Blog > Komentarze do wpisu

Milan jak marzenie

Benevento, AC Milan

Była sobie piłkarska drużyna z Benevento, która przed tym sezonem nigdy nie grała we włoskiej Serie A; w tym sezonie oddała wszystkie 14 meczów; ustanowiła negatywny rekord czołowych lig w Europie, przelicytowując wyczyn Manchesteru United z międzywojnia (oberwał 12 razy z rzędu); przegrała nawet w Cagliari, gdzie w 94. minucie wyrównała z rzutu karnego; dała sobie wcisnąć decydującego gola w ostatnich sekundach meczu u siebie z lekkopółśmiesznym Sassuolo; nie tyle osiadła na dnie tabeli, ile leżała tam rozsmarowana na zero punktów, rechotała z niej cała Europa, jej istnienie służyło tylko naszej wrednej uciesze, tylko naszemu okrutnemu upodobaniu do szydzenia z cudzego nieszczęścia. Aż trafił jej się Milan. Rywal wymarzony, by zaproponować mu przekazanie roli pośmiewiska.

Krakałem od tygodni, że Benevento wystarczy cierpliwie poczekać na właśnie ten mecz, by wreszcie sobie pofiglować. I wykrakałem – zresztą jak klapę Włochów w eliminacjach mundialu, niewidzianą od 60 lat, tej jesieni doskonale sprawdzam się jako Kasandra. Ale nigdy w życiu nie wyobraziłbym sobie, że nieuniknione nadciągnie akurat tak: w 95. minucie, przy prowadzeniu 2:1, Milan pozwoli, by wysadził go w powietrze – golem wbitym głową – bramkarz.

Jako kibic zniosłem to dzielnie, nawet poczułem coś w rodzaju masochistycznej przyjemności, wolę historyczne sceny nie do zapomnienia niż przeżuwanie meczów jak papier ścierny, o smaku 0:0 z Genoą albo 0:0 z Torino. Najpierw jednak zesztywniałem, w żyłach zabulgotało, szczęka wysunęła się z zawiasów.

– Zamknąłem oczy i rzuciłem się do piłki jak bramkarz, nie jak napastnik – opowiadał bohater popołudnia Alberto Brignoli, przynajmniej przez weekend najsławniejszy przedstawiciel swojej profesji na kontynencie. Żeby jeszcze dodać historii pikanterii: w Benevento przebywa wypożyczony z Juventusu. I jeszcze: pierwszego gola dla gospodarzy strzelił George Puscas wypożyczony z mediolańskiego sąsiada Interu, a piłkarze tegoż Interu kilka chwil później roztańczyli się na San Siro wielobramkowo, kopali pięknie, obskoczyli Chievo na notę 5:0.

I wystrzelili na pozycję ligowego lidera. Ależ oni zachwycają!

Nie sugeruję, że fani Milanu przeżyli traumę ponad traumy, w końcu mówimy tu o plemieniu doświadczonym finałem Ligi Mistrzów w Stambule w 2005 roku – sam patrzyłem wtedy z bliska, rzężąc na trybunach, jak podróżują od 3:0 do przerwy, przez 3:3 w drugiej połowie, do kataklizmu w rzutach karnych. Benevento to był raczej bezprecedensowy obciach. Milan od dawna nie jest tortem, którym kibic się delektuje, ale dopiero teraz stał się tortem, którym kibic dostaje w twarz, żeby publika zachichrała się na śmierć. Gdy rzuciłem na Twitterze propozycję tytułu książki do wydania 10 lat po ostatnim triumfie w Champions League – „Od widowiska do pośmiewiska. Krótka historia Milanu 2007-2017” – podświadomie wyrażałem nadzieję, że wybryk w Benevento zamyka pewną epokę, że to idealna puenta wysokobudżetowego kina katastroficznego, wieżowiec już spłonął, Atlandyda zatonęła, asteroida zaraz dotknie powierzchni Ziemi, czas na napisy końcowe, teraz rozpocznie zupełnie inna fabuła, koniecznie heroiczna.

Marzenie ściętej głowy, jeszcze naoglądamy się zniszczeń. Mam nawet pomysł, jeśli Benevento go zrealizuje, dzisiejszy popis dodatkowo zyska na spektakularności: niech mianowicie Benevento, które przed remisem z Milanem przerżnęło 14 razy z rzędu, przerżnie teraz kolejne 14 meczów z rzędu.

niedziela, 03 grudnia 2017, rafal.stec
Komentarze
2017/12/03 21:25:00
Za ile meczów rewanż?
-
2017/12/03 23:51:56
Pomyśl, co musieli czuć kibice Benevento. Coś wspaniałego.
-
2017/12/04 16:35:42
"Alberto Brignoli, przynajmniej przez weekend najsławniejszy przedstawiciel swojej profesji na kontynencie"

Jak to jest sprytnie napisane!

"Marzenie ściętej głowy, jeszcze naoglądamy się zniszczeń"

Błogosławieni, którzy zamiast się chować pod starą szafą jak jamnik, otwierają jej wrota i pomiędzy śmierdzącymi starymi kurtami przeżartymi pleśnią szukają przejścia do czarodziejskiej krainy. Błogosławieni, którzy po wielokroć do potęg potęgi byli oszukiwani i rozpaczając z głowy włosy rwali zarzekając się, iż noga ich nigdy już więcej w teatrze nie postanie, a pomimo to do teatru poszli i uwierzyli, albowiem do nich należy królestwo zielonej polany. Jeśli przegrywasz, możesz zacząć wygrywać lub remisować na wyjeździe, a jeśli wygrywasz, możesz zacząć przegrywać lub remisować u siebie. Tak było, jest i będzie. Tak stanowią Wielkie Czary.(znalezione w internecie)
-
2017/12/04 17:04:29
"Pięknie"??? - To jest napisane bajecznie. Nic dziwnego, że Stanisław od razu zaczął szukać szafy z przejściem do cudownych krain.
A i samo zdarzenie ocierające się o bajkowy banał... - w końcu to nie pierwszy bramkarz, który w końcowych minutach rusza pod bramkę rywala, żeby wspomóc kolegów (naszemu J. Tomaszewskiemu też się zdarzało) chociaż głowy nie dam, że już bramkę zdobytą przez bramkarza w takich okolicznościach widziałem.
I nie pierwszy raz kiedy kopciuszek odgrywa się na podstarzałej księżniczce z pretensjami za nieustające upokorzenia.
A przy tym jak on to strzelił?! Takiego ciosu z węża najlepsi napastnicy mogą pozazdrościć.
-
2017/12/04 21:45:33
Benevento - klub, który jednym stałym fragmentem zamienił swoje upodlenie na cudze.

Wyrazy współczucia dla p. Rafała - pamiętam lata, gdy równym rywalem dla moich ulubieńców był niejaki Lech Poznań, tak więc skala upadku porównywalna... Ale i przyczynek ku nadziei na lepszą przyszłość.
-
2017/12/05 11:29:47
Ponoć Lippi uważa, że historycznym potęgom, takim jak Włochy udział w mundialu należy się z urzędu :)
To teraz, żeby było już całkiem śmiesznie ktoś, np. Sacchi powinien ogłosić, że Juventus, Inter i Milan powinny mieć miejsce na podium Serie A z urzędu.
-
2017/12/05 15:47:58
Benevento stanowi dla mnie żywy dowód na to, że Serie A winna zostać zmniejszona do osiemnastu zespołów(jak to miało miejsce jeszcze kilka lat temu), z której to spadałyby cztery ekipy. Obecny system pozwala na występy w najwyższej klasie rozgrywkowej zespołowi, który ewidentnie tam nie pasuje, a do tego rozleniwia kluby klasy obecnej Genui czy Sassuolo, które miast walczyć jak lwy o każdy punkt w tyle głowy mają pewność, że się utrzymają w ligowej elicie. Oczywiście może czekać ich niemiła niespodzianka jak Empoli w poprzednim sezonie, ale wiecie o co mi chodzi.
Wszystko to nie zmienia faktu, iż dzisiejszy mecz drużyny z Kampanii przeciwko Milanowi będzie jednym z najbardziej charakterystycznych momentów w całym sezonie. Nie dość, że Benevento wywalczyło pierwszy, historyczny przecież pubkt w Serie A, to na dodatek bramkę wyrównującą zdobyło w samej końcówce meczu, zaś jej autorem był bramkarz. Szalona historia absolutnego kopciuszka z południa Italii. Warto dodać, że Brignoli zaczynał sezon na ławce rezerwowych, natomiast numerem jeden Benevento był nieco bardziej znany Belec, którego pamiętamy z gry dla Carpi. Milan? Szykuje się kolejny kompromitujący sezon i wcale nie lepsza przyszłość(zawirowania wokół właściciela). Gattuso dopiero zaczął pracę jako opiekun mediolańczyków, niemniej jego wcześniejsze doświadczenia trenerskie były gorsze niż złe i nie wydaje się, żeby w roli szkoleniowca osiągnął choćby niewielki procent tego co wywalczył grając czynnie w piłkę.
-
2017/12/05 15:52:18
@alp61

Jest napisane "sprytnie" ze względu na postawę De Gei w sobotnim starciu w Londynie, który - poza kontynentem - zasadniczo przyćmił Włocha, zresztą na kontynencie chyba również, ale tak naprawdę, to nie wiadomo.

@antropoid

"Z urzędu" to nie wiem, ale koncepcję nabycia prawa przez zasiedzenie rozważyłbym.
-
2017/12/05 20:20:07
Chyba, że przez zasiedzenie...
-
2017/12/06 09:08:21
Może Włosi w grudniu mają jakieś przesadne tendencje do dziwnych i "odważnych" zarazem tez?
-
2017/12/06 12:02:01
Jest napisane "sprytnie" ze względu na postawę De Gei w sobotnim starciu w Londynie, który - poza kontynentem - zasadniczo przyćmił Włocha, zresztą na kontynencie chyba również, ale tak naprawdę, to nie wiadomo.

Absolutnie wiadomo! O Alberto Brignolim pisano, mówiono dosłownie wszędzie po tym meczu. Patrząc nawet na nasze podwórko aż się uśmiechałem pod nosem, bo rzadko kiedy się mówi o jakimś meczu Serie A programach informacyjnych polskich stacji. Szkoda że akurat jak już się mówi to kręcą bekę z Milanu :) Ale to był bez wątpienia weekend Alberto Brignoliego!
-
2017/12/07 02:31:05
W zagranicznych tabelach za bardzo nie zaglądam na dół, to i nie wiedziałem nawet, że jest tak słaby zespół. Pewnie i w polskiej lidze mieliby poważne problemy...
-
2017/12/08 10:16:43
Może Włosi w grudniu mają jakieś przesadne tendencje do dziwnych i "odważnych" zarazem tez?

Moim zdaniem to ból dupy upadającego imperium - już wiedzą, że toną, ale jeszcze twierdzą, że to nie ich wina.