Blog > Komentarze do wpisu

Polski kolos na pajęczych nogach

Igrzyska w Vancouver były gigantycznym sukcesem, zdobyliśmy na nich niemal połowę wszystkich zimowych medali olimpijskich (6 z 14 uzbieranych w ogóle) i nie pamiętam już, kiedy nasi sportowcy osiągnęli tyle na wielkiej imprezie. Polska kolosem na pajęczych nóżkach - napisałem w felietonie do dzisiejszej „Gazety”.

poniedziałek, 01 marca 2010, rafal.stec

Komentarze
2010/03/01 10:52:52
Oj, Rafał, Rafał. Jakkolwiek sama teza o kolosie jest generalnie trafna zawsze i wszędzie (w której to niby dyscyplinie - poza futbolem:) - mamy szerokie kadry i zaplecze, nie mówiąc o masowości uprawiania), o tyle poniosło Cię w przykładach. Bo przecież przeciętny Norweg nie biega rekreacyjnie po trasach biathlonowych, a Austriak nie idzie do gospody poskakawszy uprzednio choćby na małej skoczni.
A że systemu nie ma? No nie ma. Chyba w żadnym naszym sporcie go tak naprawdę nie ma, i drwiny z Nurowskiego i Giersza niewiele tu zmienią. Masz może jakiś konkretny pomysł?
-
2010/03/01 11:54:06
Panie Rafale, jesli jest Pan juz tak szczery do bolu to mozeby tak powiedziec do konca, ze p. Apoloniusz Tajner jest tylko i wylacznie atrapa prezesa zwiazku sportowego z prawdziwego zdarzenia; zrecznym farciarzem, ktory przejal Malysza po trenerze Pavle Mitesce, kiedy wszystkie biorytmy zaczynaly sie zgrywac: sily, szybkosci reakcji i psychiki i gralo az sie rozstroily - stad pozniejsza, w poplochu ucieczka AT na pozycje administracyjne - prezesa PZN.

Tak robi geniusz trenerki skokow? Hannu Lepistö jest na prawde wybitnym specjalista w tym co robi i jak zawalil z Malyszem to WIEDZIAL co sknocil i jak to poprawic a nie wystartowal na prezesa Finskiego ZN.

A skoro AT zostal Prezesuniem to tylko i wylacznie on ponosi wine za brak skoczni dla orlikow, wlekaca sie budowe skoczni FIS w Wisle, brak zaplecza naukowego na AWF-ach, za wystawienie Lukasza Kruczka na "ambone" trenerska, za niedopilnowanie, a jakze, nawiekszego talentu po Malyszu - mistrza swiata juniorow Rutkowskiego, o lansowaniu synow-buloklepow nie wspominajac. I z tego trzeba go wlasnie teraz rozliczyc. Zanim przejdzie do innej, wazaniejszej roboty (np. poslowania z listy: PO, PiS, SLD, PSL - niepotrzebne skreslic)

Mozna pozazdroscic Panu Prezesowi zrecznosci w utrzymaniu i zachowaniu pozycji i apanazy (a niby dlaczego europosel Ryszard Czarnecki a wczesniej Mieczysław Wachowski chcieli byc wlasnie "prezesuniem" PZN (PZPN zresza tyz).

Szlag trafia kiedy z kraju gdzie wszyscy biegaja na nartach (Finlandia, nawyzszy szczyt rzedu gorczanskiego Turbacza) maja wybitnych nie tylko biegaczy ale i alpejczykow, Czesi, Slowacy w tych samych Karpatach co my maja na peczki alpejczykow od slalomu po bieg zjazdowy na poziomie Alusia Bachledy a dla nas tryumfy swieci Justysia Kowalczyk, ktora narty przypiela pierwszy raz w zyciu bedac juz panienka a nie dzieckiem, ludzie z ulicy (np. dziennikarze telewizyjni) za bardzo nie widza z czym "to-to bieganie sie je", a Prezes AT emablowany przez dziennikarzy gladko, ze znawstwem i autorytetem nawija o niczym - dobry, znajacy sie na narciarstwie dziennikarz powinien po 30 sekundach rozszarpac go na strzepy podstawowymi pytaniami.

Nie jestem malkontentem, mam wszelkie podstawy do wystawienia powyzszej oceny; zawodowo zajmuje sie fizyka zjawisk biologicznych, jak malo kto rozumiem i znam sie na biofizyce sportu a narciarstwa w szczegolnosci, bo "urodzilem" sie na nartach, jako dzieciak i junior biegalem i skakalem (w Sopocie. Tak, tak!, byla tam najprawdziwsza mala skocznia) w zawodach szkolnych wlacznie ze spartakiadami ogolnopolskimi, potem zajalem sie powazna nauka i przerzucilem sie z sukcesem na wyczynowe narciarstwo alpejskie na poziomie akademickim, zdobylem uprawnienia instruktorskie i wiele lat pracowalem dorywczo w tym zawodzie we Wloszech, Francji i USA.
-
2010/03/01 12:35:27
W felietonie piszesz:
"Nasza osobność polega na tym, że nie potrzebujemy bogatych tradycji, by doczekać się mistrzów, ba, osiągamy sukcesy wręcz wbrew masowym upodobaniom. Przecież jeśli Polacy wyprawiają coś na śniegu pasjami, to zjeżdżają ze stoków."
A ja sobie myślę, że dopóki 4 mln Polaków spędza co roku co najmniej tydzień na nartach, to brak choć jednego wyczynowego alpejczyka w światowej czołówce wcale mnie nie martwi. Chyba zgodzisz się, że punktu widzenia społecznego masowe uprawianie jakiejś dyscypliny jest bardziej wartościowe od skakania, które uprawia 100 osób w całym kraju. Chyba na Z czuba znalazłem taki mniej więcej tekst - nikt nie dzwoni do kumpla z pytaniem: co robisz w sobotę? Może pójdziemy poskakać na nartach, albo pojeździć bobslejem?
-
2010/03/01 12:37:36
W Berlinie też nasi lekkoatleci zaszaleli i przywieźli worek medali, więc to może jakaś metamorfoza Polaków i takie niespodzianki będą już normą??? Bardzo bym chciał, ale wątpie :)
-
2010/03/01 13:16:06
Rafał i zgadzam się i nie zgadzam się równocześnie z Twoim tekstem. Po kolei jak mawiali Apacze atakując pociąg:

teza 1:
@Gdyby natomiast jakiś zaintrygowany aborygen usiłował wywnioskować z olimpijskich zmagań, które mroźne sporty uwielbiają i uprawiają plemiona nadwiślańskie, poniósłby poznawczą klęskę totalną.

I tak i nie. Skoro na 14 zimowych medali olimpijskich w całej historii 10 to narciarstwo klasyczne (plus 1 biathlon, na który m.in. składa się bieg narciarski;)) to można jednak pokusić się o jakiś wniosek generalny w czym nasze szanse są jednak prawdopodobne. A chyba największą potęgą jesteśmy w alpinizmie/ himalaizmie (z tymże potęga klubów wysokogórskich chyba też już nie taka jak za PRLu);-)

@Przecież jeśli Polacy wyprawiają coś na śniegu pasjami, to zjeżdżają ze stoków. Nikt na nartach nie skacze, mało kto biega, a już na pewno nie biega z flintą na plecach.

Zgoda i brakuje mi próby analizy czemu polskie narty alpejskie na poziomie seniora są słabsze niż np. czeskie. Wtedy by się okazało, że potencjał na poziomie młodzików jest duży, ale już na poziomie zorganizowania dobrej grupy juniorów nie ma środków, nie ma życzliwości związku, nie wiary i chęci. Warto wyguglać nazwisko Piotra Kaczmarka (4 medalistę MŚ młodzików, w tym dwukrotnego MŚ w tej kategorii wiekowej) czy też dotrzeć do Kasi Karasińskiej (kilka lat temu wygrała klasyfikację slalomową Pucharu Europy) czy jej ojca.

@pod szkłem pocieszającym widać w najlepszym razie mikroskopijną poprawę

Znowu z lubością stosujesz przerysowanie jako metodę opisów. Jest to niewątpliwie efekciarskie, ale jako metoda rzeczowego opisu nie sprawdza się. I dobrze wiesz, że grubo przesadziłeś w kwestii skoków. Tylko, że potem my czytelnicy musimy czytać takie katastrofy jak twórczość spółki autorskiej Ciastoń & Błoński po drużynowym konkursie skoków:)

@za to rozstrzygnięcia drużynowe sugerują wręcz regres

Noe bez jaj. Bez porównania konkursów spadek o jedno miejsce może Ci tak wyjść. Ale jak przeanalizujesz całe czterolecie w drużynowej rywalizacji i poziom tego konkursu w Kanadzie to jednak znowu nadużycie.

@Joanna Sulej i Mateusz Chruściński byli murowanymi faworytami ostatnich mistrzostw Polski w parach tanecznych z jednego powodu - nikt inny w tej konkurencji nie startował?

Bug. Oni startowali w parach sportowych a nie w tańcach. Wikipedia mówi, że w MP seniorów 2010 poza nimi medale zdobyli Magdalena Klatka & Radosław Chruściński, Elizabeth Harb & Patryk Szałaśny. W tańcach owszem startowała jedna para Anastasia Vykhodtseva & Jan Mościcki, na Igrzyska nie pojechali.

-
2010/03/01 13:31:57
Te tezy troche przypominają mi pomysly Janusza Korwina Mikke, sa bardzo dobre tylko nie da sie ich zrealizować.
-
2010/03/01 13:53:20
W skokach narciarskich mamy olbrzymie tradycje, począwszy od przedwojennych sukcesów Stanisława Marusarza, poprzez Łaciaka, Fortunę, Bobaka, Fijasa na Małyszu skończywszy. Zawsze to był w Polsce sport popularny wśród kibiców, był transmisje turnieju czterech skoczni itd. Dlatego lepiej zorientowanych w tematyce sportowej sukcesy polskie w tej dyscyplinie nie powinny dziwić.
Ile osób w Polsce wyczynowo uprawia sporty zimowe? Podejrzewam, że mniej niż jest piłkarzy nożnych w przeciętnym powiecie... Dlatego nie dziwię się że nie mamy świetnych alpejczyków, tutaj rekreacyjna jazda milionów nie ma żadnego przełożenia na wyniki zawodowców.
-
2010/03/01 14:38:35
Tak, ale... To co sie wydarzylo w Vancouver to nie ilustracja zasady 80-20, nie 90-10 a cos kolo 99-1, a moze nawet 99.5-0.5. 0.5% ekipy zdobywa 99.5% wynikow. I tak naprawde to na olimpiade powinni pojechac Kowalczyk, Malysz no i moze nasze lyzwiarki. Gdyby nie zreanimowany Malysz to byloby jeszcze gorzej. Nie ma powodow do zachwytu, wrecz przeciwnie. POlski sport, z nielicznymi wyjatkami, to jednorazowe sukcesy, rozdymane do granic nieprzytomnosci przez rozmaitych pismakow. Poza nielicznymi wyjatkami, nie pamietam czasow kiedy jakas dyscyplina byla "stabilna". Malysz przestanie skakac juz niebawem i wszystko wroci do normy. W tenisie byl kiedys Fibak, potem dlugo nic. Kiedys POlska byla silna w boksie, zapasach, lekkiej atletyce, szermierce. Teraz - nic. Mozna by wymieniac dlugo. Powiedzialbym - kolos, ale bez nog.
-
2010/03/01 14:49:46
Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Pieniądze dzielą politycy. Politycy działają krótkoterminowo - kadencyjność. Wychowanie sportowca trwa długo. Zanim się z nim sfotografujemy, zanim po plecach poklepiemy, do kamery uśmiechniemy minie kadencja następców naszych następców. W związku z tym wszystkie pieniądze idą w gwizdek. Finansujemy wąskie kadry. Sport masowy spoczywa na plecach uprawiających. Sport dzieci i młodzieży finansują ich rodzice. Trzeba cudu, żeby trafić z dzieckiem na odpowiednią dyscyplinę. Selekcji nikt nie prowadzi, a jak już zapiszemy gdzieś dziecko, to jesteśmy dojną krową i szybciej ta krowa nauczy się latać, niż trenerzy nam powiedzą, że to konkretne dziecko do tej konkretnej dyscypliny się nie nadaje, bo stracą zawodnika, a chętnych na jego miejsce nie widać. Do tego te skromne środki, które są przeznaczane na sport są pochłaniane w znacznym procencie przez różnej maści związki. Są to instytucje publiczne, bilanse są jawne - wystarczy sprawdzić. Jak sprawdziłem jaki procent pieniędzy na sport szkolny w Wielkopolsce, bo tą reprezentuję, pochłaniają koszty działania SZS Wielkopolska to wszystko mi opadło. Odziedziczyliśmy organizację sportu po komunie i zmiany nie widać, a że pieniądze mniejsze to i wyniki też. Moim zdaniem pieniądze podatników powinne do nich wracać nie jako szowinistyczne widowiska telewizyjne z udziałem panów Szaranowicza, czy Szpakowskiego w rolach głównych, ale jako baza do uprawiania sportu, kadra trenerska i mechanizmy selekcji. Jeżeli nauczymy ludzi aktywnego wypoczynku, jeżeli przepuścimy przez jakikolwiek sport wyczynowy choćby co piąte dziecko sukcesy przyjdą. Oczywiście nie za rok, czy dwa, ale przyjdą. No i nie wmawiajmy wszystkim, że musi być to piłka nożna, bo nie wszyscy ją lubią i nie wszyscy się do niej nadają.
-
2010/03/01 14:59:46
Brawo Panie Rafale za ten artykuł ! Amerykę jak widać można odkrywać bez końca .
-
2010/03/01 15:04:49
Post Scriptum: p. Antoni T. jest prywatnie bardzo milym czlowiekiem (stalismy u jego rodziny na "kwaterze" jak sie zajmowal osobiscie nartami i jeszcze mu sie nie snilo ani bycie trenerem AM, o Prezesie PZN nie wspomniawszy). Ale w Polsce jakos tak juz jest, ze "nie matura lecz chec szczera" wynosi na odpowiedzialne niewlasciwe stanowiska niewlasciwych ludzi, potem nie do usuniecia.

A panu Redaktorze, dziekuje za probe walki.
-
2010/03/01 15:16:55
Amrik twierdzisz, że mamy słabą lekkoatletykę obecnie? Z choinki się urwałeś?

-
2010/03/01 15:19:30
@ sitn-iarz


Specjalisto wypowiadający się z wyżyn swojej fachowości, ale zdajesz sobie sprawę że ten Antoni T. to na imię ma Apoloniusz? Wikipedia mówi, że ma dyplom AWF więc z tym "nie matura lecz chęć szczera" to trochę kłamiesz:]
-
2010/03/01 15:25:29
@jack_ryan
W skokach narciarskich mamy olbrzymie tradycje, począwszy od przedwojennych sukcesów Stanisława Marusarza, poprzez Łaciaka, Fortunę, Bobaka, Fijasa na Małyszu skończywszy

I do tego jeszcze Czech, Przybyła, Gąsienica-Daniel i Hryniewiecki. Ale czy tak naprawdę kiedykolwiek byliśmy potęgą, czy zawsze było to parę wybijających się jednostek? Czy często nie byliśmy silniejsi w kombinacji?
-
2010/03/01 16:21:58
@bartoszcze
Moja idea, o której zresztą w kółko piszemy w Gazecie (a propos wielokrotnego odkrywania Ameryki): wybieramy nieliczne dyscypliny, na które stawiamy; idzie w nie cała energia i kasa; niech sobie ludzi uprawiają inne sporty, ale nie musi ich hobby finansować państwo; likwidujemy te wszystkie związki, w których siedzi więcej ludzi niż uczestników MP w ich dyscyplinie; wreszcie importujemy nie tyle trenerów, co wiedzę pozwalającą kształcić własnych, bo tej wiedzy brakuje nam najbardziej, moim zdaniem bardziej niż pieniędzy - potrzebujemy ''uniwerków wypuszczających kompetentnych ludzi sportu, i chodzi mi tu o wszystkie gatunki, nie tylko trenerów od fikołków, ale speców od fizjologii sportu, medycyny sportu etc. Nie będę tutaj streszczał wszystkiego, zwłaszcza że prowadzę dzisiaj GW i od sportu chwilowo się odkleiłem, wleź do archiwum:-) Generalnie wszystko da się zrobić, ale będzie trwało milion lat, bo problem nie leży w braku koncepcji u mnie czy innych - problem leży w niemożności naruszenia weilu interesów.

PS O skaczących Austriakach nic nie pisałem (najwyżej mogłem byłem nachlapać o zjeżdżających), a biatlon w norweskiej tradycji tkwi i basta, nie czepiaj się już:-)

@zamorano
Ty ujawniasz, że ja dobrze wiem, że grubo przesadziłem w kwestii skoków, a ja wciąż uważam, że nie przesadziłem. Nie upieram się przy regresie, tylko nieznacznym postępie - to kwestia oceny, więc nie dojdziemy do ładu, zresztą nie mam pojęcia, jak można w porównaniu wyników w Salt Lake City i Vancouver dostrzec jakościowy skok. Tak czy owak, że po 10 latach małyszomanii jeden skoczek w okolicach 10-15 miejsca w świecie - czyli w Europie środkowo-skandynawskiej - to naprawdę nie są przesadzone wymagania. No, ale zobaczymy
Z figurowymi święta racja, poprawiłem, zlituj się i nie wypominaj.

PS Wcale tak Apacze nie mawiali, chyba że się upierasz, to jakiś cytat ze źródłem poproszę:-)

@dymiacy_piecyk
A ja sobie myślę, że dopóki 4 mln Polaków spędza co roku co najmniej tydzień na nartach, to brak choć jednego wyczynowego alpejczyka w światowej czołówce wcale mnie nie martwi
Mnie też nie martwi. Nie oceniam w tamtym kawałku, a opisuję.
-
2010/03/01 16:46:05
Co gorsza, mimo "hałdy" (jak na polskie możliwości) medali na ZIO, nie zanosi się na to, żeby te pajęcze nogi miały w najbliższej przyszłości choć trochę zgrubieć. W dalszym ciągu brakuje tras dla narciarzy, biathlonistów i alpejczyków, nie ma jednego krytego toru łyżwiarskiego, nawet ze skoczniami wciąż jest byle jak i niewiele tu zmieniła trwająca już prawie dekadę "Małyszomania". Jak zwykle u nas kończy się na gadaniu i robieniu sobie zdjęć z mistrzami, a potem wszystko zostaje po staremu, czyli "jakoś to będzie". Obawiam się, że szybko to się nie zmieni i dalej będziemy mogli liczyć tylko na wybryki (w pozytywnym znaczeniu) natury , takie jak Małysz, czy Kowalczyk.
-
2010/03/01 16:46:52
Co gorsza, mimo "hałdy" (jak na polskie możliwości) medali na ZIO, nie zanosi się na to, żeby te pajęcze nogi miały w najbliższej przyszłości choć trochę zgrubieć. W dalszym ciągu brakuje tras dla narciarzy, biathlonistów i alpejczyków, nie ma jednego krytego toru łyżwiarskiego, nawet ze skoczniami wciąż jest byle jak i niewiele tu zmieniła trwająca już prawie dekadę "Małyszomania". Jak zwykle u nas kończy się na gadaniu i robieniu sobie zdjęć z mistrzami, a potem wszystko zostaje po staremu, czyli "jakoś to będzie". Obawiam się, że szybko to się nie zmieni i dalej będziemy mogli liczyć tylko na wybryki (w pozytywnym znaczeniu) natury , takie jak Małysz, czy Kowalczyk.
-
2010/03/01 17:01:41
@rafał
wybieramy nieliczne dyscypliny, na które stawiamy; idzie w nie cała energia i kasa; niech sobie ludzi uprawiają inne sporty, ale nie musi ich hobby finansować państwo

Czekaj. Sprostuj mnie, jeśli się mylę, nie musi być dzisiaj:) ale państwo formalnie nie finansuje związków sportowych jako takich, tylko daje dotacje na przygotowanie do imprez rangi mistrzowskich, przede wszystkim na konkurencje olimpijskie.
Chyba że chodziło Ci o państwowe inwestycje w infrastrukturę?

likwidujemy te wszystkie związki, w których siedzi więcej ludzi niż uczestników MP w ich dyscyplinie
Ale co Ci do Polskiego Związku Gry w Bule, jeśli utrzymuje się z własnych składek?
Oczywiście, że państwo płaci to państwo wymaga i powinno żądać wydawania dotacji wyłącznie na ustalony cel - aczkolwiek związek sportowy przy rozliczaniu dotacji "na imprezy" zawsze uszczknie jakoś coś dla siebie, choćby weryfikacja dotacji była tak ścisła jak przy fundacjach czy organizacjach pożytku publicznego.

potrzebujemy ''uniwerków wypuszczających kompetentnych ludzi sportu
Za pieniądze publiczne? To jest myśl, tylko to by trzeba do ministra edukacji uderzyć.

O skaczących Austriakach nic nie pisałem
Napisałeś "(..)jeśli Polacy wyprawiają coś na śniegu pasjami, to zjeżdżają ze stoków. Nikt na nartach nie skacze(..)"
A kto rekreacyjnie skacze na nartach? Przecież nawet nie Austriacy, o Holendrach nie mówiąc:)
-
2010/03/01 19:43:05
Tak na prawdę, aby zainwestować w sporty zimowe i osiągnąć jakikolwiek sukces nie potrzeba wiele. Przykład Kanada, która nawet bardzo dobrych biegaczy i biathlonistów w krótkim czasie się dorobiła. Może nie na medal, ale lepszych od naszych (biegaczy i biathlonistów poza Sikorą). A kasę znaleźć bardzo prosto. Sporo tzw. spółek skarbu państwa utrzymuje sporą zgraję kopaczy, ale także np. taką Skrę Bełchatów, która musi sobie kupować miejsce w finale Ligi Mistrzów (znalazłoby się więcej kwiatków w innych sportach też). Lepiej te pieniądze wydać najpierw na ludzi, którzy stworzą plan rozwoju polskiego sportu (nie tylko zimowego, ale i w letnich dyscyplinach olimpijskich), którzy ocenią gdzie jest najłatwiej doścignąć ścisłą czołówkę walczącą o medale i na tam ściągać ludzi, którzy będą w stanie tego dokonać. Tak naprawdę, to w sportach zimowych mimo wszystko ten dystans jest trochę mniejszy do nadrobienia, no może poza hokejem. Nawet w tak wyśmiewanych dyscyplinach jak sanki czy bobsleje, gdzie nasi zawodnicy zajęli w większości najwyższe miejsce wśród państw, które nie posiadają sztucznego toru. Tyle, że to są sporty "kosmiczne", więc potrzebne byłoby wsparcie naukowe do tego.

Jeśli chodzi o polskich skoczków, to ja nie uważam, że mamy słabą bazę do trenowania. Może nie rewelacyjną, ale na przyzwoitym poziomie. Ja za większy grzech uznaję to, że nie powstała żadna grupa wpierająca od strony technologicznej typu stroje, różne rozwiązania innowacyjne, co przecież można było stworzyć na bazie jakiegokolwiek uniwersytetu. A tak wszystkie nowinki jakie się pojawiają w skokach pochodzą albo z Austrii albo z Niemiec. Akurat ostatnio to z tego kraju. Co do wartości polskich skoczków, to jednak obiektywnie patrząc Małysz swoich przybocznych ma teraz jednak na wyższym poziomie niż miał 10 lat temu. Tyle, że poziom skoków poszedł ostro w górę. Kiedyś jak zawodnik przekroczył punkt K, to miał prawie pewność, że wyląduje w pierwszej dziesiątce teraz nie ma pewności, czy zakwalifikuje się do drugiej serii.
-
2010/03/01 20:01:05
dobrze jest posłuchać tych, co na sportach zimowych się znają

www.eurosport.pl/chlodnym-okiem_blog85/magnes-dla-hochsztaplerow_post850216/blogpostfull.shtml

to PILNE !
-
2010/03/01 20:39:23
@. Nie upieram się przy regresie, tylko nieznacznym postępie - to kwestia oceny, więc nie dojdziemy do ładu, zresztą nie mam pojęcia, jak można w porównaniu wyników w Salt Lake City i Vancouver dostrzec jakościowy skok. Tak czy owak, że po 10 latach małyszomanii jeden skoczek w okolicach 10-15 miejsca w świecie - czyli w Europie środkowo-skandynawskiej - to naprawdę nie są przesadzone wymagania

Zgubiłeś Japonię:) Na bazie dwóch konkursów chcesz dokonywać analizy porównawczej? Proszę bardzo. W Salt Lake w 30 miałeś jednego skoczka na normalnej (Małysza), teraz dwóch (Małysza i Stocha), w Salt Lake na dużej dwóch w 30 (Małysz i 29 Mateja), teraz 3 (Malysz, Stoch 14 i Hula 19). Skok jakościowy? IMVHO tak. W konkursach drużynowych różnica do medalu naszego zespołu w Salt Lake to prawie 100 punktów, w Kanadzie to około 36 punktów. Jak można tej różnicy nie dostrzegać raczej bym zapytał, skoro od 6 miejsca do 3 w USA była różnica mniej więcej jednego skoku a teraz 36 punktów? Masz Stocha, który jak to ujął gdzieś Bartoszcze jest bardzo blisko odpalenia. W zeszłym roku w Libercu "przyboczni" Małysza ciekawie się pokazali. W tym roku lepiej punktują. Jakaś Planica po drodze im się trafiła. Po drodze było bodaj 8 medali MŚ juniorów. W FIS Cupach, Alpen Cupach i CoCach co sezon jest wyraźnie lepiej i poprawiamy kwoty startowe Tutaj problem leży gdzie indziej. Musi zdefiniować pokolenia Małyszomani. IMVHO dopiero teraz te roczniki wchodzą do poważnego skakania. Bracia Miętusowie to odpowiednio 93 i 92 rocznik. Ładnie się pokazali w tym roku. Grzegorz Miętus dwa razy w 30 PŚ (na pierwsze dwa stary zagraniczne w PŚ w życiu) plus wygrane zawody Kont. i FIS Cup, Krzyś wiadomo. Vce MŚ świata sprzed roku Maciej Kot (też podia zawodów w Puch. Kont. w tym sezonie) to 1991 rocznik, Klimek to 1994 rocznik, Tomasz Byrt to rocznik 1993, Łukasz Rutkowski jest starszy 1988 ale jak na drugi rok startów w PŚ progres liczony punktami jest duży, Dawid Kubacki to bodaj 1990 rocznik. Wszystko albo jeszcze dzieciaki, albo max 20 latki. Małyszomania zaczęła się w 2001 roku, ale pierwszy Lotos Cup i ten cały program to dopiero 2005 rok. Przesadzasz z tym wielkim kwantyfikatorem. Może dajmy tym Miętusom jeszcze ze dwa lata skoro tak fajnie zastartowali? IMVHO dopiero to jest pokolenie Malyszaomaniaków. A pierwsze starty międzynarodowe mają dość spektakularne. Może jeszcze nie skreślaj tej grupy "Małyszomanów"?:)
-
2010/03/01 20:41:55
Rafał, jak wybrać te sporty, w które inwestujemy?

Wyobraźmy sobie, że dziesięć lat temu minister sportu Rafał Stec (z góry przepraszam za wiązanie Gospodarza z tak kojarzącym się stanowiskiem) podejmuje decyzję, że nie inwestujemy w biegi narciarskie. Nie mamy zawodników, nie mamy specjalnej tradycji, nie mamy zaplecza - odpuszczamy, kasa idzie na skoki, biathlon i np. jazdę po muldach.

W międzyczasie w pewnej wiosce w Beskidzie Wyspowym objawia się pewna dziewczyna, o której mówi się, że jest wyjątkowym talentem właśnie do biegania na nartach.

Co minister sportu Rafał Stec w takiej sytuacji robi?

PS. O Niemcach, Austriakach czy Skandynawach nie ma co mówić. Ale w jakich dyscyplinach specjalizują się tacy Czesi (w ostatnich latach mieli wybitnych zawodników w skokach, biegach, narciarstwie zjazdowym i akrobatycznym, łyżwach szybkich, hokeju; niezłych biatlonistów i łyżwiarzy figurowych)?
-
2010/03/01 20:48:07
@Zamorano
O Stochu napisałem na blogu Ciastonia:)
A przy okazji uświadomiłem sobie, że część z tych młodziaków-małyszomaniaków, z Pawłem Słowiokiem na czele, przestawiła się na kombinację. Jak się nauczą biegać, to ho-ho.
-
2010/03/01 21:46:26
Męczycie, a ja zalatany jestem cholernie:-) Nie zauważajcie przynajmniej literówek, w biegu wstukuję.

@bartoszcze
Sprostuj mnie, jeśli się mylę, nie musi być dzisiaj:) ale państwo formalnie nie finansuje związków sportowych jako takich, tylko daje dotacje na przygotowanie do imprez rangi mistrzowskich, przede wszystkim na konkurencje olimpijskie. Chyba że chodziło Ci o państwowe inwestycje w infrastrukturę?
O infrastrukturę też, ale nie tylko. Rozweseliłeś mnie tym, że ''państwo formalnie nie finansuje:-) I prostuję: państwo daje na szkolenie młodzieży, a co do finansowania przygotowań do imprez rangi mistrzowskiej, to wcale nie musi dawać na wszystkie, na które daje. Nie będę się teraz kłócił, na co dawać, a na co nie, mogę sobe wyobrazić różne szczegółowe rozwiązania, byle wynikała z nich spójna koncepcja i była daleka od koncepcji ''każdemu po trochu''.

potrzebujemy ''uniwerków'' wypuszczających kompetentnych ludzi sportu Za pieniądze publiczne? To jest myśl, tylko to by trzeba do ministra edukacji uderzyć
Minister ministrem, a ja naprawdę nie potrafię pojąć, dlaczego np. szefostwo siatkarskie nie chce wysłać umyślnych do Brazylii na rekonesans, coby sprawdzili, jak oni tam produkują zastępy supergraczy. Nie muszą przenosić wszystkiego, niech wykorzystają cokolwiek. Pisałem o tym niejednokrotnie, dla mnie to ruch naturalny, gdybym był w PZPS-ie, to bym już dawno z czystej ciekawości tam wyrwał. A oni nic.

@zamorano
Ależ ja wciąż daję i Stochowi, i Miętusom czas. Gdyby nie dawał, to bym napisał o sytuacji w skokach inaczej i w osobnym tekście:-)

@airborell
Wyobraźmy sobie, że dziesięć lat temu minister sportu Rafał Stec (z góry przepraszam za wiązanie Gospodarza z tak kojarzącym się stanowiskiem) podejmuje decyzję, że nie inwestujemy w biegi narciarskie. Nie mamy zawodników, nie mamy specjalnej tradycji, nie mamy zaplecza - odpuszczamy, kasa idzie na skoki, biathlon i np. jazdę po muldach. W międzyczasie w pewnej wiosce w Beskidzie Wyspowym objawia się pewna dziewczyna, o której mówi się, że jest wyjątkowym talentem właśnie do biegania na nartach. Co robi minister Rafał Stec?

Odmawiam. Mogę sobie co najwyżej wyobrazić, że ''w pewnej wiosce objawia się dziewczyna, o której mówi się, że jest wyjątkowym talentem'' w jeździe na muldach. Minister RS nic wtedy nie robi. Musi sobie dziewczyna radzić sama, może jej się uda jak Kubicy, choć będzie trudniej, muldy to nie autka. A jeśli jej się jakimś cudem uda, jeśli będzie startowała w konkurencji olimpijskiej, jeśli da ogromną nadzieję na medal, to mogę zrobić wyjątek. Tylko wtedy. I byłby to baaardzo rzadki wyjątek, właściwie by się nie zdarzał. Nie stać nas na wszystko i tyle.
-
2010/03/01 23:32:17
Kiedy Polska miała jakikolwiek system w sportach zimowych ? Bo ja twierdzę, że nigdy a świadczą o tym choćby liczby - do igrzysk w Salt Lake City zdobyliśmy całe 4 medale a ten Małysza był pierwszym od 30 lat ! Pod tym względem ostatnie igrzyska niczym się nie wyróżniają. Ba są przecież najlepsze w całej naszej historii.

Ja szczerze mówiąc optowałbym za systemem gdzie inwestuje się głównie w kilka dyscyplin flagowych, choć uważam, że pozostałe nie powinny leżeć odłogiem. Stwórzmy tym pozostałym jakieś podstawy - jakiś jeden czy dwa ośrodki, gdzie może uda wyłowić się jakiś talent. Jakby dla przykładu taki talent zdobył jakiś medal MŚ w juniorach to można trochę mu pomóc, choćby jakieś stypendium dać. W końcu kryte lodowisko czy jeden sztuczny tor bobslejowo-saneczkowy to nie są jakieś horrendalne wydatki. Co do dyscyplin flagowych to ja postawiłbym na narciarstwo klasyczne i alpejskie ze względu na popularność jaką cieszą się w naszym kraju. Można by dodać do tego biathlon czy snowboard jako dyscypliny pokrewne. Dla tych dyscyplin nie tylko powinno powstać kilka czy kilkanaście ośrodków treningowych dla seniorów i juniorów. Równie ważne jest pozyskanie tzw. know-how i stworzenie ośrodka który będzie tą wiedzę pozyskiwał jak i ją przekazywał i to w wielu dziedzinach nie tylko trenerce czy medycynie ale także w dziedzinie sprzętu. Tutaj zgadzam się w całej rozciągłości z panem Rafałem.

Niestety obawiam się, że podobne pomysły są u nas nie do zrealizowania - wyobraźcie sobie jakie larum podniosło by się ze strony działaczy czy zawodników dyscyplin "nieflagowych", do tego na pewno doszło by paru dziennikarzy o politykach-populistach nie wspominając. Wiadomo, że dyskusja o takim pomyśle byłaby potrzebna, tyle, że normalnej dyskusji nie byłoby.

Zrobienie czy też stworzenie jakiegokolwiek systemy rozwoju dyscypliny sportowej to praca na wiele lat i na wielu poziomach. Obawiam, że nawet gdyby pomysł zaakceptowano to jego realizacja przypominała by budowę autostrad. Pomijam już procedury czy prawo, ale i sam czynnik ludzki jest w Polsce dużą przeszkodą. Trzeba by zacząć od związków sportowych i działaczy którym zależało by na rozwoju dyscypliny a nie żerowaniu na niej. Trzeba by mieć polityków i samorządowców, którzy nie traktowali by sportu jak piąte koło u wozu albo okazji do autopromocji własnej osoby, tylko jako inwestycję w promocję miasta, regionu czy kraju ale też i zdrowie oraz rozwój społeczeństwa. Trzeba by urzędników kompetentnych a nie jakiś pociotków czy kolegów jakiegoś polityka. W końcu są miejsca w Polce gdzie udało się zrobić coś dobrego dla sportu. Znalazłoby się też kilku hojnych prywatnych sponsorów czy biznesmenów kochających sport, którzy mogliby wspomóc państwo w finansowaniu polskiego sportu.

PS. Potęgą narciarską czy "zimową" na miarę Norwegii, Kanady, USA czy krajów alpejskich to my pewnie nie będziemy (choć kto wie) ale niech nas będzie stać aby z olimpiad zimowych przywozić tyle medali ile z ostatniej albo i trochę więcej.
-
2010/03/02 07:32:36
@rafał
Rozweseliłeś mnie tym, że ''państwo formalnie nie finansuje:-)
Bimajgest:)
Daje i na przygotowania, i na szkolenie młodzieży, i na wiele innych celów (PDF warning), ale to jednak wszystko na zasadzie projektów konkursowych jest, a nie finansowanie struktury związkowej.

dlaczego np. szefostwo siatkarskie nie chce wysłać umyślnych do Brazylii na rekonesans
Dlatego

@tomasol
W końcu kryte lodowisko czy jeden sztuczny tor bobslejowo-saneczkowy to nie są jakieś horrendalne wydatki[/a]
Zaledwie kilka(naście) mln PLN na budowę i jakiś milion PLN rocznie na utrzymanie. Waciki.

@airborell
Ale pewna biegaczka z Beskidu Wyspowego w końcu i tak się wybiła głównie dzięki wsparciu Józefa Pawlikowskiego-Bulcyka.
-
2010/03/02 07:56:52
Ale odpowiedz na pytanie, dlaczego Czechów stać i na Sablikovą, i na Zahrobską, i na Bauera i Neumannovą, i na Jandę, i na hokej, i na niezłych biathlonistów i łyżwiarzy figurowych, i było stać na Valentę, a my mamy ćwiczyć w sportach zimowych monokulturę. Czy jesteśmy aż tak różni, czy mamy aż o tyle mniej kasy? No i tak naprawdę poza bardzo specyficznymi przypadkami (Holandia, ale w tym roku zdobyli złoto w snowboardzie) praktycznie żaden kraj nie specjalizuje się wyłącznie w jednej-dwóch konkurencjach.
-
2010/03/02 17:39:26
No właśnie a gdzie poza Koreą Południową i Holandią jest w zimowych monokultura i się sprawdza (bo przecież nie w Norwegii)? Zwłaszcza przy niecierpliwych dziennikarzach, którzy napiszą ludowi, że skoczka numer dwa na zadowalającym poziomie nie ma (tam akurat stworzono już system, system dość młody, bo rocznik 2005, ale jest):D Chciałem zauważyć, że to wszystko jest system naczyń połączonych. Jak by się udawało mieć dobre biegi narciarskie to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przy okazji mieć dobry biathlon. Jeśli by udało się mieć dobre biegi narciarskie i a się do tego narodowy program rozwoju skoków narciarskich to przy okazji niezłych kombinatorów można wychować z natury rzeczy. Generalnie chyba w tym wszystkim, ostatnio w Polsce najlepiej sprawdza się właśnie system nieprzegapiania perełek i budowania wokół jednostek - gwiazd (szkoda, że w nartach alpejskich to ciągle są półśrodki).

PS.Rafał ja mieszkam w Karkonoszach i choć rekreacyjnie wykładniczo więcej osób zjeżdża na nartach to całkiem sporo Polaków też biega. Właśnie mamy rekordową liczbę uczestników Biegu Piastów:) No i nową imprezę Bieg Retro w Górach Izerskich:)
-
2010/03/03 08:41:38
Wiem, że zabieram głos kompletnie od pały, ale rzecz wydaje mi się interesting, szczególnie w świetle naszych niedawnych polemik nad stanem finansów Bundesligi oraz zamożnością, lub też nie, całej reszty europejskiego światka piłki kopanej. Może warto odnieść się do tego - www.deloitte.com/view/en_GB/uk/industries/sportsbusinessgroup/press-release/d039400401a17210VgnVCM100000ba42f00aRCRD.htm .
Wczoraj ślepiłem w CNN na dość długi raport, gdzie wypowiadały się gadające ( nie wiem czy mądre) głowy od finansów sportowych. W mniej lub bardziej czytelny sposób próbowały przekonać, jak to się ma do rzeczywistości. Może się wywiązać ciekawa dyskusja. Polecam.
-
2010/03/03 15:53:46
@airborell, zamorano
Po co wyjeżdżacie z monokulturą jakąś, między mono- a wszech- jest jeszcze trochę stanów pośrednich. A jak już będziemy tak usportowionym narodem jak Czesi, jak posiądziemy takie know-how jak Czesi (produkują kopaczy z klasą nieprzerwanie, choć z bagażników wystają kije hokejowe), jak się ogólnie wzbogacimy i społeczeństwo przeprogramujemy na ruch (my jako GW namawialiśmy do biegania, a będziemy wkrótce namawiać do rowerowania), to strategię można stopniowo retuszować. Akurat co do finansowania, to myślę, że jest kilka modeli sensownych, bardziej jednoznaczny i poważny problem widzę w braku ludzi zdolnych sportowców kształcić. Zresztą nie zaczepiajcie, bo znalazłoby się tysiąc tematów na stutomową debatę - jak np. finansowanie przez spółki skarbu państwa klubów. Czy zamiast płacić siatkarzowi milion złotych nie warto by tego miliona dać na szkolenie? Ale już nie chcę na forum otwierać następnych wątków, będą osobne okazje i artykuły.
-
2010/03/03 17:29:57
Moim zdaniem usiłujesz bezrefleksyjnie przełożyć strategię specjalizacji dla sportów letnich (gdzie ona ma uzasadnienie) na sporty zimowe (gdzie ona uzasadnienia nie ma, a przynajmniej prawie nikt jej nie stosuje).

@finansowanie przez spółki skarbu państwa:
Wybacz, ale cały problem finansowania klubów przez spółki skarbu państwa jest IMO dęty i bierze się przede wszystkim z frustracji kibiców różnych klubów siatkówki, którzy nie mogą pogodzić się z hegemonią Skry.

"Czy zamiast płacić siatkarzowi milion złotych nie warto by tego miliona dać na szkolenie?"

Pewnie warto (chociaż - czy z punktu widzenia klubu na pewno?), ale ten problem dotyczy tak samo klubu finansowanego przez PGE czy KGHM, jak klubu finansowanego przez Asseco, Telefonikę czy ITI.
-
2010/03/03 18:55:06
@airborell
Nie wiem, co mam wybaczać, nie wiem, co mają do tematu jacyś kibice, nie wiem, jaki masz kłopot ze Skrą, ja żadnego klubu nie wskazałem. W ogóle nic nie zrozumiałem. Jaki interes klubu? Przecież to jasne, że ucierpiałby, gdyby mu odciąć państwowy grosz. Jakie Asseco czy ITI, które są prywatne i mogą sobie finansować, co chcą?
-
2010/03/03 19:55:00
Jaki, do licha "państwowy grosz"? Przecież PGE czy KGHM są samofinansującymi się firmami i o ile wiem żadnych dotacji państwowych nie dostają. Można się zastanawiać, czy rzeczywiście wydawanie tych pieniędzy na Skrę czy Zagłębie jest najsensowniejsze z punktu widzenia ekonomicznego, ale może zostawmy to Zarządowi, Radzie Nadzorczej i podobnym organom, zamiast decydować, ile w PGE ma zarabiać dyrektor działu albo czy Skra ma prawo kupić Winiarskiego czy nie?

-
2010/03/03 19:56:22
(Docelowo oczywiście najlepszym rozwiązaniem jest prywatyzacja. Chociaż niekoniecznie dla finansowania sportu).
-
2010/03/04 00:29:49
Nie zastanawiam się, czy Skra powinna kupić Winiarskiego, ja nie mam pewności, czy spółka skarbu państwa w ogóle powinna dawać gigantyczną kasę na pojedynczy klub. Te spółki traktujemy osobno, bo są osobne i gdyby miały wydawać pieniądze na Zagłębie bezsensownie - jak piszesz - z punktu widzenia ekonomicznego, to nawet TRZEBA sprawdzać, czy nie wydają ich tak właśnie dlatego, że nie są prywatne.
Od razu mówię, że mam w tej sprawie opinię złożoną i sporo wątpliwości, jest tu jeszcze wątek uczciwości konkurowania na rynku (właściwie rynkach) i inne, ale już naprawdę nie chcę kontynuować tematu, bo zaraz zboczymy na Kaukaz, a ja i tak się tymi rzeczami zajmę na łamach. W kwestii prywatyzacji się zgadzamy:-)
-
2010/03/04 08:52:43
Ale kieruje Tobą słuszna niewątpliwie troska o racjonalne wydawanie pieniędzy sektora publicznego, czy troska o polski sport? Bo ja pozwalam sobie myśleć, że jednak polska siatkówka miałaby się gorzej (dużo gorzej) bez pieniędzy wydawanych na Skrę, Kędzierzyn czy Jastrzębie. I nie bądźmy naiwni - to nie jest tak, że gdyby nie wydano kasy na Abramowa czy Winiarskiego, to w zamian wydano by ją na szkolenie młodzieży.

Zresztą - przy tym wielkim marnowaniu naszej wspólnej kasy, jakim jest budowa dwóch stadionów w Warszawie, naprawdę można by sobie darować tego Winiarskiego czy Abramowa.
-
2010/03/04 18:36:24
Dzień dobry
Jestem tutaj pierwszy raz i może ostatni... Gwoli wyjaśnienia dziennikarstwem zajmuję sie od 18 lat i głównie dlatego napisałem ten komentarz. Przede wszystkim proszę autora, żeby pisał o czymś na czym choć trochę się zna. Ja rozumiem, że ma lekkie pióro, postrzega pewne sprawy w lot i potrafi je trafnie skomentować. Niemniej jednak z tego co napisał, pojęcie o rywalizacji w sportach zimowych ma minimalne. Rozumiem również, że jako wyróżniającemu się dziennikarzowi "Gazety" wolno mu pisać o wszystkim co w sporcie piszczy. Niech pisze, ale nie wyciąga wniosków, stąd blisko do kompromitacji.
Teraz fakty.
Nieprawdą jest, że w Polsce ludzie nie biegają na nartach. Biegają i to w dużej liczbie. Przynajmniej kilku tysięcy podczas Biegu Piastów i kilku innych mniejszych biegach.
O ile wiem, a wiem, bo jeżdżę, za granicą nikt nie biega z flintą na plecach, bo jest to po prostu zabronione z powodów bezpieczeństwa.
Co do supremacji Norwegów w biathlonie, polecam klasyfikację medalową. Najwięcej krążków w tej dyscyplinie zdobyła Francja - sześć! Potęga biatlonowa, czyli Niemcy, panie Rafale, zdobyli pięć, a Norwegia również tyle co Niemcy. Ktoś znający się na sportach zimowych zastanowi się nad fenomenem Francji. Tam biatlonem interesuje się tylko garstka ludzi w Alpach w okolicach Haute Marianne i Chamonix. To jest dopiero fenomen! A skąd się bierze ich siła? Bo mają świetny system szkolenia, znakomitych trenerów i odpowiednie fundusze. Norwegowi za to znokautowali rywali w narciarstwie klasycznym, gdzie z kolei klęskę ponieśli Finowie.
Nasze wyniki w Vancouver to ciężka praca ludzi, którzy w te sukcesy wierzyli. Co więcej powiem panu i innym kibicom zimowej rywalizacji, że w Soczi powinno być lepiej.
Będziemy mieć drużynę biegaczek w optymalnej formie i optymalnym wieku i oprócz Justyny Kowalczyk, to Kornelia Marek i Sylwia Jaśkowiec będą biły się o medale indywidualne. Nie wspominając o rywalizacji drużynowej.
O bieganie z flintą - jak to pan nazwał - też bym się nie martwił. Takie biatlonistki jak Weronika Nowakowska i Agnieszka Cyl pokazują, że ich czas niebawem nadejdzie. Po prostu z roku na rok są coraz lepsze. Dobrze by było, aby w ich ślady poszła Krysia Pałka, bo Magda Gwizdoń już raczej patrzy na zakończenie swojej kariery. Ale są zdolne juniorki, siostry Katarzyna i Patrycja Hojniszowe.
Tradycja w danym sporcie? Frazes. Jakie mieli tradycje w biatlonie Niemcy? żadnych, ale docenili piękno tego sportu, zainwestowali dużo pieniędzy, zbudowali ośrodki i mają sukcesy.
Zróbmy podobnie. Stwórzmy silny ośrodek biatlonu w Jakuszycach. Zbudujmy profesjonalne trasy biegowe w okolicach Kasiny Wielkiej (władze Małopolski już chcą to robić za unijne fundusze) i zadaszmy wreszcie któryś z czterech torów łyżwiarskich, jeśli jest to możlwie. Skocznie narciarskie już są, należy cierpliwie czekać na poprawę formy naszych skoczków, ale możemy się jej nie doczekać. Zobaczymy.

Wspominając tytuł i kolosa na glininanych nogach, to nie widzę bardziej słaniającej się dysycypliny niż piłka nożna. Ona po prostu gnije, toczy ją smród korupcji i wrzask nieudaczników trenerów na każdym stopniu. Pisać o niej będziecie najwięcej, gdyż ma wielu prymitywnych wyznawców, którym do szczęścia niewiele potrzeba. Kilka szalików i butelek z piwem plus głupie miny Artura Boruca i kretyńskie wypowiedzi komentatorów telewizyjnych. Proszę wybaczyć przytyk do ulubionej przez pana dyscypliny, ale wreszcie ktoś może sobie o tym przeczyta.
R.Borkowski - Łódź
-
2010/03/04 23:26:13
@airborell
Ale kieruje Tobą słuszna niewątpliwie troska o racjonalne wydawanie pieniędzy sektora publicznego, czy troska o polski sport?
O jedno i drugie.

Bo ja pozwalam sobie myśleć, że jednak polska siatkówka miałaby się gorzej (dużo gorzej) bez pieniędzy wydawanych na Skrę, Kędzierzyn czy Jastrzębie.
To raczej oczywiste.

I nie bądźmy naiwni - to nie jest tak, że gdyby nie wydano kasy na Abramowa czy Winiarskiego, to w zamian wydano by ją na szkolenie młodzieży.
Też oczywiste.

Zresztą - przy tym wielkim marnowaniu naszej wspólnej kasy, jakim jest budowa dwóch stadionów w Warszawie, naprawdę można by sobie darować tego Winiarskiego czy Abramowa.
Tej filozofii nie podzielam, niczego nie ''można by sobie darować'' tylko dlatego, że gdzieś indziej dzieje się źle.

@rain68
Dzień dobry
Nie za bardzo zrozumiałem zarzuty (no tak, biegają, ale zjeżdżają to dopiero pasjami), nie znalazłem w tych akapitach dowodów mojej zbrodni (ani śladów poczucia humoru u Szanownego Adwersarza), nie pisałem nic w tytule o glinianych nogach, nie mam nic przeciwko wydawaniu na biatlon, a w ogóle to ohydna ta końcówka o piłce, bez obrażania nikogo też by się dało udowadniać, że byłem blisko kompromitacji...
-
2010/03/05 09:08:10
Witam jeszcze tylko na chwilę
No cóż, poczucia humoru nie wykazałem, bo źle przedstawiony temat mnie szalenie zasmucił. Jeśli chodzi o zarzuty, to może posłużę się wyjątkowo trafnym przykładem celującym w pana tezę o tradycji w sportach zimowych i wynikach jakie mają reprezentacje, pochodzące z krajów, które te tradycje pielęgnują.
Kombinacja Norweska - wszak czyż nie wymyślili jej Norwegowie? Po angielsku ta dyscyplina nazywa się Nordic Combined..hmm... zapytany o nią obywatel USA, podrapałby się po głowie i spasował. Nawet nie skojarzyłby jej ze sportem, bo obawiam się, że 75% społeczeństwa nie jest w stanie wyjaśnić słowa "Nordic".
A teraz osiągnięcia na IO w Vancouver. Reprezentacja Norwegii - 0 medali, najlepsze miejsca indywidualnie.........10 i 17! drużynowo - 7! Dla Norwegów to nawet nie policzek, to głowa zanurzona w pomyjach.
Reprezentacja USA - 4 medale, zwycięzca klasyfikacji w tej dyscyplinie.
Skład kadry? Proszę: 11 kombinatorów norweskich, trenujących głównie w Europie, podczas zawodów Pucharu Świata. Bez komentarza.
I proszę nie pisać o wyjątkach potwierdzających regułę...
ps. I nie jestem pana adwersarzem, ale proszę, piszcie o tym, na czym się znacie i macie wiedzę. Natomiast to co napisałem o futbolu jest wdzięczne, lekkie i przyjemne. Pan doskonale zdaję sobie sprawę, jakiemu szambu poświęcacie całe szpalty. A ostatni sukces polskiej piłki nożnej to wygrana 1:0 z Portugalią na MŚ w Meksyku. Czyli 24 lata temu. Jeśli się pomyliłem to przyjmuję krytykę, bo engelowskich i janasowskich awansów nie traktuje w kategorii sukcesów...
-
2010/03/05 10:28:08
@rain68
to co napisałem o futbolu jest wdzięczne, lekkie i przyjemne

W Internecie jest całe mnóstwo miejsc, w których może Pan rozwijać swoją wdzięczną, lekką i przyjemną twórczość. Niech Pan więc idzie na żal.pl, a nas tu zostawi w nieudacznictwie i szambie.
-
2010/03/05 15:55:27
@rafal: ale w jaki sposób zakręcenie kurka dla Skry, Kędzierzyna i Jastrzębia byłoby korzystne dla polskiego sportu? Skoro sam piszesz, że polska siatkówka miałaby się dużo gorzej?