Blog > Komentarze do wpisu

Wstrząsy 2017

podsumowanie roku, 2017, piłka nożna

Dopiero teraz, kiedy prawie minął, uzmysłowiłem sobie, że w piłce nożnej - a może i w całym sporcie -  składał się z mnóstwa gwałtownych wykrzywień czasoprzestrzeni. Ile przeżyliśmy radykalnych wolt, nieoczekiwanych zwrotów akcji, nagłych przełomów! To był niesamowity rok, w którym trzęsienie murawy goniło trzęsienie murawy.

Wstrząs madrycki. Od drużyny, która panuje wszędzie, jak król królów – w kraju i w Europie – do drużyny, która w lidze hiszpańskiej stacza się 14 punktów pod Barcelonę, a w Lidze Mistrzów pozwala sobą pomiatać Tottenhamowi. Od drużyny, która latem w olśniewającym stylu triumfuje w El Clásico i prowokuje prognozy, również moje, że oto nadciąga era Realu Madryt, do drużyny, która zimą zbiera w El Clásico ostre cięgi i poddaje walkę o tytuł zawstydzająco wcześnie, w przededniu Bożego Narodzenia. Od drużyny, która ustanawia strzeleckie rekordy – 73 mecze z rzędu z golem, czyli poprawione najlepsze serie w Hiszpanii (44, Barcelona) oraz Europie (61, Bayern) – do drużyny, która w miesiąc nie umie wydusić z siebie bramki w żadnym z prestiżowych starć (w Bilbao, w derbach Madrytu i w El Clásico) i skutecznością ustępuje Realowi Sociedad. To się zawaliło zbyt szybko, żeby nie zbaranieć. Real zaczął przypominać imperium, które znienacka straciło połowę terytorium.

Wstrząs barceloński. Od drużyny pogrążonej w depresji i pogodzonej z losem, zwłaszcza po ucieczce Neymara gotowej na długie cierpienia, do drużyny, która tłucze ligowe punkty najszybciej w historii, choć aż 27 razy (!) trafiała w słupek lub poprzeczkę. Od lamentów, że transfer Paulinho ściąga na klub hańbę – w końcu wyjęty z wygnania w lidze chińskiej – do wysławiania go jako kluczowego gracza. Nikt nie wierzył, że Barcelona nie zatęskni za błyskotliwym brazylijskim atakującym, nikt nie sądził też, że rozstrzygającą rolę będzie odgrywał niezbyt błyskotliwy brazylijski środkowy pomocnik. A jednak. To piękna opowieść o złożoności mechanizmu, jaką stanowi zespół piłkarski. Odejście megagwiazdora uwolniło Jordiego Albę, który nie musi już harować za niego w defensywie, eksplodował w ofensywie, baraszkuje na lewym skrzydle jak mu się zachce. Czyżby Neymar < Paulinho?

Wstrząs argentyński. Od drużyny, która miesiącami ledwie wydłubuje ćwierć sensownej akcji na mecz i w piątek 6 października wymordowuje u siebie 0:0 z Peru, do drużyny, która w środę 11 października potrzebuje 38 sekund, by rozwałkować na wyjeździe Ekwador i wreszcie zwyciężyć wielobramkowo. Tak ocalała Argentyna. Srebrna medalistka poprzedniego mundialu do ostatniej kolejki eliminacji drżała o awans na następny. A przeżyła dzięki wirtuozowi, którego nazwisko powinno było paść – rozświetlone wszystkimi kolorami futbolu – już w rozdzialiku o wstrząsie barcelońskim. Leo Messi zdobył Ekwador hat-trickiem, po natarciach, które sam inicjował i wieńczył; Leo Messi stanowi jednoosobową wieżę oblężniczą i w reprezentacji kraju, i w klubie, Leo Messi z każdym sezonem, nawet niepopartym trofeami, rozrzuca coraz więcej zagrań pereł nakazujących obwoływać go futbolistą wszech czasów. Także wtedy, gdy Złotą Piłkę odbiera Cristiano Ronaldo. Odbiera zasłużenie, nie zamierzam rozpętywać tu kolejnej wojny katalońsko-madryckiej, zdaję sobie sprawę, że zawsze przegrywają ją wszyscy uczestnicy. Gdyby jednak zsumować całą boiskową działalność, do goli i asyst dokładając dryblingi, wykreowane okazje strzeleckie, natarcia tkane od pierwszego do ostatniego dotknięcia i w ogóle wszystko, do czego Messi przyłożył nogę, nie byłoby żadnych wątpliwości, że jest najbardziej wydajny ze wszystkich. Nawet jeśli dla oszczędzania energii po boisku głównie spaceruje, jak w niedawnym El Clásico. Mamy tu cały tłum wybitnych piłkarzy ukryty w jednym ciele, od natchnionego rozgrywającego po zabójczego środkowego napastnika. Jednoosobowa orkiestra symfoniczna.

Wstrząs transferowy. Piłkarze są już drożsi niż filmowe superprodukcje. Właściciele Paris Saint-Germain wydadzą w sumie na Neymara więcej niż kosztowali przewodzący rankingowi wszech czasów „Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach”. Transfer szokujący, przełomowy, być może zasługujący na angielskie określenie „gamechanger”, ostatecznie detronizujący Barcelonę i Real Madryt jako duet, któremu na rynku nie podskoczy nikt na planecie. I po raz pierwszy nikt nawet nie udaje, że zakup piłkarze ma sens finansowy. Nie ma, to posunięcie motywowane względami geopolitycznymi, podobnie jak niewiele tańsze przejęcie Kyliana Mbappé, czyli bodaj najbardziej zjawiskowego nastolatka od czasów Ronaldo („oryginalnego”, brazylijskiego). Symbolem epoki pozostaje jednak Neymar, o czym obszerniej piszę tutaj.

Kto będzie bohaterem kolejnego rekordowego transferu? Kandydat numer jeden nazywa się Harry Kane, któremu wróżyłem kilka tygodni temu, że zatarasuje drogę do Realu Madryt Robertowi Lewandowskiemu. Pytanie, czy królewski klub podoła finansowo i czy w ogóle zamierza wdawać się w szaleńczy wyścig zbrojeń. A może istotnie spróbuje zasadzić się na Neymara?

Wstrząs angielski. Wyspiarze wystrzelili na niebotyczny jak na swoje standardy poziom gry, szalejąc w Lidze Mistrzów, kolekcjonując medale turniejów juniorskich, urzekając świat plejadą talentów z różnych pokoleń, od wspomnianego akapit wyżej napastnika Tottenhamu, przez Raheema Sterlinga, po dzieciaków Phila Fodena (rusza się jak wyrzeźbiony w La Masii) czy Rhiana Brewstera. Znów: zawrócili nam Anglicy w głowach nagle, niemal z dnia na dzień. Owszem, Kane już sezon 2015/16 kończył w glorii króla snajperów ligi angielskiej, ale dopiero z nastaniem kalendarzowego roku 2017 dofrunął tam, gdzie od dekady szybują Messi i Ronaldo. Zaczął kanonadę zaraz po Sylwestrze (jako pierwszy w kraju, około godz. 14.57), prędko dołożył hat-tricka, w lutym miał ich już trzy. Uderza prawą nogą, lewą i głową, technikę strzału opanował jak Michael Owen. Nie pamiętam już, kiedy poprzednio nie chciało mi się rechotać, gdy Anglicy stawiali swojemu piłkarzowi komentarzowe pomniki.

Wstrząs manchesterski. Od drużyny, która wiosną ledwie wskakuje na podium ligi angielskiej i pozwala się okładać w dwumeczu z AS Monaco, do drużyny, która jesienią wygrywa chyba więcej meczów niż rozgrywa, rozpyla ataki rozprzestrzeniające się jak pożar lasu, mknie ku przyćmieniu legendy „Niezwyciężonych” z Arsenalu. Pep Guardiola znów to zrobił. Znów wcielił w życie swoje idee, które od blisko dekady stanowią najbardziej efektywny sposób gry w piłkę nożną (jeśli za kryterium uznamy odsetek odnoszonych zwycięstw) i radykalnie wpływają na kariery zawodników (Sterling! Kevin de Bruyne!). Znów stworzył drużynę osobną, porywającą, przykuwającą uwagę międzynarodowej publiczności. I odniósł bodaj najbardziej spektakularny triumf nad José Mourinho. Jak wśród piłkarzy od dekady rywalizują Messi i Ronaldo, tak wśród trenerów rywalizują oni, ale dopiero teraz pracują w niemal identycznych okolicznościach, umożliwiających uznać warunki gry za w pełni „sprawiedliwe”. Obaj przylecieli do tego samego miasta, objęli kluby w kryzysie i z gigantycznymi ambicjami, wydali setki milionów na transfery. O ile jednak Mourinho przygotował drużynę bardzo dobrą, o tyle Guardiola stworzył dzieło fenomenalne, wygrywające nie tylko suchym wynikiem. Pierwszy proponuje styl gry nużący nawet kibiców Manchesteru United, drugi podarował kibicom Manchesteru City przeżycia, jakich nie doświadczyli nigdy.

Wstrząs mediolański. Od letniej ekstazy, podczas której zubożały ostatnio klub szasta szmalem jak sułtan Brunei, do jesiennej smuty przesyconej niepokojem, że klub zostanie zlicytowany przez agresywny fundusz hedgingowy – znany z tego, że nie bierze jeńców – bo należy do Yonghonga Li, hochsztaplera zdemaskowanego przez „New York Times” jako rzekomy właściciel kopalń, o którego majątku w Chinach nie słyszano. Od drużyny obsadzonej piłkarzami miernotami, którzy w poprzednim sezonie wywoływali ładne wrażenie, wielokrotnie demonstrując, że mają serce i pasję do gry, do drużyny obsadzonej piłkarzami o obiecujących nazwiskach, którzy w trwającym sezonie są rozmemłaną zgrają bez wspólnej wizji, istnieją chyba tylko po to, by beznadziejne, wsmarowane w dno tabeli Benevento miało komu podprowadzić swój jedyny punkcik uciułany w debiutanckim sezonie w Serie A. Od Leonardo Bonucciego jako kandydata na obrońcę numer jeden na świecie, o którego usługach marzy trener Guardiola, do Leonardo Bonucciego jako ostatniego fajtłapy, który zawala wszystkie ważne mecze. Co tu dużo gadać – kibicowanie Milanowi smakuje dzisiaj jak papier ścierny, przynajmniej tak sobie wyobrażam smak papieru ściernego.

Tymczasem po niebiesko-czarnej stronie miasta z dnia na dzień zajaśniało słońce. Wystarczyło, by Luciano Spalletti kilka razy dotknął piłkarzy, a oni spotężnieli indywidualnie i grupowo – Milan Skriniar (gdzie ty się pchasz, chłopie, z takim ładnym imieniem, no chodź do nas!) jako stoper połyka Bonucciego na śniadanie, Mauro Icardi podniósł skuteczność o jakieś 100 proc., Inter pomimo ostatnich wpadek po latach posuchy wrócił na ligowe podium. Zazdrość.

Wstrząs liberyjski. Od pierwszej w Afryce kobiety prezydent do pierwszego na świecie prezydenta piłkarza. Od Ellen Johnson-Sirleaf, która ukończyła ekonomię na Harvardzie, do George’a Weaha, który dorastał w slumsach najbiedniejszej części Monrovii i zaczął nadrabiać edukacyjne braki dopiero po poprzednich przegranych wyborach, gdy wytykano mu, że niewiele wie i rozumie – w 2006 r., jako czterdziestolatek, zdał maturę, w 2011 r. uzyskał licencjat (z zarządzania, na uniwersytecie na Florydzie), w 2013 r. został magistrem (administracja publiczna). Taką podróż odbyła właśnie Liberia, podliczanie wyborczów jest formalnością. Gdy na przełomie wieków niszczyła ją jedna z najkrwawszych i najbardziej bestialskich wojen współczesności (zginęło ponad ćwierć miliona ludzi, jedna dziesiąta ludności, a jedna trzecia stała się bezdomnymi tułaczami i uciekinierami; trzy czwarte kobiet padło ofiarą gwałtu), radość dawał tylko Weah. Najwybitniejszy futbolista w historii Afryki, jedyny laureat Złotej Piłki z kontynentu. Coś w życiu wychodzi przynajmniej byłym graczom Milanu, tutaj Wojciech Jagielski więcej pisze także o Kachaberze Kaładze, sportowym bohaterze Gruzji wybranym niedawno na burmistrza Tbilisi. I niewykluczone, że również przyszłym prezydencie państwa. Ministrem i wicepremierem już był.

Wstrząs kopenhaski. Od drużyny, która miała awansować na mundial jako pierwsza w Europie i z miażdżącą przewagą nad rywalami, do drużyny, która walczyła o awans do ostatnich minut ostatniego meczu kwalifikacji. 1 września 2017 roku reprezentacja Polski zdołowała nas i wprawiła w przykre osłupienie jedyny raz podczas kadencji Adama Nawałki, ale reakcja na 0:4 uzmysławia, jak wiele nasi piłkarze osiągnęli. Zamiast paniki – uspokajająca refleksja, że klęska uchroni ich przed zdeprawowaniem. I wiara w Nawałkę, któremu stuknie wkrótce 4,5 roku na stanowisku, co uczyni go najdłużej zatrudnionym po wojnie selekcjonerem po Antonim Piechniczku.

Wstrząs legijny. Od drużyny, która stawiała się wiosną Ajaxowi Amsterdam, do drużyny, która latem obrywa od Kazachów, Mołdawian, a jesienią od Wisły Płock. Od klubu Bogusława Leśnodorskiego dającego twarz zarządzającemu nim triumwiratowi do klubu Dariusza Mioduskiego, którzy odkrywa wypadające z szafy trupy – np. wysokie kontrakty zbędnych, niesprzedawalnych graczy. Od Legii skazanej na absolutne dominowanie w kraju do Legii podstarzałej, porzucanej przez nielicznych, których można by spieniężyć (Guilherme), która przewodzi tabeli z wprost żałosną średnią goli (1,33) strzelanych na mecz i najniższym wśród liderów w Europie dorobkiem punktowym. Marzenie warszawskich fanów na rok 2018: dość tych wstrząsów.

PS Gdyby ktoś reflektował, to tutaj jeszcze dłuższa analiza wstrząsu w polskiej siatkówce. Przywykliśmy, że Polakom ostatnio w tym sporcie nie idzie, ale 0:3 ze Słowenią w barażu o ćwierćfinał to było jednak mocny cios potylicę. Podobnie jak przepędzenie Ferdinando De Giorgiego. W cztery miesiące z tych, którzy selekcjonera wybierają zawsze z wyczuciem, zawsze na medal i zawsze zagranicznego, przeobraziliśmy się w tych, którzy wyganiają go rekordowo szybko. A nasi czołowi gracze poznikali na peryferiach...

środa, 27 grudnia 2017, rafal.stec
Komentarze
2017/12/27 22:24:33
Di Matkobosko!

Nie będę jadł wszystkiego na raz, podzielę na kawełeczki, będę się delektował, nie będę jadł wszystkiego na raz, nie będę...
-
2017/12/28 12:23:10
A zatem - jak zwykł mawiać zbójcerz Oferma - na plasterki.

@wstrząs madrycko el clasico barceloński

Zdarzyło się, że miałem możliwość obejrzeć ostatnie EL Clasico i chciałbym podyskutować merytorycznie, albowiem pomiędzy oglądać i widzieć nie można postawić znaku równości, a ja - choć miewam jak wiecie widzenia - to (jak ostatnio się przyznałem przy innej okazji koledze @bartoszcze), często nie dostrzegam boiskowych niuansów, na piłce zasadniczo znam się raczej słabo, jestem radosnym amatorem. Zmierzając do konkretu: 1) jaki element lub elementy, które można zmierzyć empirycznie, zadecydował (zadecydowały) Waszym zdaniem o zwycięstwie Barcy? ; 2) czy Waszym zdaniem Zidane popełnił taktyczne błędy, w szczególności czy błędem było postawienie na Kovacica biegającego za Messim?
-
2017/12/28 19:59:33
Nie zgadzam się odnośnie Mourinho i Guardioli i tej samej pozycji startowej. Guardiola przejął półfinalistę LM, Mourinho zespół który nie wyszedł z grupy LM i ośmieszył się w LE. Guardiola przejął zespół który przyciągał LM na następny sezon, Mourinho zespół który nie mógł użyć tego argumentu na rynku transferowym.

Guardiola dostał w pomocy zgranych Silvę, De Bruyne i Fernandinho. Mourinho Carricka, Fellainiego i Herrerę. Mourinho dostał w składzie Rooneya który był wypalony w Manchesterze, Guardiola Aguero. Defensywy mieli akurat na podobnie niskim poziomie. Mourinho musiał kupić kluczowe ogniwa zespołu - Pogbę, Bailly, Ibrahimović a Guardiola mógł uzupełnić skład (Sane, Jesus, Stones). Dzisiaj patrząc na skład ManUtd widać mnóstwo braków do uzupełnienia, widząc skład City tylko 1 środkowy obrońca byłby potrzebny. Przed Mourinho sprowadzono takich przeciętniaków jak Darmian, Schneiderlin, Depay, Blind, Shaw, Fellaini, stary Schweinsteiger, Rojo. Żaden z nich nie miałby prawa być nawet w "18" Manchesteru City. Trzeba powiedzieć jasno, że City całkowicie odjechało poziomem. Guardiola wykorzystał maszynę Pellegriniego i stworzył potwora. Mam nadzieję, że nie spalą się w LM jak Bayern Guardioli.
-
2017/12/28 20:46:22
To zabrzmi jak truizm ale w meczu między tak znakomitymi drużynami o wyniku zazwyczaj decydują niuanse. Moim zdaniem Real obecnie dysponuje piłkarzami, których suma umiejętności jest nie mniejsza (a być może większa) niż analogiczna suma u piłkarzy Barcy.

Jednakże tym co sprawia, że (w powiedzmy ostatnich dziesięciu latach) w bezpośrednich starcach obu gigantów zazwyczaj górą jest Barca jest fakt, iż ma ona swój jasny, sprecyzowany styl gry, któremu pozostaje wierna niezależnie o od klasy rywala, z którym się mierzy i niezależnie od zmian na stanowisku trenera oraz w swojej kadrze. Wypracowane od wielu lat mechanizmy działają nawet jeżeli niektórzy wykonawcy są niższej klasy od poprzedników.

Styl gry Realu nie jest tak jasno określony, w chwilach kryzysu często opiera się na niezliczonych dośrodkowaniach w stylu 'a może coś z tego wyjdzie'. Sprawdziłem na stronie ze statystykami La Liga - Real wykonuje najwięcej dośrodkowań w całej lidze (zaraz po Eibar!) z dużą przewagą nad resztą stawki. Na ostatnim miejscu w tej klasyfikacji jest - rzecz jasna - Barcelona.

W sytuacji gdy jego najlepsi gracze są lekko 'pod formą' Real staje się praktycznie bezradny w starciu z Barcą, a jego największa szansa leży w zmasowanym ataku na poczatku meczu, gdy maszyna rywala jeszcze nie jest należycie rozgrzana. Wymowny jest fakt, jak znacząca większość goli Barcy pada w drugich połowach meczów, gdy rywale mają już dość karuzeli i opadają z sił. Mimo dużego wysiłku włożonego w początek meczu Realowi nie udało się zdobyć gola (niewątpliwa zasługa Valverde, Ter Stegena i ogólnie solidniejszej niż w ubiegłych latach defensywy).

W drugiej połówce Barca weszła na wyższe obroty i na efekty nie trzeba było czekać, nawet tak znakomita drużyna jak Real nie może długo pracować tak ostro jak w pierwszych powiedzmy 30 minutach.

No i Messi. Na podstawie obserwacji meczów, w których rywale Barcelony decydują się na krycie indywidualne, wydaje mi się, że w takich sytuacjach Lionel decyduje się na odgrywanie roli dogrywającego, a nie wykańczającego. W meczu z Realem miał w sumie więcej decydujących podań niż wszyscy pozostali zawodnicy na boisku razem wzięci.

Natomiast Real nie posiadając własnego, niezależnego od okoliczności stylu zmuszony był grać na warunkach rywala, a nie własnych. Czy poświęcenie Kovacicia do opieki nad Messim było błędem - nie wiem, łatwo mówić po fakcie.

Jeszcze garść statystyk. Z czystej ciekawości podliczyłem wyniki El Clasico w ostatnich 10 latach (od ery Guardioli).
33 spotkania, 16 wygranych Barcy, 10 Realu, 7 remisów, bramki 65:47 Barca.
W lidze różnica jeszcze wyraźniejsza: 19 meczów, 12 wygranych Barca, 4 Real, 3 remisy, bramki 45:23.
-
2017/12/28 21:10:32
@szatanmaly
Guardiola miał problemy z obsadzeniem bramki, Mourinho dostał jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego obecnie fachowca, to co wyciągnął DDG nie tylko w meczu z Arsenalem, jest dla United nie do przecenienia.

Osobiście lubię patrzyć w różne statystyki, te są wolne od uprzedzeń, dopiero interpretacje są wesołe. Zatem, jak interpretować to, że zgodnie z danymi opublikowanymi na początku listopada, United są najmniej biegającą drużyną w lidze, a pod względem częstotliwości sprintów zajmują zaszczytne 15 miejsce? jak oceniać ich sąsiadów zza miedzy i w tabeli, którzy w pierwszej ze statystyk są na miejscy 9-tym, a jeśli chodzi o sprinty, są najlepsi w lidze? Jaką ocenę to wystawia obu szkoleniowcom?

Patrzymy w wykresy xG (gole spodziewane) i jest jeszcze weselej, United według tych zestawień, powinni spaść na 6(sic!) miejsce w lidze, głównie przez dziurawą obronę, nikt z potentatów nie pozwala na tyle dogodnych okazji przeciwnikom(nawet dziurawy Liverpool), wysokie miejsce w tabeli zawdzięczają głównie postawie DDG. jaką to wystawia ocenę Mou, który arymistrzem ataku nigdy nie był, ale broni gorzej niż w poprzednim sezonie.

Zrobiłem szybie porównanie wydatków na transfery z ostatnich 5 lat - City wydało 566 mln, United 540 mln. A Portugalczyk w tych 14 mln będzie widział różnicę ligową. wychodzi niemal milion za punkt. W sumie niedrogo.

A faktycznie kluczowy w United jest Matić, a nie jakiś tam Zlatan. Szanujmy się. I mimo wszystko Mourinh, który nie oparłby ataku na podstarzałym celebrycie, gdyby nie musiał. Osobiście uważam, że Mou ma prawdopodobnie mniej do powiedzenia w kwestiach transferowych, niż by sobie życzył.
-
2017/12/28 21:23:59
I jeszcze taka ciekawostka z La Liga dotycząca odmiennych stylów gry jej gigantów.
W tym sezonie Barcelona do tej pory zdobyła 45 bramek. W pierwszych połowach 15 (33%), w drugich połowach 30 (66%)
Real zdobył 30 bramek. W pierwszych połowach 21 (70%), w drugich tylko 9 (30%).
-
2017/12/28 21:24:10
@i_see_everything_twice
Narzuć na te myśli i wyliczenia statystyki czerwonych kartek. masę klasyków Real przegrał przez głupotę Sergio Ramosa, czasem kogoś innego. Nie twierdzę, że te kartki były nie zasłużone, twierdzę że niejednokrotnie maiły więcej do powiedzenia odnośnie ostatecznego wyniku, aniżeli możliwości czysto piłkarskie.

"W sytuacji gdy jego najlepsi gracze są lekko 'pod formą' Real staje się praktycznie bezradny w starciu z Barcą "

A gdy analogicznie najważniejsi piłkarze Barcy są pod formą, Real radzi sobie podobnie łatwo. Zresztą nie tylko Real, Messi bez formy na wiośnie, 0:4 z PSG, 0:3 z Juve. Futbol.

" Czy poświęcenie Kovacicia do opieki nad Messim było błędem - nie wiem, łatwo mówić po fakcie. "

Nie było, w superpucharze Kova wywiązał się z zadania właściwie. Tu popełnił kardynalny błąd, nie skasował Rakiticia, sam Zidane ogródkami to przyznał(mówił o zadaniach Kovy, że od 35 metra miał kryć Messiego)

Real obecnie ma dwa podstawowe problemy - fatalną skuteczność (wystarczy popatrzeć na wykresy xG, to co Benzema z CR-em zmarnowali) i słabe wsparcie od pary Marcelo-Carvajal. Tu faktycznie regres jest znaczny.

Nawiasem, im większy jęk kibiców FCB przed sezonem, tym wyniki lepsze. Przed 14/15 też narzekano na fatalne transfery i wyśmiewano Mathieu. Tu narzekano i wyśmiewano paulinho. Za to przed poprzednim sezonem, kibice FCB byli pewni "zbilansowanej kadry i wartościowej ławki rezerwowych". ot, tak paradoks.
-
2017/12/28 21:29:16
Korekta obywatelska panie Rafale - ten rzekomy rekord Santosu, to bzdura na resorach, powtarzana przez kolejnych dziennikarzy. Boca Juniors z Argentyny w latach 30-tych zaliczyli serię ok 100 spotkań z golem. Było to w latach 36-39 jeśli się nie mylę. Te dane są dostępne w internetach, można trochę poklikać i policzyć(choćby z angielskiej wiki są bezpośrednio odnośniki do wyników z wszystkich oficjalnych argentyńskich rozgrywek, kolejka po kolejce). Z przykrością stwierdzam, że żadnego światowego rekordu, Real nie był nawet bliski. ma za to europejski.
-
2017/12/28 21:36:57
@szatanmaly
Nie zgadzam się odnośnie Mourinho i Guardioli i tej samej pozycji startowej.

Nigdy dwóch trenerów nie wystartuje z identycznej pozycji, musieliby objąć tę samą drużynę w alternatywnych rzeczywistościach. Ale mogą startować z bardzo podobnej, stosunkowo najbliższej dostępnego ideału. I tu właśnie taką mamy. Obaj kupili tłum ludzi, obaj wydali bimbalion etc. Nawet gdyby uznać, że Pep miał jakąś przewagę, to Jose miał przewagę wieloletniego doświadczenia w Anglii - jego konkurent wylądował na obcej planecie. Dzisiaj można powiedzieć, że Guardioli brakuje 'tylko środkowego obrońcy', również dlatego, że rozwinęli się u niego przepięknie gracze o kompetencjach dawniej kwestionowanych.
Nawiasem mówiąc, de Bruyne to nawet już był w szatni u Mourinho.
-
2017/12/28 21:38:32
@twojastara
Wziąłem z wiarygodnego dla mnie źródła, ale usunę bez sprawdzania - zaufam, bo wpadłem tu tylko na sekundę, odganiają mnie od kompa;-) Przepraszam za błąd.
-
2017/12/28 21:52:31
@rafal.stec
Dziękuję za zaufanie, obawiam się że sam muszę się lekko poprawić (sprawę badałem 3 miesiące temu, jak była gorąca). Konkretnie chodziło o River Plate (pewnie zapracowałem gdzieś w Argentynie na wyrok śmierci xD), które utrzymało passę meczów ze strzelonym golem przez kolejne 97 spotkań, od 6 września 1936, aż do 18 czerwca 1939. Musiałem trochę odgruzować, by się do tego dokopać ;) za błąd przepraszam.
-
2017/12/28 22:05:13
@ twojastara

Odnośnie czerwonych kartek - są one nieodłącznym elementem gry, tak jak i umiejętność ich unikania. Chyba nie zaprzeczysz, że styl gry Barcelony nie opiera się na fizyczności i wiążącej się z tym brutalną grą; znaczna część popełnianych przez jej graczy przewinień to różnego rodzaju dyskusje z sędziami, faule z reguły nie należą do tych brutalnych, kończących się czerwonymi kartkami.

Natomiast częstotliwość, z jaką gracze Realu otrzymują czerwone kartki w starciach z Barceloną nie jest winą tej ostatniej. Przed ostatnim El Clasico czytałem dyskusje fanów Realu - 'należy za wszelką cenę uniknąć czerwonej' - tak brzmiał jeden z głównych wniosków. Skoro wiedział o tym każdy kibic tej drużyny w Polsce, to dlaczego nie wiedział o tym Zidane ani Ramos ani Carvajal?
A może jednak wiedzieli, a czerwone kartki są efektem braku skuteczności środków dozwolonych przepisami?

To oczywiste, że jeżeli jedna z drużyn o wyrównanym poziomie jest w wyraźnie słabszej formie to wygrywa ta druga. Natomiast ciekawsza jest sytuacja, gdy obie ekipy są w dobrej formie (albo obie w słabej). I tutaj właśnie przydaje się przytoczona przeze mnie statystyka z ostatniej dekady, wskazująca że w bezpośrednich starciach Katalończycy w ostatnich latach radzą sobie lepiej.
-
2017/12/28 23:30:05
@i_see_everything_twice
Nie jest. Ale Real w ostatnich latach mierzył się z wieloma klasowymi drużynami, zaryzykuję tezę iż część z nich mogło swobodnie przerastać w danym momencie poziom Barcelony. I czerwonych kartek nie oglądał. Dlaczego wówczas Czerwony Ramos, rekordzista la ligi, potrafił utrzymać nerwy na wodzy? Myślę że zwyczajnie te inne ekipy nie wywołują u niego podwyższonego ciśnienia. Sergio nie wytrzymuje zwyczajnie psychicznie tych starć. Tu jest problem Realu, w głowie, nie poziomie sportowym. A konkretniej problem Ramosa.

Osobiście uważam iż potencjał piłkarski był większy w Barcelonie tak do 2013 roku. potem lepiej piłką operował Real. To oczywiście moja subiektywna ocena. Wiąże się to także z fizycznością - jeśli Real Mourinho był faktycznie dość brutalnie grającym tworem często faulującym, od Ancelottiego wyraźnie się to zmieniło i akcenty zostały położone gdzie indziej, Real był znacznie bardziej pro-aktywny, aniżeli mocno reaktywny Real Portugalczyka. A kartki były wynikiem indywidualnych wybryków, a nie stylu gry drużyny.

Jeśli chodzi o sławetne wrzutki - mając Ronaldo, Bale'a (ostatnio nie ;)) Ramosa i generalnie zespół dobrze grający w powietrzu, to zwyczajnie sensowny sposób atakowania, jeśli przeciwnik założy autobus w polu karnym. Ma to też wartość czysto taktyczną - przerwana akcja powietrzna rzadziej skończy się sensownym kontratakiem, aniżeli podobnie przerwana akcja po ziemi.

Co do wierności stylowi - za co szanuję Valverde, to że właśnie umiał od tego stylu nieco odejść i skroić pod kadrę jaką ma obecnie. Dla porównania Rijkaard przez 5 lat nie wybrał ustawiania innego niż 4-3-3. U Ernesta inne ustawiania są już normą. Ewidentnie więcej poświęca uwagi defensywie, (także dzięki czemu Barcelona mogła przetrwać pierwszą lepszą połowę Realu) mniej sławetnej tiki-tace. Zastanawia mnie, czy powrót Dembele to nie będzie dla niego w sumie problem, jeśli FCB ma lepszą równowagę w 4-4-2?
-
2017/12/29 00:07:21
Wbiję się teraz dla Nr 14, żeby podziękować kolegom za intetesujące komentarze. Jutro spróbuję powiedzieć małżonce, że muszę popracować i mam nadzieję odnieść się do części Waszych tez. Ewentualnie schowam się gdzieś z telefonem (jak teraz), ale wówczas moje argumenty będą dramatycznie skracane.
-
2017/12/29 10:32:02
@wstrząs barcelońsko el clasico madrycki

@i_see_everything_twice ! Jak miło Cię znowu widzieć (It's nice to see you two)

Ja również uważam, że poświęcenie Isco dla Kovacica było niezłym pomysłem i nie wypaliło w kluczowym momencie, ze względu na błąd zawodnika. Chociaż z drugiej strony, musiał mu Zidane jakowąś hipnozę przeprowadzić, na zasadzie: "widzisz tyko numer 10, widzisz tylko Lajonela, cały świat nie istnieje, liczy się tylko Messi...", że tak odpuścił wtedy Rakitica. Nie ma to jak przydzielić zawodnikowi (a może szerzej - w ogóle człowiekowi w jakiej organizacji) wyraźne i jednoznaczne zadanie, z którego ma być potem rozliczany. Z tym, że są jednak takie jednostki, które potrafią asertywnie złamać narzucony schemat, gdy to konieczne zamiast - pozornie bezpiecznie - trzymać się rozkazu (tutaj powinien wejść Łukasz Kwiatek z jakimiś ciekawymi rozważaniami ;-). Optymistycznie zakończę ten wątek stwierdzeniem, iż mam nadzieję, że i Kovacic takim zawodnikiem właśnie jest, tylko po prostu się zagapił, każdy czasem patrzy w niewłaściwą stronę.

@0twoja stara nawiązał do odwiecznej dyskusji o proaktywności i reaktywności, którą uwielbiam, bo to jest jak rozpatrywanie konfliktu dwóch systemów filozoficznych z faustowskim Mefistofelesem w tle (Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro). Jako - jak już wspomniałem wcześniej - radosny amator, który widział pewnie około trzech meczów Barcelony po wakacjach, uważam, że drużyna została znakomicie ustawiona przez Valverde i znalazła "trzecią drogę". Nie jest - w starciach z największymi - ani radylanie proaktywna (jak Guardiola) ani radykalnie reaktywna (jak Mou). Jest stoicka jak Zenon z Kiton, albo - chyba trafniej - epikurejska jak Epikur. Oczywiscie duża w tym zasługa zmiany Nejmarczyka na Paulinho. Madryt jest radykanie proaktywny, a dodatkowo Kristianos wita ostatnio obce cywilizacje przybywajace na Ziemię. Niby zawsze witał, ale ostatnio chyba jeszcze bardziej.


-
2017/12/29 15:50:08
@ stanislaw

Dziękuję, Ciebie również miło widzieć a zwłaszcza czytać. Ja tutaj jestem obecny zawsze od wielu lat, ale najczęściej jedynie w roli uważnego obserwatora. Tylko czasem pozwolę sobie na czynne właczenie się do dyskusji, zwłaszcza gdy dotyczy ona w jakiś sposób mojego ulubionego herosa Lajonelusa i jego alter ego z ciemnej (choć paradoksalnie białej) strony mocy.

Jeżeli dobrze odczytuję Twój ostatni komentarz (bardzo sobie cenię zmuszającą do myślenia oryginalność i wieloznaczność twoich wpisów) to podobnie jak ja uważasz, że Kristianos po udanym podboju naszej planety szykuje się już na konkwistę jakiejś nieznanej galaktyki, albo ich wszystkich naraz. Na pożegnanie zaś zorganizował galę, na której wielkodusznie pozwolił obdarować się wszystkimi pozostającymi na ziemi trofeami i nagrodami, aby po jego odlocie przypadkiem nie zgarnął ich ten kurduplowaty przybłęda i uzurpator do tronu.

Ja grę Barcy śledzę na bieżąco (choć czasami z odtworzenia - by unikać nadmiernego stresu, dopiero po wstępnym zaznajomieniu się z rezultatem). I choć wyniki są zachęcające, to pozostał żal za marnotrawnym Nejmarczykiem i jego maestrią, którą teraz mogą podziwiać już tylko w nieodległej Galii. Żal ponieważ zawsze wolałem gdy Barca wygrywała 4:3 niż 1:0. No i w ogóle 'takich dwóch jak ich trzech to nie było ani jednego'. Urugwajczyk też długo był jakiś taki osowiały, ale na szczęscie pomału mu przechodzi.

Ale i tak najważniejsze będzie za pół roku.
-
2017/12/29 17:22:26
@szatanmaly

"Guardiola dostał w pomocy zgranych Silvę, De Bruyne i Fernandinho."

Nigdy przed Guardiolą Manchester City nie grał taką trojką w środku pola. Nigdy nie występował w formacji 4-3-3. Zawsze dwójka z tyłu i jeden z przodu. Nigdy Kevin De Bruyne i David Silva nie pełni roli ósemek w trójce w środku pola. Nigdy Fernandinho nie był jedynym defensywnym pomocnikiem. To wszystko zasługa Pepa. Guardiola nie dostał w pomocy zgranych Silvę, De Bruyne i Fernandinho.

"Guardiola przejął półfinalistę LM"

Ale jaki to był półfinalista? Przypadkowy. Wątpię, by ktoś określał wówczas Manchester City mianem jednej z czterech najlepszych drużyn w Europie. Wszyscy robią to dzisiaj i to jest zasługa Guardioli. Pep nie udoskonalił maszyny Pellegriniego, tylko stworzył własnego potwora, być może najlepszego w historii angielskiej piłki, bo zmienił właściwie wszystko. Formacje, pozycje piłkarzy, statusy niektórych zawodników w europejskiej piłce (Fernandinho, Otamendi, Ederson, Sterling...) i tak dalej.

"Darmian, Schneiderlin, Depay, Blind, Shaw, Fellaini, stary Schweinsteiger, Rojo."

Guardiola z takich piłkarzy zrobiłby swoich podstawowych lewych obrońców (Fabian Delph).

@0twojastara

"Messi bez formy na wiośnie, 0:4 z PSG, 0:3 z Juve. Futbol. "

W meczu z Juve Messi grał świetnie. Nie upatrywałbym przyczyn tamtych wysokich porażek w kiepskiej formie Argentyńczyka, tylko ogólnym wypaleniu i przeterminowaniu koncepcji Luisa Enrique.

"Zastanawia mnie, czy powrót Dembele to nie będzie dla niego w sumie problem, jeśli FCB ma lepszą równowagę w 4-4-2?"

Ale dlaczego po powrocie Dembele miałby odejść do 4-4-2? Gdy Francuz był jeszcze zdrowy, to grał jako prawy skrzydłowy w systemie 4-4-2. Dembele, Busquets, Rakitic, Iniesta - Messi - Suarez. Tak to wyglądało i będzie wyglądać.

Czy to problem? Moim zdaniem nie. Umówmy się, Paulinho to fałszywa dziewiątką, a nie pomocnik z prawdziwego zdarzenia i w środku pola, w przejmowaniu inicjatywy nie przydaje się albo przydaje się w niewielkim stopniu (vide mecz z Realem Madryt). Dembele dysponuje szerszym wachlarzem umiejętności ofensywnych i jego obecność kosztem obecności Brazylijczyka w ataku na pewno wyjdzie Barcelonie na plus. W defensywie? Ciężko powiedzieć.
-
2017/12/29 17:27:21
@i_see_everything_twice

[dzięki] "pozostał żal za marnotrawnym Nejmarczykiem i jego maestrią, którą teraz mogą podziwiać już tylko w nieodległej Galii."

Po tym, co Najmarczyk nawyprawiał w zwiazku z przejściem i po przejściu do PSG, straciłem do niego jakoś sympatię, która i wczesniej nie była za duża. To cudowne, że Barca tak znakomicie gra bez niego. Swoją drogą, ale by to było, gdyby Barca i PSG trafiły na siebie w Lidze Mistrzów!

@wstrząs manchesterski

Gdy Pep i Mou lub ich dzieci przebalują całą forsę np. za trzydzieści lat, czterdzieści lat, na pewno znajdzie się jacyś szejkowie lub chińczycy, którzy ostatecznie wyrównają szanse pomiędzy nimi w ten sposób, iż poprzez klonowanie stworzą dwa równorzędne zespoły piłkarskie. Powstanie reality show, w którym owi mistrzowie będą grali do dwudziestu wygranych identycznymi figurami i pionkami.

Wracając zaś do proaktywnosci i reaktywności. Czy proaktywność zatriumfowała ostatecznie, czy to tylko etap i za chwilę znów górę weźmie reaktywność?
-
2017/12/29 20:47:08
@wstrząs kopenhaski

Tego nawet nie czytajcie, a już broń Panie Boże nie komentujcie, zaklinam Was na święty krzyż. Rafał Stek (hehe), dziennikarz - przypominam - wybiórczej gadzinówki, zbyt długo zaglądał w czarodziejską kulę Adama i dojrzał tam rzeczy, których normalni Polacy, a tym bardziej patrioci nigdy nie widzieli i nie powinni zobaczyć. Polacy w ostatnich eliminacjach nie przegrali żadnego meczu. Jako niepokonani jedziemy na mundial w Rosji, jak na początku siedemnastego wieku, tylko tym razem tam zostaniemy na dobre i będziemy rządzić! Chwaaała! Chwaaała, o Panie, to ty na mnie spojrzałeś, Wielkiej Polsce!
-
2017/12/30 01:11:26
Szkoda, że ani słowa o wstrząsie górniczym. Bo myślę, że z polskich najbardziej efektowny (warto byłoby coś poza Legią w polskim futbolu zauważać...).
I chciałem nieskromnie przypomnieć, że pod odpowiednią notką wyśmiewałem wyśmiewających transfer Paulinho.
-
2017/12/30 10:24:06
@grzespelc

Na koniec 2017 r. Proponuję kompromis. Nie górniczy wstrząs, ale "warszawsko -zero i sześć - górniczy". Kochajmy się.
-
2017/12/30 10:52:28
Liga wydaje się wygrana - i to skłania mnie do odszczekania dotychczas wyznawanej tezy, iż Guardiola to trener od samograjów (choć śmiem twierdzić, że gdyby dostał on taki Everton, zaś Mourinho Leicester, to Portugalczyk wypadłby lepiej), lecz z wszelkimi peanami poczekajmy do wiosny, gdyż ona weryfikuje wszystko. Dobrym przykładem może być (mój) Juventus Allegriego - gdyby pracę włoskiego trenera oceniać w grudniu, to plasowałby się on w dolnej części klasyfikacji (rozchwierutanie taktyczne i kadrowe, rozliczne błędy we wszystkich formacjach itp. itd.), tymczasem w maju i tak zwykł się on bić o dublet bądź potrójną koronę.

Co do transferów - w ManU same względy sportowe nie wystarczą, konieczne (jeśli nie pierwszorzędne) jest także uzasadnienie ekonomiczne, podczas gdy w ManC - choć daleko im do PSG - tylko te pierwsze odgrywają rolę. To spora różnica.
-
2017/12/30 12:06:04
@stanisław

A nie wiem, o co ci chodzi z tym zero i sześć.

Ja tam kocham gospodarza, ale musiałem...
-
2017/12/30 12:54:25
@grzespelc

No to rebus:

Warszawa Płock
Zabrze Kraków
-
2017/12/30 18:04:56
@cholytommy
"W meczu z Juve Messi grał świetnie"

Tak, to był skrót myślowy. W pierwszym meczu z Juve faktycznie Leo grał bardzo dobrze, ale w pozostałych wiosennych popisach był raczej tłem dla Neymara, ciągnącego blaugranę za uszy.

" Gdy Francuz był jeszcze zdrowy, to grał jako prawy skrzydłowy w systemie 4-4-2. Dembele, Busquets, Rakitic, Iniesta - Messi - Suarez. Tak to wyglądało i będzie wyglądać. "

Przyznam, średnio pamiętam, ale zarówno whoscored jak i transfermarkt wskazują iż występował na pozycjach "prawy/lewy napastnik". Zresztą jest to jego naturalna pozycja, tak grał także w Dortmundzie. Jest bardziej "foward" niż "striker" ale zdecydowanie bardziej w ataku niż pomocy. Choć jako ofensywny pomocnik też się w Dortmundzie pokazywał.

@klemens_de_miszczo
"Co do transferów - w ManU same względy sportowe nie wystarczą, konieczne (jeśli nie pierwszorzędne) jest także uzasadnienie ekonomiczne, podczas gdy w ManC - choć daleko im do PSG - tylko te pierwsze odgrywają rolę. "

Tak, tak, biedny Manchester, z rekordowym kontraktem od adidasa, gdzie raz na trzy lata im wystarczy doczłapać się do LM, by pełny hajs zebrać. Pewnie. Biedaki, nic nie grali trzy lata, a przychody na poziomie wygrywających wszystko Barcelony i Realu. Chyba nawet wyższe.

Ktoś słusznie zauważył, że praktycznie całe lata 90-te United dominowali w lidze, dominując co okienko i przebijając wydatkami wszystkich angielskich konkurentów. Co sezon wydawali więcej, niż reszta ligi i na tym zbudowali markę i przewagę. Po czym w XXI w. pojawili się inni gracze i nagle wielki skandal, to niezgodne z duchem sportu, ktoś wydaje więcej niż United xD


-
2017/12/30 22:17:25
@0twojastara

Jestem ostatnim, który by określił ManU ubogim czy wstrzemięźliwym. Problem w tym, że taki Glazer tylko kombinuje, jak by tu wydusić więcej kasy (choć nie na taką skalę, jak właściciele Arsenalu etc.), podczas gdy dla takiego szejka Mansura jest to kwestia drugorzędna (nie po to kupił ManC, by na nim zarabiać - choć jeśli się przy okazji uda, to nie wzgardzi on nuworyszowskim groszem).

I słusznie zauważyłeś, że takie łzy ze strony zarządu ManU itp. (co tu kryć - Barcelona w tym roku przykładem) to nic innego, jak hipokryzja wynikająca z nieprzyjemnego odkrycia, że jednak są większe rybki. Ot, urok pt. FFP - i jego ośmieszenia przez PSG.
-
2018/01/05 01:56:50
Kazimierz Górski był trenerem pierwszej reprezentacji ok.5,5 roku, czyli dłużej od tych 4,5 roku Nawałki.
-
2018/01/05 01:58:38
Czyli nie tylko Piechniczek.