Blog > Komentarze do wpisu

Milan jako niepoemat heroiczny

Antoni Macierewicz

Zwierzałem się tutaj kilkakrotnie, że w bieżącym sezonie Milan – dla niezorientowanych: moją drużynę - znów warto przeżywać. Nie powiem, że mnie piłkarze z San Siro ponownie uwiedli, bo to będzie prawdopodobnie nierealne latami, za bardzo zostałem zdeprawowany wspaniałą erą Carlo Ancelottiego i w ogóle dekadami sponsorowanymi przez Silvio Berlusconiego, czyli całym czasem mojego kibicowania temu klubowi. Ale doceniam mentalną moc, jaka bije od Milanu. Moc pozwalającą czasami powalić Juventus, a czasami wbić zwycięskiego gola po przyjęciu dwóch czerwonych kartek (istny psychiatryk, mówię wam), i generalnie nigdy nie nanieść wstydu.

Teraz znów poczułem tę moc. Po przeczytaniu, że dla Ignazio Abate, mediolańskiego wicekapitana, sezon właśnie się skończył.

Kiedy doznawał urazu w końcówce meczu z Sassuolo, łatwo było przeoczyć doniosłość incydentu. Abate wrócił do gry i jeszcze jął intensywnie udzielać się w ataku. On, prawy obrońca.

Potem dowiedzieliśmy się, że nie doznał wówczas ofensywnej iluminacji. Raczej przeciwnie. Przestał widzieć na lewe oko, ale nie chciał zostawić drużyny zredukowanej do dziesięciu ludzi w bardzo nerwowym momencie. Uciekł więc ze strefy obronnej, gdzie starcia z dążącymi do wyrównania rywalami groziły pogłębieniem urazu, do ataku. Udało się, Milan wygrał. Abate opuszczał natomiast stadion z zaczerwienionym, spuchniętym oczodołem. I wciąż bez wzroku w lewym oku.

Nie wiem, jaki humor wy mielibyście w tych okolicznościach, ja prawie na pewno wpadłbym w panikę. A absolutnie na pewno nie w głowie byłoby mi grać w piłkę. Trzy punkty z Sassuolo? Jakie punkty, jakie Sassuolo, gdy tracisz połowę swojej aparatury optycznej?! Ciemno to widzę, utrata wzroku jest kalectwem, które przeraża mnie najbardziej.

Nie waham się zawyrokować - uprzedzam, nie przyjmuję zdań odrębnych - że Abate zachował się wręcz heroicznie. Jak Patrice Evra, który swego czasu tygodniami wkładał do buta kawałek piersi z kurczaka, by osłaniać zmasakrowaną kostkę. (Kto nie czytał, ten trąba, niech czym prędzej nadrobi). Skoro kombinował z przesuwaniem się do ataku, by ograniczyć ryzyko, to znaczy, że zakładał, iż ryzyko istnieje. I podjął je dla trzech punktów z pieprzonym Sassuolo.

Taki Milan należy szanować.

Umieszczam tę opowiastkę w blogowym pamiętniku akurat dzisiaj, bo właśnie okazało się, po badaniach przeprowadzonych najnowocześniejszym sprzętem w Miami, jak poważnie ucierpiał Abate. Uszkodził wnętrze gałki ocznej, wciąż ma kłopoty z widzeniem, przez przynajmniej 40-60 dni nie może wykonywać żadnego wysiłku fizycznego. Lekarze jednak przysięgają, że lewe oko odzyska pełną sprawność.

czwartek, 23 marca 2017, rafal.stec
Tagi: AC Milan
Komentarze
2017/03/23 20:32:58
Skoro nie może wykonywać żadnego wysiłku fizycznego, to go jeszcze nie skreśla z kadry Milanu, wielu kolegów cierpi na podobne przypadłości... Taki żart.
-
2017/03/23 21:00:25
Trudno za Tobą nadążyć Rafale. Ledwo zdążyłem zamieścić komentarz pod Twoim ostatnim wpisem, a już jest nowy.
Oczywiście historia godna kronikarza. Ale przy całym szacunku dla Twojej kibicowskiej miłości, chyba nie tylko charakterystyczna dla Milanu. Sam podobnych pewnie mógłbyś przytoczyć parę i to nawet nie zaglądając do kajecika.
Dla bohatera najwyższy podziw i wyrazy uznania. Zwłaszcza (trochę żartując), że nie poleciał "oko za oko", jak wielu piłkarzy mogłoby zrobić.
-
2017/03/23 23:34:57
Hmm. Na bezrybiu i Abate ryba, ale...
-
2017/03/24 20:48:19
Jeśli Kronikarz w istocie zmaga się z sentymentalizmem - czytelnik pamięta - to po niepoemacie mamy stan 3 : 0 dla sentymentalizmu, po bramkach "mojego Milanu", "warto przeżywać" i imponującym huknięciu Abate.

Warto nadmienić, że pojęcie (nazwa) "sentymentalizm" bierze swój początek od dzieła: "Podróż sentymentalna do Milanu i Włoch" (naciągnąłem tylko ciupinkę). Dotychczas sądzono, że napisał je Stern, aktualnie - gdy znamy część dokonań Profesora Infinity i jego podróże w czasie - można mieć wątpliwości.

Aha, tekst jest dowodem na to, że serce (serducho) jest - a w każdym razie może być - zupełnie odrębne od wątroby, często przemawia samodzielnie i w ten sposób właśnie powstają utwory ckliwe i sentymentalne, niekiedy zwane "niepoematami", bo wątroba nie chcąc się przyznać do porażki wywołuje czkawkę, przechodzącą krzykiem rozpaczy w przedrostek "nie".

A masz, a masz!