Blog > Komentarze do wpisu

Toksyczne Santiago Bernabeu

Kiedy dwa tygodnie temu piłkarze Realu ponieśli szokującą klęskę w trzecioligowym Alcorcon, nie chciałem analizować jej z czysto piłkarskiego punktu widzenia, uznając, że niezależnie od wszystkiego - wyborów personalnych trenera, taktyki, humoru graczy etc - porażki 0:4 (oraz szczęśliwego uniknięcia utraty następnych goli) zrozumieć i racjonalnie wytłumaczyć nie sposób. Zasygnalizowałem wówczas problem głębszy i generalny, sugerując, że Królewscy notorycznie najadają się wstydu w Pucharze Hiszpanii, bo arystokracja z Madrytu niechętnie poci się w meczach z plebsem. (Szczegóły tutaj).

W rewanżu piłkarze Realu zwyciężyli zaledwie 1:0, znów przedwcześnie z rozgrywek odpadli, na boisko nie wpadli - choć obiecywali frontalne natarcie - z żądzą zmiażdżenia przeciwnika w drugiej sekundzie gry. Szału nie było, było wrażenie ataków wykonywanych raczej z poczucia obowiązku, niż pragnienia przejścia do historii. (Dotąd czterobramkową stratę odrobili Królewscy tylko dwukrotnie, w latach 1947 i 1975).

A ja znów odmawiam pochylania się nad grą faworyta albo słusznością (czy też niesłusznością) ściągania z boiska rewelacyjnego ostatnio Lassany Diarry, którego zastąpił Marcelo. Tym razem przyczepię się do atmosfery na Santiago Bernabeu.

Zainspirowały mnie gwizdy towarzyszące wspomnianej zmianie i w ogóle zachowanie trybun podczas wtorkowego meczu, widok wściekle złorzeczącego pana w garniturze (kamera go polubiła i długo nie chciała się odeń odkleić), a także tekst z Goal.com, którego autor stawia tezę, że publika Realu piłkarzom nie pomaga. Że Santiago Bernabeu - jeden z największych i najsłynniejszych stadionów - powinno rywali onieśmielać lub wręcz paraliżować. A nie onieśmiela ani nie paraliżuje.

O specyfice obu hiszpańskich katedr futbolu słyszeli nawet ci, którzy nigdy w Madrycie ani na barcelońskim Camp Nou nie byli. Cicho tam najczęściej jak na kościelnym czuwaniu, rozpieszczony widz w skupieniu wyczekuje dzieła sztuki, burzliwe brawa - i one nie wstrząsają posadami - wybuchają najwcześniej przy 7:0.

To nie jest obyczaj ogólnohiszpański, to nade wszystko jest obyczaj dwóch obiektów. Wystarczy przemieścić się w obrębie samego Madrytu i pojechać na stadion Atletico, by poczuć, że kibic z tamtych okolic umie szarpnąć strunami głosowymi i poderwać się z krzesełka na pełne 90. minut.

Na Santiago Bernabeu lud nie schodzi się, by wesprzeć drużynę. Schodzi się, by wymagać. Nie chce wpłynąć na wynik, lecz wyniku żąda. Zwariować umie co najwyżej w furii, kiedy nie dostaje, czego chce. Owszem, piłkarze we wtorek nie dali z siebie wszystkiego. Ale też fani nie dali z siebie wszystkiego, by swoich ludzi pchnąć do bezkompromisowej ofensywy. A przecież megagwiazdor też człowiek, też reaguje na temperaturę, ciśnienie i inne zjawiska pogodowe. Jeszcze raz zaznaczam, że oglądałem mecz w telewizji. Wystarczy - hałas z trybun dotarł do mnie dopiero, gdy trybuny się rozgwizdały. Co zdarza się regularnie także w lidze, jeszcze raz zachęcam do lektury Goal.com.

Ja bym diagnozę z przywoływanego artykułu rozszerzył. Zaryzykowałbym tezę, że publika piłkarzom Realu niekiedy nie tyle nie pomaga, co szkodzi. Coraz rzadziej bywa życzliwa, coraz częściej - złośliwa, w najlepszym razie - usatysfakcjonowana. I to nie tylko publika stadionowa. Raczej całe otoczenie, także rozhisteryzowana prasa i komentatorzy, którzy podtrzymują - sam ukułem to sformułowanie, będę go używał - kulturę permanentnego stanu wyjątkowego. Zamiast dopingu mamy antydoping. Jest Real współliderem grupy w Lidze Mistrzów i traci w Primera Division zaledwie punkt do fenomenalnej Barcelony, a Manuel Pellegrini ledwie rozpoczął budowanie zupełnie nowej drużyny, ale cała Europa dowiedziała się już, że na Madryt spadł przeraźliwy kryzys i wypadałoby czym prędzej wystrzelić trenera na Antypody. Dowiedziała się, choć nawet nasz narwaniec Bogusław Cupiał po latach impulsywnych reakcji potrafił ostatnio nie zwolnić trenera Wisły Macieja Skorży mimo bardzo dobrego powodu, czyli porażki z estońską Levadią. W Madrycie nie istnieją pojedyczne wpadki, istnieją głównie katastrofy. Nie istnieją pechowe porażki lub błędy do wybaczenia, istnieją grzechy wyłącznie śmiertelne.

Bywalcy Santiago Bernabeu w chwilach trudnych dla drużyny lubią ironicznie oklaskiwać udane zagrania rywala, niekiedy sprawiają wrażenie, jakby stymulowało ich przede wszystkim niepowodzenie. Gol, owszem, ich zadowoli, choć oczywiście nie ten strzelony, za przeproszeniem, dupą. Musi być wolej, najlepiej po podaniu asyście wyczarowanym piętą. Piłkarz wie, że kiedy ma kiepski dzień i walczy z samym sobą, to nikogo nie usatysfakcjonuje. Co najwyżej nie wywoła szewskiej pasji - jeśli wygra tak zwyczajnie, bez fajerwerków. Wyjąwszy cudowne mecze z wielkimi rywalami, fan i prasowy komentator Realu w sprzyjających okolicznościach daje się wprowadzić w stan umiarkowanego zadowolenia, na więcej go nie stać.

Ekstazę już przeżył. Latem, kiedy Florentino Perez wydał fortunę na nadludzi, którzy popełniają gruby nietakt, skandalizują prawie - czasem przegrywają.

środa, 11 listopada 2009, rafal.stec

Komentarze
2009/11/11 17:53:11
"To nie jest obyczaj ogólnohiszpański, to jest obyczaj dwóch obiektów."
Witam.
Osmielse sie nie zgodzic z teza iz tylko na stadionie Barcy i Realu brak jest praktycznie dopingu. Mieszkam w Walencji i od prawie 3 lat chodze na wiekszosc meczow tamtejszych klubow (VCF, Levante). Bylem tez na paru meczach Realu i Villareal.
I przyznam ze szczerze ze atmosfera na tych stadionach jest mizerna. Garstka ludzi dopingujacych, reszta publiki przez 90 minut je slonecznik i w przerwie obowiazkowo zje kanapke. Od czasu do czasu stadion radosnie krzyknie jesli gospodarze strzela bramke. Choc zdecydowanie czestsze i popularniejsze jest obrazanie sedziego, prezesesow klubow i zadania dymisji trenera (przy kiepskim wyniku).
Jedyne, moim zdaniem, grupy kibicow dopingujace "na styl angielski" to fani Atletico, Athletic i Sevilli.
-
2009/11/11 18:16:05
O!!! Właśnie!!! A jak na Legii nie ma dopingu, to znaczy, że Ci podli kibole się buntują przeciwko człowieczeństwu.
Gdzie się podział ten chłopak, który w swojej książce pisał, że "szalikowcy są na stadionach potrzebni, ale nie mogą dominować"?
pozdrawiam.
-
2009/11/11 18:30:58
krytyczne podejście kibiców z SB czy CN jest dla mnie do wybaczenia. do szału doprowadza mnie natomiast inne zachowanie bardziej charakterystyczne dla fanów z Concha Espina- nie rozumiem jak można wyjśc ze stadionu przed ostatnim gwizdkiem (oczywiście jeżeli nie jest to manifest frustracji czy niezadowolenia). kiedy Real wygrywa z mniej renomowanymi firmami Primiera Division (często w niezłym stylu i różnicą kilku bramek) tłumy ciągnął do wyjśc jeszcze przed 90. minutą meczu, a po ostatnim gwizdku bardzo widoczne są plamy niebieskich krzesełek (ba, często da się nawet odczytac 'Real Madrid CF'). bardzo niewielka grupa kibiców czuje obowiązek podziękowania piłkarzom chocby za 3 punkty.
-
2009/11/11 18:37:09
Nie sposob nie zadać pytania: na ilu meczach Realu i Barcelon był redaktor Stec skoro pozwala sobie wypowiadać się w tak mentorski sposob o atmosferze tych stadionów?
Dwóch? Pięciu?
-
2009/11/11 19:13:21
Nie wiem ja na Camp Nou i SB słysze doping, nie tylko przy strzelonych bramach, przy super zagraniach itd... ostatnio nawet jak Barcie nie idzie to slychac zagrzewajacy doping kibiców, nie jest to co w Anglii ale nie przesadzajmy. W finale LM w Romie Katalonczycy też przekrzyczeli Angoli, wiec chyba nie jest tak zle... na pewno specyficznie. Mi się tam takie kibicowanie podoba... kwestia gustu.
-
2009/11/11 19:44:13
@barrsa
ja na Camp Nou i SB słysze doping, nie tylko przy strzelonych bramach, przy super zagraniach itd...
Jasne, ja bym powiedział jeszcze więcej - że reakcje publiki na niektóre zagrania zdradzają imponujące znawstwo piłki i oryginalne, budzące szacunek na nią spojrzenie. Tyle że zazwyczaj wszystko się dzieje w kolejności - najpierw wy nas zachwyćcie, to my wam ewentualnie poklaskamy. Jest od kibiców nagroda, brakuje autentycznego, podrywającego do sprintu dopingu.
W Madrycie problem wydaje mi się głębszy i aktualniejszy, do Madrytu głównie się przyczepiam - bo nie chodzi mi, co podkreślam, tylko o trybuny, ale całą otoczkę, także medialną. Żądanie efektu już, natychmiast, zanim po podpisaniu kontraktu z CR zajdzie słońce. Spektakularnego efektu, bo jak będzie zaledwie dość okazały, to oddajcie za bilety:-) I tak sobie myślę, że tam grać coraz trudniej, jeśli coś nie wyjdzie, to się robi jeszcze trudniej, i tak w kółko... Może trochę energii z trybun pozwoliłoby czasem uniknąć jakiejś straty punktowej?
-
2009/11/11 19:50:58
Może i prawda, ale...proszę zauważyć, że na 1/16(!) pucharu króla przyszło 70-80tysięcy ludzi! Przed meczem każdy wspierał Real, pisano o remontadach, wierzono w dobry wynik. Doping był, a kibice przeżywali mecz jakby to był finał LM(te twarze, które często pokazywano....bezcenne spojrzenia ludzi którzy nie wiedzą co się dzieje).
Ole! dla Alcorconu? Nie dziwię się ponieważ trzecioligowiec wygrał z Realem. Kibice byli po prostu przerażeni słabością Madrytu zwłaszcza po tym jak 80tys. witało Cristiano i Kakę. W Polsce już by się bili ;)
Problem Realu? Psychika piłkarzy. Real gra dobrze. Z Milanem rządzi od początku spotkania, traci przypadkową bramkę i.....stoją.
Wychodzą na Alcorcon. Wielkie oczekiwania, brak goli ich przytłacza i....stoją.
Dlaczego? To chyba tylko oni wiedzą :/
-
2009/11/11 20:01:47
pamiętam w finale LM taką akcje Messiego gdzie wychodzil z kontrą,biegl wzdłuz lini i zostal wypchniety przez Rooneya..w bardzo łatwy sposob stracił pilke i zaprzepascil okazje na grozna akcje...po tym niudanym zagraniu z trybun bylo slychac Messi!Messi!....2 akcje pozniej Messi strzeli bramke....moim zzdaniem fani Barcelony zrobili super impreze na trybunach:)..traktuja futbol jak sztuke no i tez trudno im sie dziwic:)czytają gre znakomicie
-
2009/11/11 20:29:26
To by potwierdzało hipotezę, iż Realem Madryt głównie rządzi mentalność przeciętnego kibica, który sam nie potrafi, a najmocniej krytykuje za najdrobniejsze nawet niepowodzenia. Oczywiście trudno drobnym niepowodzeniem nazywać wpadki z "jakimśtam" Alcorcon, ale za to można zaryzykować stwierdzenie, że ten klub jest już od dawna zakładnikiem tego rozszalałego i co by nie mówić zwyczajnie głupiego tłumu, który po każdym przegranym meczu żąda głowy trenera i kopnięcia w zadek kilku piłkarzy. Takie mecze jak ten z trzecioligowcem powinni wygrywać dobrze ustawieni rezerwowi odpowiednio rzecz jasna zmotywowani. Problem w tym, że zmieniając trenera co rok nie da się zbudować czegoś trwałego. I tak można rzecz jasna krytykować taki Manchester City za bogactwo tylko, jak to się robi tu i ówdzie i co bije z większości zwykłych newsów internetowych, ale tam przynajmniej włodarze zapowiedzieli, że dadzą szansę Markowi Hughesowi(który na pierwszy rzut oka nie ma doświadczenia by poprowadzić taki zespół do sukcesów), ba postawili przed nim nawet konkretne zadanie- miejsce w szóstce bardzo trudnej i wyrównanej w tym sezonie ligi. Jeśli tego nie spełni prawdopodobnie odejdzie. W Madrycie nie ma w ogóle takiej możliwości, by dać trenerowi trochę czasu dlatego też coroczne "dramatyczne porażki Realu Madryt" tylko i wyłącznie śmieszą człowieka w żaden sposób nie związanego z Primera Division.
-
2009/11/11 21:28:51
Rafał tylko jesli chodzi o Barce dodałem, ze ostatnio slychac też doping w trudnych sytuacjach podczas meczu, chyba to się troche na Camp Nou zmienia ostatnio...

Co do Realu i SB... wiesz, jezeli robi sie takie prezentacje, obiecuje gruszki na wierzbie, to socio, kibic czy tam kto jeszcze, kto przebywa na stadionie ma nadzieje, zobaczyc super spektakl...

Ja się ciesze, ze kibicow Realu i Barcy nie cieszą z byle jak wygranych meczy... oni chcą wielkich sztuk na swoich stadnionach, a nie wyników 1:0, 3 pkt i aby do przodu.
-
2009/11/11 21:54:43
@Rafał
Manuel Pellegrini ledwie rozpoczął budowanie zupełnie nowej drużyny

Mnie we wtorkowej grze Realu uderzyło to, że grali jak grali składem chyba najbardziej zbliżonym do zeszłorocznego. Albiol, Arbeloa i Kaka przyszli latem (każdy teoretycznie lepszy od porzednika na swojej pozycji), reszta powinna rozpoznawać się po zapachach.
-
2009/11/11 22:00:05
skormny lukasz

oni po prostu biegną na metro... [']
-
2009/11/11 22:04:34
Każdy polski klub chciałby mieć taką "atmosferę" jak na Santiago Bernabeu, zamiast przekleństw, bójek i rac. Normalni kibice, którzy nie są zorganizowani, tak właśnie się zachowują. Jeśli na ten brak zorganizowania nałożymy jeszcze ogromny stopień rozpieszczenia przeciętnego kibica Królewskich, otrzymamy stadionową ciszę przez większą część meczu.
-
2009/11/11 22:57:17
@dziaam
Nie naciągniesz mnie na obronę realowców za wtorek, dla dwumeczu z Alcorcon usprawiedliwienia nie znajduję:-) Kawałek, który cytujesz, dotyczy całokształtu - prawie-lidera w PD, lidera w LM i takich detali jak ten, że na San Siro to goście przeważali, bardzo był tamten remis szczęśliwy dla Milanu. Też widzę, że madryckie gwiazdorstwo nie unosi się nad murawą, ale czy rzeczywiście jest aż beznadziejnie? Czy na trochę cierpliwości instalowanie nowego konceptu nie zasługuje? Pellegrini nagle kompletnie zidiociał?
Uważnie śledzę, co się wokół SB dzieje, i wciąż się utwierdzam w przekonaniu, że panuje tam istna paranoja, że w tych okolicznościach przyrody nawet świetnemu graczowi trudno o pozytywną motywację - oni właściwie nie walczą o coś, tylko przeciw czemuś - żeby uniknąć kolejnego seansu histerii. I czasem wyglądają jakby wychodzili na skazanie Nie żebym się litował - to świetnie opłacani profesjonaliści, z presją muszą sobie radzić. Raczej próbuję zrozumieć. No i zadaję sobie pytanie, czy ciut inna atmosfera nie poprawiłaby ciut wyników. Np. o ów jeden punkt dzielący ich w tabeli do Barcy:-)
-
2009/11/12 00:00:30
Ja twierdzę, że Real nic w tym sezonie nie wywalczy i wywalczyć nie ma prawa. Rezultatów, owszem, domagałbym się od Pelegriniego - w przyszłym sezonie. Jednak obaj wiemy, że osiągnie je pewnie już inny trener. Ale nie wątpię, że osiągnie.
Co do kibiców pełna zgoda. Właściwie nie tylko o ibiców chodzi, tam atmosferę zagęszczają władze klubu. Rozsądny zarząd i prezes, który ogosiłby politykę powściągliwości wobec trenera i wezwał do symbolicznych iluśtam dni cierpliwości i czasu na ułożenie skadu, nie zostaliby moim zdaniem zjedzeni ani przez prasę, ani przez kibiców. Ale tam się wszyscy nawzajem napędzają.
-
2009/11/12 00:20:33
Dziaam - nie bądź taki pewien, że ktoś te rezultaty za rok osiągnie ;) Prócz trenera mogłoby trochę piłkarzy polecieć (łudzę się, że będzie to m.in. Albiol), co oznaczałoby nowe problemy ze skompilowaniem składu.

Z władzami masz rację - nie jest to zdrowe, by prezes na każdym kroku powtarzał, że "Real Madryt jest najlepszym klubem na świecie". Fani i piłkarze w to potem wierzą, a potem bezczelni trzecioligowcy nie chcą tego przyjąć do świadomości.

Wynik jakoś tak specjalnie mnie nie zszokował - wiadomo ile można zaangażowaniem i taktyką nadrobić w piłce nożnej :)

Odnośnie do kibiców - parokrotnie w tym sezonie oglądałem domowe mecze Realu w niecywilizowanych warunkach (bwinowe okienko bez komentatora) i jednak jakiś tam doping był stale słyszalny. Tragedii nie ma. Niemniej, Bernabeu toksyczne jest bez wątpienia. Wszak to stadion Realu ;)
-
2009/11/12 00:36:07
na meczach czołówki ligi angielskiej (man u, chelsea, arsenal, liverpool, tottenham) tez nie ma dopingu. jest niezoorganizowane darcie japy na sedziego, przeciwnika i po strzelonym golu. no - liv zaspiewa ze 2 razy you'll never i steve gerrard gerrard. byłem na meczach tych druzyn. wysokie ceny biletów zrobily na trybunach familiade. Wole to od 'cudownego dopingu' Górnika na meczu i rozwalonych głów po.
-
2009/11/12 09:11:35
Precz z angielską atmosferą. Polska pilka to dno a wiec jedynie w sprawach kibicowcskich mozemy byc na topie europejskim i przynajmniej tego siew Europie boja bo napewno ie naszych pilkarzy. Docenicie Nas gdy ze stadionow zniknie wszelki blask. A z chuuliganstwem nie przesadzajcie. Są pojedyncze ekscesy a potem z nich sie robi wielka burze.
-
2009/11/12 10:05:20
W Anglii oczywiscie nie ma dopingu takiego jak w Polsce, ze przewazajaca wiekszosc stadionu bierze w nim udzial (nie dziwie sie, u nas nie ma na co patrzec na boisku). Chodzi mi o ilosc osob. Czyli jak idzie 5 tys. to 3,5 dopinguje. Na MU na 76tys. dopinguje kilkanascie tysiecy, glownie Stretford End. Procentowo jest to malo, ale i tak wychodzi glosniej niz w Polsce. Tylko doping tam nie trwa non - stop.
-
2009/11/12 10:08:05
Klubów hiszpańskich nie można porównywać z klubami z innych krajów. Szczególnie tych dwóch największych. Powód jest prosty - tam kibice są właścicielami. Nie szejk, nie amerykanin, a każdy socio płacący składki i de facto - utrzymujący klub i zawodników. Oczywiście są potężni sponsorzy, ale struktura klubu jest prosta. A w Realu jest całkiem wyjątkowo, bo żeby zostać socio trzeba spełnić szereg trudnych do spełnienia kryteriów (trudnych, nawet w odróznieniu od Barcelony). Dlatego kibice na meczach dzielą się na socio i "turystów" , którzy mecz Realu traktują jak zwiedzanie muzeum. Oczywiście jest część kibiców, którzy nie należą do żadnej z tych grup, ale ta częśc jest relatywnie niewielka.
Biorąc pod uwagę powyższe, ciężko się aż tak bardzo dziwić. Tym bardziej, że z tekstu wyłania się obraz ludzi czekających jedynie na potknięcia i okzaje do wygwizdania. A tak nie jest, co widać chociażby na przykładzie Ultras SUr. Jakkolwiek kontrowersyjnej ekipy, ale zajmującej praktycznie całą trybunę za bramką i dopingującą bez względu na wszystko. Istnienie takiej grupy już samo w sobie jest symptomatyczne, bo nijak nie pasuje do kreślonego zewsząd obrazu zblazowanego Realu.
Widownia na Bernabeu jest specyficzna, to fakt. Jednak potrafi też porwać, co było już niejednokrotnie widoczne. Jednak potrzebuje impulsu ze strony piłkarzy. O miłości i zaangażowaniu świadczą chociażby liczby - na rewanż po komprromitacji w pierwszym meczu przychodzi 70tyś ludzi. I ci ludzie nie widząc zaangażowania ze strony piłkarzy reagują emocjonalnie. Dla mnie w pełni zrozumiałe. Skoro piłkarze wystawiają na pośmiewisko Klub, to kibice przyjmują to z dezaprobatą. Nie dzoszukiwałbym się tu jakiegoś podtekstu, tak modnego wśród antyfanów Relau - o wywyższaniu się, "arystokracji kibicowskiej". To normalna reakcja, jeżeli gośc grający w koszulce mojego klubu i zarabiający średnio 5mln euro na sezon nie potrafi/nie chce/nie umie biegać za trzecioligowcem. Jeżeli trzeba ich mobilizować do walki z zespołem będącym teoretycznie 2 klasy słabszym - nie mam pytań. Bernabeu oglądało w akcji najlepszych piłkarzy świata więc jest wymagające.

@uleslaw
Powtarzanie tereotypów jest fajne, wiem. Ale kto mówi, że Real jest najlepszym klubem na świecie? Z tego co słysze to w ostatnich latach jest tendencja mówienia o "powrocie na tron najlepszego". A to zasadniczna różnica. Niestety należy się pogodzić z faktem, że kluby w stylu Valencii zawsze będą w cieniu. Nie ta liga, nie ta historia, nie te emocje.
-
2009/11/12 10:46:33
Panie Rafale,

Nie zgodzę się z Panem, iż jakiś stadion może być bardziej lub mniej toksyczny. Takiego nazewnictwa i co za tym idzie postrzegania kibiców szybciej spodziewałbym się po działaczach typu Pan Atlas z PZPN - nie po Panu.
Dzisiaj kibic jest konsumentem - płaci i wymaga. Szczególnie w takim klubie jak Real Madryt, gdzie w okresie letnim zainwestowano ćwierć miliarda Euro i obiecano spektakle nie ustępujące tym z Broadway'u. Kiedy sprowadzano tam gwiazdy takie jak C. Ronaldo czy Kaka, to nie tylko dlatego, aby pięknie grały w piłkę, ale też po to, by tą grą przyciągały tłumy - nie tych zagorzałych sympatyków Realu, którzy z drużyną są na dobre i złe, ale tych którzy są konsumentami w pełnym tego słowa znaczeniu - czyli płacą i są zadowoleni z dobrze wydanej gotówki.

Kibic Realu czy Barcelony ma dużo wyższe wymagania niż kibic Osasuny czy Athletic Bilbao, na których stadionach jest zawsze specyficzna atmosfera.
W przypadku dwóch hiszpańskich gigantów nie samymi wynikami żyje kibic. Dlaczego Fabio Capello dwa razy odchodził z ławki Realu pomimo odnoszenia sukcesów? Ano dlatego, że Real grał brzydko, schematycznie, strzelał jedną bramkę i tyle. A to nie był Real, w którego zainwestowano 250mln...

Wracając do wątku głównego - nie ma czegoś takiego jak toksyczny stadion. Kibice danej drużyny i wynikająca z tego atmosfera na stadionie jest wypadkową historii danego klubu, jego aspiracji i tradycji. Każdy prezes i każdy zawodnik wie, czego oczekuje jego widz. A ten ma prawo do wyrażania swojego niezadowolenia, swoich emocji. Choćby nawet miał wejść na stadion i wyjść po 5min. nieusatysfakcjonowany. I nie można jego zachowania nazywać toksycznym...
-
2009/11/12 11:25:09
I dlatego nikt mi nie powie, że liga hiszpańska jest lepsza od angielskiej :) CR może sobie gadać co chce, ale jednak na stadionie MAN UTD jest sporo głośniej i to pomimo tak durnych przepisów dla kibiców (za wstanie z krzesełka podczas trwania meczu - z wyjątkiem wyjścia za potrzebą - można stracić karnet na cały rok, tudzież na taki okres dostać bana na wchodzenie na obiekt).
-
2009/11/12 11:59:58
Akurat samo hasło toksyczności jest nie do podważenia, ot specyfika klubu. To co zareklamują ni w ząb nie obala tej tezy, aczkolwiek wprowadza ciekawy wątek do kwestii. Odsyłam do punktu drugiego, felietonu Leszka Orłowskiego [a=pilkanozna.pl/index.php/Leszek-Or%C5%82owski/Hiszpa%C5%84skie-muchy/qhiszpaskie-muchyq-cz-12.html]tu[/a]. Pisałem o tym kiedyś u Michała Pola, ale sytuacja odpowiednia coby się powtórzyć.
-
2009/11/12 12:17:23
Weeku

1) Niestety należy się pogodzić z faktem, że kluby w stylu Valencii zawsze będą w cieniu. Nie ta liga, nie ta historia, nie te emocje.

Wpadłem przez Ciebie w permanentną i nieuleczalną depresję.

1,5) Historia jest piękna, piłka (i kibic) żyje teraźniejszością. Na samej bogatej historii Real nie przejedzie 1/8 LM.

1,75) Perez w każdym wywiadzie powtarza, że Real jest najlepszy na świecie i ma najlepszych na świecie piłkarzy i zasługuje na największe trofea.

2) Rzecz w tym, że tych najlepszych na świecie piłkarzy jest teraz cała banda. I żeby się wybijać, nie mogą się obijać (swoją drogą - niezły rym jak na kogoś pogrążonego w depresji;)). A wmawianie całej ludzkości, że ma się najlepszych na świecie i jest się klubem najbardziej boskim, nie motywuje do walki z maluczkimi. Gdyby Real nie był taki galaktyczny, trzecioligowiec nie musiałby go sprowadzać z gwiazd na ziemię.
To kontynuacja myśli, nie polemika, bo myślę, że tutaj raczej się ze mną zgadzasz.
-
2009/11/12 13:01:03
Tekst o Valencii nie był żadnym przytykiem, po prostu stwierdzenim faktu. Niemniej podziwiam ludzi, którzy kibicujom klubom niszowym :)

Za to tekst o 1/8 LM jest typowym wtrąceniem bez sensu, bo jak to się ma do tematu? Żeby chociaż Valencia regularnie docierała do ćwierćfinału to może bym zrozumiał o co Ci chodzi. Ale tak?

Perez wrócił z tekstem o "przywróceniu Madrytu na należne mu miejsce". I jest to niejako mottem jego drugiej kadencji. Real ma wrócić na należne mu miejsce. Po to wydano tyle pieniędzy, po to Perez wrócił. Nikt nie mówi, że Real jest najlepszy na świecie, bo to nieprawda, poza tym Perez zaprzeczałby sam sobie. Niby niewielka różnica, ale jednak robiąca wielką różnicę. Więc nie kłam, bo czynisz to nieudolnie.

Ostatni punkt w świetle nieprawdy z poprzedniego całkowicie traci sens.
-
2009/11/12 13:10:10
Trochę się Pan czepia (i Ci gościowie z angielskiego artykułu też)... w Madrycie i Barcelonie tak jest, a zwłaszcza w Madrycie ostatnio - wydają forsę, obiecują gruszki na wierzbie i ludzie nie przychodzą zdzierać ryja bo to nie jest z trudem sklecony skład drużyny środka tabeli w lidze angielskiej... przychodzą jak do cyrku, wydajemy forsę, wy obiecujecie to teraz nas zabawiajcie... Wobec mimo wszystko mizernej konkurencji (poza epizodycznymi "wybrykami" Valencii, Deportivo czy Sevilli) fani tych dwóch zespołów są przyzwyczajeni do oferowania im produktu najwyższej jakości. Tam rywalizacja nie polega tylko na zdobyciu 3pkt w każdym meczu w byle jaki sposób, tam musi być wirtuozeria, fan Realu czy Barcy musi mieć poczucie, że jego druzyna gra piękniej a nie tylko skuteczniej. I taki fan nie uważa (słusznie według mnie) że warty bajońskie sumy skład potrzebuje wsparcia, że zawodnik za kilkadziesiąt milionów euro potrzebuje aby być z nim na dobre i na złe...NIE! Taki gość czy zlepek gwiazd zarabiających niewyobrażalne sumy nie ma prawa się mylić... Niestety obecny Real nie jest "normalną" druzyną, to PRODUKT reklamowany jako najlepsze SHOW na świecie i niestety jak to w show-biznesie - jak jest gówniane przedstawienie to są gwizdy...
Trzeba zrozumieć specyfikę tych dwóch klubów (a zwłaszcza Realu), to już nie jest tylko piłka nożna, to jest produkt w rodzaju widowiska, od którego się wymaga a jak nie to FUERA :)

Visca el Barca! ...tak na marginesie ;)
-
2009/11/12 13:30:40
dla mnie Santiago i Camp Nou to takie świątynie. tam ludzie myślą i wczuwają się w grę, przeżywają, wychodzą przed czasem bo nie wytrzymują albo biją brawo, no i czasem jak trzeba to rykną tak ze stadion sie zatrzesie jak po golu na ukrainie. jak bardzo kumatą publicznością jest madrycka pokazalo standing ovation dla ronaldinho. wolę takie kibicowanie niż darcie japy przez 90 minut albo dmuchanie w voovoozele(na MŚ wyciszę telewizor bo nie wytrzymam). poza tym na w/w stadiony chodzą cale rodziny tj. takze kobiety i dzieciaki i na pewno mają stosunkowo mniejszą siłę rażenia wokalnego.
porownując do tenisa to tak jakby isc na wimbledon i isc na puchar davisa. wyszalec, poskakac i wydrzec sie mozna lepiej na tym drugim. no ale wimbledon to wimbledon
-
2009/11/12 14:04:28
Z dzisiejszej depeszy Reutersa:

Soccer-"El Clasico" to be shown in Spanish cinemas
MADRID, Nov 12 (Reuters) - The La Liga showdown between
champions Barcelona and arch rivals Real Madrid later this month
will be shown in cinemas, broadcast rights holder Mediapro said
on Thursday.
The match, known in Spain as "El Clasico", is provisionally
scheduled for Sunday Nov. 29 and will be shown in Kinepolis,
Yelmo and Cinesa theatres for the same price as a regular cinema
entrance fee, the company said.
"Until now nobody has seen football like this, on a
super-giant screen with the special sound of the cinema,"
Mediapro chairman Jaume Roures was quoted as saying in the
Spanish media.
-
2009/11/12 14:10:25
Panie Rafale,

Z całym szacunkiem - wolałbym być na 'toksycznym' Camp Nou niż w najbardziej wypasionym kinie...:)
-
2009/11/12 14:21:29
@Rafał
To pewnie i w Polsce pokażą.
-
2009/11/12 14:23:15
A ja bym chciał być w kinie bo na żywo nie mam szans zobaczyć...wybór jest taki, ze albo siedzę i męczę się wyszukując transmisji w necie (w wypadku tak ważnego meczu zbyt ryzykowne) albo idę do knajpy... Kino to byłoby coś, ale czytałem opinie o trnsmisjach w Multikinach w Polsce i nie były zbyt dobre - a to obraz rozmazany, a to kontrast kiepski a to dźwięk prawie niesłyszalny...
-
2009/11/12 15:36:13
pewnie Barca zdobedziepewnie ze 4 oskary, a Casillas dostanie za drugoplanowa
-
2009/11/12 16:31:42
Całkowicie zgadzam się z artykułem Pana Rafała, gdyż Camp Nou i Santiago Bernabeu są bardzo specyficzne. Ale specyficzne są ogólnie kluby o tak ogromnej popularności. Nie możemy wymagać aby na ponad 90 tysięcznym Camp Nou wszyscy byli fanatykami drużyny którą oglądają. Nie możemy wymagać od wszystkich pełnego i bezgranicznego poparcia dla drużyny z którą się utożsamiają. Mnie również irytują trochę takie zachowania jak gwizdy, machanie chusteczkami czy buczenie na zawodników, ale z drugiej strony, w olbrzymiej liczbie ci piłkarze to najemnicy reprezentujący barwy właśnie tych fanów, dodajmy za olbrzymie pieniądze.
-
2009/11/12 17:46:16
Weeku - nie, mowa o tym, że od samego gadania, że ma się najlepszy skład i - niech będzie - Real ma wrócić na należne mu miejsce, trofea nie przybędą. Nie wiem jakie to gadanie ma wpływ na zawodników, jakie na nastroje wśród kibiców, o ile kilogramów oczekiwań zwiększa presję, ale jakiś degenerujący wpływ ta ewangelia Nowego Realu ma.

Niemniej, widzę, że chcesz się bawić w retorykę. Bardzo chętnie.

Piszesz, że Real ma "wrócić na należne mu miejsce". Czyli zakładasz, że Realowi przysługuje jakieś należne miejsce. Ciekaw jestem teraz trzech kwestii: skąd Realowi przysługuje to miejsce, jakie miejsce i dlaczego akurat to (jeśli pierwsza kwestia nie tego nie wyjaśni).

"Valencia jako niszowy klub" - ach, całe myślenie Madridisty ;)
-
2009/11/12 18:59:11
Czyli w idealnym świecie uleslawa wychodzi prezes/trener klubu do dziennikarzy i mówi "ale mamy drętwych piłkarzy, same drewna, wydaliśmy na nich kupę kasy a oni nadają się co najwyzej do polskiej 2 ligi". Po czym dodaje: "ale w sumie to i tak dobrze, w koncu nie mamy ambicji zeby byc najlepszym, nasze miejsce jest coś między 10 a 20 pozycją na świecie, do tego dązymy, to nam wystarczy, w koncu to tylko Real Madryt, klub o którym słyszalo 42 kibiców na świecie". Zresztą tak samo mówią działacze Barcelony, Milanu, Manchesteru i kazdego innego klubu. Jezeli ktos uwaza, ze miejsce jego klubu jest na szczycie i chce to osiagnac, jest pyszalkowaty i zarozumialy. Jak wszyscy w Madrycie.
A takie mowienie o swoich zawodnikach jest poprawne w podwojny sposob, bo jak wiadomo - pilkarz kiedy uslyszy, ze jest slaby i beznadziejny, ewentualnie nie uslyszy, ze jest dobry - idzie zapier*alac na trening od switu do zmierchu. W przeciwnym wypadku - po kazdym komplemencie - staje sie leserem.
To nic, ze Pellegrini caly czas powtarza, ze mamy wiele do nadrobienia. To nic, ze Valdano mowi otwarcie, ze to nie jest Real taki jaki ma byc, to nic ze wszyscy maja swiadomosc ulomnosci, brakow i tego ile pracy nalezy wlozyc. Istotne jest to co sobie wyobraza i przelewa na slowa uleslaw - w Realu wszyscy popadli w samozachwyt i brandzluja sie werbalnie nawzajem.


W porownianiu do Realu (czy nawet Barcelony) Valencia to klub niszowy :)
-
2009/11/12 19:12:33
Real Madryt i FC Barcelona są przereklamowane. Nie odbiegają niczym od klubów włoskich i angielskich, ani poziomem gry ani dopingiem kibiców. Pompuje się w te kluby mega pieniądze, a efektów za bardzo nie widać. Tylko dlługi coraz większe.
-
2009/11/12 20:29:19
""Valencia jako niszowy klub" - ach, całe myślenie Madridisty ;) "

Ulesław, nie oceniaj wszystkich tym samym wzorcem. Valencia to wielki klub, który stanowi czołówkę hiszpańskiego futbolu, a na początku wieku to był absolutny top europejskiego futbolu z dwoma finałami LM pod rząd i Pucharem UEFA wygranym w świetnym stylu. Nie mówiąc już o mistrzostwach Hiszpanii.

A co do samego felietonu to mam podzielone zdanie. Bernabeu mam po prostu swój typ motywacji. Taki rodzaj wymagającej publiki niejako jest częścią Realu Madryt, przez co odróżnia ją od reszty klubów i stanowi część marki klubu, uchodzącego za elitarny i legendarny. Poza tym tam jest taki zwyczaj, tak się tam po prostu kibicuje, taki jest Real Madryt (autentyczna historia w której kibice z Polski wstali kibicować i podrzeć japę i usłyszeli od starszego kibica w meczu ze średniakiem La Liga: "siadajcie, to jest Bernabeu, tu się wstaje tylko przy golach". Do rozgrzania tej publiki potrzeba wielkich rzeczy na boisku, oczywiście w wykonaniu Realu. Wtedy Bernabeu zamienia się w nieprawdopodobny stadion nie tylko z wyglądu i historii.

I trudno oczekiwać, aby jedna z najbardziej wymagających widowni piłkarskich na świecie ostro dopingowała swój zespół, który łącznie kosztował pewnie z 500 mln euro , w meczu z trzecioligowcem. Po prostu wszyscy uważali, że zwycięstwo i remontada to obowiązek Królewskich, a kiedy sprawy przybierały zły obrót publiczność szybko wyrażała swoje zdanie na ten temat. Poza tym negatywna motywacja to też motywacja. Piłkarz Realu, który usłyszy gwizd 80 tys kibiców kiedy jest przy piłce albo się załamie, albo weźmie sobie to do serca i będzie gryzł trawę aby było lepiej. Tylko Ci drudzy nadają się do Realu, tych pierwszych lepiej natychmiast się pozbyć - dla nich jest miejsce w Sevillach czy Athleticach, nic nie umniejszając tym wielkim klubom.
-
2009/11/12 21:04:30
Weeku - brzydko się zachowałeś. Nie odpowiedziałeś na moje pytanie, tylko skupiłeś się na wypaczaniu moich słów. Nieładnie.

Primo - w idealnym świecie ulesława nie ma miejsca na Real, Barcelonę, angielską ligę i takie tam mankamenty rzeczywistości. Ale zostawmy już ideały, skupmy się na Realu :)

Pellegrini i Valdano mają tyle przytomności umysłu/przyzwoitości, by nie mówić, że jest idealnie. Zresztą, mieszasz porządki: Perez mówiąc o Realu mówi o jakimś tworze abstrakcyjnym (Klubie przez wielkie K), Pellegrini i Valdano mówią o zespole, który do tego ideału Pereza ma dążyć. A obecnie z tym dążeniem jest problem.

Naprawdę nie sądzisz, że te wszystkie opowiastki Pereza (celowe opowiastki), o powrocie na należne Realowi miejsce, mogą coś psuć? W sensie: "my jesteśmy Realem, nam się należy". Nie chodzi mi o konkretny wywiad, bardziej o całą galaktyczność, z jaką Perez znów zstąpił do Madrytu. Naopowiadał takich rzeczy (i dokonał takich rzeczy - spektakularne zakupy), że prasa, fani i sami piłkarze mogli przesadnie we wszystko uwierzyć. I (ci ostatni) zareagować mogli jakąś dziwną niemocą na grę pełną zaangażowania i determinacji.

Odpowiedziałem, choć Ty zlekceważyłeś moją prośbę. Mam nadzieję, że tym razem doczekam się odpowiedzi na te (z końcówki wcześniejszego komenta) frapujące mnie zagadnienia ;)

Jezzo - napisałem "Madridisty", a nie Konesera Madridisty ;) W drugim wypadku "Madridista" oznacza sympatię, nie sposób myślenia :)
-
2009/11/12 21:39:20
Real zaczął grać jak pewna polska drużyna z Krakowa kilka lat temu. Po sprzedaniu najlepszych piłkarzy i zmianie trenera piłkarze Wisły wychodzili na boisko, bo musieli. Taki sam kryzys przechodziła Barca kiedy grał tam Deco i Ronaldinho.. Tak jakby im się nie chciało, a z drugiej strony myśleli że spacerując wygrają każdy mecz. Tyle tylko, że jeśli się wydaje na piłkarzy ponad miliard złotych, to również kwestia trenera jest bardzo ważna i nie wiem czy zatrudnienie Pellegriniego było dobrym posunięciem. Z drugiej jednak strony, nie wiadomo, czy prowadzenie tak sztucznego tworu, powstałego dzięki hurtowemu kupowaniu piłkarzy, udałoby się jakiemukolwiek trenerowi na świecie?? Zwróciłbym również uwagę, ilu "sezonowców" miał Real do niedawna, wystarczy przejrzeć fora i strony fanów, żeby zobaczyć jak wylewają teraz pomyje na zespół i bluzgają na piłkarzy. A ze swoją drużyną jest się na dobre i na złe, nawet z naszą kochaną reprezentacją, prawda??
-
2009/11/12 21:59:03
A może by podejść do tematu w inny sposób...
Przyjrzyjmy się dokładnie koszulce Realu Madryt: BWIN.
Pierwszy mecz z Alcorcon: miliony postawione na pewne, z handicapem zwycięstwo Realu. Milionowe zyski dla bukmachera.
Drugi mecz: jeszcze większe miliony postawione na handicap albo dużą liczbę goli. Milionowe zyski dla bukmachera.
Kto jest pewny, że moja teza jest bezpodstawna.
-
2009/11/13 12:47:45
@italofil

"barcelona nie odbiega poziomem gry od klubów włoskich"

hłehłehłe
-
2009/11/13 15:30:02
@weeku
No nie... Śledziłam tę dyskusję i po pierwszym twoim poście byłam skłonna zgodzić się w 100% jeśli chodzi o madrycką "kumatą" publiczność (i świetny przykład owacji na stojąco dla Ronaldinho w gran Derby pamiętnego dla obu zespołów roku 2006). Ale to co napisałeś potem... delikatnie mówiąc, nie zgadzam się ;)

Po pierwsze: Valencia NIE JEST niszowym klubem! Nie podejrzewam Cię o taką nieznajomość historii piłki, wiec skąd wziął się w ogóle taki tekst? Nawet ja, osoba jeszcze młoda xD, wiem o niej wiele. To klub bardziej utytułowany niż choćby Chelsea, a jej sukcesy przypadają na okres niezbyt odległy w czasie. Problemy tego i poprzednich sezonów nie wynikały z natury sportowej, ale to dużo lepiej ode mnie wyjaśniłby uleslaw.

Po drugie: nie chodzi o to, że Real (jego piłkarze, prezesi, kibice) ma zadowalać się słabszymi miejscami. Nikomu nie można zabronić ambicji. Ale tekst "należne miejsce" można rozumieć tylko w jeden sposób. Od siebie też dodaję prośbę o odpowiedź na pytanie uleslawa o to, dlaczego to miejsce się niby należy? Jestem od lat - co prawda dopiero sześciu - fanką Barcy, i nigdy nie spotkałam się z podobną wypowiedzią ze strony jej zawodników, trenera czy działaczy. Oni zawsze celują w najwyższe trofea i mówią o tym otwarcie, ale nie twierdzą, że miejsce nr 1 im SIĘ NALEŻY, wiedzą, że muszą zapracować na to miejsce ma boisku, wywalczyć je. Różnica jest kolosalna, nie uważasz?
-
2009/11/13 20:01:57
Nie pojmuję jak kibice takich klubów jak Barcelona czy Valencia, którzy notorycznie naśmiewają się z impotencji Realu w rozgrywkach CL mogą nie rozumieć o co chodzi Perezowi mówiącemu o powrocie Królewskich na należyte im miejsce.
Nie wiem co kołacze się w główce Pereza ale jestem skłonny uwierzyć, że chodzi mu o to aby Real stał się ponownie znaczącą drużyną na arenie międzynarodowej i w końcu zdziałał coś więcej niż ta nieszczęsna 1/8.
Być może Perez jest niepoprawnym romantykiem ale na pewno nie jest idiotą i doskonale wie, że wielkie pieniądze nie gwarantują sukcesów o czym przekonał się podczas poprzedniej prezesury
-
2009/11/14 15:10:38
diaam

Za wcześnie skreślasz Real w tym sezonie. Mimo wszystko dzięki regularności i szerokiej kadrze mają szansę zdobyć mistrzostwo Hiszpanii. Co do LM, tu sprawa jest trudniejsza i finał może, podkreślam MOŻE być nieosiągalny, zwłaszcza jeśli drużyna nie zrobi szybkich postępów w najbliższych dwóch miesiącach.

Co do kibiców, to Oni mają świadomość potencjału drużyny i kasy jaka wyleciała z klubu na wzmocnienia. Cierpliwość mają nadszarpniętą poprzednimi latami i ciągłą pochyłą w dół by ostatecznie stracić pozycję w czołówce europejskiej (II koszyk). Efektów żądają od zaraz a blamaż z III-ligowcem wzniecił większy ogień, czupryna Pellegriniego już się pali i niedługo może spotkać podobny los pozostałą część klubu. Wiarę trzeba pokładać w Perezie i jego umiejętności łagodzenia sporów tym razem na korzyść trenera, by nie było powtórki z G1. Ostudzić atmosferę również powinien Cristiano Ronaldo- jeśli wróci i strzeli bramkę, przynajmniej on będzie miał wsparcie trybun!
Real to jedna z największych firm piłkarskich świata, jako marka hiszpańska, wymaga się od niej pięknego technicznego footballu, taką piłkę buduje się dłużej jak angielskie bieganie, czy włoską grę na wynik. Jeszcze trochę a zobaczymy odruchowo grający Real i chyba wszyscy będą zadowoleni, bo taniec pięknej Barcelony z pięknym Realem porwie każdy stadion świata, a nawet ich własne!!!