Blog > Komentarze do wpisu

Czy UEFA skrzywdziła Borussię

Liga Mistrzów, Borussia Dortmund, zamach

Thomas Tuchel oskarża europejskie władze futbolowe, że jego piłkarze zostali zmuszeni do gry w Lidze Mistrzów ledwie 24 godziny po ataku bombowym na klubowy autokar, w którym ranny został jeden z nich, obrońca Marc Bartra. „Nikt nas o nic nie spytał”, „czuliśmy się bezsilni i potraktowani, jakby ktoś w nas rzucił puszką piwa”, „chcieliśmy mieć więcej czasu na poradzenie sobie z sytuacją, ale go nie dostaliśmy”. Co istotne, trener Borussii Dortmund protestował jeszcze przed meczem z AS Monaco, nie wolno posądzać go o szukanie usprawiedliwień po porażce.

UEFA w oficjalnym oświadczeniu przysięga, że porę rozpoczęcia odwołanego spotkania konsultowała z oboma klubami i od żadnej ze stron nie usłyszała sugestii, jakoby piłkarze którejkolwiek ze stron nie chcieli grać.

Słowo przeciw słowu, ustalenie prawdy będzie być może niemożliwe. Jak zazwyczaj, gdy negocjacji nikt ani oficjalnie nie protokołuje, ani nawet nie podsłuchuje. Trudno posądzać o konfabulowanie piłkarzy, mających oczywiste prawo do bycia nie w nastroju na mecz – Sokratisa Papastathopoulosa („czułem się traktowany jak zwierzę”, „UEFA musi zrozumieć, że jesteśmy ludźmi, mamy w domach dzieci”), Nuriego Sahina („do wejścia na boisko w drugiej połowie w ogóle nie myślałem o futbolu”), Matthiasa Gintera („nikt z nas nie chciał dzisiaj grać”) czy Marcela Schmelzera („bardzo szkoda, że nie wyznaczono innej daty”). Nawet jeśli oni wyrażali żal już po porażce. Niełatwo też uwierzyć w tępe okrucieństwo europejskich oficjeli. I dlatego, że po zamachach przywykliśmy do powszechnych gestów solidarności oraz głębokiego zrozumienia, i dlatego, że zmuszanie zszokowanych sportowców do gry byłoby wizerunkowym samobójstwem. Także ze względów czysto biznesowych z trudem wyobrażam sobie, jak Borussia głośno prosi o dłuższą zwłokę, a władze UEFA rzucają twarde „nie”.

A jeśli – pohipotetyzuję – to dortmundzcy działacze podjęli decyzję niejako w imieniu drużyny? Jeśli zgrzeszyli zaniedbaniem, zbyt lekkomyślnie i prędko, bez długiego sondowania piłkarzy, przystając na 18.45 w środę? UEFA i inne władze sportowe zasadniczo nigdy nie rozmawiają o sprawach organizacyjnych bezpośrednio z zawodnikami, lecz z reprezentującymi ich instytucjami. A szefowie Borussii również zdają sobie sprawę, iż terminarz rozgrywek jest napięty.

Po zamachach często słyszymy mający dodać nam otuchy refren, wedle którego „terroryści nie wygrali”, bo „nie zmienimy naszego stylu życia”, „będziemy wierni swoim wartościom” etc. Pocieszające, acz nie całkiem prawdziwe – zbrodniarze jednak przekształcają rzeczywistość. Wpływają na stanowione prawo, skłaniając nas do ograniczenia wolności dla zwiększenia poczucia bezpieczeństwa, choćby urojonego; wywołują lęk, zresztą często niewspółmierny do zagrożenia, skoro ryzyko śmierci w wypadku samochodowym czy innych prozaicznych okolicznościach pozostaje wielokrotnie wyższe niż śmierci w ataku bombowym; często wzmagają niechęć lub nienawiść do Bogu ducha winnych obcych, choć ci też są ofiarami, a nie wspólnikami morderców. Terroryści przegrywają co najwyżej wtedy, gdy nie uda im się zabić. Jak w Dortmundzie.

I wówczas – ale również po ataku udanym – życie pomimo żałoby istotnie toczy się dalej. Co w sporcie polega na tym, że kontynuujemy rozgrywki. Albo natychmiast, albo trochę je odwlekając, albo odkładając powrót do walki na następny sezon. Każdy przypadek jest inny, każdy analizujemy osobno. A podjąć decyzję rozsądną, odpowiadającą wszystkim i trafiającą we wszystkie wrażliwości, jest raczej trudno niż łatwo.

Jeśli piłkarze Borussii nie czuli się na siłach, by grać, to nie mamy prawa z nimi dyskutować. Nie nam eksplodowało przy uszach, nie wiemy, co przeżyli. We wtorek wszyscy działali jednak w sytuacji nadzwyczajnej, krytycznej. W świecie piłki nożnej nie istnieją precyzyjne procedury reagowania na zamachy, bo procedury zwykle powstają dopiero wtedy, gdy pojawia się praktyczna potrzeba. Nawet przy maksimum dobrej woli przedstawiciele UEFA, Borussii i Monaco, jeśli starali się postępować pragmatycznie, mieli zatem aż nazbyt dużą szansę na popełnienie błędu. Zwłaszcza że obie drużyny wciąż rywalizują w trzech rozgrywkach. I szefowie obu mogli czuć presję czasu.

Jak istnieje refren o terrorystach, którzy „z nami nie wygrali”, tak istnieje klisza o działaczach sportowych jako typach obowiązkowo bezdusznych, cynicznych, gotowych sprzedać sumienie za jednego dolara więcej. Nie powstała z niczego, więc umiem sobie wyobrazić, że i tu zadziałała inspirowana chciwością bezwzględność (choć podejrzenie obejmuje ludzi i UEFA, i obu klubów). Trudniej mi uwierzyć, że europejskie władze rozkazałyby grać, gdyby prezes Borussii oficjalnie ogłosił, iż rozbita psychicznie drużyna nie jest w stanie wyjść na boisko. Nie ze względu na nieprzebrane pokłady empatii, lecz z dbałości o interes.

W każdym razie terroryści, którzy początkowo wydawali się w Dortmundzie przegrać, coraz bardziej wygrywają. Z każdą kolejną chwilą awantury. Wywołali chaos w Lidze Mistrzów, sprowokowali wojnę domową w europejskiej piłce nożnej, obudzili demony w jaźniach kibiców, którzy albo zarzucają najgorsze intencje UEFA, albo – w skrajnych przypadkach, niepojęte – widzą w piłkarzach Borussii rozhisteryzowanych mięczaków.

czwartek, 13 kwietnia 2017, rafal.stec
Komentarze
2017/04/13 09:11:43
Żaden dziennikarz nie zapytał piłkarzy BVB kiedy chcieliby rozegrać to spotkanie? Za tydzień, gdy pozostałe ćwierćfinały będą się rozstrzygać, czy może w weekend? Rozumiem że mogli nie być w najlepszej formie psychicznej, ale sezon ma swoja dynamikę i po prostu nie da się w środku kwietnia przekładać meczy na później. Wypadki losowe się zdarzają i nie da się im zapobiegać, trzeba się z tym pogodzić i grać, a jak nie wyjdzie to próbować za rok - taka jest piłka.
-
2017/04/13 09:20:31
Słynne The games must go on Avery'ego Brundage'a na igrzyskach w Monachium można odnieść nie tylko do gry sportowej, ale w ogóle do gry w cywilizację (każdą, nie tylko tę białego człowieka). Warto poczytać dokładnie chronologię wydarzeń w Monachium, bo - teraz powiem coś niepoprawnego moralnie - w porównaniu z tamtym zamachem, wybuchy przy autokarze Borussi były jak rzucenie butelką piwa. Podobnie szokujących wydarzeń będzie raczej coraz więcej niż coraz mniej, nawet nie dlatego, że przemoc wciąż bardzo się opłaca (porównajmy np. Krym i Katalonię: gdzie zmiany polityczne, wyznaczenie nowych granic zaszło szybciej?), ale dlatego, że - po kilkudziesięciu latach bez wojen w tzw. zachodnim świecie - wyznajemy religię "bezpieczeństwa", którą poprzedziło kilka głośnych proroctw, m.in. to Francisa Fukayamy o końcu historii.
Wielka szkoda, że meczu BVB-Monaco nie przełożono o tydzień (byłem przekonany, że tak będzie i środa nazajutrz bardzo mnie zaskoczyła), co nie oznacza, że po tygodniu wszystko byłoby okej ze sprawnością psychomotoryczną piłkarzy. Natomiast tydzień to chyba lepszy okres by zadziałało stare, bodajże niczeańskie "co cię nie zabije, to cię wzmocni". Swoją drogą, warto by sprawdzić, ile igrzysk, mundiali i ważnych imprez sportowych odbywało się, kiedy gdzie indziej na świecie, w jakimś Wietnamie czy innej Rwandzie, odbywała się regularna jatka. Jasne, że the games must go on, ale może przestańmy być aż tak zszokowani, kiedy nie widzimy tego przez monitor, lecz przez okno autobusu. Gdybym był buddystą, powiedziałbym: zła karma wraca.
Tak czy owak - popełniono wielki błąd, że meczu nie przełożono o tydzień. Nie był to błąd moralny, był to błąd techniczny. Psychologiczny. Ogromnie współczuję piłkarzom Borussi.
-
2017/04/13 12:46:25
Nonsens to Tuchel krzywdzi Borussie nie potrafiac wygrac jeszcze ZADNEGO waznego meczu od kiedy jest BvB. Taka niemiecka wersja przegrywacza Wengera albo dyzmy Pepusia Guardioli na ktorym sie wzoruje co od razu stawia go w fatalnym swietle. Ten gamon nie potrafi ustawic defensywy od 2lat kiedy trafia na bardziej rozgarniety zespol niz Legia, pardon z Legia tez nie umial :))) Glosno protestuje to sie przed meczem a nie placze po. Jak wychodzisz i grasz to jestes przygotowany, zadnych wymowek panie Dyzmo. Nie widzialem zeby w drugiej polowie zamach przeszkadzal jakos BvB w grze, po prostu Mbappe obil im pape a jardim to prawdziwa fachura przy tym szwabskim filozofie.
-
2017/04/13 12:51:31
A`propos Mbappe to moze godny nastepca Ronaldo ktory po raz n-ty wygral Realowi big game, ten sam talent i cojones do wygrywania najwazniejszych meczow. Golden Boy 120 baniek musi latem peknac jak nic.
-
2017/04/13 13:34:36
@the-truth

Francuski, angielski, hiszpański i polski w jednym zdaniu. Nono, zna się te języki :)
-
2017/04/13 14:33:39
Jeśli trener BVB przed meczem publicznie powiedział, że ten mecz nie powinien był być rozegrany, wyrażając - jak się okazuje - nastroje całej drużyny, to ten mecz nie powinien był być wczoraj rozegrany, kropka. Jeśli jednak rozegrany już został, trener i zawodnicy nie powinni się wypowiadać tak jak się wypowidają. Uważam, że nie powinni tego robić szczególnie bezpośrednio po meczu, gdyby to zrobili później (np. po rewanżu) i z większym wyczuciem, moja ocena być może byłaby inna.

Poza wszystkim, to uważam, że był remis 2 : 2. Pierwsza bramka dla Monaco była "urugwajska". Futbol z tym swoim "co by było gdyby" jest nieprawdopodobnie inspirujący ae też trochę niszczący. Wolałbym, żeby BVB, której kibicuję w rywalizacji z Monaco awanasowała w świecie rzeczywistym lub nie załapała się na awans w moim fikcyjnym świecie (przy założeniu wczorajszego remisu 2 : 2), bo inaczej do reszty zwariuję widząc mecze rzeczywiste na styku z nierzeczywistymi.
-
2017/04/15 12:54:16
Melduję się po przerwie. Stary komputer, jeszcze na XP, który miał być rozwiązaniem tymczasowym po awarii laptopa (wiadomo, że tymczasówki lubią trwać i trwać) rozsypał się dokumentnie) i wymusił na mnie podjęcie zdecydowanych działań modernizacyjnych. Wczoraj natychmiast usiadłem do nadrabiania zaległości, a teraz (jajka poświęcone) mogę wreszcie przypomnieć o sobie...

............................
Dziękuję za "Post mortem" i podziwiam, że swoimi przeżyciami potrafiłeś się podzielić z nami w taki sposób. Dla mnie to wpis szczególny... Równo rok temu musiałem wraz ze swoją lepszą połówką podjąć podobną decyzję.
Naszemu burasowi, z którym przeżyliśmy osiemnaście lat (ponoć dachowce nie żyją tak długo, a przynajmniej jest to wyjątkowe) całkowicie wysiadły nerki. W ciągu dwóch tygodni stracił połowę wagi. W końcu niemal przestał jeść i pić. Przychodził do nas żeby się przytulić i wyżalić, a za chwilę (jak to koty) zaszywał się w jakimś kącie (po schodach i na schody trzeba go było wnosić), w którym przez chwilę wydawało mu się, że jest lepiej. Kiedy na nasze pytanie czy bardzo cierpi, weterynarz odpowiedział: - "bardzo"... - najtrudniejsza decyzja stała się oczywista.
Dla nas od dziecka psiarzy te osiemnaście lat z kotem, było wyjątkowym przeżyciem. Nawet nie myśleliśmy, że koty potrafią tak kochać i tak to okazywać... Następcy nie będzie. Kolejny prawdopodobnie musiałby nas pożegnać, a tego kotu byśmy nie potrafili zrobić.

....................
Paweł Zagumny... Pożegnania w sporcie to zupełnie inny wymiar. Od początku wszyscy wiemy, że w życiu to tylko fantastyczny epizod. Tak jak u Sapkowskiego: - "Coś się kończy, coś się zaczyna...". I wielu sportowców sobie znakomicie z tym radzi. Ostatnio co raz więcej, zwłaszcza Ci Najlepsi. Dlatego ze spokojem patrzę nie tylko na koniec kariery Pawła, ale i na coraz bliższe pożegnania z niektórymi naszymi sportowcami... - powroty w ręcznej mnie raczej zaskoczyły. Chyba nie wyczuli, że to chyba był "przedostatni walc".
Zwłaszcza, że wielcy zawsze coś po sobie zostawiają. Tak jak na zawsze będą ze mną znakomite teksty Wojtka Młynarskiego. Tym bardziej, ze dzisiaj stają się równie ważne jak były w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych... A może zawsze były i będą...

........................
Dortmund... To kolejny dowód w krótkim czasie, że demokracja nie bardzo sobie radzi kiedy zderza się ze zjawiskami, które rządzą się zupełnie innymi regułami postępowania. Zresztą już jej twórcy, Ateńczycy dostrzegając jej słabości twierdzili, że "jest to najgorszy, ale lepszego nie wymyślono". Świadomość, że sięganie po nadzwyczajne środki może zagrozić jej fundamentom powoduje, że często jest jak dziurawe sito, przez które swobodnie przelatują wszelkiej maści "izmy". W konsekwencji faktycznie zachowujemy się trochę jak elfy... - zakochani w jej wspaniałości, bezradnie patrzymy jak jest notorycznie łamana.
Może też
-
2017/04/15 17:08:36
"czy UEFA skrzywdziła Borussię" ?

odpowiedź : tak, skrzywdziła.
uzasadnienie : bo Borussia przegrała mecz.

Jakby wygrała, to by nikt nawet nie pisnął czegokolwiek o "krzywdzie".

na boisku nikt nie pamięta o tym, że wczoraj bomba mu wybuchła w pobliżu ucha.

powiem więcej : po wybuchu bomby w pobliżu ucha - rozegranie meczu piłkarskiego jest najlepszą, cudowną wręcz terapią kojącą nerwy.

równie dobrze mogliby zastąpić rozegranie meczu sztachnięciem się morfiną.

inna rzecz, że piłkarze MOnaco wprawdzie nie mieli okazji wysłuchać wybuchu bomby, ale byli częscią tego meczu, jako eventu, i też mieli prawo martwić się o swoje zdrowie, na zasadzie ; wczoraj oni, dzisiaj my.

trener Borussii szuka alibi, a powód jest prosty i banalny : sama bomba nie powodowała żadnych skutków dla psychiki i nie pobudzała do płaczu - dopiero wzmocniona przegranyym meczem uruchomiła pokłady żalu i poczucia bycia ofiarą całej sytuacji.

a przy okazji : jak się zarabia po kilka milionów E, to trzeba czasami wykazac się większym hartem ducha niż przeciętny Schmidt.

w amatorskich ligach nie brakuje ludzi, którym w dniu meczu matka umiera, a oni wychodzą i kopią piłką.

zawodowcy mogliby tym bardziej nie mazać się i brać pewne rzeczy na klatę. większa kasa na koncie, to takze większa odpowiedzialnośc i dyspozycjnośc. tak jest w każdym zawodzie, wieć dlaczego piłkarze mieliby z tego być zwolnieni ?
-
2017/04/19 12:07:06
Ha ha facet porównuje sytuacje gdzie cała drużyna nie wyleciała w powietrze, tylko dlatego ze ktoś nie wytrzymał ciśnienia i nie w tym czasie guzik wcisnąl do śmierci matki jednego zawodnika. Wow.

Ten wybuch nie miał znaczenia? No tak przeciez co chwila bomby na ulicach eksponują wokół nas, lol. Chleb powszedni.