Blog > Komentarze do wpisu

Sport dla lekomanów

Liga angielska, piłka nożna, środki przeciwbólowe, ibuprofen, ketonal

Przyznaję, zbaraniałem, kiedy przeczytałem w porządnym naukowym raporcie, że cała masa piłkarzy – tych z najlepszych lig – łyka przed każdym meczem garść tabletek przeciwbólowych, żeby w ogóle zagrać. Cotygodniowy felieton do „Gazety” przeczytacie tutaj.

niedziela, 05 listopada 2017, rafal.stec
Komentarze
2017/11/06 15:31:31
Ciekawe, nie wiedzialem tego. Rola lekarzy sportowych jest w tym wszystkim, delikatnie mowiac, kontrowersyjna.
-
2017/11/06 19:03:34
Do tego dodałbym intensywny trening na siłowni i to od wieku juniorskiego, chyba niemożliwy bez farmakologicznego znieczulenia. Dzisiejsi nastolatkowie imponują fizycznością, charakterystyczną dla o kilka lat starszych, dojrzałych mężczyzn. To oczywiście świetnie sprzedaje się na celebrystycznej ściance, przyspiesza wejście w dorosły sport, ale czy na pewno nie dzieje się to kosztem zdrowia, a nawet trwałości kariery. Nie jestem specjalistą, ale mam wątpliwości, czy intensywny sportowy trening na siłowni w bardzo młodym wieku (nie tylko piłkarzy) nie zaburza harmonijnego rozwoju fizycznego. Dzisiejszy nastoletni piłkarz w niczym nie przypomina kurczaka. Wygląda jak brojler, którego przyspieszony rozwój nie byłby możliwy bez chemicznego wspomagania. Oczywiście wspomagania dozwolonego (czy zawsze ?) przepisami.
Kiedyś ciężkie kontuzje mięśniowo-ścięgnowe to była konsekwencja wieloletniej eksploatacji i przytrafiały się zawodnikom w zaawansowanym wieku. Dzisiaj to często domena młodych, początkujących piłkarzy, którzy już zaistnieli na topie. I najczęściej ich relacje są bardzo podobne; nie było żadnego ostrego wejścia, stanąłem na nodze i poczułem jak się ugina, początkowo nawet nie czułem bólu. A każdy z nas bez zaglądania do statystyk, może wymienić co najmniej kilku piłkarzy (nie tylko), których kariery świetnie się zapowiadały i zostały wyhamowane lub wręcz zakończone w bardzo młodym wieku właśnie w wyniku takich urazów.
Z niepokojem śledziłem powrót na boisko Milika po pierwszej kontuzji. Media, wręcz nakręcające presję na niego, które bieżącymi, niemal codziennymi informacjami obwieszczały ekspresowy jego powrót do zdrowia. Dzisiaj, po kontuzji drugiego kolana podobne informacje (łącznie z komunikatami jego lekarza) napełniają mnie wręcz przerażeniem. W zasadzie na mój szacunek zasłużył sobie wyłącznie trener klubowy Arka, który po pierwszej kontuzji bardzo ostrożnie wprowadzał go do gry, a w tej chwili odsyła go do słabszej drużyny (mam wrażenie, że to jego inicjatywa), żeby mógł się spokojnie odbudować. Myślę, że ten spokój jest dzisiaj Arkowi najbardziej potrzebny, żeby wyrwać się z presji na jak najszybszy powrót do gry w klubie i reprezentacji.

-
2017/11/06 21:03:36
@alp61
Z niepokojem śledziłem powrót na boisko Milika po pierwszej kontuzji. Media, wręcz nakręcające presję na niego, które bieżącymi, niemal codziennymi informacjami obwieszczały ekspresowy jego powrót do zdrowia.

Wiem, że media to główny szkodnik, odpowiadają za całe zło świata, ale żaden piłkarz nie sprawdza w internecie, ile ma dzisiaj wykonać sprintów i jak się rehabilitować. Słucha opiekunów w klubie. Zwłaszcza taki zawodowiec jak Milik, który w tych sprawach jest pedantem, mam o tym sporo wiarygodnych relacji. Rozmawiałem z kilkoma lekarzami i fizjoterapeutami, większość była zdziwiona i krytyczna wobec pośpiechu, z jakim przywracano go do normalnego treningu, jeden wręcz wykrakał kolejny uraz kilka dni przed feralnym meczem. Żaden natomiast nie wymyślił, że media na cokolwiek tu wpłynęły.
(Sarri też ma mój szacunek, ale za inne sprawy. On nie decyduje za sztab medyczny, ocenia graczy według formy. Niczego nie przyspiesza ani nie zwalnia. A pomysł wypożyczenia jest wspólnie ustaloną oczywistością, w Napoli zdają sobie sprawę, że Milik nie ma wiosną szans być piłkarzem na wymaganym tam poziomie. Trzeba go ratować).
-
2017/11/06 21:59:55
@Rafał
" ...media to główny szkodnik...". Przeczytałem spokojnie jeszcze raz ten fragment swojego komentarza i... - chyba faktycznie przesadziłem z tak jednoznaczną oceną. Zwłaszcza, że zjawisko jest bardziej złożone, a największą presję nakładają na siebie sami sportowcy. Gen rywalizacji, parcie na sukces, chęć utrzymania się na topie za wszelką cenę często prowadzi ich do bagatelizowania stanu zdrowia i fizycznych ograniczeń. Wyrazem tego lekceważenia było powiedzenie, które przed laty często słyszałem z ust młodych piłkarzy ręcznych: - "słabsza kość pęka". A było to w okresie kiedy piłka ręczna przekształcała się z królestwa technicznych czarodziejów, w twardy, fizyczny sport jaki dzisiaj dominuje na parkietach. Jednocześnie w sport pełen codziennych fizycznych urazów, a jednak stosunkowo wolny od długotrwałych kontuzji przeciążeniowych.
P.S.
Wszystko wskazuje na to, że już wkrótce się poprawię pod wpływem lektury (nie przypominam sobie kiedy ostatnio tak się męczyłem z jakąkolwiek książką), którą sam sobie zafundowałem. Na razie niemal z każdą przeczytaną stroną narasta mi z tyłu głowy okrzyk Smolenia z kabaretu TEY: - "ale mnie nabrali!". Dzięki za ostrzeżenie, chociaż mogło być mniej delikatne.
-
2017/11/07 11:32:59
W trójboju siłowym używa się nieporównywalnie większych obciążeń, a ilość kontuzji czyni tą dyscyplinę jedną z najbezpieczniejszych. To akurat w piłce kontuzji jest multum. Nie wiem dlaczego, ale na pewno nie z powodu treningu siłowego.