Blog > Komentarze do wpisu

Brązowa noc

Dwa lata temu w Izmirze noc była złota, ale teraz też jest pięknie. Ja w ogóle wolę, pomimo oczywistej przewagi srebra nad brązem, nadawać ostatnie turniejowe korespondencje z trzeciego miejsca, a nie z drugiego, bo wtedy mistrzostwa kończą się triumfem, a nie porażką. I mój ulubiony fotoreporter Kuba Atys zamraża rzeczywistość rozsadzaną przez dziką radość:

Jakub Jarosz i Michał Kubiak, radość po brązie ME. Fot. Kuba Atys

Siatkarzom jestem specjalnie wdzięczny za skok na podium, bo zabrali mi temat na interwencyjną publicystykę, którą musiałbym napisać, choć wcale by mi to nie sprawiło przyjemności. W razie porażki z Rosją apelowałbym mianowicie - ze świadomością bezcelowości swojej próby - do prezesa PZPS, by nie zabiegał o dziką kartę na Puchar Świata dla Polski. A zabiegałby o nią naturalnie z powodzeniem, choć nie miałby żadnych argumentów sportowych - Rosjanie zajęliby wyższą od naszych pozycję w ME, wyprzedzaliby naszych w rankingu FIVB, wygraliby z naszymi wszystkie trzy tegoroczne mecze etc. Na szczęście to już tylko jałowe spekulacje, wreszcie nie musimy też wnikać w szczegóły, by sprawdzić, czy Polaków nie wciągnęli na podium obrotni działacze. Na zaproszenie do PŚ zasłużyła reprezentacja na boisku, bo rosyjski blok został dziś skruszony przez tych m.in. panów:

Andrea Anastasi, Bartosz Kurek. Fot. Kuba Atys

A potem złoto wyszarpali Serbowie, jak zwykle napędzani przez Ivana Miljkovicia, który został MVP turnieju i teraz, i 10 lat temu, kiedy mistrzostwo kontynentu zdobywała jeszcze Jugosławia. To jeden z moich ulubionych sportowców. Wygrał wszystko - jako 21-letni młokos zostawał już mistrzem olimpijskim - ale nadal uprawia siatkówkę, by „spełniać marzenia”. W tym roku spełnił, jak twierdzi, swoje największe - kupił dom w Nowym Jorku.

Na stałe planuje jednak zamieszkać w Italii („mentalnie jestem bardziej Włochem niż Serbem”), a triumfy swego niewielkiego, siedmiomilionowego kraju w grach drużynowych tłumaczy tak: „Od tysięcy lat wszelkie problemy umiemy rozwiązywać wyłącznie poprzez wojnę. I mamy pewien sekret. Otóż wystarczy, że ktoś nam powie, że czegoś nie da się zrobić albo gdzieś się nie da dotrzeć, a my na pewno to zrobimy albo tam dotrzemy”.

Ivan Miljkovic. Fot. Kuba Atys

poniedziałek, 19 września 2011, rafal.stec
Komentarze
2011/09/19 01:21:45
Przewrotny trochę los takiego fotoreportera. Z perspektywy "zwykłego śmiertelnika" praca, która wysyła na fotografowanie(czyli oglądanie) ME, wydaje się być czystą przyjemnością. Jednak w momencie, kiedy chciałoby się wyskoczyć w górę niczym Kubiak (lub ja przed TV ;), to właśnie wtedy trzeba pracować najintensywniej i nie ma się czasu na oddawanie radości. Oczywiście takie obrazki pewnie też są dla fotografa niezłą gratką, mi jednak zdaje się to być jednak psuciem czystej radości.
-
2011/09/19 01:34:07
Dzika karta na PŚ była pewna jeszcze przed rozpoczęciem sezonu reprezentacyjnego. Kluczem jest kontrakt telewizyjny. Więc Twoja publicystyka interwencyjna była by pozbawiona sensu:D Zresztą ta informacja przewijała się od wielu miesięcy:)
-
2011/09/19 01:39:13
@A zabiegałby o nią naturalnie z powodzeniem, choć nie miałby żadnych argumentów sportowych - Rosjanie zajęliby wyższą od naszych pozycję w ME, wyprzedzaliby naszych w rankingu FIVB, wygraliby z naszymi wszystkie trzy tegoroczne mecze etc.

To był w tym sezonie 5 mecz, z czego wcześniej jeden był wygrany (w Miliczu 3:1) :D
-
2011/09/19 08:13:35
Jak wygląda w tej chwili kwestia perspektyw na kwalifikację olimpijską?
-
2011/09/19 08:18:39
Rafale - dobrze, że usunąłeś z relacji sobotniej porażki wyraz "domniemany" przy liderze Bartoszu Kurku (jak rozumiem tej, która ostatecznie trafiła do druku). Wiem, że wywiadów nie dawał, że emocje po słabym meczu Polaków grały, ale generalnie to by było słabe.
-
2011/09/19 09:36:05
@zamorano
Dobrze wiem, że dziką kartę już dawno załatwiliśmy, ale ona nie została jeszcze przyznana - zawsze można jej się zrzec czy też jej nie brać:)

@howling_mad
Usunąłem z papieru, ale i internetowej korespondencji lączonej z weekendu wieńczącego turniej. Usunąłem dlatego, że po półfinale 'domniemany' miał sens, a po meczu o brąz już nie. Tam BK był prawdziwym liderem. (Wywiady nie mają tu nic do rzeczy. Po pierwsze, ja o nie nie prosiłem, po drugie, sprawy boiskowe od pozaboiskowych oddzielam grubą krechą).
-
2011/09/19 09:52:21
1. ja jak airborell - co z kwalifikacją olimpijską, ale tak w pełni cieńszym prętem bardziej szczegółowo poproszę.
2. Kurek, to kurek. Dla mnie gwiazdą meczu u nas był Kuba Jarosz, który się odbudował i nadał siłę atakom, wreszcie (przez więksszośc meczu) czyli zupełne novum w tym sezonie, faltycznie mieliśmy obsadzonąpozycję ataującego.
3. odszczekuję swoje czarnowidztwo, że Rosjanie stana do walki o brąz wściekli byli zdołowani, jak wy twierdziliście.
4. kolega, który wczoraj był na meczu twierdzi, że był tam kibicowski sojusz serbsko-polski na obu meczach. Skandowac Srbija nie wydolił, ale "serbija" owszem;)
3. jak to jest:
a) jak sugeruje Bosek z Mielewskim - są podziały wśród obecnych kadrowiczów vs kurujące sie gwiazdy, czy ja zamazuje Mazur - o niczym takim mowy nie ma. Stwierdzenie Ruciaka, ze "w kadrze nikogo nie brakuje" na swój sposób celne, ale nie do końca, raczej popiera to, co w a)
4. Prosze o przekazanie gratulacji panom ze studia Polsatu, że w odróżnieniu od finału ligi światowej, ta raza poświęcili w podsuowaniu nieco uwagi trenerowi Anastasiemu. Choć nie powiem, fakt iż Bosek powoływał się na swoje rozmowy z trenerem, a Mazur nie - mocno mnie rozbawił;) A jeszcze bardziej jego zachwyt nad "polskim systemem szkolenia młodziezy siatkarskiej", tu juz nawet Mielewski nie wytrzmał:)
Ale furda to - cieszmy się brązem!
-
2011/09/19 10:14:50
Jeśli się nie mylę, to system kwalifikacji olimpijskich nie zmienił się. Podobnie jak cztery lata temu pierwszą okazją do wywalczenia biletu jest Puchar Świata (jesień 2011): kwalifikację zdobędą trzy pierwsze zespoły. W Pucharze Świata biorą udział mistrzowie kontynentów, czterech wicemistrzów kontynentów najwyżej sklasyfikowanych w rankingu FIVB, Japonia i drużyny z dziką kartą.

Drugą okazją do zdobycia kwalifikacji olimpijskiej jest turniej kontynentalny - tutaj w Europie pewniakiem zapewne będzie Rosja.

Trzecią i ostatnią możliwością są turnieje interkontynentalne (zapewne rozgrywane w kwietniu-maju 2012 roku). Ostatnio Polska kwalifikowała się na igrzyska właśnie w ten sposób. Bilet do Londynu dostanie zwycięzca turnieju.
-
2011/09/19 10:26:16
No właśnie: czy mamy wystarczająco punktów w rankingu, żeby mieć pewność gry w interkontynentalu?

Drugą okazją do zdobycia kwalifikacji olimpijskiej jest turniej kontynentalny - tutaj w Europie pewniakiem zapewne będzie Rosja.

Zakładając, że Włochy i Serbia wejdą przez PŚ, co jest mocno wątpliwe (bo w Ameryce są nie dwie jak poprzednio, ale aż cztery klasowe drużyny).
-
2011/09/19 10:28:11
Ja trochę o sprawach kadrowych. Na ten moment z nieobecnych zawodników najmniej problemów z uzupełnieniem składu miałby Mariusz Wlazły. Reszta nieobecnych swoją wartość musiałaby udowodnić wypruwając żyły na treningach. Nawet Paweł Zagumny nie mógłby być pewien wejścia z marszu do pierwszej szóstki, ze względu na fakt, że Łukasz Żygadło absolutnie pokazał na tym turnieju swoją wartość (podporządkowanie taktyczne i umiejętne wkomponowanie zagrań improwizowanych). Na chwilę obecną powrót Winiarskiego, Plińskiego, Zagumnego mógłby jedynie zwiększyć konkurencję, dlatego nie wierzę w ich powrót na Puchar Świata. Natomiast należy kalkulować powrót Bartmana, lub Świderskiego. O ile ten drugi byłby potrzebny w dobrej formie, aby zmieniać w meczach takich jak półfinał z Włochami Bartka Kurka, o tyle Bartman rywalizowałby o szóstkę z Kubą Jaroszem. Wydaje się jednak, iż wartość zagrywki Jarosza daje mu niepodważalną przewagę. Pozycja atakującego, jest to w ogóle jedyna pozycja na jakiej wyraźnie odstajemy od pozostałych czołowych drużyn siatkarskich, w których występują tam postacie wybitne. Dlatego też z niecierpliwością czekam, aż Mariuszowi Wlazłemu z powrotem zechce się grać, czekam na rezultaty pełnego sezonu Jarosza we Włoszech, gdzie będzie rywalizował na o plac z młodym Grekiem (liczę, że taki sezon pozwoli mu w końcu poczynić znaczący postęp mentalny). Czekam w końcu aż pojawi się młody wielki talent na miarę Bartka Kurka na tej pozycji (liczyłem w ostatnim sezonie na eksplozję talentu Miłosza Hebdy). Jeżeli uzupełnimy grę naszej drużyny o element Piotra Gruszki z poprzednich Mistrzostw Europy, znowu będziemy mogli walczyć o złoto.
-
2011/09/19 10:39:56
@airborell na dziś nie wiem, ale po to właśnie PZPS załatwił dziką kartę, żeby te punkty uciułać - nawet jeśli nie będzie bezpośredniego awansu ;-). Za w miarę dobre miejsce na Pucharze Świata dostaje się relatywnie dużo oczek.
-
2011/09/19 10:41:21
To była oczywiście odpowiedź na pytanie, czy Polska ma wystarczająco dużo punktów, by wziąć udział w turnieju interkontynentalnym.
-
2011/09/19 11:00:42
Kontynuując sprawę kadr. Ja też uważam, że Wlazły powinien wrócić, wątpię czy na PŚ się zdecyduje, ale na następny sezon reprezentacyjny powinien. Ale niech wróci na najważniejsze imprezy w formie, a wtedy będzie armata, prawdziwy killer na tej pozycji. A co do reszty pozycji, jednak umiejętności reszty nieobecnych też są nieocenione. Żygadło pozytywnie zaskoczył, ale jednak Guma to Guma, tylko znowu musi się przygotować w pełni, a nie jak rok temu. Nowakowski grał bardzo dobrze, ale do półfinałów. Czyli z tymi najlepszymi nie do końca sobie poradził, więc Pliński na jego miejsce i wymienność zawodników.
Ostatni Winiar. Kubiak rozegrał turniej życia, widać, że był w formie - w każdym elemencie, nawet w bloku grał jak na swój wzrost extra. Znowu wracam do tematu przygotowania formy - jeżeli Winiar ją uzyska to będzie lepszy od Kubiaka. Indywidualnie nieobecni są lepsi, ale zostaje jeden problem. Forma wszystkich zawodników w drużynie na najważniejsze mecze. A taka sytuacja miała miejsce tylko z Rosjanami. Druga sprawa to "nauczenie" nieobecnych stylu Anastasiego, czyli tej znanej woli walki, ambicji czy zostawiania serducha na boisku. Jeżeli tak się stanie z całą ekipą, będzie team spirit, a do tego bezkonfliktowo to dla mnie możemy wygrać z każdym, czy to z Rosją, czy z Brazylią, czy z Włochami. Sporo jest tych warunków, także Anastasi ma nad czym i nad kim pracować, ale nieobecni muszą powrócić, by walczyć o najwyższe cele.
-
2011/09/19 11:01:51
Wydaje mi się, że czas Świderskiego w kadrze już minął - ze względów zdrowotnych. Jeśli do kadry wróciłby w pełni zdrowia i formy Winiarski, to w podstawowej szóstce grałby on i Kurek, a rezerwowymi byliby Ruciak i Kubiak. Ewentualnie Bąkiewicz - ale jego Anastasi chyba nie bardzo widzi w swoim zespole.

Z atakującym to jest u nas tragedia. Bartman gra na pozycji przyjmującego i moim zdaniem na dłuższą metę nie powinno się chłopakowi mieszać w głowie. Jarosz to nadal melodia przyszłości, póki co więcej meczów mu nie wychodzi niż wychodzi. A Piotr Gruszka juz powoli nie daje rady - aż czasami przykro patrzeć, jak ten siatkarz - instytucja się męczy na boisku.

Wlazły grać w reprezentacji nie chce.

Może trzeba przyjrzeć się Janeczkowi? A w przyszłości może coś będzie z Hebdy...
-
2011/09/19 11:03:16
Wyraz twarzy Kubiaka i Jarosza po zdobyciu ostatniego punktu - bezcenny.Teraz czas na swiętowanie, ale już za chwile trzeba mysleć o kwalifikacjach. Jak to podobno powiedział Anastasi ': Wlazły moze wrócić ale na moich warunkach'. Bardzo trafia do mnie ta wypowiedz. Zgadzam sie, że Bartman i Swiderski powinni wrócić, ale zarówno oni jak i Zagumny nie mogą być absolutnie pewni występu w pierwszej szóstce. To doskonale swiadczy o sile naszej reprezentacji.
Mam jednak pretensje do komentatorów Polsatu w studio. WG mnie nie docenili wkładu trenera w końcowy sukces Polaków. A to przecież wyczucie trenera miało wpływ na sposob motywacji chłopaków czy też swietne zmiany podczas turnieju.
-
2011/09/19 11:15:50
Na ten moment awans do Pucharu Świata wywalczyli Serbowie, Włosi, Kuba, USA i gospodarz Japonia. Pozostałe miejsca czekają na mistrzów i wicemistrzów kontynentów. Awans do Igrzysk Olimpijskich uzyskają 3 najlepsze zespoły. Nie będzie to jednak jedyna furtka do wywalczenia awansu. W maju i czerwcu 2012 roku rozegrane zostaną dwa turnieje. Najpierw z europejskiego, w którym weźmie udział 8 zespołów awans wywalczy jeden, później z turnieju interkontynentalnego z udziałem 12 zespołów awans wywalczą trzy.

Polacy dzięki grze w półfinale ME zapewnili sobie udział w turnieju kontynentalnym w Bułgarii. O awans zarówno w Pucharze Świata, jak i turnieju europejskim będzie bardzo trudno. Gdyby Polakom nie udało się awansować, pozostanie im turniej interkontynentalny. Trzy turnieje zostaną rozegrane w Japonii, Włoszech i Niemczech. Spośród czterech uczestników awans uzyskają tylko zwycięzcy.
-
2011/09/19 11:32:59
Mam jednak pretensje do komentatorów Polsatu w studio. WG mnie nie docenili wkładu trenera w końcowy sukces Polaków. A to przecież wyczucie trenera miało wpływ na sposob motywacji chłopaków czy też swietne zmiany podczas turnieju.

Do licha, czego się spodziewasz? Eksperci Polsatu przed mistrzostwami zrobili sobie z trenera tarczę strzelniczą. Teraz mieliby się wycofać z tego, co mówili?

Problem jest szerszy. Przecież Castellani został tak naprawdę zwolniony przez Polsat. Sytuacja, w której telewizja decyduje, kto zostaje trenerem reprezentacji i jakie są cele reprezentacji w danym roku, jest - z całym szacunkiem dla wkładu Polsatu w rozkręcenie koniunktury na siatkówkę w Polsce - chora.
-
2011/09/19 14:24:23
Żeby nie było, że chwalę polsatowców za chwalenie trenera. Moze nieorecyzyjnie sie wyraziłem poprzednio, ale to miała byc ironia;) "Pochwaliłem" za zauwazenie (niedostateczne) wkładu Anastasiego w sukces, jako ze po brązie w LŚ nawet chyba nazwisko nie padło w podsumowujących wypowiedziach.

Co do Wlazłego - juz raz na swoich warunkach chciał go w kadrze mieć Lozano i się nie udało. Udało się natomiast hm... rozcieńczyc szampon dokumentnie. Pomysł z janeczkiem nie jest zły (chyba) Hebda oj oj... jeszcze długo nie (prędzej Jarosz sie ustabilizuje). Świder? Z całym szacunkiem, ale już nie... Gruszka? Ilez lat można być strażakiem, nawet po straconym sezonie? Starczy. ME w Turcji mu sie już nie powtórzą. Wlazły jako reprezentacyjny killer? Chyba jako Jurek Killer;) Jak już, to tylko w dobrej formie. A on jakoś jej w kadrze nie miewa od 2006. Moze niech sobie chłopak spokojnie ciuła w Skrze, a nad atakującym w kadrze lepiej się zastanawiac na serio. Najlepiej nad takim, który się rzadziej obraża. Z nieobecnych, to mi brak Gumy i przede wszystkim Winiara. Z Gruszki bym zrobił "niegrającego kapitana";))
2. A jaka jest aktualna sytuacja (ligowa) z Kubiakiem?
-
2011/09/19 14:27:52
A on jakoś jej w kadrze nie miewa od 2006.

W Pekinie grał świetnie.
-
2011/09/19 14:39:07
Właśnie znalazłam w sieci informację, że Częstochowa próbuje przestawić Hebdę na przyjęcie: sadeczanin.info/aktualnosci-sport/art/23456. To chyba jakiś żart...

Co do Kubiaka, to zdaje się, że jednak zagra w Jastrzębskim Węglu.
-
2011/09/19 18:11:44
moim zdaniem w Pekinie to grał dobrze;) no ale może ja jestem uprzedzony do niego;)
-
2011/09/19 21:50:58
A ja o "dzikich kartach".
Dzika karta, jak sama nazwa wskazuje, jest dzika. Wobec tego kryteria jej przyznania są dzikie. Można dyskutować czy idea dzikich kart jest słuszna, ale przynajmniej kilka poważnych organizacji sportowych utrzymuje praktykę przyznawania "dzikusów". Kierują się one w wyborze pozasportowymi kryteriami, bardziej lub mniej przejrzystymi, niekiedy propagandowymi, niekiedy politycznymi, niekiedy towarzyskimi, zasługującymi na akceptację (np. promocja jakiejś dyscypliny w jakimś kraju) albo na krytykę a nawet potępienie.
Gdyby decydowało kryterium sportowe dzika karta przestałaby być dziką kartą a stałaby się zwyczajnym kryterium wynikającym z wyników sportowych.
Czy gospodarz mś, mE w piłce kopanej walczy sportowo w eliminacjach tych turniejów? Nie! Według jakichś tam, pozasportowych kryteriów otrzymuje dziką kartę i od lat nas to nie dziwi. Akceptujemy to. Oczywiście, jest powód żeby pozasportowe kryterium usprawiedliwić, bo budowa stadionów, ośrodków, ble, ble, ble. Czy żeby rozegrać 3 mecze w mieście X trzeba budować nowy stadion? Co za różnica czy mecz obserwuje 30000 czy 45000 widzów? Połowa drużyn spędza na takiej imprezie tydzień a przyjazd 5000 kibiców (więcej i tak nie dostanie biletów) z jakiegoś kraju nie jest wydarzeniem na miarę państwa.
Oczywiście nikt nie kwestionuje tej formy dzikiej karty w piłce kopanej, choć sportowego uzasadnienia nie ma tu żadnego.
Nie biadoliłem gdy dziką kartę na finał LŚ w Moskwie dostali Włosi mimo, że to Polska była wtedy sportowo pierwsza w kolejce. Nie biadoliłem gdy dzikiej karty do LM 2 razy pod rząd nie dostała Resovia a dostaje ją CSKA Sofia,który to klub nie dość, że ma monopol na kibicowskie skandale to jest sportowo znacznie słabszy od Resovii. Szanuję dzikość karty.
Jeśli jednak z jakichś względów taką kartę dostajemy my, to unoszenie się czymś na kształt pseudohonoru byłoby zwykłą głupotą. Czy słabe wyniki reprezentacji Polski w piłce kopanej, jej mizerne miejsce w rankingu nie nakazywałyby wycofanie się "z honorem" z ME'12, rezygnację z dzikiej karty i umożliwienie gry drużynie sportowo lepszej?
Nie wiem czy o "dzikusach" w CEV i FIVB decydują racjonalne kryteria (te niesportowe mogą być też racjonalne), czy układy towarzyskie, ale wiem, że to nie dzikie karty pozostawiają niesmak po niektórych imprezach.
Nie jestem miłośnikiem dzikich kart, ale rozumiem ich ideę. Fakt, że zła praktyka może złajdaczyć najszlachetniejszą i słuszną ideę nie przekreśla tej idei. Czy praktyka FIVB i innych organizacji łajdaczy pewne idee? Niestety nie wiemy. Możemy mieć pewne podejrzenia, ale wiedzy na ten temat mamy zbyt mało. A szkoda.
-
2011/09/19 21:53:28
Z tymi powrotami to mi się wydaje, że nie będzie tak łatwo. Powodów jest kilka:
1) jak już ktoś wyżej wspomniał siłą (chyba nawet główną) tej drużyny jest team spirit - o ile wyobrażam sobie, że Bartman czy Pliński mogą go wzmocnić, o tyle Mariusz Wlazły na pewno nie;
2) sytuacja z konferencji przez zeszłorocznymi MŚ, na której Castellani wraz ze starszyzną (nieobecną teraz) wywala z kadry Żygadłę - o której to wtedy pisano/mówiono, jak to fajnie, że drużyna staje murem za trenerem - dla Łukasza pewnie nie była taka fajna; powrót "nieobecnych" do tej drużyny oznacza dla AA konieczność zmanagowania napięcia między ŁŻ a pozostałymi - nie twierdzę z góry, że mu się to nie uda, ale jakieś koszty tego pewnie będą i pytanie kto je poniesie;
3) w nawiązaniu do punktu powyżej - wypowiedź Ruciaka skłania do przypuszczenia, że nie tylko ŁŻ spośród wczorajszych medalistów nie pała miłością do nieobecnych.

I taka myśl ogólna, która się nasuwa: 2 lata temu mistrzostwo Europy zdobywało 4 wicemistrzów świata z 2006 (Gruszka, Pliński, Zagumny, Bąkiewicz), wczorajszy medal już tylko jeden (Gruszka). Prosta analiza skłania do sugestii, że rotacja w składzie nie jest dla naszej reprezentacji głównym problemem. Dużo większym jest jechanie na imprezę w roli faworyta.
-
2011/09/19 22:16:55
ale przynajmniej kilka poważnych organizacji sportowych utrzymuje praktykę przyznawania "dzikusów".

Niby jakie, poza FIVB? Nie mówimy przy tym o turnieju o puchar burmistrza Hrubieszowa, tylko o kwalifikacjach olimpijskich. (I nie wyjeżdżaj z kwalifikacją dla organizatora mistrzostw - to było dość głupie).
-
2011/09/20 00:12:14
@airborell, a dlaczego dzika karta dla organizatora mistrzostw to niby "głupi" przykład? "Głupi", bo do tej "głupoty" i sportowej niesprawiedliwości zdążyłeś się przyzwyczaić? Fakt jest faktem: w sposób sportowy gospodarz awansu na imprezę nie zdobywa. Dostaje dziką kartę w negocjacjach politycznych,prowadzonych bardziej lub mniej fair.
Jaki jest powód żeby gospodarz nie walczył w eliminacjach? Zabraknie kibiców na stadionie? Przecież już zamówienia z każdego kraju-uczestnika przewyższają ilość miejsc na trybunach, jeśli mistrzostwa nie odbywają się "na końcu świata", a i to chyba przestaje stanowić problem.
Czy ktoś Polsce zakazywał budowy stadionów, autostrad i hoteli zanim przyznano nam Euro 2012 albo czy konieczne do budowy było toi, że nasi kopacze muszą zagrać 3 mecze (otwarcia, o wszystko i o honor)? Czy ktoś naszym kopaczom nożnym utrudniałby w sposób niesportowy wywalczyć awans do mistrzostw, które mają się odbyć w Polsce? A jeśli nie bylibyśmy zdolni wywalczyć awansu, to czy mielibyśmy prawo w nich grać tylko dlatego, że organizujemy tę imprezę? A może polskich kibiców zabrakłoby na meczu Anglia-Rosja?
Czy Korea w 2002r. i Chile w 1962r. zdobyłyby medal mś, gdyby nie handicap dzikiej karty organizatora? Wątpię. Jakoś bez tej dzikiej karty te państwa nie potrafiły zbliżyć do swojego sukcesu. Podobnie jak Anglia nie zdobyła mistrzostwa od 1966r. Jaki to ma związek z dziką kartą organizatora, który "musi być w turnieju"? Moim zdaniem ma i to związek daleki od czystości sportowej rywalizacji.
Te same sportowe reguły dla wszystkich? Jakoś jestem przekonany.
Dzikie karty są przyznawane choćby w tenisie, lekkoatletyce, żużlu. Inną formą dzikiej karty było chociażby to, że reprezentacja USA w koszykówce podczas IO w Barcelonie (tzw. Dream Team) była wyłączona z badań antydopingowych.
Wróćmy do piłki kopanej.
Właśnie Euro 2012 obnaża absurd dzikich kart dla organizatorów. Odległość między Wrocławiem a Donieckiem jest mniej-więcej taka jak między Wrocławiem a Barceloną. Te miasta na potrzeby mistrzostw jest w stanie połączyć tylko transport lotniczy. Dziś nie stanowi więc problemu zorganizowanie ME jednocześnie w Londynie, Berlinie, Madrycie i Rzymie. Dlaczego więc po ukończonych eliminacjach rozgrywek grupowych nie organizować w państwach, które wywalczyły awans? Np. grupa "niemiecka" gra w Berlinie i Monachium, angielska w Londynie i Manchester, hiszpańska w Madrycie i Barcelonie a włoska w Rzymie i Turynie? Odległości podobne jak podczas Euro'12. Środki techniczne (tv i transport lotniczy) też nie stanowią problemu.
Po prostu: do "głupoty" dzikich kart dla organizatora zdążyliśmy się przyzwyczaić a do innego rodzaju dzikich kart (np. według kryterium popularyzacji dyscypliny sportowej) jeszcze nie.
Dlaczego Polsce tak chętnie przydzielane są różne dzikie karty w siatkówce (np. przez powierzanie Skrze finału LM)? Bo żadna dyscyplina sportu nie może sobie pozwolić na utratę zainteresowania co najmniej 1/4 widzów. Zacznijmy to doceniać, że jest dyscyplina sportu, w której świat bez nas stałby się pustawy. Dotychczas z takich przywilejów korzystali inni a z nami nie chciał nikt gadać nawet gdy komfort kibicowania na Stadionie Śląskim nie odbiegał od komfortu kibicowania na Maracanie. Staliśmy się dla siatkówki bardzo wartościowym rynkiem, ale mistrzostwo Europy, świata, IO czy Puchar Świata i tak musimy wywalczyć sobie sami. Podobnie jak gospodarze.
-
2011/09/20 01:38:43
@I taka myśl ogólna, która się nasuwa: 2 lata temu mistrzostwo Europy zdobywało 4 wicemistrzów świata z 2006 (Gruszka, Pliński, Zagumny, Bąkiewicz), wczorajszy medal już tylko jeden (Gruszka).

W 2009 był jeszcze Gacek, a vce MŚ był też Żygadło. Czyli teraz jest dwóch.
-
2011/09/20 08:33:31
Bo to nie jest żadna dzika karta, zacznijmy od tego. Dzika karta jest przyznawana komuś, kto brał udział w eliminacjach i nie potrafił się zakwalifikować w sportowy sposób. Nie chcę rozmawiać o sensowności zwolnienia z eliminacji dla gospodarzy, jest to rozwiązanie praktykowane powszechnie. "Dzikie karty" są typowe właściwie wyłącznie dla siatkówki.

Dzikie karty są przyznawane choćby w tenisie, lekkoatletyce, żużlu.

Pomijam drugi śmieszny sport popularny wyłącznie w Polsce - ale możesz powiedzieć coś więcej o tych dzikich kartach w la (nie na jakichś mityngach, ale na imprezach mistrzowskich?). Pierwsze słyszę, żeby przegrany w eliminacjach dostawał "dziką kartę" do finału.

Zwolnienie tzw. dream teamu z kontroli antydopingowej było jednym z największych skandali w historii igrzysk olimpijskich, więc nie wiem za bardzo, na co ma to być argument.

Fakty są takie, że siatkówka jest jedynym sportem zespołowym, na którym kwalifikacja na wielkie imprezy odbywa się "po uważaniu". I to jest skandal, który usiłujesz rozmyć.

Zacznijmy to doceniać, że jest dyscyplina sportu, w której świat bez nas stałby się pustawy.

Dlaczego mamy doceniać, że jest dyscyplina sportu, którą poza nami pies z kulawą nogą się interesuje, a i tak w niej musimy liczyć na protekcję światowych władz?
-
2011/09/20 12:22:35
Zdjęcia Kuby Atysa są GENIALNE, nie mógłby jakiejś wystawy wymyślić? Przecież on ma takich sportowych zdjęć mnóstwo, bo jeździ i z siatkarzami na mistrzostwa, i na Igrzyska Olimpijskie z innymi sportowcami. :)
-
2011/09/20 19:28:43
Szanowny airborell, odpowiedz na proste pytanie: czy organizator imprezy mistrzowskiej w piłce kopanej gra w eliminacjach, czy otrzymuje dziką kartę (czyli nie gra w eliminacjach, ale walczy o tytuł).
O ile przy 1 państwie można to jakoś przełknąć, o tyle, gdy zaczęła się moda na dwupaństwowe imprezy (Belgia-Holandia, Japonia-Korea, Szwajcaria-Austria) zaczyna to pachnieć absurdem. Poczekam na 3 dzikie karty dla organizatorów.
Czy mam dołożyć do systemu dzikich kart boks zawodowy, w którym obowiązują jeszcze dziwniejsze rankingi i zasady walki o tytuł?
"Wpuszczenie" do rywalizacji drużyny "na innych zasadach" niż sportowy awans jest przyznaniem dzikiej karty. To samo dotyczy koszykarzy USA. Ich też wpuszczono "na innych zasadach". Jedni mogą koksować a inni muszą grać uczciwie? Był "skandal" i co z tego? Anulowano medale?
Polskie piekiełko nakazuje uznać każdą dyscyplinę sportu, którą dominujemy uznać za "niszową". Opinię o "piłce ręcznej jako dyscyplinie niszowej" w Niemczech uznano by za żart. Europejska piłka nożna w USA jest traktowana jako sport typowo kobiecy. Prawdziwi mężczyźni nie podstawiają sobie nóg.
Ani siatkówki, ani żużla nie wymyślili Polacy. Polacy natomiast te dyscypliny pokochali i potrafili "zagospodarzyć" je na światowym poziomie (trybuny, transmisje, środki techniczne i finansowe). Czy ktoś nazwałby rugby sportem niszowym tylko z tego powodu, że w Rumunii, Bułgarii, we Włoszech, w Polsce, w Rosji, w Grecji, w Skandynawii ten sport lata ludziom luźnym kalafiorem? Nie wiem jak jest z Niemcami, Hiszpanią i Portugalią, ale chyba też im dynda.
Czy sportem niszowym jest hokej na trawie, ubóstwiany w kilku krajach a uprawiany w wielu?
Dzikie karty w siatkówce, na zasadach innych niż dla gospodarzy, nie są przyznawane w mś, mE, IO. Są przyznawane w rozgrywkach komercyjnych (patrz: lekkoatletyka), W imprezach, które mają promować siatkówkę na świecie. Nikomu nie chciałoby się tam grać, gdyby nie szły za tym jakieś (stosunkowo niewielkie) korzyści. Tak jak do niedawna nikomu z Europy nie chciało się grać o klubowy puchar świata w piłce kopanej.
Aby awansować do ME'09 w siatkówce musieliśmy grać w eliminacjach, choć byliśmy wicemistrzami świata. Żeby zagrać w mś'06 musieliśmy przejść eliminacje. To samo dotyczyło IO'08. Jakie masz pretensje do siatkówki o system dzikich kart?
Siatkówka nie jest grą, w której da się zwołać kadrę w poniedziałek i zagrać mecz w środę. W siatkówce sezon klubowy trwa od października do maja a reprezentacyjny - od czerwca do września. Tu nie można prowadzić eliminacji w trakcie sezonu ligowego. Nie da się rzucić piłki grupie ludzi i powiedzieć "Ganiajcie i odbijajcie", bo wygrywałyby tylko te reprezentacja, które mają kadrę skoszarowaną w jednym klubie. Dzikie karty na imprezy komercyjne mają na eliminacje niewielki wpływ. W LŚ nie ma już dzikich kart (poza dzikusem dla organizatora finału). Np. Włosi musieli przebrnąć eliminacje do tegorocznych mE tylko z tego powodu, że słabo zagrali w poprzednich.
Ktoś robi raban z tego powodu, że do imprezy o niewielkim prestiżu, który to prestiż zamierza się budować, przyciąga się reprezentację dającą pewność zainteresowania wielu kibiców. Co w tym niemoralnego? Pucharu nikt nam nie przyzna przez sam udział. Awansu na IO też. To trzeba wywalczyć w meczach z silnymi przeciwnikami, budując prestiż imprezy.
Japonia grając w Mistrzostwach Ameryki Południowej (Tak! Tak!) też zdobywała punkty w rankingu FIFA a co ma piernik do saksofonu? Gdyby nas zaprosili (dając dziką kartę), powinniśmy odmówić? Dlaczego Meksyk grywał i w MAPłd i w CONCACAF (oczywiście z dziką kartą)?
-
2011/09/20 20:08:28
Nie mam zamiaru odnosić się do wymyślonej przez Ciebie definicji dzikiej karty. Przepustka dla finału dla gospodarza nie jest dziką kartą. (W siatkówce, jak zwykle, można i tu się dopatrywać przekrętu, albowiem pewne kraje mają monopol na organizację niektórych turniejów, ale mniejsza z tym).

Piłki ręcznej jakoś nie wymieniałeś - i ja też jej za niszową nie uważam. Rugby tak, oczywiście, sportem niszowym jest - niezależnie od tego, że grupka brytocentrystów uzna taką opinię za herezję. I nie, nie uważam każdego sportu w którym dominujemy, za niszowy. Ale sam przyznałeś, że siatkówka jest zależna od polskich kibiców i telewizji - jak to należy rozumieć, jak nie przyznanie, że na świecie jest to sport niszowy? Wyobrażasz sobie, żeby np. FIBA przyznała jakiejś Litwie czy innej Grecji dziką kartę ze względu na kibiców i transmisje telewizyjne?

Dzikie karty w siatkówce, na zasadach innych niż dla gospodarzy, nie są przyznawane w mś, mE, IO.

Ale w kwalifikacjach do nich już tak. Mniejsza o Ligę Światową (chociaż ma ona istotny wpływ na ranking), ale PŚ jest jak najbardziej kwalifikacją olimpijską.

Aby awansować do ME'09 w siatkówce musieliśmy grać w eliminacjach, choć byliśmy wicemistrzami świata.

A co ma jedno do drugiego? Zwolnienie z eliminacji do ME dają ME, a nie MŚ. Zresztą przekręty CEV są o skali nieporównywalnie mniejszej do FIVB, przynajmniej jeśli idzie o rozgrywki reprezentacyjne.
-
2011/09/20 20:25:36
taaaaaaaaak ! wiedziałem że będzie medal! pozostaje niedosyt ze nie złoto ale grunt ze jestesmy 3 sila na Starym Kontynencie!

nazielonejtrawie.blox.pl/html
-
2011/09/20 21:04:51
@Rugby tak, oczywiście, sportem niszowym jest - niezależnie od tego, że grupka brytocentrystów uzna taką opinię za herezję

W naszej części Europy (poza Rumunią) tak, ale generalnie na świecie na zachód od Renu i na drugiej półkuli zdecydowanie nie. Zainteresowanie Pucharem Świata o tym świadczy:) Oczywiście jeśli chodzi o "15"/ rugby union, bo "13"/rugby league są faktycznie niszowe.

@I nie, nie uważam każdego sportu w którym dominujemy, za niszowy. Ale sam przyznałeś, że siatkówka jest zależna od polskich kibiców i telewizji - jak to należy rozumieć, jak nie przyznanie, że na świecie jest to sport niszowy?

Przesada z tą niszową niszowością siatkówki. Jasne, że globalna popularność NBA z lat 90tych mimo zmian w przepisach pod telewizję zaszkodziła pozycji siatkówki. Ale to jednak nie jest waterpolo.
-
2011/09/20 21:43:54
W naszej części Europy (poza Rumunią) tak, ale generalnie na świecie na zachód od Renu

Czyli w UK, Francji i - w znacznie mniejszym stopniu - Włoszech.

i na drugiej półkuli zdecydowanie nie

Masz na myśli trzy kraje półkuli południowej mające łącznie mniej mieszkańców niż Niemcy? Ok, dodaj do tego Argentynę, dalej mało. W podawaną gdzieniegdzie oglądalność PŚ ja kompletnie nie wierzę - chyba że ktoś pokaże te dane np. rozbite na kraje.

Aha, wydaje mi się, że koszykówka była w zupełnie innej lidze popularności niż siatkówka odkąd pamiętam. A pamiętam czasy, kiedy moimi idolami byli Arvydas Sabonis i Drażen Petrović, a o istnieniu Birda czy Magica miałem dość mgliste pojęcie.
-
2011/09/20 22:10:28
@Masz na myśli trzy kraje półkuli południowej mające łącznie mniej mieszkańców niż Niemcy?

Jeszcze Irlandia (w sensie republiki; choć w rugby cała Zielona Wyspa ma jedną federację i drużynę narodową), Australia, Nowa Zelandia, RPA, Namibia, Zimbabwe, Wybrzeże Kości Słoniowej, Fidżi i generalnie Pacyfik (Tonga, Samoa i tak dalej). Kiedyś podobno Urugwaj. Do tego podobno Gruzja, ale na ile to jest sztucznie przeszczepione dzięki dużej imigracji we Francji? W PŚ obecna jest "od zawsze" Kanada, Japonia oraz USA. Ale w tych krajach to "drugoligowy" sport.

@Aha, wydaje mi się, że koszykówka była w zupełnie innej lidze popularności niż siatkówka odkąd pamiętam.

Moim zdaniem ten dystans był jednak mniejszy. Na przykład widziałem filmy z ME w 1989. Globen w Sztokholmie wypełniona po brzegi. A przecież Szwecja to dziś kompletna pustynia siatkarska. W latach 80tych siatkówkę "kupiła" Europa Zachodnia i Ameryka Łacińska. Popularność wtedy we Francji, Peru czy Argentynie była wykładniczo większa niż dziś. Obydwa turnieje olimpijskie z Seulu w siatkę to nie był chyba globalnie mniejszy sukces niż koszykówka. Ale generalnie siatkówka powinna nauczyć się PR globalnego od rugby ;-) Licząc z plażówką razem mimo wszystko to nie jest jakiś niszowo niszowy sport jak się to u nas pokazuje czasem. Ale faktem jest, że FIVB zachowuje się niestety jak akwizytor, a nie animator zbyt często.
-
2011/09/21 01:21:04
szanowny airborell, gonisz w piętkę. Fakt, że dobry wynik w mś kwalifikuje do następnych mś bez eliminacji jest zjawiskiem spotykanym w piłce kopanej i jakoś to nikogo nie oburza. W mE, mś, IO w siatkówce nie ma dzikich kart, więc nie dzięciol kiepskich argumentów.
Dzika karta dotyczy rozgrywek "niemistrzowskich".
Imprezy nie są "zależne" od polskich telewizji. Odbywałyby się bez względu na humory Polsatu. Jednak nikt nie może pozwolić sobie na lekceważenie tak ogromnego rynku jak polski rynek i dlatego jeśli ktoś ma dostać dzikusa, faworytem będzie Polska.
A system eliminacji jest znany znacznie przed rozgrywkami i jest dość czytelny. Wiadomo, że zwycięzcy pewnych rozgrywek awansują. Dzikus tylko umożliwia walkę w tych imprezach (PŚ) i jest tak samo sprawiedliwy jak przyznanie miejsca w tej imprezie organizatorowi. I organizator, i dzikus muszą imprezę wygrać żeby awansować. Skoro gospodarz bez eliminacji ma szansę, to dlaczego dzikus miałby być oceniany inaczej. Kryterium "unikania" eliminacji w obu przypadkach jest równie sprawiedliwe/niesprawiedliwe sportowo.
-
2011/09/21 08:46:54
szanowny airborell, gonisz w piętkę. Fakt, że dobry wynik w mś kwalifikuje do następnych mś bez eliminacji jest zjawiskiem spotykanym w piłce kopanej i jakoś to nikogo nie oburza.

Szanowny repres1, po pierwsze: daruj sobie to pisanie o "piłce kopanej", bo to bardziej irytujące niż zabawne, po drugie mógłbyś sprawdzić fakty - dobry wynik w MŚ w pn już nie kwalifikuje do następnych MŚ. Natomiast w siatkówce do ME kwalifikuje dobry wynik w poprzednich ME (przecież nie graliśmy w EME '2011), a nie MŚ - co jest zresztą zupełnie logiczne dla wszystkich poza tobą.

Dzika karta dotyczy rozgrywek "niemistrzowskich" (chociaż też nie zawsze, vide Polska w MŚ '2002). Problem z siatkówką jest taki, że imprezy "niemistrzowskie" i "mistrzowskie" są przemieszane, bardzo istotnym kryterium kwalifikacji olimpijskiej są punkty rankingowe, których więcej dają w imprezach "niemistrzowskich" jak PŚ czy LŚ niż mistrzostwach kontynentów.

dlatego jeśli ktoś ma dostać dzikusa, faworytem będzie Polska.

Konsekwentnie pomijasz pytanie, dlaczego w ogóle ktoś ma dostawać. EOD z mojej strony w tej sprawie.

@zamorano:
Jeszcze Irlandia (w sensie republiki; choć w rugby cała Zielona Wyspa ma jedną federację i drużynę narodową), Australia, Nowa Zelandia, RPA, Namibia, Zimbabwe, Wybrzeże Kości Słoniowej, Fidżi i generalnie Pacyfik (Tonga, Samoa i tak dalej).

Irlandia - 8 milionów, Australię, Nową Zelandię i RPA wymieniłem, wszystkie wyspy na Pacyfiku razem wzięte może mają z półtora miliona. Kto niby ma oglądać ten Puchar Świata? I jak Puchar Świata w rugby może niby być imprezą ważniejszą niż mistrzostwa w krykiecie, które interesują mniej więcej te same kraje (Anglię, Australię i Nową Zelandię, RPA), ale dodatkowo jeszcze wywołują szaleństwo na ponad półtoramiliardowym subkontynencie indyjskim?

-
2011/09/21 18:04:08
Skąd się wziął ten mem o tym, że Puchar Świata w rugby jest trzecią imprezą sportową pod względem zainteresowania po Mundialu piłkarskim i olimpiadach? Dobry pr? Siatkówka powinna się uczyć;-) Tak w ogóle to siatkówka, hokej na lodzie, piłka ręczna i rugby są do siebie pod tym względem dość podobne. Dość wąska i dość stała szeroka czołówka plus duże tradycje dyscypliny. Ale chyba FIVB ma zdecydowanie najwięcej członków i do tego plażówka poszerza bazę. Nawiasem pisząc przypomniało mi się, że przez kilka lat Japonia miała coś na kształt dzikiej karty w hokeju na lodzie. Nie mogła spaść z grupy A/ elity. Ale to się w końcu skończyło.
-
2011/09/21 20:53:14
Skąd się wziął ten mem o tym, że Puchar Świata w rugby jest trzecią imprezą sportową pod względem zainteresowania po Mundialu piłkarskim i olimpiadach?

Podejrzewam, że to Angole wymyślili. Nikt inny nie potrafi z tak wielkim przekonaniem wierzyć, że cały świat się interesuje tym, co oni.

-
2011/09/21 23:43:37
Angielska Wiki
The tournament is one of the largest international sporting events in the world, surpassed in scale only by the FIFA World Cup, the Summer Olympics,[1] and the Tour de France.[21] The first World Cup, in 1987, had a cumulative world television audience of 300 million; its successor, the 1991 event in England, reached 1.75 billion. South Africa's 1995 tournament reached 2.67 billion, and the 1999 Welsh-hosted event reached 3 billion.[22] The 2003 tournament had a cumulative world television audience of 3.5 billion,[23] and the final, between Australia and England, became the most watched rugby union match in the history of Australian television.[24] The event was broadcast in 205 countries.[25] The 2003 tournament had a cumulative world television audience of 3.5 billion, it had 48 matches, with an average attendance of 38,282 and a total of 1,837,547. The 2007 tournament had a cumulative world television audience of 4.2 billion for the 48 matches, with an average attendance of 47,150 per match, and a total attandance at all matches of 2,263,223.[26]
-
2011/09/22 08:55:49
Z dyskusji pod artykułem w Wiki:

The numbers are all wrong. 3 billion + people did not watch the the World Cup. This is spin by some very creative PR men. Even the soccer World Cup does not get half the entire world watching the final.

What the figures probably indicate is that the audience for all the games totalled up to 3 billion. I.e. if 20 games were watched an average audience of 150 million then 150 millin X 20 = 3 billion. It does not mean that any game had half the world watching it.

Even this might well be rather creative use of figures. PR men often talk about a potential audience of 1 billion which merely means that if everybody who could possibly watch the game on TV did so, the audience would be 1 billion. Free to air programmes in the UK have a potential audience of 60 million but in reality 18 million is the maximum achievable.GordyB 20:11, 6 July 2006 (UTC)

A peak national audience of 4.34 million during Channel 7s coverage of the final made the telecast the most watched television program of the year. from the IRB (bottom reference on this article).

If only about 25% of Australians watched the final when a) they were the hosts b) they were in the final c) rugby union has a reasonable presence in Australia, then it is pretty unlikely that very many people from non-rugby countries did.GordyB 20:17, 6 July 2006 (UTC)

According to Initiative, the company which collates worldwide TV audiences, the opening game of the last rugby union world cup was watched worldwide by 10 million people and the final by 23 million people. That hardly fits the 3.5 bilion estimate considering the final was by far the most watched of all the games.

The figures are usually revised downwards before the next RUWC figures are published, so they don't look bad. For example, there are claims that 4.2bn people watched last year's RUWC (2007). However, only 33million watched the final and Georgia vs Namibia probably didn't pull in too many viewers. Did the remaining games really do so well? If this is meant to be an accurate encyclopedia then the dubious IRB claims should be countered
.

Do licha, pomijając wszystko inne, jest choćby kwestia różnicy czasu. Naprawdę ktoś poważnie myśli, że Europa masowo ogląda imprezę sportową rozgrywaną w Australii - i odwrotnie? Puchar Świata jako trzecia (czy nawet czwarta) najbardziej oglądana impreza świata to jest bujda na resorach - i będę twierdził tak dopóki ktoś nie przedstawi konkretnych wyników oglądalności, z rozbiciem na poszczególne regiony. W krajach, w których rugby jest naprawdę popularne, mieszka może 300 milionów ludzi. Mam uwierzyć, że każdy mecz MŚ w rugby, odbywającego się w Australii (a więc w porze dla Europy i RPA okropnej), ogląda średnio 73 miliony? Bullshit.

Naprawdę dziwię się, że wszyscy bezmyślnie łykający i powtarzający mem o "trzeciej najpopularniejszej imprezie sportowej świata" nie zastanowili się nad tym.
-
2011/09/22 15:47:19
No ale trzeba przyznać, że mema pijarowcy zakorzenili bardzo skutecznie. W ogóle daje do myślenia, że teraz w Nowej Zelandii są mecze na PŚ z widownią pod 60k, ale są też poniżej 20k. 4 lata temu we Francji i w Cardiff były chyba co prawda zawsze komplety i to na dość dużych stadionach, ale faktem jest, że bywają niektóre mecze na PŚ z widownią w okolicach 18 tysięcy sprzedanych biletów.