Blog > Komentarze do wpisu

Manchester ściga Facebooka

Kiedy przed sześcioma laty na Old Trafford wpłynęła rodzina amerykańskich rekinów finansjery, fani witali ją, delikatnie mówiąc, nieprzychylnie. Buntowali się i wobec gwałtownie rosnących cen biletów, i wobec rosnącego zadłużenia klubu, i wobec rosnącej komercjalizacji klubu. Najbardziej radykalni odwrócili się od Manchesteru United i założyli konkurencyjny FC United of Manchester (nawiasem pytając, śledzicie ich losy?).

Glazerowie tymczasem korzystali ze swoich doświadczeń z NFL i konsekwentnie rozwijali marketingową nadbudowę, bo byli przekonani, że poprzednicy - choć uchodzili za światowych liderów w futbolowym biznesie - nie zdawali sobie sprawy, jak gigantyczny potencjał marnują. Liczba marketingowców pracujących poza siedzibą klubu wzrosła od chwili ich przybycia z 2 do 45, w przyszłym roku otwarte zostanie biuro w Hongkongu.

Dziś MU związany jest kontraktami reklamowymi z 20 wielkimi korporacjami i kilkudziesięcioma mniejszymi firmami. Prekursorskim majstersztykiem menedżerowie błysnęli w sierpniu, gdy sprzedali DHL-owi miejsce na koszulkach... treningowych. Nikt wcześniej na to nie wpadł, oni wynegocjowali 40 mln funtów za czteroletnią umowę. I w czasach globalnej recesji dynamicznie zwiększają przychody. Są tak skuteczni, że kupujący prawa do Premier League medialni magnaci już powinni się bać, gdy Alex Ferguson grzmi w wywiadzie dla BBC, że angielski futbol zaprzedał duszę telewizyjnemu diabłu - oddając im np. władzę nad terminarzem rozgrywek - a skoro zaprzedał, to belzebuby płacą klubom haniebnie mało. (Tylko brytyjski Sky za lata 2010-2013 dał całej lidze 1,6 mld funtów).

Najbardziej zdumiewająco wygląda jednak przytaczany przez „Timesa” raport agencji Brand Finance, według której Manchester United stał się szóstą najbardziej rozpoznawalną marką na świecie. Wyżej są tylko Google, Apple, BBC, Dyson i Facebook. Innych angielskich klubów piłkarskich trzeba szukać niziutko - Chelsea leży na 54. miejscu w rankingu, Arsenal na 160., a Liverpool na 171. Gdzie plasują się Barcelona i Real Madryt, wyspiarze nie podali (pełen raport jest niedostępny), wiemy tylko, że obaj potentaci MU ustępują, choć to dla nich grają Messi, C. Ronaldo i tabun hiszpańskich mistrzów świata. I to oni czerpią wizerunkowe zyski z najsłynniejszego klubowego meczu, czyli El Clasico.

W sezonie 2006/2007 Manchester United zlecił TNS Sport, by zbadała, ilu kibiców - choć to nieprecyzyjne tłumaczenie rzeczownika „followers”, chodzi generalnie śledzących mecze i losy klubu - ma w skali całej planety. Firma przepytała 28 tysięcy osób z 21 krajów rozrzuconych po sześciu kontynentach. I oszacowała, że „Czerwonym Diabłom” kibicuje 333 mln osób (192 mln w Azji). Obecnie ponawia gigantyczną sondę, wyniki dostarczy za kilka miesięcy.

Inna firma - Futures Sports and Entertainment - wyliczyła, że w ubiegłym sezonie transmisje meczów MU przyciągnęły 4,2-miliardową widownię. Większą niż wszystkie wyścigi Formuły 1 razem wzięte.

Kiedy patrzę na te wielkie liczby, staje się dla mnie jasne, że dla właścicieli MU pojedynczy kibic na Old Trafford traci znaczenie. W perspektywie globalnej jest przecież niewidoczny.

A komercjalizowanie i globalizowanie futbolu wcale nie osiągnęło masy krytycznej. Malcolm Glazer powiedziałby raczej, że dopiero się rozpoczęło. Potwór już kłapnął, ale jeszcze nie rozdziawił paszczy.

wtorek, 27 września 2011, rafal.stec
Komentarze
2011/09/27 13:09:55
Who cares?:)
-
2011/09/27 13:16:38
Cóż, w tym świetle naiwnie brzmi mój ostatni komentarz pod poprzednią notką :)
Mimo to uważam, że dopóki ligi zostaną w mniej więcej takiej postaci jak dziś, możemy mówić o (r)ewolucji tylko marketingowej. Sportowo i stylowo to wciąż będzie drużyna Premier League.
-
2011/09/27 13:25:58
Ja się zastanawiam kiedy bardziej zyskowne będą reklamy zamiast pierwszych rzędów krzesełek na stadionie. Może nawet już teraz są, ale nikt jeszcze nie zdecyduje się na taki ruch .Coś czuje, ze to tylko kwestia czasu, kiedy w TV kibiców będzie widać tylko w górnych partiach stadionu a przy boisku zostaną rozciągnięte banery tak do 20 metra trybun. Za bramką pewnie bardziej.
-
2011/09/27 13:34:38
Wyjdę na malkotenta, bo timing znowu nieodpowiedni. Wszak właśnie United zawiesiło publiczne oferowanie akcji

www.reuters.com/article/2011/09/20/us-manchester-utd-idUSTRE78J4EY20110920

Ale z drugiej strony to raczej przejaw ostrożności i profesjonalizmu. Zobaczymy na ile rynek wyceni Glazerów.
-
2011/09/27 13:43:02
Do biletu będzie dodawana koszulka z reklamą sponsora...
-
2011/09/27 14:08:11
Zacznę może od części, jak dla mnie, najprzyjemniejszej poruszonej w tym wpisie. Mam tutaj na myśli FC United of Manchester. Sam niezmiernie się cieszę, że ten klub cały czas funkcjonuje, bo zarówno piłkarze, jak i kibice tej drużyny, pokazują nam czy jest prawdziwa radość z gry w piłkę nożną. Nie chcę się tutaj na ten temat rozpisywać, dlatego odeślę Was do tekstu, który nie tak dawno napisałem na swoim blogu na DevilPage.pl - www.devilpage.pl/misza/blog/komentarze/27732/poznaj-fc-united-of-manchester/ (mam nadzieję, że po jego lekturze ktoś z Was zainteresuje się losami 'małego United').

Przechodząc jednak do sedna sprawy i Manchesteru United to mi jako wieloletniemu kibicowi tej drużyny bardzo nie podoba się sytuacja panująca klubie. Jest bowiem tak jak wspomniał Rafał - dla Glazerów nie liczy się pojedynczy kibic, liczą się masy (najczęściej kibiców z Azji), które są w stanie zostawić wiele pieniędzy (cóż, biznes).

Wtrącając, podadam jednak paradoksalne przypadki. Choćby ostatni mecz Ligi Mistrzów z Benficą. W Portugalii kibice Czerwonych Diabłów zapewnili zaledwie połowę swojego sektora - niby nic nadzwyczajnego, ale pojawia się pewien paradoks. Już tłumaczę o co chodzi. Każdy kibic MU, który chce się udać na mecz wyjazdowy czy to w lidze czy to w Lidze Mistrzów (i nie chce korzystać z koników, choć to medota dużo wygodniejsza, ale często znacznie droższa np. bilet na away na Leeds na czarnym rynku kosztował ok 200 Ł, ale już rok temu za away za WHU zapłaciłem 50Ł, więc przebitka nie była ogromna) musi wykupić roczną składkę One United i złożyć specjalną aplikację i liczyć, że w drodze losowania dostanie bilet. Wydawać by się mogło, że do Portugalii polecieli wszyscy chętni - nic bardziej mylnego - wiele wniosków zostało odrzuconych. Czemu? Nikt nie potrafi powiedzieć. Owszem, w takiej sytuacji można się ponownie ubiegać o bilet, ale powstaje pytanie. Po co? Sam teraz jestem w takiej sytuacji, bo złożyłem aplikację na mecz wyjazdowy z Otelulem Galati i się zastanawiam co tym razem wymyśli klub.

Kolejny paradoks w Manchesterze to dystrybucja karnetów. Jeżeli ktoś się zdecyduje na kupno karnetu na mecze ligowe na Old Trafford to musi liczyć się z tym, że...klub potrąci mu z karty kredytowej pieniądze na wszystkie mecze pucharowe rozgrywane na Old Trafford, więc chcąc nie chcąc przykładowy Smith musi zapłaci od razu także za mecza FA Cup itd.. Działanie niezrozumiałe, a jeżeli się okaże, że ktoś przed meczem pucharowym nie będzie miał pieniędzy na karcie kredytowej to klub ma prawo anulować karnet na pozostałe mecze ligowe. To się w głowie nie mieści.

Umowa z DHL bardzo sprytna, ale po raz kolejny pokazuja jak komercja rządzi piłką nożną.

Za Glazerów klub marketingowo się bardzo rozwinął, ale pozostałe także się rozwijają. Najgorsze jest jednak to, że klub odwraca się od kibiców, jednak kibice też mają dość (powstanie FC United, mniej sprzedanych karnetów itd.), ale to nie odstrasza Glazerów, bowiem zawsze pojawiają się turyści z Azji i Snandynawi, którzy zostawiają w Manc wiele pieniędzy. Na pocieszenie mogę dodać, że nasi, Polscy, kibice mają nieco inne podejście do sprawy. Wiem to z własnego doświadczenia, bo sam już bywałem w Manc, a moi znajomi z MUSC Poland (Stowarzyszenie polskich kiiców MU) latają na niemal każde spotkanie rozgrywane na Old Trafford. Wiem, że nasze zachowanie bardzo podoba się Anglikom (jeden z nich po Testominialu Nevilla, na którym byłem, powiedział, że Polacy zawsze pierwsi pchają się do dopingu, ba robili sobie zdjęcia z naszą flagą, która się wyróżnia na tle pozostałych). Jednak Polacy to malutki wyjątek, który raczej nie ma sensu na poprawę sytuacji.
-
2011/09/27 14:09:40
Jakiś błąd w tekscie jest, bo nie wydaje mi się, żeby to było tylko 28 osób. Może 28 tys. osób?

Co do marketingu sportowego to patrzcie na Real Madryt i uczcie się jak się to robi. Mozna lubić Real lub nie, ale nikt nie odbierze im pierwszego miejsca jeśli chodzi o zarabianie pieniędzy w piłce nożnej/sporcie.

Jak dla mnie to Perez mógłby być premierem w tym naszym grajdole, bo przynajmniej nie zadawalibyśmy pytań: Jak Żyć? :D
-
2011/09/27 15:39:07
Inna firma - Futures Sports and Entertainment - wyliczyła, że w ubiegłym sezonie transmisje meczów MU przyciągnęły 4,2-miliardową widownię. Większą niż wszystkie wyścigi Formuły 1 razem wzięte.
Dziwne to porównanie z F1 - meczów ManUtd (to chyba najbardziej poprawny politycznie skrót ich nazwy) jest w końcu kilkakrotnie więcej niż wyścigów formuły 1.

Co do reszty artykułu: kogoś to jeszcze dziwi? Globalizacja piłki nożnej trwa od lat, kluby stają się globalnymi markami, co raz bardziej oderwanymi od lokalnej społeczności, choć na związkach z nią są zbudowane (bo oczywistym jest, że siła marek Realu, United, Arsenalu i Liverpoolu wynika w dużej mierze z historii tych klubów (ale przykłady Chelsea, City, Malagi pokazują, że i bez tego można się obejść)).
-
2011/09/27 16:11:34
ppiotrek1990
Obecnie nam rządzący robią podobne sztuczki by zmniejszyć poziom długu publicznego. Ten cały Perez i Real Madryt cienko by piszczeli, gdyby nie wałek w 2004 roku, gdy klub sprzedał miastu ośrodek treningowy za prawie pół miliarda euro, a odkupił za symboliczne jedno euro.
Ulegasz perezowej propagandzie, która między innymi głosi, że szumne transfery w 2009 roku spłacono z koszulek i innych dupereli, których sprzedaż jest na podobnym poziomie co Man United.
Przeczytaj o podstawach ekonomii. Przychód to nie to samo, co zysk, a Real ma największe na świecie przychody. MU z kolei jest wyceniany jako najdroższy klub piłkarski świata.
-
2011/09/27 18:40:21
Ostatni raz ścigałem twarzo-książkę w 1979 r.
-
2011/09/27 18:41:18
gustav_adolf - A to nie było czasem tak, że po prostu Perez załatwił przekwalifikowanie gruntów rekreacyjnych na budowlane i sprzedał za gigakasę, budując inne, nowe centrum treningowe?

-
2011/09/27 19:08:48
Co to dyson? :)
-
2011/09/27 19:34:56
Tez mnie to zaciekawilo. Google mowi, ze robia jakies odkurzacze...
-
2011/09/27 21:11:40
@ gustav_adolf

Kolega widzę stosuje typowe podejście przeciętnego kibica Barcelony, czyli nieważne jakby było, tylko żeby krytykować i obarczać winą Real. Głód w Afryce, kryzys finansowy i globalne ocieplenie to także wina Pereza i Realu.

Co do zasad ekonomii to nie ja, ale Ty musisz uzupełnić wiedzę. Real miał największy przychód 480 mln "ojro", ale także wypracował 30 mln zysku. Zysk wzrósł o prawie 9% w stosunku do roku poprzedniego, natomiast zadłużenie spadło o ponad 30%. To są fakty, a nie jakieś twoje dziwne insynuacje.

Jeśli chodzi o finanse i marketing, to Barcelona jest jak peruwiański hodowca lam przy dzisiejszej osobie/osobach, które trafią "szóstkę" w Lotto . A jak ktoś się z tym nie zgadza to ma nie po kolei w głowie. Dług Realu pomimo ponad 200 mln kredytu zaciągniętego nie tak dawno wynosi obecnie około 160 mln euro. Dług Barcelony to ponad 364 mln euro. Real notuje zysk, Barcelona notuje 21 mln euro straty i jest to czwarty z rzędu rok bilansowy zakończony deficytem!!! I to pomimo tego iż Barcelona wygrała LM i zainkasowała ponad 50 mln euro, a Real za sam awans do półfinałów tylko 30 mln euro. I to pomimo tego iż w Barcelonie podobno sami wychowankowie grają (których przecież kupować nie trzeba, za wyjątkiem Fabregasa), a Real dużo wydaje na transfery.

Poza tym skąd Ty wiesz ile koszulek sprzedaje Real, a ile Manchester?? Oficjalnych danych nikt nie podaje, jedynie do mediów dostają się częściowe wyniki, np. to, że w ciągu roku od transferu Ronaldo do Madrytu Real zarobił na samych koszulkach Ronaldo 80 mln euro. Wydaje mi się, z całym szacunkiem dla ManUtd, że Czerwone Diabły sprzedają ich mniej. Choć nie są to kolosalne różnice.

O tyle Barcelona jest w dobrej sytuacji, że obecnie dominuje i w LM i Primiera Division. Ale wyobrazcie sobie sytuację: w ostatniej kolejce przegrywa mistrzostwo Hiszpanii z Realem (z Realem bo właściwie tylko Real im może zagrozić), w LM odpadają w półfinale z Manchesterem Utd, wygrywają co prawda KMŚ (bo tam oprócz Santosu to nie ma druzyny, która nawet w kilku procentach moze im w jakikolwiek sposób zagrozić), a w Copa del Rey odpadają również w półfinale po emocjonującym dwumeczu z Valencią.
Nagle okaże się, że ten klub ma ogromne problemy. Obecnie ratuje ich to, że mają sukcesy i to duże, ale to nie będzie trwało wiecznie. Barcelona, a konkretniej Rosell, nie potrafią odpowiednio wykorzystać szansy jaką dają im te sukcesy. Gdyby Real w jednym sezonie wygrał CdR, La Lige i LM, to ich przychód wynosiłby ponad 550 mln euro. Jeszcze nie tak dawno prezes Barcelony wykrzykiwał, że przegoni Real, bo Barcelona osiągnie 470 mln euro przychodu. Udało się tylko 420, a nawet jakby dobili do 470 to i tak Real jest lepszy.

Oczywiscie wynik Realu (jesli chodzi o zysk) to nic przy 110 mln funtów Manchesteru, ale liga angielska to atrakcyjniejszy rynek niż przewidywalna Primiera Division, a przy okazji dług Manchesteru to ponad 300 mln funtów, więc gdyby chcieli go zmniejszyć do tego samego poziomu co Real to nawet ten zysk by im nie wystarczył. Rosell i działacze Barcelony to zwykli partacze. Barcelona gra miłą dla oka, ofensywną piłkę, od paru lat zdobywa większość tytułów jakie może zdobyć i naprawdę nie można tej cięzkiej pracy całej drużyny przekuć w sukces finansowy?? Moze im te sukcesy szkodzą??
-
2011/09/27 23:07:09
@ppiotrek1990

"O tyle Barcelona jest w dobrej sytuacji, że obecnie dominuje i w LM i Primiera Division. Ale wyobrazcie sobie sytuację: w ostatniej kolejce przegrywa mistrzostwo Hiszpanii z Realem (z Realem bo właściwie tylko Real im może zagrozić), w LM odpadają w półfinale z Manchesterem Utd, wygrywają co prawda KMŚ (bo tam oprócz Santosu to nie ma druzyny, która nawet w kilku procentach moze im w jakikolwiek sposób zagrozić), a w Copa del Rey odpadają również w półfinale po emocjonującym dwumeczu z Valencią.Nagle okaże się, że ten klub ma ogromne problemy. Obecnie ratuje ich to, że mają sukcesy i to duże, ale to nie będzie trwało wiecznie. Barcelona, a konkretniej Rosell, nie potrafią odpowiednio wykorzystać szansy jaką dają im te sukcesy."

No a teraz już zejdź na ziemię, rączki na kołderkę i porównaj sobie wyniki finansowe, gdy prezesem był Laporta (ze swoimi kuriozalnymi umowami telewizyjnymi Z Sogecable) i Rosselem, który w PIERWSZYM roku urzędowania zwiększył przychód o 60 milionów. A musiał się borykać z przeszło 40 mln stratą na nie swoich transferach (Ibra, Czychryński, Caceres). Całę szczęście to jednorazowa strata. Jeśli chodzi o wysokość przychodów, to Barcelona przekroczyła granicę 470 baniek. Obecna strata to 9 baniek, zakładając, że nie będzie już szaleństw z Ibrą i że transfer Fabregasa i Alexisa rozłożony jest na kilkuletnie raty (za zmienne zależne od sukcesów płacą sponsorzy), ten nic nie potrafiący Rossel nie tylko wyprowadził Barcę na plus, ale załatwił właśnie sponsora z Kataru za 150 mln. A to dopiero początek ofensywy tym kierunku, gdzie Guardiola ma sporą popularność. Nie zdziwię się, jak po drugiej kadencji Rossela, Barca będzie numerem jeden na świecie. Negocjacje w sprawie Cesca i Alexisa to był majstersztyk, zbił cenę o 50%.

Resztę doczytasz tutaj

www.totalbarca.com/2011/news/theres-nothing-wrong-with-fcbs-finances/
-
2011/09/27 23:09:55
No, cyferki ładne i co z tego? Po co istnieje klub? Po to żeby wygrywać, zdobywać trofea, czy po to żeby ciągnąć siano od ludzi z drugiego końca świata, którzy w gruncie rzeczy mają gdzieś wyniki. To wszystko jest postawione na głowie.
-
2011/09/27 23:19:28
Dzisiaj scigali jednak FC Basel ;'))
-
2011/09/27 23:34:37
@maj.or
Barcelona powoli wychodzi na prostą, i dobrze, ale fakt faktem, pod względem ekonomicznym przez lata ustępowali Realowi, co z jednej strony jest dziwne biorąc uwagę rożnicę w ilości ostatnio odniesionych sukcesów, ale z drugiej Madrytczycy biznesowo są naprawdę mistrzowscy, więc być w tym od nich gorszym to nie jest jakaś wielka ujma.
Warto jednak zauważyć, że Barça odbudowuje budżet zaprzedając swoje "ideały" (kontrakt reklamowy z Quatar Foundation), co tylko potwierdza tezę z artykułu "o kierunku w którym to wszystko zmierza".

Przy okazji, dla zainteresowanych tematem, świetne artykuły o sytuacji ekonomicznej Realu i ManUtd z niezastąpionego Swiss Ramble (trolle przeczytajcie zanim napiszecie coś głupiego):
swissramble.blogspot.com/2011/09/manchester-united-introducing-brand.html (ManUtd)
swissramble.blogspot.com/2011/06/real-madrid-and-financial-fair-play.html (Real Madrid)
-
2011/09/28 01:06:07
@autor_autor- jasne finansowo Laporta to była jakaś katastrofa, absolutnie się zgadzam. Rosell świetnie to układa, ale znowuż nie ma tej chemii z Guardiolą, jaką miał Laporta. Stąd te poszturchiwania i sarkanie na procesowanie z Laportą, które pewnie nic nie da, ale trudno się nie denerwować, gdy się widzi tak ordynarne wałki w raportach. Koszulek żal, ale jak napisał Cruyff (który akurat jest przeciw), socios Realu płacą większą składkę na klub, a dopiero byłby krzyk, gdyby Rosell podwyższył. Kilka dni temu Walne zgromadzenie kibiców klepnęło umowę z Katarem.

Perez to świetny biznesmen, ale gorszy prezes (no tylko jeden tytuł w LM na tyle lat;), więc tak jak Real może się od Barcy uczyć promowania wychowanków, tak Barca od Realu prowadzenia biznesu.
-
2011/09/28 10:20:18
szóstą najbardziej rozpoznawalną marką na świecie. Wyżej są tylko Google, Apple, BBC, Dyson i Facebook

To nie jest jakiś błąd? Nie chodzi przypadkiem o najbardziej rozpoznawalne marki na Wyspach? Jeśli faktycznie na świecie to kryteria na podstawie jakich ustalany był ranking musiały być ciekawe...
-
2011/09/28 11:32:01
@Bartoszcze

Anyone who believes that striving at all costs to maximize profits is something bad.

@Dr_Dedoverde

Najstraszniejsze jest to, że - moim zdaniem - Pańska hipoteza jest cholernie prawdopodobna.

@Wszyscy zainteresowani

Być może to pytanie jest spóźnione, być może naiwne, ale jakoś nie mogę go nie zadać: czy Waszym zdaniem istnieje rozsądny sposób, by powstrzymać dominację pieniądza nad sportem? Nie chodzi mi o dominację sportu, ale o względną równowagę typu "osiągnięty po uczciwej walce wynik sportowy jest mniej więcej tak samo ważny jak zyski z działalności klubu".
-
2011/09/28 14:47:19
Ktoś oglądał mecz Real-Ajax? Czy to normalne na stadionie Realu, że cały stadion skanduje co chwila Puta Barca nawet na meczu, w którym Barca nie gra? Czy skandujące te okrzyki kilkadziesięt tysięcy kibiców nie odstrasza rodzin z dziećmi? Czy nie powinniśmy zwrócić uwagi, żeby w Polsce dzieci nie oglądały meczów hiszpańskich drużyn, bo uczą się brzydkich słów?
-
2011/09/28 15:17:14
Czy skandujące te okrzyki kilkadziesięt tysięcy kibiców nie odstrasza rodzin z dziećmi?

Tych rodzin, w których w domu mówi się Puta Barca, nie. Te inne, zapewne.

Czy nie powinniśmy zwrócić uwagi, żeby w Polsce dzieci nie oglądały meczów hiszpańskich drużyn, bo uczą się brzydkich słów?

Jak już wyplenimy z meczów polskich drużyn brzydkie słowa zrozumiałe dla polskich dzieci, to i hiszpańskimi się zajmiemy.
-
2011/09/28 15:39:29
@Bartoszcze
Jak już wyplenimy z meczów polskich drużyn brzydkie słowa zrozumiałe dla polskich dzieci, to i hiszpańskimi się zajmiemy.

Super, kiedy to się wam uda? Bo obecnie dzieci nie mogą bez przekleństw oglądać meczów w tv :( A poźniej w szkole ciągle używają takich słów jak fuck (m.in. ManU), puta czy scheisse (to z meczów m.in. Borusii Dortmund).
-
2011/09/28 15:45:05
A poźniej w szkole ciągle używają takich słów jak fuck (m.in. ManU), puta czy scheisse

Współczuję kolegów.
-
2011/09/28 19:08:30
@ostrowmaz
co chwila? wątpie, wczoraj nie słyszałem w ogóle (ale nie wsłuchiwałem się za bardzo), ale na tych meczach Realu jakie widziałem na własne oczy na Bernabeu zdarzało się to raczej sporadycznie (na ogół pod koniec meczu już wygranego, gdy już nikt za bardzo nim (meczem) się nie przejmował).
Po drugie: w Hiszpanii przeklinają wszyscy: dzieci, dziadkowie, babcie, nauczyciele i Pep Guardiola i jest to na ogół traktowane jako rzecz całkiem w porządku - więc nie można w tej kwestii dokonywać bezpośrednich porównań między nami Polakami, a nimi. Inna kultura po prostu.
-
2011/09/28 20:20:46
z tego co się orientuje to puta jest przekleństwem "łagodnym" choć na pewno nie jest to uprzejme ;) choć na Camp Nou śpiewało się też (nie wiem czy nadal) Guti, Guti, Guti maricon(choć chyba nie tak zupełnie bez racji jak widać ;) Średnio jest się czym bulwersować.
-
2011/09/28 20:30:26
puta jest przekleństwem "łagodnym"

Carlos Marrodan Casas tłumacząc Marqueza specjalnie popełnił wstęp protestacyjny, że "Memoria de mis putas tristes" musi przełożyć w Polsce jako "Rzecz o mych smutnych dziwkach" wyłącznie ze względów prawnych, bo jedynie słusznym tłumaczeniem byłoby "kurwach".
-
2011/09/28 22:42:11
Chryste Panie, to polskie dzieci nawet po hiszpańsku już rozumieją? Słuszną linię ma nasza polityka rodzinna.
-
2011/09/29 01:49:17
Na moje to "puta" nie jest ani tak łagodna jak "dziwka", ani tak mocna jak "kurwa". Coś pomiędzy. Guardiola nazwał Mourinho "puto amo" i nikt się nie oburzył.
O tym co się krzyczy na stadionach na Półwyspie Iberyjskim mógłbym jeszcze sporo popisać, ale generalnie szkoda zachodu, w porównaniu z Polską to w Hiszpanii jest bajka. Pod tym względem przynajmniej.
Na Gutiego już nie śpiewają, mają teraz innych "bohaterów".