Blog > Komentarze do wpisu

Milan, który warto przeżywać

AC Milan - Inter Mediolan

Zarządziłem sobie przerwę w blogowaniu, ale wpadam chwilunię, szybciutkie cztery akapiciki, bo dzisiejsze derby Mediolanu, który były już wygrane, właśnie w ostatnich sekundach zostały zremisowane.

Jako kibic Milanu pozostanę oczywiście zdeprawowany do samego końca – mediolańskiego klubu lub mojego – i byle czym się nie zadowolę, nie spocznę w marudzeniu dopóty, dopóki Milan nie wróci tam, gdzie jego miejsce, czyli na europejski szczyt.

Dlatego grymasiłem dzisiaj, grymaszę też przez całą jesień. Dzisiaj dlatego, że gospodarze długo grali zbyt biernie, że długo ustępowali agresywniejszemu Interowi fizycznie, że w ogóle całym derbom brakowało jakości (choć nie brakowało intensywności). A generalnie grymaszę dlatego, że pozycja mediolańczyków w lidze – pozycja równa punktowo rzymskiemu wiceliderowi – podoba mi się znacznie bardziej niż ich popisy na boisku. Tęsknię za większą kreatywnością, umiejętnością dłuższego kontrolowania piłki, bogatszą niż wiara w kontrataki i uderzenia spoza pola karnego ofensywą, która pozwalałaby oddawać więcej strzałów – przed zakończonymi właśnie derbami piłkarze rossonerich zajmowali pod tym względem dopiero, nie mieści się w głowie, 33. miejsce w pięciu czołowych ligach europejskich. Tęsknię, ponieważ, jak zaznaczyłem na wstępie, wciąż nie przywykłem i ani myślę przywyknąć do dopingowania drużyny, która od kilku sezonów pałęta się między siódmym a dziesiątym miejscem w Serie A. Nawet na Carlosa Baccę, także w okresach, gdy Carlos Bacca ładuje gola za golem jak opętany, narzekam, bo chciałbym na środku ataku napastnika bardziej uniwersalnego, wszechstronnego. Zbyt prosta konstrukcja tej spluwy jak na moje wyrafinowane potrzeby.

Co powiedziawszy, przyznaję, że z każdym tygodniem bieżącego sezonu znajduję więcej frajdy w oglądaniu dzieła tworzonego – obym w przyszłości mógł napisać: „stworzonego” – przez Vincenzo Montellę. Drużyny uboższej w indywidualny talent niż Inter (trener jest tu niewinny), lecz mocniejszej mentalnie, wreszcie zdolnej wydostać się poważnych boiskowych tarapatów, nie ugiąć się przed faworytem pokroju mistrzów z Turynu, przetrwać pomimo słabej gry. Tego przez lata beznadziei nie widziałem wcale, zresztą przez minione lata nie widziałem niczego poza chaosem. A teraz jeszcze Milan znienacka zaczął oferować scenariusze do zapamiętania i przeżywania – jak powstanie z martwych w zwycięskim 4:3 z przeklętymi prześladowcami z Sassuolo czy dzisiejszy wieczór. Co więcej, Milan stawia się każdemu, kilkadziesiąt sekund dzieliło piłkarzy od pokonania w rundzie jesiennej obu najważniejszych rywali, czyli Juventusu oraz Interu.

Gdyby im się powiodło, dokonaliby czegoś niewidzianego od schyłku lat 80., czyli złotej ery Arrigo Sacchiego. Może zatem nawet w jakimś sensie dobrze się stało, że Inter ostatecznie wbił wyrównującego gola. Włosi by się rozcmokali, wysłuchiwalibyśmy historycznych porównań aż do mdłości, oni umiaru – jak wiadomo – nie znają. A na hołdy za wcześnie. Taki mamy czas – my, kibice Milanu – że optymizm budujemy w sobie powoli, okruch dokładając do okruchu. Nadal sądzę, że dzieje się nieźle.

niedziela, 20 listopada 2016, rafal.stec
Komentarze
2016/11/21 09:51:17
To byly derby, w ktorych wreszcie sie cos dzialo. Chyba pierwszy raz od...5-6 lat? Milanowi brakuje jakosci w pomocy, ale wraz z prawdopodobnym przyplywem gotowki na pewno jakis klasowy rozgrywajacy trafi do tego chinskiego (sic!) klubu. Obiektywnie trzeba przyznac, ze gdyby nie fatalny dzien Icardiego to Milan poleglby. Wyjatkowo skuteczny napastnik na ten wieczor stal sie antysnajperem.
-
2016/11/21 18:32:31
Kiedyś już pisałem, że za włoską piłką nie przepadam i niespecjalnie ją oglądam, ale ostatnio głównie za sprawą naszych reprezentantów, obejrzałem kilka meczy ligi włoskiej. Wczorajszych derbów Mediolanu nie, więc zgodnie ze swoją zasadą się nie wypowiadam.
Ale w europejskiej piłce dzieje się wiele, a weekend zaowocował wydarzeniem, które zajmuje sporo miejsca w naszych mediach. Mam na myśli sensacyjne/niesensacyjne objęcie przewodnictwa w niemieckiej lidze przez RB Lipsk... - widziałem (nie tylko) ich ostatni mecz z Bayerem. To da się oglądać, nawet bardzo da.
Wbrew oburzonym zakłóceniem utrwalonych reguł klubom niemieckim, projekt od początku mi się podobał zwłaszcza, że nie jest realizowany poprzez szaleństwo na rynku transferowym i skupowanie podtatusiałych gwiazd, ale atrakcyjne piłkarskie rzemiosło.
Pod jednym z internetowych tekstów na ten temat jest pytanie: - "czy byłbyś za tym żeby podobny projekt został zrealizowany w jednym z dużych polskich miast". Z ciekawości, żeby poznać opinię innych (z reguły nie angażuję się w takie głupawki - poziom większości pytań i brak możliwości głosowania"nie wiem"), tym razem zagłosowałem. Muszę przyznać, że nawet dwubiegunowa możliwość odpowiedzi sprawiła mi przyjemność. 90% odpowiedzi na "tak" daje do myślenia.
-
2016/11/21 23:35:35
No trudno nie zaglosowac za poteznym sponsorem (RB Lipsk) :D Kazdy by chcial miec taki potencjal i perspektywy. Na razie to spokojnie, zobaczymy gdzie zajda.
-
2016/11/22 11:34:02
@ qjaf
Pieniądze same nie grają. Ale jeżeli widziałeś ich mecze, to musisz przyznać, że to co grają te młode chłopaki może się podobać. I to bez względu gdzie ostatecznie zajdą...
Oczywiście bogaty sponsor jest ważny, ale myślę, że wśród głosujących na tak, jest wielu takich, którzy zagłosowali nie tylko na sponsora, ale też na projekt.