Blog > Komentarze do wpisu

Chelsea 2003-2008, czyli drużyna ponad wszystkie

John Terry, Frank Lampard

Stadion Łużniki opuszczaliśmy ze Stefanem Szczepłkiem z „Rzeczpospolitej” grubo po trzeciej nad ranem (pierwszy raz finał Ligi Mistrzów skończył się w czwartek), ale zwycięzcy odjechali później. Do autokaru „Czerwonych Diabłów” dowlokło się jeszcze niewielu piłkarzy, za to na przednich siedzeniach zobaczyliśmy wyjadających sobie z dzióbków Aleksa Fergusona i manchesterskiego bohatera lat 60. Bobby'ego Charltona. Gawędzili o przeszłości czy przyszłości? Nie odważę się zgadywać, choć pewien trop podsunął sam Ferguson, mówiąc po finale: Tomorrow morning I will be thinking about next season. It drains away very quickly - that drug, that final moment, that save, it vanishes for me. I will be thinking about the future and looking into the players' eyes to make sure their hunger is still there. I won't be retiring.

Nie wiem, co w oczach piłkarzy ostatecznie wypatrzył potem sir Alex, bo salę bankietową w hotelu Crown Plaza mieli zarezerwowaną do 7.30 rano:-) Mnie w każdym razie natychmiast przemknęło przez głowę banalne pytanie i jeszcze bardziej oczywista odpowiedź. Czy Manchester obroni Puchar Europy? Nierealne.

Prognozy nie trzeba nawet opierać na wnikliwej, merytorycznej analizie teraźniejszości, bo historia najnowsza i nieco starsza najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych nie pozostawia złudzeń: era wielkich futbolowych dynastii - nieodwołalnie? - minęła. Lata 70. były rewersem poprzedniej i bieżącej dekady, jeśli ktoś wówczas sięgał po najcenniejsze trofeum, to bezzwłocznie potwierdzał swoją wyższość. Pucharu broniły kolejno Ajax Amsterdam, Bayern Monachium, Liverpool i Nottingham Forest. Od tamtego czasu, przez niemal 30 lat, już tylko niezapomniany „holenderski” Milan wyróżniał się w korowodzie triumfatorów incydentalnych, niezdolnych do przedłużenia rządów o jeden choćby marny sezon.

Liga Mistrzów dekorowała wyłącznie takich. Ba, po Juventusie AD 1997 żaden zwycięzca nie potrafił dotelepać się po roku nawet do finału. Stąd wszelkie rozpalające kibicowskie głowy dyskusje o „najlepszej drużynie świata”, niegdyś nie wymagające żadnej retorycznej ekwilibrystyki, nie mają dziś szans na konkluzję. Bo cóż zrobić z poprzednimi zdobywcami Pucharu Europy - Barceloną i Milanem - którzy po koronacji nie wydreptali nawet ćwierćfinału? Jak nie kwestionować klasy Liverpoolu i - znów - Milanu, którzy w ligach angielskiej oraz włoskiej albo zwyczajnie sobie nie radzą, albo pogardliwie ją lekceważą, tracąc do mistrzów swoich krajów kilkadziesiąt punktów?

A może - już słyszę czytelników wściekle żądających, by zastosować podtapianie, dopóki wszystkiego nie odwołam - prowokacyjnie oznajmić, że najmocniejszą drużyną naszych czasów jest Chelsea? Londyńczycy uskładali przecież, biorąc pod uwagę okoliczności przyrody, bilans ostatniego pięciolecia niezwykły. (Biorę pod uwagę przedział czasowy, na podstawie którego UEFA tworzy europejski ranking klubów - zresztą jego liderem jest Chelsea). Otóż piłkarze trenerów Ranieriego, Mourinho i Granta w czterech z pięciu edycji Ligi Mistrzów przetrwali do półfinału, utrzymując zarazem fenomenalne tempo w lidze angielskiej - dwukrotnie zdobyli mistrzostwo i trzykrotnie wicemistrzostwo.

Zbliżonego choćby dorobku nie wypracował żaden klub w Europie. A jednak, to paradoks toczący atletów o najwyższych aspiracjach, zdaniem angielskiej prasy wszyscy na Stamford Bridge - łącznie z właścicielem Romanem Abramowiczem - uznają miniony sezon za porażkę. Ach ten okrutny sport, w którym puchary dają potrzymać tylko zwycięzcom...

piątek, 23 maja 2008, rafal.stec
Komentarze
2008/05/23 13:54:58
Kolejna wartościowa notka Panie Rafale, z którą w wielu miejscach się zgadzam.

Ja pomimo tego, że kibicuje United mogę przyznać rację temu, kto stwierdzi, że najlepszą drużyną ostatniego pięciolecia byłą Chelsea. Grali najrówniej i potrafili osiągać świetne rezultaty(inna sprawa, że styl akurat mnie zupełnie do gustu nie przypadł). Inne drużyny miały za to chwilowe kryzysy(United, Real, Barca), bądź nadal w nim tkwią (Arsenal). Niestety dla kibiców Chelsea, ale nikt za to Pucharów nie rozdaje.

Czy United obronią wywalczony przedwczoraj Puchar Europy? Jak pokazują ostatnie lata, to mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe. Trudno zresztą postawić na kogokolwiek, bo w LM często o końcowym sukcesie decyduje przypadek, odrobina szczęścia, czego doskonały przykład mieliśmy w Moskwie. Jeśli nad drużyną z OT wciąż będą czuwały Dzieci Busby'ego to czemu nie ;) Myślę jednak, że dla Fergusona priorytetem będzie jednak prześcignięcie LFC w ilości Mistrzostw Anglii. Upragniony drugi PE wszak już ma...
-
2008/05/23 14:49:12
Wszystko fajnie, tyle, że w ciągu minionej pięciolatki LM wygrywały kolejno Porto, L'pool, Barca, Milan i teraz Man U. Nie Chelsea. Półfinały? I co z tego? ktoś pamięta, że pięć lat temu w półfinale było Deportivo la Coruna? Ze kiedyś półfinalistą LM był Panathinaikos? To smutne, ale - właśnie - puchary dostają tylko zwycięzcy. O tych, co po drodze odpadli, niechby i na ostatnim płotku, po chwili wszyscy zapominają. I jakaś słuszność w tym jest. Bo niby co to za potęga, która już tyle razy była w ogródku, a gąska zawsze wymykała jej się ze szponów?
Niestety, Chelsea nie broni także bilans w EPL. Dwa mistrzostwa w pięć lat to dużo, ale nie jakoś bardzo dużo. Gdyby to był ciąg jakiś, np. pięć tytułów z rzędu, to co innego. Ale takie rzeczy to tylko we Francji.
Niemniej jednak, utrzymując to, co napisałem wyżej, muszę dodać, że... się zgadzam. Tak. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat CFC była najsilniejszym klubem Europy. I w sumie szkoda - choć kibicem Chelsea absolutnie nie jestem - że zawsze brakowało im tego killer instinct...
-
2008/05/23 14:54:58
Niewyobrażalnie denerwuje mnie, gdy ktoś mówi, że pucharu Ligi Mistrzów nie obronił jeszcze nikt. Jest to deprecjonowanie Pucharu Mistrzów, którym pasjonowali się kibice w latach 1955 - 1992. Szukanie na siłę jakichś pustych słów, które z braku lepszej rzeczy do opchnięcia sprzedaje nam armia Szpakowskich i innych Borków. Napisał Pan o potęgach lat siedemdziesiątych, które trofeum obroniły. Po co odcinać się od przeszłości i mówić, że "nikt jeszcze nie wygrał europejskiego klubowego czempionatu w nowej formule dwa razy z rzędu". Jedna zmiana nazwy, dołożenie faz grupowych, z których i tak jedna znikła, i taka niby rewolucja... Coś jak w Anglii, gdzie po pojawieniu się w - o ironio! - 1992 roku instytucji zwanej Premier League, żurnaliści nagle zapomnieli o przeszło stu latach brytyjskiego futbolu i co i rusz wielbiciele wyspiarskiej piłki słyszą z ust komentatorów Sky Sports (pieprzeni prawie-monopoliści...), że "ten gol jest 6142 w historii Premier League" albo "piłkarz o dumnie brzmiącym nazwisku XYZ zalicza właśnie swój jubileuszowy 318 występ". Rozumiem, że trzeba iść z duchem czasu i utworzenie Premier League jest jedną z lepszych chwil dla angielskiej piłki, ale - do jasnej ciasnej ciężkiej choroby - nie zapominajmy o historii. Bo dzisiaj znaczy ona dla jaśnie wielmożnej braci dziennikarskiej tyle, co wydarzenia mające miejsce, gdy my staliśmy w kolejce po papier toaletowy...
-
2008/05/23 14:58:36
"piłkarz o dumnie brzmiącym nazwisku XYZ zalicza właśnie swój jubileuszowy 318 występ" w Premier League oczywiście :)
-
2008/05/23 15:14:07
@ Gringombre:

Ale przecież to są fakty. Nikt nie twierdzi, że Puchar Europy nigdy nie został obroniony, tylko, że nikt jeszcze nie obronił tryumfu w Lidze Mistrzów. Nie widzę tu żadnej deprecjacji dla poprzedniej formuły i nazwy rozgrywek.
-
2008/05/23 15:23:29
Na pewno Londyńczycy są najrównijesi w swoich osiągnięciach. Niemalże boleśnie reguralni. Od lat blisko szczytu.

Zgadza,m się z jednym. Zkumulowana w futbolu chęć do doskonałości, nie pozwala na uzyskanie monopolu zwyciężania. Nie w dzisiejszych czasach. Nawet mnie to nie dziwi. Wszystkie liczące się kluby są do siebie podobne. Podobne pieniądze, infrastruktura, taktyka. Podobne i szanse na triumf.

O absolutnej dominacji będziemy mogli mówic za kilka lat plus dwadzieścia. Dlaczego? Lespi od obecnych pikarzy moga być chyba tylko genetycznie zmodyfikowani gracze. Za kilka lat precedens genetycznej manipulacji może stać się zasadą. Od tego momentu odliczając 20 lat, gracze zaczna decydować o sile swoich drużyn.

Wątek ten, bardziej charakterystyczny dla twórczości Lema niż sportowego blogu, może okazać się proroczy. Choć i tu jest pewne ale. Absultan dominacja musi być poprzedzona 20 kilkoma latami absolutnego milczenia na ten temat. Czy we współczesnym futbolu możliwe są takie tajemnice?:-)
-
2008/05/23 15:25:31
Dobry timing z tym rozliczeniowym wpisem, Rafał:) Do tego szczypta atmosfery nocno-pofinałowej, dramatyczne spostrzeżenie na temat braku szans MU na powtórkę i sentymentalnie się zrobiło. A no i to zdjęcie. (Polubiłem Chelsea Granta.)

Co do sedna, też pewnie zgoda, choć cóż z tego- trofeum, a tylko one się liczą, za pięciolatkę nie przyznają. Trochę szkoda, bo za całokształt chłopakom z Chelsea jeden Champions Cup pewnie się należał, a trochę dobrze, bo dlatego właśnie puchar bliższy memu sercu niż liga, że mniej sprawiedliwy, że rozstrzyga sekunda i milimetr. Że kupić go się nie da, bo na szczycie szczytów zawsze bić się trzeba z tytanem, którego tytan pokonać ma 50% szans. Choćby nie wiem jak się wytężał. Tylko dlatego człowiek karmi swój piłkarski entuzjazm ciągłym zdziwieniem, że nie pojął i nie opanował jego rozstrzygnięć. Oby tak zawsze!
-
2008/05/23 15:39:03
Temat notki budzi u mnie także skojarzenia z rankingami na najlepszych piłkarzy na przykład ostatnich dziesięciu lat. Wgołe ocenianie piłkarza i ustawanie go w panteonie gwiazd nie odbywa się w oparciu o jeden sezon, ale cała kaierę grajka. Dajmy Zidana. Przez wielu uznawany za najlepszego piłkarza ostanich dziesięciu lat. W ciągu 18 lat swojej kariery największe sukcesy święcił w 1998, 2000, 2006 z reprezentacją, i 1996 oraz 2002 z klubami. oczywiście sukcesów było zdecydowanie więcej. Nie wspomnę o mistrzostwach poszczególnych lig, czy w wygrwywaniu Intertoto i innych. Pomimo wielu sukcesów piłkarz nie był pernamentnym zdobywca plebiscytów FIFA czy Złotej Piłki. W między czasie nagrody zdobywali gracze wilecy, ale arcy - wybitni: Szewa, Rivaldo, Canawarro itd. Czy brak absolutnej dominacji pozwala mówić o piłkarzu, że nie dominował nad innymi? Taka reguralność, choć nie tak smaczna dla mediów jak dominacja, też jest kwintesencją piłkarskiej uczty.
-
2008/05/23 15:42:09
Miało być oczywiście: W między czasie nagrody zdobywali gracze wilecy, ale NIE arcy - wybitni: Szewa, Rivaldo, Canawarro itd.

-
2008/05/23 16:08:53
@Rafal.Stec: "Czy Manchester obroni Puchar Europy?"

Zdrastwujcie Rafał. Witamy w Polszy;)
Słuchaj Rafał, jeśli już jesteśmy przy Manchesterze United, to chciałbym, tak jak zapowiadałem wczoraj, poczęstować Cię dwoma cytatami, pierwszy: Rałal.Stec, środa, 09 kwietnia 2008 - "Mnie np. wydaje się oczywiste, że we wtorkowy wieczór zobaczyliśmy najbardziej niesamowitą drużynę sezonu.
Nie mam tylko pojęcia, czy jest nią Arsenal, czy Liverpool."

I drugi: sebulbulwa, 2008/04/09 15:22:41 - "Mnie też. We wtorkowy wieczór 01.04.08 roku, zobaczyliśmy najbardziej niesamowitą drużynę sezonu. Czyli, Manchester Utd. "
I kto miał rację - że zadam takie podchwytliwe pytanie, co? Sebulbulwa. No, ale niestety Rafał, tak to jest jak ktoś w połowie sezonu ogłasza "najbardziej niesamowitą drużynę sezonu";)

"Nierealne."
Rafał dopiero co wczoraj skończył się sezon LM, a Ty już nierealne? Poczekaj przynajmnie , aż się nowy sezon rozpocznie:)
-
2008/05/23 16:23:07
@sebulbulwa
Zalezy dla kogo, dla mnie np. ManU wcale nie jest najbardziej niesamowitą drużyną sezonu. To jest zespół po którym nalezy spodziewac się zwycięstw, ale czy są niesamowici?? jakoś tej ich "wcykaśności" nie widze. Ja obstaje przy zdaniu, że najbardziej niesamowita drużyną był właśnie Arsenal, bo drugiego tak pechowego zespołu, grającego taki fenomenalny futbol i przy tym tak czesto ponoszacego porażki nie sposób znaleźc. Typowani na miejsce w połowie stawki długo byli na jej czele. dla mnie to jest najbardziej niesamowita drużyna, bezapelacyjnie,.
Tyle, że Manchester zawsze jest faworytem, musi wygrywac i to robi co jest rzecza niesamowitą, a Arsenal (na moje nieszczescie), zawsze chce wygrywac, ale z tym już u nich różnie....
-
2008/05/23 16:23:46
@Sebulbulwa - już bez przesady, bo obecny zespół United wcale nie jest taki mocny, żeby tego dokonać. Skoro Realowi anno 2000 się nie udało, to tym bardziej obecnemu Utd

@Albiceleste - może trochę przesadzam, ale stosunek do historii mam dość sentymentalny :)
-
2008/05/23 16:57:09
United są niesamowici w przeciwieństwie do Arsenalu. Dlaczego? Bo ci pierwsi potrafią grać i niezwykle efektownie i efektywnie przez niemal cały sezon, a ci drudzy ledwie przez jego część. AFC zachwycali w pierwszych miesiącach sezonu, podobnie zresztą jak Fabreagas, ale po nowym roku zdecydowanie obniżyli loty. To jednak niejeden przewidział - Arsenal miał po prostu za wąską ławkę. Ferguson może i w kilku meczach sezonu zaryzykował słabsza postawą wystawiają zawodników drugiego rzutu, ale dało to efekty w ostatnich fragmentach sezonu.

Trudno mówić w pozytywnym tonie o 'niesamowitości' Arsenalu. Ta drużyna bowiem od kilku dobrych lat nic ważnego nie ugrała. Takie są fakty, może bolesne dla kibiców Kanonierów, ale fakty mówią same za siebie.
-
2008/05/23 17:00:04
Jeżeli coś się nigdy wcześniej nie zdarzyło, to jeszcze nie znaczy, że jest "nierealne".

Do 6 maja 1954 roku nikomu w historii się nie udało przebiec jednej mili z czasem poniżej czterech minut. Poprzedni rekord świata (04:01,4) utrzymywał się już od dziewięciu lat. Bannister przebiegł wtedy milę w 03:59,4. I co? Jego rekord przetrwał dokładnie półtora miesiąca, a potem bili go kolejni zawodnicy, jeden za drugim.
-
2008/05/23 17:11:12
@dominikafan
Ty pechowość i porażki nazywasz niesamowitością, a ja skuteczność i wcale nie mniejszą - od Arsenalu - widowiskowość gry, nazywam niesamowitością. Przy takim natężeniu meczy, do samego końca niemożna czarować. Dublet - mistrzostwo Anglii - piekielnie mocnej ligi w tym sezonie, i z pewością w kilku następnych - i Puchar Ligi Mistrzów w dzisiejszym footballu to prawdziwa rzadkość.

@gringombre
Nie mów hop...;)
-
2008/05/23 17:24:12
@gringombre
@albiceleste
A ja właśnie zgodzę się z gringombre.... Nie cierpię tego deprecjonowania historii tylko dlatego, pomijania wydarzeń, bo coś się wydarzyło rok za wcześnie. Wim, że tak można powiedzieć, ale równie dobrze można twierdzić, że "najlepszą drużyną Premier League pomijając trzy jj pierwsze sezony..." a niewiele większe uproszczenie stosujemy pisząc "pomijając te sezony, w których Realowi Madryt się nie powiodło, jest on najlepszym zespołem LM".
Wiem że pisanie takie jest dozwolone - gdy jednak się za bardzo go nadużywa, pomijając zupełnie inną historię - budzi to niesmak jakiś. I nawet w przypadku LM to nie jest taki problem, jak w przypadku Premier League, gdy podaje się najlepszych strzelców w historii pomijając wielkie gwiazdy sprzed, a snajperom z okresu zmiany terminologii, zalicza się tylko część bramek.
Dlatego też denerwuje mnie ta zmiana terminologii w polskiej lidze. Nie dość, że trudno będzie sporządzić już tabelę wszech czasów II ligi (jakikolwiek by miała ona sens), to długo będziemy się mylić jeszcze w nazewnictwie.
A czy naprawdę przeszkadzało coś, jak zaraz po Ekstraklasie jest druga liga? Czy to, że te zespoły nazwie się teraz pierwszoligowymi cokolwiek im pomoże? Wątpię

Trochę zboczyłem z tematu bloga. Ale notabene podczas oglądania meczu wybuchł wśród moich znajomych spór, czy obecność Chelsea w finale jest niespodzianką czy nie - na podstawie dotychczasowych wyników (spór inspirowany trochę innym Twoim Rafał wpisem - o liczbie dotychczasowych finałów Chelsea i Man Utd), dla kogoś zupełnie z zewnątrz,, jakiegoś kosmity mogącego analizować suche wyniki Ligi Mistrzów jedynie. Analizowaliśmy ostatnie 10 sezonów przed obecnym od ćwierćfinałów, przyjmując pewne subiektywne wskaźniki (1/4 finału - 1pkt, 1/2 finału - 2 pkt, finał - 3 pkt) - Chelsea w tej naszej klasyfikacji zajęła 7 miejsce, wygrał Real - ale już po przesunięciu przed kolejnym sezonem (wypada najstarszy, dochodzi ten zakończony)prowadzenie obejmuje Manchester, a Chelsea bodaj wskakuje na pudło...
-
2008/05/23 17:26:05
Przeproszę od razu za niektóre literówki spowodowane brakiem literki "e" - jakiś problem z klawiaturą mam i nieraz to "e" nie wyskakuje, a chwilowo jestem unieruchomiony na tyle, by nie móc jej szybko wymienić... :)
-
2008/05/23 18:26:20
@boddah85
Zgadzam sie w czesci! Arsenal przegral sezon z powodu kontuzji zawodnikow, ktorzy byli dla niego najwazniejsi. Bo Eduardo da Silva, Robin Van Persie i Tomas Rosicky choć nie są raczej gwiazdami takiego formatu jak Rooney, Ronaldo i Scholes, sa jednak zawodnikami niedajacych sie zastapic(przynajmiej w Arsenal).
-
2008/05/23 18:35:14
@jusup

Nikt nie jest zadowolony z pomijania historii. Zwróć proszę tylko na jedno uwagę: w lidze "mistrzów" nie grają tylko mistrzowie i dlatego trudniej w niej o sukces (dziwne?), i dlatego dziennikarze zwracają na to uwagę. 30 lat temu nie mogłoby być takiego finału ani półfinału (liv-che). Takie MU musiałoby ograć ze 2-3 drużyny z najwyższej pułki ale za to musieli by cały czas grać na najwyższych obrotach(ale z każdej z największych lig nie miałbyś po 4 zespoły). Z tego powodu uważam że te dwa okresy pucharu mistrzów są nieporównywalne. Stary jest kartą zamkniętą i rozumiem odnoszenie się tylko do najnowszej historii ale tylko w tym przypadku bo nie rozumiem robienia tego samego w stosunku do angielskiej "Ekstraklasy"
-
2008/05/23 18:40:17
Bez sensu ten artykuł,gdyby podliczyć sukcesy milanu z ostatnich lat (bez tegorocznej wpadki) wyszedłby duuuużo leprzy bilans niż chelsea. Myślę,że za rok,po dobrym wyniku np. Liverpoolu w LM pan Rafał napisze dokładnie to samo o drużynie z anfield
-
2008/05/23 18:44:36
LM to nie wszystko. Liverpool i Milan kompromitowali się na rodzimym podwórku. Chelsea wprost przeciwnie.
-
2008/05/23 19:42:20
OFFTOPIC... Jako, ze jest pan Panie Rafale jednym z najlepszych znawcow pilki kopanej w tym zapyzialym kraju i bardzo szanuje Pana opinie, pytam ktory stadion pilkarski uznalby Pan za najwiekszy na swiecie. Ostatnio wsrod moich znajomych wybuchl spory konflikt na tym polu. Kilku z nich uwaza, ze najwiekszym jest stadion Strachov, kolejnych kilku, ze Maracana. Znalazlo sie rowniez 2 osobnikow sadzacych, ze tym najwiekszym jest stadion Aztec... Oczywiscie nie mam na mysli ile km2 zajmuja owe stadiony :)
Druga sprawa to bardzo, ale bardzo razace bledy "znawcow" w postaci Jacka Szczeki Gmocha, Szaranowicza i Szpakowskiego. Mysle, ze moglby Pan zwrocic uwage tym przedstawiciela Homo Sapiens Sapiens, ze jest cos takiego jak szkola jezyka angielskiego i warto sie tam zapisac. Wielu kibicow nie moze zniesc ich kolejnego Manczesteru, Krolewskich z Realu, czy smiesznie blednie wymawianych nazwisk czy imion pilkarzy. Mysle, ze TVP moglaby wymienic ten sklad, bo Szpakowski jest chyba juz odrobine za stary i czesto sie zapomina, myli fakty, pilkarzy . Skoro piastuja te zacne stanowiska i maja mozliwosc ogladania tych spektakli na zywo, gdzie wielu kibicow marzy, zeby dostac sie chociaz na te najgorsze miejsca na stadionie, to mysle, ze prace swoja powinni wykonywac tak jak sie od nich tego wymaga. Mysle, ze nie tylko mnie to boli.
Dziekuje!
-
2008/05/23 20:02:35
Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem, ale nie ma nic złego w wymowie "Manczester". To już lepiej niż Menczester". Chyba nie wymagasz od komentatorów, żeby ci wymawali z angielskim akcentem "Manczasta" ;)
-
2008/05/23 20:15:10
Manczester vs. Menczester

Ale przyjęło się "Menczester". Byłoby miło gdyby sz. p. komentator nie straszył "Manczesterem". Zwłaszcza że kiedyś straszył "Szirą" (to był on, prawda? Dzieciństwo mi zniszczył). Prof. Miodek był jakiś czas temu w Toruniu i mówił że to bardzo nieładnie:).
-
2008/05/23 20:40:14
Z calym szacunkiem ,ale nie zna sie Pan na pilce.Nie mozna na chwile obecna powiedziec,ze MU nie obron Pucharu Europy.To jest kolejny cel jaki SAF chce osiagnac,chce byc pierwsza druzyna w historii futbolu ktora osiagnie cos takiego.
-
2008/05/23 20:42:59
@ manutd78
1) Teoretycznie rzecz biorąc taki półfinał LUB taki finał mógł być, bo choćby w sezonie 1978/79 (pamiętnym, bo Wisła miała wtedy sukcesy osiągnąć) już w pierwszej rundzie obrońca trofeum Liverpool odpadł wyeliminowany przez mistrza Anglii i późniejszego zdobywcę pucharu Nottingham Forest. Mogło się to wydarzyć np w półfinale lub w finale :) Al by trzy angielski kluby dotarły (lub trzy z innego kraju) - rzeczywiści już nie. Ale ...
2) ... identyczna sytuacja miała miejsce w pierwszych latach Ligi Mistrzów, gdzie nadal grali tylko mistrzowie krajów i ewentualnie obrońca Pucharu Mistrzów. Więc rozróżnianie na "do czasów Ligi Mistrzów" i "od kiedy powstała Liga Mistrzów" nie może byc do końca uzasadniane Twoim argumentem :)
3) Jednak w jakiś sposób go rozumiem - a bardziej odnoszę to to problemów Premier League. Nie widzę taj istotnej różnicy w najwyższej angielskiej lidze w czasach gdy nazywała się ona Division One (czy jak się ona nazywała, już zapomniałem - szok), czy już Premier League.
4) Nie krzywię się zresztą na podawanie ciekawostek, że "od tego i tego czasu w Premier League czy Lidze Mistrzów...", a raczej na wręcz systemowe pomijanie tych czasów. Co się niekiedy spotyka niestety
-
2008/05/23 20:51:09
@gringombre
"już bez przesady, bo obecny zespół United wcale nie jest taki mocny, żeby tego dokonać. Skoro Realowi anno 2000 się nie udało, to tym bardziej obecnemu Utd "

Ale palnąłeś. Real anno 2000 radził sobie świetnie w pucharach, ale w lidze był to najsłabszy Real od lat. I nie był to mocny zespół. W lidze zajęli 5 miejsce i w następnym sezonie zagrali w LM tylko dzięki zwycięstwu w tych rozgrywkach. United z tego sezonu zdobyło dublet - Real nigdy nie wygrał dubletu.

O wiele silniejszy był Real 2002-03. Też bronił trofeum, pokonał po niesamowitych meczach Manchester i wydawało się, że ta drużyna nie może nie obronić LM. Ale na tym polega trudność tych rozgrywek, jeden słabszy dzień i wszystko idzie "na spacer". Moro zmarnował parę setek, Figo pierwszy raz w życiu nie trafił karnego i Real pożegnał się z marzeniami.

Czy United może obronić tytuł? Jasne, że może. Tylko jest to prawie niewykonalne i oprócz utrzymania formy i wzmocnienia zespołu musieliby jeszcze mieć kupę szczęścia.
-
2008/05/23 21:19:30
Ja się odniosę do "skuteczności", i "widowiskowości" gry MU. Osobiście powiedziałbym to o Barcelonie sprzed dwóch sezonów (o tej drużynie, która ograła Milan w Mediolanie, i wcześniej Chelsea (przyszłego mistrza Anglii, i obrońcę tego trofeum) na Stamford Bridge). ManU nie zdobył Lyonu, a mecz w Barcelonie... No MU nie zagrał ani efektownie, ani efektywnie, w rewanżu również absolutnie nie powalił mnie na kolana, a grał z drużyną, która, mówiąc delikatnie, nie była w najwyższej formie. W ogóle trudno ją było nazwać "drużyną".

Dla mnie najbardziej widowiskowy był (o zgrozo!) Liverpool (przecież strzelił najwięcej goli w tej edycji, a to mówi prawie wszystko), za to najsilniejsza była Chelsea. Nikt kto oglądał mecz nie ma wątpliwości, że MU wygrał finał przez przypadek.
-
2008/05/23 21:35:14
Człowieku zanim się wypowiesz na jakiś temat, to oglądnij więcej meczów niż tylko co Ci pokazuje TVP.
Przypadek MU? Pierwsza połowa. Gol Ronaldo, Tevez broni Cech, Dobitka Carricka broni Cech(dwie genialne interewencje). Poźniej Tevez na 5 metrze. Mogło być 3-0 i po zawodach. Ale masz racje był w tym meczu przypadek, a była nim bramka Chelsea.
-
2008/05/23 21:37:40
Harde--- przez przypadek ?? LOL piłkę z lini Terry wybił przez przypadek... Cech 2-3 setki też wyjął przez przypadek... aha i gol Lamparda to też przypadek...
ale brednie
-
2008/05/23 21:49:26
Cech dwie interwencje, Lamard: szybkość, zimna krew + "fantastyczne" zachowanie stoperów MU (widziałeś jak obronił Terry?). Czyli za Cechem i spółką przemawiają jednak umiejętności, Coś na co ONI wpływają. Chelsea w słupek w regulaminowym czasie gry, poprzeczka w dogrywce, sędzie nie widzial jak Vidić kopie Drogbę, za to widzi jak Drogba mu oddaje (Vidić był skutecznym egzekutorem '11'), a na sam koniec poślizg Terrego. Jedyne co przemawia przeciw Londyńczykom, to strzał Anelki w prawie sam środek bramki w karnych. Podtrzymuję tezę, że zwycięstwo MU to przypadek (a nie powiedziałem że "czysty przypadek").
-
2008/05/23 22:03:53
bezsensowne wyliczanie słupków i poprzeczek. stara prawda- strzał w 'obramowanie' to strzał niecelny... trochę w bok i ładna bramka ale trochę w drugi bok...i nie ma historii ;] heh co do zimnej krwi lamparda to bym dyskutował-po strzale był bilard i van der sar mimo dwóch rykoszetów i tego że się poślizgnął miał piłkę na końcówkach palcy...a przecież była cała bramka pusta praktycznie. nie mam zamiaru się tu droczyć. wg mnie bardzo dobry finał z akcjami z obu stron i mimo wszystko zasłużone zwycięstwo man u bo mieli szczęście w karnych- a te tylko w ten sposób się wygrywa.
United ma podówjną koronę i nikt nie ma prawa zaprzeczyć że są i byli jednocześnie najlepsi w tym sezonie w Europie!
-
2008/05/23 22:29:22
Sezon jest ich, nie da się zaprzeczyć. Tegoroczny finał jakieś 14 razy lepszy niż zeszłoroczny.
Co do obrony trofeum przez MU:

Barca trzon zespołu ma gotowy, wystarczy go uzupełnić (choć to dosyć szerokie stwierdzenie), Real też będzie mocniejszy w przyszłym sezonie to pewne, że zrobią zakupy za 500 mln ojro, z czego 150 okaże się przydatne ;), Villareal to półfinalista sprzed dwóch lat mocniejszy o to, że o obliczu tej drużyny nie decyduje już tylko i wyłącznie Juan Roman R.. Pozostaje tylko problem Athletico, bo nie potrafi wykorzystać swojego potencjału choćby w połowie. Ale jednak spodziewałbym się po nich tylko pozytywów.

Na Włochów nie liczę, bo nie wiadomo jak im wiatr powieje. Roma z tygodnia na tydzień potrafi zmienić oblicze, o Interze już nie wspominając. A szczerze powiem, że nie wiem na co stać Juve.

Bayern też wraca do LM, ale Ribery i Toni we dwóch raczej nie daczą rady. No chyba, że zrobią porządne zakupy.

Pozostaje jeszcze Wisła Kraków wzmocniona Jackiem Krzynówkiem. A wiemy, że Polak potrafi ;)
-
2008/05/23 23:45:31
No mnie podczas finału LM rozwaliła transmisja do ponad 230 krajów - Szpakowski chyba juz liczy Tybet i kraj Basków, zawodnik niebieskich BAletti i mylenie np. Teveza z Ronaldo. Tak w odniesieniu do niektórych poprzednich komentarzy: denerwuje mnie wymawianie Hargrejws, zamiast Hergrejws, tak samo jak i zwyczaj mówienia Beckham, zamiast Beckhem. No ale w porównaniu do takiego Szpakowskiego to nic wielkiego.
-
2008/05/24 00:02:12
Dziekuje Ci hardee tak dobrze przed snem się ubawiłem, że aż zal w takim humorze iśc spać. Gol Chelsea to nie przypadek, tylko fatalne zachowanie obrońców szczegolnie Rio bo miał plecy od którego mu się piłka odbiła.....Miszczostwo świata stary :))))))))))
-
2008/05/24 02:59:38
@ Gringombre, Jusup:

Ja też mam nostalgiczny stosunek do historii. Uważam jednak, że mówienie o trudności obrony tytułu w Lidze Mistrzów jest zasadne nie ze względu na nazewnictwo (o tym potem), a na zmianę formuły rozgrywek. Po pierwsze: dopuszczenie większej ilości ekip z najsilniejszych lig. Wicemistrz Włoch pewnie zawsze był mocniejszy od mistrza Finlandii, czy Cypru. Oczywiście i teraz zdarzają się takie przypadki, że jakiś mocarz nie załapie się do LM (Bayern, Milan), ale to rzadkość. Po drugie: wprowadzenie faz(y) grupowych. Kiedyś można było doczłapać się do finału, a nawet do Pucharu, nie natrafiając po drodze na żadnego tuza. To czyste założenie, nie chce mi się sprawdzać, czy kiedykolwiek naprawdę tak było. Teraz jest to niemożliwe. Przypadki tuzów nie docierających do 1/8 zdarzają się naprawdę sporadycznie (Man Utd jakiś czas temu). Oczywiście, można podawać tu przykład Barcelony z tego sezonu, ale przecież Blaugrana w końcu wpadli na Manchester. Generalnie trudno stwierdzić, czy obecnie nie ma futbolowych supermocarstw, czy też jest ich kilka. Na pewno jednak zgodzić się można, że nieobecność określonych ekip w fazie pucharowej, czy nawet w ćwierćfinale stanowi megasensację.

W kwestii nazewnictwa, Ligę Mistrzów dobrze spunktował Paweł Czado w swojej przedostatniej notce. Ani to liga, ani mistrzów. Co do gradacji lig, ja generalnie sądzę, że istnienie jakiejkolwiek ligi wyższej, niż pierwsza to pogrobowe zwycięstwo radzieckiej nauki. Po pierwsze, tylko ona znała takie przypadki. Po drugie, nie wiem, czy to właśnie nie w ZSRR po raz pierwszy zastosowano ten pomysł.
A w ogóle z całym zamieszaniem wiąże się pewna wielce zabawna kwestia. Wygląda na to, że już drugi rok z rzędu korupcyjne degradacje uratują zadek mojemu lokalnemu klubowi. O ile w zeszłym roku po prostu pozostał on w II lidze, tak teraz wskutek spuszczenia Widzewa i Sosnowca wciąż ma szansę zostać pierwszoligowcem, co stanowi dowcip bieżącego milenium:)
-
2008/05/24 12:52:58
@HARDEE

Barcelona wtedy, dwa sezony temu w 2006 r., gdy wygrywała Ligę Mistrzów i Primiera Division, grając praktycznie od samego początku do samego końca tych rozgrywek w oszałamiającym stylu (od ilości i szybkości podań można było dostać oczopląsu) to był fenomen, absolut, punkt odniesienia do którego należy dążyć. Krótko mówiąc był to osobny rozdział piłki nożnej (no a już to co wtedy robił z piłką Ronaldinho to był kosmos, poezja osiągalna tylko i wyłącznie dla niego)!

-
2008/05/24 14:51:01
Zwłaszcza w finale zachwycił.
-
2008/05/24 22:09:19
Wszystko pięknie, tylko zapominamy o tym że pomimo starań, pieniędzy i sił włożonych w coroczne kampanie Chelsea nie wygrała nic prestiżowego poza pucharem ligi angielskiej. Żadna z drużyn które zdobyły Ligę Mistrzów w ciągu tych pięciu sezonów nie osiągnęła nic znaczącego sezon później, ale jednak przynajmniej ten jeden rok była na szczycie. Nic nie przyjdzie po miejscach 2,3,4 itd... , liczą się tylko zwycięzcy, bo to oni zostaną odnotowani w annałach historii.
-
2008/05/24 22:38:10
Moim skromnym zdaniem fakt, że nikt nie obronił Pucharu Mistrzów od kiedy zmieniono jego formułę wzbogacając go u fazę grupową jest czystym przypadkiem. Szczególnie w latach 90 trzy drużyny były niezwykle blisko.

Milan który w sezonie 1993-1994 rozbił w finale Barcelonę 4:0 w sezonie 94-95 uległ Ajaxowi zaledwie 0:1. Tenże Ajax dotarł również do finału 95-96 gdzie w finale przegrał z Juventusem dopiero w karnych. Kto pamięta tamto spotkanie ten wie, że tamten mecz też był niezwykle wyrównany i równie sprawiedliwie by się stało jakby jednak Holendrzy obronili Puchar. Przegrali w karnych, cóż, loteria. Zwycięski Juventus dotarł także do finału rozgrywek 96-97 i stanął przed szansą obrony trofeum. Wynik 3:1 dla Borussi Dortmund jest mylący gdyż Juve zaprazentowało futbol o tyle lepszy co mniej skuteczny. Mam to spotkanie na VHS i widziałem je z 15 razy. Niemcy pobili w tamtym finale rekord skuteczności. Wszystko co mieli (a nawet więcej [Ricken!!!]) strzelili.

Sytuacja jest rzeczywiście specyficzna, ale przypomnijmy, ze na przykład w latach 66-71 oraz 81-89 (he he wikipedia dobra rzecz) także nikt nie obronił tytułu. Wiem, że to krótsze okresy niż ten obecny ale - jak pisałem - Milanowi, Ajaxowi czy Juventusowi zabrakło dosłownie ociupinkę aby obecną statystykę skrócic. Jestem świadom, że "prawie" robi wielką różnicę.

Jakie są przyczyny takiego a nie innego stanu rzeczy? Napiszę prostodusznie: jest i o wiele trudniej i po prostu tak się składa. W pamięci mam Milan z sezonu 05-06 i półfinały z Barceloną. Do dziś oglądając rewanż na Camp Nou nie potrafię zrozumiec dlaczego sędzia nie uznał prawidłowej bramki Shevchenki. Byłoby 1-1 w dwumeczu i kto wie czy nie moglibysmy przynajmniej przestac mówic że żadna drużyna od 10 lat nie weszła 2x z rzędu do finału. Tak to jest w piłce że często decyduje detal, przypadek. Ale to wszyscy wiemy :)

Jak napisałem jest też trudniej, bo 12 drużyn z Włoch, Anglii, Hiszpanii i 6 zespołów z silnych lig Francji i Niemiec to razem 18 zespołów z 5 najsilniejszych lig. Kiedyś były rozbite na 3 puchary (PZP, UEFA, PM) teraz grają w jednym turnieju. To wielka różnica.

Weźmy przykłady dwóch ostatnich zespołów które obroniły Puchar Mistrzów:
Milan sezon 1989-1990 miał po drodze rywali: HJK Helsinki, Real Madryt, KV Mechelen, Bayern Monachium i Benfica w finale.

Nottingham Forest sezon 1979-1980 po drodzie: Osters IF, FC Arges Pitesti, Dynamo Berlin, Ajax Amsterdam i w finale Hamburger SV.

No i porównajmy z chociażby Manchesterem United 2007-2008 i jego drogą do finału: w grupie Dynamo Kijów, Sporting Lizbona i AS Roma, następnie Lyon, AS Roma, FC Barcelona i Chelsea Londyn.

Różnicę w jakości rywali widac wyraźnie, nie wspominając o tym że teraz trzeba rozegrac 13 spotkań, kiedyś zaledwie 9. Drużyny z najlepszych lig biorące udział w kwalifikacjach muszą rozegrac spotkań 15 (!).

Pozdro!
-
2008/05/24 23:14:59
A i jeszcze taka mała statystyka dla tych kibiców (szczególnie "tegorocznych" MU), którzy uparcie twierdzą, że zdobycie Pucharu Mistrzów powinno się łączyc ze zdobyciem mistrzostwa krajowego w tym samym roku (jestem na tym punkcie wyczulony jako kibic Milanu ;). Często na różnych serwisach (także tutaj) czytam/czytałem banialuki o tym jak to zespół X (najczęściej Milan lub Liverpool) nie jest pełnoprawnym mistrzem Europy bo nie potrafił zdominowac własnego podwórka. A więc korzystając z wolnego czasu na zmianie nocnej (tak, tak płacą mi za to jeszcze ;) podliczylem na szybko trzy najlepsze obecnie (ale i historycznie ligi). I co mi wyszło?

Otóż drużyny z Anglii, Hiszpanii i Włoch zdobyły Puchar Mistrzów łącznie 33 razy. Przypadków kiedy zdobycie klubowego mistrzostwa europy połączyły z mistrzostwem kraju było... 10. Stanowi to zaledwie 30,3% przypadków.

Pozdro!
-
2008/05/25 00:59:09
Panie Rafale, bardzo jestem ciekaw Pana opinii o zwolnieniu Granta. Komentuję to na www.okonski.blog.onet.pl w duchu moich poprzednich wpisów - niemniej bardzo jestem ciekaw, co Pan na to. Czy się mylę, sądząc, że jednak ma Pan ostatnio dla Izraelczyka więcej wyrozumiałości?
Pozdrawiam serdecznie
MO
-
2008/05/25 03:03:39
@Salvatore82
Tu nie o mistrzostwo chodzi... Podlicz jeszcze, jak często triumf w PE łączył się z tak słabymi występani w kraju:-)
www.sport.pl/sport/1,86005,4804832.html
pzdr
-
2008/05/25 06:27:57
No więc już pędzę z wyjaśnieniami mojego "point of view" i z małą polemiką.

Otoż oczywiście jak każdy kibic wolałbym aby "moja" drużyna triumfowała wszędzie tzn. na każdym froncie. I jeśli Milan zdobywa Puchar Mistrzów to rzecz jasna bardzo bym był rad jakby i w kraju byli mistrzami, tak jak Manchester w tym roku. Jednakże mimo to sprzeciwiam się zdecydowanie umniejszaniu sukcesu Milanu, Liverpoolu czy innych drużyn zdobywających Puchar Mistrzów w okolicznościach w jakich te zespoły go zdobyły. Wielu kibiców tak niestety robi.

Przede wszystkim uważam, że skoro UEFA zdecydowała się na dopuszczenie czterech drużyn z trzech najlepszych lig do rozgrywek Ligi Mistrzów, to czwarta drużyna ma takie samo prawo grac i wygrac te rozgrywki jak mistrzowie. Zresztą w Lidze Mistrzów gra się za zasługi z poprzedniego sezonu a nie z bieżącego. Tak jak w LM ma zawsze prawo zagrac obronca trofeum (chocby i spadł do II ligi na krajowym podwórku [tak tylko teoretyzując]) i je wygrac, tak i te czwarte zespoły z owych lig mają te same prawa i nie umniejsza to ich sukcesu. Wiadome jest że Liga Mistrzów jest 'mistrzów' tylko z nazwy, jest to przecież praktycznie euroliga. Zmierzam do tego, że są to osobne rozgrywki i jak ktoś je wygrywa, to je wygrywa i nic więcej. Może w lidze krajowej idzie dobrze a może cieniutko ale jakie to ma znaczenie? To właśnie dopuszczenie 4 zespołów sprawia, że taki minimalizm na krajowym podwórku jest dopuszczalny i gdzieniegdzie akceptwany.

Co do Milanu 2007-2008: Wiem że Berlusconi otwarcie powiedział, że dla Milanu liczy sie przede wszystkim europa a potem Serie A. Mimo to nie powinieneś Rafale ich tak okrutnie oceniac (jak w linku który podałeś z tekstem ze stycznia). Są pewne okoliczności łagodzące dla Milanu w tamtym sezonie. Przecież wiesz doskonale, że po calciopoli ACM długo nie wiedział czy zagra w Serie A, potem nie wiedzieli czy zagrają w europucharach. Efektem tego było całkowite odpuszczenie letniego okienka transferowego i słabe przygotowanie do sezonu. W tabeli rundy wiosennej Milan ustępował już tylko Interowi. W tym sezonie dostali po łapach na wszystkich frontach więc może spojrzenie na ligę się w mediolanie się zmieni.


P.S - w zeszłym sezonie Milanowi zarzucało się, że grał słabo i obudził się dopiero w ćwierćfianłach z Bayernem. Jednakże Milan z Niemcami zagrał naprawde świetnie a w półfinałach z MU (szczególnie u siebie) to już zaparł dech w piersiach. Potem w finale męczył się z Liverpoolem. Czy Manchester rozegrał w fazie pucharowej tak dobry mecz jak Milan z Bayernem czy z Mu rok temu? Czy choć w jednym z meczów z rywalem porównywalnej (najwyższej) klasy nie pozostawił najmniejszych wątpliwości, że był lepszy (nie wygłupiajmy się z Romą). Otóż MU nie dokonał tego, lecz przypisano mu ideologię wyrachowanej maszynki do wygrywania (słynne już dwa oblicza zespołu) - tak usprawiedliwono męki jakie cierpieli w dwumeczach z Lyonem i Barceloną. Milan nie miał tego komfortu: grał słabo ale przechodził dalej to dla mediów po prostu grał słabo. Nikt nie przypisywał ideologii do zwycięstw Milanu w marnym stylu.

Gdyby MU ograło Chelsea w tak (powiedzmy sobie szczerze) marnym stylu jak Milan ograł Liverpool, dziś wszyscy pieli by z zachwytu, że Manchester pokazał po raz kolejny swoją zimną, wyrachowaną twarz a Ferguson to geniusz ;) Liczą się fakty: Milanowi i Manchesterowi za zdobycie Pucharu Mistrzów należy się taki sam hołd niezależnie od tego jak tam stoją w lidze.

Kończe mój przydługi wpis i pozdrawiam...