Blog > Komentarze do wpisu

2013: (Nie tylko) Bayern absolutny

Pep Guardiola, Bayern Monachium. Fot. Felix Hoerhager, AP

To trwa już kilka lat. Zwycięzca bierze wszystko. Najlepsi nie wygrywają zwyczajnie, ciut więcej meczów niż reszta, lecz bez opamiętania, dlatego rekordy padają coraz częściej, zamiast padać coraz rzadziej.

Kiedy Barcelona mknęła po mistrzostwo kraju w 2011 r., to zdarzyła jej się bezprecedensowa seria 16 ligowych zwycięstw z rzędu. Kiedy Real Madryt mknął po mistrzostwo w 2012, to nastrzelał bezprecedensowe 121 goli. Kiedy po tytuł w Niemczech pędziła wtedy Borussia Dortmund, nazbierała bezprecedensowe 81 punktów. Kiedy w bieżącym roku detronizował ją Bayern, jej rekord oczywiście pobił – i ustanowił masę innych, uzyskał m.in. największą w historii przewagę nad wiceliderem, stracił najmniej bramek, odniósł najwięcej zwycięstw etc.

Takie nastały czasy. Grube ryby są naprawdę grube. Rzadziej podziwiamy zwycięzców przeciętnych, którzy okazali się lepsi od innych, częściej podziwiamy zwycięzców majestatycznych, którzy rywali zrównali z murawą. Zjawisko obserwujemy na różnych poziomach. W minionych czterech latach potrójną koronę – inkrustowaną triumfami w Lidze Mistrzów, lidze krajowej i pucharze krajowym, to insygnium absolutnej władzy na kontynencie – zakładały aż trzy kluby: Barcelona, Inter Mediolan oraz Bayern. Przez wcześniejsze 52 lata istnienia najważniejszych europejskich rozgrywek – ledwie cztery...

Wiosnę na szczytach najsilniejszych lig obrabowała z emocji kulminacja tego trendu. Wszędzie, od Anglii i Francji, przez Niemcy, po Hiszpanię i Włochy, wyścig po tytuł został rozstrzygnięty wiele tygodni lub wręcz miesięcy przed końcem. Przybywa plutokracji, w których superbogacze niemal odbierają rywalizacji sens – jak francuska Ligue 1 zasłonięta przez Paris Saint-Germain oraz AS Monaco po awansie z drugiej ligi natychmiast mierzące w mistrzostwo. Nawiasem mówiąc, w futbolu reprezentacyjnym dzieje się to samo, wszyscy medaliści ostatniego mundialu – Hiszpanie, Holendrzy, Niemcy – przez każde eliminacje przefruwają właściwie bez zadraśnięć.

Wydawało się, że granic możliwości sięgnęła przed kilkoma laty Barcelona, ta z najlepszego okresu Pepa Guardioli. Płodziła zbiorowe arcydzieła, a zarazem podporządkowywała ruchy geniuszowi Messiego, pozostanie w historii jako poważna kandydatka do tytułu drużyny wszech czasów. Aż nadciągnął Bayern. I choć nie sposób ustalić bez żadnych wątpliwości, czy zademonstrował futbol jeszcze wyższej generacji niż tiki-taka – była już u schyłku, gdy rozmontowywał ją na miarę 7:0 w półfinale Ligi Mistrzów – to wywołuje wrażenie, że tak. Podczas jednego z jesiennych wieczorów w Champions League wzdychałem na Twitterze, że o ile Katalończycy zachwycali, o tyle monachijczycy przerażają. U Katalończyków dostrzegaliśmy bowiem oznaki potencjalnej słabości, np. wątłe warunki fizyczne, tymczasem u monachijczyków widać wyłącznie zniewalającą, nadludzką moc.

Wyniki ją odzwierciedlają. Bilans roku 2013 w Bundeslidze tworzy 28 zwycięstw oraz pięć remisów, na stosunek bramek 96-19 składają się widowiska w typie 6:1 z Werderem oraz Hannoverem, 7:0 w Bremie, 9:2 z Hamburgiem. W Champions League od ideału, czyli kompletu wygranych, dzielą jej majowych zwycięzców wpadki na własnym stadionie z Arsenalem i Manchesterem City – obie kompletnie bez znaczenia, zdarzyły się, gdy monachijczycy przystępowali zrelaksowani i roztargnieni. To nie było panowanie Bayernu, to była tyrania Bayernu.

Jego sposób gry zdaje się tak kompletny, że trudno go nazwać. Jeśli zresztą piłka nożna nie tylko nieustannie ewoluuje, ale jeszcze robi postępy, stale wznosi się na wyższy poziom – pod względem atletycznym na pewno się wznosi – to znaczy, że język opisujący najdoskonalsze style wyczerpaliśmy już w latach 70. Wszystko przez „futbol totalny”, uprawiany wówczas przez Ajax Amsterdam i reprezentację Holandii, wszak nie istnieje przymiotnik silniej wyrażający potęgę niż właśnie „totalny”. I teraz byłby on najbardziej adekwatny dla monachijskiego repertuaru zagrań i bogactwa indywidualnych umiejętności zawodników – Bayern ma potężne skrzydła (Ribéry, Robben) i potężny środek (Schweinsteiger, Javi Martínez); niebezpiecznie naciera pozycyjnie i kontratakuje; bezlitośnie wykorzystuje własne stałe fragmenty gry i neutralizuje wrogie; wystawia mnóstwo wielofunkcyjnych supergraczy, którzy na kilku pozycjach czują się jak u siebie (Alaba, Lahm, Martínez, Kroos, Götze, Müller). A odkąd do szatni wszedł Guardiola, swobodnie przełącza drużynę z trybu długich podań na tryb krótkich, czasem także na dystansie jednego meczu (wyjazdowe 3:0 z Borussią, ozdobione rozstrzygającymi mecz zmianami Mandżukicia na Götzego i Boatenga na Thiago Alcântarę).

Słowem, jak Barcelona stawała się w pewnych momentach niewolnicą tiki-taki, tak w Monachium jej najwybitniejszy interpretator dba o to, żeby piłkarze czerpali z wielu dostępnych strategii. Grać w Bayernie znaczy umieć zagrać wszystko. Jak to nazwać, jeśli nie futbolem totalnym, i to totalnym bardziej niż pomarańczowy oryginał? Futbol absolutny? Monumentalny?

Publicyści zmagają się z językiem, monachijscy menedżerowie snują imperialne plany. Czy raczej: realizują. Mówią o społecznej odpowiedzialności, która nakazuje im oferować bilety tańsze niż kinowe (7,5 euro na trybunę stojącą, ma sobie na nie pozwolić nawet bezrobotny), ale rekompensują to sobie gdzie indziej. Już teraz Bayernem świetnie zarządzają – o czym świadczą raporty o nadzwyczajnie zdrowej strukturze finansowej klubu – a chcą jeszcze rzucić wyzwanie angielskiej Premier League jako globalnemu widowisku. Otwierają biura w USA i Chinach, zamierzają wysyłać drużynę na interkontynentalne promocyjne tournée, przed czym trenerzy Bundesligi zasadniczo się bronili. Guardiola przywykł do nich w Barcelonie. Jego zatrudniono tyleż ze względów merytorycznych, co marketingowych – jako najpopularniejszego trenera świata. Bayern ma wszystko, ale wciąż nie ma dość.

piątek, 27 grudnia 2013, rafal.stec
Komentarze
2013/12/28 10:43:14
A za x lat okaże się, że piłkarze "totalnego" Bajernu grali na dopingu. Choćby nie wiem jak dobrze grali to i tak pozostaną niemcami i u mnie poważania mieć nie będą.
-
2013/12/28 11:04:27
Mam wrażenie,żę wszystko co najlepsze w grze Bayernu dopiero przed nami...Po raz pierwszy w historii LM obrońca trofeum jawi się jako team ktory rzeczywiscie moze powtorzyc sukces.
-
2013/12/28 11:10:40
Jak juz tak pieknie blogujesz, to przypomnij czy wszystkie bramki z 7;0 były prawidłowo zdobyte bo ile pamietam 3 bramki w pierwszym meczu zdobyte były NIEPRAWIDŁOWO PRZEZ OGROMNE NIE.... I CZY TAKI WIELKI TEN BAYERN BEDZIE.... NIE SĄDZE ZA ROK SIE PRZYPOMNE POZDRO
-
2013/12/28 11:19:37
Bayern jest bardzo rozumnie poukładany na boisku i poza nim.
-
2013/12/28 12:10:03
Mnie się definiuje ten futbol bardzo brzydkim i niesprawiedliwym, bo negatywnie nacechowanym, słowem, którego jednak nie mogą odpędzić - totalitarny.
-
2013/12/28 13:15:58
7,5 euro za trybunę stojącą? Czy za taką kasę można wejść na mecz Legii? (pytam z ciekawości, nie jestem warszawiakiem)
-
2013/12/28 13:37:34
Sukcesy kupione za pieniądze to nie są prawdziwe sukcesy.
-
2013/12/28 14:15:29
Qbek83
nie kompromituj się, bramki były prawidłowe, przypomnij sobie ile innych szans na gole Bayern wtedy zmarnował, Barca nie istniała i to niezaprzeczalny fakt
lider4
to nie są sukcesy kupione za pieniądze. To mądra polityka, niemiecka organizacja i fachowość. Oczywiście przy użyciu pieniędzy, ale pieniędzy używa również Legia Warszawa,Górnik Zabrze, Tottenham itp. Tak funkcjonuje ten świat i wyjdźmy poza jakieś złudne iluzje i myślenie na poziomie podstawówki. Arsenal też wydaje pieniądze,a to, że na stadion, młodych zawodników to ich plan i sposób na zarządzanie.
Bayern to doskonały plan. Zaczęło się od Van Gaala, to on przestawił ich na styl holenderski, tym którym gra Ajax,Barca. Już wtedy zaczęli grac ładnie,uczyli się. brakowało jeszcze wszystkich ogniw. Wydali pieniądze ale jak mądrze. na skrzydła Ribbery, którego Real pewnie nie umiałby taniej kupić niż za 50, 60mln, a za ile kupił go Bayern? Robben przyszedł z Realu za śmieszne 25 mln albo jeszcze mniej.
Nigdy nie lubiłem Bayernu, nie lubię i teraz z abute pana Hoenessa Franza czy Rummenigge. Ale chamartin mylisz się, nie zostaną helmutami. ich styl gry podziwiam, graja nie tylko pięknie ale i porażajaco przerażająco jak napisał pan Rafał. Jeszcze nie tak dawno mówiło się o Barcelonie jako drużynie wszechczasów, minęły zaledwie 2 lata i już Bayern zajął to miejsce. Ta drużyna może jako 1 w historii obronić tytuł LM,a w lidze zdobyć mistrza jako nietykalna, Barca nie zdobyła ligi bez porażki, a udało się to kiedyś Milanowi i Arsenalowi. Boje się Bayernu, podziwiam i boję. Mogą obronić Lm i w tym roku i w następnym i następnym... Trener, który wciąż ich rozwija,mądry zarząd, dwie jedenastki a jeszcze ma dojść Lewy i pewnie ktoś jeszcze. W dwumeczu raczej nikt nie ma z nimi szans, pozostaje nadzieja, ze to piłka,faworytom zdarza się gorszy dzień i w finale, w jednym meczu może ich ograć Barca, Real, City, Chelsea, Psg a może United. Fakt faktem brawa dla Bayernu, są potęgą.
-
2013/12/28 14:59:07
Bayern kapitalny, ale to już wiemy od jakiegoś czasu. Teraz pora wyglądać jego następców albo godnych konkurentów - a tu wydaje mi się, że jest szansa zobaczyć Man City w bliskiej przyszłości.

Bardzo chętnie zobaczyłbym taki właśnie finał LM - Bayern vs Man City - mimo że nie kibicuję tym klubom. Zakładając, że losowania, rozstawienia i wszystkie pozostałe machinacje UEFA na to pozwalają...
-
2013/12/28 15:38:32
Bayern to taka Barca z paroma korektami
-
2013/12/28 18:02:55
Nie lubię Bayernu, nie lubię Barcy, ale jeśli mam być szczery to Katalończycy robili w swoim najlepszym okresie większe wrażenie na mnie niż Monachijczycy. Ale takie nastały czasy, że naj, hiper, mega i giga musi być ciągle nowe i nowe. Niedługo należy oczekiwać nowego kandydata na drużynę wszechczasów ;)
-
2013/12/28 18:33:28
Ale teraz jest więcej silnych drużyn. Wcześniej była Barca i Real a teraz inne bogate kluby również podnoszą swój poziom dzięki sprowadzaniu nowych zawodników.
-
2013/12/28 20:20:42
randyshier
Można, ale trzeba się nieco nakombinować. Za 30 zł wejdzie się na mecz Pucharu Polski rozgrywany w środku tygodnia. Ewentualnie czasem są jakieś promocje.
-
2013/12/29 14:46:48
Rafał, a co powiesz na "futbol skończony" ? ;)
-
2013/12/29 17:52:36
@baandzior
Chyba zbyt dwuznaczne. Na moje 'absolutny' brzmi mocniej, ale nie wiem. Prawdę mówiąc, liczyłem, że padną tutaj jakieś pomysły, dzięki za Twój:-)
-
2013/12/29 19:33:12
jedna bramka więcej stracona w meczach z Arsenalem i City spowodowałaby brak awansu/ drugie miejsce w grupie, więc trudno powiedzieć, że były to porażki bez znaczenia.
-
2013/12/30 23:45:10
No właśnie, zadziwia mnie to notoryczne bagatelizowanie porażki z Arsenalem przez Rafała. Pamiętam do dzisiaj te emocje po bramce na 0:2, Neuer wbiegł do bramki, chwycił piłkę i nie chciał oddać, zrobiła się szarpanina... Nie nazwałbym lajtową porażką bez znaczenia meczu, w którym tylko kanciastość głowy jednego z zawodników Arsenalu zadecydowała o tym, że nie padła bramka na 0:3 (chyba w ostatnim dośrodkowaniu tamtego meczu). Toż to była akcja i porażka na miarę gola Iniesty z Chelsea - gdyby nie tamto pudło, cała "era Bayernu absolutnego" istniałaby tylko w rzeczywistości równoległej, alternatywnej.
-
2013/12/31 01:06:18
@sibelkacem
Oczywiście, w dwumeczu Bayernu z Arsenalem było napięcie. Trwało raptem przez kilka chwil po golu Koscielnego w 176. minucie. Po 3:1 na wyjeździe - bardzo szybko rozstrzygniętym - na tym poziomie się nie odpada, mamy prawo założyć, że monachijczycy poczuli się w następnej rundzie. I za karę przez te 4 (plus doliczony) ze 180 minut podrżeli. Każda drużyna kiedyś w historii czasami drży o wynik. Chodzi o to, że Bayern w 2013 miał te momenty zredukowane do minimum.
Nie ma sensu porównywać jego 'walki' z Arsenalem do wojny Barcelony z Chelsea. Tam przez pierwsze 99 minut dwumeczu był remis, następnie objęli prowadzenie londyńczycy. I utrzymywali do końca. Barca ocalała w ostatniej akcji. Nie dlatego, że 'zlekceważyła', 'poczuła się zrelaksowana' etc. Diametralnie odmienne okoliczności.
-
2014/01/02 21:39:39
Ja Szanowny Panie Rafale swoją przygodę z Wielkim Bayernem Monachium zacząłem w 1974 roku, kiedy zapewne większość z piszących na tym blogu nie istniała nawet w planach. Od tego też roku jestem przysięgłym fanem tego klubu. Moimi idolami byli wówczas (zresztą po dzień dzisiejszy są oczywiście w nieco innym zakresie) tacy piłkarze jak Sepp Maier, Franz Beckenbauer, Georg Schwarzenbeck, Paul Breitner, Uli Hoeness, Gerd Mueller a zwłaszcza Karl-Heinz Rummenigge. Dzisiaj jako poważny wykładowca uniwersytecki nie ukrywam, iż FCBM w roku 2013 spełnił moje największe marzenia. Bayern wygrywając pięć najważniejszych pucharów w stylu (jak Pan słusznie zauważył) absolutnym pokazał niewiarygodną klasę, piękno futbolu totalnego w najlepszym tego słowa znaczeniu (zmiażdżył przecież nie tylko Barcelonę, ale wcześniej Juventus - co do meczu rewanżowego z Arsenalem, zapomniał Pan dodać, iż w rewanżu Arsenal nie miał nic do powiedzenia, przewaga Bawarczyków była bezdyskusyjna - Bayern jednak seryjnie marnował okazje grając nonszalancko, Arsenal oddał raptem 2 celne strzały, pech chciał, że celne, podobnie sytuacja wyglądała z City). Ogromna w tym zasługa Juppa Heynckesa. Pep tę idealną maszynę jedynie nieco poprawił. Zgadzam się z również z tym, że klub ten jako jedyny wśród wielkich (Real, Barcelona, Milan, Manchester United czy Juventus) jest całkowicie czysty finansowo i co się z tym wiąże wypłacalny (nie zmienia tego afera wokół podatków Ulego Hoenessa). Dodam jeszcze, że byłem w Monachium, poczułem atmosferę Olimpii czy obecnie Allianz Areny i mogę stwierdzić jedno - naprawdę warto tam być i to przeżyć. Zgadzam się również z tym, że Bayern jest w stanie obronić puchar LM - co jednak nie będzie wcale łatwe, bo przecież inne kluby też mają zakusy na ten najcenniejszy w klubowym świecie futbolu wyróżnik. Na koniec wrócę jeszcze do 25 maja, a właściwie 26 maja 2013 roku - po finale Champions League. Właśnie 26.05. (po całkowicie nieprzespanej nocy wiadomo z jakiego powodu) miałem wykłady do godziny 20.00 na studiach niestacjonarnych na uniwersytecie. Zachowanie moich studentów wzruszyło mnie wówczas bardzo - blisko 300 osób na auli przez 15 minut biło brawo w momencie kiedy wszedłem do sali, po czym wszyscy razem odśpiewali hymn wszystkich kibiców - We Are The Champions w wersji oryginalnej - coś pięknego!!!! Życzę wszystkim fanom piłki nożnej takiej życzliwości i sympatii ze strony ludzi, jakiej ja doświadczyłem ze strony moich studentów, którzy wiedzą, że ich pan doktor jest absolutnym fanem tej cudownej, bawarskiej machiny!!!! Serdecznie Pana pozdrawiam, podobnie jak wszystkich fanów najwspanialszej gry na świecie jaką jest piłka nożna!!!!!