Blog > Komentarze do wpisu

Inna połowa Jose Mourinho

Utratę wyjątkowości przez portugalskiego trenera ogłaszałem już w styczniu – wciąż nie odmawiając mu wybitności, to byłoby absurdem – teraz chciałbym tylko dorzucić statystyczne okruchy, które tę przemianę spektakularnie ilustrują.

Mourinho właściwie od zawsze znamy jako minimalistę, który woli zwycięstwo wyścibolić, niż wydać rozkaz frontalnego ataku, skutecznie przekonywał nas o tym już przed dekadą, gdy władzę w Chelsea wziął po raz pierwszy. Londyńczycy pasjami zbierali wówczas wyniki 1:0, ale ja nade wszystko pamiętam, że prawie nigdy nie tracili bramek po przerwie, wbrew ogólnej regule –najwięcej pada ich w końcówkach, bowiem zmęczeni piłkarze częściej się mylą, a zarazem pcha ich świadomość, że mecz właśnie się rozstrzyga. W inauguracyjnym sezonie ligi angielskiej Chelsea dała sobie w drugich połowach wbić ledwie sześć (!) goli, a w następnym zachowała w drugich połowach czyste konto do ­– uwaga – 18. kolejki. Co więcej, późne ciosy zadawali jej właściwie wyłącznie rywale pomniejsi, zazwyczaj w sytuacji dla siebie już beznadziejnej. Wyglądało to tak, jakby londyńczycy, owszem, mogli nieperfekcyjnie zacząć, ale kiedy wyprał im w szatni mózgi trener, osiągali perfekcję (zwłaszcza defensywną). Podziwialiśmy wtedy Mourinho i za zdolność do obezwładnienia przeciwnika przy korzystnym wyniku, i za korygowanie gry, świetnie na bieżąco analizowanej.

Obecna Chelsea nie tyle tamtą unikalność utraciła, ile zsunęła się na przeciwległy kraniec skali.

Przeanalizujmy jej najważniejsze wyzwania bieżącego sezonu. 1/8 finału Ligi Mistrzów z Paris Saint Germain u siebie? Od 1:0 do 1:1, potem od 2:1 do 2:2. 1/8 finału na wyjeździe? Od 1:0 do 1:1. Manchester City u siebie: od 1:0 do 1:1. Manchester City na wyjeździe: od 1:0 do 1:1. Manchester United u siebie: od 1:0 do 1:1. Do tej listy można dołożyć jeszcze okoliczności odpadnięcia z Pucharu Anglii (od 2:0 do 2:4) oraz pierwszy półfinał Puchar Ligi z Liverpoolem, który udało się przetrwać w rewanżu (od 1:0 do 1:1).

Dziesięć z 12 goli straconych w wymienionych meczach rywale strzelali po przerwie. Ba, większość z nich bardzo późno: Thiago Silva w 114. minucie, David Luiz – w 86., Robin van Persie – w 90., Frank Lampard – w 85., Andrew Halliday – w 82., Mark Yeates – 90.

A pamiętacie półfinał poprzedniej edycji Ligi Mistrzów? Od 1:0 do 1:3 z Atletico, rozstrzygające gole padają oczywiście po przerwie. Pamiętacie, jak Chelsea odpadała z poprzedniej edycji Pucharu Ligi? Od 1:0 do 1:2 z Sunderlandem, rywale decydujące ciosy zadają w 88. i 118. minucie. Pamiętacie, jak Chelsea ostatecznie traci szanse na mistrzostwo kraju? Od 1:0 do 1:2 z Sunderlandem, zwycięską dla gości bramkę Fabio Borini zdobywa w 82. minucie. Przed dekadą Mourinho wytrenował drużynę, której właściwie wystarczyło objąć prowadzenie, by nabrać pewności, że wygra, teraz rządzi drużyną, której żadne, nawet wybitnie sprzyjające okoliczności, nie gwarantują niczego. I choroba postępuje.

piątek, 13 marca 2015, rafal.stec
Komentarze
2015/03/13 19:23:08
Jaki półfinał Ligi Mistrzów z PSG? Toż to była dopiero 1/8 finału.
-
2015/03/13 22:09:40
Co zrobić, ludzie się uczą.

Gdy Mou pierwszy raz zawitał do CFC, jego styl gry był novum dla wszystkich, dziś każdy mniej więcej wie czego można się po Portugalczyku spodziewać. Poza tym w ówczesnej lidze angielskiej dominowało ustawienie 4-4-2, na które Mourinowskie 4-3-3 było doskonałą odpowiedzią.

Ta nietracąca bramek obrona, to pierwszy sezon w Chelsea, skończyło się na 1 porażce i 16(chyba) golach straconych. Już rok później(ani nigdy) Mou się podobnym rezultatem nie mógł pochwalić. Już jego styl był niejako znany.

Założenia periodyzacji taktycznej, która jest bazą sukcesów Mou, są dziś ogólnie wiadome, inaczej niż kilkanaście lat temu. Inni też zaczęli z tej bazy korzystać. Najlepszym przykładem był Bayern Heycknessa, potwór, który przejście z obrony do ataku opanował do perfekcji, z czasem(sezon 12/13) nawet wyniósł na wyższy poziom niż którakolwiek z drużyn Mou kiedykolwiek prezentowała.

Ale nawet przed tym szczytem Bawarskim w 2013, Bayern okazał się dostatecznie silny, by pokonać Mou, pokonać go jego własną bronią. I to w sezonie który miał zdefiniować pracę Portugalczyka w Realu, który sam Mou określił jako kluczowy, po którym należy go oceniać. To był "magiczny drugi sezon" i faktycznie wielka drużyna, krocząca od zwycięstwa do zwycięstwa, połykająca rywali, bijąca rekordy strzeleckie. Drużyna która zapewniła sobie praktycznie tytuł, po wielkim zwycięstwie na stadionie odwiecznego rywala. Ta drużyna stanęła naprzeciw Bayernu.

I nie dała rady.


Mou wciąż jest wybitny. Ale jeśli nie wpadnie na coś, co na nowo pozwoli mu zaskakiwać przeciwnika, to jego wyjątkowość nie powróci. Ciężko też na to liczyć, bo przebywając w bezustannym wirze pracy, ciężko o kreatywność i świeże pomysły.
-
2015/03/13 23:28:05
W tedy w Chelsea grali wojownicy w szczycie formy. Hazardy i inne Ramiresy to nie ten poziom.
-
2015/03/14 15:53:40
Panie Rafale, w tym sezonie Chelsea grała z Man Utd na Old Trafford, czyli na wyjeździe, a nie u siebie. Pozdrawiam.
-
2015/03/14 23:30:40

PSG przed pierwszym meczem z Chelsea miało zaledwie 2 dni odpoczynku.
Anglicy, dzięki sprytnej "zimowej przerwie" odpoczywali aż 5 dni.
Przed rewanżem było podobnie: 3 dni PSG i 6 (!) Chelsea.
To są liczby bijące po oczach. Szczególnie w tej części sezonu

Może warto wreszcie poruszyć temat "zimowej przerwy" w Anglii i ośmieszyć te wygłupy z graniem meczów o przysłowiowy "puchar śmietnika" w weekendy poprzedzające decydujące starcia w Europie. Dlaczego drużyny, które odpadły z lokalnego pucharu nie mogą zagrać w weekend?
Arsenal i Manchester City grały LM później, a efekty widzieliśmy na boisku.

Jeśli chodzi o Mourinho, to moim zdaniem nie ma on na krajowym podwórku godnego przeciwnika, który nakręcałby go do pracy. Pobudzał do innowacji.
Całkowicie się w tej Anglii rozleniwił.
-
2015/03/15 01:28:04
To co, zadnej angielskiej druzyny w 1/4?