Blog > Komentarze do wpisu

Zdzisław Ambroziak. Minęło 10 lat

Zdzisław Ambroziak

Rozpaczamy, że odchodzą autorytety, że wielkie postaci kultury, idei i polityki, dla których liczą się wartości, zastępują ubodzy duchem specjaliści, którzy służą wartościom liczbowym, my, dziennikarze sportowi taką niezmierzoną stratę ponieśliśmy 23 stycznia 2004 r. Najlepszy z nas, Zdzisław Ambroziak, umarł dokładnie przed dekadą, niedługo po 60. urodzinach.

Był przypadkiem najrzadszym, pisał bowiem mądrze i pięknie nie tylko dzięki swej refleksyjnej naturze, ale również dzięki wyjątkowemu stopniowi wtajemniczenia – zanim podniósł pióro, sam dotknął najwyższego wyczynu, reprezentował Polskę na igrzyskach w Meksyku i Monachium, zdobył też dla niej siatkarski medal mistrzostw Europy.

Kto nie czytał ani nie słuchał, temu fenomenu nie opiszę, z tej oczywistej przyczyny, że nie sposób go do nikogo porównać. Jako telewizyjny komentator uwodził niezapomnianą barwą głosu, jednak starał się nie zagłuszać spektaklu, owładniętych gadulstwem kolegów prosił, by nie niósł ich na antenie lęk, że „jeśli na moment zamilkną, to wylecą z roboty”. Jako publicysta frazę miał czystą i przejrzystą, a pasjami podejmował tematy doniosłe, sport czynił częścią kultury i przedstawiał jako uniwersalne ludzkie doświadczenie, przy okazji ucząc nas bezkompromisowości, nieulegania stadnym odruchom, intelektualnej niepodległości, bronienia nawet przegranych spraw, jeśli uważany je za słuszne. Gdy nie docierało, przypuszczał atak werbalny – a pojęciu „teatralnego szeptu” nadawał inny wymiar, im spokojniej przemawiał, tym bardziej go było słychać na sąsiednim stadionie.

Był artystą osobnym, gdyby znała go Zofia Kucówna, mogłaby powtórzyć słowa wypowiedziane nad grobem Tadeusza Janczara: „Takich ludzi wymyśla Pan Bóg, gdy jest w dobrym humorze, po dobrym obiedzie, gdy nie uwierają go ludzkie grzechy i gdy słucha anielskich chórów. Takich ludzi prawie nie ma, jest ich może dziesięciu na jedno stulecie, a może tylko trzech?”.

Często zastanawiam się, jak odnajdywałby się w dziennikarstwie 2.0. Jak znosiłby terror czasów, w których ułamek sekundy zawahania i zwłoki w wygłoszeniu wyrazistej opinii oznacza kapitulację z zawodu – on, rozdzielający każdy włos na sześcioro i bez pośpiechu (sławna rubryka „Słowo po niedzieli”). Jak przyjąłby Twitter, tyranię często niechlujnych 140-znakowych komunikatów – on, który pielęgnował polszczyznę, a w trakcie rozmowy potrafił znienacka „otworzyć nawias”, wypełnić go dwiema dygresjami i jednym zastrzeżeniem, by następnie wrócić do głównego wątku i kontynuować precyzyjny wywód. Jak radziłby sobie ze zniesieniem granic między dziennikarstwem a biznesem i PR, przez które czytelnik traci orientację, czy dowiaduje się o czymś dlatego, że to ważne, czy dlatego, że ktoś zapłacił za wmawianie, że to ważne.

Na pewno by wojował, walka byłaby porywająca. I spełniałby wymóg oryginalności. Miał niepodrabialny styl, „prosty magister od fikołków” – jak o sobie mówił – wynosił opowiadanie o sporcie na poziom literacki, wbrew modzie na zachwaszczanie języka slangiem szatni. Przede wszystkim jednak byłby Ambroży po kibicowsku wniebowzięty.

To bowiem nieprawda, że śmierć jest zawsze tak samo tragiczna, niesprawiedliwa i absurdalna, właśnie ta była niebywałym skandalem, skoro nastąpiła akurat w przededniu złotej ery polskiego tenisa i ożywienia polskiej siatkówki, obu jego ukochanych dyscyplin.

Zanim Ambroży odszedł, przez 20 lat oglądał klęski siatkarskich reprezentacji, które albo dawały ciała we wszelkich możliwych eliminacjach, albo po nielicznych awansach szorowały po dnie tabel, jak na igrzyskach w Atlancie. Przez te same ostatnie 20 lat życia nie ujrzał naszych tenisistów i tenisistek, którzy wychynęliby ponad wczesne rundy poważnych turniejów. Cóż za okrutny paradoks, że nad naszymi siatkami – w halach i na kortach – wypiękniało właśnie wtedy, gdy odszedł. Minął się z importowanymi trenerami zagranicznymi (włoski znał biegle), nie miał szans uczynić jeszcze bardziej niezapomnianymi medali siatkarzy, nigdy nie wyfantazjowałby sobie całkiem polskiej obsady ćwierćfinału w męskim Wimbledonie, nad ranem nie skomentuje walki o półfinał Australian Open Radwańskiej, która nie dość, że zwycięża, to jeszcze – zupełnie jak Ambroży – zniewala wdziękiem.

Właściwie trochę współczuję też naszym wspaniałym atletom, że się spóźnili. Zasłużyli, by upamiętniać ich triumfy jego słowami.

 

środa, 22 stycznia 2014, rafal.stec
Komentarze
2014/01/22 23:16:33
No właśnie: traktowałby Twitter jako zjawisko nieistniejące, czy uczyniłby z niego sztukę, o której nie śniło się japońskim poetom?
-
2014/01/22 23:28:19
młody byłem, więc dużo się Pana Ambrożego nie nasłuchałem, ale do dziś przeszywa mnie wspomnienie jednej frazy - gdy po niesamowitej tenisowej lub siatkarskiej akcji mówił proste, ale uderzające "nie do wiary". Trudno to wytłumaczyć.

Niestety na YT tych słów nie znalazłem a i do archiwum dostępu nie mam. Pięknie wspomnienie.
-
2014/01/22 23:29:54
Pan Ambroziak.

Rzadko się tu udzielam, ale pod hołdem dla Pana Zdzisława Ambroziaka muszę się podpisać.

Komentował mecze siatkarskie i tenisowe w czasach, gdy byłem kibicem najzagorzalszym, w liceum. Gdy nikt nie mógł mnie zagiąć z żadnej statystyki, gdy interesowałem się każdym sportem od piłki nożnej, po koszykówkę, tenis, siatkówkę, curling, skoki narciarskie, biatlon, snooker, etc., etc. etc. Nie wiem dlaczego, ale najbardziej utkwiło mi w głowie Ambroziakowe "KA-TA-STRO-FA" :) jego głos podczas batalii Agassiego z Samprasem, podczas meczów polskich siatkarzy, którzy przerżnywali (?!) wszystko co można było, gdy przegrywali przegrane, jak i wygrane mecze - Pan Zdzisław był tym, który mnie mimo wszystko przed telewizor zapędzał. gdyby nie on, na pewno nie chciałoby mi się oglądać połowy polskich siatkarskich wtop.

Panie Zdzisławie - na pewno nigdy Pana nie zapomnę.
-
2014/01/22 23:40:11
meczów polskich siatkarzy, którzy przerżnywali

Przerzynali.
-
2014/01/22 23:42:58
Paradosk podwojny, bo rowniez i ze zlota druzyna Wagnera sie minal. Jakby urodzil sie ta dekade pozniej...

A z Hiszpanami, wiadomo, trzeba grac jak z blondynka.
-
2014/01/22 23:53:25
[...o której nie śniło się japońskim poetom?..]

Busson,czy Basho Matsuo? A może Kazue Shinkawa?
-
2014/01/23 00:35:35
Requiescat in pace

"Biało rozkwitła
śliwa jedno jest pewne
po nocy brzask"
-
2014/01/23 06:49:42
Jest jeszcze Bohdan Tomaszewski... 2 najlepsi komentatorzy sportowi jakich życiu słyszałem.
-
2014/01/23 07:58:24
@nezperce
Twittują?
-
2014/01/23 12:03:28
W
-
2014/01/23 12:08:51
Witam, czytam wszystkie artykuly i wpisy ale sie nie ujawnialem do tej pory Ale jako wielki fascynat(jeden z mlodszych) Pana Ambroziaka chcialem zaznaczyc tu swoja obecnosc...przy okazji pytajac jak mozna uzyskac dostepnosc do materialow archiwalnych gazety i artykulow Ambroziaka
-
2014/01/23 12:40:27
Głęboki ukłon Rafale za wspomnienie rocznicowe o REDAKTORZE Zdzisławie Ambroziaku. Mogę się pod nim tylko podpisać! Zwłaszcza że należę do tych kibiców, którzy pamiętają go nie tylko jako dziennikarza i komentatora, ale także jako siatkarza.
P.S.
Jak widzisz nie dotrzymałem słowa. Ale jak bojkotować Twój blog, skoro piszesz takie teksty, a na dodatek widzisz i rozumiesz takie problemy: "...Jak radziłby sobie ze zniesieniem granic między dziennikarstwem a biznesem i PR, przez które czytelnik traci orientację, czy dowiaduje się o czymś dlatego, że to ważne, czy dlatego, że ktoś zapłacił za wmawianie, że to ważne...", które w moim odczuciu są zmorą nie tylko współczresnego dziennikarstwa sportowego, ale i sportu jako zjawiska społecznego.
-
2014/01/23 17:13:10
Z tego co pamiętam to od Niego wyszło słynne powiedzenie o "stratosferycznym zasięgu Arkadiusza Gołasia". Miał to niesamowite wyczucie tonacji głosu, zależnie od wydarzeń na sportowych arenach. Był nieodłącznym elementem telewizyjnych transmisji i sobotnich felietonów w GW.
-
2014/01/23 18:28:39
Dziękuję za to piękne wspomnienie godne Wielkiego Mistrza jakim był Zdzisław Ambroziak
-
2014/01/23 19:47:17
Uwielbiałem go. Dosłownie. Kiedyś napisał, że wycina/zachowuje ciekawe artykuły z prasy na najróżniejsze tematy. Robię tak do dziś. Jak już napisano wyżej: "NIE DO WIA-RY" i "KA-TA-STRO-FA"
Po prostu NIE DO ZAPOMNIENIA.
-
2014/01/23 23:09:28
Miałam to szczęście słuchać komentarzy Pana Zdzisława Abroziaka, i powiem tak, takich dziennikarzy już teraz nie ma! Spokojnych, wyważonych, znających realia sportu, wiedzących, że granica dzieląca zwycięstwo od porażki jest bardzo cienka, czasami wręcz niezauważalna.

Pamiętam jak kiedyś w studiu przed którymś z konkursów PŚ w skokach narciarskich, niedługo przed IO w Salt Lake City, tonował nastrój w studio, mówiąc:

"Najpierw trzeba dojść do mostu, żeby przez niego przejść"

Chodziło zapewne o to, że jak będzie na Igrzyskach dowiemy się na Igrzyskach ani wcześniej ani później, że jak dojdziemy do tego mostu to będziemy mogli przez niego przejść...

Pamiętam jak komentował mecze naszych siatkarzy w Lidze Światowej.. Słuchać Pana Zdzisława Ambroziaka, to była uczta, nie tylko sportowa. Jego język był barwny, jedyny w swoim rodzaju.. No i ta barwa głosu.. Tego się nie da zapomnieć.
-
2014/01/23 23:57:27
Mi Zdzisław Ambroziak przypomina Bohdana Tomaszewskiego.