Blog > Komentarze do wpisu

Milan i jądro ciemności

AC Milan, Yonghong Li

Nie łudźcie się, w tym tygodniu najczarniejsze wieści dla Milanu wcale nie spłynęły z Neapolu, gdzie gospodarze przydzwonili dzisiaj gościom dwoma golami. Najczarniejsze – niepokojące w perspektywie przyszłości – spłynęły z Nowego Jorku.

Na boisku działo się to, co zwykle, mediolańczycy są od miesięcy potwornie przewidywalni, chyba najbardziej we wszystkich czołowych ligach Europy. Kiedy stają naprzeciw rywali z dolnej połowy tabeli, dają radę właściwie zawsze – zremisowali tylko z Genoą (obecnie 18. miejsce), poza tym wygrali 2:0 z Sassuolo (17. miejsce), 3:0 z Crotone (15. miejsce), 2:1 z Cagliari (14. miejsce), 2:1 z Udinese (13. miejsce), 2:0 ze SPAL (16. miejsce) i 4:1 z Chievo (11. miejsce). Kiedy natomiast próbują zdobywać szczyty tabeli, nie ma czego zbierać – 1:4 z Lazio (teraz piąte miejsce), 0:2 z Sampdorią (szóste), 0:2 z Romą (trzecie), 2:3 z Interem (czwarte) i 0:2 z Juventusem (drugie), aż dopełzali do 1:2 z Napoli (pierwsze).

Podliczmy: ze słabymi nie przegrali żadnego z siedmiu meczów (15-3 w bramkach), z mocnymi przegrali wszystkie sześć (4-15). Wyraźniejsze granice w przyrodzie nie istnieją. Ta powstała z oczywistych względów – przyzwoici piłkarze tworzą w Milanie nieprzyzwoicie marną drużynę, gdy zatem wystarcza im polegać na indywidualnych umiejętnościach, nie zawodzą. Gdy jednak zderzają się z porównywalnymi lub lepszymi od siebie, ich szanse spadają do zera. Solowe popisy Suso to zbyt mało.

I niewykluczone, że mediolańczycy są tego wszystkiego świadomi. Patrzyłem dzisiaj, jak Napoli kontroluje sytuację, i przypomniały mi się słowa Cristiano Ronaldo, sfrustrowanego po remisie z Islandią podczas Euro 2016. Oskarżał on wówczas rywali, rozradowanych urwaniem Portugalii punktu, o „mentalność małego kraju”. Przypomniały mi się, bo obecny Milan zbyt często demonstruje właśnie „mentalność małej drużyny”, nawet jeśli długo utrzymuje się przy piłce. Dzisiaj przed przerwą goście ani razu (!) nie dotknęli jej we wrogim polu karnym.

Gdyby ktoś nie nadążał, jaki to obciach – dotychczas identycznego wyczynu dokonał tylko jeden uczestnik sezonu 2017/18 w lidze włoskiej. Benevento. Dla mniej obznajomionych z tamtymi boiskami: absolutny debiutant w Serie A, szorujący dno tabeli, klęczący tam z okrągłym zerem punktów, mknący ku legendzie zgrai największych patałachów, którzy kiedykolwiek wkradli się do rozgrywek. Tak nisko upadł Milan, dekadę temu gigant panujący w Lidze Mistrzów. I niech was nie zmyli wynik z Neapolu, honorowego gola goście zawdzięczają desperackiemu strzałowi z dystansu oddanemu przez Alessio Romagnolego w ostatnich sekundach gry. Niech was nie zmyli, że zwłaszcza po przerwie goście znów zdołali przejąć piłkę, co na stadionie San Paolo zdarza się rzadko.

Wiadomo już zatem, że w sensie sportowym sezon się skończył. Pozostaje tylko czekać, kiedy i na kogo szefowie klubu wymienią trenera Vincenzo Montellę. Strata do czwartej pozycji, dającej awans do Champions League, jest olbrzymia, a nie ma śladowego znaczenia, czy Milan doczołga się do mety rozgrywek na szóstym, ósmym czy dziesiątym miejscu.

I tu docieramy do wieści z Ameryki, dalece bardziej niepokojących, bo być może zwiastujących – oby nie – zagrożenie dla klubu egzystencjalne. Kiedy Silvio Berlusconi sprzedał Milan, kilkakrotnie pisałem, że wyprawił go w podróż w dzikie i nieznane. Że właściwie nie wiadomo, kto kupuje, skąd czerpie środki, ile ryzykuje zadłużeniem się na lichwiarski procent w agresywnym funduszu inwestycyjnym. Brutalnie mówiąc: czy Yonghong Li nie jest gołodupcem.

Prześwietlić biznesmena postanowili dziennikarze śledczy „New York Timesa”. I utonęli w nieprzeniknionej sieci chińskich transakcji – często przeprowadzanych bez jakichkolwiek przelewów, między osobami o podobnie brzmiących nazwiskach (popularny tam proceder), podejrzanej proweniencji i mających zatargi z prawem. Kto chce szukać jądra ciemności, niech przeczyta cały artykuł, w każdym razie reporterzy ustalili, że Yonghong Li wcale nie dysponuje środkami, którymi wedle swoich deklaracji miał dysponować, i że do kogo innego należą udziały w kopalniach fosforu, którymi się reklamował. Aha, jego brat i ojciec odsiedzieli wyrok za oszustwo.

Chińczyk planował w trzy lata podwoić przychody klubu, zakładając, że piłkarze wproszą się do Ligi Mistrzów. Stąd letnie szaleństwa na rynku transferowym, które przelicytowały tylko Paris Saint-Germain i Manchester City.

Nie wiem, skąd Yonghong Li wytrzaśnie pieniądze, jeśli Milan nie awansuje do elity. A nie awansuje. Na myśl, że klub wpadnie w łapy macherów z amerykańskiego Elliott Management Corporation, łazi mi po łbie tylko jedno – stadion należy do miasta, stadionu nie zlicytują. I jakoś mnie to nie uspokaja.

sobota, 18 listopada 2017, rafal.stec
Komentarze
2017/11/19 01:11:55
Howgh!
Zamiast być w grupie Roma-Inter (o Juve-Napoli nie ma co marzyć) jesteśmy w towarzystwie Torino-Udine
Eh eh eeeh?
-
2017/11/19 01:12:12
Za artykułem w NYT "Chinese businessman Li Yonghong bought A.C. Milan, the world-famous Italian soccer club, virtually nobody in Italy had heard of him.
Virtually nobody in China had, either"
Duuuża różnica o Berlusconim słyszeli wszyscy, właśnie sprawdziłem moją 10-letnią córkę (wiem powinna już spać). Zgaduję, że w Chinach też, S. Berlusconim jest znany.
Tak, że podzielam obawy, co do przyszłości Milanu, mimo innych sympatii.
-
2017/11/19 11:48:03
Ligę włoską oglądam poprzez mecze Napoli. Wczorajsza porażka Milanu mnie nie zmartwiła, a gra Napoli jak zwykle sprawiła mi frajdę. Wczoraj wyjątkową, bo już po trzech minutach na boisku Zieliński cieszył się z ładnego gola. Tym razem strzelonego lewą nogą.
I jak zwykle cieszyła mnie konsekwencja trenera, który regularnie na ostatnie dwadzieścia minut zastępuje Hamsika (niekwestionowanego lidera drużyny) Piotrem. Z tego reprezentacja będzie miała pociechę. Oczywiście, jeżeli nauczy się z jego talentu korzystać.
-
2017/11/19 11:53:45
P.S.
Wczoraj miałem w ogóle świetny humor. Już dawno nie widziałem Lewandowskiego tak rozluźnionego, roześmianego na boisku. To było cenniejsze niż 2 bramki, które sypnął. W takim nastroju na pewno pójdzie na życiówkę i wrzuci ponad 50 bramek w jednym roku.
-
2017/11/19 13:00:34
Bo z Lewandowskego cały stres się ulotnił poprzez włosy.
Teraz wygląda jak syn Henckesa.
-
2017/11/19 13:28:23
" Kiedy stają naprzeciw rywali z dolnej połowy tabeli, dają radę właściwie zawsze "

Jako, że stare piłkarskie porzekadło-klasyk mówi, że mistrzostwo wygrywa się w meczach ze słabymi, to są na jak najlepszej drodze.

" Solowe popisy Suso to zbyt mało"

Cieszy mnie, że chłopakowi tam się dobrze wiedzie. Pamiętam, jak za Rodgersa wchodził pomału jako nastoletni łepek do LFC. Robił, zresztą nie tylko na mnie, bardzo dobre wrażenie, nawet może lepsze niż też wchodzący wtedy Sterling, potrafił jak na ten wiek bardzo dojrzale grać.
Żałowałem, że zadecydowano o jego transferze. Też gdzieś tam z boku były jakieś homofobiczne tweety do Luisa Enrique, może to też miało jakiś wpływ. Szkoda.


-
2017/11/19 21:37:17
Czyli jeden bandyta sprzedał zabawkę drugiemu. Nic nowego.

Coraz trudniej się interesować klubowym futbolem...
-
2017/11/19 23:29:14
Interesować może nie, ale ekscytować na pewno trudniej, odkąd pożarła go globalna wioska.
-
2017/11/20 00:16:28
Ale globalna wioska umożliwiła oglądanie dowolnie wybranego meczu. I ja to robię, a resztę staram się olewać. Chociaż czasami bywa to trudne.
-
2017/11/20 03:40:12
jeśli Milan nie awansuje do elity. A nie awansuje

Droga ManUtd sprzed roku: Saint-Etienne - Rostow - Anderlecht - Celta Vigo - Ajax.
Da się zrobić.
-
2017/11/21 00:19:00
"Aha, jego brat i ojciec odsiedzieli wyrok za oszustwo."

Winny!
-
2017/11/21 08:54:43
@sibelkacem
Jonghong Li był ich wspólnikiem, uczestniczył w tym samym procesie, ale nie został skazany. Daje to jednak pewne wyobrażenie o środowisku biznesowym, w jakim się obraca. Może i mogłem to dopisać, ale właśnie dlatego wkleiłem link, że nie chciałem wszystkich szczegółów tu wsypywać, za dużo ich.