|
Blog > Komentarze do wpisu
Mecz w fabryce butówDo publicystycznej paplaniny o nowym aspekcie komercjalizacji futbolu - jej wpływie na język prezesów i trenerów - skłoniła mnie reakcja szefa Borussii Dortmund na niepowodzenia w Lidze Mistrzów. I napisałem. Przeczytacie po kliknięciu tutaj.
sobota, 29 października 2011, rafal.stec
Komentarze
2011/10/29 13:46:20
Kasa, kasa i tylko kasa. Co po trofeach i chwale, liczy sie to jaka jezdzisz bryka lub jakej marki masz zegarek.
W futbolu coraz widoczniej zarysowywuje sie pewna pokoleniowa przemiana. Ponadczasowe wartości idą w zapomnienie, a najważniejsza staje sie mamona. Nie wiem czy tak zawsze było, czy też będąc młodszym nie potrafiłem tego dostrzec. Cały futbolowy świat jest tym nasiąknięty. Kazdy kombinuje jak tu najwiecej zarobic. Zwiększanie liczby druzyn w turniejach, rozkladanie rozgrywek ligowych na 4 dni. Przeciez z obecnych 32 zespolow w LM tylko 8 nie bedzie gralo dalej w europejskich pucharach na wiosne. Czy to jest turniej, czy jakis pieprzony cyrk? Najwyraźniej liczy się tylko to, by zbic wiecej siana na tv. To wszystko przekłada sie na postawy piłkarzy. Hagi, Cantona, Sammer, Laudrup to byli idole a nie nazelowane gwiazdy typu Balotelli, Ibra, Ronaldo, Van Persie, ktorzy przy jakimkolwiek kontakcie padaja na murawe jakby im noge urwalo. Mam już dość. Nastąpił przesyt. Sprzedalas sie i troche to boli, wiec zostawiam cie i ogladam rugby. Tu liczy się tradycja i walka! 2011/10/29 14:53:31
@koles-bm Sprzedalas sie i troche to boli, wiec zostawiam cie i ogladam rugby. Tu liczy się tradycja i walka! Które rugby masz na myśli? Bo ja odnoszę wrażenie, że cztery lata temu podczas mistrzostw we Francji to była jednak inna, lepsza dyscyplina sportu. A będzie coraz gorzej. Afrykanerzy i Nowozelandczycy powołali na RWC 2011 zawodników spoza lig krajowych, co w 2007 roku było nie do pomyślenia. Japonia na tym turnieju to było czyste kuriozum. Teraz czytam, że Jaque Fourie, niczym Beckham, do marca będzie grał w Panasonic Wild Knights. Itd... P.S. Cantona? Jeden z najbardziej przereklamowanych kopaczy w dziejach futbolu. 2011/10/29 23:14:30
Takie argumenty są używane, jakie trafiają do przekonania odbiorcy. Nie tylko prezesi się zmienili, ale i widownia. A może chodzi o powiedzenie: Patrzcie, jestem człowiekiem, który potrafi wygenerować zysk mimo porażek moich nieudolnych pracowników :). Ale to tylko wątki poboczne, główny zasygnalizował Rafał.
@koles-bm "Nie wiem czy tak zawsze było, czy też będąc młodszym nie potrafiłem tego dostrzec." Oba komponenty alternatywy odnoszą się do tego samego :). 2011/10/30 00:57:08
Kamyczek należy się do ogródka mediów (tak wiem, często kamyczek jest odrzucany z sarkastycznym "oczywiście, wszystkiemu winne są media" i to załatwia dyskusję).
Na prawdę media mają siłę niebotyczną (banał? ok, ale nie wszyscy są jeszcze chyba przekonani) W końcu, współczesny sport (i nie tylko) polega na haśle: czego nie ma w tv lub w prasie tego nie ma w ogóle, to nie istnieje ! Dużo mogłoby się zmienić gdyby SAMI DZIENNIKARZE nie ględzili tyle o transferach, premiach, zarobkach, agentach itd. Po prostu O PIENIĄDZACH. Nie mówię tu akurat o gospodarzu bloga. Ale ostatnio np. w takim tenisie nie ma ważniejszej informacji od tej "ile dany/a tenisista/ka zarobił/a w sezonie" albo ile zarobił/a na korcie od początku kariery". Paranoja. Z drugiej strony, jak się zastanowić, to może dobrze że ten cały cyrk odarty został z hipokryzji. I powolutku wrócimy do zachwycania się zwycięstwem Górnika Strachocina nad Victorią Pakoszówka albo meczem Orkan Rumia vs. Koral Dębnica (gdzie grają NA PRAWDĘ NASI). To znaczy nie musimy wracać, tylko już kompletnie olejemy cyrk plastikowych gladiatorów. Wtedy cyrk (już bez dużych pieniędzy) trochę się opamięta ... 2011/10/30 11:00:22
Panie Rafale - gratuluję, odkrył Pan piłkę klubową.
Ona zawsze taka była, tylko nie zawsze ludzie kręcący się wokół niej i zarządzający nią pragnęli działać tak, by odnieść w niej długofalowy sukces. Pana artykuł przypomina trochę wezwanie do zaniedbania finansów w imię idei. Przecież jasne, że na dłuższą metę sukces sportowy osiągają w piłce klubowej ci, którzy wygrali finansowo. I pewnie nie ma w tym nic złego. Bo: sport jest dla sportowców. Tym piłka klubowa oferuje możliwość realizowania idei (inna sprawa, że tych mądrych sportowców jest coraz mniej, a coraz więcej boiskowych oszustów). System amerykański zamyka drogę na szczyt biedniejszym klubom, ale trzeba pamiętać, że kluby to tylko gracze rynkowi. A ich prezesi właśnie tym mają się zajmować. Nie zamyka natomiast ów system amerykański drogi na szczyt sportowcom - ci, jeśli najlepsi, trafią do najlepszych klubów. I tak to się kręci, i zawsze tak było. A może tak - nie jest winą klubów, że czepiły się ich miliony duraków, którzy nie mogą przeżyć bez utożsamiania się z jakąś subkulturą, bez wymalowania twarzy w barwy wojenne i bez karmienia swoich kompleksów cudzymi sukcesami i klęskami. Kluby takie jak Arsenal zachowują się odpowiedzialnie. Generując zyski, zapewniają przyszłość sportowcom. Kibice klubów zachowują się nieodpowiedzialnie, ale to oni są głównym źródłem zysku. Od dawien dawna w futbolu ścierają się te dwa żywioły, które wszakże nie mogłyby bez siebie żyć. 2011/10/30 11:14:46
A może to jest po prostu myślenie długodystansowe? Hę?
"Mamy stabilne finanse i dobrą pozycję w lidze; szkoda, że nie wyszło, ale spróbujemy za rok" to jest dokładnie to, co chcę w takiej sytuacji usłyszeć od dyrekcji mojej drużyny. Bo na pewno nie "piłkarze do kitu, trener do kitu, trzeba kupić droższych". A już na pewno nie "cały biznesplan nam się zawalił, bo liczyliśmy na pieniądze z pucharów". Przydałoby się u nas w kraju kilku takich Hansów-Joachimów Watzke. Pierwsze jaskółki już się pojawiają - zobaczymy co dalej, ale jestem dobrej myśli. 2011/10/30 12:21:21
Fajnie, fajnie i zapraszam na moje satyryczne rysunki na: rycinyandwypociny.blox.pl
Dodaję co wtorek i piątek, zapraszam! 2011/10/31 09:37:51
Puenta może i efektowna. Może też jednak niestety efekciarska, a to dlatego, że nie dostrzegająca jutrzenki. A jest nią, moim skromnym zdaniem, struktura wielu klubów hiszpańskich, w których jak wszyscy wiemy socios wybierają prezesa na kilkuletnią kadencję. Jak łatwo zgadnąć finanse interesują wyborców w średnim stopniu (ale nie w zerowym - tu przykład Rosella wybranego także dzięki jego obietnicom zniwelowania zadłużenia), a popularność prezesa zależy od ilości pucharów jakie zdołała, bądź nie zdołała, ugrać drużyna. No może w najgorszym razie od ilości gwiazd, i gwiazdek sprowadzonych do klubu. Tak przyznaję, w poprzednim zdaniu wbiłem szpileczkę Realowi, ale nie mogłem się powstrzymać.
2011/10/31 13:19:54
Rafal, dziwie sie, ze sie dziwisz.
Po pierwsze: slaba postawa Borussii w LM nie jest jakims wielkim zaskoczeniem. Jesienia zeszlego roku, kiedy w Bundeslidze szaleli, w Lidze Europy nie wyszli z grupy. Wiosna stracili impet, a przed tym sezonem sie oslabili - stracili za bezcen kluczowego zawodnika, a pozyskali jedynie uzupelnienia skladu. Tak wiec Watzke musial brac pod uwage porazki w LM - gdyby nastawial sie na gre o wielkie cele, zaplacilby odpowiednie pieniadze za zastepce dla Sahina. Po drugie: wydaje mi sie, ze ogromna wiekszosc klubow zawsze musiala dbac o rownowage finansowa i nie mogla sobie pozwalac na szalenstwa transferowe ani przeplacanie swoich pilkarzy. Co w tym dziwnego, ze Watzke o tym otwarcie mowi? Przeciez nie chodzi o to, zeby Borussia generowala jakies ogromne stopy zwrotu, tylko, zeby zapewnila sobie stabilnosc finansowa - chocby na takim poziomie, zeby byla w stanie zatrzymac Goetzego, tak jak nie byla w stanie zatrzymac Sahina. Bo nie oszukujmy sie - pilkarze nie dlatego odchodzili z Arsenalu, ze tak bardzo pragneli zwyciestw, ale dlatego, ze Manchester City lepiej placi. |
|
Myślę, Rafale, że to tylko taki bełkot, który ma przykryć bardzo słabe, ja na razie, występy mistrza.
Prawdę o Bundeslidze i profesjonalnym podejściu do pucharów klubów niemieckich znajdziemy w wywiadzie Jakuba Cistonia z Christianem Seifertem - W 2005 r. doganiała nas liga rumuńska. Serio, było realne zagrożenie, że spadniemy za nią w rankingu. Co zrobiliśmy? Przeczytaliśmy zasady rankingu UEFA. Mało kto zdawał sobie sprawę, co decyduje o liczbie drużyn w Lidze Mistrzów, o naszej pozycji w Europie. Niemieckim problemem było lekceważenie Pucharu UEFA. Dominowało podejście, że to rozgrywki dla "przegranych", "puchar pocieszenia". Przykładano do niego małą wagę, co było błędem, bo w rankingu UEFA zwycięstwa w Lidze Mistrzów są tyle samo warte, co w Pucharze UEFA.
Przeprowadziliśmy kampanię informacyjną. Wyjaśniliśmy klubom, fanom i mediom, jak działa ranking. Z roku na rok było to coraz ważniejsze, już nie był to w świadomości "puchar przegranych", choć wciąż zdarzały się wpadki, gdy komentator w telewizji mówił, że "oglądają państwo mało ważny mecz". Żeby zachęcić do gry na serio, liga postanowiła, że kluby przyczyniające się do poprawy rankingu otrzymają premie finansowe. Wydzieliliśmy na ten cel specjalny fundusz.
www.sport.pl/pilka/1,65081,10480713,Tak_sie_robi_Bundeslige.html
Generalnie cały wywiad bardzo ciekawy; pokazuje jak funkcjonuje realny futbol.
Pieniądze od szejków i oligarchów, które tak bardzo imponują polskim dziennikarzom, psują kibiców i piłkarzy, co widać najlepiej na najnowszym przykładzie Carlosa Teveza.
P.S. Nie zgodzę się z tym, co sugeruje Rafał, że angielskie zespoły lekceważą rozgrywki europejskie. Jest dokładnie odwrotnie.