Blog > Komentarze do wpisu

Urąganie trenerstwu polskiemu

Atak pomidorów zabójców

Nabrałem przed kilkoma dniami niemal pewności, że awans na brazylijski mundial nasi wezmą szturmem. Im bardziej czytałem, że ukraińska federacja wpycha reprezentację w łapy Svena-Görana Erikssona, tym intensywniej imaginowałem sobie, jak Polacy w wiosennym meczu rąbią sąsiadów, aż wióry lecą, by w jesiennym rewanżu, już na pełnym rozluźnieniu, urządzić im atak pomidorów zabójców, o jakim producentom B-klasowej filmoszmiry się nie śniło. Szwed, o czym w kręgach wyższej futbolowej cywilizacji powszechnie wiadomo, trenerem przestał być szmat czasu temu. Wraz ze schyłkiem wieku XX osiągnął ostatni sukces, potem zszedł w szarobury okres przejściowy, wreszcie przepoczwarzył się w wyczynowego naciągacza. Brał fuchy w Meksyku i - dyrektorską - w czwartoligowym Notts County, cumował w Wybrzeżu Kości Słoniowej i drugoligowym Leicester, że żadną robotą się nie brzydzi, udowodnił wyprawą do Pjongjang odbytą w celu pertraktacji z północnokoreańskim reżimem.

Ostatnio lądował w Bangkoku, gdzie nadzoruje rozwój sportowy klubu BEC Tero Sasana, ale jego biznesowi przedstawiciele ewidentnie nadal grasują po innych kontynentach, bez ich czujności Ukraińcy nie wymyśliliby przecież importowania selekcjonera akurat z Tajlandii, rewiru w świecie piłki bliżej niezidentyfikowanego. Niestety, Ukraińcy oprzytomnieli, kontraktu z Erikssonem nie podpisali. Znaczy - walkowerem eliminacji nie oddadzą.

***

Nadzieja na meczyki z Ukrainą spacerowo odprężające się ulotniła, ale naprawdę mrocznie - a zarazem żałośnie, żałobnie, obelżywie - zrobiło się w miniony weekend, gdy zwaliły się na nas doniesienia, iż pewien niemiecki klub ośmielił się negocjować z Franciszkiem Smudą.

I nie jest to drużyna Bundesligi średnia, słaba lub bezdennie słaba, nie jest to nawet czołowa lub nieczołowa drużyna drugiej Bundesligi, nie, czelność urządzania sobie podchodów pod selekcjonera reprezentacji Polski ma klubidło rozsmarowane na samym dnie drugoligowej tabeli - z siedmioma punktami straty do tzw. bezpiecznej pozycji, na degradację wręcz skazane, w domyśle trzecioligowe. Gdyby jeszcze kilka dni temu ktoś obrzucił mnie słowami „Jahn Regensburg”, pomyślałbym, że częstuje bawarskim plackiem albo kiełbasą, dopiero przed chwilą sprawdziłem, skąd się ten twór w ogóle wziął, pobieżne zerknięcie w Wikipedię wystarczyło, by potwierdzić oczywiste - do najwyższej Bundesligi nikt nigdy go nie wpuścił.

Kończy się ten smętny dla naszego futbolizmu rok 2012 zniewagą, która powinna wykluczać jakiekolwiek negocjacje, zasługującą co najwyżej na ustalenie, czy znieważający wybiera pistolety, czy noże. Wzdychałem już tutaj nad przekleństwem selekcjonerów naszej kadry - zawsze odchodzących w niesławie, przeważnie brutalnie skopanych, niezdolnych już później do podjęcia pracy na poziomie nieuwłaczającym selekcjonerskiej godności. Przypadek Smudy nadaje jednak zjawisku zupełnie nowy - chciałoby się rzec: haniebny - wymiar, aroganci z Jahn Regensburg mają tyle tupetu, że nie zasadzają się wyłącznie na Polaka, nie spełniają marzeń o zatrudnieniu dużego nazwiska, oni umieszczają go zaledwie wśród pięciu kandydatur, nazwisk rzecz jasna anonimowych i do nikogo niepodobnych. I jeszcze się do tego przyznają - oficjalnie, ustami rzecznika prasowego! Doprawdy, niepokoi, że dotąd kategorycznie nie zareagowali nasi najżarliwiej patriotycznie usposobieni politycy - nie publikują listów otwartych o zszarganiu Honoru Trenera Drużyny Narodowej, nie szykują w zemście kibolskiego najazdu, nie wzywają do stanowczej interwencji ministra spraw zagranicznych Rzeczypospolitej, z góry przepraszam patriotów, jeśli zastosowałem zbyt mało wielkich liter.

***

Kto jeszcze nie poczuł na twarzy, że Niemiec znów pluje, niech przejrzy w lokalnych bawarskich mediach kpiny ze Smudy, który przed chwilą szefował gwiazdom formatu Roberta Lewandowskiego i Kuby Błaszczykowskiego, a zaraz przyjdzie mu firmować kopaninę Francky’ego Sembolo (nie znam, cytuję) i Jonatana Kotzkego (nie znam, cytuję). A nawet jeśli nie chcecie, jeśli trafiło na typowego czytelnika „Wyborczej”, zatrutego kosmopolityzmem i pozbawionego patriotycznej wrażliwości, to miejcie przynajmniej współczucie dla całego polskiego trenerstwa, które przeżyło rok upiorny.

Pal licho impertynencje obcojęzyczne, odkąd pamiętam, polskich szkoleniowców ceni zagranica niżej od polskich piłkarzy, zezwalając im propagować swoją filozofię głównie na zadupiach cypryjskich, saudyjskich, sudańskich, chińskich czy syryjskich. Spójrzmy na naszą zagrodę, spójrzmy na nasze najznaczniejsze postaci.

Oto Orestowi Lenczykowi, choć wygrywa on ze Śląskiem Wrocław tzw. ekstraklasę, powszechnie odmawia się chwały z powodu kuriozalności rundy wiosennej, następnie szefowie rozbierają mu mistrzowską drużynę do rosołu, następnie przychodzą poniżenia w europejskich pucharach, bunt w szatni, wreszcie zostaje trener wylany. Oto dwukrotnego ligowego triumfatora Macieja Skorżę po wypędzeniu z Legii przygarnia zaledwie Al-Ettifaq Club - zapewne nieźle płacąc, ale nie oferując sportowego spełnienia, zresztą aktualny wicemistrz Arabii Saudyjskiej pod dowództwem fachowca z Radomia zawisł na miejscu w tabeli tylko piątym. Oto Michał Probierz, promowany przez natchnionych ekspertów jako polski Guardiola, zbiegł z piątego już klubu w minionym półtora roku, co wypada obwołać wyczynem na skalę międzynarodową. Oto Czesław 711 połączeń z „Fryzjerem” Michniewicz, promowany dla odróżnienia jako polski Mourinho, zdołał wydłubać sobie tylko kilkutygodniową robótkę w Polonii Warszawa. Oto Piotr Nowak, zachwalany jako gigant zdolny poprowadzić polską kadrę lub sprawy sportowe PZPN, został po fatalnej serii wyników wyrzucony z Philadephia Union i oskarżony o wokółtransferowe machlojki. Oto Jerzy Engel - w telewizyjnym studiu każdym gestem zdradzający duchową więź łączącą go z Aleksem Fergusonem, Vicente del Bosque i innymi czempionami - został zniesławiony przez nowe władze PZPN, które bez dania racji odebrało mu intelektualny nadzór nad nieodgadnionymi dla zwykłego śmiertelnika zawijasami polskiego systemu szkolenia. Gdziekolwiek spojrzeć, tam spadał na nasze trenerstwo koklusz i gradobicie.

***

Smuda - nawet wyjąwszy niemiecki afront, którego biedaczysko nie rozpoznał - potłukł się najboleśniej. Z wybranego przez aklamację narodowego bohatera skarlał do spławionego przez aklamację narodowego patałacha, przez byłego podwładnego Lewandowskiego zdyskwalifikowanego jako skończony tępak - w wygłoszonej publicznie krwiożerczej antytrenerskiej tyradzie, jakiej nasz futbol nie pamięta. I lud napastnikowi uwierzył, krakowski wezbrał wściekłością, kiedy zaczęto szeptać, że były selekcjoner może wprosić się do Wisły.

Czy gwałtowna zmiana nastrojów wyrasta z jakichkolwiek racjonalnych przesłanek, czy zrodziła ją ślepa furia po klapie na Euro 2012? Byłby Smuda trenerem aż tak beznadziejnym, że nawet w Polsce żadnej przyzwoitej chałtury już nie znajdzie? On się w krajowej stawce jednak wyróżniał - klubowe sukcesy miał i w latach 90., i przed kilkoma chwilami, wyreżyserował najwięcej sensownych meczów w europejskich pucharach, tylko jego angażowali wszyscy lokalni potentaci. Wystarczył jeden spaprany turniej, by unieważnić wszystko, co działo się wcześniej? Wystarczył jeden turniej, by z pułapów wiosennego grania w Pucharze UEFA (tam zabawiał z Lechem przed objęciem kadry) stoczyć się na pogranicze drugiej i trzeciej ligi? Nie spodziewam się, że Smudę miałaby wabić - jak rówieśnika, również urodzonego w roku 1948 Erikssona - federacja z ambicjami awansu na mundial, ale między reprezentacją Ukrainy a Jahn Regensburg mieści się jeszcze trochę stanów pośrednich.

Pośrednich, czyli u nas niepopularnych. U nas trener zbyt często jest wart tyle, ile jego ostatni mecz. Z tej perspektywy Smuda faktycznie wygląda wyłącznie niskoligowo.

niedziela, 30 grudnia 2012, rafal.stec
Komentarze
2012/12/30 22:26:25
Ja wierzę Lewandowskiemu. To co powiedział w tym wywiadzie, genialnie współgrało z tym co widziałem na boisku i na ławce trenerskiej w czasie Euro ale i przed... chaos taktyczny, brak stałych fragmentów gry i grę w stylu " oddaj piłkę na skrzydło i jakoś tam będzie". I ta mina trenera jak zbitego psa, jakby go przerosła ta sytuacja
-
2012/12/30 23:35:41
A ja chcę powiedzieć tylko tyle, że nie Smuda pierwszy w przywołanym mocarzu niemieckiego futbolu będzie wirtuozów szkolił. Mianowicie ja sam 2 lata temu wprowadziłem go do 1. Bundesligi prosto po wojażach w Lidze Europy z zabrzańskim Górnikiem . A i puchar Niemiec nie był mi straszny bo w finale z samym Bayerem przegrałem w karnych. No ale cóż, taki trenerski los, i Hoffenheim się nie odmawia.
Więc panie Stec, troszkę szacunku do polskiej filozofii trenerskiej, i radzę poszerzyć wiedzę dziennikarską, albo przynajmniej na krótkie przeszkolenie do Szkoły Trenerów PZPN zapraszam.

Wystarczyło troszkę poguglować i dowiedział by się szanowny redaktor Stec o mych poczynaniach w Football Managerze, bo chyba tylko tam mamy jakieś sukcesy więc radzę się tym zainteresować ;)

Serdecznie pozdrawiam i życzę szczęścia w nowym roku.
-
2012/12/31 00:06:18
Regensburg to bardzo fajne miasto, w sam raz na koniec kariery trenerskiej i trochę oddechu. a jak się zrobi nudno (a pewnie zrobi) albo jak zabraknie dobrego futbolu do oglądania to jakby co do Monachium może sobie człowiek skoczyć na wycieczkę bo to w sumie niedaleko...
reasumując - miejsce jest gustowne (zabytkowe centrum), sielskie (ładne, pagórkowate okolice) i spokojne. chociaż mnie osobiście kojarzy się dość burzliwie przez jedną Niemkę. ach Christina, czemu wszystko rozwaliło się z takim hukiem?:)
-
2012/12/31 02:45:59
A ja szczerze mówiąc widzę w tym pewną logiczną, choć i tragiczną, nawet wręcz mistyczną dla polskiego futbolu konsekwencje wydarzeń czerwcowych.

Mimo że Smudy mi nawet troszkę żal, a uczucie pogłębia się jeszcze bardziej słuchając jego nieporadnych (w "smudowym" dialekcie) tłumaczeń i wywiadów, to sądzę, że jest w tym pewien sens. Oto Polska niespodziewanie dostała od losu prezent, o jakim nawet kibice nie mogli marzyć - jeden z dwóch najważniejszych turniejów piłkarskich na świecie. Pobudowaliśmy piękne stadiony, zmodernizowaliśmy kraj i na końcu popadliśmy w piękną, piłkarską gorączkę, podczas której cały kraj na chwilę stał się jednym, wielkim stadionem - słowem - mieliśmy w kraju najpiękniejszy piłkarski sen, imprezę życia (przede wszystkim odczuwali to ci najbardziej "zbzikowani" fani futbolu, którzy rozumieli najlepiej jak bardzo trudne do uwierzenia jest to, iż taka impreza odbywa się tuż za oknami).

I do dopełnienia tego piłkarskiego snu, imprezy jakiej już nie doświadczymy (uważam, że nawet gdybyśmy jeszcze kiedyś organizowali coś w tym "klimacie", nie będzie to już ten sam "dziewiczy" szał dotykania czegoś nowego, czegoś dziejącego się po raz pierwszy, ujrzenia na własne oczy stadionów, jakie wcześniej widzieliśmy tylko w TV etc.) brakowało tylko tego najważniejszego - zaspokojenia piłkarskich serc dobrym występem naszej kadry. Grupa jak na ME - śmieszna (choć, rzecz jasna, paradoksalnie przez to trudna), apetyty były rozbudzone niesamowicie.

I oto przeżywamy na tym "turnieju życia" największe bodaj rozczarowanie w "kibicowskim" życiu. A szukając odpowiedzialnego za tą naszą traumę...cóż... Błędy Smudy, jego zagubienie w roli człowieka "na świeczniku", nieporadność, brak konsekwencji i wreszcie panika oraz tchórzostwo na ławce trenerskiej (brak zmian w meczu z Grecją i przez to odebranie szans naszej kadrze na "zastrzyk" świeżych sił i świeżej motywacji w tym trudnym meczu uważam wciąż za absurdalne nieporozumienie) - to wszystko było aż nadto widoczne. Sądzę, że szala odpowiedzialności za porażkę w wielkim turnieju od czasów Engela, przez Janasa i Beenhakkera po Smudę, jeszcze nigdy nie przechylała się tak wyraźnie na stronę selekcjonera. I chodzi tu o skalę tego, co było widać gołym okiem.

Reasumując - jeśli spojrzymy na poziom euforii, emocji i wyjątkowości tej wręcz mistycznej imprezy dla naszego kraju, jeśli wśród nas - zapalonych pasjonatów futbolowych - w większości nazywamy to "imprezą życia", to banicja Smudy i trudna do wytłumaczenia na pierwszy rzut oka powszechna deprecjacja jego wartościowego bądź co bądź CV trenerskiego, niemalże "społeczno-publiczne" podarcie go na strzępy, jest chyba wprost proporcjonalne do tego rozczarowania i rozżalenia wynikiem. Może to okrutne, bo Smudzie nie życzę mimo wszystko źle, ale jako jeden z tych oszalałych na punkcie futbolu i wydarzeń czerwcowych, chyba czułbym w powietrzu jakąś dziejową niesprawiedliwość, gdyby to wydarzenie nie odcisnęło pewnego historycznego piętna i np. nasz selekcjoner odnalazłby się po tej legendarnej klęsce równie szybko, jak inni po "zwyczajnej" porażce w jakiejś Korei, Niemczech, Austrii i Szwajcarii czy też el. do RPA.
-
2012/12/31 07:57:44
@ormondroyd
Widziałeś Niemkę i to bez ubrania? ...??? Wiem, wiem, obrzydliwy stereotyp:)
-
2012/12/31 10:43:49
Nie rozumiem co Pan napisał? Jakaś jedna, wielka grafomania. Coś w stylu Michała Pola. Proszę nie zniżać się do tego poziomu.
Co się zaś tyczy Lewandowskiego (bo ktoś tam wyżej o nim wspominał) to lepiej żeby ten chłopak się nie wypowiadał na temat Smudy. Owszem, trener zawalił nam mistrzostwa. Ale piłkarz nie ma prawa pisnąć na trenera nic. Jeśli coś do niego ma, to niech mu to powie w twarz, a nie wylewa żale przed kamerami. O ile dobrze kojarzę to ten Lewandowski nie potrafił ani razu sforsować braki średnich Czechów. Jaki trener by nie był, czy przygłupi, czy miałby koncepcję do kitu, to tak długo jak jest trenerem, należy go słuchać i wykonywać polecenia. Poza tym Lewy to hipokryta. U Olejnik w wywiadzie po meczu z Rosją mówi, że drużyna jest świetnie przygotowana fizycznie ("widać to było w meczu z Rosją), a po Euro mówił, że drużyna była słabo przygotowana kondycyjnie, zajechana. To jak to było w końcu panie leffandowski? Była przygotowana fizycznie, czy nie była?
-
2012/12/31 12:09:21
Polskę i Smudę na Euro podsumowuje świetnie cytat:
Miałeś, chamie, złoty róg, miałeś, chamie, czapkę z piór: czapkę wicher niesie, róg huka po lesie, ostał ci się ino sznur, ostał ci się ino sznur.
-
2012/12/31 12:38:08
Za pare miesiecy nikt juz o tym na szczescie nie bedzie pamietac, jak awansujemy zapewne do barazy, a moze nawet bezposrednio na MŚ, gdzie "standardowo" damy koncert futbolu. Toz to kolejny asumpt do ciekawej notki:)
-
2012/12/31 14:35:13
@ kris0007

kolega z naleciałościami ze struktur wojskowych?
dlaczego mają udawać że było zajebiście jak nie było?
jakbym pracował pod wodzą oszołoma to też bym w końcu wydarł japę że to sie kupy nie trzyma... Twoja wypowiedź to jak ukrywanie alkoholizmu ojca przez matkę: "dzieci nic nikomu nie mówcie".
jak trener ma szacunek, zwykły ludzki szacunek innych współpracowników - wtedy nie ma takich problemów - a tu był ewidentny kwas.
Smuda to facet który może prowadzić zespoły na Orlikach - tam i tak nikt nie realizuje żadnych założeń taktycznych...
Sam przyznaje że kieruje się swoim nosem.
piłka do przodu i zobaczymy co bedzie! A nóż wbijemy gola i będzie git
-
2012/12/31 16:36:08
Jak można porownywac Smudę do Eriksona? Gdzie jest reprezentacja Anglii a gdzie Polski? Najwyrażniej Pan Redaktor nie darzy sympatią Franza i wylewa to na papier, ale nie mozna az tak jechac po czlowieku.
Zgodzę się z tezą, że nasi trenerzy są w pewnym sensie"wyjątkowi", ale problemem jest najwyrażniej brak kasy w polskim futbolu i zbyt słabe mozliwosci rozwoju. Jak tłumaczyc, ze w dwoch powaznych klubach trenerami są Kulawik i Levy? Przeciez to jest jakis zart.
A odnosnie Smudy to jeszcze nie wiadomo czy na pewno zostanie trenerem tego klubiku, a jesli nawet to nie widzę w tym nic złego. Jak sie utrzyma to moze dostanie inne oferty. Najgorzsze jest to ze ostatni klub 2. bundesligi jest w stanie wiecej zaoferowac niz były mistrz Polski. I tak gdyby Smuda objął drużynę Sląska, to nikt nie widziałby w tym nic złego, a tak Smudę wyzywacie od patałachów. Tak się składa że Smuda w takim klubiku z 2 ligi niemieckiej zarobi w miesiac wiecej niz Pan Redaktor w rok.
Konczac wpis proszę spojrzec jakie fuchy obecnie maja poprzedni selekcjonerzy: J. Wojcik, J. Engel, Z. Boniek (własciwy człowiek na odpowiednim miejscu), P. Janas, L. Benhakker (Ujpest Budapeszt - ???), S. Majewski.
Smuda chyba nie upadł najnizej, po prostu miał misję z najwiekszymi oczkiwaniami spoleczenstwa. Przegrał i teraz mu sie dostaje.
-
2013/01/01 22:09:09
Mam wrażenie, że w Polsce w ciągu ostatnich 8-9 lat minęło znacznie więcej czasu niż sugeruje kalendarz. Czasy w których Smuda odnosił sukcesy w sposób dosyć siermiężny, czyli na nosa, odeszły bezpowrotnie. Obecnie trenera musi wspierać najnowsza technologia, z której on musi, chcąc nie chcąc, korzystać. Zestawiając w jednym szeregu Smudę, Loewa, Mourinho i innych nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z trenerami z zupełnie różnych epok. Czas Smudy minął bezpowrotnie, szkoda tylko, że po kolejnych potknięciach w polskich klubach reanimowano go w najważniejszej dla Polaków drużynie przed najważniejszą dla nich imprezą sportową wieku lub tysiąclecia. Na Euro 2012 reprezentację Polski prowadziła trenerska mumia. Ciężko było to przewidzieć w momencie beatyfikacji naszego Franciszka, ale już na pół roku przed mistrzostwami Europy coś uwierało człowieka z tyłu czaszki.