Blog > Komentarze do wpisu

Polska drużyna, która nie przegrała nigdy

siatkówk, mistrzostwa świata juniorów. Fot. FIVB

Wszyscy znamy ponurą legendę o sportowcach młodych zdolnych, którzy nie dojrzewają na spełnionych dorosłych, ale akurat mistrzostwo świata juniorów zdobyte przez polskich siatkarzy rokuje doskonale.

Kiedy wzięli je w 1997 r. w Bahrajnie, to potem ich pokolenie – najsławniejsze nazwiska: Piotr Gruszka, Paweł Zagumny – przeżyło swój szczyt w 2006 r., zdobywając srebro prawdziwego mundialu. A kiedy wzięli je w 2003 r. w Teheranie, to potem ich pokolenie – najsławniejsze nazwiska: Michał Winiarski, Mariusz Wlazły – wzbiło się na szczyt w 2014 r. zdobywając złoto prawdziwego mundialu. (Oczywiście wszyscy wymienieni grali także razem i nasza reprezentacja, będąca w sporej mierze miksem przedstawicieli obu generacji, uzbierała jeszcze trochę innych medali).

Skoro zatem dzisiaj Polacy wygrali w Brnie juniorskie MŚ 2017, to mamy powody oczekiwać, że w następnej dekadzie pooklaskujemy kolejny skok na podium prawdziwego mundialu. Przyzwyczailiśmy się, że nasze siatkarskie pisklęta pięknieją z czasem na skrzydlatych mistrzów.

Grupa, która rozbiła przed chwilą Kubę, jest jednak szczególna. Nie dlatego, że tworzą ją młodzieńcy charakterni, czupurni – czasem aż nazbyt – i generalnie nakazujący podejrzewać, że wyrosną na sukinsynów, których wolałbyś mieć po swojej stronie siatki. I nie dlatego, że  jej liderem został akurat Jakub Kochanowski – jak na pozycję środkowego konusowaty (199 cm), a jednak rozstrzygający o wynikach, zdolny uzbierać najwięcej punktów w zespole (patrz sobotni półfinał z Brazylią). Nie, reprezentację z rocznika 1997 (z niewielką domieszką rocznika 1998) wyróżnia to, że nie przegrywa nigdy. W sensie ścisłym – nigdy.

Ponoć dzisiejszy finał był 50. meczem, jaki rozegrała. Piszę „ponoć”, bo w siatkówce niełatwo ustalić podstawowe fakty, archiwa porównywalne z piłkarskimi czy koszykarskimi nie istnieją, granice między towarzyskimi meczami oficjalnymi a nieoficjalnymi bywają płynne. Polegam więc na ludziach, którzy doliczyli się właśnie 50. spotkań. W komplecie zwycięskich.

Do fundamentalnych danych mamy jednak dostęp. Otóż Polacy zdobywali kolejno mistrzostwo Europy kadetów, mistrzostwo świata kadetów, mistrzostwo Europy juniorów oraz mistrzostwo świata juniorów, a także triumfowali w turnieju na olimpijskich festiwalu młodzieży Europy. I te mecze, finałowe oraz eliminacyjne, są już udokumentowane, zresztą niektóre zdołałem nawet obejrzeć.

3:0 z Białorusią, 3:0 ze Słowacją, 3:2 z Włochami, 3:0 z Danią, 3:1 z Rosją, 3:0 z Francją, 3:0 z Serbią, 3:0 z Turcją, 3:1 z Włochami, 3:1 z Bułgarią, 3:1 z Iranem, 3:0 z Chile, 3:0 z Chińskim Tajpej, 3:1 z Japonią, 3:0 z Chinami, 3:1 z Iranem, 3:2 z Argentyną, 3:0 z Czechami, 3:0 z Bułgarią, 3:0 z Danią, 3:0 z Węgrami, 3:0 z Niemcami, 3:2 z Francją, 3:0 z Ukrainą, 3:0 z Niemcami, 3:1 ze Słowenią, 3:0 z Bułgarią, 3:1 z Rosją, 3:1 z Ukrainą, 3:0 z Marokiem, 3:0 z Czechami, 3:0 z Kanadą, 3:2 z Chinami, 3:0 z Kubą, 3:2 z Iranem, 3:2 z Brazylią, 3:0 z Kubą – oto trwająca trzy lata podróż naszych młodych siatkarzy przez 37 zwycięstw w meczach o stawkę. To się nie zdarza nie tylko w polskim sporcie, to wyczyn na skalę globalną.

Nigdy się nie zagapili, nie ulegli zmęczeniu, nie dopadła ich skazująca na porażkę chandra. W akcji wyglądają nie tyle na pewnych siebie, ile na bezczelnych. Kiedy w sobotę patrzyłem, jak pomimo prowadzenia 2:0 w setach pozwalają Brazylii wydłużyć walkę o tie-breaka, nawet przez ułamek sekundę nie wątpiłem, że wypełnią misję. A dzisiaj, kiedy w drugiej partii urządzili sobie demolkę chyba nie dość sugestywnie odzwierciedloną wynikiem 25:10, zrobiło mi się Kubańczyków zwyczajnie szkoda.

Oglądałem już taki finał mundialu. Dorosłego mundialu – przed 11 laty w tokijskiej hali Yoyogi Polacy też nie odebrali Brazylii nawet seta, a w drugim uciułali 12 punktów. Byliśmy dla nich wyrozumiali, w końcu zderzyli się z supergrupą uchodzącą za najwspanialszą w dziejach dyscypliny. A tamten turniej był jej opus magnum, odleciała wówczas na swój szczyt.

Nie chcę porównywać siatkarskich dzieciaków do gigantów sportu, ale zdaje mi się bardzo budujące, że trafiło nam się pokolenie, które nie wie, co to znaczy przegrać. Któremu starcia z potęgami, Brazylijczykami czy Rosjanami, kojarzą się wyłącznie przyjemnie. Które finał właściwie odfajkowuje. I które na czterech imprezach mistrzowskich bierze cztery złota.

Znawcy wyczynowego sportu często podkreślają, jak ważne bywa przyzwyczajenie do wygrywania. Poczucie, że wygrywanie to stan naturalny. Jeśli się nie mylą, to mamy juniorów zbratanych ze zwyciężaniem tak bardzo, że bardziej się już nie da.

niedziela, 02 lipca 2017, rafal.stec
Tagi: siatkówka
Komentarze
2017/07/02 21:00:16
Chciałbym zobaczyć mecz tych sukinkotów (btw - uważam, że "sukinkot" jest ładniejszy i bardziej drapieżny od "sukinsyna") z pierwszą reprą. Jestem bardzo ciekaw, jakby to wyglądało.
-
2017/07/02 21:51:49
Może w obliczu problemów na rozegraniu warto byłoby sprawdzić Kozuba już teraz w I reprezentacji? Gianelli, jak zaczynał, nie był starszy...
-
2017/07/02 22:29:17
Bardziej pasuje "Parszywa dwunastka":) To co rzucilo ogladajac ich mecze to wielka pewnosc siebie. Juz wczesniej pracowali na miano dominatorow. Wygranie wszystkich meczy tej reprezentacji ( z innych zrodel 40 meczy), zdobycie wszystkich trofeow to ewenement, niespotykany w sportach zespolowych. Czy Kwolek bedzie Giba, Fornal Murillo, czy Kozub Ricardo to sie okaze. Z tej maki za kilka lat z pewnoscia beda mistrzowskie wypieki, moze obwazanki olimpijskie.?
-
2017/07/03 09:00:11
Fakt: grzeczni chłopcy (na parkiecie) to nie są. Wygrają każdą "wojnę psychologiczną".
Rok wcześniej rywalizowali w I lidze (jako SMS Spała). Doszli do finału tych rozgrywek i po zaciętej, pięciomeczowej walce przegrali z GKS Katowice, a w Pucharze Polski mocno postawili się Skrze Bełchatów (kto był, ten widział). Już wtedy pokazali, że w dorosłej siatkówce też się będą liczyć. Nie pękali. Nie grali "dla nauki". Grali żeby wygrać. I nie daj Boże, żeby ktoś próbował ich prowokować!
Wielu się dziwiło, dlaczego Mateusz Masłowski zaryzykował przyjście do Resovii, gdzie przepowiadano mu rolę rezerwowego dla Damiana Wojtaszka. Ja się nie dziwiłem. Wiedziałem, że Mateusz nie ryzykuje. Wiedziałem, że, po prostu, chce wygrać rywalizację z Damianem. I wygrał. Złościł się, że siedzi na ławie, ale nie smędził. Walczył i wywalczył.
Oni mają właśnie takie charaktery.
To pokolenie jest warte każdych gratulacji.
Najlepsze jeszcze przed nimi.
---------------------------------------------------
Na marginesie: wczoraj (niedziela, 2 lipca 2017 r.) siatkarze Uniwersytetu Rzeszowskiego zostali akademickimi mistrzami Europy (3:1 z Uniwersytetem z Tuluzy).
Jeśli ktoś myśli, że były to "takie sobie rozgryweczki", to się myli. Poziom finału był bardzo wysoki.
-
2017/07/03 09:10:29
Nie oglądałam finału, ale po Brazylii wydawał mi się on formalnością. Kubańskie drużyny od lat kojarzą mi się z fenomenalnymi, lecz w większości kompletnie "nieoszlifowanymi" siatkarzami, o tak kruchej psychice, że było to mało prawdopodobne, żeby nasi wyjadacze sobie z taką zgrają nie poradzili. Chłopaki zaczęli być kojarzeni także z siłą charakterów, stało się to jedną z głównych cech drużyny. Brawo.
Gratulacje dla siatkarzy UR.
-
2017/07/03 10:34:45
Przeczytałem wpis, komentarze i nie mam wątpliwości, że uciekło mi coś naprawdę wspaniałego. Wstyd się przyznać, ale nie widziałem ich żadnego meczu. Muszę to nadrobić.
-
2017/07/03 12:26:38
Spokojnie, możemy sobie śrubować rekordy, mieć piękne statystyki i gabloty pełne młodzieżowych trofeów, ale jak przychodzi do bezsprzecznie najważniejszej imprezy, czyli Igrzysk Olimpijskich to i tak Rosja/USA/Brazylia (jeśli nie odpadamy z kimś innym wcześniej) spuszczają nam łomot, najczęściej do zera.
-
2017/07/03 12:27:20
Pojechali bez medialnego balona, rozjebali konkurencję w pył, zadziwili gawiedź! Dream Team jak w mordę strzelił. Będzie pociecha za chwilę z nich!
-
2017/07/03 13:41:30
@siemk
Jak ja kocham merytoryczne komentarze.
A w jakiej innej grze zespołowej Polska potrafi osiągnąć więcej niż w siatkówce?
Byliśmy kiedyś mistrzami świata w piłce nożnej, koszykówce, hokeju, piłce ręcznej, rugby? Byliśmy mistrzami Europy?
Nie narzekaj.
Lista mistrzów olimpijskich w siatkówce jest dość krótka. Nie ma na niej np. Włoch. A Polska jest.
@shuygiven
"Pojechali bez medalowego balona"?
Oczywiście, że "balon" był rozdmuchany do granic. Jeśli ma się zespół, który wygrywa 40 meczów pod rząd, to trudno, żeby "balon" nie był rozdmuchany.
Ten zespół mógł sobie pozwolić na pojedynczą porażkę w mś, ale sobie nie pozwolił. To (przed półfinałem) dawało 46 meczów bez porażki pod rząd. Pozostały 2 najważniejsze mecze juniorskiego życia. Czy istnieje jakieś większe "ciśnienie"? Wytrzymali.
-
2017/07/03 14:40:57
@repres1
Czyli jednak passa wygranych składa się z 48 meczów? Sam liczyłeś czy gdzieś źródło masz?
-
2017/07/03 17:30:31
Źródło to zawodnicy i trenerzy (zawsze sprawdzam co najmniej 2 źródła).