Blog > Komentarze do wpisu

Co się dzieje z polskimi siatkarzami

Bliżej im do poziomu mistrzów świata czy drużyny, która w ćwierćfinale mistrzostw Europy obrywa od Słowenii? Odpowiedź brzmi pocieszająco, ale moment jest krytyczny.

Nazajutrz po porażce 2:3 nastroje w hotelu Vitosha Park najlepiej oddał, choć wcale nie miał takiej intencji, rzecznik reprezentacji i jej były rozgrywający Mariusz Szyszko, który poinformował, że trwa „akcja ewakuacyjna”. Jakby upychani pojedynczo w różnych samolotach siatkarze nie tyle wracali do domów, ile uciekali z terenu zakażonego, niebezpiecznego dla życia lub zdrowia.

A wysiłek, jaki włożyli Polacy w sezon reprezentacyjny, idealnie zilustrował Włodzimierz Sadalski. Mistrz olimpijski z Montrealu, dziś szef szkolenia w PZPS, rzucił, by zwrócić uwagę na ich sylwetki. Michał Kubiak miał stracić pięć kilogramów ze swojej dotychczasowej, „ligowej” wagi. A libero Paweł Zatorski nawet sześć. – W Sofii byli już potwornie zmęczeni, więc w ostatnim secie ćwierćfinału decydowała grawitacja. Słoweńcy mieli więcej mocy, by się jej opierać, frunęli dłużej i wyżej – wzdychał Sadalski.

„Zmęczenie” to najpopularniejsze pojęcie opisujące tegoroczne zmagania siatkarzy. Zmagania poprzedzone majowym zgrupowaniem w Spale, otwarte międzykontynentalnym podróżowaniem po Lidze Światowej, z kulminacją w morderczym Pucharze Świata w Japonii, zwieńczone mistrzostwami Europy. Złowrogie słowo rozbrzmiewało tak często, że nawet gdyby siatkarze nie czuli zmęczenia, to prawdopodobnie wmówilibyśmy im, że czują.

Czy redukowanie przyczyn porażki do kondycji fizycznej siatkarzy – która „musiała” spaść – jest uprawnione?

Można mieć wątpliwości, gdy spojrzymy na Włochów. Ich sezon wyglądał identycznie, a w środę rozbili do zera Rosję i wytrzymali do półfinału ME. Wątpliwości jednak maleją, gdy przyjrzymy się detalom. Gdy dostrzeżemy Osmany’ego Juantorenę, naturalizowanego Kubańczyka, który debiutował w nowej reprezentacji dopiero na PŚ i natychmiast jął odgrywać kluczową rolę. Gdy przypomnimy sobie, że po konflikcie w kadrze kierować grą zaczął znienacka młodziutki Simone Giannelli, w fazie eliminacyjnej LŚ wpuszczany na boisko tylko epizodycznie. On znużenie musi odczuwać później, bo wszystko jest dla niego nowym, ekscytującym doświadczeniem, tak jak dla Mateusza Bieńka, który jako jedyny wśród Polaków wytrwał w podstawowej szóstce bez żadnej przerwy od inauguracji sezonu z Rosją w Gdańsku do zakończenia w Sofii ze Słowenią. Tyle że on pełni funkcję mniej newralgiczną niż Giannelli.

I najważniejsze: Włosi awansowali na igrzyska, zatem wystartowali w ME (są współgospodarzami, grali u siebie) spełnieni, zrelaksowani i świadomi, że przedolimpijski stres się skończył. Tymczasem Polakom stanął przed oczami cel ponad wszystkie, czyli kwalifikacje w Berlinie (5-10 stycznia). I sami nazywali mistrzostwa Europy towarzyskimi.

Gdyby Stéphane Antiga zabrał tu kilku rezerwowych, przyjęlibyśmy to ze zrozumieniem, zresztą trener przyznał wczoraj, że taki wariant rozważał. W istocie jednak wybór miał pozorny, skoro sami siatkarze rwali się do kontynuowania walki w kolejnym turnieju. Zdawali sobie sprawę, że jego ranga zmalała, a zarazem chcieli czym prędzej zrekompensować sobie niepowodzenie w Japonii. Prawdopodobnie zakładali nawet – czego się nigdy głośno nie deklaruje – że poprawią sobie humory stosunkowo niewielkim wysiłkiem, bo grupę w pierwszej rundzie wylosowali słabszą niż kiedykolwiek w jakichkolwiek rozgrywkach mistrzowskich (z Belgią, Słowenią i Białorusią). Porównywalną mieli chyba tylko w eliminacjach LŚ w 2008 r., gdy ówczesny selekcjoner Raul Lozano zażyczył sobie przed igrzyskami Chin, Japonii oraz Egiptu.

Wyżęte do granic organizmy siatkarze odbudują, pozostaje pytanie, czy wyleczą głowy. O ile bowiem po PŚ mieli prawo czuć się arcymocni (odnieśli 10 zwycięstw, podobnie jak lepsi o pojedyncze sety Amerykanie oraz Włosi), o tyle teraz ponieśli bezdyskusyjną sportową klęskę. Ona mogła zachwiać ich przekonaniem o własnej wartości, w krytycznych momentach bezcennym. Antiga wskazał zresztą wczoraj na konkretny aspekt techniczny gry wymagający wyraźnej poprawy. Nie wymieniał nazwisk, lecz powiedział, że zbijający potrzebują precyzyjniej wystawianej piłki, a na pytanie o powrót Pawła Zagumnego odparł, że „jest możliwy”. Fabian Drzyzga, który doskonale rozgrywał przy 38-letnim już koledze, usłyszał podany między wierszami komunikat, że bez wsparcia weterana wygląda gorzej.

Selekcjoner już namawiał Zagumnego na powrót. Wczoraj nie protestował też, gdy pytaliśmy go o ewentualne negocjacje z Mariuszem Wlazłym i Michałem Winiarskim, choć podkreślał, że każdego zawodnika niezaangażowanego w długodystansowe przygotowania trudno wszczepić do drużyny, niezależnie od jego klasy. Ich powroty są raczej nierealne, ale dyskusja wróci, więc siatkarze będą słyszeli, że zaufanie do ich umiejętności jest ograniczone. Antiga musi działać ostrożnie, by nie naruszyć tej trudnej do zdefiniowania równowagi – chemii? – w szatni, która przesądza o sukcesach w sportach zespołowych.

On wciąż karierę trenerską rozpoczyna, jednak obok stoi Philippe Blain. Więcej niż asystent, doświadczony 12 latami prowadzenia reprezentacji Francji. A popisy Polaków w roku 2015, pomimo słoweńskiej klapy, i tak zasługują na duży plus. Po mundialu ogłaszałem w „Wyborczej”, że złota reprezentacja przestaje istnieć, a jej następczyni już w LŚ wypadła bardzo dobrze. Gra na PŚ wyglądała jeszcze lepiej, zrecenzować można ją nawet jako „fantastyczną”. I paradoksalnie to tam siatkarze ponieśli jedyną porażkę, do ME na dobrą sprawę w ogóle się nie przygotowywali.

Bo to były ME towarzyskie, właściwe odbędą się w styczniu. Tam Polacy zagrają z Niemcami, Serbią, Słowacją (stworzą prawdopodobnie grupę A), Rosją, Bułgarią, Francją i Finlandią (prawdopodobna grupa B). Triumfator otrzyma zaproszenie na igrzyska, druga i trzecia drużyna poleci w maju na interkontynentalne eliminacje do Japonii, skąd awansować będzie stosunkowo łatwo. Nawet jeśli środowy wypadek uczy, że przysłówka „łatwo” najbezpieczniej używać w siatkówce dopiero po ostatniej akcji.

czwartek, 15 października 2015, rafal.stec
Tagi: siatkówka
Komentarze
2015/10/16 07:56:21
Zamknąć w więzieniach działaczy za mordowanie siatkarzy.
-
2015/10/16 20:22:35
Z siatkarzami nic się nie dzieje. Nie zawsze można mieć mistrzowską formę. O ile jednak sportowcy są na to przygotowani, to kibice nigdy. Kibice chcą zawsze zwycięstw. Przypuszczam, że w przyszłym roku / oby nie/ może dopaść ta przypadłość naszych piłkarzy z Robertem Lewandowskim na czele. Nie można bowiem ciągle grać na wysokim"C". Poza tym nie jest dobre u naszych dziennikarzy i kibiców popadanie w euforię . Gdy przyjdą porażki wiesza się na sportowcach "psy" i żąda zmiany trenera. Proponuję więcej umiaru i mniej euforii. Wtedy łatwiej jest znosić porażki.