|
Blog > Komentarze do wpisu
Thierry Henry, szczęściarz niespełnionySława, kasa, emocje, trofea i w ogóle smak zwyciężania, prestiż gry w legendarnym klubie, ułatwione podboje erotyczno-miłosne, rozbijanie się po świecie etc - powodów do czerpania satysfakcji z bycia wybitnym futbolistą znamy nieskończenie wiele, boiskowi wirtuozi (i nie tylko wirtuozi) słusznie uchodzą za osobników w czepkach urodzonych. Oni nie muszą nawet - jak, nie przymierzając, nasza Justyna Kowalczyk - wypluwać płuc i zatracać się w samotnym, katorżniczym treningu, by wygrywać. Skala koniecznych wyrzeczeń jest tutaj nieporównywalna. A już szczęściarzami wśród szczęściarzy muszą być piłkarze, których drużyny nie dość, że zwyciężają, to jeszcze grają pięknie. Co innego orać murawę z wdziękiem pługa (bo na więcej umiejętności i taktyki nie staje), co innego muskać trawę kunsztownymi ruchami inspirowanymi wyrafinowanym zamysłem trenera. Dlatego właśnie Thierry'emu Henry'emu powiodło się nadzwyczajnie - były w tej dekadzie trzy drużyny klubowe oferujące futbol bajeczny, a on współtworzył grę aż dwóch - Arsenalu sprzed kilku lat oraz obecnej Barcelony (wcześniej zachwycał jeszcze galaktyczny Real, o czym pisałem). Przyjemność z biegania za piłką czerpał kiedyś i czerpie teraz niewysłowioną, podobnie zresztą jak jego partnerzy. Widzieliśmy to i widzimy w każdym ich boiskowym geście, w swobodzie, z jaką bili i biją rozmaite ligowe rekordy. Przebieg kariery Francuza przypomniał mi się, gdy rozmyślałem nad gwiazdami skupiającymi uwagę przed finałem Ligi Mistrzów. Wypatrujemy pojedynku Messiego z C. Ronaldo, debatujemy nad genialnymi podaniami Xaviego oraz decydującym półfinałowym golem niedocenianego ponoć Iniesty, pozostajemy pod wrażeniem niewyżytego Rooneya i drapieżnego Vidicia. Tymczasem piłkarzem najbliższym absolutnego sportowego spełnienia będzie w Rzymie właśnie Henry, który w Barcelonie, nawiasem mówiąc, długo wydobywał się z depresji (wywołanej sprawami osobistymi, ale to zupełnie inna historia). Był w gwiazdą dwóch drużyn zjawiskowych, które prawdziwym entuzjastom piłki zapadły w pamięć na całe życie. Był mistrzem Francji, Anglii i Hiszpanii. Był mistrzem świata i mistrzem Europy, jest najskuteczniejszym napastnikiem w dziejach reprezentacji swojego kraju. Brakuje tylko triumfu w Lidze Mistrzów. W finale już raz wystąpił, ale przegrał. Messi czy Ronaldo (ten brazylijski nazbierał przynajmniej zaszczytów indywidualnych) mogą tylko westchnąć i się rozmarzyć. Jeśli za tydzień Henry wreszcie finał Ligi Mistrzów wygra, nie znajdziecie wśród wciąż aktywnych piłkarzy kogoś, kto dostałby od futbolu więcej. środa, 20 maja 2009, rafal.stec
Komentarze
2009/05/20 17:58:45
Henry gra świetnie tylko wówczas, gdy ma wokół siebie świetny zespół. W Arsenalu grał świetnie dopuki Wegner nie postanowił odmłodzić zespołu i wyprzedać starszych zawodników, gdy oni odeszli Henry grał dobrze ale bez błysku, żadnego trofeum... Tak samo jest w reprezentacji, nie potrafi pociągnąć jej teraz gdy nie ma ona tyle gwiazd co kiedyś (Ribery potrafi), żadko przesądza wynik na swą stronę w wyrównanych pojedynkach... To świetny piłkarz, ale tylko wówczas gdy bosko grają jego partnerzy, jeśli nie to gra przeciętnie.
Co sądziecie o tym??? 2009/05/20 18:09:02
Takich piłkarzy wybitnych jest wiecej. Co najmniej połowa milanu to tacy - Dida, Nesta, Gattuso, Pirlo, Kaka', Inzaghi - wszyscy oni zostali mistrzami świata, wygrali LM, byli mistrzami krajowymi.
2009/05/20 18:09:46
Jeszcze warto wspomnieć, że Titi jest najbardziej obecnym piłkarzem wszech czasów w rozgrywkach CL ponad 130 występów, a w liczbie goli niewiele ustępuje innym legendom.
2009/05/20 18:11:57
Henry cichym bohaterem nr 1 zbliżającego się finału. Owszem, po stronie FC Barcelony. Na przeciwległej połówce też zobaczymy sportowca, doczłapującego do kresu swojej kairery, którą rzecz jasna uwieńczyć może w sposób wybitny - Edwin Van der Sar!
www.mateuszpaczkowski.blogspot.com/ 2009/05/20 18:21:33
Del Piero też się zalicza do tego "gatunku" piłkarzy(MŚ,CL,SerieA...)Myślę,że Maldiniego też można zaliczyć do tego grona...
2009/05/20 18:35:33
tumek92 -- pełna zgoda. Ja również mam Henry'ego za gracza, który ma niesamowitą technikę, świetne umiejętności, ale... Tak jak Ty uważam, że gra on świetnie jeżeli świetnie grają partnerzy, sam nie potrafi poderwać drużyny. Charakter pokazał tylko raz w sezonie kiedy przegrał LM z Barceloną, wtedy nie grał może rewelacyjnie ale był wreszcie mentalnym liderem młodziaków Wengera. Świetny piłkarz, ale zdecydowanie nie mój ulubieniec. Są i byli lepsi.
p.s. w gwoli ścisłości tych drużyn, które grały pięknie i w którym grał Henryk było więcej - Monaco też grało efektownie i efektywnie z duetem młodych wilków Trezegueta i Henry'ego 2009/05/20 18:38:23
@tumek: myślimy, że to święta prawda. W reprezentacji Heniek bez Zidane'a nie osiągnął nic, nie potrafił swojej drużynie zapewnić awansu z grupy. W LM nie potrafił Arsenalu za czasów jego wielkości doprowadzić do żadnego sukcesu. Jak już raz udało się wejść do finału, to sam ten finał koncertowo zawalił, marnując dwie idealne sytuacje strzeleckie.
Dlatego właśnie nie potrafię Henry'ego zaliczyć do prawdziwie wielkich piłkarzy. To taki Scottie Pippen, który nigdy nie potrafił być Michaelem Jordanem. (Porównanie skądinąd krzywdzące dla Scottiego, który poradził sobie w roli lidera po odejściu Jordana w 1993 roku). 2009/05/20 18:57:33
(...) nie znajdziecie wśród wciąż aktywnych piłkarzy kogoś, kto dostałby od futbolu więcej. Rivaldo jeszcze gra? Copa America 1999 MŚ 2002 LM 2003 (Milan) Mistrzostwo Hiszpanii z Barceloną (1998,1999) plus Złota Piłka 1999 Piłkarz roku FIFA 1999 Z Arsenalem Henry niczego wielkiego nie wygrał. Trofea indywidualne za sukcesy reprezentacji Francji dostał, całkiem słusznie Zinedine Zidane, jeszcze jako zawodnik Juventusu. P.S. Dida też zebrał imponującą kolekcję trofeów: MŚ, Copa America, Copa Libertadores, Scudetto i 2x LM z Milanem. 2009/05/20 19:08:02
@wszyscy
Z tym uzależnieniem Henry'ego od wybitnego otoczenia obraliście, że tak powiem, właściwą trasę. Właśnie dlatego - szczęściarz:-) Co do rzucanych nazwisk, to jednak żaden wymieniony nie dostał aż tyle, co Henry. Każdemu czegoś brakuje. Poprzedni był Zidane, ale on już nie gra. No i miał tę niebywałą frajdę bajkowego grania tylko w galaktycznym Realu (dla mnie ta frajda jest tutaj kluczowa, cała refleksja jest mocno subiektywna), a Thierry'emu trafili się i Niezwyciężeni, i obecna Barca:-) 2009/05/20 19:08:36
@rafał stec: ułatwione podboje erotyczno-miłosne
redaktor się rozmarzył ;-) 2009/05/20 19:19:19
Ja bym dodał jeszcze Figo, Barcelona, galaktyczny Real, Inter i Portugalia trochę mniej (no dobra też sukcesy ) i tytuły najlepszego gracza świata. Sam mówi, że jeszcze by pograł Katarze lub w USA, więc się kwalifikuje ;)
Beckham też by się pisał do tytułu szczęściarza podejrzewam. 2009/05/20 19:19:36
Cóż za zaślepienie bije spod tych wypowiedzi. Czy znacie jakieś Wielkiego Piłkarza ze słabego zespołu? Wymienienie tutaj Gattuso to jakiś żart. Wymienieni Didy jest żartem słabym.
Ja jestem kibicem Lecha może Peszko, też zasługuje na wymienienie. Chociaż nie, jemu brakuje tytułów (PPx2) Henry (a może to ja jestem zaślepiony) to gracz, który, jak nikt inny, łączy chart ducha z techniką. Na palcach jednej ręki (używam tej frazy z asekuranctwa) policzyć mogę sytuacje, w których był faulowany, padał na murawę i się z niej od razu nie podnosił. To, że grał w dwóch z trzech najpiękniej grających drużyn klubowych i reprezentacji narodowej dekady nie ma nic wspólnego ze szczęściem. 2009/05/20 19:22:58
@tumek pozwolę sobie nie zgodzić się z tobą. To co mu zarzucasz, zarzucali mu również fani Arsenalu przez długi czas. Grał świetnie gdy dobrze grał cały zespół, gdy drużynie nie szło to henry jakoś przez cały mecz był w cieniu. Ale to co ma być potwierdzeniem twojej tezy czyli sezon nagłego odmłodzenia kadry Arsenalu zaprzecza temu co piszesz. Wtedy nagle Titi stał się kapitanem liderem (mentorem to jednak za dużo by było powiedziane, mentorem jest tam tylko Wenger)Henry ciągnął wtedy całą drużynę, niejednokrotnie wręcz za uszy ciągnął. Wtedy przekonał wszystkich, że potrafi sam decydować o obliczach meczu, nawet w niesprzyjających warunkach. A moim subiektywnym zdaniem wpływać na mecz, podrywać drużynę w trudnych momentach, jest trudniej napastnikowi niż pomocnikowi kreującemu grę jak w Arsenalu Pires, Francji Zidan, Barcelanie Messi Ronaldinho Xavi Iniesta
2009/05/20 19:25:05
@igoronco
To, że grał w reprezentacji, nie ma nic wspólnego ze szczęściem. Ale na to, że jego reprezentacja wygrała MŚ i ME, partnerzy (np. ZZ) niejaki wpływ chyba mogli mieć?:-) 2009/05/20 19:38:17
O jakich klubach piszą cały czas dziennikarze Gazety Wyborczej? O Milanie, Manchesterze, Barcelonie, Arsenalu, Realu, Interze, Chelsea, Liverpoolu itd. W kółko to samo. Czekam na teksty o Evertonie, Fiorentinie, Auxerre, Wolfsburgu, Deportivo, Wigan, Chievo itd.
2009/05/20 19:55:12
Owszem, możemy uznać, że w jego karierze ogromny udział miały czynniki, które możemy wrzucić do zbiorczej kategorii szczęścia (wszak gdyby został w Juve... ?)
Moje sformułowanie było próbą polemiki z głosami zarzucającymi mu swego rodzaju bierny udział w osiąganych przez jego drużyny sukcesach. Niestety nic nie możemy wiedzieć na pewno i teza o bierności Henrego jest tak samo uprawniona, jak robienie z niego wielkiego kreatora tych sukcesów. Tyle, że to drugie stanowisko wydaje się o wiele bardziej rozsądne. 2009/05/20 19:55:32
Zawsze zdumiewają mnie ludzie, którzy w komentarzach do czyjegoś bloga, piszą teksty w stylu "dlaczego nie piszesz o tym? tylko ciągle piszesz o tamtym!".
Taka jest idea bloga, że jego właściciel pisze o tym co mu ślina na język przyniesie. Skoro zauważa się lukę w braku pewnych informacji zawsze można samemu założyć bloga i pisać w nim o wspaniałych wyczynach niesamowitych piłkarzy z Wigan, Chievo i Wolfsburga. Ponieważ będzie się jedynym, który o tym pisze - murowany sukces 2009/05/20 19:57:50
Ach Henry...Zdjęcie z jego podobizną wciąż mam przyklejona, na wewnętrznej części drzwi od szafy ;) Już podarte, kilka razy spadło, ale z sentymentu to zdjęcie wciąż wisi i wisi. Nie wiem czemu, ale pierwszy z brzegu gol, jaki przypomina mi się w jego wykonaniu, to ten strzelony Realowi Madryt w 1/8 LM sezonu 2005/2006. Jaki on był symboliczny, wszystko skupiało się na jego barkach, ciągnął Arsenal, był największą gwiazda. Wybrał Barcelonę, odciął pępowinę i ruszył dalej, wyszło mu to na dobre, ale często łapie się na tym, że tęsknię za jego występami w Arsenalu. I chyba to będzie jeden z kluczowych powodów, który zadecydował o tym, że to właśnie za Barcelonę będę ściskać mocno kciuki w finale LM. Niech Henry zgarnie wszystko, niech osiągnie apogeum futbolowego sukcesu. Niech strzeli gola, może nawet dwa, niech będzie bohaterem finału. Z sympatii, szacunku życzę mu tego bardzo mocno.
pasjonatkasportu.blox.pl 2009/05/20 20:49:53
Wiemy na pewno, że z Wielkim Arsenalem w LM nie osiągnął nic.
Wiemy na pewno, że swoimi pudłami osobiście zawalił już mniej wielkiemu Arsenalowi finał LM w 2006. Wiemy na pewno, że jak pod nieobecność Zizou miał zostać liderem reprezentacji Francji w Azji, to dostał czerwoną kartkę. PS. W fazie pucharowej MŚ '98 Henry ani razu nie wyszedł w podstawowym składzie, a w finale nie pojawił się na boisku. Przegrał rywalizację z Karembeu i niejakim Guivarc'hem (pamięta ktoś taki wyrób napastnikopodobny?). Nie przypisujmy mu zbyt wielkich zasług w tym mistrzostwie świata może. 2009/05/20 21:26:25
Właśnie dobiega końca pierwsza połowa finału uefa. Chyba dobrze ,że ten puchar się kończy... Poziom niewiele lepszy od ligi polskiej. Takie moje odczucia po tych 40 minutach. Wątpię żeby coś się zmieniło kiedy wejdzie formuła Ligi Europejskiej.
2009/05/20 22:03:00
A jaki był poziom w meczach Barcelona-Chelsea? Bezładna kopanina - głównie po kostkach.
2009/05/20 23:15:52
@airborell
No tak, ten Henry to nic, tylko pecha przynosi ;-) Bądźmy poważni, to że spieprzył kilka setek w karierze, z czego dwie arcyważne, to nie znaczy że nie jest wielkim piłkarzem. To nie jest ogórek, który ma szczęście grać w wielkich drużynach. On te drużyny wspóltworzy. Zestawione przez Ciebie fakty tworzą wrazenie piłkarza, który w najważniejszych momentach zawodzi. To JEST wielki piłkarz (notabene ktoś Campbelowi położył na czole piłkę w tamtym finale). A to, że 11 lat temu nie miał dużego udziału w sukcesie swojej reprezentacji (choć z tego co pamiętam ze 2-3 bramki uciułał), nie umniejsza jego zaslug dla Francji. 2009/05/21 00:01:45
l.m- siewicz
Tak poziom niczym sie nie różnił od polskiej ligi, ależ oczywiście, ja rzekłbym nawet że przedstawiciel polskiej ligi by spokojnie wygrał z Werderem czy tam Szachtarem, zauważyłem na finale pucharu Polski ,ze poziom się bardzo ale to bardzo podniósł, naprawdę nie spodziewałem się że Polacy potrafią tak wysoko kopać piłkę, tak często przed nią uciekać, reaktywować stare podwórkowe zabawy pt" piłka parzy". To była melodia ukojenia dla mojej duszy, zresztą każdy z polskiej ligi powinien dostać najwyższe odznaczenie państwowe za wybitne zasługi w tej dziedzinie życia oraz rozwoju państwa polskiego poprzez "szmaciankę"! 2009/05/21 00:22:56
Henry ma depresje? skad takie info? problemy osobiste to jeszcz enie depresja i wiekszosc ludzi tak naprawde nie wie na czym ta choroba polega. depresje to ma Adriano, a mial Buffion..
2009/05/21 00:28:50
Henryk jest wielki bo wszystkie drużyny, w których wystapił, dopełnia, czyni je niemal kompletnymi. Nie jest ich rdzeniem, ale tak je wzbogaca, że bez niego osiągały by konkurencyjność o jeden stopień niżej.
btw - w sumie wymagający jesteśmy nieziemsko, skoro nawet na Henryka wybrzydzamy :) Nie ma piłkarza, który by się obawiał być przedmiotem dyskusji na tym forum. Każdemu w zęby dokłądnie zajrzymy! 2009/05/21 01:14:49
Cóż, powiem tylko, że w Anglii jest ten gość powszechnie uważany za najlepszego piłkarza w historii Premier League. Dla mnie absolutnie niepowtarzalny, inny niż wszyscy, taki , o którym się mówi, że jak dojdzie do płki, ludzie podrywają się z krzesełek. Najbardziej rozwala mnie jego poruszanie się po boisku, nie jak człowiek, na serio jak kot. Moim zdaniem Wielki Piłkarz, i niespecjalnie gwiazdorzy. I oby grał na wysokim poziomie jak najdłużej.
2009/05/21 02:50:16
raul, del piero, henry. co ich łączy?
żaden nie został pilkarzem roku w europie (przynajmniej jak chodzi o plebiscyt france football). a zostal takim niejaki nedved i niejaki szewczenko. henry- efektowna technika; szewa, nedved - prostota ale czy cos z tego wynika? chyba nic :) 2009/05/21 08:31:29
No właśnie. Szewczenko i Nedved mają to, czego Henry nie miał nigdy i mieć nie będzie. Leadership, czyli tzw. jaja. I zdolność wzbijania się na najwyższy poziom w najważniejszych momentach. I dlatego jakoś to Juve i Milan odgrywały istotną rolę w europejskich pucharach, a Arsenal w najlepszym razie kończył karierę w ćwierćfinale.
@dziaam: pewnie, że Henry jest wielkim piłkarzem. Tyle że od naprawdę wielkiego piłkarza oczekuje się nie tyle współtworzenia wielkich drużyn, ale bycia ich liderem, odgrywania decydującej roli w najważniejszych momentach. Ronaldo czy Zidane to potrafili, Henry nie. Dlatego nigdy nie trafi u mnie na najwyższą półkę. @irek16lfc: o tak, to właśnie określa format tego zawodnika. Wielki piłkarz ligowy. 2009/05/21 08:40:26
Przepraszam ale trochę dziwnie brzmi stwierdzenie, że Henry z Arsenalem nie osiągnął nic. No bo gdyby patrzyć pod tym kątem to 31 z 32 drużyn startujących w LM sezon może uznać za porażkę...
Czy osiągnięcie klubowego Mistrzostwa Europy jest tym krokiem, po którym można powiedzieć, że zawodnik z zespołem wreszcie coś wygrał? Liga angielska jest (moim osobistym zdaniem) znacznie bardziej wymiernym sprawdzianem dla zespołu niż CL. Wenger z Fergusonem bardziej cenią sobie zwycięstwo w EPL, bo mówi to o formie drużyny w ciągu całego sezonu. Skoro więc Henry sięgnął po tyle tytułów w Anglii to nie znaczy wcale, że był przeciętnym zawodnikiem przeciętnej drużyny - że z Wengerem nie osiągnął nic. W finale LM z Barceloną faktycznie miał szansę przeciągnąć zespół na stronę zwycięstwa, zmarnował "setkę". Ale... Trzeba pamiętać o tym, że asystował przy pierwszym golu Cambella. Zaś w drodze do finału to jego bramki w meczach z Juve i Realem doprowadziły nas do Paryża. A poza tym... Fakt, ostatni sezon w Arsenalu miał kiepski. www.arsenal.blox.pl 2009/05/21 09:29:23
@airborell
Szewczenko liderem? Reprezentacji, Dynama - okej. Milanu? W życiu. O Nedvedzie owszem - można książkę napisać, ale Szewczenko u mnie jest dużo niżej w rankingu. 2009/05/21 09:33:45
@ airborell
Szewczenko - tak jak wtedy kiedy w w dogrywce z Liverpoolem dwa razy w idealnej sytuacji nastrzeliwał Dudka (bądźmy szczerzy, Dudek w tej sytuacji nie miał zielonego pojęcia co się dzieje) a potem przestrzeliwał karnego? A Nedved wtedy kiedy w półfinale puściły mu nerwy i zarobił w debilny sposób drugą żółtą kartką osłabiając Juve na finał z Milanem, który ostatecznie przegrało...? Sorry, ale wkurzające już jest gadanie o wielkich piłkarzach "którzy nie potrafią pociągnąć swojej drużyny kiedy jej nie idzie". Taki zarzut pada pod adresem chyba każdego wybijającego się zawodnika, mówili tak o Ronaldinho, mówi się tak o CRonaldo, mówią tak o Messim... W meczach o najwyższą stawkę poziom jest tak wyrównany, że nawet najwybitniejszy piłkarz już nie robi takiej różnicy, na wybitnego napastnika jest zawsze wybitny obrońca, a im lepszy zawodnik tym bardziej pieczałowicie jest kryty i rozpracowany. Po prostu czasy kiedy pojedynczy piłkarz mógł faktycznie decydować o losach wielkich meczy już minęły, nie mając dookoła siebie dobrze funkcjonującej drużyny nic nie zdziałasz. To jeszcze nie znaczy, że Henry miał w okół siebie słabą drużynę, ale osiągnął z nią tyle ile się dało, może tylko Invincibles powinni coś więcej w LM ugrać, ale to nie pierwsza wielka drużyna, która LM nie zdobyła. Natomiast mówienie, że nic nie osiągnął, kiedy poprowadził drużynę do zwycięsta bez choćby jednej porażki w lidze (i to rzekomo najmocniejszej lidze świata tak?) czego nie dokonało ani MU Fergusona ani Barca czy to Rijkaarda czy Guardioli ani Inter mający taką przewagę od paru lat nad resztą stawki - spore nadużycie. 2009/05/21 09:42:30
O rany, to nawet nie chodzi o to, że Arsenal nie wygrał LM. Raczej o to, że będąc jedną z najlepszych drużyn świata (chyba się zgodzimy, że w latach 1998-2004 Arsenal taką drużyną był, biorąc pod uwagę skład i wyniki w PL) miał serię bardzo rozczarowujących wyników w LM. Bo tak należy określić odpadanie w drugiej fazie grupowej, w 1/8 finału, nawet w pierwszej fazie grupowej. Raptem dwa razy udało się wejść do ćwierćfinału. To są wyniki niegodne takiej drużyny.
W lidze możesz sobie pozwolić na momenty słabości, decyduje forma na przestrzeni całego sezonu. W pucharach musisz wzbić się na wyżyny właśnie wtedy, kiedy jest to potrzebne. Henry tego nie potrafił. 2009/05/21 10:10:18
@airborell
W lidze możesz sobie pozwolić na momenty słabości, decyduje forma na przestrzeni całego sezonu. W pucharach musisz wzbić się na wyżyny właśnie wtedy, kiedy jest to potrzebne. Nie zgodzę się. Na jakie wyżyny musiało wznieść się MU by dotrzeć do finału? W losowaniu uniknęli wielkich (Chelsea, Liverpoolu) i nie trafili na Barce w momencie kiedy toczyli wyrównany bój z Benitezem o majstra - teraz mają nieco czasu by się przygotowac do walki z Barceloną. W lidze możesz mieć 1-2 słabsze mecze. Ale przegrywając 5 spotkań (jak Arsenal na początku sezonu) tracisz szansę na mistrzostwo - mając nawet później serię 21 meczów bez porażki. Dla mnie właśnie liga jest bardziej wiarygodnym barometrem. W pucharach jeden mecz (chelsea - barcelona lub wczorajszy finał uefa cup) może przekreślić twoje starania, nawet jesli jesteś lepszym zespołem. 2009/05/21 10:15:08
O ile mi wiadomo, C.Ronaldo i Ronaldinho wygrali z drużynami, których byli największymi gwiazdami, Ligę Mistrzów. Taka różnica między nimi a Henrym.
(Oczywiście, Henry stoi przed szansą wygrania LM za tydzień. Ale właśnie - co innego wygrać w drużynie, której jesteś największą gwiazdą i gdzie sam dźwigasz największą część odpowiedzialności za wynik, ale co innego wygrać w drużynie, gdzie jesteś jednym z wielu). Nie neguję klasy The Invincibles. Ale - póki co w dalszym ciągu przepustką do prawdziwej wielkości w europejskiej piłce jest LM, a na początku dekady była nim w stopniu jeszcze większym. Wyniki Arsenalu w LM były kompromitujące jak na drużynę tej klasy. No i reprezentacja. Znowu - Henry nigdy w niej nie odgrywał takiej roli, jakiej od piłkarza jego klasy można by oczekiwać. 2009/05/21 10:16:44
@fan.sport: zauważ, że mówimy o LM na przełomie lat 90. i 2000, kiedy to była o wiele bardziej wyrównana (i nieporównywalnie ciekawsza) niż obecnie.
2009/05/21 12:19:50
@airborell
Niewiarygodne. To chyba tylko na polskim forum może znaleźć się ktoś, kto okazuje brak szacunku, dla kogoś kto osiągnął tak wiele, i gra tak efektownie. Ronaldinho i C.Ronaldo, owszem wygrywali LM, ale w finałach nie grali lepiej niż Henry, nie oni je wygrali. Jak można mu zarzucić brak leadership po sezonie 2006, gdzie w pojedynkę doprowadził Arsenal do finału, a jego występ na Santiago Bernabeu można określić jednym słowem, niewiarygodny. Wielki piłkarz ligowy? Tak tylko nie polskiej superekstraklasy tylko najtrudniejszej ligi świata, wybierany wielokrotnie jej najlepszym piłkarzem, strzelającym sezon w sezon worek goli, czego trzeba jeszcze? To że nigdy nie wygrał plebiscytu FF to skandal. W latach o których piszesz ogólnie angielskie zespoły nie osiągały wielkich sukcesów w Europie. (wyjątek United 99), z tego prostego względu że to zbyt fizycznie wymagająca liga, by podołać na dwóch frontach, dość powiedzieć że gdy Nedved i Szewczenko wpieprzają świąteczne dania bądź opalają się na Bermudach tam co dwa dni zapieprzają za piłką. Owszem ością w gardle będzie mu stać ten finał 06, ale CR7 też w decydującym momencie spudłował karnego, jak Platini, Van Basten, Socrates, i co to też byli piłkarze z niższej półki. 2009/05/21 12:47:55
@ irek16lfc
W okresie 2000-2005przeciętne wyniki Anglików tłumaczono nie wymagającą fizycznie ligą, ale tym, że angielskie zespoły grają zbyt prostą piłkę, słabą technicznie i nie potrafią konkurować z drużynami włoskimi przewyższającymi je taktycznie i defensywnie oraz hiszpańskimi bijącymi je technicznie. Zmianę tego niektórzy dopiero wiążą z pojawieniem się Mourinho, Beniteza oraz ostatecznym oczyszczeniem z angielskich naleciałości Arsenalu przez Wengera, a w dalszej kolejności dostosowanie się do tego trendu Fergusona (też nie bez problemów). To tak dla małego przypomnienia apologetom Premiership, jak bardzo bywa zmienna fortuna klubów i nacji piłkarskich. 2009/05/21 13:02:13
Każdy ma swoich ulubieńców, to oczywiste, ja chciałbym tylko zaprotestować przeciwko sugestiom, jakoby Henry nie zasłużył na którykolwiek ze swoich trofeów. Bo moim zdaniem zasłużył na nagrodę FF w czasach Invincibles, tak jak teraz zasługuje na zwycięstwo w LM. Nie wykluczam też, że jest w stanie poprowadzić Barcelonę do tego zwycięstwa - być tym, który zrobi różnicę.
2009/05/21 13:12:02
"Niewiarygodne. To chyba tylko na polskim forum może znaleźć się ktoś, kto okazuje brak szacunku, dla kogoś kto osiągnął tak wiele, i gra tak efektownie. "
No właśnie ja nie uważam, że TH osiągnął "tak wiele". I kompletnie nie wiem, co ma efektowność jego gry do osiąganych sukcesów. "Ronaldinho i C.Ronaldo, owszem wygrywali LM, ale w finałach nie grali lepiej niż Henry, nie oni je wygrali." C.Ronaldo strzelił gola w finale. "Wielki piłkarz ligowy? Tak tylko nie polskiej superekstraklasy tylko najtrudniejszej ligi świata, wybierany wielokrotnie jej najlepszym piłkarzem, strzelającym sezon w sezon worek goli, czego trzeba jeszcze?" Sukcesów w Europie, powtarzam po raz dziesiąty. "W latach o których piszesz ogólnie angielskie zespoły nie osiągały wielkich sukcesów w Europie." Tak, ale MU jakoś zaledwie raz wypadł poza ćwierćfinał, w ćwierćfinałach w miarę regularnie grywały Liverpool, Chelsea, Leeds nawet wszedł do półfinału - a te trzy drużyny były w tym czasie daleko w hierarchii za Arsenalem. Poza tym co mnie ma obchodzić, że niby w lidze angielskiej była trudniejsza rywalizacja (jeżeli to prawda w ogóle)? Ani na przełomie lat 70. i 80., ani obecnie nie przeszkodziło to drużynom z Wysp zdominować rywalizacji europejskiej. Piszę to wszystko jako sfrustrowany sympatyk tamtego Arsenalu. Bo to naprawdę była superdrużyna, która powinna przejść do legendy europejskiej piłki - tak jak Milan Sacchiego, Barcelona Cruyffa, "galacticos" czy MU. Ale - sorry, Winnetou - przepustką do historii jest zwycięstwo w PMK/LM. Tamten Arsenal (98-04) nawet w LM nie zaistniał. Nawet nie ma co wspominać jakichś jego spektakularnych porażek. 2009/05/21 14:10:08
@airborell
pod każdym twoim słowem w tym temacie moge sie podpisac wszystkimi kończynami ;) dzięki tobie nie musze sie produkować. dzięki @dziaam scheva kiedy zdobywał z milanem LM a sam złotą piłke nie był liderem tej drużyny? albo nie ogladales wtedy meczów milanu albo coś ci sie straszliwie pomieszało aha. i zeby nie było. Umiejetności piłkarskie TH - klasa światowa. 2009/05/21 14:12:10
@airborell
No właśnie ja nie uważam, że TH osiągnął "tak wiele" No tak...., i jak tu z Tobą dyskutować.... Zawsze ktoś może rzecz jasna powiedzieć, że miał farta, że trafił akurat do tych drużyn. Pytanie tylko, czy te drużyny osiągnęłyby to wszystko gdyby TH w nich nie grał. A ci Invincibles są dla mnie legendą europejskiej piłki, a że nie wygrali PE mam po prostu gdzieś. @Kay Masz trochę racji, nikt nie zaprzeczy, że mimo znacznie wyższego poziomu gry, dominacja B4 wiąże się z żenadą konkurencji. Milan śmieszny, Juve śmieszne, Real śmieszny, Bayern śmieszny, nie ma Depor, starej Valencii itd. Pozostanę jednak przy zdaniu że intensywność i mordercze tempo meczów PL ma swoje skutki. To niestety nie Espania gdzie można pograć z leszczami w dziada przy akompaniamencie ole, ole(przy mojej całej sympatii i szacunku do tej ligi), w Anglii przy czymś takim byłoby buczenie i wychodzenie ze stadionu. Znamienny jest dla mnie półfinał sprzed lat, gdzie Mu wygrywa z Milanem 3-2, w weekend kluczowy mecz na Evertonie, do przerwy 0-2, nie wiem co SAF powiedział im w przerwie (mediom rzucił że nigdy nie odpuści Mistrzostwa Anglii), wygrali 4-2, w drugiej połowie dosłownie przeorali wzdłuż i wszerz całe Goodison. Parę dni później wyszli na San Siro na glinianych nogach, 0-3. Uważam, że teraz też mają duży fart, że nie muszą bić się z broniącym przed spadkiem Hull, bo w finale odbiłoby się to im czkawką. 2009/05/21 14:39:05
@Nocer
Ano nie był. Maldini, Rui Costa swego czasu, Gattuso, Pirlo - oni bardziej. Szewczenko owszem, był liderem... strzelców. W ogóle bardzo niewielu środkowych napastników było/jest/będzie liderami swoich drużyn. Nie ta pozycja. Zidane, Xavi, Gerrard, Lampard, Ronaldinho, czy Rooney z racji wykonywanej pracy dla swojej drużyny mogą zapracować na to miano. Henry w 2006 roku próbował, to jak wiózł grę Arsenalu było czymś niezwykłym - właśnie dlatego, że jako napastnik, był od strzelania bramek - a on robił całą grę ofensywną. 2009/05/21 15:38:48
@dziaam
ano był. jesli się oglądało milan z tamtego okresu ( a tak sie składa że była to wtedy moja ulubiona druzyna. pamiętam dotąd jak ogądałem finał z liverpoolem w towarzystwie 6 kumpli i jako jedyny kibicowałem milanowi. nie musze chyba mowic jak tos ie skonczyło ;) )to scheva robił wtedy w milanie wszystko. karne,wolne, kłótnie z sędziami ( jako osoba "mogąca" sie wykłócać) pomijam już oczywisty fakt że jeśli tylko wynik był zagrozony to piłka leciała do niego. wystarczy też poczytać wypowiedzi piłkarzy z tamtego milanu kogo wymieniają jako najlepszego i najważniejszego gracza. był liderem pełną gebą ( oczywiście nie umniejsza to pozycji Madiniego czy Costy) a co do ogólnej uwagi że napastnicy najrzadziej pełnią taką role w druzynie to bez głebszego namysłu, bardziej intuicyjnie -moge sie zgodzic 2009/05/21 18:04:56
Jeżeli uznać Szewczenkę za lidera (ew. jednego z liderów) Milanu z 2003 roku, to tak samo liderem Arsenalu z 2006 roku był Henry. Fakt, Ukrainiec Ligę Mistrzów wygrał, Henry nie, ale czy to wystarczy, aby odmówić mu miana wybitnego piłkarza? Według mnie nie, na tej samej zasadzie Charlesa Barkleya trzeba by ocenić jako jedynie 'bardzo dobrego' koszykarza, bo nigdy nie zdobył on mistrzostwa NBA (a w finale grał tylko raz).
Argument, że Henry wcale 'nie osiągnął tak wiele', pozwolę sobie potraktować w kategoriach żartu. A cóż takiego osiągnął Nedved? W europejskich pucharach prawie nic (poza PZP z Lazio), a jednak też powszechnie uchodzi za futbolistę wybitnego (zresztą jak dla mnie zupełnie słusznie, bo akurat Nedveda uwielbiam :P). Poza tym teza, że na Mundialu we Francji Henry był statystą, też nie wytrzymuje krytyki. Fakt, w rundzie pucharowej nie grał w podstawowym składzie, ale najlepszym strzelcem drużyny i tak został (podobnie na Euro'2000!), a poza tym miał wtedy dopiero 20 lat. Zresztą proponuję przejrzeć sobie listę osiągnięć Francuza choćby w Wikipedii - jeśli to jest mało, to już nie wiem, co trzeba wygrać, aby było 'dużo' :) 2009/05/22 07:32:36
Czyli na fazę grupową był dobry, ale na pucharową już nie. Wszystko się zgadza. Kogo obchodzą bramki strzelane RPA i Arabii Saudyjskiej?
Nedved był np. głównym bohaterem kampanii Juventusu w LM 2002/03. Henry nie miał ani jednego sezonu w pucharach porównywalnego do tamtego. Nawet 2005/06. PS. Jeżeli porównujemy do NBA, to Henry to taki David Robinson. Wspaniały koszykarz, właściciel wielu rekordów NBA itd. Tyle że jak przychodziły play-offy i trzeba było powalczyć z jakimiś Houston Rockets albo Utah Jazz, to wymiękał, nie potrafił sprostać oczekiwaniom, jakie się ma od lidera drużyny walczącej o tytuł. Zdobył tytuł, ale dopiero wtedy, kiedy w drużynie pojawił się prawdziwy lider. I dlatego, choć niewątpliwie był wielkim koszykarzem, nie postawię go w jednym szeregu z właśnie Timem Duncanem, Hakeemem Olajuwonem czy Shaquillem O'Nealem. 2009/05/22 19:29:33
No ale na Mundialu we Francji on miał zaledwie 20 lat i dopiero wchodził do wielkiego futbolu, a obecną markę wyrobił sobie dopiero w Arsenalu. Poza tym nie do końca było tak, jak napisałem wcześniej - w rzeczywistości Henry rozpoczął mecz 1/8 z Paragwajem w podstawowym składzie, zaś w półfinale z Chorwacją grał od 31 minuty. Całkiem nieźle, jak na kompletnego żółtodzioba. Zresztą nie zrozum mnie źle, ja bynajmniej na stawiam Henry'ego na równi z Pele, Cruyffem czy Zidanem (ale z Szewczenką już tak). Po prostu uważam, że wymogi, od których uzależniasz zaliczenie piłkarza do grona wybitnych, są zbyt surowe :) Zresztą kto wie, może już w środę Henry ostatecznie udowodni, że na to miano zasługuje :)
2009/05/25 08:53:32
Przeze mnie Henry zostanie zapamiętany głównie jako nędzny aktorzyna z meczu Hiszpania - Francja na MŚ 2006, kiedy to wpadł na Puyola, po czym z impetem się przewrócił, zapisując kolejny rozdział w historii żenującego symulanctwa. Szkoda, że nabrał się na to sędzie - w efekcie Francuzi zdobyli bramkę. Niestety
|
|
Ale chciałem tutaj napisać o dwóch innych piłkarzach, którzy wygrali 3 najważniejsze imprezy, a mianowicie Lizarazu i Karambeu (MŚ, ME, LM). Grali oni całkiem niedawno i zapisali się w historii piłki.