Blog > Komentarze do wpisu

Jeśli produkować pieniądze, to najlepiej z niczego

Donnarumma, AC Milan

Musieliście słyszeć o wichurze rozpętanej przez bramkarza Gianluigiego Donnarummę, wszyscy słyszeli. Utalentowany drągal najpierw obcałowywał herb Milanu, marzył w wywiadach o zostaniu jego symbolem i generalnie w kółko powtarzał, że Bóg, honor, mediolańska ojczyzna, a potem postanowił nie przedłużać kontraktu. Umowy opiewającej na pięć baniek rocznie, która czyniłaby go jednym z najbogatszych osiemnastolatków świata (wśród utrzymujących się z pracy własnych rąk, pomijam spadkobierców saudyjskich królów i innych wszechszlachetnie urodzonych) oraz pozwoliłaby klubowi zarobić na transferze. Przynajmniej tyle miałby Milan, ponoć leżący bramkarzowi na sercu.

Sam pisałem o aferze tutaj, od tamtej pory trochę się zmieniło – strony wznowiły negocjacje, zaangażowała się rodzina Donnarummy, prognozuję pomyślny finał rozmów, a w przyszłości skok do Realu Madryt czy Manchesteru United. Rozwój wypadków we współczesnym futbolu standardowy, rosną tylko kupy krążących nad takimi historiami pieniędzy.

Donnarummą zajmować się teraz nie chcę, bardziej zajmuje mnie rola agenta, osławionego Mino Raioli, intryganta posądzanego o bycie spiritus movens całego ambarasu. Każdy kibicowskie dziecko wie, gdzie leży jego interes – zarabia tym więcej, im taniej klub sprzedaje piłkarza, i tym więcej, im częściej piłkarz zmienia firmę. Bo z każdego transferu spływa prowizja dla pośrednika.

Prowizja coraz tłustsza, o czym świadczą liczne oficjalne raporty i nieoficjalne przecieki z rynku handlu piłkarzami. Ze stu baniek wyłożonych przez Manchester United na Paula Pogbę, jeszcze przez kilka chwil najdroższego gracza na świecie, połowę (!) miał zgarnąć właśnie Raiola, agent o reputacji najbardziej obrotnego w środowisku obok Jorge Mendesa. Obaj wyciągają już z futbolowego biznesu więcej niż najwybitniejsi goleadorzy, rozgrywający, bramkarze czy trenerzy.

Czy to oznacza, że system działa? Jest sprawiedliwy? Zdrowy? Wiedzie ku lepszemu czy gorszemu?

To dzisiaj popularne pytania nie tylko w piłce, zwłaszcza po wybuchu kryzysu zadawane przez mnóstwo mądrych ludzi zaniepokojonych tym, jak świat rozdziela wytwarzane przez siebie dobra. Nie jestem kompetentny, by się odzywać, nie będę nikogo obrażał uproszczeniami, zdaję sobie sprawę, że nawet satysfakcjonujące zdefiniowanie „sprawiedliwości” może przekraczać wytrzymałość niszowego bloga o sporcie i przyległościach.

Ale piłkę nożnę obserwuję zbyt długo, by udawać niewidomego.

Pośredniczący w transferach agenci są łatwym celem – nigdy nie mieli ani dobrej prasy (choć dziennikarze chętnie z nimi knują), ani sympatii kibiców. Ot, przykry skutek uboczny tzw. idealnego ustawienia się w życiu, wielu zwyczajnie im zazdrości. Jednak dopiero ostatnio agenci awansowali do globalnej elity producentów pieniędzy – tytanów finansjery, którzy nie wytwarzają niczego lub prawie niczego, a zarabiają wszystko.

Zobaczmy, jak zorganizowany jest futbol, biznes na razie daleki od najbardziej rozwiniętych w branży rozrywkowej. Kogo tu potrzeba, żeby się kręcił?

Przede wszystkim piłkarzy. Oni biegają, dryblują, strzelają – są esencją zabawy. Ale nie wystarczą.

Trenerzy wymyślają i uczą, jak grać – bez nich nie byłoby odlotowego poziomu Ligi Mistrzów.

Asystenci szkoleniowców, od specjalistów odpowiedzialnych za przygotowanie fizyczne po analityków, też dbają o zawodników oraz jakość widowiska.

Sędziowie pilnują, żeby na murawie nie było chaosu.

Działacze klubów zakładają akademie dla młodzieży, budują boiska i stadiony, na tysiące innych sposobów utrzymują drużynę przy życiu.

Skauci przeczesują murawy wszystkich kontynentów, by nie przegapić nikogo, kto rokuje.

UEFA czy związki krajowe organizują rozgrywki.

Media transmitują je, czynią grę widzialną w coraz mniejszym detalu, pomagają fanom w kontakcie z idolami.

Mógłbym kontynuować, demontować świat piłki nożnej na coraz drobniejsze trybiki. Wszyscy wymienieni mają konkretne, możliwe do precyzyjnego opisania zasługi – bez nich mecze albo by się nie odbyły, albo wyglądałyby znacząco gorzej. Wymiernie podnoszą wartość spektaklu.

Agenci nie podnoszą. Naturalnie nonsensem byłoby krzyczeć, że są całkiem zbędni. Pomagają klientom zarabiać więcej (tej cnoty nie wolno lekceważyć nigdy), wbrew powszechnej opinii niekoniecznie myślą tylko o własnym portfelu, czasami z sensem doradzą wybrać klub. Ale gdyby zniknęli, przemysł raczej by się nie zawalił. Nawet jeśli przesadą byłoby oskarżenie, że nie wytwarzają niczego, to wytwarzają na tyle niewiele, że wynaturzeniem jest, gdy wyciągają z futbolu najwięcej.

Choć na jego kulturę pewnie wpłynęli zasadniczo. Kiedy czytam o migających się od płacenia fiskusowi José Mourinho czy innym Cristiano Ronaldo, nie pojmuję, dlaczego kogokolwiek to dziwi – przecież reprezentujący ich interesy Jorge Mendes również rejestruje spółki w rajach podatkowych. Taki obyczaj w wyższych piłkarskich sferach, tam po prostu wypada optymalizować zyski. Cytując uwielbiającego nauczać wzniośle Raiolę: „Lepiej umrzeć na stojąco niż żyć na kolanach”.

sobota, 24 czerwca 2017, rafal.stec
Tagi: transfery
Komentarze
2017/06/24 21:10:34
Panie Rafale, troche pan przerysowuje problem. Zarabiaja znacznie wiecej, niz powinni - na pewno. Ale ze stwierdzeniem, ze nie maja zadnego wkladu, to przesada. Rola agenta jest zdjecie z glowy pilkarza obowiazkow zwiazanych z kontraktami, pieniedzmi i tak dalej. Gdyby pilkarze mieli sie tm zajmowac sami, podejrzewam ze prezentowali by nizszy poziom. Niewiele nizszy, ale nizszy.
Czyli zasluga agentow dla futbolu jest zblizona do na przyklad asystenta trenera ds przygotowania motorycznego. Tylko zarobki "troche" inne.
-
2017/06/24 21:47:50
W tym temacie dobrze pasuje slynny cytat z filmu Jerry Maguire "Show me the money". W filmie agent prawie jak w brat, w zyciu juz tak rozowo nie jest. A Raiola na Ojca Pio nie wyglada. Jest jednak bardzo skuteczny, ma kontakty i duza renome. Zlatan, ktory jest w jego stajni, uwaza go za geniusza. Cos w tym jest.
-
2017/06/24 22:33:35
W NBA ( i innych amerykańskich ligach ) sprawa z wynagrodzeniem agentów jest prosta. Dostają oni pewien ustalony przez ligę procent ( 4% w przypadku NBA ) od wynagrodzenia które wynegocjują dla swojego klienta. I tyle. Nie ma czegoś takiego jak zawodnik NBA który sam ze swojej kieszeni płaci agentowi, żadnych dodatkowych klauzul na pośrednictwo, nic z tych rzeczy. Ich zarobki są ściśle uzależnione od zarobów swoich klientów przez co zawsze można mieć pewność że pracują dla ich dobra. I może na tym polega problem w piłce nożnej? Że obecnie dobro klienta nie jest tym samym co dobro agenta, a czasem jak w przypadku transferu Pogby można odnieść wrażenie że są to cele wręcz przeciwstawne?
-
2017/06/25 06:34:25
Obecny futbol to patologia. Przestałem to oglądać i zniechęcam innych. Polskie kluby co roku tracą najlepszych zawodników i tak w kółko bez końca. Bez sensu ten cały cyrk.
-
2017/06/25 09:44:03
To nie jest tak.
Sportowiec nie musi się godzić na to, co dla jego agenta wygodne. Jeśli kopacz nożny chce grać w Milanie, to jego agent nie może zdecydować inaczej. Jeśli Milan proponuje 5 mln, a klub X 10 mln, to sportowiec nie musi godzić się z interesem agenta i zapłaci mu prowizję od 5 mln, gdy wybierze grę w Milanie. Tylko czy wybierze?
Jeśli ci agenci są tak "bezproduktywni", to dlaczego sportowcy korzystają z ich usług i wyrzucają w ten sposób swoje "ciężko" zarobione pieniądze?
Trzeba się pogodzić z tym, że zawodowy sport przestał być sentymentalny. Gra się dla pieniędzy, bo te pieniądze są. A że rynek pracy (w przypadku sportowców) stał się bardzo globalny... A kto z nas nie zostawiłby dotychczasowej pracy, gdyby w innym miejscu dostał 4 razy więcej? Niewielu.
Kluby też nie mają sentymentów: rozstają się z zawodnikami, którym sezon nie wyszedł lub którzy stracili zdrowie, proponują kontrakty znacznie niższe niż dotychczasowe, a bywa nawet, że nie płacą tego, co powinny.
Życie.
Pieniądze są jedną z głównych motywacji w naszym życiu. I nie ma w tym nic złego. Na tym polega postęp.
Motywacja rozwoju sportowego czy przywiązania do klubu też występuje. To kwestia osobowości sportowca. Nie każdy zmieni klub na dowolny za 20% podwyżki, ale przy 200% podwyżki większość się zastanowi, czy nie pojechać na drugi kraniec świata. A że rolą agenta jest owo 200% podwyżki...
Zawód agenta-menadżera, jak każdy zawód, można wykonywać rzetelnie, mądrze i uczciwie, ale można też wykonywać w inny sposób. "Optymalizacja podatków"? Ja nie mam czego "optymalizować". Gdybym miał, pewnie bym "optymalizował" i pewnie fiskus próbowałby mnie na tym przyłapać. I albo by mu się to udało, albo nie. To też rodzaj "odwiecznego wyścigu".
Legia z Deyną, Gadochą i Ćmikiewiczem mogła istnieć tylko dzięki komunizmowi. Dzisiejszej Legii nie stać na Roberta Lewandowskiego. Nie ma co tęsknić za czasami, w których sportowcowi wystarczało bycie miejscowym idolem. Dziś Legia nie zapewnia nawet wojskowych emerytur. To chyba dobrze, no nie?
-
2017/06/25 10:44:28
I jeszcze jedno.
Nie gniewaj się, Rafale, ale przemawia przez Ciebie typowa dla nas, Polaków zawiść.
"Agent Pogby zgarnął połowę"! I wyczytuję tu Twoje oburzenie.
Warto zapytać Pogby, czy woli mieć 50% z 30 mln, czy 90% z 3 mln? Polak wybrałby 90% z 3 mln tylko po to, żeby "wygrać wojnę z agentem". Pogba nie jest Polakiem. Ma większe predyspozycje do współpracy niż my. A współpraca się opłaca (nawet mi się rymnęło :) ).
Kiedyś przysłuchiwałem się rozmowie 2 polskich biznesmenów. Mieli do omówienia pomysł wspólnego interesu. Był też w tym towarzystwie pewien niemiecki biznesmen i też przysłuchiwał się negocjacjom. Panowie nie mogli dojść do porozumienia. Rozeszli się. Wtedy Niemiec powiedział do tego, który pozostał w naszym towarzystwie:
- Ty nie zrobisz z nim interesu. Ty zrobisz interes ze mną, z Amerykaninem, z Francuzem, z Rosjaninem, ale nie z nim. On jest w stanie zespuć wszystko, bylebyś Ty nie zarobił.
Wybacz, Rafale, ale układ "Ty grasz w piłkę, a ja robię z tego dla nas wielkie pieniądze. Dzielimy się po 50%" jest układem bardzo zdrowym.
Znam środowisko siatkarskie. Przyjmijmy, że odbijanie piłki jest czynnością równie idiotyczną i bezproduktywną jak jej kopanie. Maestria Wilfredo Leona nie jest maestrią mniejszą od miaestrii Pogby. Życzę Leonowi i siatkówce tak "wrednych" menedżerów jakich ma Pogba i piłka kopana. Niech im zabierają ci wredniacy 50% z 30 mln, byleby było te 30 mln.
Bo ktoś te 30 mln przyciągnął. I nie byli to mistrzowie sportu. To byli menedżerowie.
Przyciągnąć 30 mln jest znacznie trudniej niż bawić się piłką (nawet po mistrzowsku).
-
2017/06/25 10:55:00
@up

Kurde, kolejny raz jak Ty coś napiszesz to nie ma już co komentować ;)
-
2017/06/25 11:01:02
@repres1
Zgadzam sie z Twoja argumentacja. Jesli ktos jest w stanie wykorzystac rynek i obecna koniunkture (Chinczycy ponad miare podbijaja ceny na rynku, tak jak wczesniej tylko w innych dziedzinach, tym razem gospodarczych, wystarczy spojrzec na ceny surowców) to moze wyciagnac kwoty dla nas kosmiczne. Moze sie okazac ze taki zdolny agent jest wiekszym talentem / artysta w swojej dziedzinie niz jego podopieczni. Ps. W siatce rynek jednak znacznie slabszy i mniej nosny, wiec Kurek zarobi w Turcji/ Azji znacznie mniej niz Lewandowski w swojej dyscyplinie.
-
2017/06/25 11:08:01
Nie widzę powodów do polemizowania z Rafałem.
Opisał mechanizm funkcjonujący nie tylko w piłce, ale charakterystyczny dla rozwiniętych gospodarek, w których co raz większa część dochodu narodowego wytwarzana jest w sferze usług niematerialnych. Sprzedawana jest wiedza, umiejętności, kontakty pomiędzy wytwórcą i kupującym z całym łańcuchem pośredników. Problemem jest wymierna wartość tych usług. I nie widzę nic dziwnego, że niektórzy zaczynają mieć wątpliwości kiedy ich koszt zaczyna sięgać, czy nawet przekraczać 50% wartości produktu.
Oczywiście tacy pośrednicy starają się mieć rachunki na wszystkie ponoszone koszty, od prezentowanych gadżetów, poprzez pobyty w luksusowych hotelach i kurortach, wystawne kolacje z panienkami (oczywiście koszt panienek ukryty jest w konsumpcji) poprzez rachunki od zatrudnionych na zlecenie do konkretnej transakcji. Starają się, ale nie zawsze mają, zwłaszcza jeżeli takie rachunki i honoraria dotyczą osób z bezpośredniego kręgu np. sprzedawanego piłkarza, sprzedającego, czy kupującego.
I tu zaczyna się pojawiać konieczność optymalizacji podatkowej - żeby się lepiej opłacało, oczywiście oferowanej wszystkim zainteresowanym uczestnikom obrotu.
Za nim zaczniemy polemizować z Rafałem pomyślmy przez chwilę jacy szczęśliwi jesteśmy kiedy otrzymujemy coś wyjątkowego (jak nam wmówiono), a na dodatek różnego rodzaju bonusy, szczególnie atrakcyjne ceny, kilkudziesięcioprocentowe przeceny, nawet nie zastanawiając się, że zapłaciliśmy za nie w cenie i to z solidnym zyskiem wszystkich pośredników. Czujemy się wyjątkowo, bo wydaje się nam, że jesteśmy wybrańcami pomimo, że faktycznie wszyscy płacimy tyle samo, bo otrzymujemy ten sam poziom bonusów.
I tu pojawia się pytanie; - jak wyglądałyby ceny transferowe, gdyby nie naciągane koszty pośrednictwa? Ile np. media płaciłyby za prawa do transmisji i ile my płacilibyśmy za prawo do oglądania, czy bilety na mecz?

-
2017/06/25 11:22:27
Pojawiły się nowe komentarze więc uzupełnię.
Faktycznie mechanizm w handlu jest tak powszechnie tolerowany, że nie dziwię się oburzeniu zainteresowanych "wygłupami" hiszpańskiego fiskusa.
Jako przykład można podać przepis podatkowy dla sprzedawców niemieckich realizujących transakcje na polskim rynku przed naszym wejściem do Unii. Otóż podatnik niemiecki mógł odpisać od dochodu zrealizowanego w Polsce 5% bez dokumentowania rachunkami, a 10% jeżeli miał na to jakiekolwiek rachunki. Po naszym wejściu do Unii ten przywilej się skończył, bo w Unii obowiązuje prawo.
-
2017/06/25 12:24:07
@repres
Warto zapytać Pogby, czy woli mieć 50% z 30 mln, czy 90% z 3 mln?

Jeżeli mogę się wtrącić, to w tekście mowa o tym, że to Juventus dostał 50% z 100 mln zapłaconych przez MU, a w innym układzie być może dostałby 90% z 75 mln.

Natomiast - zmieniając temat - w świetle dzisiejszych doniesień o dopingu reprezentacji Rosji na ostatnim mundialu, zastanawiam się, czy byłoby możliwe wykluczenie tej reprezentacji z najbliższego mundialu, tak jak z IO? Tak, mówię o wykluczeniu gospodarzy :)
-
2017/06/25 12:30:31
Optymalizacja procesu produkcji by zbić koszty to pozytyw, optymalizacja podatków to okradanie współobywateli, dajmy na to z infrastruktury. Niech sobie optymalizatorzy połamią nogi na krzywych chodnikach.
-
2017/06/25 12:54:09
Litwo, ojczyzno moja, ty jestes jak zdrowie, ile cie cenic trzeba ten tylko sie dowie, kto cie stracił !

dlatego nikt nie docenia i nie kocha agentow, bo nikt nie ma pojęcia, jak wyglądałby świat sportu bez ich udziału.

kiedyś mogło ich nie być, bo sport zawodowy był amatorski, czyli bez pieniędzy.

Dzisiaj są pieniądze przez wielkie P, więc obrotni faceci od sprawnego załatwiania spraw między graczami, a klubami są niezbędni. Dzięki nim np. transfery dochodzą do skutku, zazwyczaj w sposób profesjonalny i w miarę elegancki.

pan redaktor pisze o rzeczach, do których , siłą naturalnie istniejących okolicznosci, ani on nie ma dostępu ani nikt z nas.

żeby dokładnie wiedzieć, za co agenci dostają swoją kasę, jak bardzo ich robota jest potzrebna, dlaczego każdy niemal piłkarz zawodowy zatrudnia agenta, zamiast powierzyć losy swojej kariery stryjowi albo ciotce ze strony matki, czyli zostawić te "40 mln" w rodzinie - trzeba by było załatwić sobie czapkę-niewidkę i pomyszkować za kulisami zawodoweo futbolu.

bo to co na boisku i w mediach, to teatr dla dzieci. Prawdziwy biznes kręci się tam, gdzie kamery nie mają wstępu.

pisał pan keidyś o tym, jak fajnie by było wiedzieć, o czym piłkarze mówią w szatni np. w przerwie meczu. Tyle że nikt postronny nie ma tam wstępu, a piłkarze i trenerzy milczą jak grób, bo taki jest etos zawodowego sportowca.

tak samo jest z pracą agentów.

do określenia poziomu ich znaczenia w futbolu można dotzreć tylko metodą zadawania racjonalnych pytań.

na przykład, właśnie o to, dlaczego jednak wszyscy piłkarze za duże pieniądze agentów zatrudniają i odpalają im ten niebagatelny procent ? Moda ? zachowanie dyktowane młodym wiekiem i brakiem wykształcenia ?

a moze jednak lepiej dać prowadzić swoje sprawy facetowi, który zna ludzi, ma prawników pod ręką, jest na "ty" z wszystkimi grubymi rybami tego biznesu, ma know how w małym palcu.

widać ktoś to po prostu musi robić, skoro świat zawodowej piłki instytucję agenta uznaje za coś absolutnie niezbędnego. Istnieje na to zapotrzebowanie.

reszta jest milczeniem, może kiedyś jakiś eks-agent o cenionym w branży nazwisku napisze o tym poczytną ksiązkę, wtedy dopiero wielu otworzą się oczy, zrozumieją że zawodowy sport to nie jest podanie na lewe skrzydło, czysty wślizg czy zarządzony przez trenera wysoki pressing, ale właśnie kasa, biznes, transfery, medialne umowy, sponsorskie kontrakty, wielogodzinne negocjacje, kontakty w branży, prywatne znajomości, kruczki prawne w wielostronicowych zapisach między graczami, a koncernem , dla niepoznaki zwanym "klubem piłkarskim".

to jest zawodowy futbol.
w przeciwieństwie do amatorskiego, w którym jest piłka, 22 graczy, dwie bramki, boisko, trenerzy w dresikach i radość z miłego spędzania wolnego czasu, bo chodzi głownie o dzieci po szkole albo dorosłych po pracy.

ci co mają talent - od 12-13 roku są w zasadzie już ćwierc-zawodowcami, a agent sportowy w ich życiu zjawia się wcześniej niż pierwsza dziewczyna.

w Ameryce każdy zawodowy sportowiec, albo prawie każdy, ma agenta : od ligi NFL, przez boks po wyścigi w workach. I nikt już nie zadaje pytań : po co ? Rzeczywistośc, codzienna praktyka, weryfikuje przydatnośc poszcsególnych elementów tego układu. Jak coś nie działa i nie jest potrzebne, to odpada, zostaje wygaszone, zanika. A jak coś jest niezbędne, to istnieje.

warto się pogodzić z taką wykładnią świata.

Reasumując : jesli agent istnieje i ma się świetnie, to pytanie : czy to ma sens ? jest zbyteczne.

Właściwe pytanie musi dociekać : DLACZEGO istnieje i DLACZEGO ma sens ? CO w tej pracy jest tak wartościowego, cennego i pożądanego na rynku, że sie on ma znakomicie ?

proponuję więc pytanie, że tak powiem - o pozytywnie skierowanym wektorze, a nie na odwrót. Powątpiewanie w sens istnienia tego, co rzeczywistość uznaje za niezbędne, z całą dozgonną sympatią, tyleż zasadne, co prowadzące donikąd i w żąden sposób nie dążące do wyjaśniania rzeczywistości.
-
2017/06/25 12:58:10
Jeżeli mogę się wtrącić, to w tekście mowa o tym, że to Juventus dostał 50% z 100 mln zapłaconych przez MU, a w innym układzie być może dostałby 90% z 75 mln.
Być może... a być może nie. W tekście pada pytanie czy system jest sprawiedliwy. Nie wiem czy Rafał miał na myśli dopowiedzenie, że "system jest patologiczny" - ono się na pewno nasuwa. Dla mnie patologia by występowała wtedy, gdyby ktokolwiek z uczestników był do tej transakcji zmuszony, a raczej nie był. Prowizja Raioli to nie efekt jakieś chorego przepisu - to efekt negocjacji między zainteresowanymi stronami podejmującymi niezależne decyzje. Jest sens oburzać się tym, że ktoś zrobił deala życia, jeśli nie złamał żadnego prawa?
optymalizacja podatków to okradanie współobywateli, dajmy na to z infrastruktury
To co prawda nie blog polityczny, ale rozczula mnie takie wołanie na puszczy lub, jak kto woli, sikanie pod wiatr. Optymalizacja podatków to efekt zasiadania populistycznych idiotów przy władzy i zasługa tych, którzy na nich głosowali.
-
2017/06/25 13:03:40
"doniesień o dopingu reprezentacji Rosji"

:]]]

nie jestem fanem sposobu w jaki rząd w Rosji postępuje ze swoimi obywatelami, jak traktuje opozycję i ludzi nie pasujących do tzw. modelu. To żenada.

ale jednocześnie musiałbym zwariować od nadmiaru upału,żeby uwierzyć w to, ze mamy do czynienia z wiarygodnymi doniesieniami, a nie bezceremonialnym mieszaniem polityki do sportu.

Rosji można nie lubić za wiele rzeczy, ale człowiek przytomny i rozsądny musi się jednak zastanowić nad tym, dlaczego nagle - po Krymie, w napiętej sytuacji w Syrii, gdzie Rosja przejęła kontrolę i w pół roku zrobiła to czego Zachód w 5 lat nie umiał albo nie chciał - rosyjski sport staje się obiektem tak zmasowanych ataków ?

dziesiątki tysięcy Rosjan na dopingu, a w innych reprezentacjach cisza i wszyscy na mleku i kaszce ?

to jest atak także na przeponę myślącego i rozumiejąćego świat widza tego spektaklu.

pojedyncze przypadki na pewno są na porządku dziennym, jak wszędzie, ale tzw masowy doping, to jest termin ukuty na podstawie nie potwierdzonych dowodami osk arżeń ze strony jakiegoś rosyjskiego dysydenta, który uciekł z kraju i próbuje wkraśc się w łaski swoich nowych dobrodziejów.

krytykujmy Rosję za z buta traktowanie praw obywatelskich, ale litości - z daleka od sportu !

chodzi o to, by maksymalnie zepsuć atmosferę wokół rosyjskiego mundialu. JUż nawet dziecko widzi, co jest grane, tyle w tym finezji, nie mówiąc o etosie, nomen omen, szeryfa.

a że szeryf sam chodzi bez dolnej częsci odzieży... cóż, standarTy.
-
2017/06/25 16:19:02
"patologia by występowała wtedy, gdyby ktokolwiek z uczestników był do tej transakcji zmuszony"
Paradoks polega na tym, że do udziału w patologicznych mechanizmach nikt nikogo nie zmusza. Wystarczającą pokusą są dodatkowe pieniądze, które z tych procesów można wycisnąć. I ważne, że wszyscy uczestnicy tego procesu/procederu na tym zarabiają... - zarówno piłkarze, którzy załapią się na transferową karuzelę jak i ci, którzy nią kręcą, lub tylko pilnują żeby się kręciła, a nawet ci, którzy się tylko do krzesełek podczepią. A wielkość kwot, która na karuzeli zostaje z pewnością uzasadnia postawienie pytania czy są to koszty racjonalne, czy jeszcze bardzo opłacalny biznes, czy już zwykły przekręt.
P.S.
Przed chwilą zakończyliśmy udział MME. Z doniesień prasowych wynika, że "odniesiony sukces" w niczym nie zaszkodził transferowym planom naszych orłów. Może dlatego koniecznie trzeba było znaleźć winnego i nie mógł to być nikt z piłkarzy i ich otoczenia.
To nie będzie pierwsza impreza międzynarodowa w naszym wydaniu (również w dorosłej piłce), która skończyła się sportową klapą i pełnym transferowym sukcesem wszystkich zainteresowanych.
-
2017/06/25 18:23:57
@jodla
Rola agenta jest zdjecie z glowy pilkarza obowiazkow zwiazanych z kontraktami, pieniedzmi i tak dalej. Gdyby pilkarze mieli sie tym zajmowac sami, podejrzewam ze prezentowali by nizszy poziom.

Wiem, co jest rolą agenta (choć interesuje mnie to 'i tak dalej'), opisuję tylko mikrokosmos, w którym sprzedaje się mecze, a najwięcej zarabiają na tym ci, którzy mają najmniejszą zasługę dla jakości meczu.

Czyli zasluga agentow dla futbolu jest zblizona do na przyklad asystenta trenera ds przygotowania motorycznego. Tylko zarobki "troche" inne.

Nie, nie jest zbliżona. Jeśli piłkarz spuchnie po kwadransie, będzie grał słabiej. Jeśli podpisze jeden kontrakt mniej albo zarobi 10 zł mniej, nie będzie grał słabiej.

@repres1
Oskarżanie o zawiść jest o tyle jałowe, że nie da się z nim dyskutować. Nie umiem przekonać, że nie czuję zawiści, nie da się.

Co do meritum: polemizujesz z tezami, których nie stawiam. Nie twierdzę, że agenci są bezproduktywni. Napisałem wyraźnie, że produkują pieniądze, i to bardzo skutecznie. Zauważam jedynie, że zbliżamy się do sytuacji, w której ci, którzy robią najmniej dla spektaklu, najwięcej na nim zarabiają. I mogę ich działalność podawać w wątpliwość.
Mogę też nie przepadać za panami, którzy na giełdzie w Chicago zakładają się o ceny zbóż i na tym dobrze zarabiają, nie łamiąc prawa, ale wskutek łańcucha związków przyczynowo-skutkowych ludzie w Nigrze umierają z głodu. (To oczywiście nie jest dokładna analogia).
-
2017/06/25 18:30:20
@xavrasw
Dla mnie patologia by występowała wtedy, gdyby ktokolwiek z uczestników był do tej transakcji zmuszony, a raczej nie był. Prowizja Raioli to nie efekt jakieś chorego przepisu - to efekt negocjacji między zainteresowanymi stronami podejmującymi niezależne decyzje. Jest sens oburzać się tym, że ktoś zrobił deala życia, jeśli nie złamał żadnego prawa?

Zdarzyło się w Niemczech, że pewien pan, których chciał zostać zjedzony, dał ogłoszenie, że szuka kogoś, kto go zje, i znalazł kogoś, kto go zjadł. Nikt nie został tu do niczego zmuszony, konsumpcja nie była efektem chorego przepisu, lecz efektem negocjacji między zainteresowanymi stronami.
Mimo to pozostawiam sobie prawo do umiarkowanego entuzjazmu dla tego aktu. A czy jest sens się oburzać? Nie rozumiem pytania. Kto się oburza, ten się oburza, nie wiem, czy potrzeba tu jakiegoś 'sensu'. Można się nie oburzać, można nie krytykować drużyny po porażce (czy jest sens?), można też zrezygnować z pisania. Wszystko można.
-
2017/06/25 19:24:58
@Rafał

Nie śmiałbym nawet rekomendować Ci, żebyś się nie oburzał na fakt X albo nie krytykował faktu Y. Byłbym wdzięczny za linka do tej historii o zjedzonym Panu Niemcu, bo z tego, co mi wiadomo, kanibalizm jest zakazany w zdecydowanej większości współczesnych krajów i wolna wola oraz gentelman's agreement tego (stety lub niestety) nie zmieniają, a przecież tego nie wymyśliłeś, nie?
A wracając do meritum (bez oburzenia): czym różni się rola agenta piłkarskiego od adwokata, doradcy podatkowego czy pośrednika nieruchomości? Przecież te zawody też nie tworzą wartości dodanej, a ich przedstawiciele (przynajmniej niektórzy) również zarabiają olbrzymie pieniądze (fakt, nie pisze się o nich w gazetach zazwyczaj). Przecież ich przedstawicieli też ludzie wynajmują, żeby doradzali/pomagali im w określonych sprawach. Czy pytania, które postawiłeś w tekście odniósłbyś też do nich? Czy system prawny w Polsce działałby lepiej, gdy adwokaci zarabiali mniej? (pytanie analogicznie do Czy to oznacza, że system działa? z Twojego tekstu)

@Alp
Paradoks polega na tym, że do udziału w patologicznych mechanizmach nikt nikogo nie zmusza.
To skąd wiadomo, że są patologiczne? Patologia korupcji w polskiej piłce ligowej polegała na tym, że do procederu niektórych zmuszano (oficjalnie: usilnie namawiano). Patologia w kolarstwie (casus Armstronga) polegała na tym, że niektórych wprost zmuszano do brania dopingu (patrz: zeznania Landisa). To, że ktoś na czymś zarabia to jest, wg powszechnie obowiązujących definicji, biznes. Patologia ma trochę inną definicję.
-
2017/06/25 19:58:41
@xavrasw
Brzydkie to pytanie sugerujące, że wymyśliłem historię o kanibalach, a fe. Zwłaszcza że guglanie zajmuje kilka sekund. Jest mi przykro, ale tacę oczywiście podam:

www.theguardian.com/world/2003/dec/04/germany.lukeharding

Na wszelki wypadek wklejam też mój ulubiony fragment:

The unprecedented case has proved problematic for German lawyers who discovered that cannibalism is not illegal in Germany.
Instead, they have charged Meiwes with murder for the purposes of sexual pleasure and with "disturbing the peace of the dead".

A nawet jeśli prawo zakazuje kanibalizmu, to rozumiem, że należy je zmienić i zaakceptować przy obopólnej zgodzie? Skoro absolutyzujemy 'efekt negocjacji między zainteresowanymi stronami podejmującymi niezależne decyzje'?

czym różni się rola agenta piłkarskiego od adwokata, doradcy podatkowego czy pośrednika nieruchomości? Przecież te zawody też nie tworzą wartości dodanej, a ich przedstawiciele (przynajmniej niektórzy) również zarabiają olbrzymie pieniądze (fakt, nie pisze się o nich w gazetach zazwyczaj). Przecież ich przedstawicieli też ludzie wynajmują, żeby doradzali/pomagali im w określonych sprawach. Czy pytania, które postawiłeś w tekście odniósłbyś też do nich?

Może do niektórych bym odniósł, nie wiem. Potrzebowałbym zanalizować tamte dziedziny, sprawdzić, co tam znaczy sformułowanie 'olbrzymie pieniądze' (ciekawi mnie, czy istnieje pośrednik od nieruchomości, który zgarnia 49 mln ze sprzedaży chałupy za 100 mln), porównać, co kto robi w porównaniu do agenta piłkarskiego. O Raioli znajomi insiderzy z Italii opowiadali mi, że on nade wszystko skutecznie sieje zamęt w szatni, oczywiście w razie potrzeby. Tacy insiderzy, którym raczej ufam. Generalnie myślę, że każde pośredniczenie czy konsulting to inna historia, czasami bym docenił, a czasami nie docenił. Normalna sprawa - reguły gry gdzieniegdzie są ułożone fajniej/sensowniej, a gdzieniegdzie całkiem odwrotnie.
-
2017/06/25 22:14:57
1. To zdanie na końcu to nie cytat z Raioli tylko ze znanej hiszpańskiej komunistki o pseudonimie La Pasionaria, której nazwiska nie pomnę.
2. O tej aferze Donnarummy to pierwsze słyszę, ale zadziwia mnie wymaganie od piłkarzy lojalności wobec klubów, kiedy one żadnej lojalności wobec zawodników nie wykazują.
A co do dopingu Rosjan, to skoro brali i nie wygrali meczu to co z tymi, którzy wygrywali?
-
2017/06/25 22:36:19
@xavrasw
Coś niecoś wiem na temat konsultingu...
Zapewniam Cię, że jest tak jak pisze Rafał. Często jest to rzetelna usługa za uczciwą cenę, a czasem niekoniecznie. A widziałem też opracowania które były tylko zlepkiem niestarannie przepisanych innych opracowań, czy wręcz instrukcji i redagowane były tylko jako przykrywka do faktycznego przelewu pieniędzy. Oczywiście była też usługa tylko, że niekoniecznie konsultingowa. Naturalnym podglebiem takich zjawisk na rynku jest sytuacja kiedy popyt na dane dobro, przekracza jego podaż. I chyba nie masz wątpliwości, że w każdym okienku transferowym do takich transakcji dochodzi, co oczywiście nie musi oznaczać, ze wszystkie takie transakcje są skażone patologią.
I mylisz się, że patologia występuje tylko w połączeniu z przymusem. Tam gdzie wszyscy dostają działkę i są z niej mniej lub bardziej zadowoleni tam też mogą występować zjawiska patologiczne. W polskiej piłce też tak bywało. "Przymus" to raczej alibi, które wymyślili na swoją obronę uczestnicy obrotu, a powszechność praktyki to raczej stopień degeneracji środowiska.
A na pewno dzwonkiem alarmowym powinny być informacje o zaniżaniu wartości transferu. Tu nie chodzi tylko o optymalizację podatkową, bo jeżeli jedna strona nawet faktycznie taki efekt osiąga, to druga ma problem z rozliczeniem kosztów (w konsekwencji nadwyżką podatku do zapłacenia) i musi tworzyć/pozyskać lipne faktury, żeby dodatkowego opodatkowania uniknąć. Taki mechanizm pojawia się zawsze tam, gdzie występują przepływy z ręki do ręki, bo ich udokumentowanie byłoby ewidentnym dowodem korupcji.
-
2017/06/25 22:47:07
@ grzespelc
W aferze Donnarummy, z tego co na razie wiadomo, chyba bardziej chodziło o podbicie honorarium w nowym kontrakcie, co oczywiście nie wyklucza sowitej prowizji.
Do "złotego strzału" to on jest raczej dopiero szykowany.
-
2017/06/26 11:11:14
Dzień dobry,

Ja w nastęującej sprawie: "To dzisiaj popularne pytania nie tylko w piłce, zwłaszcza po wybuchu kryzysu zadawane przez mnóstwo mądrych ludzi zaniepokojonych tym, jak świat rozdziela wytwarzane przez siebie dobra."

Z tym tym samym zastrzeżeniem jakie uczynił Kronikarz: "Nie jestem kompetentny, by się odzywać, nie będę nikogo obrażał uproszczeniami, zdaję sobie sprawę, że nawet satysfakcjonujące zdefiniowanie sprawiedliwości może przekraczać wytrzymałość niszowego bloga o sporcie i przyległościach."

Problem jaki chciałbym poruszyć, nie jest oczywiście niczym odkrywczym i na pewno wiele razy o tym rozmawialiście. Odkąd zostałem psychofanem Kroniki, temat był poruszany między innymi w felietonie pt. "Klasa wybitnie uprzywilejowana".

Pieniądze, piłka nożna, pieniądze, piłka nożna, kasa, kasa, futbol, widowisko, dolary, rozdaje dolary, euro, jeny i juany + emocje. Kto dziś szczęściu dopomoże? Każdy dzisiaj wygrać może!

Setki szkółek piłkarskich, setki boisk piłkarskich. Co ja mówię "setki", pieprzone "tysiące". Dzieci zapisywane przez rodziców do tych szkółek w wieku trzech i czterech lat. Oczywiście dlatego, że to piękny i szlachetny sport, oczywiście.

Rodzice nagrywający sześciolatków na treningach i meczach, tłumaczący sześciolatkom popełnione w czasie gry błędy, ganiający z brzdącami do trenerów indywidulanych, do trenerów od techniki, do trenerów dla bramkarzy i zbój wie co tam jeszcze.

Wątku atmosfery na meczach dzieciaków - nie poruszam.

Oczywiście wszystko dlatego, że piłka nożna to piękny i szlachetny sport, nieprawdopdobnie rozwijający, pozwalajacy spełniać marzenia i - nie zapominajmy o tym - służyć ojczyźnie.

Pieniądze, piłka nożna, pieniądze, piłka nożna, kasa, kasa, futbol, widowisko, dolary, rozdaje dolary, euro, jeny i juany + emocje, piękne rzecz jasna emocje. Kto dziś szczęściu dopomoże? Każdy dzisiaj wygrać może!

Pieprz się piłko nożna!

To ja jestem tym Szkieletorem ze zdjęcia rentgenowskiego! Widzisz mnie szmato?

Dwie sytaucje.

Pierwsza:

Zapisałem ostatnio syna na treningi lekkoatletyczne, do klubu lekkoatletycznego - jednego z bardziej znanych w Warszawie, ale tak naprawdę to nie wiadomo, bo czy są aktualnie jakieś znane kluby lekkoatletyczne? W całej grupie jest może siedmioro dzieci. I nie jest to grupa "rocznikowa". Pomiędzy kandydatami na lekkoatletów jest w tej grupie spory rozstrzał, gdy chodzi o wiek.

Druga:

Rozmawiałem ostatnio z chłopakiem, który był zawodnikiem w jednej z dyscyplin lekkoatletycznych. Osiągał bardzo przyzwoite wyniki. Tuż przed rzed Mistrzostwami Polski doznał kontuzji. Wcale nie jakiejś poważnej, po prostu nie mógł wystartować. Zakończył karierę, bo na dzień dzisiejszy warunkiem jakiegokolwiek dofinansowania w lekkiej, jest madal Mistrzostw Polski.

Pieprz się piłko nożna.

Każdy kto mówi, że piłka nożna zmienia świat na lepsze - kłamie.

414

ps przejdzie mi, ale musiałem to z siebie wyrzucić.
-
2017/06/26 13:42:33
Moim zdaniem warto byłoby zadać pytanie nt. ogólnie pojętej uczciwości zawodowej agentów. Sama funkcja agenta jest moim zdaniem jak najbardziej potrzebna.

Zawodowi sportowcy to jednak w dużej mierze ludzie młodzi, nie zawsze na tyle inteligentni, żeby odpowiednio szanować i spożytkować zarobione pieniądze (oczywiście to odnosi się nie tylko do sportowców, ale skala raczej jest tu większa). Podobnie większość ich rodzin.

Podstawową rolą agenta powinno być (nie mówię, że obecnie jest) takie dbanie o interesy klienta, dzięki któremu jego kariera rozwijałaby się możliwie najbardziej harmonijnie, także finansowo, także po wycofaniu się ze sportu. Wielu piłkarzy jest zaprzyjaźnionych ze swoimi agentami i tak powinno to wyglądać - na zasadzie symbiozy. Porównanie do doradcy inwestycyjnego/finansowego jest dosyć trafne.

To, że kluby, choćby ten przykładowy Juventus, dają się robić w konia przez agentów, no cóż, taki jest biznes. Rynek sportowy zawsze będzie rynkiem pracownika. Rozwiązaniem może być fakt, że kluby zaczynają zatrudniać specjalistów właśnie od kontraktów i tego typu rzeczy. Czasem tylko dla pojedynczych transakcji, ale czasem i na stałe. Bo w rozwiązanie typu całkowita przejrzystość przepisów, wysokości prowizji itp. to nie wierzę.

Tak czasem sobie myślę, czy gdyby George Best miał dbającego o niego agenta to czy nie byłby wśród najlepszych piłkarzy wszechczasów? Czy Dariusz Marciniak nie osiągnąłby poziomu Kamila Grosickiego? Czy Mirosław Okoński nie podbiłby Bundesligi?
-
2017/06/26 14:55:15
Czy tatuażyści są ważni dla jakości piłki nożnej? Czy Zlatan bez tatuażu grałby gorzej? Czy zarabiają niewspółmiernie do tego co robią? Nie. Zarabiają tyle na ile ich pracę wyceniają piłkarze.
A agenci? Zarabiają tylko ile warta jest ich praca w ocenie tych, którzy im płacą. Widocznie Juventus/Pogba uznali, że warto tak podpisać umowę by agent miał połowę z kwoty z transferu. Zadaniem agentów nie jest dbanie o jakość spektaklu piłkarskiego tylko o zadowolenie klientów - piłkarzy.
-
2017/06/26 22:53:50
@ytuch
Dodałbym jeszcze, że piłka jest okrągła, a bramki są dwie. To wywód czyni kompletnym, może nawet opisującym cały świat.
-
2017/06/26 23:15:23
@ytuch
Zadaniem agentów nie jest dbanie o jakość spektaklu piłkarskiego tylko o zadowolenie klientów - piłkarzy.

Intensywnie próbuję zrozumieć w czym różniłoby się zadowolenie Pogby, gdyby Manchester zapłacił Juventusowi 50 mln + 5 mln agentowi, bądź gdyby zapłacił Juventusowi 90 mln + 9 mln agentowi - w porównaniu do sytuacji w której zapłacił 50 mln Juventusowi i 49 mln agentowi. Jestem w stanie zrozumieć wpływ agenta na (nie)zadowolenie klubów...
-
2017/06/27 00:01:18
Piłko nożna,
przepraszam Cię.
Nie gniewaj się na mnie.
-
2017/06/27 21:51:12
Jako osoba z branży tzw. fuzji i przejęć napiszę jak wygląda to z mojej perspektywy.

W tym artykule http://www.dailymail.co.uk/sport/football/article-4493678/Mino-Raiola-insists-41m-Paul-Pogba-cut-clean.html napisane jest, że wysoka płatność wynikała z poprzedniej umowy zawartej jak Pogba przychodził do Juve. To że Juve się na to zgodziło oznacza tylko jedno - że wówczas Raiola zrezygnował z części wynagrodzenia płatnego od razu na potencjalnie wyższe wynagrodzenie płatne w przyszłości. I teraz zbiera tego frukty.

Nie wiadomo, na ilu tego typu umowach Raiola stracił. Kwota szokuje, ale być może musi ona pokryć nawet kilkadziesiąt stratnych umów.

Ja wyceniając wynagrodzenie za sprzedaż firmy, wyceniam pracę mojej firmy, a potem ważę to prawdopodobieństwem sukcesu. Tak, bo to są umowy gdzie kasa zjawia się tylko jeżeli dojdzie do sukcesu. I co ciekawe, miałem też takie umowy, gdzie właściciel godził się na to, żeby zapłacić nam 25% (!) wartości transakcji powyżej pewnej bardzo wysokiej kwoty - więc jakbym znalazł i przyprowadził szalonego chińczyka to kwoty szły by w dziesiątki milionów "za nic".

Oczywiście tak się nie dzieje. Przeciętna firma kilka razy wkłada pracę na darmo, a raz zgarnia wysokie wynagrodzenie.

I teraz klucz do sukcesu: wchodzić w takie interesy, które wypalają - wówczas utrzymujesz stawki rynkowe, a prawdopodobieństwo rośnie = czysty zysk. I tak działają najlepsi.

Mam nadzieję że wyjaśniłem trochę

typ_1909
-
2017/06/27 21:52:59
I przepraszam że tak dziadowsko wkleiłem link - pierwszy raz to robię

typ_1909
-
2017/06/27 22:40:30
Rafale, trochę dystansu do krytyki stanowiska. Nie znam Cię na tyle, żeby stwierdzać, że zawiść to Twoja cecha osobista :) . Raczej kpię z podejścia większości nas - Polaków.
Tym razem cytat:
"zbliżamy się do sytuacji, w której ci, którzy robią najmniej dla spektaklu, najwięcej na nim zarabiają".
Mój znajomy "optymalizował" zatrudnienie w różnych firmach, na zlecenia ich szefów. Kręcił się po firmie, obserwował (w tajemnicy przed pracownikami, co do swojego zadania) i przedtawiał swoje uwagi:
- Temu dołożyć obowiązków. Tamtego przesunąć na to stanowisko. Tamtej zlecić dodatkowe obowiązki... A tego faceta, który siedzi pod oknem, zwolnić, bo nic nie robi, tylko czyta gazety, pije kawę, patrzy w okno i spaceruje po firmie.
- Proszę Pana - mówi szef - ja mogę zwolnić każdego, ale nie tego gością. Ten gość może nic nie robić, ale raz do roku powie jedno zdanie. I my wszyscy z tego jednego zdania żyjemy przez kolejny rok.
------------------------------------------------------
To nie menedżerowie piłkarscy wymyślili tezę, że lepszy jest gram handlu od kilograma roboty. Kopacz nożny może strzelić 100 goli w LM i, o ile znam zarządy klubów, dostałby za to 2 mln euro. Menedżer zrobi mu z tego 200 mln euro. Bo kopacz nożny jest od kopania i na tym się zna. Menedżer zna się na robieniu pieniędzy z tego kopania. Pieniędzy dla kopacza i dla siebie.
Gdyby wszyscy polscy kierowcy mieli jednego menadżera, to benzyna w Polsce kosztowałaby 2 zł/litr. I Orlen też byłby dochodowy.
-
2017/06/28 00:27:28
@ repres1
Tą anegdotę o "facecie od gazety" doradcy personalni opowiadali na szkoleniach już na początku lat 90-ch. Czasami w wersji, że pomysł miał tylko raz i to przed paru laty, ale zwolnić go nie można bo może przejść do konkurencji i wymyślić coś dla nich.
Tylko, że z niej nic nie wynika poza tym, że nie można stosować tych samych kryteriów, do prac o różnym charakterze.
Natomiast jeżeli faktycznie Raiola zawarł "diel" z Juve i Pogbą przewidujący nadzwyczajną prowizję przy kolejnym transferze, to jest to wyłącznie sprawa między stronami. Czy taka prowizja nie zachęcała Rajolę do dodatkowych (niekoniecznie w pełni legalnych) "dielów" żeby doprowadzić do uzyskania efektu finansowego, to już zupełnie inna sprawa.
-
2017/06/28 23:06:24
@bartoszcze
Niech zastanawiają się ci, którzy im płacą.

@rafal.stec
We wpisie Pan dziwi się, że bramki są 2. Przyszedłem potwierdzić. ;)
-
2017/06/29 07:42:47
@alp61
Nie "tylko to wynika", ale "aż to wynika".
Mechanikowi samochodowemu nie płaci się za kręcenie śrubami. Płaci się za to, że wie, którą śrubą kręcić i jak kręcić.
Piłkarz nie ma obowiązku posiadania agenta. Piłkarz wie, co robi, gdy zatrudnia agenta i najczęściej nie narzeka, że go zatrudnił. To się opłaca. Dlaczego? Bo jednym podpisem można sobie zrujnować kawał życia, można też wspaniale urządzić sobie kawał życia. Agent jest od tego, żeby zawodnik składał właściwy podpis. Świat piłkarski nie składa się z "dobrych działaczy klubowych i złych agentów".
Miałbym też duży dystans do "machlojek podatkowych" agentów. Świat nie składa się z "dobrych fiskusów i złych podatników". A może jednak tak jest? Naprawdę w to wierzysz?
-
2017/06/30 00:20:52
@ Repres1
" Świat nie składa się z "dobrych fiskusów i złych podatników"." - Podpisuję się obiema rękami.
-
2017/06/30 00:29:08
@repres
Agent jest od tego, żeby zawodnik składał właściwy podpis.

Ale właściwy z punktu widzenia zawodnika, klubów czy agenta?
Bo logicznie rzecz biorąc: jeśli MU płaci 40+ baniek prowizji agentowi, to ile z tej kasy mogłoby pójść na wyższe wynagrodzenie czy bonusy zawodnika...
-
2017/06/30 01:41:20
@bartoszcze
0.
-
2017/06/30 09:54:17
Więc jeżeli agent nie potrafi załatwić klientowi wyższego kontraktu, za to załatwia sobie megaprowizję, to na czym polega "właściwość" podpisu zawodnika w miejscu wskazanym przez agenta?
-
2017/06/30 11:47:54
@bartoszcze

Przeczytaj raz jeszcze mój post. To nie jest kwestia relacji zawodnik - agent. To jest umowa agent-klub.

Odnośnie umowy zawodnik-agent, zapewne w tym przypadku, jako że zawodnik zgodził się na to, by agent pobierał prowizję od klubu (co utrudnia negocjacje), to zmniejsza to wynagrodzenie płacone agentowi przez zawodnika. To trochę jak w nieruchomościach - kto płaci prowizję pośrednikowi? No otóż jak wiesz jest bardzo różnie.

Agentowi zależy na jak najwyższej wartości transferu, ale jednocześnie to zawodnik decyduje o transferze. Tak więc zawodnik decyduje o transferze biorąc pod uwagę kwestie sportowe (ha ha) oraz wynagrodzenie, i tu jego agent musi mu dostarczyć satysfakcjonującą ofertę. Kwota transferu to wyłącznie sprawa między agentem i klubem, i w tym wypadku tak jak @ytuch uważam że nie przekłada się to na wynagrodzenie piłkarza.
-
2017/06/30 12:10:13
@typ
Ale ja wiem, co napisałeś.
Rozważamy teraz zupełnie inną kwestię, właśnie odnoszącą się do relacji zawodnik-agent.
-
2017/06/30 13:06:57
" zawodnik zgodził się na to" - zgodził się, czy został postawiony pod ścianą i nie miał wyjścia.
W teorii prawa istnieje takie pojęcie jak "lwia umowa". Oczywiście nie znamy szczegółowych relacji zawodnik-agent, zawodnik-dotychczasowy klub ani zawodnik-nowy klub. Z negocjacji wiemy tylko tyle ile strony nam ujawnią, a i informacje o szczegółach kontraktów to jak się często po czasie okazuje (wszystkiego i tak się nie dowiadujemy) tylko wierzchołek góry lodowej. Ale nawet to czego się dowiadujemy o niektórych kontraktach czasami sprawia wrażenie graniczące z pewnością, że zawarto lwią umowę, a prawdziwy diel został ułożony pomiędzy stronami ponad głową zawodnika.
A to, że zawodnik z takiego kontraktu potrafi się cieszyć (przynajmniej oficjalnie w mediach) to majstersztyk klasy sprzedaży mostu Kierbedzia.
-
2017/07/03 12:11:31
@bartoszcze

Ok. Ja tylko chciałem zwrócić uwagę, że nie zawsze megaprowizja oznacza megazyski - choć trudno i niepopularnie jest tak myśleć.

@alp61
Sądzę że Pogba jest takim produktem, że od dawna oprócz agenta ma jeszcze sztab innych doradców i sytuacja "lwiej umowy" tu nie występuje - tzn nie jest stratny :)

W ogóle ten piłkarz jest dla mnie przykładem najwyższego "uproduktowienia", tak jak również Neymar i Lewy. Odnoszę wrażenie, że ci piłkarze kontrolują dosłownie każdy gest. Żeby nie było, uważam, że to oznaka totalnego profesjonalizmu, ale wygląda to sztucznie.