Blog > Komentarze do wpisu

Samokrytyka

FC Barcelona, Real Madryt, Bayern Monachium, Arsenal, Tottenham

Podczas wakacji popełniłem felieton pod dudniącym tytułem „Symfonia Realu, kakofonia Barcelony”, w którym wykładałem, że nadciąga zamiana miejsc na dłużej – madrycki klub, przez lata zarządzany beznadziejnie, wypiękniał na projekt z wizją, natomiast kataloński klub, przez lata zarządzany wzorowo, zbrzydł wskutek chaotycznej galopady myśli szefów. Klawiaturowałem po dwumeczowym El Clásico, ale wcale nie wyciągałem generalnych wniosków z ówczesnego tu i teraz, zresztą dzisiaj sprawdziłem, co wówczas nawypisywałem, i stwierdziłem, że zasadniczo niczego bym nie zmienił – wywód sensownie uargumentowany, trzyma się kupy, zgrabnie ujęty.

Ma tylko jeden feler. Otóż piłkarze Barcelony, zamiast posłusznie staczać się czeluść, wystartowali w lidze hiszpańskiej z rozmachem dotąd niespotykanym, natłukli 34 z 36 możliwych punktów, ustanowili wszelkie nie tylko swoje rekordy. Przez fazę grupową Champions League też suną jak tornado, zdmuchnęli nawet Juventus, przez który zostali zdmuchnięci wiosną. A piłkarze Realu, zamiast przechadzać się po wszystkich rozgrywkach z arystokratycznym poczuciem wyższości, ledwie łażą. W kraju tysiące punktów dzielą ich nawet od wicelidera z Walencji (jak ona wyładniała! Można od radochy z oglądania dostać małpiego rozumu!), a w Europie uklękli przed Tottenhamem, do niedawna drużyną lekkopółśmieszną, wysyłanie jej nad podbój czegokolwiek było jak szczucie jamnikiem.

Kilka miesięcy później Michał Trela – jeden z moich dwóch ulubionych polskojęzycznych znawców Bundesligi, nieskłonny do stawiania radykalnych tez – ogłosił, że nadciąga kres absolutnej hegemonii Bayernu, panującego od rekordowych tam pięciu sezonów, i wreszcie należy oczekiwać twardej walki o tytuł. Znów: tekst wytrzymuje próbę czasu, czytany dzisiaj nadal brzmi rozsądnie, szefowie klubu istotnie kilka spraw zaniedbali, co powinno skazywać ich na popadanie w przynajmniej przejściowe tarapaty. Ponowna lektura ma tylko jeden feler. Monachijscy piłkarze od tamtej pory powygrywali wszystko, co się napatoczyło do wygrania, w tym szlagiery z najgroźniejszymi teoretycznie RB Lipsk i Borussią Dortmund. Co więcej, odkąd we wrześniu ponownie zajął się nimi trener Jupp Heynckes, pięciopunktową stratę do tej ostatniej, wówczas liderki, zamienili na dziewięciopunktową przewagę. Gwałtowny zwrot akcji, prawda? 14 punktów w dwa miesiące... I niewykluczone, że Bayern, ten prozaicznie nieguardiolowy i wypalony Bayern, zgodnie z tradycją trwającej dekady obroni tytuł szybciutko, bez konieczności szarpania się do ostatnich kolejek.

Jeszcze grubszy numer wyciął Jonathan Wilson, jeden z bardziej znanych publicystów anglojęzycznych i autor kanonicznej „Odwróconej piramidy”. Tuż przed sobotnimi derbami północnego Londynu przypomniał, że Tottenham nie tylko wyprzedził w hierachii Arsenal, ale cały czas powiększa przewagę – dzięki innowacyjności i strategii na przyszłość, które u sąsiadów ustąpiły kulturze stagnacji. A natychmiast po derbach, wygranych zdecydowanie przez podwładnych Arsene’a Wengera, Wilson zwrócił uwagę, że piłkarze Mauricio Pochettino są dziecinnie bezbronni na wyjazdach do dużych firm. Że wygrali ledwie cztery z ostatnich 87 meczów rozegranych na stadionach Manchesteru United, Arsenalu i Liverpoolu, że z taką postawą niewiele wskórają. Owszem, z niczego napisanego wcześniej się nie wycofał, ale w kilka godzin Tottenham jako drużyna przyszłości zmalał w jego oczach do drużyny z fundamentalnym problemem.

Opowiadam o perypetiach dziennikarzy, bo ładnie ilustrują jeden z moich ulubionych motywów: czas w futbolu pędzi zbyt szybko, żeby ktokolwiek za nim nadążył, a o wynikach decyduje zbyt wiele czynników, żeby wyłowić z nich wzorce pozwalające przewidywać, co będzie. Opowiadam o tym, bo czułem moralny nakaz złożenia publicznej samokrytyki – w tłumaczeniu na współczesną polszczyznę: zaorania siebie – a wycieram sobie gębę również cudzymi nazwiskami, bo jestem wredny. Niech inni też wyjdą na głupków.

Nie namawiam kibiców, by całkiem przestali czytać mnie i kolegów po fachu – choć to warte rozważenia: powstało zbyt wiele mądrych i pięknych zdań o sprawach istotniejszych, by truć się codziennym ględzeniem o ganianiu za piłką. Nie umieszczam nawet dziennikarzy sportowych na szczycie prywatnej hierarchii osób publicznych paplających, co im ślina naniesie, przeciwnie, do czołówki nam daleko, pozycję lidera przyznałbym chyba politologom, którzy z nadludzką sprawnością w ułamku sekundy zapominają o przedstawionych właśnie diagnozach, by nazajutrz postawić przeciwstawne. Nie namawiam więc do niczego, wystarczy mi, że dziennikarzy od fikołków (terminologia wspaniałego Zdzisława Ambroziaka) nie traktuje się zbyt poważnie.

I że mogę się pochichrać z wybitnego trenera Diego Simeone, który przed sezonem ocenił, że właśnie zbudował kadrę Atlético silniejszą niż kiedykolwiek, wystarczy tylko poczekać do zimy, aż wzmocnią ją napastnik Diego Costa i skrzydłowy Vitolo. Niestety, madrytczycy od dwóch miesięcy czekają w rytmie 0,7 gola strzelanego na mecz, w skandalicznym stylu odpadając z Ligi Mistrzów (chyba się nie łudzicie?), przynudzając remisami z Qarabag Agdam, Elche, Realem i Leganes. Ja oczywiście od początku wiedziałem, że tak się to skończy: Simeone zostanie zdemaskowany, pewnie nawet sam udowodni, jak blade ma pojęcie o piłce.

środa, 22 listopada 2017, rafal.stec
Komentarze
2017/11/22 23:24:09
czas w futbolu pędzi zbyt szybko, żeby ktokolwiek za nim nadążył, a o wynikach decyduje zbyt wiele czynników, żeby wyłowić z nich wzorce pozwalające przewidywać, co będzie.
Z dedykacją dla wiadomo kogo ;)
-
2017/11/22 23:33:25
Nie rozumiem tej samokrytyki. Przecież swego czasu na blogu wszyscy (jeżeli dobrze pamiętam) "radośnie" zgodziliśmy się, że istnieje coś takiego jak "klątwa Rafała". Na Real też podziałała. A, że niektórzy też nie są wolni od metafizycznych zdolności... - będziesz się musiał z tym jakoś pogodzić.
Ale co do jamników to się mylisz. Fakt, jakieś to niewyrośnięte, miłe i jednocześnie śmieszne jak niejedna dziecinna przytulanka, ale serce ma wielkie. Bez wahania wskoczy za lisem do nory i co ważniejsze z niej go wygoni.
-
2017/11/23 01:00:20
To tak jak z portalem sport.pl - od tygodni entuzjazmują się na nim, że Krychowiak odzyskuje w WBA piłkarskie życie, że go tam chwalą, że trener pokłada w nim wielkie nadzieje itd. aż tu nagle dziś (a właściwie wczoraj) alarmują, że trener (już zwolniony) to jednak był nim zawiedziony, że nie wpasował się w system gry, że szatnia go nie zaakceptowała i tak naprawdę może już pakować "mandżur" i bukować bilet powrotny do Paryża ... :)
-
2017/11/23 01:37:26
No to pierwsza porażka Barcy jest już przesądzona. Idę stawiać pieniądze na Walencję.
-
2017/11/23 02:12:00
Pamiętam ten tekst, pamiętam nawet, że nieśmiało udzieliłem się w komentarzach. Nieśmiało, bo również większych błędów logicznych się nie doszukałem. Jednak, jak to w rozmowie z bratem roboczo określiliśmy, "kanonizacja" jeszcze przed nowym sezonem zespołów mocno wygranych, często kończy się klapą. A spektakularna siła kadrowa Realu skończyła się z odejściem Moraty, Jamesa i Pepe. Mieliśmy Barcelonę Gauardioli, Bayern Yuppa, a niedużo wcześniej kadrami przebogatymi wojował przecież Manchester United i nieszczęsny Milan.
Przy całej niepoliczalności małych incydentów mających wpływ na ostateczny wynik ja mam swój ulubiony czynnik-determinację. "Syty głodnego nie zrozumie" to jest maksyma której żaden sportowiec na świecie(syty oczywiście) nie jest w stanie w stu procentach oszukać. Bez codziennej obsesji na punkcie wygranej, bycia najlepszym nie da się trenować tak ciężko jak ktoś, kto taką obsesję ma. A później, w czasie meczu, jeden da z siebie prawie wszystko, a drugi przesunie granice własnej wytrzymałości, żeby tylko dobiec do piłki pierwszym, żeby założyć pressing, żeby wrócić za atakującym przeciwnikiem.
Ale znów-nic nie trwa wiecznie, a porażki (zwłaszcza ewentualna w klasyku) mogą na nowo wzniecić płomień w madryckiej szatni i Real pomknie po trzecie z rzędu zwycięstwo w LM. Do czego mam nadzieję nie dojdzie.
-
2017/11/23 02:27:31
@Leuthen
To może spowodować odwrócenie klątwy. Pamiętaj, że ona działała bo rzucona została bezinteresownie w wyniku szczerego podziwu dla sportowego mistrzostwa.
-
2017/11/23 02:36:41
PSG- Celtic 12:1 w dwumeczu. To chyba rekordowy wynik w historii LM (grupowa i pucharowa faza)? Chyba, ze w eliminacjach ktos bardziej zaszalal?
-
2017/11/23 08:31:15
Daleko nie trzeba szukać - rok temu Legia oberwała od BVB 14 goli, tyle, że strzeliła 4 w Dortmundzie.
A dokładnie taki sam bilans jak w PSG - Celtic był parę lat temu w dwumeczu Bayern - Sporting (1/8 finału).
-
2017/11/23 08:54:39
Doceniamy tę rozpaczliwą próbę uratowania Atletico sezonu. Ale jeszcze przydałoby się coś o Romie :)
-
2017/11/23 09:01:09
"PSG- Celtic 12:1 w dwumeczu."

Celtic to jedyna drużyna, która strzeliła PSG gola. Owszem, trudno przewidzieć (vide: tekst nad niniejszym wątkiem), co będzie w ostatnim meczu w Monachium (siwowłosy wydaje się nie do powstrzymania), a bramka Dembele była po rykoszecie (ale samo wykonanie rogu - arcynieprzypadkowe), jednak póki co - tylko Celtic jakąkolwiek krzywdę PSG zrobił.
-
2017/11/23 09:12:03
Aż musiałem się upewnić że tekst pisany po zwycięstwie Tottenhamu w Dortmundzie (ale przed wymęczonym zwycięstwem Bayernu w Brukseli, Barcelona w Turynie się nie przemęczała, a i tak była bliższa wygranej)
-
2017/11/23 09:19:58
Nigdy się nie udzielam, ale muszę przyznać, ze zabawa o klątwie nie pasuje mi tutuj jest poniżej normalnego poziomu dyskusji, które tu czytam. W poniedziałek pojawił się felieton o największym talencie od dziesiątek lat Zielińskim, ale on strzelił dzień później gola, więc udajemy, że tego artykułu nie było. I tak z większością. Szukamy tylko tych, które można podciągnąć do zabawy. Przepraszam, ale musiałem, bo mi się znów wydaje, że marnujecie szansę na ciekawą merytorycną rozmowę na ciekawą temat. Już rak bywało. A ja lubię te rozmowy czytać :)
-
2017/11/23 09:34:45
W poniedziałek pojawił się felieton o największym talencie od dziesiątek lat Zielińskim, ale on strzelił dzień później gola, więc udajemy, że tego artykułu nie było

Felieton jest za paywallem, więc przeczytała go znacznie mniejsza liczba potencjalnych komentatorów, niż wpis na blogu.
-
2017/11/23 10:10:53
@bartoszcze
"Barcelona w Turynie się nie przemęczała, a i tak była bliższa wygranej."

Nie zgadzam się z drugim członem. Ten słupek mnie mniej przekonuje niż interwencja ter Stegena. Myślę, że to było idealne starcie na remis. W ogóle biedna TVP, takie szaszki tym razem zamówiła sobie i to jeszcze bez Messiego przez ponad połowę ;). Przytulaski z Buffonem chyba stanowiły gwóźdź programu (wiem, wiem, taktyka, defensywa, oba zespoły nienagannie, ale i tak "podświadomy" brak większego zaangażowania rzucał się w oczy).
-
2017/11/23 12:30:42
"W poniedziałek pojawił się felieton o największym talencie od dziesiątek lat Zielińskim, ale on strzelił dzień później gola, więc udajemy, że tego artykułu nie było

Felieton jest za paywallem, więc przeczytała go znacznie mniejsza liczba potencjalnych komentatorów, niż wpis na blogu. "

Ja żem przeczytał, ale zabawniej jest założyć, że klątwa jest, niż że jej nie ma.

Przerwa meczu Sevilla - Liverpool, Rafał na twitterze: "Mecz w Sewilli jak fragment większego krajobrazu. Szokująco brzydka jesień Hiszpanów kontra zdumiewająco piękna jesień Anglików". Od razu wiedziałem, że to się dobrze nie skonczy ;)
-
2017/11/23 12:58:04
@antropoid
Krychowiak story
Od razu się zorientowałem, że chcesz obrazić, ale nie umiem ustalić, czy mnie, czy Michała T., czy Jonathana W., czy wszystkich.

@leuthen
No to pierwsza porażka Barcy jest już przesądzona. Idę stawiać pieniądze na Walencję.

Hm, nie chcę zakłócać gaworzenia, ale Valencia jest jedyną drużyną skomplementowaną w tej notce...
-
2017/11/23 13:42:14
@baandzior - zgadzam się w całej rozciągłości z tym wpływem determinacji na wynik. Mój ulubiony przykład to zwycięstwo Chelsea w LM - Mourinho stworzył świetną drużynę, jednak przy kilku podejściach jakieś detale nie pozwalały jej położyć rąk na pucharze, wkurzenie, a za nim determinacja narastały z sezonu na sezon, aż w końcu ta drużyna zrobiła swoja i wygrała, pomimo tego, że spośród półfinalistów miała wg mnie najgorszy skład.
-
2017/11/23 15:27:58
Skutecznie zniechęcić do czytania własnego bloga potrafi tylko red. Michał Okoński.
Komentując zeszłoroczną klapę Barcelony z Juve rozpisuje się o radości trenera Barcy po sławetnym 6:1 z poprzedniej rundy.

Od tego poziomu abstrakcji dzielą, cytując klasyka, Kronikarza lata świetlne.
-
2017/11/23 17:08:10
@martin.slenderlink
Może mam nieco spaczony obraz, bo podglądałem tylko II połowę (uroki TV sharing), ale Juve mnie wtedy strasznie rozczarowało.

A redaktora Okońskiego kochamy, choć w rozsądnych dawkach :)
-
2017/11/23 18:45:14
Walencji (jak ona wyładniała! Można od radochy z oglądania dostać małpiego rozumu!)
@Rafal.Stec
Zawsze dziwiłem się, że Ł.Kwiatek się tu nie udziela (bo słusznie chyba poddejrzewam, że to w jego kierunku nołlukpas). Albo się drań kamufluje.
-
2017/11/23 20:33:42
Jak to się nie udziela?
-
2017/11/23 20:44:16
Po nickach nie idzie rozpoznać, a i nikt nie pisze o Walencji ani o małpach.
-
2017/11/23 20:49:11
Zara teraz zjarzyłem, że jest. Przemęczony jestem ostatnio. Uznajcie moje dzisiejsze wpisy za niebyłe.
-
2017/11/23 23:34:20
@bartoszcze
Im mniej, tym lepiej.
Choć rozumiem delikatne wzięcie w obronę.
Wszak obaj kochacie też Barcelonę ;-)
-
2017/11/23 23:41:55
"Czas w futbolu pędzi zbyt szybko, żeby ktokolwiek za nim nadążył"

Pozwolę sobie na drobną refleksyjkę przed snem, na rozwinięcie (wyrwanej z kontekstu - od razu przyznaję) jednej z tez postawionych w powyższym
tekście przez Kronikarza. Otóż problem nie leży w "szybkości" pędzenia czasu. Gdyby Czas w futbolu jedynie szybko pędził, gdyby owa prędkość była jego podstawowym wyznacznikiem i naczelną jak małpa cechą charakteru, to Wiadomo Kto wspomniany w komentarzu @xawrasawa zanlazłby nań wzór, sporządził konstrukcję wehikułową pozwalajacą zbadać skąd dokąd i z jaką szybkością Czas w Futbolu się przemieszcza. Obliczyłby kiedy podmiot naszych rozważań zawiata w Barcelonie, skoro z początkiem sezonu wystartował w Madrycie, a Krychowiak miał 12,5 przejęcia na połowie rywala z założeniem, że Zieliński wykonał 33 kluczowe podania, itd. Tymczasem Czas w futbolu lubi płatać figle i skakać fikołki, ukryć się w jakimś zaułku albo zatrzymać w biegu, poprosić do tańca Ter Steigena na sześć sekund, albo uderzyć z perkusji Kloppa w nos, trzy razy w Sevilli. Nie tylko Wiadomo Kto jest bezbronny w starciu z analizą planów futbolowego Czasu, a może lepiej rzec od razu "Losu"? Nie odgadnie jego poczynań również jamnik filozof ani..., muszę kończyć, dobranoc.
-
2017/11/24 00:38:57
@rafal.stec

Wszystkich, ale Jonathana rzecz jasna najbardziej :)
-
2017/11/24 06:51:11
@Kaleb86
Właśnie, proszę mi tu nie imputować takich rzeczy.
-
2017/11/24 12:04:44
Przesadnie pan wziął do siebie te dowcipy o klątwie, ewentualnie rozwija je Pan na nowy poziom.

Piłka, jak powszechnie wiemy, potrafi być cudownie niesprawiedliwa, można robić głupoty i zostać nagrodzonym, można zrobić wszystko dobrze i dostać po uszach. Przykłady na jedno i drugie znajdziemy sporo, nie tylko w obecnym sezonie La Liga.

Problem w tym, że przewidywania są zależne od wyników spotkań piłkarskich, a te potrafią być niesprawiedliwe ponad miarę. I nikogo to nie będzie obchodzić. Niesprawiedliwość w piłce jest tak powszechna, że nikogo nie rusza. Powiedziałbym iż jest wręcz pożądana.

Kogoś obchodziło że Arsenal strzelił dwa nielegalne gole w derbach Londynu? Nie, bo Arsenal "był lepszy" i "zasłużył" - jak widać także by zdobywać nielegalne gole. Za to jak zespół "nie zasługuje" to może być wydymany przez sędziego, a cała reszta będzie wołać - "weźcie się do gry patałachy!". Relatywizm moralny kibiców stoi na najwyższym poziomie.

Kryteria "zasługiwania" są oczywiście subiektywne do granic. Arsenal faktycznie musi na ogół zdominować rywala, by "zasługiwać". Takie Leicester z samego faktu że nie daje się totalnie zdominować już "zasługuje". Prasa jaką mają obie drużyny sprawia iż triumf jednej nad drugą w tabeli ligowej był świętowany, pomimo że niewydrukowana tabela, wykresy xG(gole spodziewane) oceny whoScored oparte o czysto statystyczne algorytmy, zgodnie twierdzą że to ten drugi zespół był lepszy. Ten który skończył za pierwszym bite 10 punktów. Nie było skandalu, nie było nawet pytania o wpływ sędziów na ostateczny wynik, był wielki triumf "kopciuszka". I powszechna radość.

Wyniki La liga twierdzą że w FCB narodziła się niesamowita drużyna. Opinia sporej części kibiców FCB jest zgodna - oczy bolą od ich oglądania. Mecz z Juve był dość symptomatyczny, widać że Valverde masę czasu poświęca grze w obronie, właściwemu skracaniu pola gry i daje to efekty. Pomysłem na atak jest "podajcie do Messiego" i też najczęściej to wystarczy.

Za to w Realu tragedia, katastrofa, wfszytko się rozpada, łozeju jak oni źle grają. Patrzymy w wykresy xG, okazuje się że Real wykreował najwięcej okazji w La liga, z top 5 lig lepszy wynik mają tylko napompowane PSG i wychwalany pod niebiosa Manchester. Ten niebieski. Katastrofa.

Konia z rzędem temu, kto przewidywał iż taki Ronaldo, z piłkarza strzelającego ponad stan na wiosnę, zamieni się gościa o skuteczności poniżej 2 %. Fakt, poprzednia jesień też miał mało efektowną, ale wtedy był po kontuzji, a jego popisy, choć poniżej oczekiwań, nie były tak dramatyczne. Konia z rzędem temu, kto był przekonany że z kontuzją wylecą Marcelo, Carvajal(problemy z komorą serca były tak bardzo do przewidzenia) Navas, Varane, Benzema, Bale(no, może ten był do przewidzenia xD), Kovacić, wszystko w pierwszej 1/3 sezonu. Konia z rzędem dla tego, kto wiedział iż sędziowie mają przykazane nie gwizdać karnych Realowi, jeszcze ani jednego w tym sezonie ligowym, a parę okazji do nich było, telewizja klubowa zebrała wszystkie 14 kontrowersyjnych sytuacji(z 12 meczów!), każdy może ocenić ile z tych decyzji było sprawiedliwych. Mnie wyszło ok 10 karnych. A warto wspomnieć że te sytuacje miały miejsce także(albo przede wszystkim) w meczach gdzie Real stracił punkty. Gdzie poprawna decyzja arbitra miałaby wpływ na obraz tabeli. Gdzie Real miałby stratę, bo nie gra przecież jakoś super i nie wszystko jest "winą sędziego", ale nie byłaby ona w granicach historycznej remontady do zrobienia.

Tylko kogo to obchodzi? Real obroną ligi mistrzów, zapracował na status drużyny której wygrywanie "postronnym" kibicom się znudziło. Zatem musi zrobić naprawdę dużo, by "zasługiwać" na cokolwiek.

@bartoszcze
"Barcelona w Turynie się nie przemęczała, a i tak była bliższa wygranej"

powiedziałbym że Barcelona przez większość widowiska kontrolowała przebieg gry, ale to Juve miało lepsze okazje by zdobyć bramkę.
-
2017/11/24 12:27:06
@0twojastara
W obu sytuacjach były spalone? Miałem wrażenie, że tylko w jednej z nich, chyba że wystająca ręka jest ważniejsza niż nogi obu piłkarzy. Tak to jakoś zapamiętałem, ale musiałbym zobaczyć powtórki, żeby się jakoś dochodzić, tym bardziej, że fanem Arsenalu nie jestem. No i nie śledziłem dokładnie przepisów ostatnio, więc nie wiem, czy faktycznie bierze się pod uwagę tylko te części ciała, którymi można strzelić gola. W tej drugiej sytuacji zdecydowanie nogi piłkarza. Biorąc je pod uwagę, w jednej z sytuacji spalonego nie było. Tak to pamiętam. Może źle.
-
2017/11/24 13:05:19
Nawiazując do nieskończonego przeze mnie wczoraj wieczorem wątku, to miałem napisać, że nawet gdyby siły połączyli: jamnik - filozof, małpa - kognitywista, Niemiec - lingiwsta, matematyk z Zachodu, Kronikarz - futurolog (swoją drogą, jaka paczka, nie do wiary!), to nie uda im się narysować linni, którą podąża piłkarski Czas lub Los.

@0twojastara

"Kogoś obchodziło że Arsenal strzelił dwa nielegalne gole w derbach Londynu?"

Nielagalne? Ależ ważne i skuteczne (valid and effective).

@Arsenal

Miałem już pisać, że Aslan czyli Arsen powraca do Narnii, tymczasem podobno zatrzymał go kozioł gdzieś w Kolonii, a ja stoję na tej polanie przy Kamiennym Stole i znowu mi zimno, śnieżek zaczął pruszyć. Poczekam jeszcze do weekendowego meczu na wyjeździe, zanim ogłoszę ponowne objęcie tronów w Ker-Paravelu.
-
2017/11/24 13:10:09
*niedokończonego wątku,
a może jednak nieskończonego (?)
ale tak naprawdę, to nie wiadomo.
-
2017/11/24 13:14:29
@stanisław
"Ależ ważne i skuteczne"

Ależ tu chodzi o percepcję zasługiwania/pokrzywdzenia/pomyłek sędziowskich na korzyść. Proszę nie modyfikować wątku.
-
2017/11/24 13:32:12
Pewnie stosując się do litery przepisów (bo doczytałem), to i w tej drugiej sytuacji można kategorycznie stwierdzić o spalonym, bo pewnie jakaś część tułowia by się znalazła za linią spalonego, mimo iż obie nogi akurat nie. Tylko ja takich sytuacji widziałem multum i równie dużo stwierdzeń interpretacyjnych nawet autorstwa samych sędziów słyszałem, czyniących te sytuacje mocno dyskrecjonalnymi, nie wspominając już o tym całym duchu gry hołubionym przez komentatorów.
-
2017/11/24 13:40:09
@martin.slenderlink

Proszę pamiętać, że sprawa była sądzona w systemie anglosaskim, a więc prawo stanowione mogło mieć mniejsze znaczenie niż kazuistyczne rozpatrzenie okoliczności konkretnej sprawy. Jeśli będzie trzeba, to dla obrony stanowiska Arsenalu odnajdę i przedstawię stosowne precedensy.
-
2017/11/24 13:51:15
Haha. I teraz wyobraźmy sobie, że wkracza tu VAR oraz sędzia mogący z dobrodziejstwa skorzystać. Sędzia, który nie ma szans na pięć minut hamletyzacji.
-
2017/11/24 13:57:11
VAR nic ma do tego, tak jak funkcjonowanie prawa stanowionego w systemie anglosaskim nie powoduje odejścia od tradycyjnej i podstawowej zasady kazuistycznego rozpatrywania każdej sprawy oraz roli precedensów, haha.
-
2017/11/24 15:20:52
@baandzior @siemk

"ja mam swój ulubiony czynnik-determinację (...) Bez codziennej obsesji na punkcie wygranej, bycia najlepszym nie da się trenować tak ciężko jak ktoś, kto taką obsesję ma. A później, w czasie meczu, jeden da z siebie prawie wszystko, a drugi przesunie granice własnej wytrzymałości"

Determinacja to tak samo złudny czynnik jak i inne. Dlaczego Ronaldo - uznawany za mechagodzillę treningu - ostatnio prezentuje się tak słabo? Dlaczego Atletico - pchane do boju przez szalonego wynalazcę gotowego zgładzić swoje króliki doświadczalne, jeśli tylko nie wykonują prawidłowo poleceń, z maksymalną intensywnością - osiąga wyniki ponżej oczekiwań? Dlaczego wreszcie ja..., no dobrze, to nie byłby najlepszy przykład.

@fadiga @bartoszcze

Ale jak tak można o redaktorze Okońskim? Jak to w "małych dawkach"? A właśnie, że w jak największych. Czytać wszystko, a potem dyskutować. Potem wykazać, że nie ma racji, że jest niewolnikiem swoich tez, jak tej na przykład, że "Arsen Wenger musi odejść". Atakować lewym i prawym skrzydłem, półskrzydem, pozycyjnie i z kontrataku, tym bardziej, iż Kogut dysponuje bardzo ładnym boiskiem choć okrutnym.

@kaleb86

"nikt nie pisze o Walencji ani o małpach."

Masz rację, to draństwo. Trafiłeś w okienko, nie wycofuj się.

@0Twojastara

"Konia z rzędem temu (...) Konia z rzędem temu (...) Konia z rzędem temu"

Uważam, iż powinienś był zapropnować księżniczkę albo księcia (wedle wyboru uprawnionego) i pół królestwa, wtedy do dyskusji przyłączyoby się więcej osób!
-
2017/11/24 16:33:14
@stanisław
A wcześniej przyjąłem piłkę piszczelem, przedryblowałem samego siebie serią zwodów po czym sytrzeliłem w okienko, ale nie bramki tylko domu stojącego 150 metrów za boiskiem (mojego). A Łukasz Kwiatek przeca tu bywa chyba od zawsze tylko rzadko. No i nick mylący: @lukasz.kwiatek. Odpocznę od stycznia, sześć dni w tygodniu w pracy to za dużo. W rundzie wiosennej nabiorę świeżości i piłka z pewnością bardziej będzie posłuszna.
-
2017/11/24 16:37:18
@ulesław
To kolega mi imputuje, że ja koledze coś imputuje.
-
2017/11/24 16:44:17
@stanisław
Niestety red. Okoński nie bardzo jest skory do dyskusji.
Często miałem wrażenie, że zwyczajnie nie czyta komentarzy pod swoimi wpisami.
Jak to zwięźle ujął jeden z tamtejszych bywalców-blog umarł, a autor tego nawet nie zauważył.
-
2017/11/24 19:33:13
@stanisław
Jak to w "małych dawkach"? A właśnie, że w jak największych.

Że się posłużę znakomitym przykładem nieobecnego tu od dawna kolegi Albiceleste10: bo kawior jedzony chochlą z wiadra to już tylko rybie jaja.
-
2017/11/24 20:47:24
@stanisław
Widzę że zapoznajesz się fragmentami, ale nie poważyłbym się o wniosek, iż brak dyskusji jest wywołany nadmierną ilością liter do przyswojenia, nawet jeśli kolejność niektórych, w sposób zamierzony, się powtarza.

" Jeśli będzie trzeba, to dla obrony stanowiska Arsenalu odnajdę i przedstawię stosowne precedensy."

No i mamy kolejny akt dramatu, który pominąłem w pierwotnym, jak widać i tak zbyt długim, komentarzu - "a pamiętacie jak xyz pomogli 300 lat temu sędziowie? A teraz xyz mają czelność narzekać, hipokryci! Na widły ich!"

@martin
Mamy zatem kolejny problem z przepisami podlegającymi interpretacji - te które istnieją, widać sugerują możliwość interpretacji dowolnych przepisów. Woda na młyn Van Bastena, chcącego spalonego, z przyległościami, wyrzucić z piłki.

Ale doceniam że sam wygrzebałeś - większość dyskutujących w necie, domagałoby się, by im konkretny przepis znaleźć i wskazać, a na koniec jeszcze podziękować.

@fadiga

O ile zrozumiałem, mniejsza aktywność redaktora Okońskiego była spowodowana sprawami rodzinnymi, czy coś w ten deseń. Każdy ma własne priorytety, co poradzić. A że skutkiem ubocznym blog zmarł - nie przejmuj się! Zdaje się ze ostatnio zadebiutował tam stanisław414, więc wszystko ma się ku lepszemu.
-
2017/11/25 01:14:22
@otwojastara
No niby tak było-dziecko się urodziło. Ale czy to jest powód, żeby rezygnować z pasji i zainteresowań.
Jak mówisz każdy ma swoje priorytety.
I oczywiście się nie przejmuję-po prostu przestałem tam zaglądać ;-)
-
2017/11/25 17:41:03
Co za mecz?! Nawet klątwa zgłupiała.
W pierwszej połowie Borussii wystarczyło 20 minut, żeby z Schalke objąć prowadzenie 4:0. Fakt, dwa pierwsze to samobóje (pierwszego zaliczono Aubie, ale do końca pierwszej połowy Borussia dominowała.
W drugiej Schalke zaczęło odrabiać straty, żeby w doliczonym czasie gry ustalić wynik na 4:4. A mogło nawet wygrać, gdyby sędzia na podstawie wideo nie dopatrzył się chyba jednak wątpliwego spalonego.
-
2017/11/25 17:48:47
Jak to się fajnie zbiegły z tym wpisem na blogu wariackie derby Zagłębia Ruhry :)