Blog > Komentarze do wpisu

El Clásico zamiast detoksu

International Champions Cup, El Clasico, Real Madryt - Barcelona

Nienawidzę sparingów. Ściślej: nienawidzę sparingów, które udają wielkie hity, i właściwie powoli przestają być sparingami, bo sparingi się nie opłacają – dzisiaj w sprzedaży są wyłącznie hity, wstyd oferować coś skromniejszego niż oszałamiające efekty specjalne, superprodukcja za kwintyliony, wzruszenia ekstremalne i obowiązkowo niezapomniane.

Jeszcze ściślej: nienawidzę pankontynentalnego tworu oblepionego metką International Champions Cup. Wymyślił go niejaki Stephen M. Ross, amerykański specjalista od monetyzowania popularności sportu, który – cytat z oficjalnej witryny internetowej – „zrewolucjonizał futbolowy krajobraz”. Jak sam mówi, nie podobało mu się nazywanie rozgrywanych podczas wakacji meczów „towarzyskimi” albo „pokazowymi”, bo fani nie chcą patrzeć, jak piłkarze grają o nic. I w materiałach agencji Relevent Sports, czyli organizatora International Champions Cup, przymiotniki „towarzyski” oraz „pokazowy” nie występują. Są zakazane. Piłkarze 17 słynnych europejskich marek gromadzą na stadionach chińskich, singapurskich i USA punkty, których liczba decyduje o kolejności w jednej z trzech tabel (dwóch „azjatyckich”, jednej „amerykańskiej”).

Najpierw kojarzyły mi się te rozgrywki z siatkarską Ligą Światową, która otwiera każdy sezon reprezentacyjny. Impreza komercyjna – bez rangi mistrzowskiej, ale mająca istotne znaczenie dla globalnego rankingu FIVB – wymyślona po to, by ożywić martwy wcześniej okres. Doszedłem jednak do wniosku, że bardziej przypominają osławioną Superligę. Czyli zamknięty turniej dla kasty uprzywilejowanych, którymi straszą nas jak dzieci bajkami o wiedźmach – najbogatsi odetną się od plebsu, nie będą ryzykować klęski w eliminacjach, będą w elicie grali zawsze. Do International Champions Cup zaproszono np. szósty w lidze włoskiej Milan oraz siódmy Inter, a nie np. czwartą Atalantę, bo Atalanta nikogo poza swoim regionem nie obchodzi, natomiast mediolańskie drużyny mają renomę ponadlokalną.

I sparingi na szczytach przestały istnieć. Zastąpiły je szlagiery, zarezerwowane dotąd dla Ligi Mistrzów. Ewentualnie – zdarzające się dwa razy na sezon w rozgrywkach krajowych.

Nienawidzę ich, bo niszczą naturalny porządek, w którym po wiośnie następuje lato, po nocy wstaje dzień, po miesiącach pracy wyjeżdżasz na wakacje, po kilkunastu godzinach na chodzie kładziesz się spać, po przebiegnięciu swojej dawki kilometrów bierzesz prysznic, po wychlaniu cysterny bimbru masz kaca.

I, do ciężkiej cholery, czasami nic się nie dzieje. Znaczy – nie dzieje się nic szczególnie ważnego. Zbijasz bąki wpatrzony w pień drzewa, któremu nigdy dotąd się nie przyjrzałeś, a może nawet, o zgrozo, się nudzisz.

Niestety, nicnierobienie to już dzisiaj grzech, czyn w najlepszym razie wątpliwy etycznie. W cywilizacji nadmiaru jedyną religią naprawdę uniwersalną jest konsumpcjonizm – na PKB musisz harować na okrągło, choć harówkę reklamuje się jako spełnianie najgłębszych potrzeb, niemal realizowanie samego siebie. W puszce z gazowanym napojem nie kupujesz gazowanego napoju, tylko emocje, styl życia, bycie cool.

A w oglądaniu z trybun International Champions Cup kupujesz, jak piszą organizatorzy, unikatowe i wyjątkowe – inny towar nie ma wartości – „fan experience”. Ekstazę przeżyją zwłaszcza naoczni świadkowie sobotniego El Clásico, czyli największego sukcesu Rossa. Amerykanin zdołał ściągnąć do Miami najsłynniejszy mecz futbolowy.

Jeszcze raz: nienawidzę tego. Chcę, żeby Real Madryt tłukł się z Barceloną od święta. Żeby sezon ogórkowy był sezonem ogórkowym. Żeby nie wpychali mi do gardła pięciu kilogramów krewetek także wtedy, gdy nie zacząłem jeszcze trawić wchłoniętych chwilę wcześniej pięciu kilogramów krewetek. Nie chcę ćwierćfinału Ligi Mistrzów w lipcu. Chcę, żeby czasami nic się nie działo. Dla psychicznej higieny.

Oczywiście nie mam szans, nawet jeśli czuję, że im więcej El Clásico na rok, tym bardziej pojedyncze El Clásico się dewaluuje. Amerykanie znają się na sportowym biznesie, wiedzą, co robią. A ja odnoszę wrażenie, że jestem szantażowany. „Przecież nie musisz oglądać” – powiecie. Tak, nie muszę, ale jak interesować się piłką nożną i opuścić awanturę madrycko-barcelońską?! Wykpić się prostą wymówką, że akurat jestem na detoksie?!

Miewam szatańską ochotę, by organizatorzy International Champions Cup zaproponowali za zwycięstwa w rozgrywkach gigantyczny szmal, wielokrotnie większy niż w Lidze Mistrzów. I sprawili, że kluby zaczynają je traktować serio. Specjalnie się do nich przygotowywać. Dla draki bym chciał, z poczucia bezradności, z ogarniającej mnie na myśl o jutrzejszym El Clásico irytacji, nawet furii. Łajdaki mnie mają, już teraz wiem, że o 1.45 w nocy z soboty na niedzielę otworzę telewizor i będę się na Barcelonę z Realem gapił. Zeżrę, co mi podadzą, innego wyjścia nie widzę, zwłaszcza że rozpocząłem urlop.

Oczywiście obiecywałem sobie, że w trakcie urlopu nie będę blogował.



piątek, 28 lipca 2017, rafal.stec
Komentarze
2017/07/28 21:53:47
Rozumiem narzekanie ale jakoś u mnie problem nie występuje, wystarczy podejść do sprawy kategorycznie: sparingi to tylko sparingi, nigdy nie oglądam na żywo, skróty sporadycznie, bo dla mnie to jak oglądanie treningu, czyli niech sobie chłopaki kopią, za to im płacą w końcu, ale ja popatrzę dopiero na premierę, a nie na próby. Ulubiony Manchester United oglądam nawet jak gra z amatorami w pucharze ligi, ale bramek z meczu z Realem nawet nie szukałem, po prostu nie interesują mnie wyniki gierek treningowych.
Zdaje mi się że sparingi mają jedną cechę wpływającą na ich niekorzyść: widział kto kiedy zacięty sparing, taki w którym zawodnicy wypruwali sobie żyły aby wygrać? Wg mnie coś takiego w przyrodzie nie występuje.

Problem zacznie się gdy rzeczywistości towarzyskie mecze przestaną takimi być bo w grę wejdzie kasa - nie mam przygotowanego rozwiązania na taką okazję.
-
2017/07/28 22:16:37
@rafal.stec
A zachęcił mnie Pan! Będą grali w "podstawowych" składach? Czy raczej 11/45?

@siemk
Jutro jest szansa na taki. ;)
-
2017/07/28 22:38:23
A ja nie bede ogladal. Wynik rowniez jest mi wybitnie obojetny. W tej chwili trwa okres przygotowawczy, ktory laczy sie ze sparingami. La liga startuje za miesiac. Superpuchar chwile wczesniej. Te El Clasico beda mialy swoja wage. Mecz jutro to jak Harlem Globetrotters I vs Harlem Globetrotters II.
-
2017/07/29 09:31:30
Hm.
Nie rozumiem tej "nienawiści". No chyba, że jest to nienawiść do pracy. Tę jestem w stanie zrozumieć.
Pracuję w innej dziedzinie niż sport, więc dla mnie sport jest skokiem w świat, w którym ważne jest to, co w normalnym życiu nie ma żadnego znaczenia.
Bo jakie znaczenie w normalnym życiu ma to, czy balon odbije się od parkietu z tej strony białej kreseczki, czy z tamtej? Ani kury nie zaczną się lepiej nieść, ani krowy nie dadzą z tego powodu więcej mleka, ani komputery nie będą działać szybciej.
Sport nie ma praktycznego sensu. Sport jest przeniesieniem się w świat bajek, w świat innych, bardzo niepraktycznych reguł.
Dopóki ktoś w moim klubie nie wpadł na pomysł zamykania treningów przed kibicami, bywałem nawet na treningach. Raz w tygodniu, czasem 2 razy, po pracy przyjeżdżałem na trening. Przyjeżdżałem, żeby się zrelaksować, żeby pożyć przez chwilę w innym świecie, popatrzeć, z której strony białej kreski spada na parkiet skórzany balon (bo to jest wtedy ważne), w miarę możliwości poplotkować o "problemach" drużyny, spotkać się z ludźmi (zawodnikami, trenerami, kibicami i działaczami), z którymi łączy mnie ta bezsensowana (z praktycznego punktu widzenia) pasja do skórzanego balonu. Dla niektórych jest to sposób zarabiania na chleb, dla niektórych jest to tylko (aż?) pasja.
Po godzinie, niekiedy po 2 godzinach wracałem do domu, opowiadałem rodzinie "Co nowego w zespole" (też się tym pasjonują) i normalne życie toczyło się nadal.
A przecież był to tylko zwykły trening. Dlaczego nie miałbym pasjonować się towarzyskim meczem Resovia-Zenit Kazań (Leon i Anderson w składzie)? Po meczu też poplokowałem z Leonem, a nawet ze Spirydonowem. Fajne wydarzenie.
Sport to tylko rozrywka. Nic więcej. Owszem, pasjonująca rozrywka, ale nie warto dla niej wariować. Wystarczy cieszyć się chwilą, w której przenosisz się w zupełnie inny świat.
Teatr, kino, cyrk, mecz... Człowiek potrzebuje rozrywki - oderwania się od codziennych problemów, w pewnym sensie zastąpienia swoich problemów innymi "problemami": czy skórzany balon spadnie z tej, czy z tamtej strony białej kreseczki.
-
2017/07/29 10:21:24
Sport ma sens i sport w ogóle jest wtedy gdy dwóch lub więcej umawia się na sport i im zależy, żeby wygrać. Jak nie zależy to nie ma sportu. W sparingach nie ma grama sportu.
-
2017/07/29 11:26:09
Hm, Monty Python wstawiony bardzo słusznie, ale z drugiej strony... może zagra dużo wychowanków i ktoś mi coś ciekawego powie na ich temat. Bo jak "galowe" pierniki mają udawać, że o coś grają, to faktycznie ziew i lulu.
-
2017/07/29 12:49:15
Ja już nawet "zwykłych" El Clasico nie oglądam. Tak mi już zbrzydły te ciągłe spotkania. Kiedyś na taki mecz czekało się pół roku i to było piłkarskie święto. Ten jutrzejszy mecz pewnie również sobie podaruję.
-
2017/07/29 18:22:53
"Chcę, żeby czasami nic się nie działo" - i nic się na tych meczach nie działo. Próbowałem obejrzeć z tego azjatyckiego turnieju trzy mecze... - obejrzałem (wytrzymałem) coś, co się złożyło na niedokończony jeden. To już zdecydowanie lepiej oglądało mi się mecze ME Kobiet, chociaż do kobiecej piłki jakoś nie mogę się przekonać... - siatka - czemu nie, nawet chętnie, ręczna - też, ale nożna? Nawet głowiłem się nad tym w trakcie jednego z ostatnich meczów i nic wymyśliłem.
Dzisiaj też tym ersatzem "el clasico" nie zamierzam się niezdrowo podniecać. No chyba, że mnie dopadnie bezsenność, co jak zdążyliście pewnie zauważyć po godzinach niektórych moich komentarzy, mi się zdarza.
Dzisiaj planuję wieczorem obejrzeć Superpuchar Francji i lulu.
@Rafał
Jeżeli Ty wytrzymasz w swoim urlopowym postanowieniu, to mi będzie trudniej. Ale i tak życzę Ci udanego urlopu. Pogodę to sobie chyba zamówiłeś?
-
2017/07/29 23:11:18
No i obejrzałem... - mecz dwóch drużyn, które chciały wygrać i nie kombinowały przez 90 minut, jakby tu doczłapać do końcowego gwizdka.
-
2017/07/30 00:04:07
A skoro już temat hiszpański - przeciętny (w hiszpańskiej skali) Angulo pokazuje wartość naszej tzw. ekstraklasy. 33-latek zostawia obrońców na 2 metrach, chwilami wydaje się, że więcej goli nie strzela tylko z litości.
-
2017/07/30 09:16:03
Zgadzam się z autorem tekstu i rozumiem jego ból. Podobne odczucia mam odnośnie świąt Bożego Narodzenia. Kiedyś, przygotowania do świąt zaczynały się na 5 dni przed świętami. Teraz w sklepach już po Wszystkich Świętych stoją choinki, wiszą bombki, a Mikołaje chodzą po korytarzach. Przychodzą święta 24 grudnia, a ja cieszę się, że za 3 dni będzie po wszystkim, bo już rzygam reklamami, marketingiem i cała tą otoczką....
-
2017/07/30 14:51:23
@Alp
Zauważyłeś, ze w kobiecej piłce faule niemal nie występują? Zauwazyłeś, że nie ma w niej udawania?
Nabrałem ogromnego szacunku dla piłkarek. Ich mentalność jest bliższa futbolistom amerykańskim (nie ma mowy o symulowaniu) niż kolegom "po fachu"-kopaczom nożnym.
-
2017/07/30 16:42:19
@ Repres
Brak fauli (zauważyłem w trakcie Euro) był dla mnie niemal szokiem. Udawania też nie widziałem. Taktycznie też grają poukładaną piłkę, a zdyscyplinowane są nawet bardziej. Być może trzeba się do niej przyzwyczaić.
Chociaż, powinienem być przyzwyczajony. Miałem w szkole koleżankę, która z nami grała w piłkę. Ale ona to i z łokcia potrafiła przywalić i w kochę zdrowo przygrzać. Nie żeby specjalnie, ale oddać potrafiła. Nawet musieliśmy jej przypominać: - Ewa, nie zapominaj się, jesteś dziewczyną.
-
2017/07/30 20:24:12
Widzisz, Alp, męska piłka nożna to jednak sport dla hipokrytów.
Wiesz, że Cię szanuję (za Twe wypowiedzi), więc nie odbieraj tego, co napiszę, osobiście, ale wyczuwam pewien podziw dla umiejętności traktowania przeciwnika łokciami i kopania po kostkach, które to umiejętności nie powinny mieć z piłką nożną nic wspólnego, gdyż jest to zabronione.
Ta hipokryzja (nazywana "boiskowym cwaniactwem") zniechęca mnie do piłki.
Żeby było jasne: nie mam nic przeciwko zmianie przepisów i dopuszczeniu walenia łokciami i kopania po kostkach. Nie byłoby to mądre, ale... żeby nie było, żem zbyt delikatny i "niemęski". A co mi tam (i tak już nie zamierzam grać): mogę wyobrazić sobie nawet kopanie się po jądrach. To byłoby dopiero "męskie" (u kobiet z pewnością to zjawislo nie wystąpi). Tylko niech te wszystkie "męskości" będą zgodne z regułami gry.
Panie reguły szanują. Panowie oszukują. Ale jeśli ktoś lubi podziwiać oszustów...
-
2017/07/30 23:41:26
@Repres
Nie tylko, się nie obraziłem, ale przeczytałem z rozbawieniem. Z resztą mój komentarz też był lekko żartobliwy, chociaż historia o koleżance szkolnej prawdziwa.
Chyba zorientowałeś z wcześniejszych moich komentarzy, że preferuję piłkę techniczną, graną fer? A jak słyszę naszych niektórych "zasłużonych reprezentantów" komentujących: - "takich fauli się nie gwiżdże" - to mi się nóż w kieszeni otwiera.
Ale masz też rację. W mojej refleksji na temat kobiecego Euro było trochę męskiego szowinizmu. Dotychczas jakoś tak się złożyło, że kobiecej piłki bardzo mało oglądałem, w zasadzie to tylko migawki. Dlatego obejrzałem dzisiaj kolejny mecz, i to muszę przyznać momentami z przyjemnością. Jedyne co mógłbym zarzucić (obu drużynom) to zbytnią nerwowość pod bramką rywalek. Ale w męskiej piłce to też jest obecne.
No i trochę żal było mi po meczu Francuzek, które w poprzednich meczach mi się też podobały. Ale to już urok sportu... - wygrywa jeden/jedna.
-
2017/08/01 16:19:34
@repres

" Ale jeśli ktoś lubi podziwiać oszustów..."

Nie no, bez jaj, też mnie to mierzi, ale to jednak w skali całego meczu margines, gdzie przez większość czasu jest się czemu przyglądać, podziwiać i emocjonować. Niestety punktowanie w futbolu jest takie, że niekiedy wypacza to ostateczne wyniki.

Zwróciłem uwagę, że lubisz jachać po kopanej i ją deprecjonować (nie mówię, że niekiedy nie ma do tego powodów) z powodu owych oszustw, natomiast na pewno wiesz, że nic nie jest czarne lubi białe. W Twojej ulubionej siatkówce też tego nie brakuje, że też wspomnę o turniejach mistrzowskich i przedziwnych regulaminach, podkładających się gremialnie i odpuszczających mecze reprezentacjach czy wywierających presję na sędziów zawodników.

Akurat znam historię jednego liniowego, któremu po prawidłowej acz niekorzystnej dla naszych decyzji meczu LŚ w PL nasi reprezentanci wygażali w czasie meczu i po nim.
Zagrywki, aby finały Final Four organizować tylko u nas przez wzgląd na oglądalność lub przez ową oglądalność ubrać siłą zawodniczki w krótkie i obciłe gatki też są słabe (choć przyznam, że nic mam nic przeciw...)

Tak więc naprawdę nic nie jest czarne lubi białe, oszuści są wszędzie, a prawdopodobnie najlepszym na nich lekarstwem są odpowiednie przepisy.

Trochę popisałem, ale musiałem odpowiedzieć na to nieco pogardliwe " Ale jeśli ktoś lubi podziwiać oszustów..." , bo akurat piłeczkę pooglądać lubię:)
-
2017/08/01 18:22:40
Tylko, że polska siatkówka wprowadziła dobry system wideo kilka lat temu i praktycznie skończyły się dyskusje na temat sędziowania.
Nie wiem, czy zauważyłeś, Szanowny Irku, że patologię męskiej piłki kopanej wskazywałem w porównaniu do żeńskiej piłki kopanej, więc Twoja argumentacja jest, delikatnie mówiąc, niezbyt logiczna.
Być może (a nawet "z pewności") w żeńskiej piłce nożnej i w siatkówce jest o wiele mniej szowinizmu, a więc i towarzyszącej mu hipokryzji.
-
2017/08/01 21:39:02
@repres

'Nie wiem, czy zauważyłeś, Szanowny Irku, że patologię męskiej piłki kopanej wskazywałem w porównaniu do żeńskiej piłki kopanej, więc Twoja argumentacja jest, delikatnie mówiąc, niezbyt logiczna."

Ale jednak się do niej odniosłeś Szanowny Represie, bo też jakbym dobrze poszukał to wielce prawdopodobne, że znalazłbym takie porównania zapewne także w stosunku do męskiej kopanej.
Tyle, że porównanie wprowadzania video w piłce i siatce z kolei ja uważam za nielogiczne, gdyż to dwie kompletnie różne dyscypliny (ciągłość gry i zasięg globalny patrz bida i brak kasy). Cieszę się, że jak piszesz działa to bez zarzutu, teraz czas aby na imprezach rangi mistrzowskiej obyło się bez podkładanek a także zawodnicy przestali jazdy z sędziami.

Co do porównania z futbolem pań zachowam milczenie, bo w życiu jakbym tak pozbierał to może obejrzałem kilkanaście, może trochę więcej minut tej dyscypliny, niemniej ten brak zawziętości w wykonaniu pań to dla mnie ciekawostka.

Co do szowinizmu to masz rację, niemniej kluczem jest tu wrzutka "mniej", bo na stadiony całego świata chodzą też miliony wspaniałych ludzi. Niemniej piłka, jak żadna dyscyplina przyciąga tych mniej grzecznych...

Hipokryzję zostawię bez komentarza, bo widzę jej wszędzie tyle, że aż nie mogę uwierzyć, że może być jej gdzieś mniej, jednak przyznam, że w męskiej piłce jest jej
wyjątkowo dużo.
-
2017/08/02 07:31:20
"Na początku było Słowo". Słowa mają swoje znaczenie i są niezwykle ważne.
Panie przestrzegają reguł gry. Panie nie oszukują. Nazywanie tego "brakiem zawziętości" jest dla mnie jednym z przejawów hipokryzji.
-
2017/08/02 13:27:44
@repres

Ano, Słowo jest ważne. Biorę na siebie to, że nie uściśliłem. Oczywiście pisząc o zawziętości nie miałem na myśli oszukiwania a ten wspomniany brak fauli podczas gry. Co jest dość ciekawe, bo u pań zawziętość, według wielu badań naukowych (a i nie tylko:)) jest cechą bardziej widoczną niż u mężczyzn. Z kolei futbol jest grą na tyle kontaktową, że ta zawziętość powoduje grę faul, oczywiście nie musi to być wjazd na złamanie nogi czy łokietek a la Fellaini w twarz, chodzi o samą walkę o piłkę.

Także to fajna ciekawostka. Jak jednak wspomniałem, od futbolu kobiecego raczej trzymam się na odległość, choć jeśli tak jest niech ta gra fair play zostanie im na wieki a i zainteresowanie wzrośnie na tyle, że będą zarabiały wielkie pieniądze, ja jednak raczej nie dołączę:)
Oglądając dla przykładu zawody lekkoatletyczne odnoszę wrażenie, że podczas biegów, na wirażach, walcząc o pozycję, panie okładają się bardziej łokciami niż mężczyźni.

Oczywiście cały ten wywód nie dowodzi, że jestem wolny od wypomnianych przejawów hipokryzji, z którymi staram się jednak prowadzić walkę w przeciwieństwie do bardzo wielu, niestety. Pzdr
-
2017/08/02 22:09:47
"futbol jest grą na tyle kontaktową, że ta zawziętość powoduje grę faul".
Futbol amerykański jest grą jeszcze bardziej kontaktową, ale fauli jest tam bardzo niewiele. To kwestia uczciwości w przestrzeganiu zasad i karania za ich nieprzestrzeganie. W walce jakoś (dziwnym trafem) mało kto łapie za drucianą ochronę na szczękę, bo taki "przypadkowy" chwyt jest bezwzględnie i boleśnie (dla druzyny) karany. I nie ma tłumaczenia, że to "w walce". Taką pseudowalkę (czyli oszustwo) w praktyce wyeliminowano. Tyle starć i bez fauli? Nikt nikogo "przypadkiem" w kostkę nie kopie? Nikt nikomu "przypadkiem" nogi nie podkłada? Można? Można. Wystarczy chcieć. U pań też się da.