Blog > Komentarze do wpisu

Czy tiki-taka przestała działać

O to pyta świat zaszokowany klęską faworytów w finale Pucharu Konfederacji. Trener Vicente del Bosque staje przed dylematem poważniejszym, acz spadającym na wszystkie największe drużyny.

Od początku roku przybywa poszlak, by podejrzewać, że najsławniejszy współczesny sposób na masowe wygrywanie stracił moc. Barcelona wiosną w Lidze Mistrzów potknęła się na stadionie Milanu, dwukrotnie tylko remisowała z Paris Saint Germain, zniszczył ją Bayern. Uprawiająca podobny styl reprezentacja Hiszpanii dopiero w rzutach karnych wykopała z Pucharu Konfederacji Włochów, dobierających z najmarniejszego pokolenia od dekad, a potem rozjechali ją gospodarze. Zatrzęsienie wpadek, proroctwa o końcu ery musiały wybrzmieć.

A przecież tiki-taka nie przestała działać, ona co najwyżej przestała istnieć.

Przynajmniej chwilowo, przynajmniej w swoim perfekcyjnym, zabójczo skutecznym wydaniu. Ten styl nie polega tylko na trzymaniu piłki, lecz także na agresywnym, stosowanym na wrogiej połowie pressingu natychmiast po przejęciu jej przez przeciwnika. Inaczej jest kaleki, nie spełnia fundamentalnego wymogu: kiedy my atakujemy, rozbiegamy się i maksymalnie rozszerzamy pole gry, a kiedy oni atakują, maksymalnie je ograniczamy.

W niedzielnym finale Hiszpanie nawet nie pozorowali pressingu, od początku wyglądali na półżywych. Być może wycieńczył ich półfinał – rozgrywany dzień po półfinale Brazylii, w dodatku wydłużony o dogrywkę i karne.

Co oczywiście faworytów nie usprawiedliwia, mogli zaoszczędzić siły, wygrywając z Włochami w 90 minut. Ot, urok turniejów – tak się wyśpisz przed następną rundą, jak sobie pościelesz w poprzedniej. Pamiętajmy, że „Canarinhos” wcale nie mieli wcześniej lżej, oni nie zabawiali się np. z amatorami z Tahiti.

O dyspozycję psychofizyczną mistrzów świata i Europy – ze szczególnym uwzględnieniem gwiazd katalońskich, triumfujących także w Champions League – pytamy jednak coraz częściej. Nie ma sportowców całkiem wyjętych spod praw fizjologii ani psychologii, sam brazylijski trener Luiz Felipe Scolari wspominał przed finałem, że rywalom może zaszkodzić, iż od lat bez wytchnienia biją wszystkich i wszędzie w niemal nietkniętym składzie.

I nie chodzi tu tylko o wyczerpanie fizyczne. Również o wypalenie, które utrudnia wyciśnięcie z siebie 110 proc. możliwości. Nie przebiegasz jednego metra ponad siły, grupie ubywa naturalnego entuzjazmu, rozleniwia ukryte w podświadomości poczucie, że osiągnęło się sportowe spełnienie.

Wtedy pojawiają się dylematy znane tylko trenerom wielkich mistrzów. Odsunąć ich od boiska czy nie odsunąć? Jak wychwycić granicę, po przekroczeniu której nie zdobędą się już na następny szczytowy popis? Jak odsuwać, by nie naruszyć równowagi w szatni? W idealnym świecie byłoby jak w japońskiej legendzie o wiosce spod góry Narayama, której mieszkańcy w pewnym wieku, nie chcąc być ciężarem dla otoczenia, wyruszali na szczyt góry, by tam doczekać końca. W realnym świecie niełatwo wyczuć, że nadszedł czas, by zejść ze sceny.

A jeśli José Mourinho trochę racji miał, gdy spychał Ikera Casillasa (148 meczów w kadrze, reagował leniwie przed pierwszym golem Brazylii) za plecy Diego Lópeza? A jeśli Xavi Hernández (126 meczów) nie zdoła dłużej wytrzymywać wściekłego krycia rywali? Celowo podaję akurat nazwiska najświętsze, by uświadomić, przed jakimi wyzwaniami stoi Vicente del Bosque. Zwłaszcza że może czerpać z niezliczonych możliwości, w Hiszpanii doskonały gracz doskonałego gracza doskonałych graczem pogania. O czym przypominały detale z niedzielnego finału – Xaviego prześladował Luiz Gustavo, rezerwowy triumfatora Ligi Mistrzów Bayernu, który zmieścił się w jedenastce Brazylii, tymczasem podstawowy w tym samym Bayernie Javi Martínez w jedenastce pokonanych się nie zmieścił...

Jeszcze raz: nie wskazuję Casillasa czy Xaviego jako winnych czegokolwiek, posługuję się nimi tylko dla ilustracji archetypicznego w sporcie problemu, jak rozstawać się z żywymi pomnikami. Niewykluczone zresztą, że hiszpańskiemu selekcjonerowi wystarczy skromniejszy retusz personalny. Ale jakiś retusz zaczyna wydawać się niezbędny. Dotąd del Bosque wysłuchiwał, że ma tylko nie psuć, teraz wreszcie musi naprawiać. I to naprawiać mechanizm delikatny, wymagający ruchów po mistrzowsku subtelnych – zupełnie jak tiki-taka. Misja godna trenera pragnącego zostać jedynym po wojnie, który mundial wygrał dwukrotnie.

wtorek, 02 lipca 2013, rafal.stec
Komentarze
2013/07/02 02:08:37
Po pierwsze to niekoniecznie jest najskuteczniejszy sposób na wygrywanie spotkań.
Jest dobrą taktyką,ale spotkania ,niczym wojny,wygrywa się strategią.
Myślę,że słabością tiki-taki jest fakt,że nie nadaje się ona (w swej iście katalońskiej postaci) do przeprowadzania szybkiego kontrataku (w przeciwieństwie do np. Realu za J.Mourinho i Niemiec dowodzonych przez J.Loewa),co jest kluczem do sukcesu w dzisiejszym nowoczesnym futbolu.
Nie zrozumcie mnie źle,ja doceniam jej znaczenie,ale nie można cały czas grać tylko nią.
Dlatego za bardziej uniwersalny i ,w pewnym sensie,lepszy (choć zapewne jest to nieodpowiednie słowo) uważam styl Bayernu ,który potrafi grać tak,jak oryginał (czytaj Barcelona) ale potrafi też mieć plan B i wygrywać dzięki taktycznej (oraz strategicznej ) elastyczności.

Co do Hiszpanii,to oglądając finał z Brazylią uświadomiłem sobie ciekawą rzecz.
Hiszpanie nie wytrzymali presji.Tzn. nigdy nie tracili gola jako pierwsi (liczę tu fazy pucharowe Euro 2008 (tu jeszcze nie grali tiki-taką), Mistrzostw świata 2010 (tiki-taka) oraz Euro 2012). Ostatni mecz,jaki pamiętam ,gdzie stracili gola otwierającego wynik był mecz ze Szwajcarią na MŚ 2010.Skończyło się tak,jak się skończyło.1-0.

Można wyciągnąć wniosek,że tiki-taka jest idealna do wygrywania turniejów :gdy strzelamy gola,to przeciwnik musi się odsłonić - odrabiać straty.Ale my się nie cofamy (jak 99% innych drużyn ) tylko gramy swoje i naciskamy go,wykorzystując jego błędy= podwyższamy wynik i/lub nie dopuszczamy go,by nam zagroził.

Lecz nie jest to taktyka idealna,gdyż nie potrafimy (pozwolę tu sobie powiedzieć za Hiszpanów - wybaczcie mi ten "chwyt" retoryczny) odrabiać strat,co w połączeniu z narastającym zmęczeniem i frustracją wynikającą z przegrywania,co rodzi także błędy w rozgrywaniu i myśleniu na boisku,spowodowało to ,co się stało na Maracanie.

Dodatkowo ważnym wątkiem jest ten,który mówi ,że Hiszpanie byli "zmęczeni".
Zauważcie zachowanie Neymara (zwłaszcza przy 2 bramce Freda). Jego ruch bez piłki sprawił,że nie przeciął on tego podania do napastnika i znalazł się on w dobrej pozycji do zdobycia bramki.


Ciekawe jest też to,że Del Bosque przegrał ten mecz taktycznie.Wszystkie jego zmiany były defensywne (pozycja za pozycje)nie potrafił on nadać swojemu zespołowi innego stylu gry (myślę tu o taktyce) ,co niejako potwierdza tezę,że Hiszpanie (tak jak Barcelona ) nie mają planu B.

Wybaczcie tak długi wpis i wszystkie merytoryczne błędy.

P.S.
Nie sądzicie,że tto już jest czas,aby pożegnać "Sfinksa".
2 najważniejsze elementy warsztatu selekcjonera,czyli przygotowanie taktyczne i mentalne zostały,jeśli mam słuszność, "przegrane".

Ale już mecze z Nigerią i zwłaszcza z Włochami pokazały,że to nie jest przypadek.
-
2013/07/02 07:41:16
Mówiłam przed finałem że, może on być końcem hiszpańskiej dominacji. Vicente del Bosque musi odmłodzić skład, wprowadzić energię do gry. To są od trzech poważnych turniejów ci sami zawodnicy. Oni stali się zbyt czytelni, a po za tym wolniejsi bo czas nie stoi w miejscu i to widać.
-
2013/07/02 08:42:26
Wszyscy pastwią się ostatnimi czasy nad Hiszpanami tak ligowo ( Real i Barcelona ) jak teraz nad reprezentacją. Jednak to nie problem umiejętności technicznych czy motorycznych zawodników. Oni grają i biegają tak samo jak na ostatnim euro czy mistrzostwach świata . Na których zdobyli złoto i właśnie to złoto jest dzisiaj prawdopodobnie największym obciążeniem tej drużyny. Jak ma motywować trener zawodników którzy już wszystko zdobyli również sami zawodnicy jak mają się motywować wewnętrznie do dalszego wysiłku skoro już są na szczycie a teraz pozostało im tylko nie dopuścić by ktoś odebrał im koronę. W tym przypadku prawdopodobnie najistotniejsze będzie przygotowanie mentalne tak indywidualnej jak drużynowe by Hiszpanie znów odnosili sukcesy .
-
2013/07/02 09:00:47
Panie Rafale o wszystkim decydują detale i dyspozycja dnia oraz przede wszystkim szczęście. Przecież gdyby Hiszpania wygrała to Pan masturbowałby się nad najbardziej genialną drużyną w historii (tak jak to było przed finałem i przedstawianie magii liczb), przegrali jeden mecz i nagle wszystko miałoby się posypać? Trochę te wszystkie tezy są niepoważne
-
2013/07/02 09:05:07
Myślę, że nie ma co wyciągać zbyt daleko idących wniosków po jednym meczu. 29 meczów o stawkę bez porażki i potem jedna wtopa i od razu że nie działa? Nie, to za duże uproszczenie.

A że z Włochami nie wyglądali za dobrze? Cóż, pod poprzednią notką sam pisałeś Rafał, że nawet w zwycięskich 3 ostatnich turniejach w wielu meczach nie wyglądali lepiej od rywali.

Co do Barcy to miała słabą całą wiosnę w Lidze Mistrzów, więc wnioski można wyciągać większe.

P.S. - szkoda że Julio Cesar w końcówce nie podbiegł do sędziego za bramkę i nie poprosił żeby kończył mecz z szacunku dla przeciwników :)
-
2013/07/02 10:16:21
W tej sytuacji Hiszpania może być ofiarą własnego sukcesu. Wydaje się niemożliwe, aby odsunąć od składu piłkarzy, którzy wygrywali ostatnio wszystko, co było do wygrania.
A moim zdaniem przydałoby się lekkie wietrzenie w szatni La Furia Roja. Przecież piłkarze pokroju Isco, Martinez, Thiago są głodni sukcesu i tylko czekają na swoją szansę.
Zagadką było dla mnie również niepowołanie na turniej Michu, który błyszczał w Premier League, a zamiast niego grali beznadziejny Torres i nieświeży Villa.
-
2013/07/02 10:34:31
"Uprawiająca podobny styl reprezentacja Hiszpanii dopiero w rzutach karnych wykopała z Pucharu Konfederacji Włochów, dobierających z najmarniejszego pokolenia od dekad"

Suche fakty się zgadzają, ale kto jak kto, ale Rafał Stec powinien przynajmniej napomknąć, że mimo tej biedy Italia pod wodza Prandelliego radzi sobie całkiem nieźle i wcale mnie nie zaskoczyło ze sprawiła Hiszpanom kłopoty (umówmy się - finał Euro był wynaturzeniem, wpadką świeżo sklejonej ekipy Italii, która nie podołała presji finału i została ubita przez maszynkę do wygrywania) :)
W pucharze konfederacji gra Azzurich mi się podobała i moim zdaniem wróży całkiem nieźle na przyszłość (przynajmniej dopóki Andrea Pirlo będzie jej służył swoim geniuszem).

A wracając do samych Hiszpanów, tiki taki.... tak strasznie nie lubię tego określenia- denerwuje mnie chyba dlatego, że nawet w warstwie fonetycznej sprawdza styl Barcelony i reprezentacji Hiszpanii do klepania piły w tą i z powrotem. A zarówno Barcelona jak i reprezentacja Hiszpanii zawdzięczają wszystkie, podkreślam WSZYSTKIE swoje sukcesy grze defensywnej która, jak to wspomniał Rafał w tekście, opierała się na świetnym odbiorze piłki już na połowie rywala (to własnie ten element gry dał Barcelonie Guardiola, który podobno tylko doglądał stadka gwiazdek). Najlepiej ten nacisk na defensywę widać to na przykładzie Hiszpanii, która nie ma Messiego i często wygrywała po prostu skromnie, a wręcz męczyła się z rywalami (pomimo swojej dominacji na boisku). Hiszpanie we wszystkich swoich zwycięskich turniejach dotaczali się na poziom półfinału z jednym/dwoma/żadnym ? (wybaczcie nie pamiętam) straconym golem. I tyle. Teraz graja to samo. Gdyby David Luiz nie wybił piłki z pustej bramki to może dzisiaj dyskutowalibyśmy o tym czy w ogóle ktokolwiek, kiedykolwiek Hiszpanów pokona.

Nie przeceniałbym wagi tych spotkań w Pucharze konfederacji. Po pierwsze Brazylijczycy byli zmotywowani jak nikt inny, bo po ich reprezentacji przetacza (przetaczała) sie fala krytyki którą ciężko sobię wyobrazić. Więc Canarinhos po prostu gryźli trawę - nie twierdzę, że inni grali na pół gwizdka i w ogóle nikt nie chciał tego wygrać, ale zdecydowanie było widać kto dałby walczył o każda piłkę (w mistrzostwach świata będzie to samo , ale wtedy inni tez będą umierać za ojczyznę).
Po drugie najbardziej spektakularne zwycięstwa Brazylii nad Włochami i Hiszpanią mydlą nam trochę oczy. NIe chce ujmować nic reprezentacji Brazylii bo zagrali kapitalnie, ale jednocześnie ani Włosi się nie popisali (Buffon wpuścił dziwnego gola z wolnego a cała defensywa Azurrich wyglądała jak obrona reprezentacji Polski), ani Hiszpanie nie wyglądali jakoś nadzwyczajnie i tutaj po prostu zwalam to na zmęczenie... i nawet nie chodzi o 120 minut meczu półfinałowego- ale po prostu o zwykłe wyczerpanie sezonem. Gdy obserwowałem półfinałowa dogrywkę, to przy każdym zbliżeniu na Xaviego, Inieste, Ramosa uzmysławiałem sobie ile ci ludzie już w tym sezonie przebiegli i zastanawiałem się jak oni jeszcze ciągną?

Inna sprawa - kto powiedział, że przed mistrzostwami świata Hiszpanie będą mogli sobie odpocząć? Reasumując - za puchar konfederacji się nie umiera (chociaż można chcieć go zdobyć) - za mistrzostwo świata już można. Nie szalejmy z tymi wnioskami.
-
2013/07/02 10:37:32
Przygotowanie fizyczne na pewno odegrało jakąś rolę, piłkarzy brazylijskich próżno było szukać w ostatnich latach na turniejowych szczytach, hiszpańscy docierali tam regularnie. Barcelona 6 razy z rzędu grała co najmniej w półfinale Champions League, podczas, gdy obecni Kanarkowi poza wyjątkami Oscara czy Davida Luiza grali nie tylko w ostatnim sezonie, ale wręcz w ostatnich latach znacznie mniej.

Drugą sprawą jest wspomniane wypalenie. Dominowali przez 5 lat, kiedyś musiało się to skończyć. Moim zdaniem po prostu stało się to czego wypatrywaliśmy przed Euro 2012, że Hiszpanie oklapną, wtedy jeszcze dali rade, teraz już mniej. Na kogo Vicente del Bosque będzie mógł postawić za rok, pokaże przede wszystkim sezon klubowy. Hiszpanie mają takich pomocników jak Martinez, Alonso, Mata, Isco, Cazorla ... dlugo by wymieniać. Oni niekoniecznie grali by tiki-take, ale futbol agresywny, atletyczny przy dobrej organizacji taktycznej ostatnio ją pokonuje.
-
2013/07/02 10:41:32
Zapomniałem dodać, że Barcelona przegrywa bo nie ma obrony i nie stosuje pressingu (Pique raz za razem pokazuje że jest cieniasem który zagrał jeden fajny sezon), a Tito udaje że nie wie o co chodzi, a nie dlatego że tiki taka przestała działać. Barcelona po prostu nie gra żadnej tiki taki. Zresztą Rafał napisał o tym w tekście - za co wielkie brawa dla niego :)
-
2013/07/02 12:08:53
Bajek o zmęczeniu nie kupuję. Przecież rzekomo tiki-taka nie męczy, gra z piłką nie męczy itd, jak to wszyscy zgodnie twierdzili gdy Hiszpania wygrywała. Przecież nadal to przeciwnicy biegają za piłką a La Furia Roja ma około 60% posiadania piłki xD

Marcelo, David Luiz, Oscar - też dużo grali w sezonie, powinni być równie zmęczeni co Hiszpanie. Rafał Stec ani trochę nie porusza faktu, że świat zwyczajnie nauczył się grać przeciwko tiki-tace, i trochę ładnych lat to zajęło (od Ligi Mistrzów 2008), ale recepta na wygrywanie się wyczerpuje i potrzebuje zmian.

Gra się jak przeciwnik pozwala. Stec pisze: "A przecież tiki-taka nie przestała działać, ona co najwyżej przestała istnieć." A może przestała istnieć, bo dobry przeciwnik jest w stanie ją zneutralizować? Podkreślam słowo dobry. Bo po meczach w lidze z ogórkami Barcelony nikt nie pisze o tym, że tiki-taki nie ma. No bo wtedy jest. Ogórki nie mają argumentów na tiki-takę. Za to PSG, Milan, Real, Bayern lepiej lub gorzej radziły sobie z tym stylem...
I to są klasowe drużyny, chyba jedyne naprawdę dobre (Milan trochę na wyrost tutaj) z którymi Barca grała w tym sezonie.

Trochę jednostronny ten artykuł. No, ale przynajmniej do przeczytania bez opłat.
A Mou miał racje odstawiając Ikera. Przecież Diego Lopez świetnie bronił, a bramkarzami się nie rotuje.
-
2013/07/02 12:38:47
Czym my się przejmujemy? To, że Hiszpania nie wygra Pucharu Konfederacji było prawie pewne. Statystyki z ostatnich lat nie kłamią. Gdy Barcelona zdobywa Mistrzostwo Hiszpanii to kadra Hiszpanii nigdy nie zdobywa Pucharu Konfederacji (tak było w 2009 i tym razem potwierdziło się). Natomiast gdy Real Madryt zdobywa Mistrzostwo Hiszpanii, to kadra Hiszpanii w ostatnich latach wygrywa turniej (tak było w 2009 i 2012). Dla dobra Hiszpanii lepiej aby to Real zdobył w następnym roku majstra.
-
2013/07/02 12:49:31
* w 2008
-
2013/07/02 13:14:46
w 2010 mistrzostwo zdobyła Barcelona, a potem Hiszpania mistrzostwo świata. Wyciąganie jakichś prawidłowości z zaledwie dwóch lat jest więc średnim pomysłem.
-
2013/07/02 13:18:33
Szkoda słów.
-
2013/07/02 13:46:08
"Uprawiająca podobny styl reprezentacja Hiszpanii dopiero w rzutach karnych wykopała z Pucharu Konfederacji Włochów, dobierających z najmarniejszego pokolenia od dekad, a potem rozjechali ją gospodarze"

Panie Rafale, powoli zaczynam tracić wiarę, że zna się na piłce.
-
2013/07/02 14:51:49
Niektórzy to mają w głowie tylko Hiszpanię zamiast rozumu.
-
2013/07/02 15:10:57
czerstwy daktyl ma rację.
David Luiz,Dante,Marcelo,Daniel Alves,Luiz Gustavo,Oscar,Hulk (przedłużony sezon w Zenicie ) grali tyle samo spotkań,co Hiszpanie (oczywiście generalizuję)
Neymar grał w prawie każdym meczu Santosu (a było ich masę) Fred też grał dużo we Fluminense.
Więc mówienie,że Hiszpanie (w domyśle :tylko oni) są zmęczeni jest absurdem.
Dalej można narzekać na klimat,ale w Hiszpanii ,jak w żadnym (może poza południem Włoch) innym europejskim kraju, są porównywalne warunki atmosferyczne (plus teraz w Brazylii jest zima,co dodatkowo obniża tamtejszą temperaturę) więc ten argument też odpada.

Mówienie o wypaleniu...to chyba nie to.Tam wciąż są gracze,którzy chcą coś wygrać -|
Jordi Alba,A.Arbeloa,Pedro,Juan Mata,David Silva ,więc oni ciągle chcą coś osiągnąć.
-
2013/07/02 15:37:51
Puchar Konfederacji to jednak nic więcej tylko zwykły wakacyjny turniej. to, że patronuje mu FIFA, która najchętniej organizowałaby jakieś mistrzostwa co roku by trzepać kasę, nie znaczy, że ma on jakieś znaczenie. tak samo zaliczanie go do "gier o punkty" jest przesadą. o punkty to są MS i ME i eliminacje do nich. i to wszystko.

Ważny mecz to Hiszpania miała parę miesięcy temu we Francji, właśnie w eliminacjach mundialu. tam, owszem, trzeba było "zrobic wynik" i grać agresywnie. cel osiągnęli.
-
2013/07/02 16:01:21
PS: pamiętacie jak po wygraniu mundialu w 2010 Hiszpania przegrała TOWARZYSKO 0-4 z Portugalią i troche wczesniej 1-4 z Argentyną? hmmm co to miałoby oznaczać? że się wypalili po wygraniu ME i MS, prawda? no ale potem przyszedł rok 2012 i kolejny, WAŻNY turniej:)...

oczywiscie nie mają monopolu na wygrywanie i za rok na pewno będzie trudno, potrzebne są też pewne korekty i świeża krew. no ale akurat wybierać to mają z kogo.
-
2013/07/02 16:29:13
Malaga(obrona)-TikiTaki (gra pozycyjna) i Kasztanki (gole)
Tak podsumuję taktykę Hiszpanii :)

Teraz poważnie:
Gdy w latach 1998-2000, kiedy Francja zdobyła mistrzostwo Świata i mistrzostwo Europy każdy zachwycał się ich taktyką krótkich podań. Była to taka sama taktyka jaką stosują dziś Hiszpanie. Należy też zauważyć, że taktyką Brazylii przeważnie były krótkie podania. Wniosek jest taki, że należy wymieniać wiele krótkich (najlepiej z pierwszej piłki) podań, a szansa wygrywania jest duża.
-
2013/07/02 16:38:26
Tiki-taka po prostu fajnie się nazywa, a że grając w piłkę najlepiej stosować pressing na połowie rywala i jak najdłużej utrzymywać się przy niej, aby za nią nie ganiać wymyślono długo przed narodzinami Guardioli. W Barcelonie hulało to przez dłuższy czas, bo zebrano piłkarzy wybitnych, którzy dzięki mało morderczemu stylowi gry potrafili pozostawać w wysokiej formie praktycznie non-stop a do tego omijały ich kontuzje. Poza tym od małego wpajano im ten sam styl gry. Teraz trzeba byłoby wymienić paru graczy, bo choć wymiana 500 podań od nogi do nogi męcząca nie jest, to ciągły pressing już tak i piłakrz musi być w najwyzszej dyspozycji żeby temu sprostać.

Poza tym ludzie kochani, zawsze musi przyjść jakiś kryzys, zawsze musi nadejść jakiś koniec. Del Bosque będzie kombinował jakby tu utrzymać poziom i znów walczyć o złoto, zrobi pewnie jakieś zmiany, ale czy to jest w ogóle możliwe żeby wygrać czwarty wielki turniej pod rząd? I czy nam kibicom by się to nie znudziło?
-
2013/07/02 17:07:35
kris0007
Ty tak na serio?
-
2013/07/02 17:32:16
tiki-taka wymaga dobrego przygotowania kondycyjnego. Barcelona w większości swoich spotkań, zwłaszcza w kluczowych meczach LM, biega nawet więcej niż rywale (oczywiście bieganie za piłką, a nie z piłką jest bardziej męczące "psychicznie", ale nie było tak, że Barcelona ciągle świeża podawała w miejscu, a rywale padali jak muchy od biegania).

Hiszpanie przyjechali na turniej przemęczeni morderczym sezonem, cały trzon kadry opierał się na półfinalistach LM, w czwartek zostali dobici 120 minutami w upale i olbrzymiej wilgotności, więc w finale nie byli w stanie odmienić losów meczu bo zwyczajnie nie mieli siły + atak pedro-torres-mata był totalnie bez formy już przez cały turniej

spodziewam się pozorowania piłki i wybierania meczów przez wielu graczy w przyszłym sezonie, zwlaszcza tych, dla których mundial w Brazylii będzie ostatnią imprezą (Villa)
-
2013/07/02 19:34:10
@kris007
W 2010 Real nie zdobył mistrzostwa Hiszpanii, a Hiszpania zdobyła mistrzostwo świata... ;-))
To co najwyżej na Euro "działa" :D
-
2013/07/03 00:20:48
Przecież VDB odmłodził skład. Wprowadził Matę, który zagrał fatalnie.

Mało kto zauważył podstawowy problem tegorocznej tiki taki. Otóż jest nią fatalna forma obrońców. Barcelona w Bayernem poległa bo miała Pique grającym piach od 2 lat i żółtodzioba Bartrę. Hiszpania poległa bo oprócz biedy Pique, Arbeola zagrał jak junior przy Neymarze.

Żadna taktyka nie działa, gdy masz piłkarzy, którzy nagle staczają się 3-4 stopnie niżej zakładanego poziomu. Dopóki w obu ekipach na stoperze grał Puyol, było ok. Teraz nie ma kto tego trzymać, para Ramos-Pique zadziałała na Euro, ale eliminacje pokazują, że jest im coraz ciężej. Imho wcale nie jest powiedziane, że Hiszpanie wygrają grupę z Francją.

O zmierzchu tiki taki będzie można mówić, gdy będą zdrowi piłkarze i w jakieś tam formie. Z takim Arbeolą jak wczoraj to i Sevilla by wygrała. Co nie znaczy, że rywale mają na tym jakoś ubolewać. Raczej łatwiej im wykorzystać. Ciekawe jestem jak by wyglądała barcelońska tiki taka gdyby rzeczywiście udało kupić się Thiago Silve. Śmiem twierdzić, że może nawet tak jak za Pepa.


Tiki taka nie polega tylko na pressingu i długim trzymaniu się przy piłce, ale także np. na trzymaniu pozycji, asekuracji, płynnym przechodzeniu z jednej fazy na drugą. Dlatego Cesc, mimo iż wychowany w tym systemie, nadal w Barcy gra piach.


PS Marcelo to rzeczywiście zagrał tyle samo meczów. Zwłaszcza po tym jak złamał coś tam sobie we Wrocławiu.
-
2013/07/03 02:37:16
Silva i Arbeloa to przecież podwójni mistrzowie Europy i mistrzowie świata - zaliczanie ich do grupy "głodnych sukcesu" jest nieporozumieniem.

w ogóle w porównaniu do 2008 roku w tej kadrze jest cały czas 12 czy 13 tych samych zawodników - Casillas, Arbeloa, Albiol, Cazorla, Silva, Fabregas, Iniesta, Xavi, X.Alonso, Villa, Torres, Reina + Puyol jesli się wyleczy i dotrwa do MŚ2014 (a moim zdaniem przydałby się tam bardzo); kolejnych kilku którzy dołączyli w Pucharze Konfederacji 2009 i MŚ2010 (Busi, Pedro, Pique, Llorente, J. Martinez, Valdes). Sądzę, że w bardzo podobnym zestawieniu (niewiadome w postaci Puyola i Villi, od dłuższego czasu bez formy) Hiszpanie dotrwają do MŚ2014. Stabilność ich składu na przestrzeni tych 6 lat to ewenement na skalę historyczną.
-
2013/07/03 13:42:53
Oczywiście, że na Euro 2008 Hiszpanie grali już tiki-taką. To właśnie wtedy ten termin został zresztą spopularyzowany. Uzmysłowienie sobie, że już wtedy grali tiki-taką, a także że w sezonie 2008-2009 Barcelona też już grała tiki-taką, pozwala zrozumieć, że tiki-taka wcale nie musi wyglądać tylko jak mecze Hiszpanów w fazach pucharowych wielkich turniejów po 2008. Po prostu drużyna dojrzała wybiera w dłuższej perpspektywie czasowej wersję bardziej zachowawczą - właśnie z powodów psychologicznych. Kiedy robisz coś o charakterze jednorazowym lub przynajmniej rzadkim, może być to zjawiskowe, porywające itd. Kiedy ktoś chce rządzić i dzielić przez kilka futbolowych sezonów, musi swój styl gry zinstytucjonalizować, upowszednić, wygrywać regularnością a nie nietypowymi zagraniami. W piłce nożnej oznacza to bardziej zachowawczą grę. Kiedy gra staje się zbyt zachowawcza, robi się miejsce dla Wincenta z Lasu, żeby skład personalny częściowo odmłodzić. Oczywiście zawsze jest strach, że działaniem zaszkodzi się bardziej, niż nie robiąc nic. Jedyna niewiadoma w tym wszystkim to: na co, na ile odważy się Del Bosque.