|
Blog > Komentarze do wpisu
Apokalipsa w Liverpoolu
Wraz z porażkami rusza wyścig o to, kto pokonanemu przyłoży mocniej, kto wynajdzie spektakularniejszy epitet i bardziej minie się z sensem, kto skuteczniej trafi do osobników odbierających wyłącznie komunikaty wysyłane w zalanym cementem wiadrach, którymi dostaną w łeb. Ot, czasy straszącego z dołu ekranu czerwonego paska, na który zasłużą tylko ci, co to plują bombami jądrowymi. W kategorii „fatalny sezon Liverpoolu” bezdyskusyjnie triumfował Simon Barnes. W swoim artykule o międzykontynentalnym, jak mniemam, zasięgu rażenia napisał: „They are not suffering a dip in form, they are continuing to deteriorate. If you leave aside the great and glorious fluke of Istanbul, when they won the Champions League in extraordinary circumstances, they have been in serious decline for at least a decade” . Kopiuję oryginał, żeby nikt nie posądził mnie o fałsz wywołany ograniczoną precyzją tłumaczenia, po naszemu chodzi o to, że gdyby nie cudowny fuks, który dał Liverpoolowi odniesiony w nadzwyczajnych okolicznościach triumf nad Milanem w finale Ligi Mistrzów, to ten klub przeżywałby w ostatniej dekadzie rzucający się w oczy, postępujący upadek. Nie zajmowałbym się bzdurą, gdyby nie egzemplifikowała szerszego zjawiska i nie podał jej bardzo ceniony publicysta, sztandarowy komentator szacownego „Timesa” - gazety, która wciąż uchodzi za opiniotwórczą. Jeśli pisze Barnes, to mamy ważny głos w debacie nad liverpoolską katastrofą. Cytują go zresztą w tytułach popularne witryny. Sam nie zamierzam powtarzać wielokrotnie już wypowiedzianych oskarżeń o kardynalne błędy, które popełnił w minionych miesiącach Rafa Benitez, one są ewidentne, zgrabnie zebrał je Michał Okoński, a wyspiarze znęcają się nad hiszpańskim trenerem z takim zapałem, że polski bloger znacząco na stan jego układu nerwowego nie wpłynie. Stali czytelnicy sytuację zresztą znają: The Reds w szokującym stylu poodpadali ze wszystkiego, z czego dało się odpaść, finansowo ledwie zipią, liderzy się leczą, może być tylko gorzej. Wnerwiłem się i nie zdołałem powstrzymać od pisaniny dlatego, że obsesyjnie nie znoszę - chyba zdołaliście już zauważyć - tej panoszącej się wszędzie zarazy opisywania zagłady i w ogóle końca wszechświata nawet wtedy, kiedy poza kilkoma skaleczeniami jako ludzkość żadnych strat nie ponieśliśmy. W sporcie tendencja przejawia się tak, że w dniu porażki wszystkie zwycięstwa zostają zapomniane. Stambulski dreszczowiec przestał już być finałem Ligi Mistrzów najwspanialszym w historii rozgrywek, zmienił się w fuksa. Domyślamy się, że fuksem był także półfinał, ćwierćfinał i wszelkie poprzednie mecze tamtej edycji. Liverpool nie dotarł do finału także dwa lata później, nie docierał niemal co sezon do ćwierćfinału, nie został przed chwilą wicemistrzem Anglii - dopiero po raz drugi, odkąd istnieje Premier League. Gdybym sam opowiadał skrótowo historię klubu z Anfield Road, to powiedziałbym, że owszem, zajmował on kiedyś w Anglii pozycję, jaką ostatnio przejął Manchester United, czyli hegemona wszechpanującego. Ale zajmował ją dawno temu, w beznadziejną depresję popadł w latach 90. W dekadzie bieżącej nie tylko swojej sytuacji nie pogorszył - to był czas wzrostu. W poprzedniej dekadzie zdobył dwa krajowe puchary, w bieżącej - cztery. W poprzedniej nie znaczył w Europie nic, w bieżącej wygrał Ligę Mistrzów, Puchar UEFA i Superpuchar Europy (z Gerardem Houllierem), do czego dołożył kilka pomniejszych ładnych wyników, i to pomimo dynamicznie wzrastającej konkurencyjności tych pierwszych rozgrywek. Wreszcie w poprzedniej dekadzie „The Reds” kończyli ligowy sezon na miejscach 6., 7. oraz 8., co w bieżącej im się nie przytrafiło. Znów - pomimo inwazji bogaczy ze wschodu, którzy wykatapultowali Premier League na szczyt rankingu UEFA i wynieśli jej czołówkę na poziom sportowy wcześniej niespotykany. Słowem, Liverpool raczej zbliżał się - choć powolutku - do ery świetności, niż od niej oddalał. Ponieważ jednak ten sezon widowiskowo przegrał, wszystko z wczoraj i przedwczoraj straciło jakiekolwiek znaczenie. Beniteza ani myślę bronić, nie wykluczam też, że rozsądnym posunięciem - z punktu widzenia merytorycznego, pomijam finansowy - byłaby jego dymisja. Ale też doskonale pamiętam, że kilka miesięcy temu zamiast dostrzegać nieuchronne ponoć i trwające od lat staczanie się Liverpoolu wszyscy fetowali jego rewelacyjny sezon i widzieli w nim głównego faworyta do mistrzostwa Anglii. Pamiętam, że ludzie Beniteza wywalczyli wicemistrzostwo z największym dorobkiem punktowym uzbieranym kiedykolwiek przez drużynę, która nie sięgnęła po tytuł. Fuksem? Co piszę i dla nakarmienia swojej fobii, i z jeszcze jednego powodu - nurtuje mnie, czy tracący zaufanie do trenera piłkarze tracą je wyłącznie na podstawie własnych obserwacji, czy w jakimś (jakim?) stopniu wpływa na nich medialna kanonada, z której wynika, że zarządza nimi udający fachowca ignorant i manipulant, tudzież, by rzecz ująć w duchu współczesności, najgłupszy trener w dziejach futbolu. piątek, 15 stycznia 2010, rafal.stec
Komentarze
2010/01/15 20:07:45
Zgadzam się, że siła mediów w Anglii jest porażająca......z tego co pamiętam to kiedyś potrafili zwolnić trenera reprezentacji nie z powodu słabych wyników ale za wywiad w którym stwierdził że ludzie chorzy psychicznie są naszymi łącznikami z zaświatem.......
........Czy to ma wpływ na piłkarzy ?? czy czytając takie rzeczy przez ich pryzmat oceniają trenera ?? Może i ma to jakiś wpływ ale wydaje mi się, że bardziej oceniają go widząc np jak się gubi na treningach, zmienia koncepcję - gdy dochodzi im do łbów, że on tak naprawdę nie ma koncepcji...albo ta którą ma się nie sprawdza..... .... a los Beniteza przy takich wynikach jest przesądzony bez względu na sytuację finansową klubu.....kibice to na władzy klubowej wymuszą ..... 2010/01/15 20:09:28
Nie umniejszając wcześniejszych zasług - obecny sezon to totalna porażka. Liverpool to wielka firma, która nie powinna sobie pozwalać na takie porażki, skład bez kontuzji wygląda całkiem nieźle - wina spada na Beniteza, który nie potrafi odmienić swoich piłkarzy. Problemy finansowe + brak kwalifikacji do LM mogą rozpocząć nowy smutny okres dla Liverpoolu.
hejhej.blox.pl/html 2010/01/15 20:17:45
Dla Liverpoolu najgorsze są te kontuzje i to jest Apokalipsa dopiero, przez to nie może on wejść w swój rytm. Media zawsze umniejszają sukcesy jak coś nie idzie.
2010/01/15 20:18:16
Podobnie było z Milanem - gdy wygrywali wszyscy się nim zachwycali. Obecni krytycy rossonerich zachowują się jakby to było dekadę temu, a to przecież było 2 lata temu.
Analogie widać i teraz - Barca miała niesamowitego farta ( patrz przykład z Chelsea ), gdyby nie Iniesta to by nie było zachwytów nad zachwytami. Gdy Milan w podobny sposób wygrywał, to mówiono że gra brzydko i ma szczęscie. No i też oczywiście że gra catenaccio. Jednak gdy ManU wygrywał w taki sam sposób, to wszyscy wychwalali SAF nad jego wyrachowaniem, skutecznością. Dzieci Neostrady pod niebiosa wychwalają Barce, a jeszcze dwa lata temu byli za Chelsea, Milanem i ManU. Trend można zobaczyć tez i na tym forum ( daję głowę, że nie minie 10 wpisów a zacznie się gadka o Barcelonie i Realu). Do czego zmierzam. Jak świat długi,szeroki, głeboki to wiadomo, że ludzkość ma skłonność do przesadzania i naginania faktów. Jeden gorszy sezon, kilka gorszych meczów i od razu zaczyna się dyskusja nad końcem zespołu,trenera itp. Zmieniają się ulubione drużyny i zachwyty nad ich grą. Ciekawe co będzie jak w przyszłym sezonie L`pool dojdzie do półfinału LM bądż cokolwiek wygra. Specjaliści od piłki kopanej napiszą o narodzeniu nowej ery zespołu z miasta Beatlesów. 2010/01/15 20:48:11
To ja tylko dwa zdania, bo Twoja perspektywa jest nieco inna od tej, którą przyjąłem, a w związku z tym wątki, które poruszasz, u mnie się nie pojawiły.
Oczywiście Stambuł nie był fuksem. Był jednym z najwspanialszych przykładów tego, że w piłce nożnej "you can get it if you really want", by zacytować Jimmy'ego Cliffa. Inny przykład: ta sama drużyna i menedżer, finał Pucharu Anglii 2006 z West Hamem, z pewnością najlepszy finał FA Cup, jaki dane mi było oglądać. Benitez pokazywał klasę w obu tych spotkaniach (a także w meczach z Realem w ubiegłym sezonie CL i w niejednej konfrontacji ligowej z MU) - i jako taktyk, i jako - przepraszam za brzydkie słowo - motywator. Ciekawi mnie portret psychologiczny, jaki wyłania się z wielu tekstów o nim: obsesjonat i szczególarz, podwładni jako elementy układanki, traktowane czysto merytorycznie, a nie jak żywi ludzie, trudność z kontaktem czysto ludzkim, okazywaniem ciepła itd. (tu anegdota o święcie w szatni po tym jak Torres został ojcem: wchodzi Rafa, nie składa gratulacji, tylko przypomina o konieczności pilnowania przy rogu rywala wbiegającego na krótki słupek) - nie krytykuję tego, bo widać, że to również może działać i długo działało. Ot, nie skoczę za takim szefem w ogień, ale doceniam jego nadzwyczajne kompetencje. Przełomem była ponoć krytyka piłkarzy za przegrany u siebie mecz z Aston Villą, wymierzona w "senior players", więc Carragher i Gerrard mieli się poczuć dotknięci. No i arcyciekawy aspekt sprawy, czyli zwalnianie przez media, czytane oczywiście w klubie, zarówno w gabinetach prezesów, jak w szatni: no jasne, że mają gigantyczny wpływ, psują atmosferę, wzbudzają niepokój, podważają wiarę we własne siły itd. Patrz pod Manchester City, gdzie po pierwszej konferencji prasowej Manciniego i dyrektora Gary'ego Cooka (wypadła nieszczególnie) zakazano czytania gazet w ośrodku treningowym. Pewnie sam mógłbyś sypnąć przykładami wpływu mediów na podwórko polskiej piłki za czasów Listkiewicza - bo teraz oczywiście PZPN wydaje się impregnowany. 2010/01/15 21:37:48
I would have to agree with Simon - Istanbul was a fluke, great and glorious but a fluke...
W Anglii zada sie juz glowy Rafy, na KOP gwizdza po meczu zamiast spiewac "you'll never walk alone", ale to amerykanscy wlasciciele the Reds sa najbardziej niepozadanymi osobami w klubie - widac teksty: Yanks out, Dubai in czyli skomentowalbym to: z deszczu pod rynne. Osmieszyl sie i stracil posade Hicks jr odpowiadajac na jednym z forum kibicowi Liverpool'u: "Im sick of you,..." Kosztowalo go to posade dyrektorska a teraz ojciec i wspolwlasciciel sa na celowniku. Rafa wyglosil dzisiaj mowe przepraszajac za zle wyniki, ktore sa dla niego faktem. To bardzo dziwne wyznanie z jego strony wygladalo tak jakby ktos mu je wrecz wlozyl do ust. Hm, moze Christian Purslow... Tak to wyglada, atmosfera sie zageszcza, w srodowym blamazu z Reading, w ktorym wystepuje nasz Rasialdo, czerwoni z Merseyside stracili Gerarda, Torresa i Aquillaniego co jutrzejsza wyjazdowa potyczke ze Stoke robi walka o wszystko, przynajmniej o bardzo duzo. The Reds beda blagac Stoke o Mercy side... Dzisiaj natomiast duzym powodzeniem cieszyly sie komentarze managerow klubow Premiership na temat wypowiedzi Roberto Manciniego, ktory powiedzial ze swoim zawodnikom nie odmowil by przed meczem pizzy i ...szklanki wina. No coz, co kraj to obyczaj. Na pewno, przynajmnie pod wzgledem oryginalnosci, Roberto juz pobil Marka a gdzie dziennikarze nie lubia oryginalnych trenerow? 2010/01/15 23:00:47
Uuaa, to ja jestem na totalnie przeciwnym biegunie niż Rafał.
Nie widze żadnych powodów, dla których Liverpool miałby akceptować fakt, że szczytem ich możliwości jest niewylecenie z wielkiej czwórki, a szczytem marzeń - kolejny awans do LM. Kiedy Benitez przyszedł do Liverpoolu i wygrał LM sam sobie postawił wysoką poprzeczkę. Kibice mieli prawo wierzyć, że sukces ten będzie zaczątkiem nowej ery w LFC. Okoliczności były sprzyjające - finał w Istambule przysporzył drużynie ogromnej popularności. A drużyna wydawała się tylko wymagać pewnych korekt. Obrona układała się sama Riise-Carra-Hyppia-Finnan to był jedna z najlepszych defensyw w Europie, dodatkowo tuż po Stambulskim finale dostali jednego z najlepiej zapowiadających się bramkarzy - Reinę. Środek pola tworzyła kapitalna para Gerrard-Alonso. Materiałem na wielką gwiazdę wydawał się Luis Garcia. 5 sezonów Liverpoolu przed Benitezem to kolejno 4, 3, 2, 5, 4 miejsce w premiership. Tymczasem 5 sezonów Beniteza to 5,3,3,4,2. Ciężko mówić o postępie. Jak już wielokrotnie wyliczano Benitez wcale specjalnie mniej od konkurentów nie wydawał, a tym co twierdzą, jakoby w momencie objęcia drużyny startował z dużo niższego poziomu niż rywale do mistrzostwa Anglii, to cóż, jednak kadra ta była na tyle mocna by wygrać Ligę Mistrzów. 5 sezon bez żadnego znaczącego sezonu dla drużyny z rzekomo jednym z najlepszych bramkarzy, jednym z najlepszych środkowych obrońców, jednym z najlepszych defensywnych pomocników, jednym z najlepszych ofensywnych pomocników i jednym z najlepszych napastników oraz, rzekomo, jednym z najlepszych trenerów, to katastrofa. Kto wie, może lepiej dla Liverpoolu byłoby gdy nie wygrali finału w Stambule...? 2010/01/15 23:03:46
To, że w angielskich mediach krytyka jest dużo bardziej miażdżąca niż w polskich jakoś mnie nie dziwi. Dla Anglików porażka (a już na pewno w futbolu), to zapewne tragedia narodowa, dla Polaków, to coś w rodzaju chleba powszedniego, może nawet jest ona częścią naszej tożsamości narodowej. Tym bardziej dziwi więc, że w Anglii trenerowi daje się z reguły kilka lat na osiągnięcie sukcesu i to nawet w zamożnych, wielkich klubach (vide choćby pierwsze lata Fergusona w MU), a u nas - jeśli nie ma wyniku - najczęściej wywala się szkoleniowca po jednym sezonie, rundzie, lub wręcz po kilku meczach.
Liverpool znalazł się obecnie na ostrym zakręcie, lecz bez wątpienia wyjdzie na prostą. Prędzej, czy później pojawi się zapewne jakiś egzotyczny krezus, który go wykupi. Zacznie od spłacenia klubowych długów, zmiany trenera (?), a potem rozkręci "szał zakupów" i nastąpi nowa era w dziejach The Reds... 2010/01/15 23:06:27
w pełni zgadzam się z panem Barnesem. W szczególności z tym określeniem "cudowny fuks" bo inaczej nie potrafię określić zwycięstwa The Reds w Stambule przed 5 laty
2010/01/15 23:15:46
@ antropoid
Ale właśnie, że nie! Anglia to wcale nie jest kultura wygrywania, a przegrywanie po pięknej walce to więcej niż wygrywanie po mało emocjonującej grze. Anglicy w piłce cenią emocje, przywiązują się do trenerów, graczy, co do których czują, że Ci dają z siebie wszystko. Piłkarskimi kulturami kultu zwycięstwa są Włochy i Hiszpania. Ciekawie mówił o tym bodaj Sacchi w wywiadzie z Rafałem. Stąd długie trwanie trenerów, choćby nie dawali sukcesów, w Anglii, a w Hiszpanii czy Włoszech zwolnienia po choćby sezonie bez sukcesu a czasem i po sezonie z sukcesem (Capello, Deschamps). 2010/01/15 23:28:22
hossa - bessa - hossa - bessa - hossa - bessa - hossa - bessa - hossa - bessa - hossa - bessa
niewytłumaczalna losowość przemijania czasu, usłana raz zwycięstwami, raz porażkami... nieodwracalnie, nieubłagalnie... zmierzam do tego, że można to jak niemal wszystko odnieść do losów kontynentów, cywilizacji, państw... tylko czasy i długość panowania się różnią - niektóre upadną i nie wrócą, inne upadły i powstały, jeszcze inne dopiero powstały... a inne upadłe jeszcze powstaną.. myślę, że to wystarczy by skwitować ten wpis - a raczej artkuł vel wypowiedź do którego/któej się odnosi. ;) 2010/01/15 23:30:24
@kay84
Gratuluję znajomości tematu. Objętość Twoich wpisów jest odwrotnie proporcjonalna do uczciwej oceny sytuacji. Bo według mnie postęp Liverpoolu Beniteza (pomijam ten nieszczęsny sezon) jest nie do obalenia, swoją drogą ciekawe co wypisywałeś przed wakacjami. @M Okoński Niestety, ale to instrumentalne podejście Beniteza to niezwykle ciekawy wątek, na pewno są piłkarze, których to mocno mogło ograniczyć. Jednym z nich jest na pewno Babel, gość o niezwykłym potencjale piłkarskim, a do którego Rafa nie potrafił dotrzeć. 2010/01/15 23:50:56
@Michał Okoński
Raz w życiu rozmawiałem z Benitezem. (O Dudku, nasz człowiek jeszcze tam był, ławkę ugniatał). I natychmiast - nie wiedząc jeszcze tego wszystkiego, co teraz wiem - naszła mnie myśl, że to humanoid, że normalnego krwiobiegu w nim na pewno nie ma. I nigdy nie wyzbyłem się przeczucia co do jego dojmującej antypatyczności. PS Że tamta konferencja MC wypadła nieszczególnie, to przyeufemizowałeś... A zakaz czytania gazet w dzisiejszych czasach to dopiero numer. Te wszystkie małe elektrogadżety zastępujące papier też pozabierali?:-) @kay84 Uuaa, to ja jestem na totalnie przeciwnym biegunie niż Rafał. Nie widze żadnych powodów, dla których Liverpool miałby akceptować fakt, że szczytem ich możliwości jest niewylecenie z wielkiej czwórki, a szczytem marzeń - kolejny awans do LM. Gdybyś przeczytał uważnie, to byś tego nie napisał:-) Czy tam gdziekolwiek jest cokolwiek o tym, co powinien akceptować Liverpool? Cokolwiek a propos relacji Rafa - szefostwo? @irek16lfc To od dawna mój stały motyw mojego marudzenia w trakcie meczów The Reds - jak można tak marnować Babela? Kliknij w tego linka: news.bbc.co.uk/sport2/hi/football/teams/l/liverpool/8462579.stm 2010/01/16 00:02:47
Piłkarskimi kulturami kultu zwycięstwa są Włochy i Hiszpania.
Ciekawie mówił o tym bodaj Sacchi w wywiadzie z Rafałem. Stąd długie trwanie trenerów, choćby nie dawali sukcesów, w Anglii, a w Hiszpanii czy Włoszech zwolnienia po choćby sezonie bez sukcesu a czasem i po sezonie z sukcesem (Capello, Deschamps). w Polsce to dopiero jest kult zwyciestwa! u nas sie po remisie zwalnia trenerow! 2010/01/16 00:16:58
@szeryf
W Anglii dopiero co zwolniono po zwycięstwie:) @rafał Dzięki za linka, ten chłopak musi szybko dojrzeć, gdy znajdzie trenera, który mu w tym wydatnie pomoże, to będzie naprawdę wielki i bardzo efektownie grający gracz, ale niestety, somewhere else raczej. 2010/01/16 01:27:17
Tak w ogóle gdyby w 1990 roku, gdy Liverpool świętował osiemnaste mistrzostwo Anglii, ktoś mi powiedział, że przez następne 20 lat nie uciuła nawet jednego, uznałbym go za wariata. Przez te dwie dekady MU zrównał się z Liverpoolem w liczbie tytułów, a teraz The Reds "gonią" United, jeśli chodzi o lata bez triumfu w lidze (odliczając obecny sezon, brakuje im jeszcze chyba sześciu). Rywalizacja tych klubów pewnie dlatego jest tak fascynująca, że toczy się na wielu płaszczyznach.
@szeryf65 Masz rację, pod tym względem kult zwycięstwa w Polsce panuje nieprawdopodobny. Tylko zwycięstw brak... 2010/01/16 03:00:52
Benitez na taktyce może i się zna, ale na transferach - nie. Dlatego nie ma postępów.
2010/01/16 10:04:21
@kawem
"Gdy Milan w podobny sposób wygrywał, to mówiono że gra brzydko i ma szczęscie. No i też oczywiście że gra catenaccio. Jednak gdy ManU wygrywał w taki sam sposób, to wszyscy wychwalali SAF nad jego wyrachowaniem, skutecznością." Dokładnie. I pół biedy jeśli mówią to dzieci neostrady ale to jest powszechne także we wszelakiego rodzaju studiach meczowych wśród tzw. ekspertów. Polskich oczywiście. 2010/01/16 10:10:51
Nie do końca w temacie, choć o Liverpoolu.
Ktoś miał sporo wolnego czasu i podliczył wyniki i bramki wszystkich meczów rozegranych w Anglii w najwyższej klasie rozgrywkowej od 1888 roku, czyli od prapoczątku. Liverpool na czele. 1. Liverpool - 3712 meczów, 4946 punktów 1,3324 punktu na mecz. 2. Arsenal - 3796 / 4938 / 1,3008 3. Everton - 4138 / 4829 / 1,1670 4. Manchester United - 3398 / 4641 / 1,3658 5. Aston Villa - 3804 / 4428 / 1,1640 6. Chelsea - 3018 / 3591 / 1,1899 Następne miejsca zajmują Tottenham, Newcastle, Manchester City i Sunderland. Najwięcej zwycięstw Liverpool - 1718, najwięcej strzelonych bramek Everton - 6483. Najwięcej straconych również - 5789. Jeżeli wyniki te nie uwzględniają tego sezonu, to Arsenal wyprzedza Liverpool o jeden punkcik. :] Po 122 latach i tylu rozegranych spotkaniach. W każdym razie powyższe wyniki na pewno zostały zsumowane przed grudniem ubiegłego roku. 2010/01/16 10:20:17
@ Rafał
Sorry za offtop lecz ta kwestia, choć drobna, nie daję mi spokoju od dawna. Otóż odkąd pamiętam, w gazetowyborczych poniedziałkowych relacjach z wydarzeń ligowych Europy, ligi hiszpańska i angielska są niejako traktowane priorytetowo, zwykle poświęca im się jedną, dwie strony gazety. Dotyczy to zwłaszcza Premiership. Jeśli chodzi o Serie A to mam wrażenie, że jest traktowana po macoszemu, wciśnięta gdzieś w kącik jako krótka notatka. Obszerniejszy tekst pojawia się od wielkiego dzwonu. Bardzo prosiłbym o wyjaśnienie dlaczego taka sytuacja ma miejsce bądź rozwianie mojego wrażenia jeśli jest ono mylne. 2010/01/16 10:30:04
@ irek16lfc
"Bo według mnie postęp Liverpoolu Beniteza (pomijam ten nieszczęsny sezon) jest nie do obalenia" Zależy jak na to patrzeć. Liverpool zdecydowanie stał się siłą w LM, wygrana, finał, półfinał. Tego nie można Benitezowi odebrać. Ale w lidze? Wyjąwszy ostatni sezon nawet Liverpool się nie zbliżył do mistrzostwa. A w zeszłym sezonie okazję miał wybitną, tak na prawdę każdy rywal miał mniejsze lub większe problemy. W tym sezonie zresztą podobnie. MU straciło największą gwiazdę, Arsenal stracił Adebayora i Toure, Chelsea nie wzmocniło się specjalnie i skład ma już mocno zaawansowany wiekowo. Owszem, Liverpool również stracił Xabiego Alonso, ale za 20 mln funtów na prawdę można znaleść środkowego pomocnika najwyższej klasy. Nie skreślam Aquilaniego, ale on był typem Beniteza i to Benitez musi wziąć za ten transfer odpowiedzialność. "swoją drogą ciekawe co wypisywałeś przed wakacjami. " Hmm, pewnie, że widzę w Liverpoolu kandydata na mistrza? Jeśli tak to chyba nie jestem jedynym, którego ten sezon potwornie rozczarował? Zresztą jak już kilka razy pisałem, przekonuje mnie to co pisał któryś z wielkich trenerów, że cykl życia drużyny pod jednym trenerem to ok 4-5 lat. Po tym czasie klub powinien zmieniać trenera. Wenger czy Ferguson są może wyjątkami, ale co do zasady wydaje mi się, że tak właśnie jest. Myślę, że czas, żeby Benitez wrócił do Hiszpanii (a może Juve?) a żeby Liverpool rozglądnął się za kimś nowym (może O'Neill?) 2010/01/16 13:02:49
Fajne zestawienie dotyczące ligi angielskiej,jest to najstarsza liga na świecie a różnice między pierwszą piątką wcale nie są duże(między pierwszą dwójką wręcz znikome),to świadczy o wyrównaniu tej ligi,gdyby wziąć pod uwagę PD która gra o wiele,wiele krócej to tam miedzy dwoma pierwszymi zespołami a resztą to przepaść,widać w angli że w lidze najdłużej (największa liczba meczów) gra Everton,najwięcej punktów na mecz zdobywa MU ale to jest spowodowane tym, że lata największych triumfów MU mieszczą się w 3 pkt za zwycięstwo,a największe triumfy Liverpoolu wtedy gdy było 2 pkt za mecz,osobiście zdziwiła mnie tak wysoka obecność Chelsea,do czasów Romka mieli tylko 1 mistrzostwo,ale z tego wynika że oni dość długo dobrze grali tylko i m zwycięstw w postaci trofeów brakowało
2010/01/16 13:08:07
No właśnie, cieszę się że zauważyłeś, że to Rafa przywrócił LFC dawną świetność i respekt w Europie, bo przed nim to było zero. Przywrócił styl oparty na szybkim tempie, pasji, charakterze, waleczności i pressingu, może za dużo było organizacji nad fantazją, ale najpierw liczy się wynik.
Są tacy co twierdzą, że jak ktoś nazywa się Gerrard czy Torres, to nie ma znaczenia czy trenuje go Baniak, czy Capello, i tak będzie wymiatał, uważam jednak, że to tylko wyłącznie zasługa Beniteza, że tych dwóch piłkarzy to jedni z najlepszych na swojej pozycji na świecie. Anglia - tu sprawa jest prosta, niewystarczające środki, to w czasach Beniteza pojawiła się Chelsea, a za nią urósł ManU. Liverpool może tylko pomażyć o gwiazdach jakich mogą sprowadzać te dwa kluby, słyszałeś kiedyś, co by największe brukowce świata pisały o chętkach Reds na Riberich czy Aguerów, nigdy, bo to nierealne, nie ma też kasy na wystarczająco silną ławkę, co w PL kluczowe. Mimo to potrafił zagrać sezon taki jak poprzedni, najlepszy w historii występów w PL, gdzie Liverpool jakimś niewytłumaczalnym cudem nie zdołał zdobyć tytułu. Ale ten poprzedni sezon był ponad stan, wybitnie pechowo się nie udało, co moim zdaniem spowodowało gigantycznego kaca, i niestety ani Benitez ani piłkarze nie potrafili się po nim pozbierać w nowy sezon, dodatkowo tak udany sezon zrodził gigantyczne wymagania i presję przed nowym, niestety nie bardzo adekwatne do posiadanych zasobów, stąd teraz taka gigantyczna krytyka i rozczarowanie. Inna sprawa to ten wieczny od sierpnia szpital, pech to czy nieodpowiednie przygotowanie zespołu. Gdyby miał przejąć Liverpool Capello, SAF, czy Hiddink ok, ale wobec braku takiego luksusu, Benitezowi należy się dłuższa szansa odbudowania, może sam przy okazji się czegoś nauczy i wyniesie nowe doświadczenia (choć mogę się oczywiście mylić), a propozycje by zastąpił go Kenny Dalglish, to przy całym szacunku dla tej postaci mnie śmieszą. Jedyny feler to czy Rafa rzeczywiście jak pisze Okoński całkowicie stracił szatnię, jeśli tak to jest problem, zwłaszcza z tym jego podejściem do piłkarzy. Co do Włocha zgoda, to może się okazać wielka kicha Beniteza, teraz pod nieobecność Torresa i Gerrarda liczę na niego, właśnie bez nich w drugiej połowie meczu z Reading lekko się obudził, bo wcześniej to był dramat. ONeilla nie jestem 100% pewny. 2010/01/16 13:13:18
@kay_84
"a żeby Liverpool rozglądnął się za kimś nowym (może O'Neill?)" A może Roy Keane jako Roy Wallenrod? Leonowi Wallenrodowi się udało. 2010/01/16 13:35:23
. Liverpool może tylko pomażyć o gwiazdach jakich mogą sprowadzać te dwa kluby, słyszałeś kiedyś, co by największe brukowce świata pisały o chętkach Reds na Riberich czy Aguerów, nigdy, bo to nierealne, nie ma też kasy na wystarczająco silną ławkę, co w PL kluczowe.
ja ostatnio widzialem taki komentarz na blogu Michala Pola: "zestawiłem wydatki na transfery od sezonu 2000/01- 2009/2010. MU wydało 496,5mln, LFC 477,7. W ciągu ostatnich trzech sezonów MU wydało 175,4 natomiast LFC wydało 202,25. (źródło: transfermarkt.de)" tyle, ze chyba to tendencyjne bo nie ma przychodow transferowych zestawionych 2010/01/16 14:19:23
@szeryf
Poszperam tam później, bo ciekawe się to wydaje, jak Mu lekką ręka wydawał po 30 na Wayna i Berbę, około 20 za tych Carriców, Nanich, Andersonów, Hargrejsów itd. LFC do czasu sprzedaży Alonso tylko raz 20 - Torres, 17 za Mascha, 15 za Keana i to tyle. Jak wydajesz po 10 to raz ci wypali jak z Alonso czy Aggerem innym razem musisz zaliczyć wtopę, jak z Dosseną i innymi. Trzeba też pamiętąć że SAF miał niesamowitych graczy z poprzedniej dekady, jak Giggs czy Scholes. Ale oczywiście w polemikę nie wchodzę, lepiej wie jak grać w PL niż Rafa, ale też trochę tam pracuje, zawsze przypominam że pierwszy tytuł wywalczył po siedmiu latach pracy. 2010/01/16 14:47:53
Dla mnie mimo wszystko Arsenal i Liverpool walczą właśnie "o życie" na najbliższe 10 lat. Jeżeli któryś z tych dwu klubu w ciągu 3 najbliższych sezonów dwukrotnie nie zakwalifikuje się w ogóle do LM, to straci finansowo na tyle, że spadnie z poziomu "pierwszej czwórki" (którą rozwali Manch. City) do poziomu średniaka, walczącego czasem o LM i jakiś puchar, a max. wraz na 10 lat o wicemistrzostwo.
I tak w ciągu 5 lat skończy się dominacja angielskich klubów w LM. 2010/01/16 14:51:21
i wobec powyzszego nie odwaze sie miec zdania - nie chcialbym byc na miejscu szefow Liverpoolu
2010/01/16 14:54:01
@Kamil
No nie wiem, to jednak Arsenal ma chyba najlepsze struktury i zdrowe finanse, ostatni raport finansowy odnośnie MU raczej wszystkiego co różowe nie wieszczy, a świetlany los Chelsea i MC zależny jest od kaprysów właścicieli-bogaczy. 2010/01/16 15:57:59
@ kamil.lyszkowski
"Dla mnie mimo wszystko Arsenal i Liverpool walczą właśnie "o życie" na najbliższe 10 lat. Jeżeli któryś z tych dwu klubu w ciągu 3 najbliższych sezonów dwukrotnie nie zakwalifikuje się w ogóle do LM, to straci finansowo na tyle, że spadnie z poziomu "pierwszej czwórki" (którą rozwali Manch. City) do poziomu średniaka, walczącego czasem o LM i jakiś puchar, a max. wraz na 10 lat o wicemistrzostwo. I tak w ciągu 5 lat skończy się dominacja angielskich klubów w LM." A nie sądzisz, że MC, wskakując do "czwórki", będzie siłą rzeczy prezentować poziom tejże? Może nie od razu zwojują CL, ale będą w stanie, budując coraz mocniejszy skład, podpierany doświadczeniem. Z tym wpadnięciem w marazm nie przesadzajmy. Już teraz się słyszy, że są chętni na kupno Liverpoolu (a pewnie i innych teamów), perto-szejkowie ofkors. Nie wiem, czemu właśnie ligę angielską upodobali, ale nie sądzę, by to się miało zmienić. W Espanii na wielką dwójkę wpływ mają kibice, a o makaronach nie warto wspominać, bo to agonia i żaden normalny szejk nawet tam nie kuknie. Mówmy, co chcemy, ale liga angielska wcale nie musi stracić pozycji potentata. @ irek16lfc "a świetlany los Chelsea i MC zależny jest od kaprysów właścicieli-bogaczy." Tyle, że te kaprysy zdają się iść w dobrym kierunku. 2010/01/16 16:24:01
@a.bazakbal
A i owszem, nie przeczę, tyle, że może nadejść dzień kiedy zlecą za szczytu tak szybko jak na niego weszli. Inna sprawa, to że jeśli wieloletnia strategia rozwoju wielkiego klubu ma się posypać jak domek z kart wskutek jednorazowego braku udziału w CL, to jest to coś nie tak. 2010/01/16 17:00:19
No chyba miał Pan rację i wyczucie z tym wpisem. Reading, teraz Stoke. Liverpool do tej pory gdy przegrywał, czy remisował ze słabszymi drużynami to przynajmniej miał kontrolę nad meczem, tworzył akcje. Dziś to Stoke oddało więcej strzałów, więcej celnych. Liverpool nie umiał wywalczyć jednego rzutu rożnego, a Stoke miało ich 10.
2010/01/16 17:05:35
@ irek16lfc
Zrobiłem sobie zestawienie wydatków i przychodów z transferów za okres trenerki Beniteza i zestawienia wychodzi dla niego niestety druzgocząco. 2004/05 W(ydatki): 52 P(rzychody): 22 B(ilans): - 30 (odpowiednio MU: W:54 P:8; B:- 46; CFC W:144; P:3; B:-141; AFC W:11, P:3; B:- 7) 2005/06 W: 37 P: 17 B: -20 (MU: W: 28 P:18 B:- 21; CFC W:82 P:29 B:-52; AFC W:38 P:22 B:-15) 2006/07 W:43 P:19 B: -24 (MU: W:24 P: 18 B: -6 CFC W:84 P: 45 B: - 40 AFC W:13 P: 16 B: +3) 2007/08 W: 78 P: 40 B: - 38 (MU: W: 92 P:36 B: -55; CFC W: 54 P:40 B:-14 AFC W: 29 P:45 B:+16) 2008/09 W: 63 P: 41 B: - 22 (MU: W: 40 P: 6 B: - 33 CFC: W: 27 P: 40 B: +12 AFC W: 36 P: 21 B: -14) 2009/10 W: 38 P: 45 B: +6 (MU: W: 24 P: 91 B: + 67 CFC: W: 25 P: 3 B: -22 AFC W: 9 P: 42 B: +33) Ogółem na przestrzeni tych lat bilans Liverpoolu to -127 mln funtów, WIĘCEJ od MU z - 95 mln funtów, mniej od Chelsea z - 257 mln funtów (choć tu różnice robi tylko pierwszy rok kiedy bilans wyniósł dla Chelsea - 141 mln funtów) oraz dużo więcej od Arsenalu, które przez te lata jest na PLUSIE o 15 mln funtów. Wiem, to nie mówi jeszcze wszystkiego, wydaje mi się np. że Liverpool wydawał sporo mniej na pensje, ale tak czy inaczej w moich oczach polityka transferowa Beniteza, nawet pomimo Torres, Alonso, Reiny i Mascherano, jest nie do obronienia. 2010/01/16 17:12:51
@ andrzej_kotarski
"Dziś to Stoke oddało więcej strzałów, więcej celnych. Liverpool nie umiał wywalczyć jednego rzutu rożnego, a Stoke miało ich 10." Może Liverpoolczycy, wzorem naszych kopytkarzy, postanowili "zwolnić" trenera, a docelowo doprowadzić amerykańskich bossów do bankructwa (tytułem odszkodowania za zerwanie umowy z Rafą) i wygnać ich z wyspy dumnych synów Albionu, czyli że dwie pieczenie na jednym ogniu. P.S. Nie zapomnijcie oddać głosu w głosowaniu na blog roku. 2010/01/16 17:14:52
P.S. Nie zapomnijcie oddać głosu w głosowaniu na blog roku.
a o co chodzi? 2010/01/16 17:18:09
Jest taki konkurs.
Czytuję różne blogi, a tam na ten temat sporo. Chyba blog Pana Rafała kwalifikowałby się do kategorii najlepszy blog o sporcie. 2010/01/16 18:57:17
Można mi zarzucić brak obiektywizmu jako fanowi Milanu, ale finał w Stambule to jakby nie patrzeć wielki fart Liverpoolu. Nie zmienia to faktu że był to najwspanialszy finał Ligi Mistrzów wszechczasów. Poza kilkoma minutami "zaćmienia" Milanu, włoski zespół był w każdym aspekcie lepszy od Anglików. Na tym polega jednak piękno futbolu, że nie zawsze ten lepszy strzela więcej.
Gwoli sprawiedliwości przyznam, że w 2007 roku w finale Liverpool prezentował się lepiej od Mianu. Koniec końców było więc sprawiedliwie :) 2010/01/16 19:39:07
@ salvatore82
No nie, Salvatore, chłopie, Ty się uspokój! Czy Ty Polak jesteś, czy italofil? Przestańmy deprecjonować sukces Jerry'ego "Ławkokipera" Dudka, który najpierw dał Milanowi szansę, puszczając szybkie trzy, potem odrobił straty, trzy gole strzelając (czy jakoś tak), a potem wygrał karniaki, zostając bohaterem discopolopodobnej piosenki. 2010/01/16 20:06:45
------- kay_84
Pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą. Posiłkując się najbardziej wiarygodnym źródłem odnosnie LFC - lfchistory.net Rafael Benítez bought 56 players for 228,976,000 Rafael Benítez sold 66 players for 151,600,000 Sumka jaka nam wychodzi: 77 376 mln Na 6 lat pracy dużo dostał kasy NETTO od właścicieli, nie? No i za tę kasę można rzec jest: Mascherano, Johnosn, Torres i Aquilani. Dysproporcje między LFC, a resztą będą rosły, jeśli Liverpool będzie bazował na własnej sprzedaży, a reszta wydawać będzie po 100 mln netto. Tacy jak MU, Chelsea czy City. Oczywiscie dwie pierwsze ekipy maja juz sklad uksztaltowany. zlozony z drogich i dobrych graczy, wiec im nie potrzeba duzo wzmocnien, uzupelniaja braki na pozycjach. Benitez lata dziury, ktorych ma sporo i ciagle brakuje mu mozliwosci zalatania ich na stale, jak Torresem atak. 2010/01/16 20:09:14
@kay_84
Też dziękuję za info, to z tego transfer.de te wyliczenia, muszę lecieć także przelecę to jutro. Podkreślę tylko że w momencie obejmowania funkcji Beniteza Mu już miało konkretną paczkę i nie musiało tyle inwestować, LFC mimo wygrania PE miał trochę więcej złomu. Ale jasne, geniusz transferowy to nie jest, ale też nie rzucałbym go na deski, bo kilku świetnych graczy sprowadził. 2010/01/16 20:15:40
@nadgnity
Moim zdaniem wrażenie jest mylne, choć nigdy tego nie odmierzałem. Fakt, nasze badania - publikowaliśmy je kiedyś - wykazują, że czytelnicy najbardziej interesują się Barcą i Realem, ale np. w ostatni poniedziałek z La Liga była tylko tabelka, a z angielskiej kilka zdań - czołówkę napisałem o włoskiej. A teraz może być odwrotnie, to zależy od wielu czynników (zimą mamy chudszy dodatek i w ogóle jest problem z miejscem, zwłaszcza że szaleją Kowalczykowe i inne Małysze). Poza tym do sekcji ligi zagranicznej zaliczamy też moje felietony całokolumnowe, które dość często poświęcam Serie A... 2010/01/16 20:20:23
@bazakbal
Heehhe... Ciekawa teoria na temat tamtego finału :) A ja o Dudziu nawet nie myślałem. Za to jak pogadać z Anglikami - kibicami Liverpoolu, to bardzo wielu mówi podobnie: 2005 powinien wygrać Milan a 2007 Liverpool. Pozdro! 2010/01/16 20:23:24
@a.bazakbal
Porównanie Liverpoolu do polskiej reprezentacji mnie razi:) Chłopaki grają w wielkim klubie, zarabiają bajeczne pieniądze i grają o własne nazwiska, sławę, Mundial. Nie wierzę, że się podkładają przeciw trenerowi. Po prostu jego uwagi mogą do nich już nie trafiać, stracił poparcie, ale o sabotaż bym nie podejrzewał. 2010/01/16 21:20:38
ludzie piłkarze Liverpoolu to sa zawodowcy czy wy myslicie ze oni czytaja gazety???? .odszedł Xabi alonso a to był drugi mózg po Gerrardziedo tego dochodza kontuzje i chyba co poniektorzy piłkarze maja dosc Rafy
2010/01/16 21:24:09
A gdyby przyjąć, że sezon 08/09 był szczytem możliwości piłkarzy LFC i było to maksimum tego, co można z nich wycisnąć, a teraz daje o sobie znać nieco średniawa kadra, która zwyczajnie nie jest gotowa do zwycięstwa i trener z gasnącym zapałem do pracy oraz coraz większą frustracją?
Nie twierdzę rzecz jasna, że 7 pozycja to miejsce drużyny Beniteza. 2010/01/16 21:49:49
@andrzej_kotarski
"Porównanie Liverpoolu do polskiej reprezentacji mnie razi:)" W sumie to miałem na myśli raczej nasze klubowe kopytkarstwo, gdzie się wielokrotnie podejrzewa grajków o grę "przeciw" trenerowi. Ale może to wszystko jedno. "Chłopaki grają w wielkim klubie, zarabiają bajeczne pieniądze i grają o własne nazwiska, sławę, Mundial. Nie wierzę, że się podkładają przeciw trenerowi. Po prostu jego uwagi mogą do nich już nie trafiać, stracił poparcie, ale o sabotaż bym nie podejrzewał." W sumie fakt. Ale Twój komentarz odnośnie dzisiejszej wpadki z Stoke skłania do takich podejrzeń. Niby osłabiona kadra, depresja Rafy, depresja zimowa, łączenie się w bólu z reprą Togo i poszkodowanymi z Haiti, ale jeśli taki zespół oddaje inicjatywę Stoke, to coś jest nie tak, a do tego znowu tracą zwycięstwo w końcówce. Z tym, że uwagi Rafy przestały do nich trafiać jest coś na rzeczy. Być może, jako profesjonaliści, wciąż chcą, ale w duchu nie wierzą już w sukces z tym trenerem, a to daje sumarycznie to, co widzimy. 2010/01/17 01:19:56
benitezowi brakuje pewnej fundamentalnej cechy, ktora pozwala na spokojna i co najwazniejsze skuteczna dlugodystansowa prace w klubie z wielkimi aspiracjami.
jesli popatrzymy na najwieksze kluby, w ktorych trenerzy pracowali pare lat bez przerwy, odnoszac seriami dluzszymi lub krotszymi sukcesy, okaze sie, ze kazdy z nich potrafil zawladnac umyslami swoich podopiecznych. mourinho, fergie, ancelotti, czy wenger potrafili wytworzyc swietna atmosfere w szatni i kazdy z nich utrzymuje bardzo dobry kontakt z zawodnikami. wydaje mi sie, ze majac grupe utalentowanych pilkarzy (a kazdy z klubow europejskiej czolowki takich graczy posiada), czesto kluczem do ogolnie pojetego sukcesu jest wlasnie rzad dusz. benitez owszem swietnym taktykiem jest, potrafi ustawic pionki na planszy futbolowej, tak aby osiagnac zamierzony rezultat, jednakze w tescie dlugodystansowym - jakim jest sezon - po prostu gubi sie. moim zdaniem benitez moglby byc najlepszym asystentem trenera na swiecie ze wzgledu na swoje zdolnosci analityczno-taktyczne, ale uwazam, ze ewidentnie brakuje mu tego czegos, co sprawia, ze pilkarze mogliby pojsc w ogien - w dodatku z usmiechem na ustach - jak za fergusonem, mourinho czy wengerem. 2010/01/19 01:23:24
To najrozsądniejszy artykuł, jaki ostatnio przeczytałem nt. upadku 'imperium' liverpoolu.
Zwłaszcza że co niektórzy koledzy z branży na siłę starają się tworzyć patetyczne i podniosłe elaboraty nt. gorszego sezonu tej drużyny i na siłę łączyć wybrane porażki z ostatnich lat w jedną całość. Gratuluję zdrowego podejścia. 2010/01/22 02:55:08
Jakos te wszystkie teksty o gwizdaniu Beniteza i żądaniu jego glowy przez kibicow na stadionie nie maja pokrycia w rzeczywistosci. Owszem, sa ludzie ktorzy musza wyrazic swoje oburzenie, ale nie stanowia wiekszosci. Znaczna czesc z nich to kibice z ostatnich lat przyciagnieci przez LM czy ostatni sezon. Na wyjazdowym zremisowanym meczu ze Stoke (zarowno w trakcie jak i po) spiewano Rafa Song, a przed meczem z Tottenhamem kibice z SOS, TIA, RAWK zorganizowali w ciagy 2-3 dni ponad 300 osob z transparentami wyrazajacymi poparcie i wsparcie dla Beniteza. To wszystko ustawili na tyle wczesnie zeby Sky i inne ekpiy pismakow dostaly tym widokiem w twarz i moze laskawie napisaly, ale oczywiscie zostalo to przemilczane. Nawet w internetowych sondach (po wpadce ze Stoke) gdzie pelno jest "dzieci neostrady" w wydaniu brytyjskim tylko 1/3 byla za odejsciem trenera. Ale tego sie nie pokazuje w TV i o tym sie pisze. Malo tego, komentatorzy brytyjscy podczas ostatniego meczu celowo zaczynali litanie bzdur w momencie gdy kibice zaczeli spiewac o Rafie.
Wystarczy przejrzec nieoficjalne angielskie fora Liverpoolu. Benitez ma kredyt zaufania za to czego dokonal i nie chodzi tylko o same sukcesy jak FA Cup, LM 05 czy ostatni sezon. Po prostu dzisiejsza druzyna jest znacznie lepsza od tej, ktora otrzymal na starcie, a wydane pieniadze (ok. Ł85-90mln netto) na te wszystkie transfery z 5 lat sa smiesznie male jesli wezmiemy pod uwage wartosc tylko najwiekszych obecnie grajacych gwiazd w LFC. Rowniez w Akademii zaczyna sie lepiej dziac. Jesli ktos oglada raz na pare miesiecy gre mlodych w rezerwach spokojnie moze dostrzec roznice miedzy stanem na dzis, a tym co bylo pare lat temu. Pierwszy raz od czasow Gerrarda sa szanse na wyprowadzenie kilku graczy do podstawowego skladu. Mowienie o nieumiejetnosci wytworzenia atmosfery w szatni tez nie jest zgodne z prawda. Owszem, Benitez nie jest trenerem specjalnie przyjacieslkim, ale jest profesjonalista, ktoremu pilkarze ufaja i szanuja. Nigdy nie widzialem zeby jakis byly pilkarz, ktory rozstal sie z klubem w przyjaznych badz neutralnych stosunkach krytykowal ten aspekt. Najwiecej na ten temat do powiedzenia mieli gracze typu Pennant, ktorzy dostali bezpardonowo zasluzonego kopa w zad z powodu braku profesjonalizmu. Tak samo bedzie plakal Babel, gdy w koncu pozegna sie z klubem. Nie trzeba robic atmosfery wielkiej rodziny jak w reprezentacji Argentyny. Wystarczy tylko ogromne zaufanie do trenera. |
|
a u nas najgorsze są te pomyje, które się pojawiają w komentarzach na onecie albo wp.
myślę, że naszą reprezentację na EURO 2008 pogrążyły nie tylko błędy Beenhakkera, ale w także w podobnym stopniu te wszystkie bzdury wygadywane w tv przez panów "ekspertów", którzy w większości są albo przestępcami przemycającymi papierosy albo mają wielkie kłopoty z czytaniem i pisaniem, bo nie skończyli nawet szkoły podstawowej...
smutne to wszystko.
z resztą to zjawisko znane nie tylko ze sportu, ale także i polityki - "czwarta władza" coraz mocniej wpływa na pozostałe trzy...