Blog > Komentarze do wpisu

Przyszłość piłki nożnej

Mgnienie oka

Przewidywanie przyszłości jest, jak powszechnie wiadomo, błędem poznawczym wybitnie pociesznym – tym bardziej pociesznym, im bardziej serio się ją przewiduje. Prof. Jerzy Vetulani twierdził wręcz, że futurologię wymyślono po to, by ludzie mieli się z czegoś śmiać za 50 lat.

Nasz sławny neurobiolog prawdopodobnie nie interesuje się piłką nożną. Gdyby się interesował, 50 lat musiałby bowiem zredukować do pięciu, maksimum siedmiu. My, kibice, mamy patologiczną wprost skłonność do wyrysowywania rozpoczynającej się właśnie „nowej ery”, która potrwa całą wieczność, ewentualnie pół wieczności, w najgorszym razie – ćwierć wieczności. Powali nas na przykład na kolana tiki-taka, to nabieramy pewności, że wszyscy zaczną ją uprawiać, że tiki-taka zapanuje jako styl gry najwydajniejszy i zarazem najbardziej efektowny, że nastąpi ostateczny koniec rozwoju ideologicznego futbolu. Wywodzimy kształt jutra wyłącznie z tego, co dzieje się dzisiaj, zapomniawszy, jak króciutko trwało wczoraj. Żeby było jasne – sam też grzeszę śmiertelnie, choć za każdym razem wyciskam z siebie mocne postanowienie poprawy.

Te uniwersalne prawdy kołatają mi się po łbie właśnie teraz, gdy nadciąga dwumecz Manchesteru City z AS Monaco. No bo prześledźmy najnowszą historię tego ostatniego klubu.

W 2004 r. jego piłkarze zabawiali się w finale Ligi Mistrzów. Odlot, wspanialej być nie może.

W 2011 r. zlecieli z pierwszej ligi francuskiej. Deprecha.

Na początku 2012 r. leżeli na dnie tabeli drugiej ligi francuskiej, poważnie zagrożeni bankructwem. Rzężenie, gorzej być nie może.

Teraz, wiosną 2017 r. – znów szaleją w Lidze Mistrzów, zasadzając się na Manchester City.

A żeby rzeczywistość jeszcze pokiełbasić, zwróćmy uwagę, że kiedy przed kilkoma laty Monaco wyrzucało gigantyczne pieniądze na transfery (zakupy finansował Dmitrij Rybołowlew), nie było w stanie rzucić wyzwania wyrzucającemu pieniądze gargantuiczne Paris Saint-Germain (zakupy finansuje katarski rząd). Dopiero gdy przeszło na tryb oszczędnościowy, prześcignęło PSG o kilka długości. I wystrzeliło na pozycję lidera ligi francuskiej. To się dzieje właśnie teraz.

Monaco wystarczyło kilka lat, by z samego szczytu stoczyć się na samo dno. A potem – kilka lat, by z samego dna wzbić się na szczyt. I jeszcze za tym wzlotem nie kryje się długofalowa, skrupulatnie zaplanowana i realizowana strategia, lecz nagła wolta. Zataczają się tam od ściany do ściany.

Zdumiewających zwrotów akcji obserwujemy ostatnio mnóstwo. RB Leipzig potrzebowało ledwie siedmiu lat na podróż z nieistnienia do walki o mistrzostwo Niemiec. Nasza Nieciecza – dekady na wybicie się z wiejskiej okręgówki do tzw. ekstraklasy. Leicester kilkanaście miesięcy temu wyruszyło z dołów Premier League, żeby ją podbić, a następnie zawrócić i znów mknąć ku czarnej rozpaczy.

Jakżeż kruchy jest piłkarski sukces! I zarazem jakżeż łatwy do osiągnięcia. Jak niewiele trzeba czasu, by wszystko przeputać. I jak niewiele – by, zaczynając od zera, pobujać trochę wyżej niż w obłokach, czyli na podium. Wszystko rodzi się i ginie w mgnieniu oka.

Tzw. filozofia klubu to też raczej nowelka niż opasłe tomisko, lektura trwa z jeden wieczór. Minęły ledwie cztery lata z niewielkim nakładem, odkąd Barcelona przez godzinę ligowego meczu w Levante grała w składzie złożonym wyłącznie z wychowanków:

FC Barcelona, La Masia

Jej fantastyczny futbolowy system kształcenia – od przedszkola i podstawówki, po liceum i uniwersytet, wszystko tam działało perfekcyjnie – miał już nigdy nie odebrać drużynie seniorów katalońskiej tożsamości. I co?

W niedzielę wystawiła na Leganés tylko jednego Hiszpana/Katalończyka. Pierwszy raz w historii, po 118 latach i 4250 meczach w lidze hiszpańskiej. Jedynakiem był Sergi Roberto, wraz z nim biegali po boisku trzej wychowankowie – Leo Messi i Rafinha. I to by było na tyle. Ludzie wyedukowani w La Masii rozpierzchli się po Europie, w Barcelonie namnożyło się pościąganych ze wszystkich stron świata najemników po kilkadziesiąt milionów za egzemplarz.

Tymczasem Real Madryt, który w epoce panowania dzieci Katalonii, wpuszczał do składu tylko pojedynczego autochtona (przepędzonego już Ikera Casillasa), w tej samej ostatniej kolejce upchnął w podstawowym składzie aż sześciu Hiszpanów, głównie wychowanków – Kiko Casillę, Nacho, Daniego Carvajala, Isco, Álvaro Moratę i Lucasa Vázqueza. Mija parę chwil i galaktyka El Clásico staje na głowie. Tutaj nawet futurolog wszech czasów Stanisław Lem mógłby się pogubić.

wtorek, 21 lutego 2017, rafal.stec
Komentarze
2017/02/21 18:10:10
Chwała Realowi, skoro potrafi chociaż delikatnie pójść pod prąd w tym aspekcie. Barcelonę zgubiła niecierpliwość, ogłaszanie "dekad", "drużyn wszech czasów" i to wstrętne przyzwyczajenie, że skoro potrafiło się zagrać kosmicznie przez 2-3 sezony, to już nic nie będzie szło jak po grudzie, a przynajmniej zawsze będzie "styl", "DNA" i co tam jeszcze. A tu guzik. Nawet takich jak Xavi się latami wychowuje. On nie wskoczył od razu na te "niebotyczne" obroty, a w swoim schyłku już wielu zarzucało mu, że "kręci kółeczka" i spowalnia akcje. Teraz wielka tęsknota. Za mało jest wartości w tym sporcie niż "dominacja" za wszelką cenę i udowadnianie czegoś napalonym "fanom", a każda porażka giganta to katastrofa. Dlatego jeszcze raz: fajnie, że Real wystawił powyższy skład (jakkolwiek by to nie było trwałe).
-
2017/02/21 18:31:42
Wtedy, za czasów świetności systemu, myślałem o La Masii jako nie tyle o szkole świetnych piłkarzy, co szkole świetnych piłkarzy Barcelony. Wydawało się, że mamy do czynienia z systemem zamkniętym, produkującym elementy pasujące idealnie tylko do jednego towaru. Nie był to towar eksportowy i chyba tak zostało, bo na szybko przebiegając myślą po europejskich boiskach to za dużo Barcelończyków nie hasa w pierwszym szeregu. Fabregas? Tylko w połowie wychowany w Katalonii. Pedro? Jakoś sobie radzi. Bartra? Średnio. System się zaciął, bo może nie był wcale systemem, tylko umiejętnie wykorzystanym szczęśliwym trafem - takie generacje się zdarzają raz na jakiś czas, ot tak, po prostu, w różnych miejscach: w Barcelonie, Amsterdamie, w Wolverhampton czy Saint Etienne
-
2017/02/21 19:00:21
Fundamentalnym błędem było przede wszystkim pozwolenie na odejście Thiago. Nie wiem, jakim trzeba było być idiotą, żeby na to pozwolić, bo widać było, że to jedyny z tego pokolenia, który mógł przynajmniej w jakimś stopniu zastąpić Xaviego.

A poza tym - tacy piłkarze jak Xavi, Iniesta i Messi trafiają się, nawet klubom najlepiej pracującym z młodzieżą, raz na dekadę. Że spotykają się w tym samym klubie w tym samym czasie, zdarza się raz na tysiąc lat.
-
2017/02/21 19:04:42
Przywrócić limit 3 obcokrajowców we wszystkich ligach. Pogonić Ancelottiego do Włoch i Guardiolę do Katalonii. Przywrócić lokalny folklor w futbolu.
-
2017/02/21 22:16:58
@airborell,
smuci mnie sytuacja w II linii Barcy, ale oglądając - tylko w tv co prawda - zdecydowaną wiekszość występów Thiago w Barcelonie nie zgodzę się, ze jego odejście było fundamentalnym błędem. to ze się rozwija w Monachium jest naturalną koleją rzeczy, zważywszy ze talent miał. dla mnie zawsze byl efekciarskim wózkowiczem. nie ma żadnego dowodu, ze dziś byłby pomocny, choć nie przeczę - mógłby. Pewności nikt nie może mieć. cudownymi grajkami mieli byc Depay, Martial i jest jak jest. rządzi Falcao. w każdym razie w Bayernie Thiago fundamentalnej roli nie odgrywa.

poza tym zgoda. nagłe spiętrzenie talentu w Barcy to zrządzenie boskie. a że natychmiast stworzono teorię o la masii. Ciekawe ile w tym zasługi klubu, a ile światowego powieściopisarstwa. żaden trener młodzieży po wypuszczeniu takiej generacji nie powie "spoko, za 2 lata następni". Jakoś w całej Hiszpanii nie widać ekipy, która mogłaby powtórzyć wyczyny kadry Aragonesa i del Bosque.
I taj jak kiedyś się podkreslało cantere, tak teraz z Leganes wylicza co innego. Absolutnie nie mam nic do Autora i jego blyskotliwego umysłu. ale co to ma za znaczenie? Właśnie rzadzą w Monaco młody Mbappe i stary Falcao. Czy byłoby gorzej, gdyby było dwóch starych, albo dwóch mlodych? Futbol to mnóstwo konfiguracji. Nie dostrzegam zadnego powodu, aby Barcelona miała się szczególnie przejmować tym, ze nie ma już "11" z cantery. Problemem jest słabsza gra pomocników.

naszła mnie myśl, gdy własnie w przerwie słuchałem Kazka w canalu. MC przegrywa u siebie a on nawet chwali Anglików. fakt, fajny mecz. ale naprawdę jest powód, aby chwalić Angoli za grę akurat w tej 1. połowie?
I dla kontrastu - dla skądinąd wzbudzającego sympatię Kazka prawie zawsze Barcelona nie gromiąca, mająca kłopot z uzyskanie przewagi była Barceloną słabą. niestety, powstalo mnóstwo kalk, durnych założen. ja w życiu nie pomyślałem, że Barca będzie wiecznie wygrywać. obserwujemy na topie sporą grupę klubów, które mają kłopot z wygrywanie dłużej niż rok. a Barca ma wygrywać wbrew wiekowi Iniesty, wbrew kryzyowi Busiego itp. To Graham Hunter chyba użył sformułowania o obecnych mlodych kibicach: pokolenie szybkiej gratyfikacji.
-
2017/02/21 22:55:38
Nie za bardzo kręci przyszłość zwłaszcza jak teraźniejszość jest taka fajna. Osiem bramek, spitolony karny (a mógł przesądzić o wyniku) i emocji nawet na dwa mecze. A i rewanż zapowiada się arcyciekawie, bo 5:3 nie przesądza moim zdaniem awansu.
-
2017/02/21 22:58:22
Wyszło tak, jak Rafałowi 1001 w poprzednim wpisie. Miałem dodać; - ważne, że "się kręci".
-
2017/02/22 12:25:45
Ledwie rok temu Real był zgrają rozpuszczonych najemników po derbowej porażce z Atletico, a w Barcelonie był cud, miód, i nieunikniona obrona potrójnej korony. Jeśli ktoś miał wygrać turniej z reprezentacją to prędzej Messi niż Cristiano Ronaldo. A to tylko dwa głośne przykłady. Właściwie zamiast przewidywać piłkarską przyszłość należałoby przyznać "wiem, że nic nie wiem" i zamilknąć.
-
2017/02/22 16:43:56
Hiszpanie powoli okazują się takimi samymi idiotami jak Włosi, Holendrzy czy Brazylijczycy, który w dużym procencie zarżnęli swój futbol. Pójście na łatwiznę i kupowanie zamiast szkolenia już ma swoje skutki.

PSG-Barcelona 4:0
Villarreal-Roma 0:4
Celta-Szachtar 0:1
-
2017/02/23 11:02:39
Nie zdąże napisać:

- ani jak nauczyciel przerabiając z uczniami jeden ze swoich ulubionych tekstów Kronikarza o przewidywaniu przyszłości opowiedział kolejnego suchara o Heraklicie z Efezu, filozofującym na trybunach Camp Nou;

- ani jak w przerwie meczu do szatni Manchesteru na Etihad Stadium wszedł Hern Wędkarz i postanowił wreszcie zaakceptować przybysza z dalekiego kraju za wstawiennictwem Johana, zmieniając przyszłość;

- ani jak trzej elektrzycerze gonili Profesra Infinity, żeby ten im zdradził tajemnicę wideoweryfikacji, której zgłębienie umożliwia nieskończone podróże w czasie i przestrzeni;

- ani jak Odyszeusz porzucił jedną akademię, by założyć drugą;

- ani wreszcie, że najważniejsze to co ponadczasowe, co niewidoczne dla oczu, bla, bla, bla...

Zdążę jedynie pogratulować Kronikarzowi bardzo inspirującego tekstu i wszystkim dyskutantom za ciekawe wpisy.

Licząc na entuzjastyczny tekst po dzisiejszym starciu w Amsterdamie,

414
-
2017/02/23 21:11:48
Nie będzie hiszpańskich i polskich drużyn w następnej rundzie LE. Symbol upadku holenderskiej piłki - pięciu na jednego i zamiast zabójczej holenderskiej precyzji mamy popis nieudolności rodem z polskich boisk. Legia bez napastników nic nie osiągnie a Magierze należą się brawa za grę do końca o zwycięstwo. Ten trener zrobi karierę.
-
2017/02/23 21:20:24
@oporex
Teraz wszyscy kupują zamiast szkolić. Przewidujesz, że wszyscy będą przegrywać?
-
2017/02/28 09:03:23
Zastanawiam się, czemu za każdym razem, w każdym tekście, w którym poruszasz temat Paris Saint-Germain, popełniasz ten sam błąd (lub błędnie myślę ja sam).

Opisując pieniądze paryskiego klubu dodajesz przedrostek "katarskie" pieniądze, "katarski" sponsor. O ile mi wiadomo, PSG sponsoruje Emirates Airline, firma lotnicza będąca flagowym przedstawicielem Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Są to więc dwa osobne kraje - Katar, a ZEA.