Blog > Komentarze do wpisu

Sir Alex Ferguson

Uwierzylibyśmy trenerom piłkarskim, że siedzą na najbardziej chybotliwych stołkach świata, gdyby nie istniał Alex Ferguson. Imperium w Manchesterze zaczął budować ćwierć wieku temu, 6 listopada 1986 roku. Nie tylko przetrwał. Urósł ponad klub, przecież największy na świecie.

Jego najsłynniejszą metodę wychowawczą - a zarazem obrosłą legendami tajemnicę szatni, którą chciałby zobaczyć na własne oczy każdy fan na planecie - nazywają „suszarką”. Szkocki trener przykleja swoją twarz do twarzy ruganego piłkarza, by wyryczeć delikwentowi całą wściekłość z bliska, dopiero gdy obaj stykają się nosami. - Jak z tobą kończy, wszystkie włosy masz za głową - opowiadał przed laty walijski napastnik Mark Hughes. Ale zaszczyt bycia pierwszą ofiarą „suszarki” należy nie do gracza, lecz kierowcy klubowego autobusu - Ferguson napadł na niego, zanim przepracował w klubie 48 godzin.

Blisko 70-letni dziś trener (okrągłe urodziny będzie obchodził w Sylwestra) ostro pogrywał w szatni i ostro pogrywał poza szatnią. Gdy w 1986 roku przejął Manchester United, postanowił wzniecić totalną rewolucję - rozprawić się z pijackimi obyczajami rozpowszechnionymi w całej lidze angielskiej. Nieuleczalnych moczymordów usuwał z klubu, innych reformował. Piłkarzy nadzorował osobiście, nachodząc ich w domach. Potrafił zapukać do drzwi Ryana Giggsa, jeśli podejrzewał, że jego wychowanek schodzi na złą drogę. I zdarzyło się pewnego wieczoru, że za progiem zobaczył grupkę młodych obu płci, otwartą puszkę piwa oraz na wpół roznegliżowanego piłkarza - wtedy już zjawiskowego lewoskrzydłowego - prasującego koszulę. Towarzystwo szykowało się do wieczornego wypadu. Niezaproszony gość wyrzucił wszystkich z wyjątkiem młodocianego gospodarza, którego czekała właśnie słynna ponad granicami „suszarka”.

Nigdy nie dowiemy się, czy gdyby tamta impreza się udała, Giggs zostałby potem najczęściej dekorowanym brytyjskim futbolistą, rozegrał w MU blisko 900 meczów, tej jesieni strzelił gola jako najstarszy - miał 37 lat i 289 dni - uczestnik Ligi Mistrzów w całej jej historii i w ogóle bił wszelkie rekordy długowieczności. Wiemy tylko, że Ferguson zastał klub w zgliszczach - na przedostatnim miejscu w ligowej tabeli - i wzniósł na nich imperium, nad którym słońce nigdy nie zachodzi. Globalnie popularne (ze szczególnym uwzględnieniem Dalekiego Wschodu), o wartości szacowanej przez „Forbesa” na 1,86 mld dolarów, trofea kolekcjonujące uporczywie, sezon w sezon. W ćwierć wieku United uzbierali ich 37 - od krajowych po najcenniejsze międzynarodowo. W angielskich tabelach wszech czasów zdetronizowali najbardziej nielubiany Liverpool, w kontynentalnej Lidze Mistrzów regularnie doskakują do finału lub półfinału. Odkąd w 1999 roku ich trener dostał dochrapał się tytułu szlacheckiego, prasa pisze o nim po prostu SAF, czyli sir Alex Ferguson.

Jeśli sprowadzić futbol do prostej buchalterii tytułów, będzie Szkot zaledwie jednym z wielkich. Na największego wyrasta, gdy uświadomimy sobie, że od doprowadzenia przezeń prowincjonalnego szkockiego Aberdeen do największych sukcesów w historii (Puchar Zdobywców Pucharów) do teraz - czasów wspaniałych triumfów Manchesteru - minęło 28 lat. Dziś poprowadzi drużynę „Czerwonych Diabłów” po raz 1409. Żaden inny trener nie utrzymał się na szczycie tak długo. Szkot wytrwał tam kilka piłkarskich epok, wychodził nietknięty z najcięższych opresji, zdumiewał umiejętnością adaptacji do zmieniających się warunków, taktyczną elastycznością, świadomością swoich ograniczeń, nieskończoną chęcią uczenia się. Zupełnie jakby czas - chyba największy wróg trenerów, żaden nie wygrywa z jego upływem - dla niego nie istniał. Nikt już nie pamięta, że w 1990 roku na Old Trafford kibice wywieszali transparent: „Trzy lata wymówek i wciąż gówno z tego wynika. Żegnamy, Fergie”. Nikt nie pamięta, że w 1995 roku w telefonicznej sondzie przeprowadzonej przez „Manchester Evening News” 53 proc. przepytanych żądało jego odejścia. Nikt wreszcie nie pamięta, że ostatecznie skończony wydawał się ledwie sześć lat temu, gdy MU zajął w Lidze Mistrzów ostatnie miejsce w słabej grupie - z Villarrealem, Benficą, Lille.

Chwile zniechęcenia miewał. W 2001 roku niepotrzebnie ogłosił w trakcie sezonu, że po jego zakończeniu odejdzie na emeryturę, i drużyna mu się rozlazła. Zawsze się jednak podnosił i wracał, choć futbol zmieniał się dynamiczniej niż kiedykolwiek wcześniej. Sam Ferguson opowiada o inwazji nauki, która zrewolucjonizowała medycynę sportową i dietę, pozwoliła zapobiegać urazom, umożliwiła zindywidualizowanie treningu i nakłonienie organizmu gracza do krańcowego wysiłku, a zarazem sprawiła, że organizm potrafi znieść nieznaną wcześniej intensywność pojedynczych meczów i całego sezonu. Ale przede wszystkim zmusiła go, by został wiecznym studentem. Zawzięcie pracującym studentem. - Dzisiaj byłoby niemożliwe działać tak jak w 1986 roku. Rozrosło się to wszystko do wielkiej bestii, nikt nie zdołałby zajmować się wszystkim osobiście. Kluczowe stało się delegowanie zadań. Poza piłkarzami jest jeszcze około 40 osób, które składają mi raporty - mówił Szkot w zeszłym roku. Do niewiedzy umie się przyznać publicznie, kiedyś opowiedział, że potrzebuje asystenta Carlosa Queiroza, bo sam jest „dinozaurem” w sprawach przygotowania fizycznego. I zachwycał się niezwykłymi dla niego wynalazkami współpracownika, który sprowadził do klubu pięciu fizjoterapeutów, dietetyka, trenera fitness, a nawet ortoptystę (według słownika optycznego to spec „wad widzenia obuocznego”).

Ale podstawowe zasady, na których Ferguson ufundował potęgę, nie drgnęły. Najważniejsza brzmi: żaden piłkarz, choćby najgenialniejszy, nie jest większy niż klub, w każdym chcę widzieć żołnierza gotowego umrzeć na murawie i bezwyjątkowo podporządkowanego mojemu przywództwu. Przepędzał Szkot najjaśniejsze gwiazdy, na czele z futbolowym celebrytą nad celebrytami Davidem Beckhamem, który przed ucieczką do Realu Madryt dostał w twarz - lekarze założyli mu szwy - kopniętym przez trenera butem. Za te gwałtowne rozstania i w ogóle łatwość pozbywania się gigantów, czasami poprzedzonego wręcz podsycaniem ledwie tlącego się konfliktu, często go krytykowano. Kpiono, że wina Beckhama, stuprocentowego profesjonalisty, polegała głównie na tym, iż ożenił się z piosenkarką o głośnym nazwisku.

Bywa SAF wobec podwładnych surowy i nieprzejednany, ale w ich starciach ze światem zewnętrznym jest też bezwarunkowo lojalny. Rio Ferdinand mówi, że czują się bezpiecznie i ufają szefowi w stu procentach, bo zawsze staje w ich obronie. A Giggs uzupełnia: „Kocha w tej robocie wszystko. Kocha oglądać swoich piłkarzy, kocha patrzeć, jak się rozwijają. Jest niewiarygodnie pracowity i zaangażowany. Kiedy po wyjazdowym meczu Ligi Mistrzów wracamy do domów o czwartej nad ranem, możemy być pewni, że na trening o ósmej przyjdzie pierwszy, a wyjdzie z klubu jako ostatni”. (Według „Timesa” przyjeżdża codziennie o 7.15. A do publicysty „Daily Telegraph” Henry’ego Wintera dzwonił w sprawie przedmowy do książki jeszcze wcześniej;-)).

Ferguson dobiera ludzi nadających na ściśle określonych falach - trochę zakapiorowatych, bardzo zadziornych i nieustępliwych, do ostatniej kropli potu walecznych, wzajemnie się dla siebie poświęcających. Lubi piłkarzy w typie krwawego obrońcy Nemanji Vidicia i wychowanego w złej dzielnicy napastnika Wayne’a Rooneya, czyli utalentowanych łobuzów urodzonych do morderczej fizycznej pracy. Wynajduje charyzmatycznych liderów inspirujących kolegów do szukania granic swoim możliwości, jak Steve Bruce, który ból uważał za wymówkę mięczaków i pchał się na boisko z poważnymi kontuzjami, albo Roy Keane - niezapomniany kiler ze środka pola, który swego czasu skrytykował „zjadaczy kanapek z krewetkami”, czyli widzów z lóż biznesowych niezdolnych do hałaśliwego wspierania drużyny, gdy ta jest w kryzysie i na murawie cierpi.

Tłumu wirtuozów na Old Trafford nie uświadczysz. Ba, nie znajdziesz innego zespołu ze ścisłej europejskiej czołówki, który do tego stopnia wirtuozami by gardził. Opowiada Patrice Evra, lewy obrońca: „To klub robotników, musisz szanować tę kulturę i pracować ciężko. Nikt nie będzie ci gratulował po każdym zwycięstwie. Trener powie co najwyżej: dobra robota, synu. Pewnego dnia prowadziliśmy do przerwy 2:0, a on wszedł do szatni i zrobił nam suszarkę. Wrzeszczał, że powinniśmy strzelić pięć goli, że ludzie płacą, by nas oglądać, a my ich nie szanujemy”.

Zasady Ferguson wyniósł z domu. Dorastał w robotniczej dzielnicy Glasgow, od zawsze uczył się, jak ważne jest dla lokalnej społeczności poczucie więzi i etos wzajemnego pomagania sobie. W młodości pracował w stoczni, działał tam w związkach zawodowych, potem został gorącym zwolennikiem i jednym z najhojniejszych prywatnych darczyńców laburzystów. W poglądach utwierdziły go okoliczności śmierci matki, która zmarła kilka tygodni po objęciu przez niego posady w Manchesterze. Wstrząsnęły nim okropne warunki w szpitalu - przeciążeni obowiązkami lekarze i pielęgniarki nie mieli czasu dla pacjentów, którzy „odchodzili pozbawieni godności”. Gdy kilka lat później usłyszał od dziennikarza, że haruje tyle ile liderka torysów Margaret Thatcher, wściekł się i zażądał, by nigdy nie porównywano go „do tej kobiety”. A obecnemu liderowi konserwatystów Davidowi Cameronowi zarzucał, że nie rozumie zwykłych ludzi, bo wychowywał się w elitarnej szkole Eaton i studiował w Oksfordzie.

Laburzystów wspiera nie tylko finansowo. Byłemu premierowi Tony’emu Blairowi doradzał w trakcie kampanii wyborczej, nakłaniając go do zmiany retoryki na mniej agresywną i codziennego korzystania z usług masażysty. Przyjaźni się z jego spin doktorem Alistairem Campbellem, z następcą Blaira Gordonem Brownem wymienia się książkami - opowieściami o mechanizmach władzy i wybitnych przywódcach, które wzbogacają jego warsztat trenerski. Twierdzi, że o sztuce budowania drużyny najwięcej dowiedział się z biografii Lincolna, Kennedy’ego i innych prezydentów USA, bowiem powodzenie w jego fachu zależy - podobnie jak powodzenie politycznych liderów - od umiejętności godzenia ze sobą trudnych osobowości, poskramiania wybujałych ego i budowania relacji między graczami.

Trener MU posiadł ją jak nikt inny, dlatego w szatni może trzymać znacznie więcej klasowych wyczynowców niż konkurencja, niezdolna do uwięzienia znakomitości na ławce rezerwowych. To mistrz zarządzania bogatymi zasobami ludzkimi, ale czasami też mistrz utrzymywania piłkarzy w fałszywej nadziei, wmawiania im, jak niesłychanie są potrzebni, sugerowania, że wciąż zachowują szansę, by stać się najważniejszymi (przypadek naszego Tomasza Kuszczaka, który długo łudził się, że wskoczy między słupki na stałe, bo co jakiś czas był tam wpuszczany). Gdyby Ferguson nie potrafił lawirować między głowami spragnionych gry podwładnych, miałby szatnię permanentnie zaczadzoną urażonymi ambicjami. A ponieważ lawiruje z fenomenalnym wyczuciem, dysponuje najszerszą kadrą w Europie, dzięki czemu nawet w czasach zarazy - gdy szatnię dziesiątkują kontuzje - nie lamentuje, że nie ma kogo wystawić na mecz. To działa także w drugą stronę - trener daje mniej znaczącym podwładnym przyjemne przeświadczenie, że pełnią istotne funkcje, a zarazem utrzymuje znaczniejsze postaci w stanie permanentnego zagrożenia - tam prawie nikt nie wie, czy wystąpi w następnym meczu. Jeszcze raz Patrice Evra: „Dla niego jest normą, że zagrałeś dobrze. Chcesz mieć pewność, że wystąpisz za kilka dni, musisz zagrać wybitnie”.

W traktowaniu piłkarzy Ferguson też ewoluował i choć np. nadal nie przepada za celebrytami, toleruje u nich więcej. Nie chodzi już też sam po domach - gdy włoski nastolatek Federico Macheda, rozochocony kilkoma debiutanckimi golami, zaczął odwiedzać kasyna, to trener jakoś dotarł do stojących przed nimi bramkarzy i ci wiedzieli, że mają gołowąsa nie wpuszczać. Jak bardzo Szkot się zmienił - czy „suszarką” częstuje piłkarzy rzadziej, czy dryl w drużynie generalnie zelżał - ustalić trudno. Trzeba by konfrontacji kilku pokoleń zawodników, którzy donieśliby, jak w szatni było, a jak jest. Wielu ludzi angielskiej piłki znających realia z Old Trafford upiera się jednak, że Szkot złagodniał, bo zmieniły się czasy - gwiazdorzy podpisują kontrakty obfitsze niż kiedykolwiek, już jako nastolatkowie zamieszkują w pałacach, przyzwyczaili się do uwielbienia całej planety, a po transferze do najlepszych klubów przeważnie sami dbają o siebie. Zachowują się profesjonalnie, przestrzegają diety, nie chcą stracić tego, co mają. I cały czas oddalają się od trenera mentalnie - na początku kariery był niemal ich rówieśnikiem, teraz osiągnął wiek dziadka, który z plikami na iPoda z podwładnymi się raczej nie wymieni. - Styl na suszarkę przestał działać. Poznałem Fergusona 20 lat temu i widzę, że teraz jest inny. Przyjacielski w stosunku do graczy - mówi były trener Chelsea Avram Grant.

Co najbardziej zdumiewające, Szkot dopiero teraz przeżywa najznakomitszy okres w swojej ociekającej złotem karierze. Ba, zbiera tytuły w tempie niespotykanym na Wyspach od przeszło ćwierć wieku, choć konkurenci - wsparci gargantuiczną fortuną Romana Abramowicza (londyńska Chelsea) i jeszcze wyższą górą emirackich petrodolarów (Manchester City) - potężnieją z każdym sezonem. Najgorsza dla nich wiadomość brzmi: sir Alex nie wyhamowuje, z pasją kształci następne pokolenie (często wystawia młodszą drużynę niż najsławniejszy wychowawca Arsene Wenger), wciąż zaraża ich pulsującą energią i uwodzi aurą władcy absolutnego, chce wyławiać zdolnych chłopców ze wszystkich kontynentów (jeśli pozwolą przepisy, bo „Barcelona właśnie ściągnęła Chińczyka i Japończyka”). Przygotowuje strategię na następną dekadę? Dwie? Z jego aktualnej seniorskiej kadry można by złożyć jedenastkę: De Gea (21 lat) - Rafael (21), Smalling (22), Jones (19), Fabio (21) - Anderson (23), Cleverley (22) - Nani (25), Rooney (26), Wellbeck (21) - Hernandez (23). A na ławce posadzić Evansa (23), Younga (26) czy Valencię (26). Ci ludzie mają przed sobą całą wieczność gry na najwyższym poziomie!

Im dłużej ich szef wytrwa, tym bardziej oddali od Manchesteru przerażającą perspektywę szukania następcy - kiedy Ferguson odejdzie, wywoła trzęsienie Old Trafford z krańca skali Richtera. Wystarczy przypomnieć sobie, że przed dziesięcioma laty, gdy Szkot planował emeryturę, szefowie klubu chcieli oddać piłkarzy w ręce Svena-Gorana Erikssona. Trenera, który ostatnio znajdował posadę dosłownie wszędzie - Manchester City, reprezentacja Meksyku, Notts County, Wybrzeże Kości Słoniowej, Leicester - ale żadnej nie utrzymał dłużej niż rok.

Na razie Fergusona zdejmuje pewnie zgroza na samą myśl, że wtedy rodzina omal go nie przekabaciła, by rzucił futbol i został regularnym dziadkiem, takim, co to z ławki rozczula się widokiem ćwierkających ptaszków, a nie zarządza zgrają gagatków o temperamencie Rooneya. Dziennikarze wciąż go nagabują, czy nie ma już dość całodobowego funkcjonowania na najwyższych obrotach, a on albo rzuca, by nie zadawali kretyńskich pytań, albo spokojnie tłumaczy, że dekady ciężkiej harówy nie uprawniają nikogo do tego, by założyć kapcie i odpoczywać. Tak zrobił jego ojciec, który odszedł na emeryturę jako 65-latek. Po roku bezczynności zmarł. Również dlatego Ferguson, choć do rychłej emerytury się nie przymierza, już ją zaplanował: będzie więcej podróżował, czytał więcej książek historycznych, uczył się języków i gry na fortepianie. Ale to odległa przyszłość. Na razie rozmyśla o następnym ćwierćwieczu w Manchesterze.

sobota, 05 listopada 2011, rafal.stec
Komentarze
2011/11/05 14:49:17
ależ kapitalny felieton ! SAF jest genialnym trenerem, trzeba to przyznać. Oby jak najdłużej pozostawał aktywny

pozdrawiam
-
2011/11/05 14:51:30
Kolejna przegadana laurka pełna ploteczek, banałów i frazesów.
Mniej Daily Mirror, więcej Guardiana i Observera panie Pawle..
-
2011/11/05 14:52:11
Tfu... Rafale:):)
-
2011/11/05 15:11:43
Ryan Giggs jest najbardziej utytułowanym brytyjskim (i walijskim) piłkarzem.
PS. Tak, wiem, czepiam się :D
-
2011/11/05 15:25:11
ale tekst i tak zacny
-
2011/11/05 15:35:10
@dani55
Poprawiłem już Giggsa na "brytyjskiego". Sorry, przejęzyczenie czy inna zaraza, nieuleczalnie choruję na takie głupie wpadki.
-
2011/11/05 15:38:33
Skala Richtera jest otwarta, więc trudno mówić o jej krańcu.
-
2011/11/05 15:42:00
@drogi.drogi
To akurat świadomie napisałem. Kraniec to tam, gdzie dotyka nieskończoności ;-)
-
2011/11/05 16:06:48
Od dzis trybuna North Stand nazywac sie bedzie Sir Alex Ferguson Stand. Niezly gest. Podobno Ferguson nic o tym nie wiedzial, az do dzisiejszego meczu.
-
2011/11/05 16:23:38
Szacunek dla ciężkiej pracy, zaangażowanie oraz wspomnianą przez Ciebie etykę prowadzenia drużyny, jej budowania oraz dobierania piłkarzy wziął również od Shankly'ego, którego uwielbiał i na którym się wzorował. Zresztą już w pierwszych latach rządów na Old Trafford, gdy tylko zdarzał się im wyjazd, cały autobus musiał słuchać do kaset puszczanych przez menedżera, a na nich nagrane były wywiady, wręcz monologi zmarłego już wtedy legendarnego szkoleniowca Liverpoolu. Ponoć kasetę wyrzucił jeden z zawodników, który nie wytrwał potem zbyt długo w drużynie... Taka o ciekawostka.
-
2011/11/05 16:47:01
@Nikt wreszcie nie pamięta, że ostatecznie skończony wydawał się ledwie sześć lat temu, gdy MU zajął w Lidze Mistrzów ostatnie miejsce w słabej grupie - z Villarrealem, Benficą, Lille.

Taka ta grupa była słaba, że Villarreal odpadł dopiero w półfinale LM (pechowo z Arsenalem 0-0, 0-1), Benfica w ćwierćfinale (z późniejszym triumfatorem Barceloną 0-0, 0-2), po wyeliminowaniu w 1/8 obrońcy tytułu Liverpoolu (1-0, 2-0), a Lille w 1/8 PU z Sevillą (najlepszą Sevillą w historii) 1-0, 0-2.

Więc chyba jednak nie.
-
2011/11/05 17:10:18
Nie przesadzałbym z tym trzęsieniem ziemi. Na pewno tuż po odejściu Fergusona łatwo nie będzie, jednak teraz w przeciwieństwie do 1986 ten klub jest globalną marką, która przyciągnie jakiegoś wybitnego managera. To za duży klub by upaść tak z dnia na dzień.
-
2011/11/05 19:11:47
Świetny tekst. Choć chyba nawet 10 tak obszernych felietonów to byłoby za mało, by podsumować postać Fergusona.
-
2011/11/05 19:59:56
Następcę Ferguson już wybrał. Podejrzewam, że poczeka aż Mourinho podbije Hiszpanię i nastąpi uroczysta zmiana władcy. Innego fachowca godnego ManU nie ma;
-
2011/11/05 20:04:02
Trener wybitny ale trzeba rowniez pamietac jak ugial sie pod niedawnymi grozbami Rooneya o odejsciu (czytaj podwyzce lub odejsciu)
-
2011/11/05 20:42:17
tekst piękny, ale przy obecnych wskaźnikach czytelnictwa można posądzać redaktora o znęcanie się. Polecam zrobić z tego streszczenie i wrzucić na chomikuj lub w podobne miejsce. I mieć nadzieję że zaakceptują ;)
-
2011/11/05 21:33:40
piękny tekst panie Rafale, ale jeszcze piękniejsze w futbolu jest to, że pomimo ogromnej władzy jaką ma SAF, ogromnej wiedzy, którą przekazuje piłkarzom i niesamowitego profesjonalizmu, jaki wypracował na Old Trafford, w zetknięciu z drużyną, w której gra mały chłopiec o imieniu Messi, wszystkie jego mechanizmy szlag trafia, "żołnierze" łapią się za głowę, kibice nie wierzą własnym oczom, a miniaturowy argentyńczyk zamyka usta wszystkim wierzącym w słuszność stwierdzenia, że dobre przygotowanie fizyczne jest gwarancją sukcesu.
-
2011/11/05 21:42:45
nie mozna nie szanować fergusona ale ja go nie trawię - dla mnie jest zarozumiałym bucem, nadużywającym whisky (vide czerwony nosek). robi bardzo dużo ale trzeba pamiętać że ogarnia jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek piłkarskich na świecie. on ma w sobie coś takiego że nikt go nie zwolni chociażby za ostatnie derby manchesteru po których wściekał się że piłkarze zagrali jakby chciali wygrać a trzeba było się cofnąć żeby nie zostać skarconym. hipokryzja w czystej postaci bo kto jak nie trener ustawia taktycznie drużynę? jako trener - dobry ale nie wolny od błędów, jako człowiek - wybujałe ego i kawał ch..a.
-
2011/11/05 22:52:51
@maciek.trzewikowski "trzeba pamiętać że ogarnia jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek piłkarskich na świecie" Jak już wypisujesz takie rzeczy, to dodaj, że jak przejmował MU w 1986 to była to drużyna, która od 1967 nie wygrała ani jednego mistrzostwa, a w 74 nawet spadła do niższej ligi, więc może byś zauważył kto tą markę zbudował.
-
2011/11/05 23:10:40
Mam jeszcze ciekawą grafikę: fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/376542_289961671027346_100000405466127_1004384_1912373753_n.jpg

Jak widać, Ferguson wpłynął nie tylko na MU, ale miał "impact" na całą Premier League :D
-
2011/11/05 23:14:58
dobre:)
-
2011/11/05 23:32:39
"(...) Wystarczy przypomnieć sobie, że przed dziesięcioma laty, gdy Szkot planował emeryturę, szefowie klubu chcieli oddać piłkarzy w ręce Svena-Gorana Erikssona. Trenera, który od tamtej pory znajdował posadę dosłownie wszędzie - Manchester City, reprezentacja Meksyku, Notts County, Wybrzeże Kości Słoniowej, Leicester - ale żadnej nie utrzymał dłużej niż rok. (...)"

Od tamtej pory (czyli 10 lat temu) to Sven-Goran Eriksson prowadził reprezentację Anglii przez 5 lat. To troszkę dłuzej niż rok.
Uważam SGE za słabego trenera, ale to było typowe nagięcie faktów "made by Rafał Stec" (nie używam emotikonów, ale tu powinno być mrugnięcie; przez sympatię do autora).
-
2011/11/06 00:41:50
@howling_mad
Jakie tam nagięcie faktów, raczej typowa dla mnie pomyłka. Już zresztą poprawiona.
-
2011/11/06 08:18:07
@seba700: co nie zmienia faktu, że i tak wtedy była jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Serio. Jak się u nas wtedy kibicowało jakiejś drużynie z Anglii, to albo Liverpoolowi, albo (częściej) MU. Jakieś Evertony, Tottenhamy czy inne Aston Ville w świadomości kibicowskiej nie istniały.

A markę zbudował Matt Busby.
-
2011/11/06 09:54:28
Świetny blog. I tak a propo zapraszam na swojego, na którym umieszczam satyryczne rysunki co wtorek i piątek: rycinyandwypociny.blox.pl
Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych komiksach dołącz do fanpage'a na facebooku: www.facebook.com/pages/RycinyWypociny/291533317524306?sk=wall
-
2011/11/06 10:43:00
@airborell Zgadza się, że Matt Busby wypracował markę w latgach '60, jednak potem ta marka mocno podupadła. Nie znaczy to, że ludzie przestali ją kojarzyć, ale Fergie przejął markę, która 20 lat była na dnie, bez sukcesów, cały świat zachwycał się Liverpoolem, Nottm Forest, więc zadanie miał bardzo trudne. Jak przejmował klub to Liverpool miał 16 tytułów, a Man Utd 7. Dziś Liv ma 18, a Man U 19, a Nottm Forest stoczyło się mocno w dół. I mam nadzieję, że w luty znowu pokażą na Old Trafford swoją wyższość na Liverpoolem, bo się wybieram na ten mecz:)
-
2011/11/06 11:01:22
Marka sobie może i podupadła, ale była. MU był klubem rozpoznawalnym, kochanym - i bogatym, obok Liverpoolu najbogatszym w Anglii. Także w latach 80. Zupełnie inaczej niż jakiś Nottingham Forest, który nigdy nikogo specjalnie nie obchodził, nawet wtedy, gdy wygrywał dwa razy PMK.
-
2011/11/06 11:59:57
Manchester United największym klubem? Może marektingowo, choć po cichu zaczyna się mała rewolucja na rynku chińskim, Real w tym właśnie momencie gra o 12 CET, żeby nasycić rynek azjatycki.

Co do wielkości sportowej, cóż United nawet na Wyspach nadal odstają od Liverpoolu (pięć pucharów Mistrzów i 2 finały), a Ferguson, przynajmniej jeśli chodzi o europejskie trofea od Boba Paisley'a. Poza Wyspami nie mieści się nawet w pierwszej piątce.

Natomiast nie sposób nie lubić gościa, która myśli co najgorsze o "Ajron lejdy" i jest labourzystą. Choć zabrakło w laurce wspominki o hazardzie (i to podejrzewam że za grube miliony) co raczej proletariacką rozrywką nie jest. Słowem, Ferguson to taki lepszy albo Guy Roux, zależy pod jakim kątem patrzeć;)
-
2011/11/06 13:40:56
Ciekawe, że jak na tak popularnego dziennikarza sportowego, ma pan, panie Rafale, bardzo znikomą wiedzę o piłce nożnej, a przynajmniej bardzo dobrze ją pan ukrywa. Nigdy nie kusiło pana o zagłębienie się w tajniki taktyki, dokonanie jakiejkolwiek analizy tego co stało się na boisku? Jako rubryka towarzyska jest bardzo fajnie; i tylko jako rubryka towarzyska.
pzdr,
Daniel
-
2011/11/06 14:43:35
@dijaz
Nie wiem, czy Ty to na serio piszesz, czy po prostu próbujesz tanio sprowokować Rafała, więc na wszelki wypadek spytam: skąd pomysł, że jak ktoś nie pisze o taktyce, nie zajmuje się jednostkowymi meczami, tylko opisuje futbol w większej perspektywie, publikuje artykuły o całych sezonach, o całych karierach, o trendach, to znaczy, że się ten ktoś na taktyce nie zna? Może chciałbyś przeczytać antologię o ewolucji taktycznej w United przez te 25 lat? Totalnie pomyliłeś blogi.

Poza tym, po co pisać o taktyce, kiedy jest już ktoś taki jak ZM? :-)
-
2011/11/06 15:02:39

Rafale, dziś już te Wasze serwituty wobec lobby Kick and Rush nikogo nie dziwią i nikogo nie drażnią.
Przeczytałem Twój tekst z uwagą, i podobnie jak @howling_mad, dostrzegam w nim zbyt wiele uogólnień, czy też zwykłego naginania faktów.
Tylko dwa przykłady:
Ale podstawowe zasady, na których Ferguson ufundował potęgę, nie drgnęły. Najważniejsza brzmi: żaden piłkarz, choćby najgenialniejszy, nie jest większy niż klub...
Rooney bardzo skutecznie tę zasadę ośmieszył.
Przepędzał Szkot najjaśniejsze gwiazdy, na czele z futbolowym celebrytą nad celebrytami Davidem Beckhamem...
Część gwiazd rzeczywiście zdążył wyrzucić (Keane, Stam), ale większość zwyczajnie zwiała (van Nistelrooy, Cristiano Ronaldo).
Przywołanie w powyższym kontekście Beckhama jest moim zdaniem już poważnym dziennikarskim nadużyciem.

Mam nadzieję, że w przyszłości pojawi się w tym miejscu równie opasły panegiryk (ponad 15 000 znaków ze spacjami!) na cześć wybitnych trenerów z południa Europy. Tacy ludzie jak del Bosque czy Lippi nie nadają się może na to, aby objąć ich kultem, ale wyniki mają.

P.S. Zbitka Sir Alex Ferguson i Labour Party razi chyba każdego, no może z wyjątkiem tych, którzy pod przykrywką lewicowych poglądów naganiali do głosowania na pierwszego gajowego III RP, któremu bliżej do arystokracji niż do ciemnego ludu.

-
2011/11/06 15:11:38
@gobokke
Mam nadzieję, że w przyszłości pojawi się w tym miejscu równie opasły panegiryk (ponad 15 000 znaków ze spacjami!) na cześć wybitnych trenerów z południa Europy. Tacy ludzie jak del Bosque czy Lippi nie nadają się może na to, aby objąć ich kultem, ale wyniki mają.

Jest wielu wielkich trenerów, wydaje mi się, że ten opasły panegiryk powstał dla SAFa ze względu na jedną wyróżniającą go spośród wymienionych przez Ciebie trenerów cechę. Tak więc wyniki nie są w tym wypadku czynnikiem wystarczajcym.
-
2011/11/06 15:13:56
@sibelkacem
Z wielką przyjemnością przeczytałbym taką antologię. A ZM to pewnie nie zielone mazowsze, co to takiego?
Prowokacja nie planowałem, naprawdę interesuje mnie odpowiedź na pytanie czy pan Rafał nigdy nie chciał napisać czegoś bardziej przyziemnego, nie podpartego statystykami a własną obserwacją. Ale masz rację, pomyliłem blogi.
-
2011/11/06 15:25:55
Że zbitka Sir Akex Ferguson i Labour Party razi chyba każdego najlepiej widać po komentarzach. Na 33 komcie razi autora aż 1 z nich (słownie: jednego). No i ten pomysł, że w Polsce poluje arystokracja sam w sobie dosyć zabawny. Widać w Sejmie same arystokratyczne rody hehe.
-
2011/11/06 16:11:26
maj.or
1. Źródła uznają Man United jako najbardziej utytułowany angielski klub. Hierarchia ta jest ustalana w pierwszej kolejności na podstawie krajowych rozgrywek.
2. No to podaj tych pięciu rzekomo lepszych trenerów/managerów na świecie.
-
2011/11/06 16:56:03
@maciek.trzewikowski
Hej maćku, normalnie nie piszę, ale muszę zauważyć, że wyjątkowo żałosny z ciebie pokurcz.

Ja z chęcią bym widział jako następcę Ole Gunnara Solskjaera. Właśnie zdobył mistrzostwo Norwegii z Molde. To pierwszy tytuł mistrzowski tej drużyny, w poprzednim sezonie była 16-ta bodajże. Uczył się od samego mistrza, a pałeczkę po legendzie może przejąć tylko inna legenda, a nie egocentryczny najemnik, który kocha już trzeci klub.
-
2011/11/06 19:09:16
@dijaz
No ja też bym chciał takie coś przeczytać, ale nie tutaj :). ZM to ZonalMarking, chyba najlepszy blog taktycznej analizy meczów. Polecam. Pozdrawiam.
-
2011/11/06 20:03:58
@pan_opticum
każdy ma prawo do swoich opinii. jeśli dla Ciebie jestem przez to pokurczem - OK - Twoje prawo.
oczywiście że SAF jest ewenementem na skalę światową - żaden trener (a w zasadzie też, a może głównie, dyrektor sportowy) nie ma tyle swobody co Ferguson. czymś musiał ja sobie wypracować. ja nie neguję jego umiejętności. po prostu nie lubię tego typa. to tak jak eto czy ibrahimovic to piłkarze wybitni ale również nie przepadam za nimi jeśli chodzi o aspekt czysto ludzki.
-
2011/11/06 20:06:04
@pan_opticum
po prostu dla mnie nie ma świętych krów. nawet jordana, którego uważałem za boga koszykówki, wolno a nawet należy krytykować.
-
2011/11/06 20:54:38
Czerwony nosek, wybujałe ego i kawał chuja. Tak wygląda twoja krytyka największego trenera w historii? Wybacz, że nie zrobiło to na mnie wrażenia.
-
2011/11/06 20:59:57
@gustav adolf - Mylisz źródła z rankingami. Jedno mistrzostwo więcej i aż o 40% mniej Pucharów Mistrzów przemawia za Liverpoolem.

PS Pisałem o klubie, nie trenerze. Z trenerów lepszy był na pewno Paisley.
-
2011/11/06 21:34:32
A to mistrzostwo Anglii i LM to jedyne rozgrywki, w których te dwa kluby rywalizują? Liverpool ma 40% mniej Pucharów Anglii, i co z tego?
W całkowitej ilości trofeów to MU prowadzi nad LFC 60 do 58.

Paisley lepszy od Fergusona? Tylko pod względem PE. Wszystkich pozostałych trofeów SAF zdobył więcej.
Stosujesz mało wiarygodne kryterium porównawcze - tylko LM/PE. To tak jakby twierdzić, że Fortuna był lepszy od Małysza, bo ten drugi nie zdobył złota na IO.
Porównywanie klubów z różnych lig trofeami jest ciężkie i moim zdaniem niemiarodajne. Równie dobrze można by było napisać, że MU jest gorsze od FC Vaduz, które zdobyło 40 razy Puchar Lichtensteinu przy 11 Pucharach Anglii Man United. Tu bardziej pasuje porównanie poprzez europejskie puchary, ale wszystkie a nie tylko LM. Owszem MU wtedy nie łapie się do top 5, ale kluby wyprzedzające ich pracowały na swój dorobek dłużej niż 20 lat - tyle sezonów w Europie mógł grać Ferguson, bo do 1990 angielskie kluby miały bana.


-
2011/11/06 22:15:48
gustav_adolf - Liczy się waga trofeów. Na pewno słyszałeś o średniej arytmetycznej i średniej ważonej. W tym puchar mistrzów ma oczywiście wagę największą. I to (co oczywiście dość subiektywne) o wiele wyższą niż mistrzostwo Anglii.
Z Paisley'em stosuje średnią trofeów na rok pracy (20 przez 7 lat 37 przez 25). W dodatku to wciąż JEDYNY trener na świecie, który puchar mistrzów zdobył 3 razy.
I wreszcie, to twórca drużyny, którą uważana jest za jedną z największym w historii, o żadnej z drużyn Fergusona tego powiedzieć nie można.
-
2011/11/06 23:35:28
Kto tę wagę ustala? Ty? Jak tak, to dziękuję.
Anglicy swoją najbardziej utytułowaną drużynę określają w pierwszej kolejności na podstawie mistrzostw Anglii, potem Puchar Anglii, Ligi itd.
W LM zmiana zasad znacznie wpłynęła na rywalizację. Kto wie, ile PE miałby dzisiaj Liverpool, gdyby tak samo jak teraz mogłyby grać 4 angielskie zespoły o niemieckich i hiszpańskich nie wspominając. Być może jeden z nich zabrałby Man United, który miałby w takim wypadku 5 startów w tych rozgrywkach więcej.
Wg starych zasad Liverpool nie miałby szans na wygranie LM w 2005, a MU w 1999. Liverpool do dzisiaj by w tych rozgrywkach nie mógł wystąpić.

Czysta średnia arytmetyczna przy tak małych próbach statystycznych jak 9 (Paisley pracował w LFC przez 9 lat, a nie przez 7) i 25, to miernik godny debila. Poza tym trzeba wziąć pod uwagę pewne fakty:
1. Paisley obejmując Liverpool dostał gotową do wygrywania w Europie drużynę po Shanklym. Ferguson aż tak dobrze nie miał.
2. Angielskie kluby miały zakaz gry w europejskich pucharach podczas pierwszych czterech sezonów Fergusona, co ograniczyło pole to zdobywania trofeów a także ściąganie porządnych zawodników z zagranicy.
3. Paisley zyskał na ówczesnych zasadach PE. Mógł grać tylko jeden klub z jednego kraju, ewentualnie jeszcze obrońca trofeum. W PE dominowały wtedy kluby angielskie, bardzo silne były również niemieckie w PUEFA. W erze LM obrona trofeum jest póki co niewykonalna. Ferguson, Lippi i Capello byli do tej pory najbliżej tego.

"I wreszcie, to twórca drużyny, którą uważana jest za jedną z największym w historii, o żadnej z drużyn Fergusona tego powiedzieć nie można. "
Przez kogo uważana? To opinia czysto emocjonalna, więc żaden argument.
Może i drużyny Fergusona nie świeciły w Europie jak 120 W żarówki przez 2-3 lata by zgasnąć na kolejnych 5-10, ale przynajmniej są świecą nieustannie jak 100 W a czasami więcej, od kilkunastu lat z jedną drobną awarią.
-
2011/11/07 00:14:41
@gustav_adolf - "Kto tę wagę ustala? Ty? Jak tak, to dziękuję.

No ale przecież oczywiście Ty możesz uważać, że wagi są takie same. Co byłoby na swój sposób dosyć zabawne.

"Anglicy swoją najbardziej utytułowaną drużynę określają w pierwszej kolejności na podstawie mistrzostw Anglii, potem Puchar Anglii, Ligi itd."

Well, ale to może Anglicy z Manchesteru (czy tam jego obrzeży). Anglicy z Liverpoolu na przykład uważają, że TAK JAK W POZOSTAŁYCH KRAJACH W EUROPIE najbardziej liczy się puchar mistrzów. Spytaj ilu z nich zamieniłoby mistrza Anglii na Puchar mistrzów.

"W LM zmiana zasad znacznie wpłynęła na rywalizację."

Dokładnie, gdyby nadal grać mógłby tylko mistrz, to SAF miałby tyle pucharów mistrzów co Crvena Zvezda. Przez 25 lat. Liverpool miałby ich wówczas 4. W sumie 4-1 to nawet lepiej niż 5-2. No i skoro do pucharu mistrzów awansowała jedna drużyna, a konkurencja w Anglii była taka mocna, to chyba awansowanie Paisley'a trzeba mu liczyć jako bonus, a nie traktować jako zarzut?

"Czysta średnia arytmetyczna przy tak małych próbach statystycznych jak 9 (Paisley pracował w LFC przez 9 lat, a nie przez 7) i 25, to miernik godny debila."

Lol, naprawdę uważasz, że 9 lat w fachu trenerskim to mało? Poza tym to chyba jest cała populacja, a nie próba.

"Poza tym trzeba wziąć pod uwagę pewne fakty:"

No ale sam przecież napisałeś, że Piasley miał bardzo mocną konkurencję w Anglii. Ferguson trenował w latach konkurencji piłki włoskiej i hiszpańskiej, dopiero od 2008 mówi się o "dominacji" angielskiej. Więc o te puchary w kraju było mu z jednej strony łatwiej, niż Pasileyowi, który - jak twierdzisz - musiał zmagać się z najlepszymi w lidze.


"Przez kogo uważana? To opinia czysto emocjonalna, więc żaden argument."

Hmm przez największym żyjących piłkarzy i ekspertów?

"Może i drużyny Fergusona nie świeciły w Europie jak 120 W żarówki przez 2-3 lata by zgasnąć na kolejnych 5-10, ale przynajmniej są świecą nieustannie jak 100 W a czasami więcej, od kilkunastu lat z jedną drobną awarią."

Z punktu widzenia CAŁEJ historii futbolu, co najwyżej na 80, raz to nawet 60 i nieco mrugała, ale norweski elektryk na Camp Nou tak wkręcił żarówkę, że zaświeciła w końcówce.
-
2011/11/07 02:34:41
"Z punktu widzenia CAŁEJ historii futbolu, co najwyżej na 80, raz to nawet 60 i nieco mrugała, ale norweski elektryk na Camp Nou tak wkręcił żarówkę, że zaświeciła w końcówce."

heh, marna prowokacja... zobacz sobie ścieżkę jaką przeszło Utd po ten puchar wtedy. Od 99 roku żadna drużyna nie miała tak usłanej cierniami drogi po Puchar mistrzów.
Bayern, Inter, Juve, Barca - wszystkie po brzegi wypakowane gwiazdami z najwyższej półki. I kuriozalnie finał był najsłabszym występem United w całych rozgrywkach (ok, nie wiem jak mecze z ŁKSem, bo pamiętam tylko wyniki 2-0 i 0-0) - a na żywo widziałem prawie wszystkie spotkania i całkiem nieźle je pamiętam (poza tymi z Broendby, których nie widziałem live).

"dopiero od 2008 mówi się o "dominacji" angielskiej."
hmm... to też ciekawa teoria, bo od 2005 roku nieprzerwanie (poza bayern-inter) w finale występują drużyny angielskie...

A co do poziomu Utd '86 ostatnio przeczytałem bardzo trafny tekst, który leciał mniej więcej tak: "In '86 United were woeful average. Without Robson they would be only woeful."
-
2011/11/07 03:00:34
Sir Alex kariery nie skończył, więc może jeszcze wygrać Ligę Mistrzów. Co i tak pewnie nie przekona majora. Nie żeby mnie to obchodziło.
-
2011/11/07 03:08:20
"No ale przecież oczywiście Ty możesz uważać, że wagi są takie same. Co byłoby na swój sposób dosyć zabawne."
Na każdy puchar trzeba sobie mniej lub bardziej zasłużyć, umieć pogodzić z innymi rozgrywkami. Jeśli jakiś klub ignoruje jakieś rozgrywki, to znaczy że przyznaje się do własnej słabości. Oba kluby grają w tych samych rozgrywkach krajowych co roku, na takich samych zasadach, więc nic zabawnego w tym nie ma.

"Well, ale to może Anglicy z Manchesteru (czy tam jego obrzeży). Anglicy z Liverpoolu na przykład uważają, że TAK JAK W POZOSTAŁYCH KRAJACH W EUROPIE najbardziej liczy się puchar mistrzów. Spytaj ilu z nich zamieniłoby mistrza Anglii na Puchar mistrzów."
A spytaj się, ilu kibiców Liverpoolu zamieniło by Stambuł na jedno mistrzostwo Anglii, na które tak długo czekają. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nam Polakom LM wydaje się wielkim kosmosem. Angielskim klubom europejskie puchary aż tak potrzebne do życia nie są, skoro każdy klub za transmisje dostaje tyle co się dostaje w LM, a premie w LE są porównywalne z FA Cup i nie trzeba jeździć po żadnych Macedoniach.
Anglicy z Liverpoolu są tak samo nieobiektywni jak Anglicy z Manchesteru. Nie wiem skąd byli Anglicy i czy w ogóle nimi byli ludzie redagujący i weryfikujący angielską wikipedię. Ranking najbardziej utytułowanych klubów jest uszeregowany w pierwszej kolejności na podstawie krajowych rozgrywek.
Redaktorów włoskiej wikipedii też nie podejrzewałbym o bycie "Anglikami z przedmieść Manchesteru". Niemiecka i polska wersja nie nazywa żadnego z klubów bardziej utytułowanym. Kwestia jest sporna.

"Dokładnie, gdyby nadal grać mógłby tylko mistrz, to SAF miałby tyle pucharów mistrzów co Crvena Zvezda. Przez 25 lat. Liverpool miałby ich wówczas 4. W sumie 4-1 to nawet lepiej niż 5-2."
Jak już to co najmniej 4-2, bo do LM 2007/08 Man United przystępował jako mistrz swojego kraju. Nie wiadomo dokładnie ile, ale na pewno łatwiej byłoby wygrać LM, gdyby najsilniejsze ligi miały tylko jednego przedstawiciela. Spora część konkurencji odpada i musi bardziej skupiać się na lidze by nie wypaść z LM na kilka lat. Z drugiej strony byłoby mniej kasy za transmisje spotkań z mniej atrakcyjnymi rywalami.
-
2011/11/07 03:13:28
"No i skoro do pucharu mistrzów awansowała jedna drużyna, a konkurencja w Anglii była taka mocna, to chyba awansowanie Paisley'a trzeba mu liczyć jako bonus, a nie traktować jako zarzut?""
Naiwne. To nie znaczy, że gdyby przyszło się zmierzyć w dwumeczu z przedstawicielem własnej ligi, to automatycznie wyszliby z tego pojedynku zwycięsko. Takie uroki tamtych czasów były, że LFC Paisleya odpadł z Widzewem. Chelsea w 2005 odpadła z LFC, chociaż sezon wcześniej The Blues byli lepsi o 19 pkt.

"Lol, naprawdę uważasz, że 9 lat w fachu trenerskim to mało? Poza tym to chyba jest cała populacja, a nie próba."
Próba z całej populacji, tyle że obie populacje mają zbyt wiele różnych cech by je porównywać tylko za pomocą średniej.
9 lat to dużo, ale i tak znacznie mniej niż 25. Ferguson dokonuje czwartej wymiany pokoleniowej, a Paisley ilu dokonał? Jednej i też notował gorsze będącym jedynym słusznym PE.

To tak jakby mieć pretensje do maratończyka, że każdy średnio biegnie wolniej od tego co biega na 5 km. Niby chodzi o to samo, czyli o medale na igrzyskach, mistrzostwach świata, ale strategie i metoda osiągania celu jest inna. Ferguson jest maratończykiem. W sprintach nie ma szans z wieloma szkoleniowcami.

Hmm przez największym żyjących piłkarzy i ekspertów?
Których ekspertów? Kim by oni nie byli i czego by nie osiągnęli, będą tylko subiektywnymi ludźmi.
Są również tacy, którzy rajcują się MU z 1999, i co z tego?

"Z punktu widzenia CAŁEJ historii futbolu, co najwyżej na 80, raz to nawet 60 i nieco mrugała, ale norweski elektryk na Camp Nou tak wkręcił żarówkę, że zaświeciła w końcówce. "
Lepsze to niż potem siedzieć w ciemności przez 10 lat.
Nie wiem, o co się ciśnieniujesz. Każdy zwycięzca LM ma swoje chwile słabości. Czy to znaczy, że tamten puchar jest mniej ważny od wszystkich innych?
Barcelona też trochę zawdzięcza innemu norweskiemu elektrykowi, i co z tego?

@erictheking87
To jest naciąganie w drugą stronę. Kilka sezonów przed przyjściem Fergusona MU zajmowało regularnie 3-4 miejsce, czasem wpadał FA Cup. Kiepsko było dopiero w momencie, w którym Ferguson zaczął pracę. Zespół był na 21. miejscu w tabeli a skończył na 11-tym.
-
2011/11/07 15:08:23
kawał felietonu
czyta się z prawdziwą przyjemnością