Blog > Komentarze do wpisu

Syndykat sportowej zbrodni

Mafia piłkarska

Na początku była egzotyczna anegdota, która obiegła wszystkie serwisy sportowe świata. Jesienią 2010 roku piłkarze Bahrajnu ogłosili, że w sparingu wcale nie wygrali 3:0 z Togo, lecz zgrają niezidentyfikowanych osobników, którzy się pod reprezentację Togo podszyli.

Gospodarze nabrali podejrzeń, bo łatwo wygrali 3:0. - Oni nie mieli sił biegać 90 minut. Straciliśmy tylko czas. Wystawiłem silny skład przeciwko drużynie, w której prawdopodobnie nie grali nawet zawodowcy - wściekał się trener Bahrajnu Josef Hickersberger.

Afrykańscy działacze wyjaśniali, że nie wysyłali do Bahrajnu drużyny i nie znają zawodników, którzy w meczu wystąpili. Arabscy działacze pokazali listę z nazwiskami 20 piłkarzy, podpisaną przez szefa federacji Togo. Tuż przed meczem sędziowie dostali jednak dokumenty innych graczy, prawdopodobnie niepochodzących nawet z Togo.

Obie strony wszczęły śledztwo, żadna niczego nie wykryła. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że sparing zorganizował Wilson Raj Perumal, obywatel Singapuru, jeden z domniemanych hersztów futbolowej mafii, fałszującej mecze w Azji, Europie, Afryce i Ameryce Południowej. Fałszującej, by zarabiać na internetowych zakładach bukmacherskich.

Wszyscy wykiwali wszystkich

Aresztowany minionego lata Perumal opowiedział, jak to było z piłkarzami, którzy udawali Togo. Najpierw zwyczajnie opłacił ich, żeby przegrali. Sytuacja się skomplikowała, kiedy o planie dowiedzieli się konkurenci, również żyjący z przestępstw hazardowych. Zaczęli stawiać dużo pieniędzy na wysokie zwycięstwo Bahrajnu, dlatego Perumal przekupił dodatkowo sędziego. Nadal chciał porażki Togo, ale niskiej - bo taką postanowił typować. Arbiter spisał się perfekcyjnie. Anulował aż pięć (!) goli, za każdym razem z powodu rzekomego spalonego.

W łapówki dla piłkarzy oraz sędziego - pochodzącego z Nigru, według podejrzeń FIFA od lat specjalizującego się w fałszowaniu międzynarodowych sparingów - Singapurczyk zainwestował od 10 do 50 tys. dolarów, wziął też na siebie koszty przelotu i zakwaterowania drużyny. Zarobił od 0,5 do 2 mln. Precyzyjne dane są trudne lub wręcz niemożliwe do ustalenia, bowiem firmy bukmacherskie rozmnożyły się do tysięcy, a przepływających przez nie pieniędzy nie sposób całkiem kontrolować. Zwłaszcza na nieprzeniknionym rynku azjatyckim.

Nawet Perumal jednak nie miał pojęcia, że ktoś podszywa się pod kadrę Togo. Tamten mecz okazał się gigantyczną blagą, w której wszyscy wykiwali wszystkich. Gospodarze nie wiedzieli, że rywale symulują grę. Goście nie wiedzieli, że choć mają symulować, to arbiter przypilnuje, by nie ponieśli porażki zbyt bolesnej.

Perumal zaczął zeznawać w lipcu, gdy został skazany na dwa lata więzienia w Finlandii. Działał tam na masową skalę - udowodniono mu udział w ustawieniu siedmiu z 24 sfingowanych meczów pierwszoligowego, położonego przy kole podbiegunowym RoPS Rovaniemi w latach 2008-2011. W proceder zaangażował zagranicznych graczy zespołu - siedmiu z Zambii oraz dwóch z Gruzji, których korumpował kwotami od 15 do 56 tys. dol. Opłacał też zawodników Oulu, Mariehamn oraz Tampere United - karnie relegowanego z ligi, bo łapówki brali także członkowie klubowego zarządu. Słowem, Singapurczyk fałszował niemal całe sezony rozgrywek.

Wpadł jak Al Capone, przez przypadek. W Finlandii nie był ścigany, ale posługiwał się fałszywym paszportem. Doniósł nań „biznesowy” konkurent.

I wybuchła afera, która rozwijała się niespiesznie miesiącami, lecz dziś FIFA nazywa ją przełomem w walce z syndykatami sportowej zbrodni. Centra dowodzenia mają zazwyczaj w Azji, działają globalnie.

47-letni Perumal, przedstawiciel tamilskiej mniejszości w Singapurze, przestępcą był od 1983 roku - skazywanym kilkunastokrotnie za napaści, włamania, fałszerstwa. Pierwszy wyrok za ustawienie meczu odsiedział w połowie lat 90. W 2000 r. znów został wtrącony do więzienia, tym razem za pobicie piłkarza - chciał mu uniemożliwić grę w najbliższym meczu i obniżyć szanse jego drużyny na zwycięstwo.

Z kraju uciekł w 2010 roku, ścigany za zaatakowanie policjanta. Wylądował w Londynie, w pobliżu legendarnego stadionu Wembley wynajął kawalerkę, za którą zapłacił za sześć miesięcy z góry. Przedstawił się jako Rajamohan Chelliach, choć częściej posługiwał się pseudonimem Kelong King. Stamtąd tkał siatkę współpracowników, która operowała na kilku kontynentach. Z pokoju hotelowego w Helsinkach dzwonił do dyrektorów federacji piłkarskich z pięciu państw, pracowników firm bukmacherskich i gangsterów. W telefonie komórkowym miał kontakty do byłych i obecnych zawodników reprezentacji narodowych, sędziów oraz 57 anonimowych właścicieli brytyjskich aparatów prepaidowych, wykupił też usługę umożliwiającą wykonywanie połączeń z numerami ukrytymi w zdalnej skrzynce, których nie widać na billingach.

Gdzieniegdzie obejmował nad drużynami władzę wręcz totalną. Raport futbolowych władz Zimbabwe zarzuca mu, że korumpował tamtejszych działaczy, trenerów, dziennikarzy oraz piłkarzy. Ci ostatni przyznali tylko, że przyjęli po 500-1500 dol. za poddanie sparingów z Tajlandią (0:3) i Syrią (0:6), ale komisja dyscyplinarna twierdzi, że w latach 2007-2009 ustawili aż 15 meczów międzypaństwowych.

Podtruwał kolegów, bo obiecał gangsterom, że przegrają

Zanim Singapurczyk został skazany w lipcu przez fiński sąd, w czerwcu łapówkarski skandal wstrząsnął Włochami.

Kilka miesięcy wcześniej piłkarze trzecioligowego Cremonese, którzy rozgrywali mecz z Paganese, źle się poczuli. Kiedy jeden z nich wpadł z samochodem do rowu, klub zarządził badania. W ich moczu wykrył środek uspokajający. Jak się później okazało, do wody, którą popijali w trakcie meczu, ktoś dosypał używanego przy zaburzeniach snu lormetazepamu. Chciał wpłynąć na przebieg gry. - To paranoja, historia jak z Kafki. Nie umiem ocenić, jak było to groźne dla graczy, bo nie wiem, ile substancji przyjęli, ale jestem zszokowany - komentował Enrico Castellacci, lekarz reprezentacji Włoch.

Nie przypuszczał jeszcze, że piłkarzy podtruwał kolega z drużyny, bramkarz Marco Paoloni, który obiecał gangsterom, że mecz przegrają. Nikt nie wiedział też wówczas, że i tą operacją zawiadował nasz znajomy Perumal.

Włoskie śledztwo rozlało się na kilkanaście miast, prokuratura ustaliła, że wyniki ustawia duża grupa byłych i wciąż aktywnych piłkarzy, działaczy oraz pracowników firm bukmacherskich. W czerwcu aresztowała 16, a w grudniu osiem osób, rozesłała też międzynarodowe listy gończe za ośmioma gangsterami z Singapuru oraz Bałkanów. Tym razem ofiary miały już często sławne nazwiska. Najpierw o litość prosił (także przed kamerami) Giuseppe Signori, wicemistrz świata z 1994 r. i trzykrotny król strzelców włoskiej ligi, potem przed karabinierami bezskutecznie uciekał Cristiano Doni, uczestnik mundialu w 2002 r.

Policja obwołała zatrzymanych zorganizowaną grupą przestępczą i stosowała wobec nich metody typowe dla walki z mafią. Obserwowała dniami i nocami, podsłuchiwała, kajdanki zakładała o brzasku, osadziła w areszcie nawet bez prawa do kontaktu z adwokatem. Aż zmiękli i zaczęli sypać. Często szlochając, błagając śledczych, by pozwolili im spędzić święta z rodzinami.

Dentysta i kioskarz też korumpują

Dopiero wtedy operacja „Last Bet” („Ostatni zakład”) aferę międzynarodową przeobraziła w globalną. Perumal ujawnił, że jest gangsterskim kierownikiem średniego szczebla, a szajką zarządza z Singapuru jego rodak Dan Tan Seet Eng (znany dotąd europejskiej policji jako Eng Eng, Dan lub Ah Blur). Że agenci bossa manipulowali wynikami nie tylko w Skandynawii i Italii, ale także w Chorwacji, Macedonii, Niemczech, Słowenii, Turcji oraz na Węgrzech. Że w Finlandii kupili nawet klub, by wyniki jego gier objąć pełną kontrolą. Że próbowali też przejąć prowincjonalną drużynę włoską (na razie nie wiadomo, czy im się udało). Podał nawet włoski cennik - w najwyższej lidze ustawienie meczu kosztuje 400 tys., w drugiej lidze - do 200 tys., w trzeciej - 50 tys. euro.

O swoich wyczynach w Bahrajnie czy Zimbabwe opowiadał Perumal już w listach do singapurskiego dziennika „The New Paper”, bo w więzieniu postanowił zostać medialną gwiazdą. Czuje, że przed nim jeszcze całe życie - fińskie prawo karze za korupcję w sporcie łagodnie, a ponieważ skazani po raz pierwszy mogą ubiegać się o zwolnienie warunkowe po odbyciu połowy wyroku, na wolność wyjdzie prawdopodobnie wiosną.

Zeznaje z zapałem, mechanizmy działania mafii zna doskonale. Na samym spodzie są siatki lokalnych najemników, którzy w przeddzień meczu zamieszkują w hotelu z drużyną gości, by podejść do piłkarzy, zaproponować finansową pomoc lub opłacenie podróżnych wydatków (wszystko w gotówce), namówić na oszustwo. Niekoniecznie należą do środowiska, włoska policja zamknęła m.in. dentystę, doradcę podatkowego i kioskarza. Najłatwiej korumpować w niższych ligach - przeciętnemu kopaczowi, który zarabia byle jak, a marzy o luksusowym, pełnym pięknych kobiet życiu prowadzonym przez futbolowych celebrytów. Zresztą nawet jeśli nie marzy, trudno mu się oprzeć ofercie wielokrotnie przekraczającej jego pensję, zwłaszcza że oczekuje się od niego, iż podda mecz pozbawiony wielkiej, mistrzowskiej stawki, oglądany przez garstkę widzów. W swoim sumieniu popełnia niewielkie wykroczenie dla lepszej przyszłości rodziny.

Takie są początki. Gdy już wejdzie w półświatek, wycofać się trudno. Gangsterzy zastraszają, szantażują, biją. Również znane postaci, bo gwiazdorzy boisk stają się podatni na wpływy, jeśli sami uzależnią się - co nierzadkie - od hazardu. A czasem zwyczajnie ulegają z chciwości, głupoty, poczucia bezkarności. Wspomniany Cristiano Doni zarobił przez całą karierę kilkanaście mln euro, ale z procederu nie wycofał się nawet wtedy, gdy zaczął być wzywany na przesłuchania, został zdyskwalifikowany przez władze sportowe, wiedział, że znalazł się w kręgu podejrzanych.

Ile goli padnie między 70. a 75. minutą

Międzykontynentalne imperium tak się rozrosło, że planuje długofalowo - na turnieje juniorskie przyjeżdżają nie tylko łowcy talentów, ale i łowcy młodych głów, w których w przyszłości mają się rodzić pomysły na ustawianie meczów. Przestępcy zapoznają się z rodzicami, obiecują, że zadbają o rozwój dziecka, swoją wiarygodność wzmacniają towarzystwem byłego piłkarza ze znanym nazwiskiem, który potem stanie się dla upolowanego mentorem.

A kiedy bandyci ustalą już, jak ma przebiegać mecz, obstawiają mnóstwo niedużych zakładów - po 1-3 tys. dol. Oczywiście przez pośredników. Firmy brokerskie inwestują pieniądze zarówno u bukmacherów legalnych, jak i nielegalnych. I wcale nie prognozują wyników meczów.

- To przypomina handel akcjami przy dostępie do niejawnych informacji o spółce - tłumaczy Chris Eaton, dyrektor bezpieczeństwa FIFA, wcześniej przez 12 lat oficer Interpolu. - W Finlandii oszuści zazwyczaj typowali, ile goli padnie między 70. a 75. minutą. Oczywiście padało ich mnóstwo. Popularne było też obstawianie rzutów karnych podyktowanych w końcówce meczu, jeśli udało się przekupić sędziego. Wcześniej zaprzyjaźnieni bukmacherzy sztucznie zawyżali kursy na zamówione zakłady, by zwiększyć zyski. Dlatego wraz z policją staramy się monitorować zachowania klientów firm hazardowych i interweniować, kiedy uznamy je za nietypowe. Odkrycie, że mecz został ustawiony, ma niewielką wartość. Chcemy temu zapobiegać, nie dopuścić, by na przekręcie ktoś zarobił.

- W sprawie Perumala też nie cieszy mnie przede wszystkim wyrok - dodaje dyrektor FIFA. - Najcenniejsze, że zdołaliśmy nadać procederowi kontekst międzynarodowy, zrozumieć, dlaczego jest trudny do wykrycia, i zaalarmować wielu ludzi, którzy inaczej nie zrozumieliby, że ustawianiem meczów zajmują się prawdziwe kryminalne syndykaty. Okradają nie tylko kibiców, ale także zwykłych klientów agencji bukmacherskich, którzy bawią się w internecie w przewidywanie wyników, wierząc w czystość rywalizacji.

Na zwalczanie futbolowych mafii FIFA zobowiązała się niedawno przekazać Interpolowi 20 mln euro w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Eaton planuje zainstalowanie w Azji, Ameryce Płd. i Afryce współpracowników próbujących objąć zjawisko w skali kontynentów. Wszyscy będą odbierali telefon zaufania, pod którym każdy będzie mógł zgłosić podejrzenie, że gdzieś toczą się nieuczciwe rozgrywki. To wciąż lekarstwo podawane w ilościach homeopatycznych, skoro „Foreign Policy” szacuje roczne obroty całego - legalnego i nielegalnego - azjatyckiego przemysłu hazardowego na 450 mld dol.

Domniemanego zwierzchnika Perumala - zidentyfikowanego przezeń na zdjęciu szefa singapurskiego gangu Dan Tan Seet Enga - od miesięcy nie umie dopaść ani policja, ani FIFA. Wiadomo, że to globtroter, który latał po Europie wyłącznie z bagażem podręcznym - zawierającym prawdopodobnie gotówkę - i w każdym mieście zatrzymywał się zazwyczaj na kilka godzin. Wiadomo, ile płacił za pobyt w mediolańskich hotelach Sheraton i Crowne Plaza, z kim się tam spotykał, na jakie mecze usiłował wpłynąć. Nie wiadomo, gdzie przebywa. Singapurskie media spekulują, że w Chinach - stamtąd pochodzi jego żona.

Śledztwo w 50 krajach

Od kilkunastu miesięcy futbolowe afery korupcyjne wybuchają tydzień w tydzień. Ich wątki plączą się, rozbiegają po kontynentach, co rusz wypuszczają nowe odnogi. Z niemal każdego wykrytego incydentu wyrasta następny.

Kiedy wyszło na jaw sfingowanie sparingu Bahrajn - Togo, FIFA przyjrzała się prowadzonemu przez tego samego sędziego meczowi w nigeryjskiej Abudży. Gospodarze wygrali z Argentyną 4:1, ale przy stanie 4:0 arbiter zachowywał się, jakby za wszelką cenę nie chciał skończyć gry. Wreszcie w ósmej (!) minucie doliczonego czasu podarował gościom rzut karny - za rzekome uderzenie piłki ręką, choć na telewizyjnych powtórkach widać, iż ta dotknęła goleni Nigeryjczyka. A chwilę wcześniej azjatyckie rynki bukmacherskie zostały zasypane typami na bramkę zdobytą przez Argentyńczyków... Nawiasem mówiąc, tych samych Argentyńczyków - w większości reprezentantów swojego kraju mocno rezerwowych - którzy po kilku dniach przylecieli do Warszawy, by na stadionie Legii przegrać sparing z Polską.

Towarzyskie mecze międzypaństwowe stały się wśród oszustów bardzo modne - ich ranga mocno spadła, wynik mało kogo interesuje, nawet rażące błędy arbitrów nie wywołują rabanu. Kiedy rozgrywa się je na neutralnym boisku, na trybuny niemal nie przychodzą kibice. Wtedy bez żadnego ryzyka można zorganizować widowiska według zaplanowanego scenariusza - jak rozegrane w tureckiej Antalyi pojedynki Łotwy z Boliwią (2:1) oraz Bułgarią z Estonią (2:2), w którym wszystkie gole padły z rzutów karnych. Działacze FIFA są przekonani o przestępstwie (typerzy obłowili się na przewidzeniu liczby zdobytych bramek), ale dowodów nie zdobyli.

Gdybyśmy nawet chcieli pominąć pomniejsze skandaliki i podążać wyłącznie śladem skandali gigantycznych, musielibyśmy podróżować po mapie całej planety. Tylko w minionym roku Turcy wykryli masowe ustawianie meczów swoich najpotężniejszych klubów, przez co Fenerbahce Stambuł zostało wykluczone z międzynarodowych rozgrywek, a jego właściciel Aziz Yildirim, jeden z najbogatszych w kraju biznesmenów, siedzi w areszcie i czeka na proces, w którym prokurator zażąda zamknięcia go na 132 lata. Grecy oskarżyli o nielegalny hazard, oszustwa, wymuszenia i pranie brudnych pieniędzy 68 piłkarzy, sędziów i działaczy, ale zawierucha może zmieść nawet 800 osób. Niemcy skazali siedmiu członków kierowanego przez Chorwatów gangu, który miał zmanipulować setki wyników w ligach różnych państw, w tym spotkań Ligi Mistrzów. Włosi osądzili lub osądzą tylu ludzi, że kiedy trafili na piłkarza, który odmówił przyjęcia 200 tys. euro łapówki (podwoiłaby jego roczne pobory), został on wynagrodzony powołaniem do reprezentacji kraju - w meczu nie wystąpi, bo jest zbyt miernym graczem, lecz będzie ćwiczył z kadrowiczami na zgrupowaniu. - To podziękowanie. Pokazał odwagę i nadzwyczajną wewnętrzną siłę. Takie gesty w niższych ligach nie zdarzają się często - tłumaczył wzruszony selekcjoner Cesare Prandelli.

Afery wybuchały też w zeszłym roku na Węgrzech, w Izraelu, Salwadorze, Korei Płd., Chinach, Malezji. Dochodzenia w sprawie ustawionych meczów oraz podejrzanej aktywności bukmacherów lub ich klientów FIFA prowadzi obecnie w 50 krajach.

Szwindel powszechnie akceptowany

Rekordy ustanawiają Azjaci. Po masowych aresztowaniach i dożywotnich banicjach rząd Korei Południowej grozi zamknięciem ligi, a działacze wprowadzają wykrywacze kłamstw (używane już w Singapurze) oraz podwajają graczom pensje, by zniechęcić ich do przyjmowania łapówek. To u nich mundial zakończył się jednym z największych skandali w historii - w 2002 roku gospodarze przy wydatnej pomocy sędziów sensacyjnie przetrwali do półfinału. W ćwierćfinale ekwadorski sędzia Byron Moreno podyktował dla nich rzut karny, wyrzucił z boiska rywala, anulował gola dla Włochów. Rok później został zdyskwalifikowany we własnym kraju, dziś siedzi w więzieniu w Nowym Jorku za przemyt heroiny. On, wyselekcjonowany do najbardziej prestiżowej imprezy jako fachowiec o wybitnych kompetencjach zawodowych i etycznych.

Koreańscy oficjele wściekle z korupcją walczą, w Chinach niemal się jej nie ukrywa, w skrajnych przypadkach członkowie środowiska piłkarskiego się z nią afiszują. Jeśli najludniejszy kraj świata, który znokautował resztę globu w klasyfikacji medalowej na ostatnich igrzyskach, nie potrafi sklecić choćby przyzwoitej reprezentacji futbolowej, to właśnie wskutek krańcowej degeneracji tamtejszej kultury sportowej, która uczyniła szwindel zjawiskiem na swoich stadionach nie patologicznie marginalnym, lecz powszechnie akceptowanym - zupełnie jak przez wiele lat w Polsce.

Listopadowy „The Economist” opisuje szokujący mecz drugoligowego Qingdao Hailifeng, którego obrońca podejrzanie mocno kopnął piłkę w kierunku własnej bramki, a bramkarz ledwie ją złapał, ratując drużynę przed stratą gola. Gospodarze prowadzili 3:0 i czuli się całkowicie bezpiecznie, ale po dziwacznym incydencie ich drugi trener wpadł w furię. I wrzasnął do swojego bramkarza, by uciekał z pola karnego. Ten posłuchał, a wtedy kolejny gracz Qingdao spróbował oddać strzał samobójczy. Też spudłował, choć wiedział, iż właściciel klubu obstawił u bukmacherów, że padną cztery gole. Wspomniany asystent trenera lamentował potem w państwowej telewizji: „Szef ostro mnie skarcił, krzycząc, że jak zwykle wszystko spartaczyłem i nie umiem nawet porządnie ustawić meczu”.

Chińska liga cierpi na inny znany nam z czasów PRL syndrom - stanowi część komunistycznego systemu, więc kluby mają wśród dygnitarzy patronów. Nie wspierać swojej drużyny wręcz nie wypada. Co dla światowego futbolu nie miałoby znaczenia, gdyby nie wszechobecny tam obyczaj korupcyjny nie mieszał się z obsesyjnym zamiłowaniem do hazardu. Azjaci obstawiają nawet wyniki europejskich meczów dziecięcych, pochodzący z Holandii publicysta „Financial Times” donosi, że w języku niderlandzkim powstało już nowe słowo - „belchinezen” - opisujące zachowanie Chińczyków, którzy z zestawem słuchawki - mikrofon przychodzą na najnudniejsze mecze niższych holenderskich lig, by relacjonować rodakom w Pekinie, kiedy pada strzał, wykonuje się rzut rożny, sędzia odgwizduje spalonego.

Odsetek fałszowanych meczów w Europie dynamicznie rośnie. Ci sami ludzie, którzy szmuglują sterydy i zachęcają wyczynowców, by się szprycowali, wchodzą w nielegalny hazard. To idealny sposób na pranie brudnych pieniędzy, a manipulowanie wynikami daje gangsterom dodatkowe zyski i dodatkową satysfakcję z udanego przekrętu. Na zeszłorocznym unijnym seminarium w Budapeszcie na każdym kroku słyszałem, że inspirowane przez bukmacherkę łapówkarstwo stało się największym zagrożeniem dla piłki nożnej. David Howman, dyrektor Światowej Agencji Antydopingowej, jeszcze rozszerza problem, twierdząc, iż kryminalne podziemie kontroluje już znaczącą część całego współczesnego sportu.

A Hugh Robertson, brytyjski minister odpowiedzialny za tegoroczne igrzyska w Londynie, ostrzega, że największym zagrożeniem dla nich jest dziś już nie doping, lecz manipulowanie wynikami. W 2008 roku w Pekinie oferty korupcyjne dostali olimpijczycy - zawodnicy oraz sędziowie - reprezentujący tenis, futbol i piłkę ręczną. Teraz dalekowschodnie syndykaty zamierzają zainwestować w imprezę miliardy dolarów.

środa, 11 stycznia 2012, rafal.stec
Komentarze
2012/01/11 14:05:52
@rafal.stec
Panie Rafale, sprawa i u nas w Europie nie jest obca. Dzięki niemieckim śledczym z Bochum, UEFA dowiedziała się o bezwzględnie największym skandalu korupcyjnym w Europie. Od stycznia do grudnia 2009 roku ustawiono na Starym Kontynencie ponad 200 meczów, do aresztu trafiło kilkanaście osób. Skonfiskowano też 15 milionów euro w różnych punktach przyjmowania zakładów. Większość meczów została ustawiona w niższych ligach w Chorwacji, Słowenii, Turcji, na Węgrzech, Bośni i Hercegowinie, Austrii czy Belgii. Centrum zawierania lewych zakładach znajdowało się w Berlinie, w Cafe King (ten sam punkt, w którym pięć lat wcześniej działał niemiecki sędzia R. Hoyzer).
Bukmacherka jest największą zakałą współczesnego sportu. Wie o tym również UEFA. W śledztwo dochodzenia wewnętrznego w kwestii ustawienia 15 wyników meczów Ligi Mistrzów edycji 2007/08, Pucharu UEFA oraz kwalifikacji EURO 2008 osobiście zaangażowany jest Michael Platini. Prezydent spotkał się z przedstawicielami Europolu. Chciał się dowiedzieć, czy możliwe jest wprowadzenie policyjnego systemu wczesnego ostrzegania, który wyłapie podejrzanie wyglądające zakłady bukmacherskie na mecze odbywające się w Europie. Znamienna jest jego wypowiedź: "wiemy, że w Hong Kongu, Singapurze czy Malezji przyjmowane są zakłady po 10 dolarów, iż wybrany mecz w Europie zakończy się wynikiem 4:4. Kiedy takie spotkanie zbliża się do końca i na tablicy jest 2:2 to zdarza się, że arbiter dyktuje cztery rzuty karne. Znamy to, gdyż wdrożyliśmy system monitorowania. Jeśli chodzi o 15 meczów, to mamy pewność, że były ustawione. Boimy się o przyszłość naszej dyscypliny".
Bukmacherom mówimy stanowcze "NIE"!
-
2012/01/11 14:35:47
www.tylkopilka.pl/articles/w-serbii-handluja-na-potege
W Serbii handlują na potęgę

Środa, 11 maja 2011. Był ładny wieczór w Belgradzie. Wydawało się, że nic nie jest w stanie go zakłócić. Jednak stało się. Finał Pucharu Serbii został przerwany w 82. minucie. Piłkarze Vojvodiny Nowy Sad oburzeni faktem nieuznania gola na 2-2 zeszli z boiska. Może by do tego nie doszło, gdyby arbiter nie podyktował kilka minut wcześniej problematycznego rzutu karnego. Tak dziwnego, że chyba nikt nie miał wątpliwości, iż był to karny z kapelusza.

Kilka dni wcześniej...
Boban Dmitrović ma 39 lat i niewiele do stracenia. Przynajmniej piłkarsko. Zimą został zmuszony do opuszczenia swojego klubu FK Borac Cacak. Nie, nie był za słaby. W końcu w ostatnich latach kilkukrotnie trafiał do jedenastki rozgrywek. Ba, był nawet uznawany za jedną z ikon miasta. Czemu musiał odejść?

Opowiedział o tym kilka dni temu gazecie Blic. Zatem pokrótce jego wypowiedź można ograniczyć do kilku zdarzeń: mecz FK Cukaricki - FK Borac 1-0 z 16 maja 2010 - ustawiony, dzięki temu gospodarze utrzymali się w lidze, Partizan Belgrad - FK Borac 2-0 z 2 kwietna 2011 - ustawiony... Można by wymieniać dalej, ale po co?

Po trafieniu na pierwszą stronę gazety do Dmitrovicia zgłosiło się FIFPro. Niestety potwierdził on swoje słowa: - Było kilka innych meczów, w których zawodnicy mieli przegrać. Za porozumieniem z Serbskim Stowarzyszeniem Piłkarzy (Nezavisnost) i naszymi prawnikami, zdecydowałem nie mówić o wszystkich szczegółach. Wciąż mam nadzieję na wszczęcie śledztwa. We wszystkich przypadkach kluby dogadywały się co do wyniku meczu. Tuż przed spotkaniem decyzja była przekazywana zawodnikom. Musieli współpracować, ponieważ ich kariery były zagrożone - przyznaje były reprezentant Serbii i Czarnogóry.

Polskie sprzedawanie to pikuś
Serb opowiadając o wydarzeniach z ostatnich lat przyznaje, że zaangażowani w ustawianie meczów byli tak sędziowie, jak i bukmacherzy. Jedni i drudzy z całą pewnością mieli korzyści i to nie małe. Jakie są dowody? Biegają po murawach. I boją się.

- Trudno było grać w takich okolicznościach, ale jako najstarszy zawodnik drużyny wychodziłem na boisko, aby chronić młodych. Mimo nakazów nie pozwalaliśmy nikomu wygrać, więc sędziowie kończyli robotę poprzez gwizdanie nieprawidłowych rzutów karnych i wolnych - mówi o realiach futbolu w Serbii.

Czemu ten człowiek nie poszedł na policję? Kluby w Serbii są często sterowane przez ludzi z władzą. Dużą władzą. Dzieje się tak nie od dziś i nie od wczoraj.

Dmitrović zasiada w zarządzie Stowarzyszenia Piłkarzy i wie, że przyszedł czas na uzdrawianie futbolu w kraju. Nezavisnost ma coraz większe poparcie w FIFPro, którego jest obecnie członkiem-obserwatorem. Dodajmy, że prezesem jest Mirko Poledica, którego można kojarzyć z polskich boisk.

Federacja zamieszana?
Czemu jest tam gorzej niż w Polsce? Bo tamtejsza federacja nie zamierza nawet ruszyć palcem. Jak przyznaje piłkarz żaden organ nie będzie prowadził dochodzenia przeciwko sobie. Zatem nasuwa się pytanie, co dalej?

Drogi mogą być chyba tylko dwie. Albo rząd się zajmie tą kwestią albo zostanie zorganizowany strajk generalny przez Stowarzyszenie, a z pomocą przyjdzie FIFPro, FIFA i UEFA. Zapewne zawieszając przy okazji Federację.

A co na to wszystko wspomniany Poledica? Doskonale zna problem. Co gorsze, sprawę potwierdza między innymi Savo Miloszević - jeden z najlepszych piłkarzy w historii serbskiego futbolu. - Savo powiedział, że serbska piłka jest pełna zbrodni - uwydatnia kwestię były gracz m.in. Lecha Poznań.

Mrzonka? W ciągu ostatnich dziesięciu lat w Serbii zostało zabitych dziesięciu prezydentów klubów. Mało? Uśmiercony został również sekretarz generalny federacji. I oczywiście żadne z tych morderstw nie zostało wyjaśnione.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Prawdziwego futbolu już nie ma. Jest handel żywym towarem, handel koszulkami, handel meczami.
-
2012/01/11 14:54:56
swietnie napisane Rafał ,bez tego nawału ozdobników jest dużo lepiej !
-
2012/01/11 14:57:53
Czytając to wszystko jedno co mi przychodzi do glowy (mimo, ze nierealne) to zdelegalizowac na calym swiecie zaklady pilkarskie. Wiem, ze hazard w znacznym stopniu sponsoruje sport, ale innego sposobu na walke z ta plaga nie widze.
-
2012/01/11 15:08:32
zapraszam na bloga z moimi rysunkami
rysowanie.blox.pl/html
-
2012/01/11 15:36:55
Jak widać Fryzjer okazuje się na tle wyczynów światowych małą płotką
-
2012/01/11 15:36:59
I my mamy wierzyć, że te wszystkie pomyłki w Gran Derbi i LM to pewnie przypadek.
-
2012/01/11 15:44:48
Ciekawy jaki byłby kurs na taki mecz:
Półfinał, goście grają w 10 i przegrywają... Bramka wyrównująca i dająca awans pada w doliczonym czasie gry na np. 1:1. Gdyby jeszcze gospodarzem był faworyt np. ubiegłoroczny finalista...
Ciekawe czy kurs byłby wystarczająco wysoki by opłacić sędziego, który by nie zobaczył paru ewidentnych karnych.
Dobrze, że chociaż Liga Mistrzów jest czysta!
-
2012/01/11 16:02:10
I jak tu w ogóle wierzyć w europejskie sukcesy Mouruhno z włoskim Interem;)

PS Ja osobiście zdelegalizowałbym zakłady piłkarskie i tyle. Tyle, że to trzeba by zrobić globalnie.
-
2012/01/11 16:09:01
"Dobrze, że chociaż Liga Mistrzów jest czysta!"

czyżby?
-
2012/01/11 16:18:18
polski nie rusza, nasza swojska mafia nie lubi konkurencji =]
-
2012/01/11 16:46:10
@dedoverde
te wszystkie pomyłki w Gran Derbi i LM to pewnie przypadek.

A na co Twoim zdaniem mogli postawić ci gangsterzy w ostatnich classicos? Na czerwoną kartkę dla zawodnika Realu? W takim wypadku musieli sporo tych zakładów porobić, bo kurs nie był chyba przesadnie wysoki ;-)
-
2012/01/11 16:48:43
@ Delegalizacja jest bez sensu - zejdzie do podziemia. I tyle.
Cała ta afera wpisuje się w znacznie szerszy kontekst - komercjalizacji wręcz kapitalizacji sportu. Przypomnę pewien symptomatyczny przypadek - w 1992 roku na olimpiadzie w Barcelonie miała zagrać reprezentacja USA w koszykówce nie taka jaką zwykle wystawiały USA czyli oparta na gwiazdach niższych lig i uniwersyteckich ale prawdziwy Dream Team oparty na pokoleniu być może najlepszych koszykarzy w historii : Magic, MJ, Larry Bird, Isiah Thomas, P. Ewing itd. Było jednak małe ale : bohaterowie mojej młodości wystąpili bo MKOL zapewnił ich ,że nie zostaną poddani kontroli antydopingowej.
Inny przykład: zakup przez galaktyczny Real D. Beckhama. Po co? Skoro trener del Bosque miał do dyspozycji wspaniałą linię pomocy opartą na geniuszu Zidana i Figo i jak przyznał ,że znajdzie ,,miejsce dla Beckhama". Odpowiedź przyszła po pół roku gdy Real zaraportował spłacenie monstrualnych kosztow transferu sprzedażą koszulek.
Aspekt sportowy kompletnie zaniknął na rzecz komercyjnego.
Kiedyś mecz piłkarski to był mecz ,,naszej" drużyny z ,,ich". Częścią widowiska były też trybuny a teraz? Właściciele klubów generalnie mają lokalnych kibiców w doopie- to nie jest sport to sprzedaż gadżetów. W końcu MU to siódma globalna marka a nie klub sportowy.
Futbol stał się szambem w którym kłębią się tacy przekręciarze jak wyżej opisani, agenci,działacze i na samym końcu grajkowie.
-
2012/01/11 17:06:02
@Cała ta afera wpisuje się w znacznie szerszy kontekst

Ta afera wpisuje się przede wszystkim w proces globalizacji zakładów bukmacherskich. Łączenie tej afery z wymienionymi przez Ciebie przykładami (z czego zresztą ten drugi to Twoje opinie, a nie fakty) delikatnie mówiąc nie trzyma się kupy.

Sport globalizuje i komercjalizuje się od 20 lat, ale międzynarodowe afery związane z zakładami bukmacherskimi rozpoczęły się w raz z upowszechnieniem się międzynarodowych zakładów bukmacherskich. Mafia nie działa dlatego, że sport i stacje telewizyjne zarabiają i generują gigantyczne pieniądze (czego efektem są opisane przez Ciebie przypadki), tylko dlatego, że mieszkając w Bahrainie i nie wychodząc z domu można obstawiać mecze piątej ligi holenderskiej.
-
2012/01/11 17:29:02
Jeśli jeszcze nie widzieliście, to zobaczcie, jak bramkarz Napoli reaguje na gola strzelonego przez Napoli:
video.repubblica.it/sport/il-napoli-segna-ma-de-sanctis-si-arrabbia/85272?video
-
2012/01/11 17:29:17
www.balkan-football.com/wywiady/14-chorwacja/1074-wywiad-zvonimir-boban-o-stanie-chorwackiej-pilki.html
Zvonimir Boban: Wstydzę się takiej piłki nożnej

Zvonimir Boban uważany jest przez wielu za najlepszego kandydata na nowego prezesa Chorwackiego Związku Piłki Nożnej. Jednak legendarny kapitan "Vatrenich" uważa, że nadszedł czas na zdecydowaną interwencję chorwackiego rządu...

"Poza awansami do dużych turniejów, od lat w naszej piłce paradoksalnie brakuje prawdziwej piłki... Układy, pieniądze, prowizje, deal'e, zawodnicy, którzy nie mają co do garnka włożyć, a nocują w szatni, puste i stare stadiony, a wreszcie zorganizowana przestępczość, przemoc i korupcja. To jest nasza rzeczywistość i nasz wstyd. Podobnie jak wszyscy ludzie, którzy kochają tę piekną grę, wstydzę się takiej piłki nożnej ", powiedział Zvonimir Boban w wywiadzie dla Sportskich novosti.

Większość odpowiedzialnych za tę sytuację, mówi Boban, to prezes HNS'u Vlatko Markovic i sekretarz Zorislav Srebric (skąd my to znamy?... - red.).

"Cały system opiera się na błędnych fundamentach - prawo nie jest respektowane, politycy wykorzystują futbol do własnych interesów, zamiast pomagać w jego rozwoju, nie myśli się o strategii szkolenia młodzieży, krótko mówiąc, tak jak i wielu innych kręgach całego chrowackiego społeczeństwa, jedna ręka leży na sercu, a druga w kieszeni. Oczywiście, z błogosławieństwem HNS'u. Z całym szacunkiem dla Markovica i Srebrića, ale to właśnie oni są najbardziej odpowiedzialni za ten cały cyrk, za ten niedopuszczalny i niewybaczalny stan chorwackiego futbolu. I dlatego powinni sami odejść z honorem, a nie kurczowo trzymać się stołków" - stwierdził ostro Boban.

Jednakże, Zvonimir Boban nie zamierza kandydować na prezesa, ponieważ uważa, że w tym momencie zaregować powinien chorwacki rząd, dopóki sytuacja nie zostanie w pełni wyjaśniona.

"Nie mam zamiaru kandydować. Oczywiście miło mi że wiele osób widziałoby mnie na tym stanowisku, ale błędem jest oczekiwać, że jedna osoba, nawet o cudotwórczej mocy, będzie w stanie coś z tym bagnem zrobić. Kandydat jest tylko jeden, rząd chorwacki, który poprzez swojego komisarza może zaprowadzić porządek. Komitet Wykonawczy i Zarząd HNS'u i są bezpośrednio odpowiedzialni za ten stan i to są organy, które powinny zostać oczyszczone, bo w tym momencie Ci ludzie nie są godni zaufania. Ktoś nad nimi powinien w końcu stanąć" - zakończył Boban.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Futbol chorwacki dzisiaj:
Dinamo Zagrzeb - Lyon 1:7
www.youtube.com/watch?v=9N1jFhc5Gm8
www.youtube.com/watch?v=W4RDxjR0wNk&feature=related
www.ajax-amsterdam.pl/aktualnoci/58-pozostae-/1508-nie-gasn-echa-wczorajszego-skandalu-video-a-foto
Futbol chorwacki kiedyś:
Hajduk - Bordeaux 4:1
www.youtube.com/watch?v=A_XBpXGe1bo
Hajduk - Tottenham 2:1
www.youtube.com/watch?v=SPq7ji-B58s&feature=related
Hajduk - Torino 3:1
www.youtube.com/watch?v=r3XGs0cZTbA&feature=related
Hajduk - Metz 5:1
www.youtube.com/watch?v=bJNPd2Gn6NI&feature=related
Hajduk - Stuttgart 3:1
www.youtube.com/watch?v=XsSs29GkYtM&feature=related
-
2012/01/11 18:27:47
Świetny tekst. Kurde, aż mi się odechciewa oglądać sport.

Swoją drogą, wspaniały scenariusz na film.
-
2012/01/11 18:28:48
Ciekawe z tymi wykrywaczami kłamstw. Ostatnio o tym pisałem (chyba nawet tutaj) na zasadzie takiej trochę futurologii. Nie wiedziałem, że są rozgrywki, gdzie to już się faktycznie stosuje.
-
2012/01/11 18:47:03
www.rp.pl/artykul/60511,615665-Korupcja-zabija-futbol.html?p=1
www.rp.pl/artykul/60511,615665-Korupcja-zabija-futbol.html?p=2
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zeznania Antego Sapiny z ubiegłego tygodnia rysują ponury obraz. Sapina opowiada, jak korumpował sędziów i piłkarzy. Arbitra Novo Panicia spotkał na hotelowym parkingu w Sarajewie. Zapytał go, czy w spotkaniu eliminacji mundialu w RPA pomiędzy Liechtensteinem a Finlandią w drugiej połowie mogłyby paść dwa gole. 40 tysięcy euro sędzia odebrał kilka tygodni później w Vaduz. Mecz zakończył się wynikiem 1:1, oba gole padły po przerwie.

Wśród podejrzanych są nawet klubowe sparingi na przykład Legii Warszawa z Bayerem Leverkusen sprzed kilku laty. Rene Schnitzler, który grał wtedy w Bayerze, przyznał, że zwycięstwo drużyny z Warszawy 2:1 obstawili u bukmacherów niektórzy piłkarze Bayeru. Schnitzler był uzależniony od hazardu.

Sapina zeznał, że w 2009 roku w Kijowie przekupił za 40 tysięcy euro arbitra, który miał prowadzić mecz Ligi Europejskiej pomiędzy Basel a CSKA Moskwa. UEFA bada także przebieg meczu w Lidze Mistrzów pomiędzy Schalke 04 Gelsenkirchen a Hapoelem Tel Awiw. Mecz zakończył się wynikiem 3:1. Odgadło go podejrzanie wielu klientów jednej z firm bukmacherskich w Azji.

Tuż przed mundialem w 2006 roku Gianluigiemu Buffonowi udowodniono obstawianie wyników meczów w skorumpowanej Serie A. Bramkarz Juventusu odwiedzał bukmachera osobiście. Inni piłkarze, jak Marek Jankulovski czy Zeljko Kalac, informowali o spodziewanym wyniku rodzinę i znajomych. Najbezpieczniej było mieć jednak znajomych w wielu krajach.

UEFA i FIFA mają także bakterie korupcji we własnym organizmie. Ostatnio skargę złożyły federacji Estonii i Bułgarii, których towarzyski mecz w Antalyi zakończył się remisem 2:2, a wszystkie bramki zostały zdobyte z rzutów karnych. UEFA chce się przyjrzeć, w jaki sposób dobrano sędziów na to spotkanie. Węgierski arbiter Kristian Selmeczi kilka godzin wcześniej tego samego dnia prowadził spotkanie Łotwa Boliwia, wygrane przez Łotyszy 2:1. Wszystkie trzy bramki także padły z rzutów karnych.

Problemy będą mieli też bułgarscy sędziowie, którzy samowolnie, nie informując o niczym krajowej federacji, pod koniec ubiegłego roku polecieli sędziować mecze w Ameryce Południowej.

UEFA, badając sprawy korupcyjne, kilka razy już sama strzeliła sobie w stopę. Peter Limacher przewodniczący Komisji Dyscypliny oskarżył o udział w ustawionym meczu Bayern Monachium, który przegrał mecz z Zenitem Sankt Petersburg 0:4 w półfinale Pucharu UEFA. Władze Bayernu zbadały sprawę i podały do sądu Limachera oraz jego współpracownika, od którego otrzymał te informacje Robina Boksicia.
-
2012/01/11 18:47:32
@rafal.stec

mnie tam tlumaczenie de sanctisa przekonuje, nie chce wierzyc w to, ze bramkarz obecnej reprezentacji macza palce w takim szambie
-
2012/01/11 21:06:35
@De Sanctis:

mnie się przypomniała reakcja Wojtka Kowalczyka na gola Gola.

@deathcrew:

A w to, że Signori i Doni się nurzali, wierzyłeś?
-
2012/01/11 21:11:01
signori i doni od dawna w reprezentacji nie graja, a de sanctis ciagle jest brany pod uwage w kontekstach wystepow w squadra azzurra. myslisz, ze naprawde zachowalby sie jak ostatni glupek w swietle postepow calej sprawy?
-
2012/01/11 21:52:33
Cytat z tygodnika Piłka Nożna:
"Kolejny problem, z którym będą musieli uporać się przedstawiciele hiszpańskiej placówki dotyczy umowy z Urzędem Miasta Warszawa. Oficjalnie żaden z urzędników nie chce się wypowiadać na temat kulis sprowadzenia Hiszpanów do stolicy, ale podobno Barcelona przesłała już do warszawskiego ratusza fakturę opiewającą na 8 milionów złotych z tytułu wykorzystania znaku firmowego katalońskiego klubu. Według niepotwierdzonych informacji umowę z Barcą podpisał Wiesław Wilczyński, mimo że nie był osobą uprawnioną do złożenia podpisu pod tego typu kontraktem. Konsekwencją przekroczenia uprawnień przez dyrektora do spraw sportu można tłumaczyć jego nagłą dymisję. W każdym razie prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz nie zamierza płacić Barcelonie horrendalnej kwoty i wszystko wskazuje, że sprawa znajdzie epilog w sądzie."
-----------------------------------------------------------------------------------------------
No i wszystko powoli staje się jasne? Czy mieszkańcy Warszawy będą sponsorować FC Barcelonę? 8 milionów to niezła sumka? Po co Barcelona założyła szkółkę w Warszawie?
-
2012/01/11 23:29:36
www.cba.gov.pl/portal/pl/48/1446/Awaria_oswietlenia_na_stadionie_West_Ham_United.html
Awaria oświetlenia na stadionie West Ham United

3 listopada 1997 odbywała się kolejna runda spotkań Premiership, tym razem między dwoma londyńskimi drużynami - West Ham United i Crystal Palace.
Po 65 minutach przy remisie 2:2 na stadionie zgasło światło. Technikom udało się je zapalić na kilka sekund, po czym sędzia zmuszony był zakończyć mecz przed czasem. Kibice przekonani, że przyczyną egipskich ciemności była awaria oświetlania, zaczęli opuszczać stadion West Ham United.

Później miało się okazać, że winę ponosi nie technika, lecz łapówka wręczona personelowi stadionu. Za przekrętem stało trzech mężczyzn: Wai Yuen Liu, Eng Hwa Lim i Chee Kew Ong.

O łapówce dowiedziano się dopiero dwa lata po meczu, kiedy szajka chciała wyłączyć światło podczas meczu Charlton Athletic i Liverpoolu, w lutym 1999 roku. Zaoferowali oni bowiem ochroniarzowi Rogerowi Firth'owi łapówkę w wysokości 20 tysięcy funtów w zamian za dostęp na teren obiektu. Ten z kolei, przy próbie przekupstwa 5 tysiącami funtów innego członka personelu, wpadł w sidła policji, a w raz z nim trzech prowodyrów.

Aresztowani przyznali się do obstawiania wyników meczów w zakładach na Dalekim Wschodzie. Według tamtejszych zwyczajów, gdy mecz zostawał przerwany, bukmacherzy płacili za wynik, jaki utrzymał się do przerwy. Pechowy pojedynek, gdyby plan się powiódł, mógł przynieść im 30 milionów funtów zysku.

Zatrzymanie mężczyzn pozwoliło również wykryć, że wpłynęli oni, bez wzbudzania podejrzeń na jeszcze jeden mecz Premiership - między Selhurst Park a Arsenal w grudniu 1997 roku.

Plan przez nich wykorzystany różnił się od metod stosowanych powszechnie, tj. przekupywania zawodników i sędziów, miał też większe szanse powodzenia, ponieważ osoby zaangażowane w rozgrywki nie były niczego świadome.

Jak się okazało, jeden z podejrzanych Wai Yuen Liu był nałogowym hazardzistą i po ponad pół tysiącu wizytach w kasynie Golden Horseshoe w zachodnim Londynie stracił 120 tysięcy funtów, zadłużając się po uszy.

Wszyscy oskarżeni otrzymali kary od 18 miesięcy do 4 lat więzienia.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przypominam sobie, że oglądałem kiedyś w latach 90-tych (w Canal+) mecz ligi angielskiej w poniedziałkowy wieczór, który został przerwany w związku z awarią światła. No i po latach okazało się kto i po co przerwał mecz i transmisję.
-
2012/01/11 23:41:50
futbolnet.pl/wiadomosci/chorwacja-prostytutki-za-ustawianie-meczow
Chorwacja. Prostytutki za ustawianie meczów

Korupcja w piłce przybiera coraz to ohydniejsze oblicza. Jak się okazuje "walutą", którą opłacano (opłaca się?) sędziów w Chorwacji były nawet prostytutki.

Sprawę ujawnił dziennik "Jutarnji list. Jednym z głównych zaangażowanych w ustawianie meczów dla klubu z Karlovaca był jego były pracownik i chorwackiego związku (HNS), Neven Sprajcer. Zatrzymany już przez policję miał współpracować z Zeljko Siricem (także zatrzymanym, ale już przed kilkoma tygodniami), byłbym arbitrem międzynarodowym, wiceprezesem HNS i szefem komisji sędziowskiej.

Co ciekawe arbitrzy, którzy pomogli NK Karlovac awansować do chorwackiej ekstraklasy, oprócz łapówek korzystali z usług prostytutek z Rijeki lub Zagrzebia. Na koszt klubu oczywiście. Właściciel hotelu w Karlovacu, w którym miało dochodzić do spotkań potwierdził jedynie, że miał umowę z klubem w sprawie zakwaterowania sędziów i delegatów (w zamian reklamę jego obiektu umieszczono na stadionie).

Dziennikarze gazety przeprowadzili jednak prowokację, i prosząc o dyskrecję otrzymali informacje od pracowników hotelu, że istnieje możliwość spotkania z prostytutkami.
www.youtube.com/watch?v=j-3qNxBVlZs
----------------------------------------------------------------------------------------
Awaria na stadionie West Ham
www.youtube.com/watch?v=A-r7KNNpeWs
-
2012/01/12 01:33:08
@I jak tu w ogóle wierzyć w europejskie sukcesy Mouruhno z włoskim Interem;)

przeciez nikt kto potrafi dodac dwa i dwa nie uwierzy w czystosc tego sukcesu- barca tez nie jest swieta[sic!]
-
2012/01/12 10:17:07
www.igol.pl/article,43817.html
Carroll wróci do Newcastle?
Na Wyspach Brytyjskich pojawiły się sensacyjne informacje na temat ewentualnego powrotu do Newcastle United Andy'ego Carrolla. Mówi się nawet, że Liverpool byłby skłonny sprzedać go do Srok za odpowiednio wysoką kwotę.

Anglik, który dwanaście miesięcy temu odszedł z St James' Park, nie może wywalczyć sobie miejsca w podstawowym składzie The Reds, dlatego coraz częściej pojawiają się spekulacje na temat jego odejścia. Newcastle jest skłonne zapłacić Liverpoolowi 15 milionów euro. Klub z Anfield Road oczekuje oferty o 10 milionów wyższej.

Przypomnijmy, że Carroll przeszedł do Liverpoolu w zimowym oknie transferowym w 2011 roku za 35 milionów euro. Od tamtej pory był w stanie zdobyć zaledwie sześć bramek w 31 meczach we wszystkich rozgrywkach.

Reprezentant Anglii nie może liczyć na regularną grę w barwach liverpoolczyków. Najczęściej swoje umiejętności zaprezentować może w meczach pucharowych. Nie inaczej ma być dzisiaj wieczorem. Carroll ma znaleźć się w pierwszym składzie podczas rewanżowego meczu FA Cup z Manchesterem City.

Sześć meczów zawieszenia dla Luisa Suareza otworzyło jednak drogę dla Carrolla do zaskarbienia sobie zaufania trenera. Kenny Dalglish ciągle publicznie broni swojego podopiecznego, chociaż brytyjskie media węszą zgrzyty pomiędzy obydwoma panami.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cyrku futbolowego ciąg dalszy. Ciekawe czy agent Carrolla zainkasuje prowizję za kolejny transfer? Miejmy nadzieję, że nie dojdzie jednak do tej idiotycznej transakcji i Newcastle nie kupi Anglika za 25 mln, który jest wart mniej niż 10 mln. Jeżeli cena za Carrolla wyniosła 35 mln, to ile wart byłby dzisiaj np. Michael Laudrup? 350 mln?
www.youtube.com/watch?v=2oXH8F-MGpU&feature=player_embedded#!
A Brian Laudrup?
www.youtube.com/watch?v=BTrHuS1wQNc
No i jak wygląda teraz grajek typu Nasri w porównaniu z braćmi?
-
2012/01/12 10:34:07
@stix
Jak juz nie umiesz zyc bez siania swoich madrosci, to prosze Cie, wklejaj same linki a nie jeszcze caly tekst ktory pod nimi sie znajduje, bo potem trzeba minute przewijac strone, zeby znalezc jakis merytoryczny komentarz odnosnie tekstu.
-
2012/01/12 10:56:17
www.sportowefakty.pl/pilka-nozna/2012/01/12/polsat-odkoduje-t-mobile-ekstraklase/
Polsat odkoduje T-Mobile Ekstraklasę?

Telewizja Polsat chce pokazać w kanale otwartym mecz o Superpuchar Polski i najważniejsze mecze T-Mobile Ekstraklasy
Mecz Wisły z Legią rozpocznie rundę wiosenną T-Mobile Ekstraklasy. Spotkanie zostanie rozegrane na Stadionie Narodowym w Warszawie. Władze piłkarskiej Ekstraklasy czyniły starania, aby mecz został pokazany w TVP. Telewizja Polska nie kwapiła się jednak do pokazania tego spotkania. Do gry włączył się Polsat, który chce pokazać dwa szlagierowe mecze w otwartym kanale. W chwili obecnej trwają negocjacje na temat kwoty, jaką będzie musiała zapłacić telewizja Polsat.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Następna patologia w świecie futbolu. To skandal, że mecze ligowe w kodowanej telewizji ogląda 100-200 tys. osób, podczas gdy w otwartej telewizji byłyby oglądane przez miliony. Znowu kasa ważniejsza od kibiców. Mecze reprezentacji też zamierzano zakodować i dopiero silny opór społeczny i zmiana prawa zapobiegły temu.
-
2012/01/12 11:33:53
Wszyscy niby o korupcji wiedza, Platini wie, Blatter wie, chca dzielnie walczyc, a jak przychodzi do meczu Dynama z Lyonem, ktory wszyscy wiemy jak przebiegal, to Platini mowi :
- Zgadzam się, że mecz zakończył się rzadko spotykanym wynikiem, ale w pełni szanujemy rozgrywki Ligi Mistrzów i nie widzimy potrzeby, by rozpoczynać jakiekolwiek dochodzenie w tej sprawie - podkreślił Michel Platini.

- Dziwię się także państwa niekonsekwencją. Dlaczego nikt nie oskarża wcześniejszego meczu Valencii z Genkiem, wygranego przez tych pierwszych aż 7:0? Czy tam też waszym zdaniem wszystko było ustawione?

Przeciez to jakis zart. Ja nie twierdze, ze mecz byl ustawiony, emocjonalnie to w ogole z Ajaxem ani Lyonem nie jestem zwiazany, ale jak slucham takich wypowiedzi, to mam wrazenie ze pan Dong Kong czy jak mu tam, posmarowal nawet na najwyzszych stanowiskach. Szczegolnie dziwi spokoj Platiniego w kontekscie informacji, ze mecze w LM tez byly ustawiane. Ale on rozgrywki LM "w pelni szanuje", wiec spoko. Pewnie za kilka lat jakis inny Singapurczyk powie jak bylo, tak jak z tym sparingiem Togo. I wtedy wszyscy solidarnie beda oburzeni, a Platini to najmocniej, jakis gosc dostanie rok wiezienia i wszyscy beda szczesliwi.
-
2012/01/12 11:59:57
dlatego wlasnie ja ogladam rugby,NBA i NHL; tam tez przyjmowane sa zaklady, ale takie chamskie, ordynarne przekrety nie maja dziwnym trafem miejsca
natomiast w pilce noznej wydrukowac mozna kazdy mecz, nie ma sportu bardziej skorumpowanego niz soccer i nie zmieni sie to dopoki o wszystkim decydowac bedzie widzimisie sedziego, ale to nie lezy w interesie mafiosow z fifa i uefa
smieszni sa ludzie placacy i ogladajacy te wyrezyserowane widowiska, wierzac ze ogladaja cos realnego; mecz soccera to cos bardziej jak reality show
-
2012/01/12 12:30:55
natomiast w pilce noznej wydrukowac mozna kazdy mecz, nie ma sportu bardziej skorumpowanego niz soccer i nie zmieni sie to dopoki o wszystkim decydowac bedzie widzimisie sedziego, ale to nie lezy w interesie mafiosow z fifa i uefa
---------------------------------------------------------------------------------------------
Otóż to. Sędzia jest wszechwładny na boisku. Może uznać gola zdobytego ręką (ewidentne złamanie regulaminu) i nie ponosi z tego powodu żadnej odpowiedzialności. A poszkodowani z kolei nie mają żadnej możliwości odwołania się od wyroku. A dlaczego pozwolono Henry'emu na podanie ręką do Gallasa w meczu z Irlandią? Może Platini nie chciał przeżywać po raz drugi czegoś takiego?
www.youtube.com/watch?v=tpwNv29XbbQ
---------------------------------------------------------------------------------------------
smieszni sa ludzie placacy i ogladajacy te wyrezyserowane widowiska, wierzac ze ogladaja cos realnego; mecz soccera to cos bardziej jak reality show
---------------------------------------------------------------------------------------------
Bezrozumny motłoch jest od tego, żeby kupować bilety za 100 funtów i koszulki za 50 funtów np. takich gwiazd światowego formatu jak Thierry Henry (miłośnik słynnego Che Guevary).
www.welt.de/multimedia/archive/00587/che7_neli_BM_Bayern_587364a.jpg
Cytat z czasopisma Four Four Two:
"Futbol to nie jest zwykła gra. To także broń rewolucji." To cytat ze znanego rewolucjonisty, Che Guevary. "FourFourTwo" przedstawia związaną z piłką nożną przeszłość jednego z najbardziej znanych i okrutnych Argentyńczyków.

W listopadzie w 2004 roku podczas gali Piłkarza Roku FIFA Thierry Henry zaprezentował szokujący ubiór pod jego marynarką znajdowała się koszulka z podobizną "Che" Guevary. Spytany o powód takiej manifestacji, odparł: "Jest człowiekiem, którego podziwiam za to, co zrobił. Po prostu."
-
2012/01/12 13:42:20
I wszystko jasne. Wyniki w LM i El Clasico ustawia Che Guevara przebrany za Chińczyka z Singapuru noszącego koszulkę ze słynnym i okrutnym Francuzem Henrym wartą 50 funtów. Niektórym urwał się dekiel. Nie mylcie tasiemca z organizmem na którym pasożytuje.
-
2012/01/12 14:53:50
Thiery Henry to ofiara "mieszania narodów", co "zawsze prowadzi do zbrodni", tym razem tzw. zbrodni koszulkowej.
-
2012/01/12 14:58:01
wyniki w lm, tudziez innych soccer shows ustawia ten, kto wiecej placi; ale niektorych nic nie przekona, ze "czarne jest czarne, a biale -biale"
-
2012/01/12 15:04:03
@bro

Fura argumentów, którą wysypałeś, przywaliła każdego potencjalnego polemistę.
-
2012/01/12 15:10:51
@saguar_bro
Yeah, well that's just like, your opinion, man
-
2012/01/12 15:18:18
Swoją drogą w ligach amerykańskich połowa meczów, zwłaszcza pod koniec sezonu zasadniczego, jest kompletnie o nic. Przecież to idealne warunki dla różnych mafii bukmacherskich. Tyle, że koszykówka, a zwłaszcza hokej czy rugby mało kogo w ogóle obchodzą, więc się też specjalnie na nich nie zarobi.
-
2012/01/12 15:32:22
michalpol.blox.pl/2012/01/Polak-wychowa-przyszlych-Giggsow.html
Radosław Mozyrko, menedżer akademii piłkarskiej Znicza Pruszków został zatrudniony przez jeden z najlepszych klubów świata Manchester United - taką informację podesłał za portalem wpr24.pl jeden z czytelników. 16 stycznia pan Radek kończy pracę w Pruszkowie i rozpoczyna przygodę z jednym z największych klubów piłkarskich, w którym będzie się zajmował... selekcją nowych talentów do tamtejszej akademii piłkarskiej! Polak? W Manchesterze United? Nie Holender, nie Hiszpan, nie Francuz, albo nawet Czech? Nasz rodak ma dbać o wychowanie przyszłych Ryanów Giggsów, Paulów Scholesów i Davidów Beckhamów? Jakże to możliwe? Kto wpadł na taki pomysł? Czyżby sir Alex z wiekiem tracił rozeznanie, gdzie jak się szkoli piłkarzy?

A jednak w tej informacji nie ma żadnej ściemy, a w MU najwyraźniej wiedzą, co robią. Jak podaje wpr24.pl, Mozyrko menedżerem akademii piłkarskiej Znicza został w maju 2011, wcześniej szkolił się w USA, Anglii oraz Irlandii. Jako pierwszy Polak pracował w najbardziej prestiżowej akademii piłkarskiej w Stanach Zjednoczonych New York Red Bulls. Odbył również staż w Malahide United, który jest partnerskim klubem czerwonych diabłów. - W Zniczu Pruszków stworzył specjalny system szkolenia młodzieży, który okazał się bardzo skuteczny. W krótkim czasie pod okiem Mozyrki w pierwszym zespole zdążyło zadebiutować, aż trzech wychowanków: Karol Wolniewicz, Karol Gudelski, Damian Skirski.

Całe szczęście w Zniczu Pruszków, gdzie Mozyrko zarządzał 14 grupami młodzieżowymi w liczącej 380 zawodników akademii, nikt nie sprzeciwił się temu transferowi, mało tego, wiceprezes klubu Michał Kozak, stwierdził, że władze są z niego dumne. - To bardzo nobilitujące, że jeden z najlepszych klubów na świecie dostrzega wysiłek, jaki wkładamy w pracę z młodzieżą - stwierdził. Czyli wszystko zupełnie nie po polsku!

Panie Radku, wielkie gratulacje! Dla mnie pański transfer przyćmiewa przejście Ludovica Obraniaka z Lille do Bordeaux. Co ja mówię, to jest kandydat na Polski Transfer Roku! Życzę Panu, żeby roczny kontrakt z Manchesterem United przedłużał Pan w nieskończoność. A może uda mu się Panu zabrać ze sobą któregoś z naszych chłopaków? Przede wszystkich jednak, żeby doczekał się Pan takich wychowanków.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trzeba wprowadzić w kodeksie karnym odpowiednie zapisy przewidujące kary dla osobników popierających osłabianie potencjału polskich organizacji. Dziennikarz i wiceprezes powinni zostać surowo ukarani. Pan Pol po spłodzeniu tak żałosnego tekstu nawet podwójnie surowo.
-
2012/01/12 15:40:12
Bez jaj, wystarczy prostacko w wujku guglu wpisać "american mafia bet NBA" i wyskakują kwiatki. Tyle, że w USA, co do zasady, hazard jest nielegalny (wyjątkowo dozwolony w niektórych stanach), odwrotnie niż gdzie indziej.
-
2012/01/13 00:06:50
@Rafał Stec
"Jeśli jeszcze nie widzieliście, to zobaczcie, jak bramkarz Napoli reaguje na gola strzelonego przez Napoli:
video.repubblica.it/sport/il-napoli-segna-ma-de-sanctis-si-arrabbia/85272?video"

A najlepsze, że właśnie po tych 8 minutach pada bramka na 4-2. Widocznie miało się skończyć dwoma bramkami, a biedny Cavani nie wiedział. :-)
-
2012/01/13 14:00:48
@stix: "Trzeba wprowadzić w kodeksie karnym odpowiednie zapisy przewidujące kary dla osobników popierających osłabianie potencjału polskich organizacji. Dziennikarz i wiceprezes powinni zostać surowo ukarani. Pan Pol po spłodzeniu tak żałosnego tekstu nawet podwójnie surowo." najpierw to trzeba wprowadzić przepis na takich mądrali jak ty. Jakby to powiedział Tomaszewski: taki śmieć internetowy, taki co swojego miejsca nie ma i innym brudzi.
-
2012/01/13 14:20:44
@aapa: ale ten tekst Michała jest rzeczywiście po prostu kuriozalny. I nie sądzisz, że parafrazując Tomaszewskiego, zniżasz się do jego poziomu?
-
2012/01/13 14:45:52
@airborell, myślisz, że mi z tym przyjemnie? Tu nie chodzi tylko o tekst Pola. Stix wrzuca te swoje mądrości bez ładu i składu. Jednocześnie wcale nie chce dyskutować tylko płodzić nowe wrzutki pod tezę. Jednocześnie chciałby dla wszystkich co najmniej kary śmierci. Sensu to nie ma. Wychodzi na to, że można tylko ignorować i w żadnej dyskusji nie uczestniczyć. Tak chyba zrobił autor tego bloga.
-
2012/01/14 13:26:07
Ja apeę nawet rozumiem. Przykro się robi patrząc na wykładniczo przyrastający metodą copy paste bełkot stixa w blogsferze sportowej. Do tego poza kuriozalnością przyrost treści totalitarnych czy faszystowskich wręcz się w tym zaczyna pojawiać:]