Blog > Komentarze do wpisu

Ciemność Interu, wizja Juve

Inter Mediolan, Juventus, transfery

W sezonie 2009/10 uwagę całej ligi włoskiej przyciągali środkowi obrońcy Bari, prowincjonalnego klubu będącego beniaminkiem – Andrea Ranocchia oraz rok starszy Leonardo Bonucci. Obaj zadebiutowali w reprezentacji kraju, obaj latem podpisali kontrakty z wielkimi firmami. Ucieleśniali przyszłość.

Ranocchia związał się z Interem Mediolan, przeżywającym wówczas, po triumfie w Lidze Mistrzów, okres chwały. I z czasem przestał uchodzić za talent, zmalał wręcz do pośmiewiska, tułał się po wypożyczeniach. Od tamtej pory zajrzał już do Genoi, Sampdorii, angielskiego Hull.

Bonucci związał się z Juventusem, tkwiącym wówczas w przeciętności, wciąż pamiętającym karną degradację do Serie B. I wydoroślał na czołowego obrońcę na świecie – eleganckiego, podającego jak rozgrywający, porównywanego do Franza Beckenbauera. Od tamtej pory wystąpił w 319 meczach turyńczyków, angielscy potentaci oferują za niego dziesiątki milionów.

Niewykluczone, że obaj dostali to, na co zasłużyli. Ranocchia był mniej zdolny i/lub pracowity, Bonucci okazał się bardziej zdolny i/lub pracowity. Ich losy idealnie oddają jednak to, co od lat dzieje się w Interze oraz Juventusie. W klubach o podobnych ambicjach, lecz drastycznie różniących się sposobem działania.

Od dawna z chorą fascynacją obserwuję, jak bałagani się w Interze, czasami czuję się perwersyjnie, jak podglądacz. I zarazem nie umiem wyjść z podziwu, gdy patrzę, jak to się robi w Juventusie.

Inter sprawia wrażenie – niezależnie od nazwiska aktualnego właściciela czy prezesa – instytucji, w której istnieje mnóstwo ośrodków władzy; w której piłkarz pozyskany jako kluczowy może znienacka, wskutek losowania, skarleć do zbędnego fajtłapy; w którym niezborne ruchy transferowe służą nie wiadomo czemu. Ministerstwo głupich kroków.

Kiedy czytam we włoskich mediach, kogo zaraz sprzedadzą – z woli własnej albo z woli piłkarzy – nawet nie rozmyślam, ile ci zawodnicy są warci w sensie sportowym. Upewniam się raczej, czy Inter zatrudniał ich wczoraj, czy przedwczoraj.

Ever Banega? Wzięty przed sezonem, w 2016 roku. Marcelo Brozović? W 2015. Ivan Perisić? 2015. Schorowany Stefan Jovetić? 2015, już zimą został wypożyczony do Sevilli. Niesubordynowany Geoffrey Kondogbia? 2015. Przeglądam listę i przypominam sobie tych wszystkich Ademów Ljajiciów, Felipe Melo czy Xherdanach Shaqirich – mógłbym długo ciągnąć, naprawdę – w których pokładano mniejsze lub większe (często większe) nadzieje, a oni wytrzymali w drużynie ledwie parę chwil. Słyszę, że zasadzają się albo zasadzali mediolańczycy na Grzegorza Krychowiaka i aż się wzdrygam. Wybierać się do nich w sezonie przedmundialowym byłoby skrajnym ryzykiem, tam co pół roku sprowadza się do środka pola jakiegoś Roberto Gagliardiniego, czyli gracza obowiązkowo perspektywicznego, tam piłkarzy często się nie szanuje, łatwo skreśla, szybko wymienia na lepszy model. Bajzel na kółkach.

Tak, wiem, władzę bierze w Interze trener Luciano Spalletti, a on nie pozwala sobie włazić na głowę (w Romie nie przestraszył się nawet św. Francesco Tottiego), myśli spójnie, działa strategicznie. Tyle że akurat w mediolańskim rozgardiaszu w piątek możesz być guru, a w poniedziałek – przybłędą. Wystarczy wspomnieć los Franka de Boera, którego ściągnięto niemal w przededniu sezonu, by stworzył własny świat, a potem wylano po niespełna trzech miesiącach.

W obecnej szatni Interze uchował się jeden piłkarz ze stażem dłuższym niż pięcioletni, pozyskany w 2011 roku Yuto Nagatomo. W Juventusie mają Gianluigiego Buffona (od 2001), Giorgio Chielliniego (2005), wspomnianego Bonucciego (2010), Andreę Barzaglego (2011), Claudio Marchisio (2006) i Stephana Lichsteinera (2011). Ostatnio u nich akurat też zagęściło się od nowych twarzy – trener Massimiliano Allegri radykalnie przeprojektowywał drużynę po przegranym finale LM przed dwoma laty – ale w ich posunięciach cały czas widać, że kombinują i krótkoterminowo, i długofalowo. Żeby biegać za Wojciechem Szczęsnym, trzeba nie tylko finansowej przewagi nad resztą ligi, lecz także pomyślunku, planowania tego, co będzie po Buffonie, czyli prawdopodobnie za rok. Dla Interu to przyszłość tak odległa, że jego zarządcy prawdopodobnie sądzą, iż nigdy nie nastanie.

Wspominałem już po zdobyciu przez Juve szóstego z rzędu mistrzostwa kraju, że turyńczycy stale przeczesują włoskie murawy, by wytropić i „zarezerwować” dla siebie najzdolniejszych młodzieńców. Wtedy przywoływałem Mattię Caldarę, rewelacyjnego 23-letniego obrońcę Atalanty (Bonucciego przechwycili w tym samym wieku), którego wzięli w styczniu i natychmiast pozostawili na obecnym klubie, żeby nie się rozwijał, zamiast leżeć w rezerwie. A mogłem też zwrócić uwagę na Rodrigo Bentancura, 20-letniego urugwajskiego pomocnika Boca Juniors, na którym położyli ręce już w 2015 roku. Ewentualnie na jego rówieśnika Riccardo Orsoliniego, również pozyskanego minionej ziemi.

Wtedy nie przypuszczałem jednak jeszcze, że skrzydłowy Ascoli zostanie królem strzelców mundialu dwudziestolatków. Został. A Juventus podpisał z nim umowę do 2022 roku, zawierającą ponoć opcje sięgające roku 2025.

Nie wiem, czy Orsolini osiągnie kiedykolwiek klasę Bonucciego, ale zdaje mi się urokliwą ironią losu, że Bonucci dorastał – między 18. a 22. rokiem życia – akurat w Interze Mediolan.

wtorek, 13 czerwca 2017, rafal.stec
Komentarze
2017/06/13 23:35:51
Jest jeszcze jedna zasadnicza różnica między tymi klubami. Inter wykorzystał swoją chwilę chwały i wygrał Ligę Mistrzów. Juventus wciąż na to czeka.
-
2017/06/15 19:05:45
6 lat upokorzen Interu i 2 finaly Juve. Rachunek oczywisty :)
-
2017/06/16 03:59:57
"To na pewno dlatego, że są bardziej pracowici i zdolni, system działa perfekcyjnie "
Wyczuwam ironię, czy bywał Pan na lekcjach/wykładach z ekonomii?
-
2017/06/16 11:37:45
@vince1987
Mnóstwo jest takich zasadniczych różnic. Np. Inter zdobywał Puchar Europy w latach 1964 i 1965, a Juve nie.

@ytuch
1) Źle Pan wyczuwa, to zachwyt nad kształtem świata.
2) Bywałem. Dlaczego Pan pyta?
-
2017/06/16 22:28:22
W Lublinie też dzisiaj ciemność. Biało-czerwona.
Mam wrażenie, jakbym oglądał wystawę wszystkich gniotów PMSz.
-
2017/06/16 23:35:14
@Antropoid
"PMSz"... - ładnie ustawiali.
Zastanawiam się skąd tyle niedokładności i związana z nią strata tylu piłek. Brak zgrania też ewidentny... Czy to tylko stres przed pierwszym meczem? Nie wygląda to dobrze. Zwłaszcza, że Anglicy i Szwedzi nie zrobili sobie krzywdy.
-
2017/06/17 00:06:59
Najbardziej łyso w tym wszystkim wyglądają niektóre media (TVP Sport między innymi), które określały Słowaków mianem "najłatwiejszego rywala". Okazało się, że rywal ten ma więcej jakości niż polska kadra, jeśli chodzi o atak pozycyjny i nawet na tle Szwedów czy Anglików nie wygląda na starcie słabiej. W każdym razie dwa lata w młodzieżówce to nie jest taki krótki okres i obrońcy tytułu mnie niczym nie zachwycili, może poza strzałem w spojenie Cibickiego.

Oczywiście Polacy mają talenty, ale to wszystko jest bardzo nieskładne jako grupa. Znów brakuje rozgrywającego, brakuje DM w typie Busquetsa z oczyma dookoła głowy (przepraszam, Karolu, że aż z takiej grubej rury) - u nas, w PMSz się takich nigdy nie wychowywało. No i Dorna też się nie popisał, zmienił Kapustkę chyba po 10 minutach (chyba nie przesadziłem) od wyraźnej sygnalizacji zmiany. A niechby już ten Moneta biegał wcześnie, przecież zostawianie na boisku człapiącego zawodnika obciąża zespół.

Ostatnia refleksja to taka, że turniej nadziei na bycie wypatrzonym przez skauta, mocniejsze zapukanie do drzwi poważnych klubowych firm i wejście smoka potem w świat seniorski dla niektórych może oznaczać coś zupełnie przeciwnego. Patrzący "ze świata" na Wrąbla łapali się na pewno za głowę. I to bywa dość okrutne i smutne, bo zapewne ma umiejętności. Brak pewności siebie i dziwne decyzje - to nie pomaga w karierze bramkarza.

Natomiast całkowicie popieram decyzję Napoli. Wpychanie seniorów z powrotem do reprezentacji młodzieżowych nie ma sensu. Chrzanić tę pseudopresję, że gospodarz, że musimy mieć najsilniejszy skład. Nie, młodzieżowe kadry są od czegoś innego.
-
2017/06/17 00:33:09
Niedokładność - całe to niechlujstwo, to przecież znak towarowy polskiego futbolu.
Nawet jego największa gwiazda, kapitan I reprezentacji nie próbuje tego ukrywać.

Ja zawsze dodaję do tego fatalną grę bez piłki, co dziś też doskonale było widać. Filmowy tekst: "polski gangster rusza się jak wóz z węglem" jak ulał pasuje do polskich piłkarzy, do tego, jak nasi wyglądali dziś na tle Słowaków.
Bałagan niezmiennie panuje też w sferze podejmowania decyzji na boisku, no a gol na 1-2 to już z naszej strony kryminał do sześcianu.
Obrazu całości dopełnia bramkarz - w takim meczu uczący się piąstkowania.
-
2017/06/17 00:42:59
Z plusów: momentami dość dobry wysoki pressing. Przez moment drugiej połowy też szybki atak bardzo groźny. To są jednak tzw. "momenty". Były? No, były, ale poza golem w pierwszej minucie jałowe. Linetty tę piłkę meczową, którą zepsuł, chcąc strzelić z pierwszej, bo potem nie byłoby za wiele czasu... powinien tak naprawdę dostać od razu, a nie przypadkiem na dobitkę. Sporo było takich sytuacji, gdzie chłodny boiskowy łeb (a może wzrok by wystarczył) rozwiązałby to inaczej.
-
2017/06/17 01:25:58
Wczorajszy mecz orlikow to takie deja vu. Poprzednio rowniez z udzialem Slowakow, przy debiucie Nawalki w 2013, tez bardzo slaby mecz reprezentacji. Jak to ktos trafnie ujal, gra podobna do tej, gdy reprezentacja byla na 78 w rankingu ( po meczu ze Slowacja wlasnie:) Ps. Na poprzednim Euro U21, gospodarze Czesi rowniez przegrali pierwszy mecz 1:2. Oby to nie byl koniec analogii, bowiem pozniej prawie wyszli z grupy po rozbiciu Serbii i remisie z Niemcami.
-
2017/06/17 11:06:35
Faktycznie momenty były... Do pozytywów zaliczyłbym również bardzo ładne/bliskie trzymanie linii w ataku pozycyjnym na całym boisku, zwłaszcza w pierwszych fragmentach meczu, momentami przypominającego grę Islandii i Walii na Euro. Dobrze wyglądało też przeszkadzanie rywalowi wysoko, już na jego połowie z bliską asekuracją defensywy. Ale z czasem to się rozjeżdżało, wyglądało co raz gorzej. Pojawił się chaos, nerwówka, za wiele było indywidualnego szarpania, a za mało boiskowej współpracy.
Chyba nikt nie ma jednak wątpliwości, że wygrał lepszy we wczorajszym meczu? Nawet jeżeli główka strącona przez bramkarza Słowaków na poprzeczkę (świetna i główka i parada) mogła dać nam 2:2, a do końca meczu jeszcze trochę czasu było.
-
2017/06/17 16:27:28
Jeszcze pokazali, że w sytuacjach typu wrzutka - główka potrafią być groźni.
-
2017/06/17 16:37:26
Tak sobie myślę, że z drużyną, której kibicujesz - czy to reprezentacja, czy to zespół klubowy - jest czasem dokładnie tak, jak z twym człowieczym losem.

Idziesz spać wierząc, że jutro będzie lepsze i wolne od błędu. Masz w pamięci dni chwały, śnisz o nich, aż w końcu nie wiesz czy są one prawdziwe, czy nie.

Budzisz się rano i idziesz pobiegać. Chciałeś zrobić dyszkę, ale nic z tego niestety. Przebiegłeś cztery i pół kilometra, więc nawet nie dobiłeś do pięciu, które były w zasięgu.

A tak mało brakowało do remisu!

Na śniadanie miały być płatki z mlekiem i strzelasz w dwudziestej minucie płatki! Tak! Ale potem strzelają już tylko tobie, po kolei: drożdżówka, rogalik, czarna woda z gazem 1 : 3 - jeśli dobrze liczę.

Pieprzona czarna woda z gazem.

Nie poddajesz się - ukochana ma! Tylko słabi płaczą - jak mówi Boniek - silni żądają rewanżu. Niestety nie masz czasu zgłębiać dzieł taktycznych, by być mądrzejszym i przygotowanym w środku dnia, grzęźniesz w codziennej codzienności.

"Nic to!" - słyszysz w głowie Kmicica. Wieczorem mecz o honor! Dajcie mi szablę i konia - wrzeszczysz albo wrzeszczę - a kiedy się rozpędzę, to będę rozpędzony, zapomnę się w tym rozpędzie. Pyrrusowa szarża...

Nie poddawaj się - ukochana ma!

Nocą znów myślę, że przedostanę się do Ligi Mistrzów. W końcu jutro jest zawsze lepsze i pełne Nawałki, czyż nie? "Nawałko, trwaj!" - rzekł Kronikarz. Problem w tym, że słyszałem też śmiech Mefistofelesa.

Ale tak naprawdę, to nie wiadomo...
-
2017/06/17 16:57:53
Ale trzeba też przyznać: pierwsze ok. 60 sekund meczu to totalna dominacja "orlików" (tak swoją drogą: głupie określenie, przeca to dorosłe chłopy, a nie juniorki).
-
2017/06/17 19:09:42
@kaleb86

Ja, pierwsze 60 metrów, też szedłem jak burza.
-
2017/06/17 19:53:32
@ Stanisław
No zwolnij trochę... - i tak Cię doceniamy.
-
2017/06/17 22:58:57
@stasiu
Kibicowanie to tylko namiastka tych zwyciestw, ktore sam bys chcial osiagnac. Jak przebiegniesz 10 to jestes zwyciezca. To jeszcze przede mna. Ale jesli dobiegasz do 5 to i tak jestes bohaterem. Dla mnie i innych. W mniejszej skali, prawie jak Lewy:).
-
2017/06/18 08:44:14
Dzisiaj mija 20 lat od wielkiego meczu. Wtedy była jeszcze normalna piłka. Bez nadmiaru obcokrajowców w składach drużyn.

18.06.1997: Legia Warszawa 2-3 (1-0) Widzew Łódź
1-0 12 min. Cezary Kucharski
2-0 57 min. Sylwester Czereszewski
2-1 88 min. Sławomir Majak
2-2 90 min. Dariusz Gęsior
2-3 90 min. Andrzej Michalczuk

Legia: Szamotulski - Igor Kozioł, Jacek Zieliński, Paweł Skrzypek, Tomasz Sokołowski, Sylwester Czereszewski, Ryszard Staniek (k), Dariusz Czykier, Jacek Bednarz, Cezary Kucharski (87. Jacek Kacprzak), Marcin Mięciel (90. Marcin Jałocha).

Widzew: Maciej Szczęsny - Mirosław Szymkowiak, Tomasz Łapiński (k), Daniel Bogusz (72. Piotr Szarpak), Andrzej Michalczuk, Dariusz Gęsior, Paweł Miąszkiewicz (65. Alexandru Curtian), Radosław Michalski, Rafał Siadaczka, Sławomir Majak, Jacek Dembiński.

Sędziował: Andrzej Czyżniewski (Gdańsk)

Widzów: 10.000
-
2017/06/18 09:01:15
@atas
4,5 km to i tak dużo :). Ja jeśli już biegam to interwałowo łącznie z rozgrzewką 10 min (ale tak, żeby pikawa zaczęła drzeć się na mnie "zwolnij pojebusie").
No i nieważne ile razy padasz, ważne żeby zawsze się podnieść. Dzisiaj 1:3, ale jutro będziesz strzelał tylko Ty, lub ja. Bo skoro Kristianos może stawać się coraz lepszy to dlaczego nie ja/Ty. Jutro zawsze ma być lepsze, a jeśli okaże się gorsze to pewnie nie o to jutro chodziło tylko o to następne. Przyszłość usłana jest bramkami strzelonymi przeze mnie/przez Ciebie!
A na mundialu zagramy o złoto Stanisławie! Wszyscy razem i każdy z osobna i biedny ten kto o tym nie marzy. Podobnie: w mundialu zwanym codziennością trzeba grać zawsze o złoto, nawet jeśli dostanie się czasem 0:3.
-
2017/06/18 09:03:20
*@staś
-
2017/06/18 12:05:11
@ Kaleb
To by było! Już nie o awans, nie o wyjście z grupy, nie na "nie przegrać" tylko "na wygrać". Jedziemy grać o medal!
I żeby to nie był plan medialny przed turniejem, tylko cel drużyny na turniej!