Blog > Komentarze do wpisu

Arsene Wenger, Trener O Bardzo Dużym Rozumku

Arsenal, Arsene Wenger

„Nie bardzo się mam. Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miał” – odparł Kłapouchy i pewnie nie przyszło mu do łebka, że długo po nim przyjdzie cały tłum Kłapouchych, że perfekcyjnie wyraził stan ducha fanów Arsenalu dręczonych przez Arsene’a Wengera w drugiej dekadzie XXI wieku.

Mówimy o fanach bez wątpienia nieszczęśliwych, ale nieprzesadnie, przecież nie spadła na nich żadna wielka tragedia. Nikt ich nie przypalał brakiem awansu do Ligi Mistrzów, nikt ich nie podtapiał klęską w fazie grupowej Ligi Mistrzów – co spotykało wszystkich innych okolicznych kibiców, nawet wspierających Manchester United czy Chelsea. Arsenal osiągał wyniki dotkliwie średnie, moment na pożegnanie się z rozgrywkami dobierając z morderczą konsekwencją:

1/8 finału

1/8 finału

1/8 finału

1/8 finału

1/8 finału

1/8 finału

1/8 finału

Dramatu nie ma, w dodatku można częściowo usprawiedliwić Arsenal klasą przeciwników, londyńczycy wpadali bowiem zazwyczaj na wielką Barcelonę lub wielki Bayern. Cierpisz tu raczej z nudów. Dlatego zresztą rozrzuciłem te najnowsze siedem sezonów po siedmiu akapitach – żeby czytelników zamulić, żeby nawet vbezstronni wpadli w stupor i poczuli klimat.

Im bardziej zatem Puchatek zaglądał do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, tym bardziej Arsenalu tam nie było. Choć były w przywołanym okresie m.in. Wolfsburg, Benfica (dwukrotnie), Monaco, FC Porto, Borussia Dortmund, Galatasaray, Malaga, Olympique Marsylia, Schalke, Szachtar Donieck, Tottenham, a nawet – uwaga, uwaga, słychać werble i brykającego Tygryska – cypryjski APOEL.

Znaczy każdemu się czasem trafia. Każdemu, tylko nie Arsenalowi. Arsenalowi, który śni o potędze, którego nie usatysfakcjonowałby w pełni nawet ćwierćfinał, który co sezon wysłuchuje trenerskich obietnic, że powalczy także o mistrzostwo kraju.

W lidze angielskiej też wiedzie mu się jednak przeraźliwie średnio. Nigdy beznadziejnie, ale i nigdy porywająco. Choć między 2005 a 2014 rokiem londyńczycy przeżyli najdłuższy okres bez zdobycia żadnego trofeum od lat 60. ubiegłego stulecia, to w żadnym sezonie nie stoczyli się na dno lub w jego pobliże.

Wróćmy jeszcze raz do bieżącej dekady – w najmarniejszym statystycznie sezonie tego okresu zdobyli w lidze ledwie 11 punktów mniej niż w najlepszym. W Manchesterze United ta rozpiętość wynosi 25 pkt. W Manchesterze City – 23 pkt. W Chelsea – 32 pkt. W Leicester nie sposób jej obliczyć, ponieważ Leicester zaczynało dekadę w drugiej lidze.

Wszyscy wymienieni zdobywali jednak mistrzostwo kraju. Czasem upadali bardzo nisko, czasem wzlatywali bardzo wysoko. W Champions League to samo – piłkarze United i Chelsea obcałowywali trofeum, a piłkarze City dofruwali do półfinału, w którym ulegli minimalnie (0:1 w dwumeczu) Realowi Madryt, późniejszemu triumfatorowi. Losów debiutujących w elicie bohaterów Leicester jeszcze nie znamy – niewykluczone, że wkradną się do ćwierćfinału, w Sewilli ulegli ledwie 1:2 – ale nawet oni zdążyli już nie tyle „nie przynieść wstydu”, ile zapisać się w sensie historycznym. Nikt przed nimi nie zdołał zachować czystego konta w czterech inauguracyjnych meczach tych rozgrywek.

Wygląda to zatem trochę tak, że otaczają was piłkarze, którzy bywają natchnieni i bywają skrajnie zdołowani, a wy, Arsenal, spokojnie sobie dłubiecie, żeby jakoś to było. Nikt nikogo nie popędza, nikt nie wymaga Bóg wie czego. Wasza mała stabilizacja.

A przecież poprzedził ją niesamowity odlot. Trener Arséne Wenger podpisał swoim nazwiskiem angielskie arcydzieło wszech czasów – legendarną drużynę „Niezwyciężonych”, która mistrzowski sezon przetrwała bez żadnej porażki, oszałamiając stylem gry, by w następnym sezonie, już tylko wicemistrzowskim, oszałamiać bodaj jeszcze bardziej.

To była ostatnia wielka drużyna, jaką Francuz stworzył. Tak wielka, że musiała zostawić niezmywalne piętno na świadomości kibiców. „Czuję się mniej więcej tak, jak ktoś, kto bujał w obłokach i nagle spadł” – rzekł pewnego dnia Kubuś Puchatek, choć nie kibicował Arsenalowi.

Teoretycznie ta wielotomowa baśń – najpierw cudowna, potem posępna – opowiada o Trenerze O Bardzo Dużym Rozumku, który stał się Trenerem O Bardzo Małym Rozumku.

Podstawowe fakty znamy. Kiedy Wenger przylatywał do ligi angielskiej w 1996 roku, miał gigantyczną przewagę nad lokalną konkurencją. Wylądował w ciemnogrodzie, więc wystarczyło mu zamienić w diecie piłkarzy panierkę i browar na brokuły i wodę mineralną (upraszczam, wiem, przepraszam), by zostać rewolucjonistą. Ciemnogród był odizolowany od świata, więc nie miał pojęcia, w przeciwieństwie do Francuza, że z transferowego rynku można za bezcen wyławiać przyszłe gwiazdy formatu Thierry’ego Henry’ego. Wyspiarskie kluby zatrudniały wtedy ledwie kilku zagranicznych trenerów, a od tamtej pory proporcje się odwróciły – zatrudniają ledwie kilku rodzimych, i to wyłącznie w klubach z dołów tabeli.

Wenger za nimi nie nadążył. Jak głosi raczej zgodna opinia ekspertów, nie ewoluował i nie umiał zareagować na nowe okoliczności (utratę tamtych naturalnych przewag). Od siebie dodałbym, że stracił wiarę w potęgę treningu. Plótł jak ekonomista z wykształcenia (ma dyplom), zanudzając nas udowadnianiem, że rywale są bogatsi, zamiast skupić się na mozolnym wykuwaniu drużyny, która przynajmniej raz na jakiś czas odpali. Bez końca oglądaliśmy więc te same sceny, np. szokujące odrętwienie obrońców, którzy w meczach najważniejszych, z potentatami, zastygali w najgorszych momentach, biernie przyglądając się przeciwnikom rozrabiającym w arsenalskim polu karnym.

Ten obraz widać jednak tylko z perspektywy sportowej. Gdy zamienimy ją na biznesową, Wenger rośnie na Trenera O Największym Rozumku.

Sportowa stabilność londyńczyków czyniła ich sprawnie funkcjonującym przedsiębiorstwem. Jak wiadomo dzięki wielu analitykom zajmującym się i futbolem, i ekonomią, idealny klub dla właścicieli biznesmenów wygląda tak: wyśrubowane ceny biletów, wystrzeganie się fetyszyzowania trofeów i zarazem przesadnego przegrywania, rosnące notowania na giełdzie.

Wypisz wymaluj Arsenal. Wejściówki sprzedaje najdroższe na świecie, a przegrywa w gruncie rzeczy, z ekonomicznego punktu widzenia, tylko trochę. Od 1997 roku, czyli od 19 sezonów, bez przerwy uczestniczy w lukratywnej Lidze Mistrzów, ustępując pod tym względem tylko Realowi Madryt.

Rozumiecie, misie o maluteńkich rozumkach? To drugi najrówniejszy klub po Realu Madryt. I oczywiście nigdy nie odpada w fazie grupowej. Panom pilnującym, żeby kasa się zgadzała, cały czas dostarczana jest pełna beczka miodu, w ich brzuszkach nigdy nie burczy. Wenger, idealny trener klubowych akcjonariuszy. Bratnia dusza, zawsze zasługująca na wsparcie. Bo różnica między krajowym tytułem mistrzowskim a wicemistrzowskim jest stosunkowo niewielka, co najwyżej prestiżowa – najwięcej dzieli awans od braku awansu do LM, czyli w przypadku Anglii czwarte od piątego miejsca. Reszta ta drobne.

Od lat podejrzewam (pewnie nie tylko ja), że niezależnie od deklaracji w Arsenalu nie ma specjalnego parcia na poważniejsze wygrywanie. I na samej górze, i prawie na samej górze, i jeszcze niżej, spływa ten stoicki spokój na sam dół, aż po doskonale opłacanych graczy. We wtorek, po ostatnim gwizdku dwumeczu przegranego z Bayernem 2:10, histeryzują też głównie kibice, wpatrujący się w rubryki z nie najważniejszymi cyframi. Awans do LM był, przetrwanie jesieni też, więc klub, jak zresztą podkreślił Wenger, znajduje się w doskonałej kondycji.

Choć tym razem może się okazać, że londyńczycy jednak przeholowali, że o uratowanie wymarzonej czwartej pozycji może być tej pluszowej drużynie trudniej niż kiedykolwiek. I niewykluczone, że pożegnanie z najbardziej utytułowanym trenerem w dziejach Arsenalu nastąpi jednak po porażce. Jedynej prawdziwej porażce w bieżącej dekadzie.

„– A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. – Co wtedy?

– Nic wielkiego – zapewnił go Puchatek. – Posiedzę tu sobie i na ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika”.

środa, 08 marca 2017, rafal.stec
Komentarze
2017/03/08 18:21:38
Korekta obywatelska: "Wenger nad nimi nie nadążył". W którąkolwiek stronę miało być.
-
2017/03/08 18:38:09
Klątwa 1/8, która w latach 2004-10 ciążyła na Realu, przeszła na Arsenal. To już 7 z rzędu, rekord pobity. Pewnie przez jakość przeciwników, umknęło to gawiedzi.

Mimo wszystko pechowy ten dwumecz. Bayern jest piekielnie mocny, to dla mnie główny faworyt LM. Dwukrotne pechowo Arsenalowi wypadł Kościelny, najpierw z kontuzją, potem z niesłuszną czerwoną kartką(i karnym). Do tego momentu obu spotkań, Arsenal nie odstawał od Bawarczyków, ale to wynik idzie w świat.

"Wylądował w ciemnogrodzie, więc wystarczyło mu zamienić w diecie piłkarzy panierkę i browar na brokuły i wodę mineralną, by zostać rewolucjonistą."

Bardzo, bardzo nieuczciwe zdanie. Przed pierwszym "pełnym" sezonem Wengera, piłkarze podczas okresu przygotowawczego przyszli do Francuza, zaniepokojeni, że zbyt mało trenowali, iż nie dadzą rady fizycznie podczas sezonu. Arsene uspokoił ich z uśmiechem, posiłkując się badaniami naukowymi. Po czym Arsenal wygrał tytuł 97/98 imponując grą w końcówkach i wybieganiem.

Z innych nowinek, z upodobaniem przestawiał pomocników robiąc z nich dobrze grającymi nogami obrońców(Kolo Toure, Lauren, Cole, wszyscy w juniorach grali w innych formacjach), potem odchodził od klasycznych skrzydłowych, wstawiając na boki piłkarzy potrafiących równie dobrze grających w środku pomocy. Wszyscy później to naśladowali. Dziś Real Madryt jako skrzydłowych ma obrońców, a stoperzy "wymiatacze" nie potrafiący wykonać podania dłuższego niż 5 metrów, zniknęli z boisk.

Żeby nie było zbyt różowo, faktycznie Wengerowi nowoczesna piłka w wielu aspektach uciekła. W złym rozumieniu tego słowa: plagi kontuzji, ewidentny problem z przygotowaniem. Ale też, przynajmniej prywatnie dla mnie, w dobrym: traktujący po "ojcowsku" piłkarzy(wystarczy posłuchać takiego Aliadiere, który nigdy na dobre się nie przebił do pierwszego składu) nie pasuje do współczesnych odnoszących sukcesy spindoktorów, w stylu Simeone, karmiących piłkarzy strachem i stresem.

Osobiście uważam, że mówiąc o Wengerze i Arsenalu tak całościowo, nie można pomijać kwestii kredytu za stadion, spłacanego w latach 2003-13. Przez to gwiazdy Arsenalu odchodziły, kuszone większą kasą, której Kanonierzy nie mieli. Po 2013 jakoś nikt istotny z Arsenalu nie odszedł.

Mnie Arsenalu Wengera będzie brakować. Tego ofensywnego stylu gry, tej równowagi zabraniającej wydawać absurdalne sumy na kopaczy. Ten Arsenal to relikt pięknej przeszłości, który w obecnej plastikowej piłce, nie ma racji bytu.
-
2017/03/08 18:40:34
Również korekta obywatelska: Vieira przyszedł do Arsenalu na kilka miesięcy przed Wengerem.
-
2017/03/08 22:47:40
A cóż to się proszę państwa na Camp Nou dzieje?
-
2017/03/08 23:15:12
Już nie "dzieje"... - stało się... - po stracie na 3:1 coś nie wyobrażalnego.
-
2017/03/08 23:43:25
Gdyby ktoś reflektował, to tu o Barcelonie, ale bez reklamacji. Jak to mówią ligowcy, z wątroby to pisałem, od zera w 96. minucie, w kwadrans:
wyborcza.pl/7,154903,21473727,dreszczowiec-wszech-czasow-w-lidze-mistrzow-barcelona-ocalala.html
-
2017/03/09 00:03:10
Ja jeszcze tylko dorzucę "apologies" za ten - znowu - off topic, ale też wydarzenie było niecodzienne.
Zwłaszcza ze względu na samą końcówkę meczu, bo sam fakt, że Barcelona jednak to odrobiła niespecjalnie mnie szokuje. Jakoś nie mogłem się pozbyć wrażenia, że w wyniku pierwszego meczu sporą rolę odegrało zlekceważenie rywala, którego się dotąd regularnie i na ogół pewnie odprawiało z kwitkiem.
-
2017/03/09 00:03:56
Przepchnęli Barcelonę dalej? LM to farsa.
-
2017/03/09 00:13:11
Przyjrzyjcie się dokładnie. Nieprawdą jest, że Arsenal odpada w 1/8 LM.
Arsenal odpada w PIERWSZYM MECZU 1/8 LM.
W rewanżu czasem jest heroiczna pogoń (3:0 z Milanem, 2:0 z Bayernem, 2:0 z Monaco) i brakuje niewiele do awansu, ale stopień w jakim zostaje położony pierwszy mecz czyni takie zadanie beznadziejnym.
-
2017/03/09 00:26:30
"Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
Obyś był zimny albo gorący!
A tak, skoro jesteś letni
i ani gorący, ani zimny,
chcę cię wyrzucić z mych ust"
-
2017/03/09 00:37:48
Rafała można tylko podziwiać... Ja napisałem na gorąco coś, co trudno nazwać zdaniem i to z błędem ortograficznym.
P.S.
Porównanie do przeżyć tych z finału Milan-Liverpool też mi się podoba. Ja mam jeszcze jedno z przed 50-ciu laty Real-Benfica w Pucharze Klubowych Mistrzów Europy. Pamiętam samo przeżycie... - mecz był wielki i była to pierwsza transmisja telewizyjna z europejskich klubowych rozgrywek jakie oglądałem... - ale wyniku już nie.

@Antropoid
Po pierwszej połowie faktycznie wyglądało, że strata jest do odrobienia. Ale po bramce PSG jakby i sama Barcelona spuściła z tonu. A później te nieprawdopodobne 8 minut...
Nie mam wątpliwości. Kto nie obejrzał tego meczu w bezpośredniej relacji już nigdy tak do końca nie zrozumie piłki.
-
2017/03/09 00:47:11
moim zdaniem nie ma co mieszać, Arsene też to wie i kontrakt na 2 lata będzie na wiosnę, jak emocje opadną, podpisany - pracodawca będzie zadowolony i to podejrzewam nawet jak wypadną z top4, kibice w zdecydowanej większości też, zaryzykuję tezę, podświadomie tego pragną i są generalnie przyzwyczajeni (LeBoss wychował całe pokolenie asekurantów i takich za przeproszeniem nieudaczników mięczaków co pomarudzą, pomarudzą no ale jakoś corocznie, zazwyczaj koło maja, się stadnie resetują, nabierają optymizmu i wierzą alogicznie, że mimo konsekwentnego powielania błędów "teraz" to już na pewno... - taki klub to idealne marzenie dla młodego człowieka, daje ci alibi na wszystkie niepowodzenia, rozgrzeszasz się kibicując mu ze swoich niepowodzeń i z perspektywy psychologicznej to wartość dodana dla każdego wrażliwego człowieka), zresztą niech sobie spełni Wenger to marzenie i pobije rekord Szkota w meczach...
ja się denerwowałem na ich meczach w 2000, bardziej w 2006, i jeszcze i może w 2010 jak ruinował manager własną niezłą drużynę a teraz po prostu oglądam i nastawienie mam dokładnie jak autor Futbolowej Gorączki ;)
-
2017/03/09 07:12:48
Zupełnie poważnie: było coś nie tak z tymi karnymi? "Tego się we Francji nie gwiżdże" czy jak?
-
2017/03/09 08:44:19
Komedia czy tragedia?

- To oczywiste, że faulowałem Di Marię - powiedział po spotkaniu Barcelony z PSG (6-1) Javier Mascherano w programie radiowym "El Transistor".

Losy tego dwumeczu powinien przesądzić w 85. minucie Angel Di Maria. Argentyńczyk był w sytuacji sam na sam z Markiem-Andre ter Stegenem i mógł strzelać lub podać do Edinsona Cavaniego. Argentyńczyk jednak zwlekał w tej sytuacji, dzięki czemu dobiegł do niego Mascherano. Według sędziego faulu nie było, ale piłkarz Barcelony przyznał, że było inaczej.

- To oczywiste, że faulowałem Di Marię, ale to nie dlatego wyeliminowaliśmy PSG - stwierdził reprezentant Argentyny. To jedna z trzech największych kontrowersji sędziowskich w tym spotkaniu - wcześniej czerwoną kartkę mógł ujrzeć Neymar, a rzut karny z 90. minuty nie powinien zostać podyktowany, gdyż Luis Suarez "nurkował".
-
2017/03/09 09:09:29
No właśnie - tyleż w tym awansie zasługi atakujących i strzelających, co jednego ter Stegena.
Nie dość, że w końcówce wybronił dwa razy sam na sam, to jeszcze na chwilę przed 6 golem wracając spod bramki PSG naprawił fatalny błąd obrońcy i wygarnął piłkę spod nóg di Marii(?...), bo jak nic byłoby 5-2.
-
2017/03/09 09:15:46
Katastrofalny mecz Verrattiego. Oby szejk teraz łatwiej go sprzedał do Barcelonki
-
2017/03/09 09:44:45
Porównanie wczorajszego meczu do Stambułu jest zbrodnią.

Po wczorajszym meczu czuję się nieswojo, czuję się oszukany i zmanipulowany.

Żeby była jasność: trzymałem za Barceloną.

W ogóle nie chcę mi się żartować, jeśli już to na bardzo czarno.

Podsumowując, tytuł swoim emocjom dałbym taki:

"Krychowiak nie zatrzymał Barcelony"

-
2017/03/09 10:20:57
@Rafał
Gdyby ktoś reflektował, to tu o Barcelonie, ale bez reklamacji. Jak to mówią ligowcy, z wątroby to pisałem, od zera w 96. minucie, w kwadrans:

Bardzo zgrabna notka ;) Tak się zastanawiam, kto był bardziej ogłuszony w tej 96. minucie - PSG czy Ty, uświadomiwszy sobie, że relację z meczu trzeba napisać od nowa :P

Co do meczu, to nie sądzę, żeby kiedykolwiek jeszcze było mi dane oglądać coś takiego. Być świadkiem takiego powrotu z zaświatów to prawdziwy przywilej. Żeby nie było - nie neguję tu kontrowersji sędziowskich. Ale futbol właśnie napisał tak piękną i niesamowitą historię, że wszystko inne przestaje mieć znaczenie.
-
2017/03/09 10:53:11
@fidelrulez

"Ale futbol właśnie napisał tak piękną i niesamowitą historię, że wszystko inne przestaje mieć znaczenie."

No właśnie wcale nie, bo futbol tę historię wydrukował. Futbol tę historię wydrukował, a zakochany w nim Rafał powielił na ksero.








-
2017/03/09 11:00:53
Jeszcze jedno (a może wiecej niż jedno - ale krótko).

@Rafał

Takst o Arsenie - chociaż nie jest to klimat Joy Division (no może trochę na początku i na końcu) - bardzo ciekawy, moim zdaniem nabiera dodatkowych znaczeń po wczorajszym meczu.

Zgodzę się też z tobą w jednym: niech Barca wpadnie na Juve. Niech parszywa dwunastka przywróci równowagę Mocy (przynajmniej mojemu wyobrażeniu Mocy) i wyrzuci z Ligi Mistrzów Barcę.
-
2017/03/09 11:21:43
@stanislaw414

Z sześciu bramek strzelonych przez Barcelonę wątpliwa jest jedna, a w zasadzie to nawet pół, bo niesłuszne podyktowany rzut karny za rzekomy faul na Suarezie to jeszcze nie gol. A z perspektywy telewizyjnej (nie wiem, jak widział to sędzia), do momentu obejrzenia powtórki, wyglądało to na faul ewidentny. Tak więc teza o 'wydrukowaniu' meczu jest chyba trochę przesadzona.

A co do ewentualnych ćwierćfinałów, to prawdopodobnie będą one tak mocno obsadzone, że w zasadzie każdy scenariusz jest możliwy. Gdybym miał wskazać faworyta tegorocznej Ligi Mistrzów, to bym nawet nie potrafił. Juventus? Może być i Juventus, nie mam nic przeciwko :)
-
2017/03/09 11:28:00
@Stanisław
Nie wiem czy wydrukowany to nie za duże słowo - ale Barcelona na awans nie zapracowała - awansowała moim skromnym zdaniem na równi dzięki sędziom i pierdołowatości PSG
-
2017/03/09 12:00:31
Ja tylko przypomnę, że do wczoraj w historii pucharów na 185 przypadków porażki w pierwszym meczu 0:4, straty udało się odrobić 0 (słownie:zero) drużynom, więc please, nie opowiadajcie że Barcelona na awans "nie zapracowała".
Nawet jeżeli drugiego karnego nie należało podyktować (z drugiej strony obrońca powinien wiedzieć że nie macha się rękami bez sensu).
-
2017/03/09 12:17:54
@bartoszcze
Dała sobie szansę, a udało się bo obrona PSG zagrała jak Big Fat Pussys. A sędziowie? Cóż zdarza się - PSG miało jednak margines na błędy sędziowskie i narzędzia ku temu, żeby bezpiecznie awansować, ale przy golach Barcy byli rozczulająco nieporadni.
-
2017/03/09 12:33:54
@Stanisław
Porównywanie meczów, zwłaszcza sprzed lat, to karkołomne zadanie... - Inni zawodnicy, inne drużyny, inni sędziowie, inni kibice, wreszcie inna piłka.
Ale można porównywać emocje.
Emocje porównywał Rafał, głównie o emocjach pisali pierwsi komentujący wpis Rafała, w tym niżej podpisany. Legendarna Brazylia czy Benfika pewnie dzisiaj zebrałyby dwucyfrowe bęcki i to nawet od średniaków pomimo, że brazyliana przemieniła zwykłą kopaninę w prawdziwą piłkę nożną.
Ja po wczorajszym meczu też "czuję się oszukany" i to trzykrotnie. Najpierw przez 60 minut, kiedy Barca pewnie, konsekwentnie zmierzała do odrobienia straty. Potem od stanu 3:1 przez ponad 20 minut, kiedy myślałem, że PSG ma wreszcie swój upragniony ćwierćfinał. I w końcu cudownie oszukiwany przez 8 minut, kiedy Barcelona zatrzęsła Paryżem.

@Bartoszcze
Oczywiście "takich fauli się nie gwiżdże"! Przekonują nas o tym na co dzień piłkarscy eksperci... - "wybitni reprezentanci" - zwłaszcza defensorzy, mający kłopot z utrzymaniem piłki przy nodze czy celnym podaniem oraz równie "wybitni trenerzy", którzy nie potrafią nauczyć kopać piłkę piłkarzy, więc uczą ich koszenia, gry łokciem, obłapiania i przytrzymywania oraz tym podobnych wyrafinowanych technik piłkarskich.
Przy czym kryterium co się gwiżdże, a czego nie gwiżdże jest rozciągliwe jak zużyta guma w majtkach i głównie zależy od tego kto fauluje/jest faulowany... - nasz czy rywal.
-
2017/03/09 13:16:51
Ja tylko przypomnę, że do wczoraj w historii pucharów na 185 przypadków porażki w pierwszym meczu 0:4, straty udało się odrobić 0 (słownie:zero) drużynom, więc please, nie opowiadajcie że Barcelona na awans "nie zapracowała".

Przed Koreą (2002) też 0 (słownie:zero) drużyn z Azji wygrało w ćwierćfinale MŚ.
-
2017/03/09 13:30:10
Te powtórki wideo tylko zaciemniają prawidłowy ogląd każdej sytuacji. Powinni ich zabronić. Tym bardziej, że sędzia ich nie widzi - po co człowiek przed telewizorem ma się denerwować?
-
2017/03/09 13:35:56
@ytuch
Królestwo za dobrą analogię!
-
2017/03/09 13:40:47
Brawo @ytuch! W punkt! W punkt! W punkt!!!

Jeśli szukać spotkań z przeszłości, do których możnaby było tutaj nawiazać, to jest to mecz Korea Południowa - Włochy, rozegrany nomen omen w 1/8 finału Mistrzostw Świata 2002.

No przecież też były w szczególności niesamowite zwroty akcji, niesamowita walka, nieprawdopodobne emocje, a w końcu tryumf drużyny skazywanej na porażkę! No co, nieprawdaż?

@Rafał

Na pewno napisałeś coś wówczas, pomóż znaleźć pls.

Widziałem, że - trochę - ochłonąłeś i wycofałeś się z porównania do Stambułu. Więc jest przyznanie się do winy. Okaż skruchę, to będziemy mogli porozmawiać o dobrowolnym poddaniu się karze.
-
2017/03/09 13:50:42
@stanisław
Jeśli szukać spotkań z przeszłości, do których możnaby było tutaj nawiazać, to jest to mecz Korea Południowa - Włochy, rozegrany nomen omen w 1/8 finału Mistrzostw Świata 2002

Prawie wszystko pokręciłeś. Włochy, tak, mundial, tak, 1/8 finału, tak. Ale rok 2006 z Australią.
-
2017/03/09 13:59:13
@stanislaw414
Widziałem, że - trochę - ochłonąłeś i wycofałeś się z porównania do Stambułu. Więc jest przyznanie się do winy. Okaż skruchę, to będziemy mogli porozmawiać o dobrowolnym poddaniu się karze.

Nie będzie żadnej skruchy, nie ma mowy. Podczas meczu wolno więcej.
-
2017/03/09 14:03:30
Oczywiscie to byl najwiekszy przekret w historii LM, sedzia zostal oplacony i gwizdal pod Barce co sie dalo, zeby byly emocje w drugim meczu a najlepiej legendarna remontada. Janusze to kupili ale smrod jaki powstal powinien byc duzo wiekszy niz to "osiagniecie" Ciekawi mnie tez czy oplacili pizdusia Rabiota czy naprawde mozna tak slabo grac w pilke ? LOL. Pisalem, ze bez Gzeska ani rusz na Nol campie, ale Emery nie mogl go wystawic po 1meczu bo by mu sie zabojady i czarnuchy w druzynie zbuntowaly. Dobrze ustawil taktyke i kalkulowal na 2-3 do zera ale do jednego ale tego, ze beda sabotazysci na boisku a sedzia rozda za free pare bramek na korzysc Barcelony przewidziec nie mogl. Srogi skandal, oczywiscie nie doszloby do tego gdyby PSG mial wiecej liderszipu i cojones na boisku w postaci Ibry i Grzeska ale na przyszlosc radze im oplacac nie tyle pilkarzykow i trenerow co przede wszystkim sedziow.
-
2017/03/09 14:05:58
@stanisław
Jeśli szukać spotkań z przeszłości, do których możnaby było tutaj nawiazać, to jest to mecz Korea Południowa - Włochy, rozegrany nomen omen w 1/8 finału Mistrzostw Świata 2002

Prawie wszystko pokręciłeś. Włochy, tak, mundial, tak, 1/8 finału, tak. Ale rok 2006 z Australią.


Raczej: Korea Południowa - Hiszpania, rozegrany w 1/4 finału MŚ 2002
-
2017/03/09 14:15:40
własnie, to ciekawe : Arsenal Wengera od lat przegrywa co się da, ale i tak ma jedną z największych fanbase na świecie.

tak trudno to zrozumieć ? lepiej być radośnie, ofensywnie, pięknie grającym zespołem, jak Arsenal niż bezpłciowym, wykalkulowanym, momentami chamskim zespołem zwycięskim jak inne.

kibice nie płacą za wygrane mecze. Oni płacą za emocje, za spektakl, za widowisko, za piękną piłkę. po to idą na mecz, po to włączają telewizor albo odpalają kompa.

centusie wyliczający punkciki, sukcesiki, pucharki, to ludzie w dużej mierze nie rozumiejący czym jest współczesny zawodowy futbol, i czym w gruncie rzeczy zawsze był.

dopóki w Arsenalu jest Wenger jako menadżer, dopóty Arsenal będzie uwielbiany przez kibców, bo wenger gwarantuje świetną rozrywkę.

dlatego Arsenal zarabia, mimo że ostatni puchar oglądał za króla Ćwieczka. Ludzie chcą płacić, drogo, za bilety, Arsenal ma własną telewizję, a te które płacą za PL - mają jego mecze na samym szczycie swojej listy 'must see".

to jest piłka zawodowa.
w amatorskiej, to moze i same wyniki się liczą, ale w zawodowej tzreba jeszcze zarabiać pieniądze. Tym się jedna od drugiej zasadniczo rózni. A tutaj dyskusja : czy wygrał czy przegrał :] lol.

Arsenal pozbywając się Wengera, czy też - on sam odchodząc, funduje sobie spore kłopoty. tak jak United zafundował sobie takowe wraz z odejściem Fergusona. ofk, United finansowo nie stracił, bo jego marka to już coś więćej niż tylko wyniki, emocje, styl gry itd. Ale Arsenal nie ma takich instrumentów i jak przestanie być atrakcyjny na boisku, to wielu kibiców znajdzie sobie nową dziewczynę do uwielbiania.

dlatego, dyskusja o Wengerze prowadzona za pomocą statystyk, liczb, wyników, pucharów, to jest dyskusja zupełnie pozbawiona większego sensu, bo nie zahacza nawet o to, co stanowiło o sukcesie Wengera i nie mówi nic o sukcesie Arsenalu, którego większośc z was nie rozumie, bo - patrz punkt 1 : ogląda wszystko przez pryzmat wyników, podczas gdy na Wyspach kibice najchętniej oglądają właśnie Arsenal Londyn. gruboskórni brytyjczycy zawsze cenili indywidualizm, kreatywnośc, jednostkę, mieli uznanie dla piękna i walorów estetycznych szeroko pojętych. ZNając także historię mysli, obyczaajów i społecznych pryncypiów Anglii - nietrudno zrozumieć, dlaczego Arsenal Wengera jest kochany wszędzie, a sam pan trener jest bodajże najbardziej szanowanym i cenionym człowiekiem w futbolu na Wyspach.

-
2017/03/09 14:28:14
piękna jazda.

Emery ustawił PSG na pewną porażkę.
jak można , mając zapas 4 goli, bronić się i kopać byle dalej ?

każdy normalny trener wie, że grajac z takim zespołem jak Barca, nie wolno sioę cofnąć. trzeba wyjśc wysoko, grać ostry pressing przze całe 90 minut. nie wolno cofać się, bo nawet jak sami nie strzelą, to dostaną szansę by wrzucać do środka, a tam nurkowac na potęge, a ryzyko straty samobója dodatkowo rośnie.

i co ? no i to - 2 karne po nurkach, samobój i generalnie PSG grało beznadziejnie.

mieli awans w kieszeni, ale trzeba było zagrać rzetelne, intensywne 90 minut, wypracować to, wybiegać, wysoko od własnej bramki, TAK JAK W PIERWSZYM MECZU.

tylko kompletny idiota zmienia taktykę, która dała sukces w pierwszej grze. Emery okazął saię niestety coachem nieprzygotowanym na mecze tej rangi. Zachował się jak pryszczaty nastolatek. uznał, że skoro ma 4 gole w zapasie, to zastosuje brzytwę Ockhama i wybierze najbardziej prymitywne rozwiązanie. I saobie, k..., podciął tą brzytwą gardło. zabrał drużynie szansę na zwycięśtwo w LM, które - po odejściu Zlatana "Przeklętego" Ibrahimovica mieli w zasięgu ręki, nawet bez ruszania się z fotela.

trener nie odpowiada za błędy zawodników, ale trener odpowiada za złą taktykę.

jak PSg próbowało zmieniać styl, to Barca już była rozpędzona, bo rozpędziła się na tej ultradefensywnej strategii Emery'ego, która spowodowała, że przy 5-6 graczach Barcelony w srodku pola PSG traciło oddech, nie było w stanie blokować rozegrania rywala i maszyneria nabrała rozmachu.

jak się Emery ocknał, to już było 3-0, a Barcelona rozgrzana. w takim momencie można sobie najwyżej pieluchę zmienić, a nie strategię. To już na nic, bo zatrzymać własnoręcznie bezmyślnie rozpędzoną Barcelone, to jak próbować złapać Bolta w pełnym biegu. Albo się go złapie na starcie, albo się ogląda jego plecy.

Emery albo dojrzeje albo powinien z tego klubu zostać wywalony. W lidze przegrywają, w Lm przegrywają...

żeby przegrali 0-4 i 1-6, to pół biedy. Ale przegrać mając 4 gole w zapasie po 1 gzre... to jest dowód kompletnej ignorancji.

w ostatnich 8 minutach stracić 3 gole, to kuriozum na tym poziomie. za wszystko odpowiada trener PSG. Dymisja w trybie natychmiastowym. Ten człowiek może trenować zespoły bez gwiazd, presji, pieniędzy i wymagań, jak Sevilla, w meczach z innymi zespołami bez gwiazd, presji, pieniędzy i wymagań, w meczach bez gwiazd, presji, pieniędzy i wymagań, czyli w jakiejś LE albo "o 4 miejsce w la Liga".

pozostaje Paryżanom żal, że w pierwszym meczu nie wygrali 7-0, a mieli ku temu okazję. Chociaż... Emery nawet 7-bramkowe zabezpieczenie potarfiłby beztrosko roztrwonić.

z Tedem Bundym żadna dziewczyna nie była bezpieczna, z Emerym żadna zaliczka po pierwszym meczu nie jest gwarancją awansu.
-
2017/03/09 14:49:11
Jedyna różnica między dawnym Arsenalem Wengera, a współczesnym Arsenalem Wengera jest taka, że dawniej Wenger sprowadzał do drużyny artystów, a ostatnio głównie solidnych (mniej lub bardziej) rzemieślników.
-
2017/03/09 15:05:32
@kaleb
To ilu goli sędzia nie uznał PSG, skoro przywołujesz Korea-Hiszpania? :)
-
2017/03/09 16:52:23
Jeśli chodzi o sędziowanie meczu Barcelony z PSG to prócz starcia Mascherano - Di Maria nie było żadnych kontrowersji. Nie ma sensu bajać o całej masie błędów i wypaczeń, bo się przypomina histeria sprzed paru lat po wyeliminowaniu Chelsea.
-
2017/03/09 17:52:14
@antropoid
To, że były kontrowersje* to fakt. No chyba, że nie ma głosów, które mówią, że te karne były słuszne, bo głosów, że nie były jest całe mnóstwo.

*kontrowersja rozbieżność opinii pociągająca za sobą dyskusje i spory za Słownikiem Języka Polskiego PWN.
-
2017/03/09 20:12:31
" To oczywiste, że faulowałem Di Marię, ale to nie dlatego wyeliminowaliśmy PSG" - Maszczerano.

Te zdanie to wręcz definicja bordowego gadanie po tym spotkaniu. "Sędzia wyciągnął za uszy, ale przecież wygraliśmy, to zasłużyliśmy, nie?".

Mimo wszystko istotniejsze jest przyznanie się do winy. Wiadomo, fanatyczni kibice będą bronić do upadłego, wmawiać że odwalający symulkę Suarez był faulowany, że pakujący się z pełną premedytacją w przewracającego przeciwnika Neymar nie jest nurkiem, a już na pewno za te symulki i faule wylecieć z boiska nie powinien - wszak sędzia tak uznał, zatem swobodnie można iść w zaparte, uśmiechać się, ludzie zapomną.

Niestety, Maszcze przyznał się. Tu nie można iść w zaparte. Facet wie co zrobił, wie że kontakt był, że faulował. On sam zdaje się nie do końca świadomy, ale jego faul, przy wyniku 3-1, przy poprawnym zachowaniu sędziego, oznacza rzut karny i czerwoną kartkę za Argentyńczyka, jako że Angel był w czystej bramkowej sytuacji.

Ale nie ma co wszystkiego zwalać na sędziego, to co odwalił Emery, to kryminał trenerski. Nie ustawiasz głęboko drużyny, grając z rywalem którego ograłeś 4-0 za pomocą pressingu. Barcelona gubiła w tym sezonie punkty z mniej klasowymi drużynami, które potrafiły wyjść odważnie, nacisnąć na pomocników i obrońców FCB, zmusić do błędu, odciąć od podań MNS. Za to ostatni trener który uznał że kompletny autobus, bez choćby prób wycieczek na połowę przeciwnika, to świetny pomysł na Barcelonę, to pewien sympatyczny ekspert telewizyjny z Anglii.

Nawet w trakcie meczu, jego pierwotny plan doprowadził na skraj klęski, 0:3, wpuszcza Anioła, PSG zaczyna grać z przodu, efektem, bramka, słupek i jeszcze jedna setka. Konkluzja geniusza Emery'ego? Ściągnąć pomocnika, wpuścić obrońce, mamy wynik, plan z pierwszej połowy był świetny, wszak nie stracimy pechowo kolejnych 3 goli, nie? Rzadko tak jednoznacznie jadę po trenerach, ale ciężko mi odnaleźć w pamięci równie beznadziejnie rozegrany mecz.

"Ja tylko przypomnę, że do wczoraj w historii pucharów na 185 przypadków porażki w pierwszym meczu 0:4, straty udało się odrobić 0 (słownie:zero) drużynom, więc please, nie opowiadajcie że Barcelona na awans "nie zapracowała"

Ten komentarz dał mi raka. W sumie gdyby ktoś skoczył w dal 9 metrów, co prawda po półmetrowym spalonym to "zasłużyłby", wszakże nikt wcześniej tego nie zrobił.

Mam równie błyskotliwą statystykę jeszcze bardziej podkreślającą niezwykłość wczorajszego meczu: to największe kontrowersje w lidze mistrzów, spowodowane takim natężeniem decyzji sędziowskich, od 993 spotkań w tych rozgrywkach! To dopiero jest historia! Niemal tylko raz na tysiąc spotkań jest taki cyrk. To i historię można pisać.