Blog > Komentarze do wpisu

W Anglii krucho na szczytach

Kołatało mi się to już we łbie kilkakrotnie i dziś, gdy Manchester City wbijał gola za golem Chelsea, zakołatało mi się ponownie. Oklapła trochę liga angielska. Oklapła sportowo, bo od emocji aż bulgocze, ścisk w górze i dole tabeli obiecuje niesamowity finisz. Nie bardzo mam pomysł, jak tezę precyzyjnie udowodnić, statystyki łatwo wyinterpretować w potrzebnym kierunku, idzie raczej o ogólne, wyniesione z dziesiątek transmisji wrażenie, że w tym sezonie poziom nieco się obniżył, że ubyło meczów rewelacyjnych, a przybyło przeciętnych, że w szlagierach zbyt wiele bramek pada wskutek kardynalnych błędów, a nie dzięki zagraniom kunsztownym. Zwłaszcza superpotęgi pogrywają jakoś nieprzekonująco, zrywami, nie suną już niczym niszczyciele, którym na wszelki nie podskakuj, bo tylko biedy sobie napytasz. A piłkarze superpotęg przestali przypominać humanoidy - choć ta reguła, jak każda szanująca się reguła, znajduje wyjątki w osobach Rooneya i Drogby. Tak naprawdę to poza nimi ruszają mnie jeszcze tylko podrygi Fabregasa oraz bramkarzy, i to bramkarzy spoza szczytu tabeli.

Wycieńczyły wielkich minione sezony, wyładowane do maksimum, zajmujące do finalnych faz Ligi Mistrzów, w której non stop reprezentuje wyspiarzy - zjawisko w innych krajach niespotykane - kwartet tych samych klubów? A może chwile słabości prędko miną, bo choć musiały się wreszcie zdarzyć, to wyspiarze eksplodują najwyższą futbolową klasą w rozstrzygających momentach sezonu?

Mnie uderza przede wszystkim ich kruchość defensywna, czasem wynikająca z fajtłapowatych zachowań bramkarzy, czasem z chwiejnej formy bądź kontuzji obrońców, czasem z roztargnienia całej drużyny. Odkąd na zdrowiu podupadli Vidic z Ferdinandem, nawet Manchester United nie jest już na tyłach pancerny. W lidze stracił już tyle goli, ile w ostatnim sezonie. I więcej niż w przedostatnim. (To samo dotyczy Chelsea).

Kieruję uwagę akurat na rejony defensywne, bo w Europie właśnie szczelnie zamknięty dostęp do własnego pola karnego dawał angielskim klubom przewagę, dywanowymi nalotami na cudze pola karne to one rywali nie przyduszały.

A teraz? Wszyscy - Arsenal, MU i Chelsea - straciły po dwa gole w meczach 1/8 finału Ligi Mistrzów. Z punktu widzenia lat minionych bilans niewiarygodny.

Coraz trudniej uwierzyć, że Anglicy znów wepchną się tercetem do półfinałów.

sobota, 27 lutego 2010, rafal.stec

Komentarze
2010/02/27 16:41:13
Mosci panie redaktorze, pararazujac klasyka: "U forgot Cesc Fabregas"! Gdyby nie on Arsenal nie spogladalby znow lapczywie w strone niechybnie-utraconego juz tytulu mistrza Anglii, lecz ze zgroza w oczach ogladal plecy Aston Villi, Tottenham i ManCity. Pazdziernikowy akt magii (4 asysty i gol w meczu z Blackburn) zachwycil ponoc nawet samego SAF'a, wiec jak mozna byc publicznie nieczulym na takiego zawodnika?:) Mowiac powazniej, w mojej ocenie Fabregas pracuje na nawet wiekszy szacunek niz Wayne i Drogba, bo ciagnie druzyne w wiekszym stopniu sam niz obaj wspomniani napastnicy. Rooney mimo wszystko nadal niewiele bramek wypracowuje sobie od poczatku do konca sam (np. Drogba robi to czesciej, van Persie jest w tym mistrzem... tyle ze kontuzjowanym), a Drogbe trudno cenic za ligowe przodownictwo nurkowe (pod nieobecnosc Cristiano). Zreszta, zgodzimy sie chyba, ze Czolg jest w tym sezonie mniej efektywny niz rok temu.
-
2010/02/27 16:44:27
Przecież to nie tylko dolegliwość Angielskich potęg, Barce dopada to samo. Zmęczenie materiału ich dopada. Szczy formy nie trwa wiecznie tym bardziej jeśli dotyczy 10 czy 20 piłkarzy
-
2010/02/27 16:50:54
@killy
Słuszna racja w kwestii Fabregasa, jego nazwisko obok słowa ''humanoid'' najwyraźniej nie chciało mi zejść z klawiatury:-) Naprawię przejęzyczenie.
-
2010/02/27 16:52:17
A z ogolna teza, ze na szczytach Premiership vanitas vanitatum et omnia vanitas, nie sposob polemizowac. Pomnikiem tego zjawiska niech bedzie niadawne "starcie" City z Liverpoolem - tak beznadziejnie slabe, ze miejscami naprawde bolaly zeby. Na cale szczescie Mancini poszedl po rozum do glowy zastepujac Adebayora kimkolwiek pod postacia Teveza i dzis City gralo zupelnie inna pilke. A skoro dzis bylo lepiej - to moze ten rosnacy co weekend trend utrzyma sie az do maja... La Liga jest przeciez starciem dwoch gladiatorow, w serie A tez kryzys, moze i glebszy, Ligue 1, Bundesliga i Eredivisie to przeca nie ten poziom. Totez mimo slabosci MU, coraz bardziej szalenczych decyzji kadrowych Wengera i sinusoidalnej formy MC --- ufam, ze zaprawde lepiej bedzie. Jedynie dla LFC nie ma nadziei (i dobrze, historia wreszcie skarcila Beniteza za zlawkowanie Dudka... i bycie w glebi serca slabym trenerem), a Chelsea moze isc tylko w dol tabeli (i pod nieobecnosc Cecha cialem, a Terry'ego duchem to wysoce prawdopodobne). Howgh.
-
2010/02/27 17:21:57
@Killy
Nie wiemnaakiej podstawie stwierdzasz, ze Drogba jest mniej efektywny niż rok temu. W tamtym sezonie strzelił w lidzde jedynie 5 goli w 24 meczech. W tym sezonie w 22 meczach ma tych goli 19. Moim zdaniem Droga w tym sezonie, jest w najlepszej formie w karierze. I mam nadzieję, że jeszcze Ci to udowoni : ) Co do Fabregasa, to nie będę umniejszał jego klasy, bo wszyscy bez względu na barwy jakim kibicują, chyba się zgodzą, że Fasbregas jest piłkarzem wybitnym. Natomiast porównywanie go z Drogbą, czy Rooneyem uważam za nieporozumienie. Fabregas odpowiada za rozgrywanie, Drogba z Rooneyem to napastnicy, których czyni wyjątkowym fakt, ze potrafią wszystko: rozgrywać (oczywiście w tym elemencie Fabregasowi do pięt nigdy nie dorosną), kończyć akcje, które sami potrafią sobie stworzyć, jak i w razie potrzeby rewelacyjnie bronić. Jednak jak już pisałem nie porównywałbym ich z Fabregasem. Co do dzisiejszego meczu Chelsea muszę powiedzieć, że jestem coraz bardziej rozczarowany postawą defensywy. I nie tłumaczę tego nieobecnością Cola czy Bosingwy, bo środek Terry i Carvalho, był przez ostatnie kilka sezonównie do rozbicia. Nie dość, że Chelsea traci masę goli w tym sezonie po stalych fragmentach gry to opoka defensywy The Bluesa jaką zawsze był Terry popełnia straszliwe błędy. Martwito tym bardziej, że pod nieobecność Cecha,(który przy błedach defensywy) potrafił wielokrotnie wychodzić obronną ręką, bramkę okupuje Hilario, który dzisiaj pokazał jakie okropne braki w wyszkoleniu posiada. Zaczynam coraz bardziej obawiać się tego rewanzu z Interem. Pozdrawiam.
-
2010/02/27 17:27:46
Chelsea ma wyraźny dołek, jednak ma taką paczkę, że się pozbiera, pytanie czy zdąży na Inter, MU i tak mnie zadziwia po stracie Ronaldo i Teveza i wskutek mimo wszystko niewypału Berbatova, ciągnie go ten niesamowity Rooney. Arsenal moim zdaniem taki sam, no i LFC ma sezon zapaść. Trzeba też zaznaczyć że Villa, Tottenham no i przede wszystkim City to w tym sezonie inne zespoły w porównaniu z zeszłym sezonem.

Co do Fabregasa, to moim zdaniem nie potrafi w przeciwieństwie do Drogby i Rooneya pociągnąć drużyny w tych najważniejszych meczach, z największymi, to jednak robi różnicę między tymi piłkarzami, to w mojej opinii piłkarz wielki talentem, ale mało charyzmatyczny, i to że został kapitanem niewiele zmieniło.

@killy
Jedynie dla LFC nie ma nadziei (i dobrze, historia wreszcie skarcila Beniteza za zlawkowanie Dudka... i bycie w glebi serca slabym trenerem).

Słaby trener, dobre sobie, ciekawe po czym wnosisz. Co do Dudka to radzę więcej obiektywizmu, gdybyć tydzień w tydzień oglądał Liverpool z Dudkiem to wiedziałbyś, że to była może dla Polaków bolesna, ale z punktu widzenia drużyny jedyna słuszna decyzja, już pomijając fakt jak świetnym bramkarzem jest Reina.
-
2010/02/27 17:42:57
Tazio odszczekuje, czyli cesarzowi - co cesarskie, a interowi - co interskie.

Nieraz obnosiłem się z biedą makaronskiej ligi po całości.
Po grande triumfie interu i ligowej porażce (vivat Hilario! Swoją drogą zaczynam kumać, po co SAF musi od czasu do czasu słodzić Kuszczakowi i karmić go nadzieją.) chelsea mamy (chyba) koniec angolskiej dominacji. CL, jak być powinno, dywersyfikuje się.

Swoją drogą to dziwne, że trudno wskazać choć jeden team na tyle mocny, by z dużą dozą pewności lokować go w finale. Espanowie dziadują jak mało kiedy (każdy chyba widział biedną grę FCB czy realu). Angole tracą gole jak nigdy.

Szacun dla interu, że walczy o makarońskie imię, być może powrót pucharu do Ziemi Italskiej. A Mourinho, jak już by pyknął CL, to widzę go w realu. Rywalizacja real - FCB dopiero nabrałaby wyrazu.
-
2010/02/27 17:55:29
A ja się bardzo cieszę, że te superpotęgi wreszcie się trochę "uczłowieczyły", że nie suną w tym sezonie niczym niszczyciele, a ich piłkarze nie przypominają humanoidów (no powiedzmy, że są pewne wyjątki). Dzięki temu Premiership wreszcie nie jest tak cholernie monotonna i trochę przypomina ligę, którą uwielbiałem 15-20 lat temu. Ja w każdym razie jestem za, nawet kosztem niewielkiego obniżenia poziomu. A co do Chelsea - ktoś w końcu musiał im wreszcie solidnie dokopać, oglądając mecz miałem nawet nadzieję na więcej goli dla MC, ale po zdobyciu czwartego jego piłkarze chyba sami wpadli z wrażenia w lekki szok i grając w 11 na 9 oddali inicjatywę gospodarzom.
-
2010/02/27 18:05:57
Daje o sobie znać kilkuletnia dominacja wielkiej czwórki, a co za tym idzie brak konkurencji na rodzimym poletku. Chłopcy z Liverpoolu i nie tylko oni, także ci z Manchesteru (tego United), Arsenalu, Chelsea, z rzadka ostatnio przypominają rozpędzony expres TGV, a częściej pociąg pospieszny relacji Szczecin Terespol. Można odnieść wrażenie, że gra sprawia im ból, częstokroć niestety przypominając męczarnie. Ma się to trochę jak sytuacja Bayernu, który od lat kilku, popadł w nicość z braku konkurencji na własnym podwórku. Trudno też odnaleźć ów wysoki poziom futbolu angielskiego w dolnych rejonach tabeli, powiedzmy w meczu Wigan Hull. Owszem ambicji i zaangażowania piłkarzom tych drużyn nie sposób odmówić, ale chyba tylko tego. Na tym poziomie Premiership gra się piłkę niezwykle siermiężną i prostą w konstrukcji. Obrońcy tną wszystko co wystaje ponad poziom trawy, a akcje ofensywne, to do do bólu i z uporem wrzucane piłki w pole karne. Czasem trudno dojść, czy to mecz rugby, czy też futbolowy spektakl?
Zbawienny wpływ i tak zwany drugi oddech dla Premiership może mieć coraz bardziej uporządkowany i zdecydowany, frontalny atak drużyn jeszcze do niedawna - środka. City, które zaczyna przypominać twór coraz bardziej uporządkowany, Tottenham, Everton. Minie jeszcze trochę czasu, nim te drużyny zrównają sie poziomem i kulturą gry z wielką czwórką, ale atak został przypuszczony. Z korzyścią dla Premiership i tych co jej kibicują.
-
2010/02/27 18:08:44
@crackers: Czasem napastnik ma bramek mniej, ale sposob w jaki dominuje na boisku nad rywalami i kreuje przestrzen kolegom z druzyny, daje tejze druzynie wiecej korzysci niz bramek 'nascie+. Ale to tylko moja subiektywna opinia, nie mam na jej poparcie statsow, lecz jeno wlasne przekonanie. @Porownywanie - gdyby to bylo nieporozumienie, to nikt nie organziowalby Zlotych Pilek ni Oscarow (no bo jak tu, idac Twoja logika, porownac komedie z dramatami, a dramaty z thrillerami?!). Mowiac krotko: jesli mowimy o czolowych postaciach danej ligi, to jest to podzial ponad... pozycjami (boiskowymi, zeby nie bylo). Btw. No niemozliwe, ze kogos jeszcze dziwi obnizka formy JT. Przeciez to czysta psychologia. @irek: O Dudku napisalem z przekasem, ale rozumiem, ze ironia nie dla kazdego jest pojeciem wyczuwalnym. Zas slabym trenerem Rafa jest i bedzie. Do chwili, gdy klub sie z nim nie pozegna, fani na Anfield beda robic to, co robia od 20 lat. Tesknie spogladac w strone szczesliwcow zdobywajacych kolejne mistrzostwa ligi. A po czym wnosze? Powodow jest tyle, ze naprawde nie chce mi sie produkowac. Fraza "slaby trener" jest tego wzglednie niezla synteza. Albo dob'aa, jeden przyklad (let's roll...): trener dobry nie wystawialby Torresa samego w ataku! 1) ani Kuyt, ani Babel nie sa napastnikami (Kuyt o tym generalnie wie, ale Babel chyba chcialby byc); 2) nawet jesli czasem zabladza do Torresa w linii, to i tak Kuyt & Babel przez wieksza czesc meczu 3maja sie skrzydel. A Torres desperacko potrzebuje! swojego Anelki/Messiego/van Persiego/Pandewa czy nawet swojego (sic!) Berbatowa. Bo sam w ataku gra tyle, co gra. I wiecej nie ugra nic.
-
2010/02/27 18:20:45
BTW panie Rafale, pan się chyba zna, a mam pytanko. Zaskoczył mnie Ancelotti tym stwierdzeniem że "cała Italia będzie się cieszyła jeśli Chelsea zwycięży z Interem". No i tu moje pytanie: czy było to tylko bezsensowne, prowokujące stwierdzenie, czy jest w tym faktycznie jakaś prawda? Bo zaskakujące by dla mnie było, gdyby faktycznie Włosi woleli widzieć tryumfujących Anglosasów nad zespołem ze swojego kraju, tym bardziej że chyba powodów do miłości do Chelsea większych nie mają.
-
2010/02/27 19:17:42
liga angielska oklapła? mocny i odważny wniosek. tak samo jak błędny. jedyna różnica w porównaniu z zeszłym sezonem, to brak hegemonii united i chelsea. dlaczego oba kluby grają słabiej, (choć umówmy się, że tragedii nie ma) to temat na inne opowiadanie. mecz chelsea z manchesterem city również trzeba rozpatrzyć w osobnym panelu. ja nikogo do wysokiego poziomu premiership nie mam zamiaru przekonywać, ale jakie przesłanie ma ten wpis? że united bez dwójki najlepszych stoperów świata traci więcej bramek? no faktycznie powalające i nieprzewidywalne. prawdziwy koniec premiership. przysięgam, że nie chciałem być ironiczny, ale co to za wnioski?
-
2010/02/27 19:42:08
@lukasz.anczyk

Akurat nie trudno sie nie zgodzic :). A propos przedostatniego akapitu o LM
a) Arsenal stracil dwa gole. A kto stal w bramce?
b) Chelsea stracila dwa gole. A kto gral na bokach obrony?
c) ManUtd stracilo dwa gole. A kto gral w obronie w ogole?
Nie wydaje mi sie by poziom EPL sie obnizyl, tylko zdecydowanie wyrownal. Do pierwszej czworki mocno dobijaja sie Villa, Tottenham, ManCity, ostatnio swietnie graja Everton, Fulham.
Jedyny wyjatek - Liverpool. Nieprzemyslane transfery + kontuzje robia swoje niestety.
Jesli chodzi o awansy do cwiercfinalow to ja jednak bylbym spokojny. 3 tygodnie to sporo czasu, duzo pilkary sie wyleczy i zobaczymy angielski walec.
-
2010/02/27 19:43:43
@ killy
"Ani Kuyt ani Babel nie sa napastnikami".
Tja, a w Feyenordzie to kto 20 bramek na sezon strzelal :P
-
2010/02/27 19:55:57
Ja uważam, że tercet angielski przejdzie dalej, to twardziele.
-
2010/02/27 20:19:41
Też bym nie przesadzał z obniżeniem poziomu PL. Po pierwsze, dotyczy to raczej tylko MU, ale w końcu odszedł jeden z najlepszych piłkarzy świata (choć na pewno nie najbardziej lubiany), a do tego ciągle kontuzje mają obrońcy. Chelsea w zeszłym roku wcale nie grała lepiej. Co ciekawe, występ, który wszyscy pewnie najlepiej pamiętają, tj. półfinał LM z Barceloną był co prawda przez tę drużynę niemal mistrzowsko wykonany, ale trudno na ten ultra defensywny styl było patrzeć. Gorzej gra Liverpool, ale ta drużyna od lat osiągała wyniki "ponad stan", mając zbyt wielu słabych piłkarzy (tu pewna niezgoda co do Beniteza - moim zdaniem to jest jeden z najlepszych trenerów jeśli chodzi o taktykę i przygotowanie piłkarzu do ważnego meczu, natomiast okazał się zupełnie pozbawiony talentu budowania drużyny w oparciu o właściwych piłkarzy). Nie gorzej gra Arsenal (tzn. pozostaje wieczną, pewnie nigdy niespełnialną nadzieją). Znacznie lepiej grają drużyny, które dołączyły do czołówki (City Totenham, Villa).
Naturalne jest, że taka hegemonia w Europie jak w ostatnich latach może się skończyć, ale wystarczy porównać PL z dwoma ligami, które mogłyby ewentualnie dla niej stanowić konkurencję, żeby zobaczyć, że jeszcze długo Anglii liga nie zagrożą. W Hiszpanii z pewnością obrońcy nie koszą każdego równo z trawą, a wrzutek w pole karne jest mniej, ale niestety w meczach z Realem i Barcą najczęściej nie warto pytać o wynik, tylko o styl i rozmiary wygranej faworyta. To ja już wolę trochę angielskiej toporności. Przyznam, że rzadko oglądam Serie A, ale kiedy skuszę się na jakiś mecz, prawie zawsze zdumiewa mnie słabe tempo i ogólnie niski poziom (łącznie z nietypowymi dla tradycji tej piłki błędami w defensywie - vide Milan, a nawet czasem Inter). Wracając do Chelsea, martwi mnie właściwie jedno - oba przegrane mecze (z Interem i City) miały wiele podobieństw. W obu Chelsea miała przewagę w grze i starała się cały czas atakować. Przeciwnik w obu meczach stworzył mniej więcej tyle okazji co zdobył goli (no może o jedną, dwie więcej). W tej sytuacji obawiam się, że Ancelotti może dojść do wniosku, że trzeba "wrócić do źródeł", tj. końcówki epoki Murihno i stylu narzucanego w ważnych meczach przez Hiddinka, tj. wszyscy stoimy na własnej połowie i posyłamy długie piłki do napastników. Być może z punktu widzenia wyników miałby nawet rację, ale wolałbym się mylić.
-
2010/02/27 22:27:02
OFF TOP, Sorry

Rafał, przepros sie z Justyna! MA dziewczyna jaja. Taki charkater w pewnien sposób predestynuje ją do wypowiedzi, które Cię zbulwersowały. Szczególnie, że miała więcej niż mniej racji :)

ZŁOTO JUSTYNA ZŁOTO
-
2010/02/27 23:06:50
No tak: jak Angole dominowali, to była gadka, że to dzięki temu, że mają regularnie w Lidze Mistrzów cały czas te same drużyny (przynajmniej wymieniano to jako jeden z głównych argumentów). Teraz jakieś pierwsze oznaki osłabienia, i również dlatego, że mają ciągle te same drużyny w LM. Eeech...

Ja bym zwrócił uwagę na ukrócenie totalnej dominacji finansowej klubów angielskich, co w dłuższej perspektywie (2-3 sezony) może doprowadzić do zrównania się poziomem Premiership z innymi czołowymi ligami. Glazerowie wykańczają Manchester United, Liverpool też nie ma dużej kasy na przebudowę, nie wiadomo jak do końca jest z Chelsea, jak Romek dostał po kieszeni przez kryzys? Zawsze jest MCity i szejkowie :) Na pewno Angole wciąż mają najbogatszą ligę, ale dystans dzielący ich od reszty Europy się zmniejsza. Do tego dochodzi wysokość podatków od pensji dla piłkarzy, która od tego roku jest tak samo masakrycznie wysoka jak we Włoszech, a więc i tu, na tym polu, jest coraz mniej atrakcyjnie.

@ Rafał

Mały OT - rywalizacja Serie A - Bundesliga. Włosi - podobnie jak w kilku ostatnich sezonach - przegrywają z kretesem, przez PUEFA/Ligę Europejską. Deutsche mają 3 drużyny w 1/8, biją punkty aż miło. A Włosi jak zwykle, albo rezerwy, albo olewka. Wygląda na to, że Italiańców czekają 3 zespoły w LM niestety.
-
2010/02/27 23:25:04
Na topowe drużyny angielskie spadło w tym sezonie pasmo różnorakich, niekorzystnych zdarzeń, które nie mogły nie zachwiać ich pozycji. Głównie kontuzje, wymuszony marazm na rynku transferowym, straty kadrowe okresowe(PNA) lub definitywne ( Ronaldo), czy nawet seksafera ( szokujące dla mnie, jaki ona może mieć wielki wpływ na reprezentację Anglii w roku mundialowym). Jednocześnie skok jakościowy wykonali ich rywale z Premier League ( Tottenham, MC, Aston Villa- której IMO drugi sezon już brakuje minimalnie, by z impetem wbić się do Big Four) i Europy ( Real, Inter, Milan). To potęguje wrażenie, że wielcy angielskiej ligi tkwią w lekkim kryzysie. van Persie, Torres, Essien, Gerrard, Vidic, Ferdinand- chwilowy bądź ciągły brak takich graczy zachwiałby każdą drużyną świata.
Ktoś napisał, że Fabregas nie nadaje się na Kapitana, i że jest mało charakterny? Dzisiaj w meczu ze Stoke, po makabrycznej kontuzji Ramsey'a ( oby wrócił jeszcze do piłki!!) i przy stanie remisowym Arsenal wywalczył rzut karny w 90 min. W takich sytuacjach ciężar na swoje barki biorą tylko prawdziwi liderzy. Fabregas nim jest.
-
2010/02/27 23:58:00
Jedna drużyna dominuje - źle. Kilka drużyn walczy o mistrzostwo - też źle. Po prostu średniaki wzięły się do roboty. Czołówka traci więcej bramek, ale też ich więcej zdobywa. MU mają spore szanse na więcej niż 83 gole w lidze, czyli osiągnąć najlepszy wynik uzyskany z C. Ronaldo w składzie, w sezonie 2006/2007.
Liga angielska obniżyła poziom, bo każdy zespół stracił w LM 2 bramki w pierwszym meczu - to jest argument godny 15-latka. Równie dobrze można napisać, że poziom gry ofensywnej się podwyższył, bo rok temu 4 zespoły strzeliły w pierwszych meczach 3 bramki, a teraz 3 zespoły zdobyły 5 bramek. I tak sobie można wyliczać kto ile, w którym momencie strzelał przez 50 lat.
Dwumeczów się nie gra, dwumecze się wygrywa. Moim zdaniem to czysty przypadek, że tak się stało. Reprezentanci PL i tak są faworytami przed rundą rewanżową i prawdopodobnie i tak zobaczymy co najmniej 2 angielskie zespoły w 1/4 finału, a może i dalej. Tercetu z Anglii tym razem w półfinale chyba nie będzie, ale przyczynę tego raczej widziałbym w słabej postawie Liverpoolu.
-
2010/02/27 23:58:29
@salvatore82
No tak: jak Angole dominowali, to była gadka, że to dzięki temu, że mają regularnie w Lidze Mistrzów cały czas te same drużyny (przynajmniej wymieniano to jako jeden z głównych argumentów). Teraz jakieś pierwsze oznaki osłabienia, i również dlatego, że mają ciągle te same drużyny w LM. Eeech...

Tutaj - gdyby to było prawdą - nie ma żadnej sprzeczności. Mogło im pomagać doświadczenie (że zawsze ci sami), może im dziś szkodzić zmęczenie materiału.

Co do miejsc dla włoskich klubów w pucharach, to zanosi się na nieuniknioną katastrofą w przyszłym sezonie - nawet jeśli w tym sezonie kwartet w LM utrzymają, to potem im odpadną punkty sprzed pięciu lat i sezon 2010/1011 Niemcy rozpoczną wyżej w rankingu. Z okazałą przewagą.
O ile oczywiście nie zdarzy się cud.

@vul6
Sprawa jest złożona. Z jednej strony - Inter otacza zawiść, wielu życzy mu bardzo źle, jak każdemu hegemonowi (dochodzi jeszcze swoista osobowość Mourinho). Z drugiej strony, o czym pisałem do salvatore, Włosi zdają sobie sprawę, że na porażce Interu może ucierpieć całe calcio. Straci drużynę w pucharach...
-
2010/02/28 00:00:49
co za chałtura ta notka..
-
2010/02/28 11:02:14
@rafał stec
Co do miejsc dla włoskich klubów w pucharach, to zanosi się na nieuniknioną katastrofą w przyszłym sezonie - nawet jeśli w tym sezonie kwartet w LM utrzymają, to potem im odpadną punkty sprzed pięciu lat i sezon 2010/1011 Niemcy rozpoczną wyżej w rankingu. Z okazałą przewagą.
O ile oczywiście nie zdarzy się cud.


Nareszcie widać na jaka sposobność przygotowano system naliczania punktów i przyznawania miejsc w pucharach. Po prostu w UEFA przewidzieli, że prędzej czy później którąś z wielkich lig dopadnie długotrwały kryzys i zaczną się niespodziewane zawirowania w rankingu :D hehe..
-
2010/02/28 16:40:25
Widzę, że wielu anglofilów wmawia sobie, że poziom się wyrównał bo do czołówki doszusował Man City, Tottenham, czy Aston Villa. To bajki. Jeśli poziom się wyrównuje to zawsze w dół. Wystarczy spojrzeć na przykłady: kiedy w polskiej lidze dominowały niepodzielnie Widzew i Legia, przez dwa lata z rzędu mieliśmy zespół w lidze mistrzów.
Kiedy dwa sezony temu w lidze hiszpańskiej do końca sezonu między trzema, czterema drużynami trwała walka o mistrzostwo, to dlatego, że Barca miała słaby sezon, a i Real obrywał częściej niż zwykle.
-
2010/02/28 17:12:18
Porażka Chelsea z Man City to była jakaś komedia po prostu. Kontuzja Cecha jest teraz chyba największą bolączką Ancelottiego (no może oprócz zwichrowanej głowy Terrego). Dobitnie pokazał to wczorajszy mecz. Hilario po prostu nie umie bronić i tyle. W letnim oknie transferowym Włoch będzie się musiał postarać o dobrego bramkarza.
-
2010/03/01 23:01:05
Mając świeżo w pamięci niedzielne spotkanie Tottenham vs Everton , przyjdzie mi nie zgodzić się z tezą jakoby liga angielska "oklapła sportowo". Mecz ten mógłby być wręcz reklamą Premiership (a przypomnijmy, iż grała obecnie czwarta drużyna ligi, z drużyną zajmującą dziesiątą pozycję): 90 minut przysłowiowej już chyba sportowej, angielskiej walki i bieganiny do utraty tchu, lecz bynajmniej nie kosztem poziomu gry. Tottenham, Everton i Aston Villa to drużyny, które we wspaniały sposób potrafią łączyć to typowe hm,...angielskie wyrobnictwo z techniczną wirtuozerią.
"Wielka czwórka"dostała zadyszki, albowiem pretendentów do gry w Lidze Mistrzów i upragnionego czwartego miejsca przybyło, a jak nigdy wcześniej Man City, Tottenham, Aston Villa przestały wyraźnie odstawać pod względem sportowym (pod względem finansowym oczywiście nic się nie zmieniło). Osobiście zaś, na przykład jako trener Liverpoolu wolałbym mieć na ławce rezerwowych Tottenhamu niż topornych co nieco, z bardzo małymi wyjątkami graczy The Reds.
Jakżeż nudna jest Liga hiszpańska i jakżeż ciekawa angielska, gdzie po jednej kolejce, układ tabeli może się wywracać prawie, że do góry nogami.

P.S. Jestem zniesmaczony gwizdami publiki na Stamford Bridge, ilekroć przy piłce był W. Bridge.