Blog > Komentarze do wpisu

Liga Mistrzów. Koniec dnia świstaka

Liga Mistrzów, Real Madryt, FC Barcelona

Real Madryt jest jak śnięty. Anemicznie wyglądają tam niemal wszyscy, od Cristiano Ronaldo, który strzela skandalicznie rzadko, po Toniego Kroosa, któremu zdarza się podawać piłkę ze skandaliczną kilkunastometrową (!) niecelnością. Widzimy uwiąd w grze, widzimy zniechęcenie w mowie ciała zawodników. Są wyzuci i z błyskotliwości, którą mieli w szczytowych momentach – jak fenomenalna druga połowa finału Ligi Mistrzów czy początek bieżącego sezonu – i z zaciekłej, ofiarnej niezgody na porażkę z czasów, gdy ratowali punkty w ostatnich sekundach. Dlatego obrywają od Girony, urywają ledwie punkcik w dwumeczu z Tottenhamem.

Nic dziwnego, już za PRL-owskiego dzieciństwa dzieciństwa Anna Jantar śpiewała mi z radia, że nic nie może wiecznie trwać. A piłkarze Realu wiosną wyrządzili Lidze Mistrzów krzywdę. Ośmielili się, szubrawcy, wygrać ją dwa razy z rzędu.

Jakże wyjątkowymi czyniła te rozgrywki niemożność – ciągnąca się od blisko trzech dekad – obronienia trofeum! W lidze hiszpańskiej, niemieckiej czy angielskiej, w ogóle we wszystkich krajowych, notorycznie ktoś potrafi utrzymać panowanie. Ligą Europy piłkarze Sevilli rządzili trzy sezony z rzędu. Reprezentacja Hiszpanii obroniła złoto mistrzostw kontynentu ledwie pięć lat temu. Ba, rozejrzyjmy się po innych sportach. Koszykarskiej NBA, hokejowej NHL, turniejach siatkarskich, a niech tam, przerzućmy się nawet na sporty indywidualne – tenisowe Szlemy, igrzyska lekkoatletyczne, wyścigi kolarskie. Wszędzie w tym okresie faworyci umieli sprostać roli faworytów na tyle, by wygrywać seryjnie. Tylko nie w Lidze Mistrzów, najbardziej nieprzewidywalnych – z perspektywy finałowej – rozgrywkach w wielkim sporcie.

Przez ćwierć wieku z okładem nikt nie umiał, aż zjawił się Real Madryt. Cristiano Ronaldo, snajper bardzo wyborowy. Szatnia bogatsza w talent niż kiedykolwiek wcześniej w królewskim klubie – jak głosi legenda. Zinedine Zidane, mój ulubiony piłkarz XXI wieku obok Juana Romana Riquelme, w roli trenerskiego superdebiutanta. Podeptali tradycję, odebrali Champions League jej wyjątkowość.

A dzisiaj wygląda na to, że uruchomili lawinę. Lawinę zdarzeń nowych. Bo Liga Mistrzów nieobliczalna była tylko tym jedynym względem – wyłaniała zawsze innego triumfatora. Poza tym żyliśmy w dniu świstaka. Wiadomo było, że wszystkich porozstawiają po kątach Hiszpanie, którzy w fazie grupowej nazdobywają miliony punktów i bramek; że pochichramy się z Anglików, którzy wypadają tym żałośniej, im więcej inwestują w transfery; że Arsenal wyleci z hukiem w 1/8 finału; że za tytułem króla strzelców uganiają się tylko Messi i Ronaldo, ewentualnie próbuje podokazywać Lewandowski; że kluby położone na wschód od Monachium już jesienią co najwyżej statystują.

Aż tu nagle, naprawdę znienacka, obudziliśmy się gdzie indziej. Pętla czasu się zamknęła. Dzień świstaka się skończył.

Real ledwie łazi, manto spuszcza mu nawet Tottenham, czyli drużyna znana jako jamniki schowane pod szafą.

Atlético daje kanonadę, jakiej świat nie widział (35 strzałów w meczu, najwięcej od sezonu 2003/04!), jednak nie umie ani razu złamać oporu mistrzów Azerbejdżanu.

Barcelona ucieka reszcie stawki w lidze hiszpańskiej, ale od wiosny – rozpoczętej odpadnięciem już w ćwierćfinale z Champions League, zakończonej niezdobyciem tytułu w kraju – nie uciekła od nastroju schyłkowego, zresztą bezbramkowe remisowanie w Pireusie to wybryk wybitnie nie w jej stylu.

Hiszpańscy giganci nie tylko gubią punkty, oni atakują ze słomianym zapałem, duet największych strzela liche 1,88 gola na mecz, przy średniej z minionych edycji obracającej się wokół trzech bramek na kolejkę.

Niemieckie kluby też zachowują się niepoważnie, do wiosny ostanie się niemal na pewno jedynie Bayern, który nawet nie awansuje z pozycji lidera.

Gromadnie rozrabiają za to piłkarze klubów angielskich, którzy w ostatnim sezonie zdobyli w fazie grupowej 60 proc. punktów, a w przedostatniej – 58 proc., by tej jesieni uzbierać 82 proc.

Na szczycie rankingu snajperów pręży się Ronaldo, ale za nim czai się Harry Kane (żaden Anglik nie strzelił w tych rozgrywkach pięciu goli od sezonu 2009/10, gdy Anglia wciąż wierzyła w Wayne’a Rooneya!), Mohammed Salah, Wissam Ben Yedder czy Cenk Tosun. Żeby dojrzeć na liście nazwisko Messiego, trzeba się głęboko schylić, a poszukiwanie Lewandowskiego grozi połamaniem kręgosłupa – wyturlał jedną bramkę, z rzutu karnego.

Wreszcie jak banda Schwarzeneggerów i Stallone’ów szaleją – porównanie popkulturowo uzasadnione, o czym napisałem tutaj – niezniszczalni zawodowcy Besiktasu Stambuł, który nigdy dotąd nie wychynął z grupy, a teraz zamierzają ją wygrać.

Trochę się dzieje, prawda? Coś dziwnego się dzieje, prawda? Ktoś narwany krzyczyłby już wniebogłosy, że stara hierarchia się chwieje, wkrótce zastąpi ją nowa, oto idzie przyszłość zupełnie inna niż przeszłość. Ja byłbym tu ostrożny, mam wrażenie, że nastała chwila – nie wiadomo, czy dłuższa, czy krótsza – bezkrólewia. Niby wiadomo, kto prowadzi w jakiej tabeli, ale w ścisłej czołówce trudno wskazać kogokolwiek zasypywanego za poziom gry bajecznymi komplementami, a dziennikarze sportowi, jak wiadomo, potrafią rozrzucać je bez umiaru. Po prostu nikt nie gra dobrze, nawet zwycięzcy. W kryzysie tkwi Bayern, z zapaści jeszcze głębszej muszą się wygramolić Atlético i Real, Barcelona to już w ogóle ma się bezpowrotnie zawalić, Juventus musi sobie radzić ze zdemontowaną defensywą, rozchwiana Chelsea pewnie wkrótce wykopie trenera, Manchester United męczy minimalizmem. A chwalone Napoli – słusznie, pięknie przygrywają! – zaraz z Ligi Mistrzów wypadnie, więc nie ma znaczenia, że chwalone.

Na szarym tle wyróżniają się Paris Saint-Germain, które pomimo wojny domowej imponuje wydajnością i mknie po najlepszy dorobek fazy grupowej w dziejach rozgrywek, oraz Manchester City, który zachwyca stylem. Wielu doda: „o zgrozo”, ponieważ mówimy o klubach rządowych, ich szefowie Nasser al-Khelaifi i szejk Mansour – są zarazem ministrami rządów Kataru oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przed sezonem zastanawiałem się, czy wreszcie rzucą wyzwanie starej oligarchii, a teraz sobie myślę, że finał z przynajmniej jednym z nowobogackich harmonijnie rymowałby się z przyszłorocznym mundialem u Putina, którego gospodarcza broń, Gazprom, sponsoruje Ligę Mistrzów. Zwłaszcza że finał rozegrany zostanie nieopodal rosyjskich włości, na stadionie olimpijskim w Kijowie...

czwartek, 02 listopada 2017, rafal.stec
Komentarze
2017/11/02 10:50:32
Noł, noł, zaczekajmy do wiosny.
Real wyglądał wczoraj jak na Łazienkowskiej.
-
2017/11/02 11:36:50
Na faworytów wysunęli się City z PSG, ale tak bywa z "żelaznymi jesiennymi faworytami", że niekoniecznie na wiosnę błyszczą. City faktycznie zrobiło postęp, ale to Guardiola, zapaść na etapie półfinałowym nie powinna nikogo zdziwić xD PSG jest mocniejsze o gwiazdy, ale nie zespół. Mam wrażenie że środek pola nie jest tam na najwyższym poziomie, jeden Veratti tyle jakości nie da. Nawet z podzielonym i zdemoralizowanym Bayernem, PSG środka wygrać nie umiało. Myślę że nie ma co się tak dać zaślepiać wynikami. Są mocni, ale nie aż tak.

Real ma syndromy zblazowania i "spełnienia" po poprzednim sezonie. Sam mecz był długi czas wyrównany, przechylił na szale Tottków gol ze spalonego, potem rykoszet. Ale nie ma co zwalać na "elementy losowe" bo one w piłce niemal stałe, Królewskim wychwalanym za atmosferę w szatni(for some reason) zabrakło team spiryt.

Mamy też możliwe pożegnanie z niedawnymi sensacjami, zarówno Borussia jak i Materace wyskoczyły wysoko, do samych finałów, ale zdają się wracać tam skąd przybyli. W wypadku Atletico, nie będę tęsknił.

Restauracja klubów Angielskich, przy ich finansowej przewadze, wydawała się kwestią czasu. Gdy do wielkich środków dołączyli wielcy trenerzy, zaczęło się to powoli zazębiać. No i wypada powitać potencjalnie nowego członka w tym panteonie - Maurycy'ego. Ale z oficjalną ceremonią musimy poczekać, aż wygra jakieś trofeum xD
-
2017/11/02 11:50:43
Realowi paradoksalnie zaszkodził początek sezonu, gdy wygrali dwa Superpuchary a Barcelonę zdominowali jak nigdy w XXI wieku. I zeszło powietrze, wszyscy tak uwierzyli w swoją wielkość, ze snują się po boisku bo są przekonani o swojej przezajebistości, a mecze się same wygrają talentem. To, plus brak jakościowych transferów, świerzej jakościowej krwi i generalnie brak napastnika i fatalne zarządzanie Zidane w trakcie meczy (złe, albo spóźnione zmiany). Poza Isco i ewentualnie Hakimim wszyscy grają piach. Mentalnie są na poziomie kreta na Żuławach. Kojarzycie, aby Barca oddała mecz, w którym pierwsza strzeliła bramkę? Jak już poczuje krew to koniec. A ile takich punktów wypuścił Real? To właśnie kwestia mentalności
-
2017/11/02 13:13:06
Faktycznie się zamieszało. Z czterech drużyn, które ostatnio regularnie oglądam (również w ligach) Borussia, Monaco i Napoli są już chyba za burtą LM. Na krajowych podwórkach, chociaż sobie jeszcze radzą, też nie zachwycają, tak jak do tego nas przyzwyczaiły. Z uporem powielają najlepsze rozwiązania z przeszłości, na które rywale już wynaleźli patent, a one ciągle jeszcze tego nie zauważyły.
A angielskie drużyny, to w tym sezonie jakiś szok. Dlatego sobie wczoraj nawet pożartowałem z klątwy Rafała. Sposób w jaki najpierw City przejęło kontrolę nad Napoli, a w drugiej połowie gry fragmentami wręcz zdominowało rywala, musi budzić najwyższe uznanie.
-
2017/11/02 20:46:42
Wszystko wskazuje na to, że Real wygra LM. Rok temu grał podobnie, tyle że w końcówkach ładował Ramos albo ktoś inny. Kiedyś pytałeś Rafał, na czym polegał rzekomy fart Zidana. Ano właśnie na tym, że gdy wiosną zeszłego roku grali tak samo jak w tym roku, zawsze udawało się psim swędem coś wepchnąć. Teraz się nie udaje, bo ten trener od wychowania fizycznego pewnie znów trochę przeszarżował. Ale spokojnie, wiosną w LM znów Ronaldo będzie fruwał, bo za 4 mecze się teraz dostaje złotą Piłkę. I on w te właśnie mecze celuje.

Z Ligi angielskiej wybornie, jak co roku, prezentuje się mistrz Anglii
-
2017/11/02 21:12:20
To się z majorem zgadzam, grali tak samo, sam CR przez 2 m-ce pierwszy do zmiany. Efekt Pintusa, skoro z takiej kadry nikt nie jest w formie, Kroos nie potrafi na kilkanaście metrów celnie podać, a krosów nawet nie próbuje. Próbują inni, którzy też potrafią, ale nie im nie wychodzi, Marcelo wygląda jak z klubu kokosa etc. Wypisz wymaluj polska drużyna w pierwszych sparingach po zimowej orce.
@andrzej.jaworski
Na superpuchary to ich ten Pintus akurat wyszykował. Wtedy to Barca była zajechana.
-
2017/11/02 21:14:39
Za rok zobaczymy w LM Icardiego. Nie ma się co za bardzo podniecać, ale to jednak jest piłkarz o jakości niebywałej, tylko że funkcjonował do tej pory w drugim obiegu.
-
2017/11/02 22:05:09
"Ale spokojnie, wiosną w LM znów Ronaldo będzie fruwał, bo za 4 mecze się teraz dostaje złotą Piłkę. I on w te właśnie mecze celuje."
W 1986 za 4 mecze zostawało się legendą, mistrzem świata i (chyba) niekwestionowanie najlepszym piłkarzem świata. A w 2008 podobny splendor za 9 i pół sekundy biegu. Dzisiaj trudniej? ;/
-
2017/11/02 23:33:52
Rozbrajają mnie takie wynurzenia jak Pana Majora. Polecam się zapoznać ze statystykami, Real jest drużyną która wykreowała najwięcej i najlepsze okazje w La Lidze. Współczynnik xG(goli spodziewanych) przewyższa Jakże Wspaniale Dysponowanego Lidera. A mówimy o Realu w powszechnej opinii grającym nieprzerwanie fatalnie.

O błędach sędziowskich na niekorzyść Realu, nie ma co się rozwijać, jeśli jakaś duża firma(Real, Barca, Bayern etc.) nie zdominuje rywala totalnie, to nikomu nie przeszkadza, jeśli sędzia pomyli się raz czy dwa na niekorzyść rozczarowującego giganta. Nikogo nie rusza, że Girona strzela zwycięskiego gola ze spalonego, że Tottki otwierają wynik spaloną akcją, że Valencii upiecze się karny etc. Błędy i wielbłądy tak spowszedniały, że nikogo to już nie obchodzi.

Real gra jesień poniżej oczekiwań, fakt. Przede wszystkim poniżej oczekiwań gra "najlepszy piłkarz świata" który na 40 strzałów trafia raz. Przy jego choćby przyzwoitej dyspozycji(choć wczoraj, żeby było zabawnie, był chyba najlepszy z Realu) strzeleckiej, też mówilibyśmy o "psim swędzie"? Naprawdę złe mecze rozegrał dwa - z Gironą i Betisem, wczoraj był rozczarowujący, ale jednak nie zły, po prostu gorszy od znakomicie grającego rywala(nie umniejszajmy Tottenhamowi). Do przygotowania formy można będzie mieć zarzuty na wiosnę, gdyby nadal tak to miało wyglądać. Teraz gorszym problemem są kontuzje, odejście Olmo nie rozwiązało sprawy, z urazami wypadali Benzema, Bale, Marcelo(tu nikt nie widzi przyczyn złej formy?) Kovacić, Navas, Varane, Dani(choć trochę inne przyczyny). Plaga urazów, może w tym uwidacznia się obecny "brak farta" Zidane'a.

Naprawdę przerasta moje możliwości poznawcze, jak można takie "argumenty" uskuteczniać. Zidane leci na farcie, Guardiola prowadzi samograje, Ronaldo strzela tylko z karnych, a Messi musi potwierdzić klasę w innej lidze. Ból pod plecami osobników którzy tym wymachują jest aż tak ogromny? Najlepsza jest ta plemienna hipokryzja, gdzie takie niskie i kłamliwe tezy wymierzone w "ulubieńca" są złe, be i okropne, ale taki kali(major) nie ma problemów by wymierzyć analogiczne pomyje we wrogi obóz. Niedobrze się robi.
-
2017/11/02 23:36:34
Errata
*"Naprawdę złe mecze Real rozegrał dwa(...)"
-
2017/11/03 01:27:24
Panie Rafale, w NHL to akurat obrona tytułu miała miejsce pierwszy raz od 20 lat.
Jak Pan pisze o czymś, na czym Pan się nie zna, to źle to Panu wychodzi.
Ale dziękuję za zwrócenie uwagi, że coś się dzieje, może się zainteresuję. Chociaż to i tak na razie tylko 4 serie, a najważniejsza wiosna. Aczkolwiek Real to się już nawygrywał, a Ronaldo 20;latkiem nie jest, więc tu można liczyć na zmianę.
-
2017/11/03 09:54:58
"za cztery mecze teraz dostaje się Złotą Piłkę"

Na przykład w 1992 dostawało się za jeden mecz.
-
2017/11/03 09:58:42
Szatnia bogatsza w talent niż kiedykolwiek wcześniej w królewskim klubie jak głosi legenda.

Uważam że szatnia z Ronaldo Luisem Nazario de Limą, Raulem, Zidanem, Figo, Beckhamem, R.Carlosem itd. była dużo bogatsza w talent od tej obecnej, choć niekoniecznie stanowili lepszy zespół. Moja subiektywna ocena.

Co do Hiszpanów w LM... W 1/8 stawią się prawdopodobnie w 3/4 i kluczowa będzie forma na wiosnę. Wiadomo truizm. Niemniej jednak, chyba dla każdego jest jasne że dzisiejsza Barca to nie jest "ta" Barca. Real syty i ciężko będzie o sukces. Co do innych zespołów to Bayern zalicza powolny regres z sezonu na sezon, Juve też wydaje się ciutkę słabsze niż rok temu. Ale i tak chyba nikogo z nas by nie zdziwiło jakby któryś zespół z tej grupy wygrał Ligę Mistrzów w tym roku. Nie wiem czemu, ale jakoś nie wierzę w zblazowane PSG, ani w City, choć na pewno są (jak to ktoś nazwał wyżej) "jesiennymi faworytami".
-
2017/11/03 11:51:13
@grzespelc
Panie Rafale, w NHL to akurat obrona tytułu miała miejsce pierwszy raz od 20 lat.
Jak Pan pisze o czymś, na czym Pan się nie zna, to źle to Panu wychodzi.


To chyba dość uniwersalna zasada, każdemu, kto pisze o czymś, na czym się nie zna, pisanie o tym źle wychodzi. Ale ja nie pisałem tu o tym, na czym się nie znam. Sprawdziłem wyniki we wszystkich spośród przywołanych rozgrywek, co do których miałem wątpliwości, i wyszło mi, że nigdzie nie czekano na obronę trofeum 27 lat, jak w piłkarskiej Lidze Mistrzów. W NHL to było, doprecyzowując, 19 lat. Wszystko jest OK, niczego nie poprawiam.
-
2017/11/03 11:56:33
Z City to trochę takie "na dwoje babka wróżyła". Można oczywiście do nich podejść jak kolega 0twojastara w jednym z postów wyżej, bo "to Guardiola" i każdy, kto pamięta rok 2012 oraz wszelkie inne "zwałki" drużyn Pepa w nieodpowiednich momentach, może przytaknąć. Z drugiej strony, w takim 2009 roku nic mu się nie "rozwaliło" po drodze. A City zdaje się (wreszcie - trzeba chyba rzec w przypadku trenera, któremu przypisywany jest taki kaliber przez ogół wszelkiej maści ekspertów) funkcjonować jak machina. To nie jest już drużyna z zeszłego sezonu - "pięknie pogramy, narobimy statystyk posiadania, a czasem też sytuacji, a jak stracimy gola, to coś w nas pęknie". To jest drużyna, dla której nie jest istotne, czy to Stoke czy Napoli. Nawet nie jest istotne, czy punkcik im styka do awansu do następnej rundy. Aplikują każdemu to samo prawie w każdym meczu. Pewnie, że zdarza im się popełniać błędy w defensywie i niektóre mecze, jak ostatni ligowy, wciąż dają wyniki średnio pasujące do przebiegu gry i zdarzają się nerwówki na tzw. "własne życzenie". Tylko to wszystko nie takie kosztowne już. Właśnie niemal wyrzucili Napoli z LM. W jasnowidzu bym dał chyba odpowiedź "tak", gdyby pytanie było o finał. Kwestia jeszcze, z jakim tuzem i w jakiej fazie się będą mierzyć.

Paradoksalnie nawet ten wzgardzony ostatnio Mou i "kunktatorski", mało błyskotliwy Man United jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

W każdym razie nie mam wątpliwości, że jakiś angielski renesans klubowy ma miejsce. Guardiola, Mou, Pochettino, Klopp, Conte też, a nawet taki Marco Silva. Oni wszyscy ciężko orają ten krajobraz już go lekko przeorali na dobre. Prymat wciąż daję La Liga, ale za niedługo może niewiele brakować tej EPL.
-
2017/11/03 12:08:22
Przepraszam za tę wstrętną potoczną i nieprawidłową formę. Orzą rzecz jasna. Z pomocą dużej kasy oczywiście, ale mimo wszystko.
-
2017/11/04 11:55:16
Otóż - poczekać do wiosny. Ona może wyjaśnić, czy na Bernabeu nie znaleźli tzw. złotego środka.
-
2017/11/04 12:03:00
PS. Otóż TO*
-
2017/11/05 00:51:20
@rafalstec
"Wszędzie w tym okresie faworyci umieli sprostać roli faworytów na tyle, by wygrywać seryjnie."
No więc nie, w NHL nie.
-
2017/11/05 17:43:03
@grzespelc
No więc tak, w NHL tak. O co właściwie chodzi?
-
2017/11/06 13:09:54
Real ma najlepszego obrońcę na świecie i najlepszą drugą linię w klubowej piłce. Plus : ma stabilny skład. PLus 2 z rzędu wygrane w LM, dzięki którym ta konkretna grupa ludzi zyskała wiarę w kolektyw, który tworzą i spokój, ktorego nie naruszą jakieś przejściowe problemy na jesieni.

o ile nie wiadomo, co na wiosnę będzie grało City, o tyle wiadomo, ze Real w dwumeczach LM będzie wciąz zespołem bardzo trudnym do ogrania.

stabilny skład to wielki atut w ważnych momentach sezonu, bo pod presją liczy się wzajemne zaufanie i sprawdzone schematy zachowań, i pewien kłopot w sekwencjach mniej istotnych, bo kiedy presja jest nieco mniejsza, pojawia się znużenie wzajemnym towarzystwem i mechanizm sie zacina, czasami brak mu świeżych bodźców.

wiosną będą takie bodźce. zespół, który wygrywa 2 razy z rzędu LM musi mieć problem ze skupieniem na meczach z jakąś Gironą albo nawet w grupie LM z niezłym Tottenhamem.

swoją drogą, w 1 meczu z Hotspur Real zmarnował kilka kapitalnych okazji, a gola stracił po strzale samobójczym. Kane naciskał w tej sytuacji, brawo dla niego, ale mimo wszystko obrońca mógł się zachować lepiej.

W rewanżu Real zabral się do roboty przegrywając 0-3. ofk cięzko było odrobić takie straty, ale jednego gola zdobyli, dośc łatwo konstruowali akcje, panowali w środku pola, a Tottenham naprawdę nie spoczął na laurach, biegał w obronie z dużą intensywnością. I mimo to był z gruntu tłem dla Realu. wg mnie, oznacza to tylko tyle, ze Real potrzebuje stawki i presji, żeby zacząć grać tak jak potrafi. Mecz z Gironą czy nawet Tottenham, to żadne wyzwanie dla zespołu, który wygrał już wszystko i to po 2 razy.

Zidane ma teraz 2 wyjścia, a w zasadzie ma tylko jedno : musi grać tym składem do końca sezonu. Mógłby zacząć zmieniać, wprowadzać nowe rzeczy, nowych ludzi, ale toby było wbrew kanonom. Drużyny zwycięskiej się nie zmienia, do momentu gdy przegra.

Besiktas ma w grupie Porto, składane na nowo MOnaco i Lipsk, to chyba najsłabsze zestawienie w tej edycji LM. jak wyjdzie z 1 miejsca, to będzie wymarzonym celem dla każdego rywala w 1/8

Chelsea pewnie jednak trenera nie wykopie. lepiej przegrać z Conte, który wie co robi i ma sprawdzone metody działania, niż lekkomyślnie się go pozbyć przy okazji jednego czy drugiego przegranego meczu.

Angielskie kluby generalnie więćej zdrowia i energii poświęcają na swoje ligowe mecze, dla nich sukcesy w najlepszej lidze świata są tak samo ważne, albo nawet ważniejsze niż w LM. cięzko zachować wiecej sił od rywali, skoro każda ligowa potyczka kosztuje mnóstwo zdrowia, bo nikt w PL nie wychodzi po to by się zamykać na własnym polu karnym, nawet ostatnie zespoły w tabeli zazwyczaj grają o zwycieśtwo, a nie jak najmniejszy wymiar kary. Nieco inaczej niż rywale Barcy, Realu czy PSG.

tutaj zdecyduje jak angielskie teamy LM rozłożą siły. teraz mają ich dużo, wiec starcza na ostrą grę na obu frontach, wiosną w dwumeczach LM może być trochę mniej rózowo.

atut to świetni trenerzy, możliwe że odpowiednio motywując i taktycznie ustawiając swoje teamy zniewelują nieco możliwą przewagę rywali.

zwłaszcza psychiczną, bo mało kto o tym mówi, a gra na max koncentracji, pod max presją kosztuje mnóstwo zdrowia, wypompowuje. Angielskie teamy grają na max co 3 dni, nie ma łatwych gier, wiosną brakuje tej świeżości, nie ma się z czego odbić w dwumeczach z rywalami pt Bayern czy Barcelona, ktore w swoich ligach, nawet będąc w kryzysie, mają wciąz przewagę tak dużą, że na 100 % zawsze grać nie muszą, choć poniżej pewnego wysokiego poziomu ofk też nie schodzą.

imo, na wiosnę to psycha, głowa, liczy się bardziej niż nogi. Profesjonaliści są tak wytrenowani, że róznice techniczne, motoryczne są znikome, taktyka też generalnie sprowadza się do totalnej gry, w której wszyscy bronią i wszyscy atakują, róznica polega na tym, ile kto ma świeżości mentalnej.

to ona decyduje o tym, ze w decydującym momencie meczu ktoś szybciej myśli, podejmuje lepszą decyzję albo robi bład na wagę odpadnięcia wynikajacy po prostu ze zmęczenia mózgu.
-
2017/11/06 13:44:07
PSG potrzebuje jakosci w środku pola, bo jak przyjdzie do walki w dwumeczu, to bez odzyskiwania odpowiedniej ilości piłek przez drugą linię ten szybki i wirtuozerski atak nie złapie żadnego rytmu gry i nic nie wskóra. mają armaty, nie mają pracusiów, a jak mają pracusiów, to nie dośc dobrych. Moze to się jeszcze dotrze do wiosny, paru gości zrobi postępy. moim zdaniem, jeśli w tym sezonie znów Verratti ulegnie kontuzjom i opuści kluczowe mecze albo zagra i znów wypadnie tak jak w 1-6 vs Barcelona, to PSg powinno go sprzedać, póki jest jeszcze coś wart. Co to za pożytek z ponoć świetnego zawodnika, który w kluczowym momencie sezonu, definiującym ten sezon, albo zawodzi albo znów nie może grać, bo zdrowie ma zbyt wątłe ?

UNited to jest ciekawostka. przy odpowiedniej ekonomii w zakresie szafowania siłami graczy, mogą zajśc najdalej z angielskich teamów bo Mourinho to jest najlepszy specjalista od rozgrywania dwumeczów pucharowych. w pojedycznych, ligowych, grach zdarzają mu się wpadki straszne, ale jak przychodzi dwumecz, to jest w swoim żywiole.

wg mnie, nie ma lepszego od niego trenera w analizowaniu pierwszego meczu i na tej podstawie ustalaniu taktyki na drugi. No i ma swoje zdolności wpływania na morale graczy. Albo robi z nich wojowników albo sabotażystów. Póki co, w United chyba bardziej idzie to w kierunku tej pierwszej wersji wydarzeń.

w zespole jest jeszcze Zlatan, a to ofk obniża szanse MU w sposób dośc znaczący, bo wiadomo,. że dopiero odejście ZLatana powoduje, ze wzmocniony w ten sposób zespół wygrywa Lm : jak INter, jak Barca, jak jedną nogą PSG :] a United podpisał z nim nowy kontrakt - cóż, moze nie wierzą w takie wyliczanki, ale to tylko niekorzystnie o nich świadczy, bo cudowne właściwości pewnych prawidłowości są w futbolu rzeczą kluczową.

w sumie, największą sensacją będzie ewentualnie odpadnięcie Atletico, które tak się stroiło bardziej-ofensywnie, ze postradało chyba swoją tożsamość i chcąc wygrywać goleadami na wiosnę w ćwierćfinałach i półfinałach LM, może w ogole nie wejsć do fazy pucharowej bez swoich klasycznych wybieganych i wyślizganych małych zwycięstw mierzonych litrami wylanego potu i powiększonymi żyłami na czole. W sumie, szkoda by bylo, ale i ciekawie, bo przyjdzie czas na zmiany i pan trener, dotąd nietykalny i uwielbiany, będzie musiał zdecydować jaki wariant gry będzie preferował.

Bayern pozbył się już największego problemu, teraz moze być tylko lepiej, ale muszą wrócić wszyscy ważni gracze, czyli przede wszystkim Neuer, bo jak nie ma go w bramce, to wszyscy chyba odczuwają ten brak. mental leadership, to też niedoceniana częśc futbolu. Niby bramkarz jest od tego, zeby łapać strzały i co najwyzej podawać dobrze nogami, ale jak bramkarz jest jednym z naj piłkarzy swiata, mistrzem świata i w ogole graczem z autorytetem, to jego brak odbija się na całym zespole. MOzna analizować posiadanie piłki, decyzje napastników, poziom kreatywności skrzydłowych, ale jak nie ma kogoś tak ważnego, to zawsze analiza ta będzie uboższa o czynnik niewymierny w postaci nieobecności "przywódcy duchowego".

pozostaje jeszcze Juventus, on akurat nie czeka na powrót liderów, bo się ich pozbył. Bonucci i Alves, to byli, wg mnie, 2 z 3 najlepszych gtraczy całej LM w ub sezonie [dałem tego dowód w którymś z postów]. jak się zespół pozbywa dwóch takich zawodników, to musi cierpieć. Mozę w lidze jakoś się to uda załatać, ale w LM w dwumeczu zabraknie tych dwóch filarów.

w sumie, bardzo szkoda, że nie wytrzymali jeszcze jednego sezonu w tym zestawieniu, w tym roku mieliby dużą szansę zagrać w finale. A tak, mam nadzieję się mylić, ale kto wie, czy najciekawsze wątki dot. Juve nie będą dotyczyć nie tyle ich błyskotliwych sukcesów w LM, co spekulacji nt Paula Dybali, który moze zostać nowym najdroższym graczem swiata. Plus, ofk znów wszyscy będą ściskać kciuki za Buffona, zeby przegrał z fasonem.

underdog ?
Napoli ? Tottenham ?
-
2017/11/07 10:57:50
Wg mnie nie ma co się śpieszyć z ocenami realu, zaczekajmy jak się rozwinie sytuacja w ich przypadku. Chociaż zgadzam się z tym że są mega anemiczni.