naprawdę brak kwalifikacji nie świadczył o żadnej słabości - nie weszli, ale pomiędzy nimi grali w półfinale ME i finale olimpiady.
-
Gość: f.wspanialy, *.dynamic.gprs.plus.pl
2018/04/06 02:42:58
@grzespelc
Nawet jeśli uwzględnić 4 miejsce w ME 1972 (IO traktuję trochę z przymrużeniem oka) to, moim zdaniem, pisanie o węgierskiej reprezentacji jako o drużynie z szerokiej światowej czołówki w ówczesnym okresie (tak napisał airborell) wydaje mi się lekką przesadą. Taką samą zresztą, jak to, że tamten jeden mecz sam z siebie zmienił oblicze węgierskiej piłki.