Blog > Komentarze do wpisu

Igrzyska na Nobla

Korea Północna, igrzyska olimpijskie, Pjongczang, hokej na lodzie. Fot. Kuba Atys

Bodaj najbardziej infantylnie i fałszywie brzmi na igrzyskach w Pjongczangu wzruszająca opowieść o wspólnej drużynie hokeistek z Korei Południowej i Północnej.

Szczytną ideę znamy, rozpisuje się o niej pół świata. Sport daje nadzieję na pojednanie, łączy nawet wrogów, którzy wprawdzie wojnę gorącą zakończyli ponad pół wieku temu, ale wojnę zimną prowadzą do dzisiaj – formalnie nigdy nie zawarli pokoju. Reżim z północy półwyspu, jedna z najbardziej zbrodniczych dyktatur świata, wojuje zresztą ze wszystkimi. I z zagranicą, która chce ponoć Kim Dzong Una i jego niewolników zniszczyć. I z własnymi obywatelami, czyli wspomnianymi niewolnikami, których czasem głodzi, a czasem morduje w obozach koncentracyjnych.

Jeszcze raz: jaki piękny symbol, jak mocny dowód, że dla sportu niemożliwe nie istnieje. Aż przykro byłoby przejmować się analizami ekspertów od geopolityki i spraw międzynarodowych, którzy nie pozostawiają złudzeń: psychopata szantażujący świat bronią jądrową nie mięknie, a zaproszeniem na igrzyska, które łaskawie przyjął, po prostu robimy mu dobrze.

Robią sobie dobrze również zapraszający – działacze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Oni zazwyczaj przysięgają, że sportu nie należy mieszać z polityką. Zazwyczaj, czyli wtedy, gdy oddają organizację igrzysk w kontrowersyjne ręce, np. potrzebującemu dowodu na imperialną rosyjską potęgę Władymirowi Putinowi. Ale teraz polityka akurat się przydaje, bo MKOl unurzany jest w dopingowym i korupcyjnym szambie, wizerunkowo podupadł, potrzebuje zabiegów upiększających. A czy istnieje coś bardziej pociągającego niż misja pokojowa? Nawet uczestniczki wszelkich wyborów miss, oprócz deklarowania troski o środowisko naturalne, zawsze apelują, by ludzie zaprzestali wojen.

MKOl postanowił więc zgwałcić ducha sportu, a olimpijki z Korei Południowej potraktować instrumentalnie – posłużył się nimi, po czym ogłosił, iż dokonują czynów ważniejszych niż sport.

Hokeistki przygotowywały się na zgrupowaniach, wylewały pot w walce o miejsce w składzie, budowały drużynę. Aż tu nagle, ledwie dwa tygodnie przed startem turnieju olimpijskiego, usłyszały, że do 23-osobowej szatni wlezie 12 nowych zawodniczek. Nieznajomych, pochodzących z obcego kraju, z którym nie przepracowały ani jednego treningu. Nawet języka używają wbrew pozorom innego – dekady absolutnego odcięcia się od świata spowodowały, że północnokoreański znacząco różni się od południowokoreańskiego (polecam świetne książkowe świadectwo Suki Kim), i sąsiedzi używają kompletnie różnych terminów hokejowych (ci spod 38. równoleżnika chętnie sięgają po kalki z angielskiego, inaczej brzmią np. czasowniki „strzelać” oraz „uderzać”).

Co więcej, odgórnie ustalono, ile „wypożyczonych” z zagranicy zawodniczek musi (!) wystawić w każdym meczu trenerka Sarah Murray. Brutalna ingerencja w elementarne reguły gry.

Urodzona w Kanadzie amerykańska trenerka, która reprezentację Korei Południowej prowadzi od 2014 roku, najpierw wzdychała, że nie dano jej „przynajmniej kilku miesięcy na zjednoczenie drużyny”, i wyrażała obawy, że „obie podgrupy nie będą się do siebie odzywać”, ale szybko zmieniła melodię. I zaczęła zapewniać o przyjemności z prowadzenia nowego zespołu, o chemii, którą w naturalny sposób złączyła wszystkie hokeistki. Mówiła szczerze czy uległa presji? Jeśli uległa presji, to jakiej – wywołanej podniosłą atmosferą czy przez konkretnych polityków lub działaczy? Co czuły zawodniczki, które traciły miejsce w składzie i patrzyły, jak po lodzie suną słabsze rywalki, chwilowo przebrane za rodaczki? I których rodzice najpierw planowali wspólne protesty przeciw planom MKOl, zanim nie zrozumieli, że powinni być z córek dumne?

Odpowiedzi nie poznamy, nałykaliśmy się za to patosu wypluwanego przez Thomasa Bacha. – To nie chodzi tylko o mecz hokeja. Jesteście częścią czegoś większego – przemawiał szef MKOl do hokeistek, które przegrały 0:8 ze Szwajcarią, 0:8 ze Szwecją oraz 1:4 z Japonią. A następnie Angela Ruggiero, jego koleżanka z zarządzającej olimpizmem świty, zaapelowała, by drużynę obu Korei nominować do Pokojowej Nagrody Nobla.

Dla jasności: nie zamierzam wymądrzać się o strategii rozwiązywania skomplikowanych złożonych globalnych dylematów, słyszałem o „pingpongowej dyplomacji”, nie strzeliłoby mi do głowy protestować przeciw występom na igrzyskach atletów z krajów totalitarnych. Jednak sportowcy z Korei Północnej w sporcie uczestniczą na normalnych zasadach, a tu MKOl łamie podstawowe zasady, nie pytając o zdanie tych atletek, których jej pomysły bezpośrednio dotyczą. I dla których igrzyska powinny być – tu by się chyba olimpijscy dygnitarze ze mną zgodzili, prawda? – najważniejszym, najbardziej prestiżowym wyzwaniem w karierze. Zwłaszcza igrzyska rozgrywane we własnym kraju. Nawiasem mówiąc, kiedy zastanawiam się, dlaczego do zbawiania świata wybrano hokeistki, a nie hokeistów, nęka mnie nieprzyjemne podejrzenie, że uznano turniej kobiet za mniej poważny niż mężczyzn. Może więc raczej tam pogmerajmy, nikomu nie zaszkodzimy, powaga igrzysk pozostanie nietknięta.

Słowem, MKOl polityki się nie brzydzi, lecz wpycha sportowców w łapy polityków wyłącznie wtedy, kiedy mu wygodnie. I jeszcze wywołuje pożądany efekt. W „USA Today” przeczytałem, że hokeistki z Półwyspu Koreańskiego to wręcz „najważniejsza drużyna igrzysk”, a potem nastąpiło łkanie o „olimpijskiej transcendencji”. Wszędzie też migotają zdjęcia północnokoreańskich czirliderek (zdjęcie Kuby Atysa), dla mnie o tyle trudne w odbiorze, że natychmiast budzą skojarzenia z główną aktywnością artystyczną poddanych Kim Dzong Una – wielogodzinnym wytrenowywaniem wielotysięcznych układów choreograficznych mających sławić wodza. Te dziewczyny na pewno wiedzą, ile można zapłacić za jeden krzywy uśmiech.

Przynajmniej dla psychicznej higieny, w atmosferze gromadnego rozczulenia, zwróćmy zatem uwagę na szczyty hipokryzji, na które wzbijają się olimpijscy bonzowie, proponując nominację do Nobla dla hokeistek za „poświęcenie” dla wyższych wartości (cytat ze wspomnianej Ruggiero, znaczy jednak dostrzeżono czyjeś „poświęcenie”). W istocie byłoby to przecież uhonorowanie tych, którzy całą marketingową operację wymyślili i przeprowadzili.

środa, 14 lutego 2018, rafal.stec
Komentarze
2018/02/14 18:31:31
Witki mi opadły nad tym Noblem.
-
2018/02/14 20:21:43
Jak to jest możliwe, że tak piękny świat z tak wielkimi możliwościami dla zwykłych robaków jak my, rządzony jest przez kłamstwo, obłudę i pieniądze.
Czasem naprawdę myślę, że np. religia to tylko opium dla mas a liczy się tylko to jak boagty i wpływowy jesteś, nieważne jakim kosztem.
-
2018/02/14 22:00:04
Mnie to od razu zalatywało szczytami hipokryzji i brzmiało równie kuriozalnie, jak sformułowanie: "rząd Beaty Szydło", która miała na jego kształt podobny wpływ jak trenerka tej "zjednoczonej" drużyny hokeistek na jej skład.

A MKOL już nieraz udowadniał, że jest równie obłudny, jak politycy wysyłający armie, by broniły demokracji i ludzkich praw tylko tam, gdzie jest dużo ropy ew. innych cymesów, na których można zbijać krociowy interes.
-
Gość: alp61, *.adsl.inetia.pl
2018/02/14 23:57:17
A ja myślałem szczytowym osiągnięciem są zachwyty naszych dziennikarzy, relacjonujących dotychczasowe "sukcesy" (skoczków pomijam) naszych olimpijczyków.
Za pomysł i noblowską inicjatywę przyznałbym działaczom MKOL tytuł GŁUPOLA ROKU.
-
Gość: alp67, *.adsl.inetia.pl
2018/02/15 00:07:03
Oczywiście powinno być "a ja myślałem, że..."
-
Gość: Katarzyna Konopka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2018/02/15 12:26:11
Wydaje się jednak, że wpływ polityki na sport zmalał od czasów Zimnej Wojny. Wcześniej byli sportowcy z Tajwanu na igrzyskach w Pekinie(pod nazwą Chińskie Tajpej, nawet zdobyli tam medale). Choć faktycznie niewątpliwie start północnych Koreańczyków ma większe znaczenie polityczne niż sportowe(także dlatego, że dla nich już sam start jest sukcesem).
-
2018/02/15 18:53:30
O Jezus, mało to takich szczytów? A FIFA Fair Play? Tu dopiero można boki zrywać... Zresztą każde zestawienie przymiotnika fair z dzisiejszym sportem zawodowym brzmi śmiesznie.
-
2018/02/15 21:11:02
Celne obserwacje i świetnie jest to napisane.
Ładnie wyglądające, ale puste gesty, bo tam na zmiany nie ma żadnych szans.
Myślałem jednak, że ten pomysł powstał dawno temu, a nie tuż przed Igrzyskami.

Cóż, Świat na drugie imię ma hipokryzja. Toć i tak dobrze, że ten Nobel dla hokeistek, a nie dla typa, bez łaskawej zgody którego to wydarzenie nie miałoby miejsca, czyli rocket mana.

A jak już przy hipokryzji jesteśmy, to przyznam, że najbardziej mnie ona bawi w wykonaniu trenerów piłkarskich. Kiedyś mnie to mocno irytowało, teraz po prostu fascynuje.
-
2018/02/16 12:36:28
A te igrzyska w ogóle jakieś takie bez atmosfery - wygwizdów, pustawe trybuny na wielu zawodach, a tam gdzie kibice są brakuje "iskry".
O głupich porach transmisji nie ma co wspominać, bo na to nie ma rady.
Nagano też było na tamtym krańcu świata, a wspomina się zupełnie inaczej.
-
2018/02/17 15:35:29
Nareszcie igrzyska się zaczęły :)
-
2018/02/17 16:51:47
Dzisiaj Stoch miał gorsze odległości, ale wygrał dzięki punktom za warunki. W poprzednim konkursie było biadolenie, a dzisiaj mało kto o tym mówi. Denerwują mnie polscy dziennikarze, którzy wietrzą spisek przy porażce, a jak nasz wygrywa to pieją z zachwytu.
-
2018/02/17 17:40:56
Faktycznie "się zaczęły". A jest jeszcze szansa na pudło w drużynówce...
-
2018/02/17 23:46:46
To przeliczanie za wiatr od początku rodzi cuda, ciekawe jak długo obecny model oceniania się utrzyma.
A Stoch już miałby medal, gdyby tydzień temu były normalne warunki, lub chociażby konkurs zaczął się 1,5 godziny wcześniej.
-
2018/02/17 23:56:17
Mi z małej skoczni najbardziej utkwiła w pamięci bezradność Kubackiego i wściekłość Ammana po wylądowaniu.
A przeliczniki za wiatr? Cóż, to lepsze niż nic, chociaż jak sami sędziowie twierdzą korygują one warunki tylko w 70-ciu procentach. Naszym trochę nie "styknęło" innym dopisało szczęście... - w sumie wstydu nie było.
-
2018/02/18 14:01:56
@alp
W takich warunkach jak pierwszy konkurs IO, żadne przeliczniki nie pomogą. Wystarczy wziąć skok Stocha, gdy jechał po rozbiegu, warunki miał jeszcze dobre, na dole okazało się "lol, nie". Ten konkurs nie powinien się odbyć, inne dyscypliny jakoś dało się przełożyć. Ale skoki to ewidentnie napięty terminarz, następny konkurs już za tydzień, nie dało się tego zmieścić. Jeszcze te kocyki, by dopełnić parodii.

Same przeliczniki są na pewno krokiem w dobrą stronę, nawet jeśli (to chyba subiektywna opinia) korygują warunki w 70%, to są to o 70% lepsze konkursy. Gadanie laików, oglądających 3 konkursy w roku "gdy Małysz skacze", że "kiedyś wygrywali i tak najlepsi i przeliczniki nie były potrzebne" między bajki. Schmitt nie był najmocniejszy w Lahti 2001, ale powiał wiatr(jak Wellingerowi) i wygrał złoto na dużej. Benković w Obersdorfie 2005 był w życiowej formie, możliwie medalowej, ale czy faktycznie był mocniejszy od Ahonena? IO w Pragelatto, ok, Morgi z Koflerem byli najwyżej po pierwszej serii, więc na szczęście "zapracowali" ale całkiem dobrze pamiętam iż akurat im dwóm trafił się duuużo lepszy wiatr na koniec, i paczcie, 10 metrów reszcie dołożyli. Liberec 2009, konkurs na dużej przerywany, z ostatecznie tylko jedną serią, przez mocny i loteryjny wiatr, Kuttel, dobry skoczek, zwycięzcą, ale czy faktycznie był taki lepszy od reszty? W kwalifikacjach był 16, najlepszy zaś skok oddał mistrz ze średniej Loitzl(nie musiał się kwalifikować). W drużynówce, ponownie, najlepszy "indywidualnie" Austriak, tylko w konkursie (jednej serii) w loteryjnych warunkach na dużej skoczni, był 6, nie wiedzieć czemu.

I takich przypadków było więcej, zwyczajnie ciężko wszystko pamiętać. Oczywiście, najwięksi mistrzowie często i tak wygrywali, bo są mistrzami(ach, jakie to odkrywcze), ale personalnie mnie cieszy, że jak jakiś skoczek niespodziewanie odleci, to komentatorzy nie dorabiają już do tego ideologii o "doświadczeniu", "koncentracji" czy "przebłyskach wielkiej formy" tylko popatrzą na punkty i stwierdzą wreszcie ze wiatr gościowi zawiał.
-
2018/02/18 14:21:49
Tam gdzie można się pokazać nie chodzi o przekazanie ale o własne promowanie.Polityka była ,jest i będzie,niestety.Bez niej nie ma niczego.Nawet igrzysk
-
2018/02/18 16:09:08
@twojastara
Oczywiście, że warunki to część gry. Komuś powiało, komuś nie. Kiedyś się wzruszało ramionami, że pech i nie dało się polecieć daleko, dziś się patrzy ile się z tego uratowało na przelicznikach. Jak chcemy równości warunków to trzeba skakać w hali.

Wellinger skoczył daleko, a nasi - nie.
-
2018/02/18 18:15:49
@Otwojastara
Być może "to subiektywna opinia", ale jeżeli dobrze pamiętam to potwierdził ją w wywiadzie po konkursie na normalnej skoczni zastępca Hopfera. Myślę, że jeżeli nawet trochę przesadził, to facet wie o czym mówi.
A w naszych poglądach nie widzę wielkiej różnicy. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić skoki bez przeliczników za wiatr, nawet jeżeli nie są one doskonałe.
P.S.
A dla mnie tematem dnia (oczywiście w cieniu wczorajszych skoków) jest afera Nowakowskiej. Przy okazji "nauczyłem się" bardzo ważnej zasady... - hejterzy i goniący za sensacją dziennikarze (np. w stylu złoto dla polskiego olimpijczyka za czeską fryzurę) są ok, nie do zaakceptowania są sportowcy, którzy czytają/oglądają, słuchają medialne bzdety na swój temat i dają się ponieść emocjom w swoich odniesieniach.
Poprawność godna Gwizdołek lub Kopydłowa.
-
2018/02/19 00:37:56
Klasyczne przelanie się żółci.
Zdaje się, że po kilku dobrych występach w PŚ dziewczę liczyło na wiele (może zbyt wiele), a wyszła totalna klapa, z którą sobie nie poradziła.
-
Gość: grzespelc, *.dynamic.chello.pl
2018/02/19 22:17:16
A ja do ad remu, bo trochę wiem o kobiecym hokeju.

Wbrew pozorom pomysł był dosyć prosty i wynikał z tego, że o ile południowokoreańscy hokeiści ostatnio znacząco się poprawili i dzięki kilku transferom zza Oceanu awansowali nawet na mistrzostwa świata elity, a ci z Północy zupełnie się nie liczą, prezentując poziom podobny do Nowej Zelandii i Meksyku, to hokeistki po obu stronach granicy prezentują tak podobnie marny poziom - w ub.r. obie grały w grupe IIB, Południe było 3 miejsca wyżej i awansowało - i te z Południa także nie miałyby żadnych szans nawet pomarzyć o normalnym awansie na igrzyska . Więc ktoś chyba wpadł na to, żeby wypożyczyć parę zawodniczek zza miedzy, to kompromitacja będzie mniejsza, bo szykowały się dwucyfrówki, a tak udało się nawet strzelić gola.
Więc nie jest to żaden wymysł dla pohańbienia południowokoreanek, tylko dosyć rozpaczliwa próba ratowania wizerunku żeńskiego hokeja w tym kraju, który to hokej prezentuje poziom niższy od polskiego, a to już o czymś świadczy, bo pewnie mało kto w Polsce słyszał o hokeistkach.
A że te z południa nie wywalczyły awansu sportowo, to żadna krzywda się im nie dzieje.
-
2018/02/19 22:44:53
@up

Spoko. Tylko dalej gdzie tu miejsce na Nobla?
-
2018/02/20 20:21:58
Nie no, jasne. Ja się odnoszę tylko do wątpliwości autora, dlaczego akurat w tej konkurencji, a nie w innej.
-
Gość: Edward, *.rev.expl.in
2018/02/27 05:15:01
Norwegia ma dochod narodowy nizszy tylko od Luxemburga i Szwajcarii ! A nie Irlandii jak twierdi autor.