Blog > Komentarze do wpisu

Mediolan, Barcelona, Marsylia. Noc wysokiego napięcia

Tutaj opisik: Comets Kick up Dust in Helix Nebula

Niedzielna noc. O godzinie 20.45 derby metropolii, która panowała w europejskim futbolu wczoraj. O 19.50 Barcelona kontra Madryt, czyli zderzenie metropolii, które panują dziś. O 21 Marsylia kontra Paryż, czyli metropolia, które chce panować jutro.

Więcej wybitnych graczy naraz wybiega na boiska tylko na dźwięk hymnu Ligi Mistrzów, ale nawet tam rzadko zdarza się, by jednego wieczoru nagromadziło się tyle starć wagi superciężkiej. Jutro emocje osiągną stężenie z granic kibicowskiej wytrzymałości - każdy z wymienionych meczów to w swoim kraju szlagier nad szlagierami. Bezdyskusyjnie i z bezliku powodów.

Na mediolańskim San Siro zetrą się potęgi podupadłe. Jeszcze niespełna dekadę biły się w półfinale Champions League, a potem ją wygrywały - Milan dwa razy, Inter raz. W obu drużynach lśniły megagwiazdy, których zazdrościł im świat, a jeśli kwestie finansowe prowokowały problemy, to te z gatunku najprzyjemniejszych. Sprowadzone do pytania, jak gigantyczne pieniądze sensownie wydać.

To już zamierzchła przeszłość. Firmy Silvia Berlusconiego i Massimo Morattiego, właścicieli obu klubów, zubożały, więc zubożeli także Milan z Interem. San Siro przygasło,

megagwiazd nie ma tam

już właściwie wcale. W najściślejszej światowej czołówce możemy od biedy umieścić Wesleya Sneijdera, rozgrywającego nominalnych gości derbów, czyli Interu. Holender jednak nie zagra, leczy naciągnięte mięśnie uda. Znów. Odkąd drużynę opuścił przed dwoma laty Jose Mourinho (piłkarz wzdychał, że „mógłby za niego umrzeć”), Sneijder notorycznie niedomaga i co rusz wracają sugestie, by sprzedać go, zanim wejdzie w smugę cienia i drastycznie spadnie jego rynkowa wartość.

Przez obie mediolańskie szatnie przeszło ostatnio tornado. Za europejskie triumfy odpowiadały najstarsze jedenastki w Europie, o średniej wieku przekraczającej trzydziestkę, teraz i Milan, i Inter uczyniły z odmładzania kadr fetysz nowej ery. Fetysz, dodajmy, mający wywołać wrażenie, że prezesi realizują strategię, o której marzyli, a nie działają przygnieceni brutalnością realiów ekonomicznych.

Na superbohatera gospodarzy rozbłysnął Stephan El Shaarawy, reprezentujący Włochy syn emigranta z Egiptu, który sam siebie każe nazywać „Małym Faraonem”. We wtorek po zachwycającej solowej akcji strzelił w LM gola Zenitowi (do St. Petersburga poleciała za nim cała rodzina), a ponieważ był już jego szóstym w sezonie, to stał się najskuteczniejszym nastolatkiem na całym kontynencie, oczywiście biorąc pod uwagę poważną piłkę. Rodaków zauroczył. Widzą w nim najzdolniejszego ofensywnego młodzieńca w Milanie od dekad, przypominają, że w dziecięcych rozgrywkach miał sezon ozdobiony 132 bramkami, podkreślają dojrzałość, która każe mu poświęcać się na boisku dla kolegów.

U rywali od przedwczoraj przeciwstawia mu się Coutinho, rówieśnika z Brazylii, który wrócił po półrocznym wygnaniu z ligi hiszpańskiej i również właśnie zachwycił - golem strzelonym piętą - w europejskich pucharach. To jednak poryw chwili, perłą w koronie Interu jest wyjęty od sąsiadów z San Siro Antonio Cassano. Napastnik z urzekającą fantazją i techniką, który megagwiazdą o globalnym zasięgu nie został tylko z powodu lenistwa, notorycznej niesubordynacji, chronicznej niedojrzałości. Ustatkował się dopiero teraz, po dobiciu do trzydziestki.

Jeśli szukać fajerwerków, to właśnie w stopach El Shaarawy'ego i Cassano, inni zdolni do uwodzicielskich sztuczek (nieliczni!) albo się leczą, albo ledwie się wyleczyli. Faworyta wskazać nie sposób, obie drużyny - choć ożywiły się po fatalnym początku sezonu - demonstrują chwiejną formę, byle jak przede wszystkim broniąc. I o ile Inter umie utrzymać się w czubie tabeli Serie A (traci cztery punkty do Juventusu i Napoli), o tyle Milan tkwi w jej dolnej połowie, a w St. Petersburgu przed utratą punktów ocalił go fenomenalnie dysponowany bramkarz Christian Abbiati.

Kiedy Mediolan przestał być stolicą europejskiej piłki, wojna Barcelony z Madrytem

zaczęła przysłaniać wszystkie inne boiskowe wojny,

nawet Włosi obwołują El Clasico „matką wszystkich meczów”. Słowo „wojna” brzmi tutaj najadekwatniej, bo starcia hiszpańskich gigantów zapadają w pamięć nie tylko przez wrażenia sportowe. Odkąd władzę w Realu wziął Jose Mourinho, murawa staje w ogniu jeszcze wyższym niż kiedyś - piłkarze nie tylko grają, ale i na siebie napadają, a Portugalczyk chętnie się przyłącza, np. wtykając palec w oko Tito Vilanovy, do niedawna asystenta Pepa Guardioli, od maja już samodzielnego trenera. Charyzmatyczny szkoleniowiec sporo ryzykuje, podnosząc napięcie, bowiem kieruje jednostkami nadzwyczajnie skłonnymi do popadania w ślepą furię - ze szczególnym uwzględnieniem Pepe (dyskwalifikowanym już za brutalność wielomeczowo) oraz Sergio Ramosa (najczęściej karany czerwonymi kartkami w całej historii klubu).

Teraz napięcie rozlewa się poza futbol. Katalończycy coraz gromadniej i hałaśliwiej domagają się oderwania od regionu, ideę niepodległości oficjalnie poparł nawet wspomniany Guardiola, prezes Sandro Rosell wyjaśniał nawet, że jej ziszczenie nie odbierze kibiców El Clasico - rzucił, iż Barcelona mogłaby pozostać w lidze hiszpańskiej wzorem AS Monaco rywalizującego w lidze francuskiej. To wszystko epizody tym bardziej znaczące, że Camp Nou to chyba główny symbol regionalnej tożsamości, to na stadionie bije puls katalońskości.

Na boisku zmieniło się ostatnio tyle, że Real wreszcie oparł się Barcelonie. Najpierw nauczył się wygrywać pojedyncze mecze, potem odebrał jej mistrzostwo kraju i pobił statystyczne rekordy wszech czasów, aż zdołał wyraźnie zdominować ją na boisku. Po serii wpadek w ligowej tabeli co prawda jej ustępuje, jednak w sierpniowym Superpucharze triumfował i to on wziął na razie jedyne trofeum. Katalończycy natomiast muszą żyć z wyrwą na środku obrony. Nie zagrają Carles Puyol i (prawdopodobnie) Gerard Pique, zastąpią ich defensywni pomocnicy. Barcelona nagminnie przesuwa ich do tyłu, co czyni ją wyjątkową w skali całej światowej czołówki - grywa tam Sergio Busquets, na stałe utkwił z tyłu Javier Mascherano, teraz przyucza się do nowej roli Alexandre Song. Piłkarz, co nie bez znaczenia, sprowadzony na Camp Nou dopiero w sierpniu...

Real też broni nieporadnie (jego pola karne staje w płomieniach zwłaszcza po rzutach wolnych i rożnych), dlatego mamy prawo spodziewać się strzeleckiej orgii. Leo Messi po spektakularnym początku sezonu trochę przycichł snajpersko, ale podarowuje kolegom zatrzęsienie asyst. Za to Cristiano Ronaldo - po obwieszczeniu urbi et orbi,  że mu smutno - znów się rozszalał. W tym tygodniu przywalił dwoma hat trickami.

Z podobnym zapałem po francuskich polach karnych buszuje Zlatan Ibrahimovic, najbardziej błyskotliwy gladiator w

PSG, które chce wskoczyć na poziom Barcy i Realu.

Jak sytuację gospodarczą odzwierciedlają kłopoty Interu i Milanu, a także odżywające separatystyczne nastroje w Katalonii, tak skutki makroekonomicznych ruchów tektonicznych widać we wschodzącej potędze ze stolicy Francji. Biznesmeni ze Wschodu coraz agresywniej podbijają futbolowy Zachód, Nasser El-Khelaifi na transfery do PSG w zaledwie rok wydał ćwierć miliarda euro, wznosi tam luksusowy pałac w szybszym tempie niż wszyscy jego poprzednicy, czyli inwestorzy w typie Romana Abramowicza (Chelsea) czy szejka Mansoura (Manchester City). Kiedy jego pytano, dlaczego postanowił ozłocić akurat Paryż - okolicę o stosunkowo wątłych piłkarskich tradycjach - wyjaśniał, że wybrał największą obok Londynu aglomerację na zachodzie Europy. Że drzemie w niej ogromny marketingowy potencjał także dlatego, iż nie została jeszcze zagospodarowana tak, jak na to zasługuje.

Dziś grają już dla niej postaci monumentalne - od Ibrahimovicia po Thiago Silvę, być może najlepszego obrońcę świata. Grają też młodzi arcyzdolni - jak Marco Verratti, rozgrywający wydobyty z drugiej ligi włoskiej, o gabarytach jeszcze skromniejszych niż wirtuozi barcelońscy, okrzyczany następcą swego rodaka Andrei Pirlo. Tam też mają wszystko, by dać oszałamiające show. W niedzielę specjalna okazja - w Marsylii zmierzą się piłkarze z dwóch największych miast Francji, w przeboju zwanym „Le Classique”.

Brzmi znajomo. I cholernie kusząco. Im trudno będzie wygrać, nam wybrać. Na wielogodzinną blogową relację zapraszam już od niedzielnego południa.

niedziela, 07 października 2012, rafal.stec
Komentarze
2012/10/07 00:38:41
Barcelona ma dziurę w obronie na własne życzenie. Mierna polityka transferowa, i nie ma zmienników. Real bez Pepe sobie radził. A defensywni pomocnicy katalońskiego klubu na pozycji stopera w konkretnych meczach, a nie takich w których Barca beztrosko klepie piłkę, wzbudzają śmiech. Zwłaszcza Mascherano, cienias nad cieniasy.
Osobiście życzyłbym sobie żeby Pique jednak zagrał, fajnie się patrzy jak ten sztywniak jest powalany na ziemię szybkością i zwodami CR7.

Bedzie fajny meczyk jutro, Barcelona z zawsze groźnym kontratakiem, i Real nadający tempo (oby...) meczowi, chcąc zniwelować stratę punktową.

PSG nawet nie ma sensu oglądać, bo jest w tym samym czasie. Poza tym, wiadomo kto wygra. 2,4 u buków to jakaś promocja...

A z ligi włoskiej jedyną drużyną którą można ogląadać bez żenady jest obecnie Juve, też nie widzę sensu tracić czas na to "widowisko". Może gdybym był dziennikarzem sportowym oglądałbym każdy mecz w weekend, ale cóż, obowiązki nie pozwalają ;)
-
2012/10/07 00:53:08
@Rafał:
A o derbach Walencji, czy o meczu na szczycie hiszpańskiej (Atletico - Malaga, czyli odpowiednio 2 i 3 drużyna w tabeli) to nie łaska wspomnieć w zapowiedziach? ;)

@czerstwy:
Niektórzy twierdzą, że ta dziura, to efekt przemyślanej polityki transferowej: Guardiola z Vilanovą postanowili grać piłkarzami ultra-wszechstronnymi, a wedle tej koncepcji środkowi obrońcy, których twoim zdaniem (co wydedukowałem) powinna była kupić Barca, są passe. ;)
-
2012/10/07 01:09:17
@dantrag
A jak to zmieścić w konstrukcji tekstu o szerszym kontekście wczoraj-dziś-jutro? Tekst wziąłem z Gazety, w której chciałem w jednym flaku zmieścić układające się w jeden wątek hity, trzeci już kleiłem z trudem. Że hiciory istotnie łażą stadami, świadczy mój piątkowy wieczór na Łazienkowskiej, z Legią i Wisłą;-)

O Atletico na pewno niebawem napiszę, oglądam ich pilnie. A poblogujemy jutro o wszystkim, na ile oczywiście redakcyjna zawierucha pozwoli;)
-
2012/10/07 01:11:15
@dantrag
Mou robi podobnie w Realu, też szuka uniwersalnych piłkarzy. Lass był takim, Essien, Modric... To mądra polityka transferowa. Ale moim zdaniem posiadanie pewnych zmienników jest koniecznie. Stoperzy i napastnicy - no muszą po prostu siedzieć na ławce. Barcelona pewnie nie widzi tego w ten sposób, bo, bądź poważni, w 90% meczów Katalończycy grają swoje klepanie, przeciwnik praktycznie nie ma sytuacji, więc typowi stoperzy nie są potrzebni, a fałszywa 9 się sprawdza.
Ale raz na jakiś czas przychodzi El Classico, w którym nie tylko Barca gra w piłkę, ale i jej przeciwnik. I mam wrażenie, że wybór takiej postawy transferowa zemści się na nich jutro. Masche naprawdę nie jest taki mocny w obronie jak zwolennicy Barcy utrzymują...
-
2012/10/07 02:07:16
czerstwy_daktyl

1)Cristiano dwa lata był robiony przez każdego lepszego obrońce. Teraz słabszy okres ma Pique. 2)Co do Mascherano, to chyba widziałeś jego jeden mecz w poprzednim sezonie skoro mówisz cienias. Najlepszy "obrónca Barcy w poprzednim sezonie. Teraz dopiero obnizyl loty. 3) Real bez Pepe sobie średnio radził. Barca miała sporą przewagę. Strzały 16(6)-7(2). Nie dość, że Messi przy 3-1 miał sam na sam, to po parunastu sekundach Valdesowi przypomniały się początki kariery i praktycznie oddał Di Marii piłkę. Pepe to tak samo wielkim obrońcą co deb*lem.

Barca ma odpowiednią ilość piłkarzy, tylko zbyt kruchych niestety.
-
2012/10/07 11:29:36
Nie powiedziałbym, że zawodnicy Barcelony są jakoś nadzwyczaj wszechstronni. Zwykły standard. Pepe w reprezentacji Portugalii grał jako DP (w Realu zresztą też), Lass, Altintop czy Essien na prawej obronie w srodku pola i jeden z nich na skrzydle (Altintop jeszcze podczas gry w Bayernie), Marcelo był skrzydłowym, Arbeloa LO i PO, Ramos na środku i z boku obrony, Modrić od DP po OP, Coentrao obie strony defensywy i srodek pola, Ronaldo jako typowa 9 i skrzydłowy. I w każdym klubie znajdą sie tacy piłkarze. To że DP graja na srodku obrony przy takim sposobie gry wysokim pressingiem nie jest niczym nadzwyczajnym.

Ale w przyszłym sezonie Barcelona będzie miala ogromny problem. Już teraz widac, że to ciągłe klepanie się kończy. 2-1 z Granadą uratowane w ostatnich minutach, wymęczone 3-2 u siebie z mocno przeciętnym Spartakiem (który rok temu odpadł z Legią), kontrowersyjne 2-1 z Sevilla bardziej załatwione przy zielonym stoliku niż wywalczone na boisku, 2-0 z Benficą ale po niezbyt zachwycającym spotkaniu. Do tego problemy z środkiem obrony. Puyol się już kończy. Już nie ten wiek, rozlatuje się przez kontuzję, a zdrowie przecież najważniejsze. Pique i Mascherano na Vallecano czy Getafe ok. Ale jedyny poważny sprawdzian jaki mieli w tym sezonie zawalili (dwumecz z Realem). Z boku też nie za różowo. Alba w ofensywie ok, ale w defensywie kręcą nim jak panienką na wiejskiej dyskotece, Dani Alves z tego co utrzymują strony poświęcone Barcelonie w kiepskiej formie. Adriano to nie ten poziom co reszta, Montoya na razie dobry na pojedyncze spotkania, a nie żeby grać równo cały sezon.

Real miał fatalny start, ale teraz się odbija. Wraca Kaka i jest piekielnie naładowany formą. Kiepski Ozil, Modrić dopiero wchodzący do druzyny, Essien na razie o wiele słabszy od Lassa, przebojowy Marcelo, Ronaldo z dwoma hattrickami w dwóch ostatnich spotkaniach, dwie groźne 9: Pipa i Benzema, szalony di Maria, który walczy o każdą piłkę, Khedira, który o wiele lepiej gra w reprezentacji Niemiec niż w Realu, świetny ostatnio Pepe. Oj będzie wielki mecz i po raz pierwszy od kilku lat faworyta szukałbym w Madrycie. Na niekorzyśc Realu działa tylko to, że juz po raz 3 z rzedu po spotkaniu w LM z Ajaxem gra z Barcelona (dziwnie sie ten terminarz uklada :D) i zawsze z Barceloną przegrywał. Do trzech razy sztuka... :)
Moja osobista prośba do A. Sancheza: Panie weź zejdź z boiska jak masz tak nurkować jak to masz w zwyczaju. Ja już na niego nie mogę patrzeć bo jest gorszy od Drogby w spotkaniu z Barceloną w Londynie w poprzednim sezonie LM.

Typowałbym 3-1 dla Realu. Messi, 2xRonaldo i Kaka.
-
2012/10/07 12:01:41
Głupoty gadasz, real jest taki mocny ze ma 8 pkt straty.
-
2012/10/07 12:44:58
jozepglardjola

Idąc Twoim tokiem rozumowania, Real przy zielonym stoliku załatwiał w poprzednim sezonie całe kolejki, jesli masz dobrą pamięć. I jeśli ją jeszcze raz wytężysz, przypomnisz sobie, że w Twojej drużynie biega ktoś taki jak Di Maria i Cristiano:) Jednak masz rację, też bym wolał żeby Sanchez nie wychodził. Gra fatalnie, a do tego beznadziejnie symuluje.
Też pierwszy raz nie typuję nawet 50-50 tylko co najmniej 70-30 dla Realu.
-
2012/10/07 12:50:52
Zdominować to się dała Barcelona przez całe 45 minut i to tylko drugiego meczu Superpucharu na Bernabeu. A nawet grając tam w 10, miała 2 piłki meczowe. Tak więc byłbym ostrożny.

Oczywiście Barcelonie brakuje doświadczonego stopera, bo po odejściu Keity musiała kupić Songa. Ale jeden transfer i znów będzie kompletna, a przecież wystarczy wyobrazić sobie, co będzie gdy do formy wróci Villa z Alvesem.

Tak więc zobaczymy po sezonie.
-
2012/10/07 15:17:53
Osobiście uważam, że ciekawiej może być w pojedynku drużyn nr 2 i 3 (Atelti kontra Malaga). Ale kto wie, może El Clasico zaskoczy pozytywnymi wrażeniami i wyrównanym pojedynkiem (piłkarskim oczywiście ;)
To może coś o derbach Mediolanu - tam niemal zawsze jest ciekawie. Tym bardziej może tak być teraz, gdy dwaj uśpieni giganci starają się rozpocząć coś nowego zarówno pod względem kadrowym ...jak i taktycznym. Być może zobaczymy Milan w ustawieniu 4-2-3-1, a to w Serie A rzadkość niebywała :) Nerazurri z kolei przekonują się do systemu, który jest we Włoszech stosowany jako recepta na zwycięstwa i w ogóle wszelkie bolączki taktyczne (patrz: Juve z początku zeszłego sezonu).
-
2012/10/07 17:32:13
endriuu:

zacytuje wpis jozepa:
"Dani Alves z tego co utrzymują strony poświęcone Barcelonie w kiepskiej formie"
domyslasz sie do czego zmierzam? To kolejny fan, co oglada fragmenty na youtube i czyta portale. szkoda czasu na dyskusje.

niestety, jestem tak szurniety, ze ogladam FCB i Real prawie zawsze na zywo, na duzym telewizorze. wydaje mi sie - drogi Jozepie - ze moglbys wyciagnac wiele ciekawszych wniosków, niz banalne stwierdzenia i przeczucia.

Alves słaby, powiadasz?
a w jakiej formie jest Messi? kłoci sie z Villą? aha
tez slaby. a Cesc wciaz zawodzi czy juz nie? Albe ogrywaja w tyle?

W Madrycie jest minus 8, a ja - jako sympatyk FCB - wcale nie mam az tyle ochoty ani podstaw zeby marudzic jak słaby jest Real...
-
2013/09/18 17:08:33
Piękne zdjęcie.