Blog > Komentarze do wpisu

Sevilla, stolica kibicowskiego szczęścia

Finał Ligi Europejskiej odbywał się na pięknej scenie – choć oglądałem z trybun Stadionu Narodowego już 15. mecz, obiekt nadal mi nie spowszedniał i nadal mnie rozaniela. A urok dzisiejszego meczu polegał również na tym, że każde jego rozstrzygnięcie byłoby zakończeniem ujmującej opowieści. Dnipro, wiadomo – tragedia wojny w tle, nieczynny z jej powodu stadion, konieczność rozgrywania wszystkich meczów na wyjeździe, status drużyny, w której moc nikt nie wierzy. Sevilla, też wiadomo – w jej sercu nasz Grzegorz Krychowiak, jeden z bohaterów minionego sezonu najsilniejszej ligi świata, kandydat na ledwie dziesiątego Polaka, który zdobył europejskie trofeum.

Już nie jest kandydatem, już awansował do jeszcze bardziej elitarnego grona, bo dotychczas tylko dwaj jego rodacy strzelali gole w europejskich finałach. I to w średniowieczu. Krychowiak dołączył do Zbigniewa Bońka, który w latach 80. trafiał dla Juventusu Turyn, oraz Stanisława Oślizły, który w 1970 roku trafiał dla Górnika Zabrze. I zagrał piłkarz Sevilli jedną z głównych ról we wspaniałym spektaklu, spektaklu przepełnionym i wysoką jakością gry, i dramaturgią, w meczu, podczas którego zwłaszcza przed przerwą czułem, że się go celebruje, a nie rozgrywa, w każdym razie ja delektowałem się z nieprzyzwoitą zachłannością. Nawet kompletnie bezstronni widzowi musieli być wniebowzięci, dla ich frajdy padła nawet rekordowa w krótkich dziejach Narodowego liczba goli – wcześniej oglądaliśmy ich pięć jedynie podczas wizyty w Warszawie hobbystów z San Marino.

Triumf Sevilli był logiczny i jedynie słuszny, wszak od bieżącego sezonu UEFA wynagradza go zaproszeniem do Ligi Mistrzów, a wydaje się logiczne i jedynie słuszne, by pięć miejsc zagarnęli tam właśnie reprezentanci ligi hiszpańskiej, bezapelacyjnie najsilniejszej na kontynencie. Do elity wśliznął się zresztą klub wyjątkowy, wybitnie zasłużony dla rozgrywek pucharowych. Bo sewilczykom gratulujemy nie tylko efektownego wyswobodzenia się z czasów zapaści (przed dekadą byli bliscy bankructwa) i fantastycznie skutecznego dyrektora sportowego, dzięki któremu lansują na gwiazdy piłkarzy klasy Daniego Alvesa, Sergio Ramosa, Jesúsa Navasa, Frederica Kanoute czy Luisa Fabiano. Nie, oni nade wszystko przysłaniają właśnie wszystkich popisujących się w Europie.

Jako jedyni w XXI wieku obronili europejskie trofeum, w dodatku zdołali obronić je dwukrotnie, dzięki czemu w dekadę uzbierali aż cztery – to najbogatsza kolekcja na kontynencie, dorównać może im zaraz tylko Barcelona, przymierzająca się do kolejnego skoku na Ligę Mistrzów. To kolekcja najbogatsza i uświadamiająca, że przyjemność z bycia potęgą można czerpać także na nieco niższym szczeblu rywalizacji. Sevilla jest pierwszorzędną drużyna drugorzędną, nieobecną w skupiających najbogatsze kluby rankingach Football Money League. Obsypuje swoich zwolenników mnóstwem nieoczekiwanych upominków, a zwróćcie uwagę, że ci obok opiewania sukcesów własnych mogą świętować też klęski sąsiadów z Betisu, który dopiero wybudza się z drugoligowego koszmaru. Słowo „średniak” nie brzmi już pogardliwie.

Kto wie, czy gdybyśmy zmierzyli subiektywne poczucie satysfakcji, fani Sevilli – aspiracje mają skromniejsze niż barcelońscy czy madryccy – nie okazaliby się w minionej dekadzie najszczęśliwszą kibicowską społecznością na świecie.

środa, 27 maja 2015, rafal.stec
Komentarze
2015/05/28 12:05:59
Triumf Sevilli był logiczny i jedynie słuszny, wszak od bieżącego sezonu UEFA wynagradza go zaproszeniem do Ligi Mistrzów, a wydaje się logiczne i jedynie słuszne, by pięć miejsc zagarnęli tam właśnie reprezentanci ligi hiszpańskiej, bezapelacyjnie najsilniejszej na kontynencie.

Nie liczyłem, ale chyba jeszcze nie zdarzyło się, by w topowej lidze pięć pierwszych drużyn zgromadziło łącznie tyle punktów, co Barcelona, Real, Atletico, Valencia i Sevilla w tym sezonie. Piąta w Hiszpanii Sevilla z 76 punktami byłaby druga w Niemczech, we Włoszech i we Francji, a w Anglii trzecia.

W ogóle poziom ligi hiszpańskiej podniósł się w ostatnich latach niebotycznie. Jeszcze w sezonie 2006/07 te 76 punktów wystarczało do mistrzostwa (tyle zgromadziły Real i Barcelona). Sevilla skończyła wtedy na najniższym stopniu podium z 71 punktami, a z tego co pamiętam, w opinii wielu to ona grała wówczas najlepszą piłkę.
-
2015/05/28 13:16:17
Co ma liczba punktów z poziomem ligi wspólnego? Jakby wrzucić Legię, Lecha, Wisłę, Lechię i Jagiellonię do ligi emerytów to też by miały min. 76 pkt.
-
2015/05/28 13:16:38
Co Wam dziennikarzom odbiło dzisiaj z tymi drugorzędnymi rozgrywkami, drużynami. Żaden kibic nie twierdzi, że średnia drużyn grająca w LE jest wyższa niż w LM. Ale wiele drużyn grających we wstępnej fazie czy nawet rozgrywkach grupowych LM, jest słabsza od tych które awansują do fazy grupowej czy pucharowej LE. O prestiżu decyduje tylko kasa, która nie ma nic wspólnego z poziomem sportowym.
Może więc przy okazji finału LE warto się zastanowić kiedy chociaż jeden przedstawiciel naszej EXTRA regularnie będzie grał w fazie pucharowej tych DRUGORZĘDNYCH ROZGRYWEK.
-
2015/05/28 13:24:55
@up
Porównywanie lig na podstawie wyników czołówki jest słabe. Dowodzi ono jedynie siły czołówki na tle tej konkretnej ligi. Niedorzecznym byłoby pisanie o słabej lidze, gdyby np. hiszpańskie drużyny rozegrały w europejskich pucharach taki sezon jak obecny, przy czym Barcelona zdobyłaby mistrzostwo z 70 pkt. a Eibar spadłoby z 50 punktami.
Poza tym w Bundeslidze gra 18 zespołów a nie 20 jak w Hiszpanii, Włoszech, Francji i Anglii. Średnia punktowa wynosząca 2 dałaby 68 pkt. i 3. miejsce.
-
2015/05/28 15:52:52
@gustaw_adolf

Masz rację, dokonałem pewnego skrótu myślowego, mierząc siłę ligi siłą jej czołówki. Jest to zresztą argument regularnie serwowany przez fanów PL, więc coś w tym musi być ;)

Poza tym nie chciałem porównywać tu jednej ligi z drugą. Raczej chodziło mi o to, że poziom czołowych drużyn w Hiszpanii znacznie się podniósł w ostatnich latach. Jeszcze 3-4 lata temu to była liga dwojga - za imperium barcelońsko-madryckim ziała przepaść. Teraz różnica między pierwszymi pięcioma drużynami jest dużo mniejsza (choć oczywiście Barcelona i Real nadal odstają); nie chodzi nawet o różnice punktowe, a bardziej o bezpośrednie spotkania pomiędzy zespołami z czołowej piątki - w tym sezonie praktycznie w każdym wypadku to były starcia dwóch równorzędnych rywali.

A co do pozostałych drużyn, to podejrzewam, że jeżeli policzylibyśmy, ile hiszpańskich zespołów dobrnęło powiedzmy w ostatnich 10 latach do końcowych rund europejskich pucharów (w tym jakieś - nie uwłaczając nikomu - Espanyole i Malagi) i zestawiło to z osiągnięciami klubów z innych topowych lig, to różnica też byłaby spora na korzyść przedstawicieli La Liga. Ale tu tylko gdybam na podstawie ogólnego obrazu sytuacji, szczegółowo tego nie liczyłem.

Poza tym w Bundeslidze gra 18 zespołów a nie 20 jak w Hiszpanii, Włoszech, Francji i Anglii. Średnia punktowa wynosząca 2 dałaby 68 pkt. i 3. miejsce.

No ale to w dalszym ciągu podium :) Czyli tak czy siak wychodzi, że w Hiszpanii było się na nie najtrudniej załapać.

@ytuch

Jakby wrzucić Legię, Lecha, Wisłę, Lechię i Jagiellonię do ligi emerytów to też by miały min. 76 pkt.

Nie do końca łapię o co kaman w tym przykładzie.
-
2015/05/28 18:27:20
"A co do pozostałych drużyn, to podejrzewam, że jeżeli policzylibyśmy, ile hiszpańskich zespołów dobrnęło powiedzmy w ostatnich 10 latach do końcowych rund europejskich pucharów"

Może po prostu podliczymy zwycięzców tych europejskich* pucharów? Z ostatnich 10 lat:

Hiszpania: 16 trofeów
Anglia: 5
Rosja: 3
Włochy: 3
Niemcy: 2

Pogadać zawsze można, ale dyskutowanie nad kolorem nieba, czy innymi oczywistościami, jest zabawne tylko po pijaku.


*LM,LE,SE.
-
2015/05/28 19:29:41
@0twojastara "Może po prostu podliczymy zwycięzców tych europejskich* pucharów? Z ostatnich 10 lat"

Ale gubisz wtedy takie wydarzenia jak dwóch przedstawicieli jednej ligi w finale.

-
2015/05/29 02:23:12
@fidelrulez
Ktoś to bardziej zrozumiale ujął - 76 pkt. nie mówi nic, nie zależy od siły ligi.

Moja osobista opinia - wręcz świadczy o słabości "dołów".
-
2015/05/29 10:28:14
@ytuch

Sucha informacja o 76 punktach rzeczywiście mówi niewiele lub nawet nic, ale odniesiona do realiów hiszpańskich (czyli jednej z najlepszych lig, której przedstawiciele regularnie dochodzą do finałów, półfinałów i ćwierćfinałów europejskich pucharów), imho świadczy jednak o tym, że uzbieranie tam tylu "oczek" jest sporą sztuką.

Reasumując, moim zdaniem te 76 punktów w tym konkretnym przypadku jest raczej dowodem na to, jak silna jest Sevilla, aniżeli na to, jak słabe są zespoły z dolnej części tabeli.

@han_solo_79

"Ale gubisz wtedy takie wydarzenia jak dwóch przedstawicieli jednej ligi w finale."

I przegranych półfinalistów - np. Valencię w Lidze Europy w latach 2012 i 2014.