Blog > Komentarze do wpisu

Ronaldo i resztka świata

Cristiano Ronaldo, film

Zabrakło mi we wchodzącym także na polskie ekrany filmie „dokumentalnym” deklaracji, że supergwiazdor Realu Madryt jest źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna. Poza tym było w nim wszystko.

Wszystko, czyli sam Cristiano Ronaldo, który chętnie mówi o sobie w trzeciej osobie i którego otaczają ludzie rekwizyty pełniący funkcje o tyle arcyważne, że dzięki nim życie idola jest idealnie umeblowane.

O reprezentującym biznesowe interesy piłkarza Jorge Mendesie dowiadujemy się, że to „Cristiano Ronaldo wśród agentów”. O przegranej na ostatnim mundialu reprezentacji Portugalii – że Cristiano Ronaldo czułby się w niej bardziej komfortowo, gdyby miała „jeszcze dwóch-trzech Cristiano Ronaldo”. O niewyraźnym występie na MŚ samego Cristiano Ronaldo, zmagającego się wówczas z urazem – że „żaden inny piłkarz na świecie nie zagrałby tam w jego stanie”, że Cristiano Ronaldo „ryzykował dla kraju karierę”. Kiedy Cristiano Ronaldo przedstawia nam matkę, w istocie nie opowiada o niej samej, lecz o jej stosunku do Cristiano Ronaldo: „Ona żyje moim życiem, żyje moją radością, żyje moim smutkiem”. Syna Cristiano Ronaldo spłodził, ponieważ „zawsze chciał mieć następcę” – na imię dał mu Cristiano junior, a rola matki, której nie poznajemy, ograniczyła się do donoszenia ciąży, Cristiano Ronaldo autorytatywnie wyjaśnia widzom, że junior drugiego rodzica nie potrzebuje i że w przyszłości zrozumie, dlaczego tata postąpił tak, jak postąpił. Jeśli zresztą wierzyć twórcom filmu, to wbrew krążącym po mediach dowodom zdjęciowym w życiu Cristiano Ronaldo kobiet nie ma wcale, na ekranie żadna nie pojawia się ani na chwilę.

Brata Hugo przedstawia Cristiano Ronaldo jako „swoją prawą rękę”, ale poświęca mu jedynie epizodzik, dzięki któremu wiemy, że brat jest, podobnie jak nieżyjący ojciec, alkoholikiem i ma zadanie sprawować opiekę nad Muzeum Cristiano Ronaldo, otwartym w ubiegłym roku w rodzinnym Funchal. Na wnikliwsze zgłębianie braterskich relacji nie ma czasu, potrzebujemy go na uważne oględziny towarzyszących Cristiano Ronaldo gadżetów – żywych i martwych, od niejakiego Ricardo Refuge, czyli „osobistego menedżera” Cristiano Ronaldo, po pieszczone przez kamerę zbliżeniami Ferrari, Porsche i inne Rolls Royce’y. Gdy Cristiano junior wraca ze szkoły, Cristiano senior pyta: „Zgadniesz, którego samochodu taty brakuje w garażu?” Wszystko na ekranie ma być wzniosłe, wystylizowane, wypolerowane. Cristiano Ronaldo rzuca wyłącznie maksymami, pod którymi mógłby podpisać się Paulo Coelho („liczy się tylko tu i teraz”), a kiedy Cristiano Ronaldo wchodzi pod prysznic, to podziwiamy jego wchodzenie w zwolnionym tempie.

Aż następuje swoista kulminacja, jedna z kilku w filmie – oto Cristiano Ronaldo przytula po treningu kobietę, która wbiegła na murawę, by go dotknąć, a ta spłakana powtarza potem reporterom: „On już wie, że istnieję. On wie, że istnieję”. Doprawdy, tamta patetyczno-hagiograficzna fabuła o FIFA, którą sfinansowała FIFA, wygląda przy dziele o Cristiano Ronaldo jak Jezusek z bożonarodzeniowej szopki przy Jezusie ze Świebodzina. Jedynie tytuł wydaje się ciut nieadekwatny. Zamiast „Ronaldo. The Movie”, sensowniej brzmiałoby prostsze „The Ronaldo”.

Portugalski nadpiłkarz jawi się nam tu jako człowiek fenomenalnie pozbawiony dystansu do siebie, acz świadomy tryskającej zeń próżności, którą uważa za niezbędny skutek uboczny wielkiego sukcesu. Jest swoistym anty-Zlatanem Ibrahimoviciem, bo kiedy Zlatan mówi reporterowi „Rozmawiasz z Bogiem”, to przynajmniej wiadomo, że robi sobie jaja, igra ze swoim wizerunkiem superbohatera, jego chełpliwe bon moty przypominają dowcipy o Chucku Norrisie. Cristiano Ronaldo jest superbohaterem na serio, a ponieważ swoją ekranową biografię „autoryzował”, to mamy pewność, że twórcy filmu – skądinąd uznani dokumentaliści – wcale nie próbowali go ośmieszyć, przeciwnie, oglądamy Cristiano Ronaldo takim, jakim chciałby widzieć siebie Cristiano Ronaldo. Cristiano Ronaldo, który nie musi odpowiadać na żadne niewygodne pytanie.

I dostajemy półtoragodzinny materiał dowodowy dla wszystkich oskarżających go o patologiczny narcyzm i podejrzewających, że niekoniecznie przedkłada interes drużyny nad własny, że w swojej głowie uprawia sport indywidualny. W tym nużącym klipie dla tabloidowej widowni kochającej podglądać, jak żyją milionerzy, wątek futbolowy jest bowiem poznawczo wartościowy – otóż właściwie nie widzimy, by Cristiano Ronaldo był częścią jakiejkolwiek drużyny (po boisku biega sam), natomiast wielokrotnie słyszymy, że cel nad celami stanowi dla niego Złota Piłka. Nie zdobywana wspólnie Liga Mistrzów, lecz odbierana indywidualnie Złota Piłka. Tytułów wygranych z Realem Madryt nie wspomina, o przyjmowaniu nagrody dla gracza roku na świecie opowiada jako „jednym z najpiękniejszych momentów w życiu”. Nie zwierza się, ile wysiłku kosztuje wygrywanie najcenniejszego trofeum w klubowym futbolu, lecz ile kosztuje go rozstrzygnięcie plebiscytu: „Pocisz się wtedy bardziej niż zwykle, ten dzień jest bardziej niż inne wymagający i psychicznie, i fizycznie”.

środa, 11 listopada 2015, rafal.stec
Komentarze
2015/11/11 18:52:58
Zachęciłeś, to musi być niepowtarzalna groteska o megalomanii.
-
2015/11/11 19:46:16
"Cristiano Ronaldo czułby się w niej bardziej komfortowo, gdyby miała jeszcze dwóch-trzech Cristiano Ronaldo."

Zamierzone czy nie - oto jest pytanie ;)
-
2015/11/11 23:08:49
Syna Cristiano Ronaldo spłodził, ponieważ zawsze chciał mieć następcę

Przyszedł mi do głowy Jango Fett.
-
2015/11/11 23:13:56
Zgadzam się z tekstem, ale jakież to pocieszne, że Stec mi zarzucał, że reklamuję swoją stronę bez umiaru, skoro sam to robi na Twitterze nachalnie. Hipokryzja w czystej postaci.
-
2015/11/11 23:33:19
@bartasek
Robi to rozumiem wykorzystując popularność Twojego twitterowego profilu lub hasztagu #bartasek98?. Jeśli ani jedno ani drugie to to przywaliłeś oskarżeniem o hipokryzję jak łysy grzywką o kant kuli.

@meritum
Mi opis tego filmu przypomina dokument TVP o Korei Północnej. Dżisas co za gość nie myślałem że jest aż taki beznadziejny. Za takie podejście do futbolu powinni karnie pozbawić go medali za LM wyrzucić z drużyny, odebrać kartę zawodniczą i obsypać, dosłownie przywieść mu przyczepę Złotych Piłek - niech się cieszy!
-
2015/11/12 08:11:56
@kaleb
Zostaw w spokoju Cristiano Ronaldo 98 bloggerstwa sportowego.
-
2015/11/12 10:42:12
@bartoszcze
Racja :)
-
2015/11/12 11:42:15
Ależ wy to przeżywacie. Film "oderwany od rzeczywistości"? To może w ogóle nie oglądajcie filmów, żeby się od niej nie odrywać. Film nie opowiada o klubach w których grał Ronaldo? No cóż, taki film musiałby trwać chyba kilka godzin dłużej.
-
2015/11/12 13:16:14
@bavarsson
Kto napisał że jest oderwany od rzeczywistości?
-
2015/11/12 14:31:38
@bavarsson
"Film "oderwany od rzeczywistości"? To może w ogóle nie oglądajcie filmów, żeby się od niej nie odrywać".

Mówimy o dokumencie, a nie filmie fabularnym.

Fatalnie wybrali moment premiery, a więc wtedy kiedy Ronaldo nie błyszczy formą. Wrażenie nie jest najlepsze. W filmie podobno same ochy i achy, a z meczu na mecz coraz gorzej.
-
2015/11/12 14:32:12
Jak boga kocham, było tak napisane w tym reportażu.
-
2015/11/12 15:03:57
Kaleb, wszystko fajnie, tylko że jak ja tu się reklamowałem, to było wielkie narzekanie, a sam się ośmiesza, bo ma większą popularność przez to, że w szmatławcu pracuje.
-
2015/11/12 18:07:13
@bartasek
A ty z treścią tego szmatławca regularnie się zapoznajesz, Lordzie Bendtner dziennikarstwa sportowego.

@bartoszcze
"Przyszedł mi do głowy Jango Fett."

:D
-
2015/11/12 18:13:02
Czy Cristiano Ronaldo wie, że istniejemy?
-
2015/11/12 19:31:19
Cristiano jest jak Prezes Jarosław (albo też Prezes jest jak Cristiano) - lepiej wypada, gdy milczy.
-
2015/11/12 19:36:32
0twojastara, a skąd ty możesz wiedzieć, że czytam to pisemko Michnika?
-
2015/11/12 21:30:54
@bartasek98
"Stec mi zarzucał, że reklamuję swoją stronę bez umiaru, skoro sam to robi na Twitterze nachalnie. Hipokryzja w czystej postaci". "jak ja tu się reklamowałem, to było wielkie narzekanie, a sam się ośmiesza, bo ma większą popularność przez to, że w szmatławcu pracuje".

Szanowny Panie,

bez ironii i złośliwości: 0twojastara ma rację, ponieważ Pan reklamował się na cudzym blogu (popularniejszym od Pańskiego), a red. Stec na własnym profilu w Twitterze. Tej różnicy nie dostrzega tylko ktoś pozbawiony krytycyzmu i/lub dobrej woli.

Ponadto, być może rzeczywiście nie czyta Pan Gazety Wyborczej, której Pan nie poważa, ale na pewno czyta Pan blog dziennikarza tejże, wobec czego zachodzi wątpliwość, dlaczego Pan to robi.

Nawiasem, tak wielki intelektualista jak Václav Havel nigdy nie zniżyłby się pisaniem do jakiegokolwiek szmatławca. Nie twierdzę, że GW zawsze ma rację, ale kiedy się myli, to nie mam wrażenia, by robiła to umyślnie.

Pański nick sugeruje, że w dorosłość metrykalną wkroczy Pan w przyszłym roku. Zachęcam, by w mentalną wkroczyć jak najszybciej. Np. poprzez uzasadnianie swoich tez w oparciu o zasady logiki, w szczególności zasadę niesprzeczności. Wierzę, że Pan potrafi. Życzę jak najlepszych wpisów.
-
2015/11/13 01:18:34
Drogi st.pauli

Doceniam całość Twojej argumentacji (mam nadzieję, że bezpośrednią formę usprawiedliwia nasza blogowa zażyłość), ale jeszcze silniej czuję się zobowiązany stanąć w obronie Szanownego Pana @bartasek98, który według Ciebie nie powinien był nazywać mojej gazety szmatławcem, ponieważ publikował w niej Vaclav Havel, a osoba tak szlachetna by tego nie zrobiła.
Zgadzam się, osoba tak szlachetna by tego nie zrobiła. Najpewniej wiesz jednak, że świętej pamięci Vaclav Havel odszedł od nas w roku 2011, co oznacza, że nie publikował u nas (przynajmniej świadomie) po tymże roku. Jeśli zatem mielibyśmy się kierować wyborami Havla, nie bylibyśmy w stanie stwierdzić, czy w latach 2012-2015 Gazeta Wyborcza nie stała się szmatławcem. Nie możemy wykluczyć, że Havel, gdyby żył dłużej, nie przestałby na tych łamach publikować, zohydzony ewolucją gazety przez siebie poważanej w szmatławca. Nie możemy też wykluczyć, że Szanowny Pan @bartasek98 zaczął czytać Gazetę Wyborczą dopiero po śmierci Havla i nie doświaczył chwil, podczas których Gazeta Wyborcza nie była szmatławcem.
-
2015/11/13 01:41:57
Powiem więcej. Vaclav Havel, gdyby żył, czytałby blog Bartaska.
-
2015/11/13 09:16:31
@Rafał @grzespelc
:D
-
2015/11/13 09:20:50
Kocham tego bloga i to forum :)
-
2015/11/13 15:03:04
czasy się zmieniają.

jeszcze nie tak całkiem dawno, nikomu by do głowy nie przyszło, żeby kręcić film o pajacu, którego miejsce w szeregu polega na zabawianiu konsumentów grilla i piwka [tak , wiem że dla niektórych piłka nożna, to rzecz nieznacznie tylko mniej wazna od życia i śmierci, ale dla gros kibiców i obserwatorów, to zaledwie rozrywka - nie ta, to inna; dla czesci zaś, źródło zarobkowania, co też w wielu przypadkach miłosne pląsy racjonalizuje]. Czy jeszcze nie tak całkiem dawno, ktoś by wpadł na koncept kręcenia o babie z broda, karłach zapaśnikach albo dziewojach szarpiących się za kudły w basenie kisielu ? Czym innym bowiem, jest piłka nożna, jak nie rozrywką niskich lotów dla plebsu, faworytnie tego najbardziej prostackiego ?

oglądać można, nawet wyrafinowanej gry taktycznej doszukać, a i maestrii poszczególnym zagraniom nie odmówić, ale żeby kręcić o piłkarzu ? o jego zyciu ? o jego osobowości ? jaką można mieć osobowość, jak się cały kluczowy okres życia poświęca na treningi i mecze, mecze i treningi, treningi, mecze i jeszcze raz mecze i treningi ? Co tam można wypracować ?

Wszystkie te biografie i filmy to dęta ściema, w której główną rolę gra wynajęty za duża kasę sztab piarowców przedstawiających piłkarza w taki sposób, że nawet on sam musi się z tym oswoić.

To jest rozrywka jarmarczna i na tyle jużprzeżarta komercją, ze nawet jak pan Ronaldo idzie i rozdaje pieniądze, koszulki, prezenty i ujmuje serdecznością oraz wielkodusznością, to za cholerę nie sposób wyłapać, czy on to robi na serio, czy wypełnia zobowiązania sponsorskie albo realizuje scenariusze napisane w biurach specjalistów od trzepania kasy na ocieplonych do temperatury afrykańskiej wizerunkach.

dlatego, ja bym powiedział, ze ten film nic nie mówi o panu Ronaldo, bo nie sposób dociec na ile jest wynikiem burzy mózgów cwaniaków od strategii rynkowych, a na ile szczerym i bezpretensjonalnym wykwitem niezbyt wybujałej osobowości pana sportowca.
-
2015/11/13 18:29:15
Teraz ad rem: myślałem, że Cristiano mimo wszystko jest w miarę normalnym gościem. Nie sądziłem, że jest aż tak źle.
-
2015/11/14 14:05:27
wielmozny.pan.przecinek

Dużo racji masz w ostatnim akapicie. Wydaje mi się, że Messi i Ronaldo są konsekwentnie promowani na dwa różne sposoby. Ten pierwszy to zawsze miły, rodzinny, cichy chłopaczek, który obowiązkowo "chce tylko grać w piłkę". On ma się nam wydawać taki jak my, ale przy okazji jest wirtuozem piłki.

Z kolei z CRa robi się greckiego herosa, gościa żyjącego w innym świecie - mediów, paparazzi, jachtów, rezydencji, skandujących fanów, drogich samochodów, najlepszych klubów, najlepszych trunków, najlepszych imprez, uwielbienia mas etc. Jest odseparowany od świata zwykłych śmiertelników. Fascynować ma nas jego bogactwo, sukces, pełne przepychu życie celebryty, ale dzielą nas od niego lata świetlne. Jak fajnie zostało ujęte w tekście, jest to coś w sam raz dla "podglądaczy". A więc szarych ludzi lubiących sobie pożyć życiem celebrytów, które sprzedawane jest im kolorowych pisemkach i przedstawiane jako bajka. W ten sposób sprzedaje się produkt o nazwie Cristiano Ronaldo.

Taki wizerunek obu panów od lat konsekwentnie jest budowany. Jest to dla mnie świetne porównania, gdyż widać wyraźnie kontrast w obranej strategii i w obu przypadkach jak jest naprawdę - nie wiadomo. Oni sami już to wiedzą.
-
2015/11/14 17:45:59
@wielmozny.pan.przecinek
"Czym innym bowiem, jest piłka nożna, jak nie rozrywką niskich lotów dla plebsu, faworytnie tego najbardziej prostackiego ?"

Również rozrywką dla Alberta Camusa, Jacquesa Derridy, Jerzego Pilcha i wielu równie lub nieznacznie mniej rozgarniętych ludzików, z których niejeden "faworytnie" rozgromiłby Pana w pojedynku erystycznym.