Blog > Komentarze do wpisu

Igrzyska bobasów

Michaił Osipow miał trzy lata, gdy w styczniu 2017 roku został zaproszony do popularnego w Rosji telewizyjnego show „The Best”. Czekała tam przyjemna niespodzianka – partia szachów z Anatolijem Karpowym, byłym mistrzem świata, którego grę analizował i podziwiał.

Rywalizowali z zegarem. Genialny chłopiec, którego będę chyba nazywał Miszą, dostał 10 minut na myślenie, a weteran – dwie minuty. Rozstrzygnięcie i tak wydawało się w całej anegdocie mało ważne, u trzylatka imponowała sama świadomość, w co się bawi. On nie tylko przesuwał z sensem figury, ale jeszcze potrafił nazwać wybrane przez siebie otwarcie (obrona Nimzowitscha). Przygotowany teoretycznie jak zawodowiec. Magnus Carlsen i Siergiej Karjakin, którzy w ubiegłym roku stoczyli porywający bój o mistrzostwo świata, w jego wieku w ogóle nie umieli grać. A też zaczęli bardzo wcześnie, jako cudowne dzieci szachów.

W pewnym momencie Karpow zaproponował remis. Misza się nie zgodził, a parę chwil potem przegrał – zabrakło mu czasu. Rozpłakał się, załzawiony pobiegł do mamy. Zresztą zerknijcie sami:



Jurij Osipow, ojciec brzdąca, nie rozumiał, dlaczego Misza płacze. Do porażek był przyzwyczajony, do gry z zegarem również, nigdy nie reagował na niepowodzenie histerycznie ani nawet zbyt emocjonalnie. Trema? Światła kamer i w ogóle okoliczności publicznego występu, którego nigdy wcześniej nie doświadczył?

Do łez Miszy jeszcze wrócimy, w każdym razie tamten epizod jak zwykle sprowokował dyskusję o tym, do czego wolno zmuszać dzieci, którego nie wypracowały jeszcze metod radzenia sobie ze stresem, i jak poznać, że już są gotowe. W szachach to stały wątek, tam zazwyczaj zaczyna się wcześnie (choć Osipow bije wszelkie rekordy). Klasyfikuje się już graczy do lat 7, talentów w wieku niemal niemowlęcym w zorganizowany sposób szuka się na całym świecie, od Rosji po USA. Ze statystyk wynika jednak, że aż połowa arcyzdolnych – przyklejonych do szachownicy jeszcze przed dziesiątymi urodzinami – całkowicie rzuca grę. Nie wytrzymują presji. Zabawa zamienia się w udrękę głównie dzięki dorosłym, którzy nie rozumieją, że malec wyczuwa znacznie więcej niż potrafi wyrazić słowami.

Czasami jednak rodzice inwestują w zdolne dziecko nie dużo, lecz wszystko. Jak państwo Cupini, właściciele prowadzonej od półtorej dekady restauracji w Kansas City, którzy dla 10-letniego syna postanowili rzucić całe swoje dotychczasowe życie. W Ameryce Alessandro miał kilku indywidualnych trenerów oraz „wybudowany w piwnicy prywatny ministadion”, ale to przestało wystarczać. I zapadła decyzja, że wraz z rodzicami, dziadkami i trzyletnią siostrą poleci do Włoch, by dołączyć do szkółki AS Romy:



Wszystkich przelicytowali działacze sportowi z Bahrajnu, którzy zorganizują Dziecięce Igrzyska (Baby Games) dla krajów znad Zatoki Perskiej. W imprezie udział wezmą zawodnicy od lat 2 do 4, a porywalizują w lekkiej atletyce (np. bieg na 15 metrów), podnoszeniu ciężarów, gimnastyce, piłce nożnej i koszykówce (wykonają zadania indywidualne). Cel: zachęcić młodych do uprawiania sportu oraz krzewić wartości i zasady olimpijskie. Pomysłodawcy chcą na serio potraktować ten żartobliwy filmik nagrany przez MKOl:



Dla amatorów: impreza odbędzie się w kwietniu w Ar-Rifie, drugim co do wielkości mieście Bahrajnu. A jestem wam jeszcze winny wyjaśnienie, dlaczego po porażce z Karpowem płakał Misza Osipow. Jego ojciec wypytał go dopiero po programie: otóż trzylatek posługiwał się wcześniej wyłącznie zegarem elektronicznym, czytać czasu na tarczowym nie potrafił i zwyczajnie nie rozumiał, dlaczego przegrał.

wtorek, 09 stycznia 2018, rafal.stec
Komentarze
2018/01/09 19:18:19
Co za zacofanie w tym FIDE.
Zegary tarczowe, jak za Capablanki, kto ma w komórce zegar tarczowy?
-
Gość: alp61, *.adsl.inetia.pl
2018/01/09 21:22:04
Ech, te ambicje niedowartościowanych rodziców.
P.S.
Byłem nieobecny przez miesiąc, bo zaliczyłem pierwszy w swoim długim życiu pobyt w szpitalu. Ale już nadrobiłem, zapoznając się ze wszystkimi wpisami autora i komentarzami. Prawdziwa frajda.
Spóźnione ale niezwykle serdeczne życzenia Noworoczne dla autora i wszystkich komentujących.
-
2018/01/09 22:22:41
@alp61

Jak najwięcej zdrowia zatem w Nowym Roku, formy owego trzylatka, którego nam tu Kronikarz przedstawił! Jak czytałeś wszystko, to już wiesz, że w Rosji po wyjściu z grupy załatwimy Anglię, a potem niestety Brazylia osłodzona jednak niezwykłymi dokonaniami Twojego ulubionego Zielińskiego. Także zero stresu i do przodu ;-)
-
Gość: alp61, *.adsl.inetia.pl
2018/01/09 23:06:59
@Stanisław
Dzięki.
Na razie nadrobiłem tylko zaległości na blogu, ale nie wszystko.
Na pewno nie wyszedłem jeszcze z grupy na MŚ i jak na razie nic nie wskazuje na to, żebym wyszedł z niej wcześniej niż stanie się to faktem. Oczywiście ucieszyło by mnie gdyby Zieliński oczarował w jednej czwartej Brazylijczyków, ale mam poważne wątpliwości czy będzie miał na to szanse. Na razie cieszy mnie, że wraz z Robertem znalazł się w setce najwyżej wycenianych piłkarzy Świata. Niestety nasi mundialowi rywale też tam są.
-
2018/01/10 13:21:56
Zabawne. Szachy to jedno z najbardziej wyrazistych miłych wspomnień z mojego dzieciństwa. Pamiętam, że ojciec uczył nas - mnie i mojego starszego brata - najpierw jak poruszają się piony i figury, jak potem przeszliśmy do prostych rozgrywek w zadawanie mata hetmanem, dwoma wieżami, poprzez trochę bardziej skomplikowane kombinacje z wędrówkami pionów, aż przeszliśmy do grania pełnych partii i omawiania podczas gry debiutów. Pamiętam, jak ojciec przyniósł do domu biały radziecki zegar szachowy (tarczowy oczywiście, nota bene nie wyobrażam sobie elektronicznego zegara szachowego, po prostu nie pasuje to do mojego wyobrażenia lub wspomnienia) i nasze potyczki przeszły dosyć szybko w partie błyskawiczne, dzięki czemu wygrany zostawał przy szachownicy (jak wspomniałem wcześniej, do szachów było nas zasadniczo w domu trzech razem z ojcem). Dla porządku wyjaśnię, że nigdy nie byłem specjalnie uzdolniony.

Za długo się rozpisałem i w ogóle muszę na razie kończyć. Wracając do szachowego wątku Miszy, bardzo ładnie Rafał rozegrał końcówkę i umknął spod - wydawałoby się oczywistego - mata. Nie ma zupełnie jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy małe dziecko jest szczęśliwe czy nie, morderczo trenując grę stanowiącą jego pasję, oraz czy porażki mają nań zgubny wpływ. Może być szczęśliwe i może być nieszczęśliwe. Sporo - ale nie wszystko - zależy od jego rodziców, sporo zależy od rzeczywistego poziomu jego talentu (szachy - tak mi się wydaje - są w tym zakresie o tyle bezpieczne, że stosunkowo łatwo stwierdzić już na wstępie, czy mamy do czynienia z geniuszem czy nie, w przeciwieństwie do piłki nożnej na przykład), bardzo wiele zależy od trenerów i środowiska "klubowego" w jakim się znajdzie (jest tendencja w dyskusji do koncentrowania się na rodzicach, którzy - to fakt - potrafią się zachowywać fatalnie, ale nie zapominajmy, że oni są tylko częścią całości). Spadł mi czas, dodam może jeszcze tylko (tata pozwalał nam zazwyczaj kończyć partie nawet po zakończeniu czasu), iż moim zdaniem, dzieci powinny się obowiązkowo uczyć szachów w podstawówce.
-
2018/01/10 13:26:37
Ojciec by mnie zamordował. Nie "uczyć szachów", tylko "uczyć gry w szachy" oczywiście. Tak jak pion to nie figura i nie koń tylko skoczek i goniec a nie laufer.
-
2018/01/10 14:35:53
Ale Hetman czy Królowa?

Mój dziadek, gdy zaczął regularnie zaczął ze mną przegrywać, przestał grać.

Co do niewypowiedzianego przez Rafała pytania, to stawiałem je sobie oglądając ostatnio Grę o wszystko (Molly's game). I nie sądzę, żebym miał ochotę "katować" bachora tylko po to, żeby osiągnął sukces. Mógłbym mu umożliwić osiągnięcie sukcesu (na miarę swych sił), ale sam by musiał tego chcieć i o to się starać.

Stasiu, jeśli wolno tak mało dyskretnie... chodzisz po sądach? Czy pracujesz za biurkiem? Bo jesteś z Warszawy, prawda?
-
2018/01/10 15:07:15
Oczywiście, że Hetman.
Też gram od zawsze. Tak bardzo od zawsze, że nie pamiętam, od kiedy.

@alp61
No wreszcie. W przededniu twojego powrotu rzuciłem w domu, że 'gdzie ten stały komentator alp, może jest chory, a tu nawet nie ma sposobu, żeby się dowiedzieć, tak nagle zniknął'. Dziwne są te internetowe znajomości.
W każdym razie - zdrowia!

@leuthen
Nie ma w notce żadnego niewypowiedzianego pytania, słowo honoru. Opowiadam ciekawe moim zdaniem historyjki, a każdy czytelnik może sobie dopisać, co mu się widzi.

@stanislaw414
Też uważam, że szachy do szkół, zresztą pisałem o tym kilka razy. Wiem, co mówię, bo sam miałem w I i II klasie podstawówki - i jeszcze od początku rządziłem, bo inni się dopiero uczyli, a ja mogłem szpanować, że gram z nauczycielką.
-
Gość: alp61, *.adsl.inetia.pl
2018/01/10 16:59:27
Też grałem z bratem (młodszym) i ojcem, a nawet z mamą, chociaż w szachy była kiepska. A teraz grywam z wnuczką... - ona ze mną mniej chętnie, bo "dziadek zawsze wygrywa".
Jak to usłyszałem kolejny raz sobie uświadomiłem, jak śmiertelnie poważnie podchodzą kilkulatki do rywalizacji. Nawet w zabawie.
Może dlatego, jestem nawet przewrażliwiony na zachowania nie tylko niektórych rodziców ale i trenerów. I to nie tylko w piłce nożnej. Skrajne zachowania (geniusz albo idiota) obserwowałem swego czasu nawet na tanecznych turniejach dla dzieci.
-
2018/01/10 17:05:02
@leuthen

Potrafię grać i gram na wszystkich pozycjach, w środku sądu czuję się najlepiej (s.j.wisniewski@op.pl).

@rafal.stec

Trochę poćwiczę (w zasadzie nigdy nie grałem przez internet), a potem Cię znajdę i wezmę rewanż za tę nauczycielkę, ale tak naprawdę to nie wiadomo ;-)
-
Gość: alp61, *.adsl.inetia.pl
2018/01/10 18:01:15
@Rafał
"Faktycznie "dziwne", ale jak dla mnie ważne.

@Stanisław
Obserwując, jak zręcznie potrafisz "obrobić temat" z różnych punktów widzenia nie miałem wątpliwości, że grasz również w sądzie.
-
2018/01/10 18:05:09
@alp61

Podobno uczą szachy właściwego podejścia do porażek, ale różnie z tym bywa, wiadomo.

Jeśli chodzi o trenerów sportowych, to moim zdaniem, ludzie którzy zajmują się maluchami powinni mieć albo jakieś podstawowe wykształcenie pedagogiczne albo doświadczenie rodzicielskie. Z drugiej strony, nawet powyższe wymagania nie stanowiłyby pewnej i mocnej gwarancji odpowiedniego podejścia. Nie przekonują mnie jakoś argumenty, że żeby osiągnąć sukces, bobas musi być od piątego roku życia twardy jak Rocky Balboa.

Jeśli chodzi o rodziców, to słyszałem, że ostatnio PZ KOSZ (albo któraś z wojewódzkich koszykarskich organizacji) oficjalnie zakazał wstępu rodziców na mecze dzieci.

Ps

kiedyś chciałem być aktorem (teatralnym)
-
2018/01/10 18:56:59
Tak szczerze mówiąc, ta Osipowa wygląda mi na normalną kobietę, a po dziecku też nie widać zmęczenia, a entuzjazm. Po prostu to chłonie akurat. Zmęczony psychicznie był, jak się okazało przecież, tylko tą akcją z zegarem. Jako dzieciak jest ewenementem, ale raczej nie dlatego, że ktoś coś z nim robił na siłę. Tak czasami jest. Są dzieci, które czytają w wieku czterech lat i to też nie oznacza, że nie może być żadnych dysproporcji rozwojowych u nich, ani że wszystko z ich intelektem będzie super. Różne okresy "formacyjne" różnie działają na człowieka.

Reasumując, igrzyska dla bobasów to bzdura, ale takie spotkanie z Karpowem całkiem fajne - będzie miał wspomnienia, a klęska i tak została już wyjaśniona zegarem. Nic mu nie grozi. Tak samo, jak nie jest pewne, że zostanie arcymistrzem i że nie rzuci np. dyscypliny. A może mu się szachy znudzą i wybierze coś, gdzie przydają się jeszcze inne zmysły.
-
Gość: alp61, *.adsl.inetia.pl
2018/01/10 20:36:36
@Martin
Być może masz rację, chociaż ja mam wątpliwości, czytając o reakcji dzieciaka na zegarową porażkę. Być może również dlatego, że nigdy nie zapomnę jaką miał frajdę mój niespełna czteroletni syn, kiedy (o okolicznościach kiedyś chyba wspominałem na blogu) pokazywał ojcu jak prawidłowo jodełką podchodzić na nartach pod górę.
-
Gość: alp61, *.adsl.inetia.pl
2018/01/10 20:40:43
test
-
Gość: pansliwa, *.rev.sfr.net
2018/01/11 00:21:43
pardon, ale nie mam polskiej klawiatury. napisze tak: temat wartkim jesr rzecz jasna. za to trzylatek w starciu z Karpowem to sa tylko igrzyska, to jest tylko wykorzystanie dziecka. nie chce tu sie rozpisywac o stanie swiata, ale na litosc. dzieciak. 3 lata. ja proponuje zeby chlopak mogl byc dzieciakiem wlasnie, a nie rozrywka i tematem. i prosze nie mowmy, ze sie szachy wczesnie zaczyna, bo, owszem, tak jest. tyle, ze jak ktos chce byc klaunem, to niech nie robi zen dziecka
-
2018/01/11 10:43:39
@zeby chlopak mogl byc dzieciakiem wlasnie

Ale co to niby znaczy? Właśnie najbardziej dzieciakiem był przy zagadkach szachowych. Nie widziałem tam żadnego "klauna". Analogicznie można czytającemu 4-latkowi zabierać książki, "żeby mógł być dzieciakiem".

"a nie rozrywka i tematem"

Z tym akurat można się już zgodzić. Gdyby spotkali się z tym Karpowem w innej scenerii byłoby to pewnie korzystniejsze. Tyle że prędzej czy później i tak to dziecko stanie się "tematem", ponieważ już mocno złapało bakcyla i jest dość zdolne - zabierz mu szachy teraz. A poza tym - nikt nie traktuje tego "pojedynku" śmiertelnie poważnie. OK, telewizja pewnie nie jest najpiękniejszym miejscem do "zaistnienia" w dzieciństwie, ale wówczas co z tymi wszystkimi "Od przedszkola do Opola", dziećmi u Manna (nie pamiętam, jaki to program nawet), wszelkimi innymi występami dzieciaków? To ja już bym wolał z Karpowem przy szachownicy.
-
2018/01/11 11:03:39
A z zupełnie innej beczki z etykietą: "Stereotypy" - nigdy nie zapomnę, jak przy nasiadówce w Eire jeden "Irish folk" zaprezentował mi swój stereotyp Rosjan. Poniżej.

"Najmocniejsze skojarzenie to siedzi dwóch typów ciepło ubranych (bo przecież tam zimno), pochyleni nad szachownicą piją wódkę, drapią się po głowach, następnie zaczynają się ostro kłócić i dochodzi do bójki".
-
Gość: alp61, *.adsl.inetia.pl
2018/01/11 12:56:07
Myślę, ze nikt nie zamierza zabierać dzieciakom szachów czy książek, tak jak nie zabiera piłki. A jednak wielu trenerów (nie tylko piłkarskich) pracujących z dziećmi i młodzieżą uważa, że jak najdłużej sport powinien być dla nich tylko zabawą w trakcie której, rozwijają swoje umiejętności i talent, a nie rywalizacją.
Co prawda gen rywalizacji mają dzieciaki zakodowany w DNA, to nawet te najbardziej utalentowane nie są do niej emocjonalne przygotowane. Być może dla Karpowa to była tylko zabawa, dla telewizji i gawiedzi "szoł", dla rodziców powód do dumy i inne "bógwieco", ale dla malucha, być może właśnie z uwagi na okoliczności, to była śmiertelnie poważna sprawa, o czym świadczy jego reakcja na zegarową przegraną.

I chyba na to zwraca uwagę
-
Gość: alp61, *.adsl.inetia.pl
2018/01/11 12:58:23
"Zjadłem" Rafała. Przepraszam.
-
2018/01/11 13:47:50
Dobrze, że zwraca uwagę. A jednak Karpow z dzieciakiem nad szachownicą jawi mi się jako i tak dużo mniejszy kaliber tego "szoł" niż te poważnie potraktowane kretyńskie "igrzyska", gdzie przecież trzeba na siłę spędzić kupę dzieci, a nie jednego szachowego malca-geniusza. I nie wiadomo wcale, jak dziecko by zareagowało, gdyby nie było tej wpadki z zegarem (że też nikt o tym nie pomyślał). Potem przy zagadkach raczej się bawił przednio.

"ale dla malucha, być może właśnie z uwagi na okoliczności, to była śmiertelnie poważna sprawa"

Ba, dla mnie też była, jak przegrywałem z ojcem (zresztą nie tylko w szachy, czasem też w piłkarzyki na plastikowym boisku... brzdęk, brzdęęęęk). Uwaga dziecka za chwilę jest już gdzie indziej (szach mat w zadaniu) i tak jak nie można przesadzać z traktowaniem tego małego człowieka jako okazu, eksponatu, tak też z wyobrażeniami, że się potwornie przejmie wtopą z Karpowem (raczej zawsze się będzie cieszył, że grał z nim jako trzylatek).

I wcale nie jest powiedziane, że w wieku 5 lat taka przegrana może zostawić trwalszy ślad na psychice dziecka niż w wieku 3. A rodzice już są w takiej sytuacji, że ich dziecko z rówieśnikami nie pogra. Dyskusyjne, czy gorzej przegrać z doświadczonym dziadkiem Karpowem czy z kilka lat starszymi, wprawionymi już dzieciakami. Kwestią problematyczną jest tu oczywiście TV i traktowanie elementu "rywalizacji". Tak czy siak, rodzice nie powinni przeginać z takimi akcjami (jednorazową jeszcze zrozumiem, taki publiczny odosobniony występ i tak po dziecku spłynie - w sensie negatywnych skutków) i przyzwyczaić się, że mają w domu zdolnego małego szachistę, ale pod każdym innym względem to dziecko.
-
2018/01/11 14:29:42
"I wcale nie jest powiedziane, że w wieku 5 lat taka przegrana może zostawić trwalszy ślad na psychice dziecka niż w wieku 3."

Na odwrót miało być.

Dobrze, zgodzę się, że zabieranie dzieciaka na TV show z publiką można sobie darować w tym wieku, ale też do takiego dziecka (do żadnego chyba nie powinno się) nie będą seplenić podkreślając, jaki on malutki (chyba najgorsza zmora, jak coś takiego słyszałem, to sp...em). Trzeba żyć z tym, że z pasją się zabrał za taką dyscyplinę w takim wieku.
-
2018/01/11 19:06:42
W piłkę można się bawić bez rywalizacji i rozwijać swoje umiejętności i talent, w szachach jest to raczej niemożliwe.
-
2018/01/11 19:19:03
Pamiętam jak grałem kiedyś w trzeciej lidze szachowej i moim oponentem było sześcioletnie dziecko. Nie było mi miło, bo po prostu widziałem, jak się chłopak męczył. Przed partią zupełnie rozkleił się nerwowo - krzyczał, płakał, matka go uspokajała.
W trakcie partii z kolei potrafił się skoncentrować i przez chwilę miał przewagę. Ostatecznie udała mi się kontra i - cóż - znów to samo; widziałem, jak sześciolatek po prostu zupełnie traci pewność siebie i nie wie, co zrobić, dzięki czemu w sumie wygrałem, bo sam przeoczyłem kilka rzeczy.
-
2018/01/11 19:30:49
To w sumie nie była ostatnia potyczka tego typu. "Najsłodsza" w tym wszystkim jest koszulka sponsorska. Czyli w zasadzie mamy do czynienia już z biznesem. Może nie takim jak starego Anatolija, ale jednak. Za chwilę zmienię chyba zdanie odnośnie tych "pojedynków" tak ze 180 stopni, ale kto to zatrzyma. Ich nie dogoniat.
-
Gość: , *.cebit.com.pl
2018/01/11 21:12:16
@airborell

"W piłkę można się bawić bez rywalizacji i rozwijać swoje umiejętności i talent"

Chyba jednak nie bardzo. Inna rzecz, że ta rywalizacja powinna być "zdrowa", a dzieci - moim zdaniem - nigdy nie powinny się zamykać w jednym świecie. Temat rzeka.
-
2018/01/11 21:58:13
Nie na temat.
Panie Rafale, czy mógłby Pan wydobyć na światło dzienne artykuł o kurdyjskiej drużynie ze Szwecji? Szkoda byłoby, żeby - schowany za pay-wallem - nie dotarł do blogowej publiczności (niektórzy dyskutanci z zasady nie czytają płatnych wpisów).
-
2018/01/11 22:22:43
@f.wspanialy
Wydaję się sobie odporny, ale przyznaję, że teraz mnie zatkało.
-
Gość: f.wspanialy, 80.51.132.*
2018/01/12 08:45:23
@rafal.stec
Czy dlatego, że ktoś czyta Pana tweety?
-
Gość: f.wspanialy, 80.51.132.*
2018/01/12 08:46:42
@rafal.stec
Miał się dołączyć emotikon, lecz się nie udało, więc wstawiam zamiennik. :)
-
2018/01/12 12:49:31
Weźcie się przestańcie obrzucać emotikonami, jak trzyletnie dzieci ;-)

Obiektywnie trzeba przyznać, że o ile pomysł, żeby autor zrezygnował ze swoich własnych praw autorskich jest - jakby to rzec - niezbyt sensowny, to pomysł, żeby naruszył prawa autorskie innego autora przebija sufit.

Muszę natomiast powiedzieć (obronę mam we krwi), że na TT niekliknięta zajawka faktycznie może sprawiać wrażenie, że tekst jest Rafała i sam byłem o tym przekonany, dopóki nie znalazłem czasu, żeby przeczytać.

Także wysoki sądzie, także ten... no i chciałbym podkreślić, że obwiniony jest młody, ciekawy świata, a podróże kształcą, eee..., yyy... nie miał zamiaru popełnić głupoty umyślnie, możemy mówić najwyżej o winie nieumyślnej, może lekkomyślności (?) (szeptem: karwa, Pan wstanie i zacznie teraz przepraszać i obieca, że to ostatni raz i że Pan już kupił ten Duży Format, a nawet dostęp przez internet...) Także proponuję po prostu, jakby to powiedzieć... potraktować sprawę jako niebyłą (!)
-
2018/01/12 13:05:55
@f.wspanialy
Nie, poruszyła mnie propozycja, żebym okradał swoją firmę i kolegę z pracy (ten abonament to również opłacanie konkretnego dziennikarza, my i nasi przełożeni wiemy, ilu ludzi kogo czyta i na czyim artykule wykupuje dostęp).

@stanislaw
Przecież w tweecie podałem autora, przy okazji recenzując, że świetny reportaż.
-
2018/01/12 13:29:48
@rafał. stec

To prawda od ab initio aż po in fine. Na swoją obronę nic nie mam, szewc bez butów chodzi. Dla jasności potwierdzam: (i) podałeś autora, (ii) świetny reportaż i (iii) znakomita historia.
-
Gość: f.wspanialy, 80.51.132.*
2018/01/12 13:56:54
Przecież nie chodzi o to, żeby Pan to robił bez przyzwolenia redakcji i kolegi (mnie zatkało i - nie ukrywam - ubodło, że Pan myśli w tych kategoriach, nie znając motywów mojego wystąpienia). Ja przeczytałem, płacąc za tę możliwość. Wydawało mi się, że temat jest na tyle poruszający, że - być może - warto byłoby na chwilę zapomnieć o pieniądzach (chyba, że dziennikarze tego nie potrafią).
-
2018/01/12 14:18:07
To ja jeszcze króciutką anegdotkę sobie pozwolę, żeby trochę wrócić do podstawowego tematu. Siedmiolatki trenują kopaną w szkółce. Jest powiedzmy kilka grup, gradacja względem umiejętności. Szkółka ma jakąś koncepcję rozwoju i oceny dzieciaków, no np. (i) że dzieci w tym wieku to nie powinny w ogóle przejmować się grą zespołową i podawać, tylko zachrzaniać do przodu, jak najwięcej kiwać; (ii) trener nie wyznacza bramkarza, tylko dzieci mają same wybierać i ustalać pozycje na boisku pomiędzy sobą; (iii) najbardziej preferowane są jednostki które się niczym nie przejmują, przewracają innych i strzelają najwięcej bramek. Trenerzy oczywiście tego nie mówią kandydatom na kandydatów na piłkarzy, mówią rodzicom przy okazji wspólnej oceny zajęć, zaznaczając, żeby nic nie mówić maluchom, bo one same wiedzą najlepiej i muszę się rozwijać zgodnie z własnym duchem i gry duchem. Jaki jest efekt? Rodzice (wiedząc, że szkółka - prawidłowo lub nie - jest zafiksowana na określone rzeczy) przekazują to - w ten czy inny sposób - dzieciom. Dziecko, które miało potrzebę i dostrzegało radość w podawaniu - przestaje podawać. Maluchy zbijają się - jeszcze bardziej niż wcześniej - w przysłowiową kulkę i walczą z chłopcami (dziewczynkami) z własnej drużyny o to, który zdobędzie bramkę. Nikt nie chce stanąć na bramce, a jak już stanie, to nawet nie próbuje bronić, żeby szybko wyjść w pole. Nie chcę nikogo jakoś jednoznacznie obwiniać, sytuacja jest skomplikowana i po każdej stronie można dopatrzyć się dobrych intencji, ale jest w tym jakieś niezrozumienie dzieci i (chyba jednak) rozwoju dzieci w grze w piłkę, oraz niewątpliwa presja i frustracja, gdzie koniec końców nikt nie myśli o dzieciach jako o dzieciach, tylko o (powiem brutalnie) przedmiocie służącym do osiągnięciu własnego celu. A maluchy rozumieją po prostu wszystko co się wokół nich dzieje. Gdybym miał więcej czasu, reportaż amatorski bym napisał, porozmawiał na ten temat i z rodzicami i z menadżerami i z trenerami i z dziećmi, psychologami, pedagogami etc., bo - poprawcie jeśli się mylę - nic takiego kompleksowego nie pojawiło się w ostatnim czasie.
-
2018/01/12 14:45:27
@f.wspanialy

Ja ze swojej strony przepraszam, bo coś takiego zasugerowałem w swoim sucharze, którym chciałem rozładować atmosferę (niepotrzebnie się mieszałem w swoje sprawy), że powinien Pan wykupić dostęp. Proszę jednak dać sobie powiedzieć dwa słowa. Argument, że dziennikarz, którego tekstami jest Pan zainteresowany (ten lub inny) napisał coś ciekawego lub wg Pana istotnego jest raczej zasadą. Nie można wymagać od autorów, żeby nam oddawali swoje (szczególnie najciekawsze) prace pod tytułem darmym, a już nakłaniać żeby namawiali do tego innych właścicieli praw majątkowych lub osobistych do tychże jest kompletnie bez sensu. Trzeba to zrozumieć, zamiast stawiać zarzut, że "dziennikarze myślą tylko o pieniądzach". Rafał użył mocnych słów (może trochę za mocnych), ale tłumaczył to już tak wiele razy..., poza tym bywa porywczy, wiadomo ;-) [ciekawe, czy rzuca szachownicą jak przegra?]
-
2018/01/12 14:46:20
*mieszałem w nieswoje sprawy oczywiście.
-
2018/01/12 20:07:07
@stanislaw414
Nie pytaj, czy Szanowny Autor rzuca. Pytaj: w kogo?
Tak przy okazji, czy ktoś ostatnio słyszał/czytał coś o kocie...?
Z uwagi na fakt, iż kwestie artykułów za paywallami są sprawami wrażliwymi i drażliwymi, gdyż:
- dotyczą spraw służbowych,
- nie dotyczą wyłącznie woli i widzimisię Autora,
- mogą dotyczyć także Jego kolegów,
po prostu przyjmujmy, że jeśli coś jest za PW, to widocznie tak ma być i kropka. Kto przeczytał (jak f.wspanialy) to może jakoś zgrabnie nawiązać w komentarzu pod spodem, żeby innych zaciekawić. Kto się zainteresuje, to sobie wykupi. Kto z przyczyn ekonomicznych/ideowych nie ma zamiaru tego czynić, to nie uczyni. I wszyscy będą szczęśliwi.
Natomiast ze swojej strony mogę podpowiedzieć, że dobrze byłoby, żeby artykuły dostępne za PW w części nieschowanej były nieco obszerniejsze. Tak z akapit więcej żeby było widać, żeby się już udało myśl przewodnią wyłapać. Zdarzyło mi się, że po wykupieniu dostępu okazało się, że treść artykułu poszła w zupełnie inną stronę, niż można się było spodziewać po pozostawionym wstępie na zachętę. Oczywiście, wykupienie dostępu do artykułu to zawsze ryzyko, że się może człowiekowi nie spodobać i to jest jak najbardziej "wpisane w cenę". Chodzi mi raczej o to, że czasem te kilka wabiących zdań może nieco zmylić, Człowiek myśli, że zdanie w stylu: "Nadszedł czas herosów sportu, bogów milionów, władców masowej wyobraźni" pochodzi z tekstu o najpopularniejszych sportowcach, więc wykupuje mając nadzieję na zestawienie Roberta Lewandowskiego z Messim i CR w gronie superpiłkarzy, a tymczasem okazuje się, że to felieton o marketingu w świecie sportu.
-
Gość: alp61, *.adsl.inetia.pl
2018/01/12 23:05:05
@ Letniewino
Tak to już bywa z zajawkami, że jak już się dasz zachęcić to czasami nie wytrzymujesz i spontanicznie cytujesz Smolenia: - "ale mnie nabrali!".
A czasami to nawet nie zajawka w której palce mieszają różnej maści naciągacze, którzy aktualnie dumnie nazywają się marketingowcami, tylko coś znacznie poważniejszego.
Jakiś czas temu chwaliłem się na blogu Rafała, że zachęcony wywiadem z autorami Sową i Wolańskim nabyłem drogą kupna ich książkę "Społeczeństwo w świecie spektaklu". I nawet zmęczyłem ją do końca. Nie wiem tylko dlaczego im dłużej czytałem tym częściej w uszach mi brzmiało oburzenie uczestnika quizu w "Rejsie": - "te pytania są tendencyjne". Zwłaszcza, że w tamtym quizie (jak pamiętacie) chodziło o głos jaki wydaje zwierzę powszechnie występujące nad Wisłą, a nie o piłkę czy ogólnie o sport.
P.S.
Dziękuję za Twój komentarz, który sprowokował mnie do dotrzymania obietnicy, że jak przeczytam to się refleksjami o książce podzielę. Dotychczas nie mogłem się zmobilizować, bo co pomyślałem o tej "lekturze" to od razu miałem materiał na tekst, który rozmiarami znacznie przekraczał wpis autora łącznie z wyjątkowo licznymi komentarzami.
-
Gość: f.wspanialy, 80.51.132.*
2018/01/14 11:47:29
@stanislaw414
Wydaje mi się, że użyty przeze mnie zwrot "Czy mógłby Pan?" zawierał prośbę a nie wymóg. Mniejsza z tym, odpowiedź Gospodarza zwróciła moją uwagę na zjawisko, którego wcześniej nie zauważałem. Chciałbym Pana prosić (jeśli będzie chciał i mógł poświecić czas) o jego ocenę. Chodzi o korzystanie w publikacjach z materiałów niebędących wytworem pracy autora. W każdej szanującej się publikacji zamieszczenie zdjęcia, wykresu, tabeli, etc., opatrzone jest komentarzem, że publikacja odbywa się za zgodą autora/właściciela tychże danych. Moje pytanie brzmi, czy taki zwyczaj (czy wręcz przepis) dotyczy również blogów?
-
Gość: f.wspanialy, 80.51.132.*
2018/01/14 11:51:24
@stanislaw414
Jeszcze jedno: czy zachwalając, w celu zachęcenia do jej przeczytania, czyjąś publikację, mógłbym przepisać dosłownie jej fragment? Jeśli tak, to jak duży?
-
2018/01/14 16:27:49
@f.wspanialy
Przecież nie chodzi o to, żeby Pan to robił bez przyzwolenia redakcji i kolegi (mnie zatkało i - nie ukrywam - ubodło, że Pan myśli w tych kategoriach, nie znając motywów mojego wystąpienia).
Przepraszam, staram się nikomu nie przypisywać złych intencji, ale jestem w tych sprawach trochę przewrażliwiony.

temat jest na tyle poruszający, że - być może - warto byłoby na chwilę zapomnieć o pieniądzach (chyba, że dziennikarze tego nie potrafią).
Pewnie potrafią tak jak przedstawiciele innych zawodów, chociaż cholera wie, może jako dziennikarz nie dostrzegam, że dziennikarze są gorsi. Tyle że tu chodzi o cudze pieniądze, prawami autorskimi do napisanych przeze mnie dla GW tekstów dysponuje Agora.

Czy zwyczaj dotyczy blogów
Nie wiem, jakie obowiązują gdzie indziej, ja staram się sprawdzać, co mi wolno, dlatego u mnie od pewnego momentu znajdziecie zdjęcia AP, a nie znajdziecie Reutersa (że wymienię tylko duże agencje). Mam też prywatne pozwolenie od konkretnych fotoreporterów, np. mój ulubiony Kuba Atys pozwala mi dysponować jego dziełami jak chcę i kiedy chcę.
Do pewnego czasu wysyłałem też zapytania o grafiki znalezione w różnych miejscach w internecie, ale najczęściej spotykałem się z niezrozumieniem, po co w ogóle pytam, albo dostawałem info, że ten ktoś też sobie wziął nie wiadomo skąd. Internet niekomercyjny, jak mój blog, jest inny, granice się zacierają, wielu mądrych użytkowników tłumaczyło mi, żebym nie przesadzał z byciem absolutely correct, bo się nie da. Ale raczej się staram, w razie potrzeby sam przyrządzam obrazki.
Co do cytowania zachęcających do przeczytania fragmentów, też nie wiem, raczej nie istnieją wyraźne granice, każdy ma swoje wyczucie.

W sprawie reportażu ze Szwecji się obruszyłem, bo twardy paywall nie pozostawia wątpliwości. Wydawca oczekuje za materiał zapłaty. (Nawiasem mówiąc, gazetowe rzeczy są w mojej prywatnej ocenie skandalicznie tanie, ale na biznesie to ja się nie znam). Przepraszam, że skrótowo w bardzo złożonych kwestiach, szykuję się do wakacji:-)
-
Gość: f.wspanialy, 80.51.132.*
2018/01/14 22:39:17
Też już myślę o zakończeniu tego wątku (powietrze już zeszło ze mnie prawie całkowicie). Jeszcze tylko dwie kwestie. Pierwsza: z Pana wypowiedzi wnoszę, że kwestie własności intelektualnej są, w wypadku blogów, co najmniej rozmyte (w nauce, na przykład, obowiązują inne standardy). Druga: żeby uznać blog za przedsięwzięcie niekomercyjne dobrze byłoby zlikwidować linki do płatnych artykułów (już kiedyś o to wnioskowałem). Inaczej pozostaje swąd hipokryzji.
-
Gość: f.wspanialy, 80.51.132.*
2018/01/14 22:42:54
@stanisław414
Działałem pod wpływem wzburzenia (nie był Pan jego powodem), dlatego popełniłem pewnego rodzaju nadużycie, zwracając się do Pana z prośbą, z która zwracać się nie powinienem. Przepraszam.
-
2018/01/14 23:52:04
@f.wspanialy
Może to nie swąd, lecz smród hipokryzji - nie zrezygnuję. Nie czuję, żeby cuchnęło. Blog wziął nazwę od nazwy istniejącej od wielu lat rubryki w gazecie i powstał w czasach przedpaywallowych, dlatego robię ten wyjątek dla poniedziałkowych felietonów, że linkuję je w osobnych notkach. To byłaby zresztą jakaś karkołomna, absurdalna konstrukcja, gdybym utrudniał i kazał czytelnikom szukać ich na okrągło, np. w tweetach wiszących w bocznej szpalcie (czy tego też nie wolno?). Zwłaszcza że gazeta jest mimo kryzysu prasy silniejsza niż mój niszowy blog, nie podejrzewam, żebym ubijał tu jakiś interes.
-
2018/01/15 00:09:38
Sobie to czytam, i myślę o tych wszystkich nowoczesnych dziennikarzach, którzy bez żadnej żenady reklamują bukmacherów, mieszają swoje role z piarowcami i rzecznikami prasowymi, co chwilę nie podaję źródeł... Nie wiem, czy to właściwy adres.
-
Gość: f.wspanialy, 80.51.132.*
2018/01/15 09:19:00
@rafal.stec
Ok, to już mój ostatni wpis w tej dyskusji - konstatacja faktu, że mamy różne definicje "non commerce" (przecież pisał Pan, że klikanie w linki zwiększa dochody autorów).
Pozdrawiam.
-
2018/01/15 11:14:08
@f.wspanialy
Jest znacząca różnica pomiędzy kliknięciem które samo w sobie przynosi przychód, a kliknięciem, które prowadzi do decyzji o zakupie (który to zakup może, lecz nie musi dać przychód autorowi).
-
2018/01/15 13:02:02
@geneza bloga
Ato nie byłe zresztą tak, że w tych przedpaywallowych czasach to redakcja nawet sugerowała dziennikarzom pozakładanie blogów, bo to było "z duchem czasu", miało pracować na popularność tytułu/danego redaktora itd.?
-
2018/01/15 14:51:00
@martin.slenderlink
To chyba przyszło parę lat później.

Natomiast zerknięcie w Odległą Przeszłość pokazało:
"Generalnie nie zamierzam tutaj wrzucać regularnych artykułów popełnionych dla "Gazety Wyborczej" i portalu Sport.pl, ale jeden wyjątek będę robił - felietony z "Gazety Sport" pochodzą w końcu z rubryki "A jednak się kręci", która dała nazwę temu blogowi." (październik 2007)
Tekst z wtedy nadal dostępny bez paywalla :)
-
2018/01/15 18:25:34
@bartoszcze, martin.slenderlink i Odległa Przeszłość

Wiadomo, przecież paywall istnieje góra półtora roku - pamiętam, że podczas Euro 2016 jeszcze nie było. Kiedy zacząłem robić notki z linkiem do poniedziałkowych felietonów, nawet do głowy mi nie strzeliło, że to się potoczy w tym kierunku.
A zamiast zachęcania pamiętam raczej zniechęcenie do mojej decyzji, żeby do komentowania na forum wymagać logowania. Bo chciałem łatwiejszego tępienia wpisów poniżej poziomu. Mądralińscy gadali, że to jakiś archaiczny wymysł, że nikt nie będzie komentował i w ogóle jestem głupi.

@f.wspanialy
Nie, klikanie nie zwiększa, musieliśmy się nie zrozumieć, ale stop, podejrzewam, że raczej nie powinienem tu ujawniać, jak to wszystko działa.
-
2018/01/16 22:29:53
Jest znacząca różnica pomiędzy kliknięciem które samo w sobie przynosi przychód, a kliknięciem, które prowadzi do decyzji o zakupie (który to zakup może, lecz nie musi dać przychód autorowi).

Teraz już praktycznie nie ma takich kliknięć, które same w sobie stanowią przychód (mówimy o kliknięciach w mediach internetowych), bo już praktycznie nie ma reklam internetowych sprzedawanych w modelu CPM (za odsłony) - dopóki takie były, linki na blogu Rafała jak najbardziej generowały "kliknięcia, które same w sobie przynosiły przychód". To tak gwoli ścisłości - absolutnie nie mam intencji wyrzucania Gospodarzowi jakiejkolwiek komerchy. Generalnie śmieszy mnie zarzucanie jakiemukolwiek twórcy komerchy, ale to trochę szersza dyskusja.