Blog > Komentarze do wpisu

Najbardziej niesamowita drużyna naszych czasów

Czytałem - bodajże w „Guardianie” - jak bardzo trener Arsenalu nie znosi porażek. Opis był sugestywny, dziennikarz przywoływał epizod jeszcze z czasów jego pracy w lidze francuskiej, kiedy wracający z przegranego meczu Arsene Wenger musiał poprosić o zatrzymanie autokaru, by zwymiotować.

Jeśli jego organizm do dziś nie przywykł do niepowodzeń - a pewnie nie przywykł - to aż boję się myśleć, ile wrzodów hoduje w żołądku. Nie tylko z powodu wtorkowej porażki w Lidze Mistrzów z Liverpoolem. Zachwycamy się promowanym przez niego bezkompromisowym stylem gry, cenimy brawurę w lansowaniu zdolnych żółtodziobów, cieszymy się, że pozwolił rozkwitnąć zjawiskowemu Fabregasowi jeszcze w wieku szczenięcym. Tylko wielkich triumfów trochę brakuje. Zamiast nich mamy zatrzęsienie bajecznie kolorowych wspomnień z meczów, w których londyńczycy osaczali rywali i zamykali w ich własnym polu karnym, by mimo wszystko nie dopchać się do bramki i nie wypracować zwycięstwa. Po zdobytym w 2004 roku mistrzostwie swojego kraju Arsenal nie wygrał już, biorąc pod uwagę aspiracje, właściwie nic. Bo czymże jest jeden marny Puchar Anglii? Czymże jest - znów: biorąc pod uwagę aspiracje - londyńczyków dorobek w LM? Ledwie jeden udział w finale, a poza tym żadnego choćby w półfinale?

Owszem, prześladował piłkarzy Arsenalu w bieżącym sezonie pech w losowaniu, nie popuszczał też pech do krzywdzących ich sędziowskich wpadek. Ich styl cechuje jednak swoista miękkość, naiwnie spontaniczna radość z obmyślania kolejnych spektakularnych ataków niezależnie od ich ostatecznego efektu, dziecięca niezdolność do zadania przeciwnikowi decydującego, zabójczego ciosu. Milan w poprzedniej rundzie powalili, bo Milan słaniał się na nogach, Liverpoolu - twardego, cynicznego, bezlitośnie efektywnego, atletycznie nieśmiertelnego - znokautować nie zdołali.

Ot, paradoks: fantazyjnie wyszukany Arsenal w najnowszej historii Champions League niemal się nie zapisał, tymczasem uchodzący za drużynę nudnawą, jednowymiarową i przewidywalną Liverpool sprezentował nam porywające spektakle, które zapadają w pamięć do końca życia. Czasem szarpiące za emocje, czasem urzekające nieprawdopodobnym rozwojem wypadków, czasem wyładowane kontrowersjami, czasem wpędzające w ekstazę koneserów taktycznego wyrafinowania. Był zwycięski półfinał z Chelsea rozstrzygnięty dzięki golowi, który - co wykazała dopiero analiza przy użyciu izraelskiej technologii rakietowej - w ogóle nie padł. Był stambulski finał wszech czasów z Milanem. Było wyjazdowe rozebranie na czynniki pierwsze Barcelony - Barcelony broniącej wówczas trofeum i dalekiej od obecnego, głębokiego kryzysu. Był wreszcie dreszczowiec z Arsenalem... Jeśli dołożyć jeszcze futbolistę o sercu do gry większym niż Anfield Road - Stevena Gerrarda - oraz legendę liverpoolskich kibiców, zbierzemy chyba całe bogactwo doznań, które może zaoferować futbol. Naprawdę ktoś zrzędził na drużynę przesadnie cierpliwą i wyrachowaną, z podrygującym na ławce przeintelektualizowanym trenerskim jajogłowym?

Ów jajogłowy i Wenger dotąd się lubili i wciąż nawzajem sobie słodzili. Co będzie jutro, nie wiadomo. W końcu Benitez powiedział kiedyś: „Z trenerem Jose Mourinho się przyjaźniliśmy. Do momentu, kiedy przegrywałem.”

Dziś także trenerzy Arsenalu i Liverpoolu, gdyby mieli czas na zbędną gadaninę, znaleźliby mnóstwo powodów do ognistej polemiki. Mnie np. wydaje się oczywiste, że we wtorkowy wieczór zobaczyliśmy najbardziej niesamowitą drużynę sezonu.

Nie mam tylko pojęcia, czy jest nią Arsenal, czy Liverpool.

środa, 09 kwietnia 2008, rafal.stec
Komentarze
2008/04/09 14:38:11
Arsenal grał do marca ponad stan, na 110 % swoich umiejętności i dzięki temu nie tylko dotrzymywali kroku, ale nawet wyprzedzali ManU i Chelsea. Od 5-6 tygodni kryzys nie pozwala im w zasadzie wygrać meczu w Premiership (poza cudem i wielką wolą wygranej w Boltonie). Nie wytrzymali po prostu takiego mega-tempa i w lidze prawdopodobnie po porażce w najbliższym meczu na Old Trafford będą się musieli pogodzić z trzecim miejscem. A Liverpoool ? Ci z kolei grali może na 70-80 % możliwości i ciągle są w stanie zagrać i wygrać z każdym, fizycznie prezentowali się wczoraj na tle Arsenalu zdecydowanie lepiej. W efekcie są w stanie osiągnąć w tym sezonie więcej od nich, gdyż w lidze będzie ich dzieliła jedna pozycja, a co oznacza triumf czy nawet udział w finale Champions League mówić nie trzeba.
-
2008/04/09 15:02:08
Świetny wpis Rafał, zgadzam się z większością tekstu. Mam tylko jedną uwagę.

Dziennikarze często w swoich tekstach przypominają półfinał Liverpool - Chelsea z 2005 roku. Chodzi o tą bramkę której nie było. Pragnę jednak przypomnieć że Petr Cech faulował wtedy swojego rodaka Barosa, sędzia powinien pokazać mu czerwoną kartkę i podyktować rzut karny.

Jeśli byłbym wtedy na miejscu Jose :) i miał prawo wyboru wersji zdarzeń to wolałbym uznanie tej bramki. Przecież Chelsea miała ponad 80 minut gry przed sobą, a jak pamiętamy 1-1 dawało jej awans. Pozdrawiam
-
2008/04/09 15:16:59
Cóż, mi pozostaje się tylko ręcami i nogyma pod tym podpisać, bo spisał Pan fenomenalnie wszystkie moje wątpliwości i myśli, które nasunęły mi się po wczorajszym meczu. Inna kwestia, że trzymałam kciuki za Liverpool, ale mecz był niesamowity, a 50% bramek tego dowodem ;)
-
2008/04/09 15:22:41
"... Mnie np. wydaje się oczywiste, że we wtorkowy wieczór zobaczyliśmy najbardziej niesamowitą drużynę sezonu.

Nie mam tylko pojęcia, czy jest nią Arsenal, czy Liverpool."

Mnie też. We wtorkowy wieczór 01.04.08 roku, zobaczyliśmy najbardziej niesamowitą drużynę sezonu. Czyli, Manchester Utd.

-
2008/04/09 15:36:19
liga angielska jest słaba w porównaniu z hiszpańską i włoską a obecność 3 zespołów w półfinałach LM paradoksalnie potwierdza ten fakt- zespołom z la liga i serie a trudniej jest pogodzić występy w obu rozgrywkach z powodu spotkań silnymi przeciwnikami nawet z odległych miejsc w rozgrywkach krajowych
-
2008/04/09 15:48:42
marzę, by jakiś szalony naukowiec sporządził wykres obrazujący zależność między skutecznością Liverpoolu w meczach fazy grupowej LM a zaangażowaniem ich poszczególnych rywali w walkę o krajowe trofea, a następnie by otrzymane dane poddał interpretacji w świetle wyników pozostałych czołowych ekip Champions.

jak dla mnie - co przyjmuję jako hipotezę roboczą, "na oko" laika nie wsparte szczegółowymi analizami - L'pool to drużyna-wampir, która wysysa resztki krwi z przemęczonych ciałek swoich anemicznych przeciwników.
-
2008/04/09 16:06:25
"amputechre

"liga angielska jest słaba w porównaniu z hiszpańską i włoską a obecność 3 zespołów w półfinałach LM paradoksalnie potwierdza ten fakt- zespołom z la liga i serie a trudniej jest pogodzić występy w obu rozgrywkach z powodu spotkań silnymi przeciwnikami nawet z odległych miejsc w rozgrywkach krajowych
2008/04/09 15:36:19 "





trzymajcie mnie... Liga angielska właśnie kompletnie odskoczyła od wszystkich innych lig. Hiszpanska silna? W ubiegłym sezonie obniżyła mocno loty ale w tym to juz kompletnie dno. Real i Barca cały sezon na wzajem sobie oddają mistrzostwo. Wstyd, żę tylko jeden Vilarreal jako tako slimaczy sie za ich plecami. Gdzie w tabeli są takie kluby jak Valencia, Athletico, Sevilla ???? DNO, DNO. 2 najwieksze kluby padaczą nonstop a reszta i tak nie ma szans na ich dogonienie. a o włosnej lidze szkoda gadać.
-
2008/04/09 16:06:27
Arsenal i Liverpool prezentuja bardzo podobny poziom. I o awansie Liverpoolu decydowały niuanse. Takie jak chociażby błędy arbitrów. Taki jest sport. Pozdrawiam i zapraszam do mnie adamlisiecki.blox.pl
-
2008/04/09 16:09:07
@ewak
Słuszny - żeby nie rzec: szlachetny - postulat, sam chętnie bym rzucił okiem na ten wykres. Ja służę inną drobną statystyką, chyba też ciekawą: policzyłem wszystkie punkty zdobyte przez Arsenal i Liverpool w Premier League od początku sezonu 2004/2005 (zwieńczonego cudem stambulskim) do ostatniej kolejki.
Szczegółowo
Arsenal 83 - 67 - 68 - 67
Liiverpool 58 - 82 - 68 - 59

Razem:
Arsenal 285. Liverpool 267.

Czyli średnio Arsenal zdobywa w sezonie PL ledwie 4,5 punktów więcej niż Liverpool.

Jak w tym okresie grały obie drużyny w Lidze Mistrzów, pamiętamy...
-
2008/04/09 16:12:14
Do dziś nie mogę dojść do siebie po wczorajszym meczu. Ile ten Liverpool miał szczęścia. Co za dramat po przestrzelonym strzale Adebayora. Co za akcja Walcotta, w której wydryblował z poł drużyny przeciwnika. Jaka huśtawka nastroju w tej jednej minucie od stanu 2:2 do 3:2. Wspaniał mecz ukazujący najlepsze oblicza piłki nożnej. Przez chwilę zapomniałem o paskudnościach made in poland. Arsenal pokazał piłkę typowo afrykańską z przodu, europejską zaś z tyłu. Multikulurowość tego zespołu widać na boisku. LM starci na pewno na widowiskowości.
-
2008/04/09 16:40:58
Generalnie dobra notka, ale... Po wczorajszym meczu pozostaje duuuuży niesmak. Arsenal został po prostu okradziony z półfinału przez sędziów. Co z tego, że LFC mniej więcej od 30 minuty wyglądał na silniejszy fizycznie, skoro w 84 minucie Arsenal grał dalej? Po dwóch minutach mieliśmy do czynienia z niesmaczną, ewidentnie błędną decyzją Petera Frojdfeldta, który nie mógł nawet dobrze widzieć domniemanego faulu na Babelu. Brak słów - to było oszustwo na oczach całego świata.
Tydzień temu sędzia był parę metrów od przewinienia w polu karnym na Hlebie, widział wszystko jak na dłoni i nie zareagował.
Idźmy dalej - to nie pierwsza pomoc arbitra dla LFC w tej edycji. Mecze z Interem. Pierwsze spotkanie - dwa faule Materazziego, dwie żółte kartki i po 20 minutach Inter gra w "10". Pierwsza kartka mocno kontrowersyjna, ale OK załóżmy, że arbiter miał rację.
Drugi mecz na San Siro. Babel ma na koncie żółtą kartkę, popełnia kolejne dwa faule. Zero reakcji arbitra. Mijają dwie minuty i Babel ewidentnie bez piłki popycha Maicona asekurującego wychodzącą na aut bramkowy piłkę. Sędzia nie gwiżdże nawet faulu choć kartka się należała (to było około 20 minuty gry). Potem Benitez zmienia zagrożonego Babela, Cruz nie wykorzystuje setki, sędzia nie ma z kolei wątpliwości do co Burdisso (czerwona), kontra i koniec rywalizacji. Paranoja.

W rywalizacji z Interem i Arsenalem oprócz niewątpliwych umiejętności LFC dostał ewidentną pomoc sędziów. Jeśli nie nazwiemy tego pomocą to co najmniej było to nierówne traktowanie zespołów przez poszczególnych arbitrów, którzy dziwnym trafem zawsze gwizdali na korzyść Liverpoolu. Zupełnie nie mogę zrozumieć prześliźnięcia się po temacie kontrowersyjnego gwizdania, redaktorów ze studia - Rafała i Jacka Kurowskiego. Ludzie będą o tym pamiętać, takich sytuacji się nie zapomina.
Żeby nie było samego narzekania - akcja Walcotta jest najlepszą indywidualną w tej edycji CL, po prostu cudowna.
-
2008/04/09 17:14:03
Owszem Arsenal gra ładnie. Owszem robia wrażenie. Owszem umieją się podnieść przy bardzo niekorzystnym wyniku. Owszem potrafią bombardować bramkę przeciwników i pechowo przegrać. Ale też potrafią boleśnie dostać w tyłek: 1:5 z Tottenhamem, 0:4 z MU. A Wengerowi po wczorajszym meczu tez kończą się wymówki więc wszystkiemu winni sędziowie. Od 70 min. połowa zawodników gra słaniając sie na nogach i dzięki temu Arsenal ugra wielkie NIC (poza awansem do LM w przyszłym sezonie). Hasło "boring boring arsenal" jest nie aktualne, ale useless in europe jak najbardziej tak.
-
2008/04/09 17:18:56
@rahh
w takim razie gdzie są angielskie zespoły (spoza czołowej czwórki) w pucharze uefa - nie tylko w tym sezonie
-
2008/04/09 17:20:15
@Rafał S.
nice, tylko dlaczego L'pool zestawiasz z Arsenalem? może gdyby te drużyny co roku wpadały na siebie w LM... żeby unaocznić rzeczywiste ligowe wysiłki The Reds porównaj zdobywane przez nich punkty z dorobkiem zwycięzcy PL:

Mistrz - 95 (Che) - 91 (Che) - 89 (MU) - 77 (MU)
Liverpool- 58 - 82 - 68 - 63

czyli średnio L'pool zdobywa 67 a zdobywca tytułu 88 punktów. różnica nie kłuje w oczy? (z powodów oczywistych szczególnie polecam twojej uwadze sezony 04/05 i 06/07;)
-
2008/04/09 17:28:24
@rafał
Dobrze że zwróciłeś na to uwagę, bo nie wszyscy pamiętają że w dwóch poprzednich sezonach to the reds byli w lidze przed kanonierami, którzy w pewnym momencie awans do eliminacji ligi mistrzów zawdzięczali chorobie która nawiedziła ich największego wtedy rywala - tottenham. Tak jak polacy 'cud nad wisłą' zawdzięczają niemiłemu choróbsku, które dopadło rosjan. Ciekawe jest też to że kiedy liverpool grał dobrze w lidze, w champions odadli szybko z jakąś benficą, nikt już nawet tego faktu nie pamięta, hasło 'the reds to dobra gra w LM' przyćmiewa tamten wypadek :) Dla mnie jako kibica to w sumie dobrze :D

Aha, i wydaje mi się że dokonałeś małej manipulacji, bo w anglii puchar jest baaardzo cenny, to bodajże najstarsze trofeum piłkarskie na świecie. To nie liga polska gdzie zasady są zmieniane co sezon, albo włochy czy hiszpania gdzie trochę się liczy, ale nie aż tak bardzo. Puchar ligi owszem, to taka przystawka, ale anglii - główne danie :)

@ewa
Z tym wampirem to chyba przesada :), ciekawsze jest to, że w lidze pool oddaje często po 16 celnych strzałów na bramkę i remisuje powiedzmy 1:1 albo przegrywa, a w LM ich skuteczność dużo bardziej wzrasta.

@lukas05
Tu się zgadzam, chyba jak każdy zresztą, karny to i tak prawie pewna bramka, a grać w 10 i gonić wynik to niezbyt łatwe zadanie.

@pjaxz
Mam wrażenie że bardzo nie lubisz liverpoolu, to któraś już notka z kolei. O ile w dwumeczu z arsenalem można dyskutować o karnych (ten wczorajszy był dla mnie kontroweryjny, ale wcale nie taki z kapelusza jak wszyscy chcieliby twierdzić), o tyle z interem kartki były słuszne. Nie wiem czy pamiętasz jak sponiwierani byli gracze the reds, torresa materazzi w pierwszym meczu nieprzepisowo zatrzymywał nie tylko dwa razy, jak niektórzy chcieliby pamiętać. Poza tym w rewanżu - po akcji atakowanego przez Ciebie babela - holender wychodził na czystą pozycję i w ostatniej chwili skosił go jeden z włochów. Powinna być czerwona kartka, bo ryan byłby już w 100% sytuacji strzeleckiej, a skończyło się na żółtej.

Poza tym od początku ery beniteza ludzie, którzy nie są przychylni the reds mówią, że każdego kolejnego rywala zespół przechodzi tylko przy pomocy sędziów (mecz z chelsea o którym pisał łukasz, teraz arsenal) czy fatalnej grze bramkarza (barcelona) i że to w gruncie rzeczy jeden wielki fuks. Wkurza mnie trochę takie degradowanie kosmicznego wysiłku piłkarzy włożonego w spotkanie do kilku mniej czy bardziej kontroweryjnych sytuacji. Nie wspomni się o bezbłędej grze przez długie części spotkania, a obronionych przez reinę 3 karnych w spotkaniu z chelsea, o zwycięstwie 8:0 nad besiktasem, o grze mascherano który ma dla większości kibiców jest w cieniu torresa i gerrarda, a dla tych co bardziej zainteresowanych co najmniej dorównuje im klasą. Ważne jest to, że the reds można łatwo zaszufladkować, bo - dla ludzi nieinteresujących się taktyką - grają słabo, nudno i mascherano czy gerrard nie są drugimi ronaldinho.


Wydaje mi się, że w rywalizacji na najbardziej niesamowitą drużynę sezonu będzie remis, chyba że pool wygra LM albo arsenal ligę. Dlaczego? Ci drudzy mają dużą stratę i potrzebują do tego kilku cudów, pierwsi natomiast dochodzą tak daleko nie mając nawet europejskiego poziomu skrzydłowych i zaledwie 3 graczy ze światowego czuba. Jeżeli liverpool ogra gwiazdorskie chelsea/barcelonę/manUtd, będzie to dla mnie podobnej klasy sukces co dogonienie manUtd przez kanonierów.
-
2008/04/09 17:29:45
Widzę, że Liga Mistrzów rozbudza wyobraźnię. Ja należę do ludzi, którzy te rozgrywki traktują z dystansem. Może, dlatego, że piękno futbolu staram się dostrzegać wszędzie. Bardzo wiele mitów powstaje przy okazji CL. Pamiętam jak po zeszłorocznej porażce Man Utd z Milanem wielu piało z zachwytu nad grą Milanu, zapominając jak wielkie problemy z zestawieniem defensywy w tym meczu miał Ferguson. Te wszystkie historie o Milan Lab to zwyczajne dorabianie idei do wyniku. Nie podzielam poglądu, że wszystko w rywalizacji Arsenalu z Liverpoolem przebiegało pod kontrolą Beniteza. Arsenal zagrał wczoraj naiwnie w obronie, ale oskarżanie tej drużyny, że gra futbol tylko ładny dla oka, ale nieskuteczny jest nieporozumieniem. Jak wytłumaczyć fakt, że ta "naiwna" drużyna jest o 8 pkt w tabeli EPL przed Liverpoolem i w całych rozgrywkach zdobyła od nich więcej bramek. Nie jestem wielkim zwolennikiem stylu aktualnie preferowanego przez Wengera. Raczej wolałem to, co grali za czasów Piresa, Wiltorda, Vieiry itd., ale mimo to uważam, że grając w ten sposób są w stanie wiele osiągnąć. Przyczyną nieudanego sezonu nie jest styl gry, tylko przemęczenie piłkarzy tj. Fabregas, Hleb czy Adebayor oraz kontuzje Eduardo, Rosickiego, Van Persiego i Sagny. Pamiętam jak latem Arsene mówił, że odpadli z PSV, bo byli w dołku fizycznym. No i niestety mamy powtórkę z rozrywki. Niezależnie od szacunku do Wengera mam wrażenie, że nie potrafi on dobrać obciążeń meczowych do charakterystyki fizycznej swoich zawodników. O ile takiemu Flaminiemu można solidnie dołożyć, to tacy piłkarze jak Fabregas czy Hleb powinni być eksploatowani w sposób bardziej umiarkowany. Wenger posiada świetne rezerwy i to, że w decydującym momencie sezonu zaczął traktować swoich piłkarzy jak słoniki przynoszące szczęście długo będę mu pamiętał.
-
2008/04/09 17:34:19
@ewak
Zestawiam z Arsenalem, bo o Arsenalu mowa.
Statystyki Milan kontra mistrz Włoch (ich też ta reguła dotyczy!) i Liverpool kontra mistrz Anglii dawałem już w GW dawno temu. (W tekstach o ich sukcesach w Europie, niestety, nie pamętam, kiedy je pisałem)
Ale pamiętam, co policzyłem w jednym z tekstów podsumowujących rok 2007 w piłce:
www.sport.pl/sport/1,86005,4804832.html
Chyba też na temat:-)

@pjaxz
W tvp to niestety jest tak, że na wszystko masz po siedem sekund i nie da się nie prześliznąć po jakimmkolwiek temacie. Ile wątków, nie tylko sędziowskich, nie zdążyłem tam choćby tknąć...
-
2008/04/09 17:41:20
Szczerze powiedziawszy troche smuci mnie fakt takiego przymykania oka na pomylki sedziowskie... Wczoraj podczas skrotow na TVP2 powiedzial Pan, Panie Rafale, ze za tydzien nie bedzie o tym nikt pamietal. A moze to wlasnie zle, ze tak ma sie stac. Moze wlasnie od dziennikarzy powinnismy slyszec, ze takie mecze i decyzje to kradziez na pieknie footbolu. Wyobrazcie sobie takich chlopcow z Arsenalu (i nie tylko), biegajacych 90 min po boisku, wypluwajacych pluca, narazajacych sie na ciezkie kontuzje, tylko po to, zeby pod koniec meczu, przez niedoskonalosc jednostki, ktora jest sedzia glowny, zostac pozbawionym naleznego zwyciestwa... Bo wbrew temu, co niektorzy sugeruja zwyciestwo nie nalezy sie druzynie, ktora szybciej biegala, zachowala wiecej sil, tylko tej, ktora strzelila wiecej bramek... Bramek zdobytych prawidlowo. A faktem jest, ze po bramce na 2:2 Liverpool wcale nie musial strzelic gola... Moim zdaniem The Reds tego dnia byli wyjatkowo nieskuteczni, z ich kapitanem na czele.

Ja mam niesmak... Kibicowalem Arsenalowi - to fakt. Ale gdyby mecz sie skonczyl 2:1, po wspanialych bramkach Torresa i Hyypii, nie mialbym nikomu nic za zle. A tak...
-
2008/04/09 17:49:32
to ja się też poskarże na to tvp - spodziewałem się zachwytów nad wielkim meczem, nad pięknem futbolu, nad cudownym rajdem Walcotta, nad dramaturgią zmarnowanych sytuacji Adebayora itd itp a dostałem jakieś takie nijakie gadanie nad zmarnowanym sezonem Arsenalu, czy coś w tym stylu, ble... Następnym razem nie pozwolić Kurowskiemu tyle gadać :P
-
2008/04/09 18:18:51
@mikimikula
Biada mi, gdybym odbierał cokolwiek Pucharowi Anglii! Aż się wzdrygnąłem, kiedy pomyślałem, że jednak mógłbym się ośmielić... Słówko "tylko" odnosi się do liczby 1 (tyle trofeów Arsenal zgarnął przez te lata) i w stosunku do aspiracji klubu. Ufff, przeraziłeś mnie, że mogłem z takim świętokradztwem wyjechać :-)
-
2008/04/09 18:58:03
Wypowiem się o Arsenalu jako kibic Arsenalu. Ani słowem jednak o tych karnych podyktowanych i niepodyktowanych.

Przede wszystkim okazuje się, że Wenger jednak nie jest bogiem. Jego koncepcja opierania drużyny na gwiazdach, które dopiero on sam sobie wychowa, od pewnego czasu zawodzi. Znowu okres wiosenny jest czasem kryzysu drużyny. Kolejne długotrwałe kontuzje oraz piłkarze wysiadający fizycznie. Wąska ławka rezerwowych jeśli chodzi o pełnowartościowych zawodników. NIe wiem, czy Wenger będzie mógł teraz powtórzyć to, co mówił jeszcze niedawno, ze nie będzie dokonywał znaczących wzmocnień, skoro drużynie tak młodej i niedoświadczonej już tak świetnie idzie. Okazało się, ze jednak nie do końca to prawda. Tym bardziej, że logika: "skoro ci zawodnicy, których mamy, już są świetni,, to co dopiero będzie za rok czy dwa", zawodzi, bo z doświadczenia wiemy, że gdy ci zawodnicy staną się prawdziwymi gwiazdami, to odejdą z klubu i tak w koło Macieju. W ten sposób Arsenal robi się takim trochę Ajaxem, wychowując (tyle, że niekopniecznie wychowanków sensu stricto)na gwiazdy piłkarzy innym drużynom.

Mam wrażenie, że Wenger jest przede wszystkim idealnym trenerem dla skarbnika klubu. Dochody klubu maksymalizuje rzeczywiście znakomicie. Wydawać jak najmniej, sprzedawać z wielkim przebiciem, a przy tym kreować markę bardzo przyjazną dla oka, co przyciąga sympatię fanów na całym świecie. Tyle, że dla kibiców zespołu to już nie musi być idealne, bo oni oczekują wreszcie triumfów. Liverpool, choć uznawany za siermiężny, sukces potrafił osiągnąć i przede wszystkim jest drużyną z charakterem przynajmniej na podwórku europejskim. Niestety spodziewam się też, że Wenger (co już sygnalizował) nie uzna sezonu za porażkę "bo przecież przed sezonem stawiano nas na miejscu 10-12, a tymczasem walczyliśmy niemal do końca o mistrzostwo Anglii i w LM". Pomijając fakt, że nie przypominam sobie, by ktoś aż tak nisko stawiał Arsenal, to argumentacja tego rodzaju w klubie o tak wielkich aspiracjach jest po prostu śmieszna.

Osobiście bardzo żałuję, że przed sezonem nie postarano się o Francka Ribery, który moim zdaniem byłby idealnym wzmocnieniem, zwłaszcza że w obecnej kadrze jest straszliwy problem z prawdziwymi skrzydłowymi. Tym bardziej, ze Rosicky jest ciągle kontuzjowany, a tacy zawodnicy jak Hleb czy Diaby to nie są prawdziwi skrzydłowi. Ale może jeszcze ważniejsze by było to, że Ribery dałby tej drużynie coś, czego brakuje nawet bardziej, niż kondycji. Mówię o charakterze. Francuz stałby się zapewne charyzmatycznym liderem. Poza tym w środowisku Premiership mógłby pokazać pełnię swego talentu dużo bardziej, niż w przeciętnej Bundeslidze. Być może dziś zastanawialibysmy się, kto jest większą gwiazdą: Ribery czy CR.

Podobno priorytetem na najbliższe okno transferowe jest Hatem Ben Arfa. I bardzo dobrze. Ale boję się, że jak pan Aulas zaśpiewa cenę (a on w tym jest chyba najlepszy w Europie), to Arsenal wymięknie. Boje się też, że w ataku jedynym wzmocnieniem będzie ściągnięcie z wypożyczenia Carlosa Veli (czyli analogiczna sytuacja do Bendtnera przed tym sezonem). Wenger może stwierdzić, ze skoro po pół roku ma wrócić Eduardo, to nie ma sensu sprowadzać za duże pieniądze gwiazdy na tę pozycję. A tymczasem Robin Van Persie, w którym wielu upatrywało kandydata do miana gwiazdy sezonu, zaczyna być raczej kandydatem do miana drugiego Luisa Sahy, czyli piłkarza ze szkła, który bez przerwy wpada w kolejne kontuzje i przecietnie jest zdolny do gry przez 1/4 sezonu.
Mam też nadzieję, że boss wreszcie zacznie dawać więcej pograć Walcottowi, na którego chucha i dmucha chyba przesadnie oszczędzając go. Tym bardziej, że Eboue na skrzydle, to moim zdaniem totalna porażka - jeden wielki chaos i zawodnik, który na końcu sknoci każdą okazję. Typowy jeździec bez głowy, a w dodatku naprawdę irytujący symulant - czasem nie mogę już na to patrzeć.
-
2008/04/09 19:08:59
@Rafal.Stec
Chciałem tylko zauważyć, że podanie takiej uśrednionej statystyki z pominięciem specyfiki poszczególnych sezonów mija się z celem, tym bardziej, że w rzeczonym okresie był też sezon 2005/2006, w którym to Arsenal był rewelacją LM grając w niej do końca, zaś Liverpool odpadł bardzo szybko, bo już w 1/8. I co ciekawe właśnie wówczas w Premiership Arsenal grał najgorszy sezon za kadencji Wengera i miał największą stratę punktową do czołówki (w tym i do Liverpoolu), cudem ratując 4. miejsce na koniec. Więc nie wiem tak naprawdę, czego tamta statystyka ma dowodzić.

@Aapa
Akurat tych dwóch bolesnych porażek Arsenalu nie powinno się wyciągać z ich kontekstu. Mecz z Tottenhamem to był Carling Cup, gdzie Arsenal gra z reguły rezerwami, a dla Tottenhamu było to jedyne możliwe do zdobycia trofeum w Anglii, więc dla nich, w przeciwieństwie do Kanonierów, był to mecz superważny.
A mecz z MU odbył się w sytuacji, gdy połowa drużyny Arsenalu była kontuzjowana, drużyna grała więc składem zdecydowanie rezerwowym i poobijanym, mając za 4 dni szalenie ważny mecz z Milanem, więc mecz z MU był w tych okolicznościach, jak by to nie brzmiało, trochę drugorzędny (choć oczywiście nikt w Arsenalu nie oczekiwał takiego lania). Tak, wiem, że MU też nie grało składem najsilniejszym, ale byli jednak wtedy w znacznie lepszej sytuacji kadrowej, a dodatkowo mecz u siebie z Arsenalem był dla nich wtedy piekielnie ważny po dwóch wpadkach z rzędu, więc i motywacja zupełnie inna.
Co innego, gdyby właśnie takich porażek doznali w meczu ligowym albo w LM, w tych meczach najważniejszych. Swoją drogą mają na to szanse już w najbliższy weekend (tfu, tfu), grając z MU.


@Lukas2005
Nie zgadzam się z Tobą w jednym. Ktoś po tamtym półfinale rzucił hasło, że Cech otrzymałby za swój faul czerwień oprócz karnego. Potem wszyscy się tego uchwycili i powtarzali. Nie do końca jest to prawda. Dostałby zapewne tylko żółtą kartkę, tak się zwykle kończą takie faule bramkarzy jak Cecha, w polu karnym. Pamiętam zresztą wypowiedź Listkiewicza (akurat w jego sędziowskie kwalifikacje wierzę), który po tamtym meczu stwierdził tak samo, że gdyby nie uznano bramki, to powinien być karny i ŻÓŁTA kartka. Tak więc sytuacja Chelsea mogła być przy nieuznaniu bramki wręcz dużo korzystniejsza (Cech wszak mógł karnego wybronić, jest w tym dobry).
-
2008/04/09 19:43:59
Nic do Livepoolu nie mam, wręcz lubię tan klub za tradycje bo na pewno nie za obecny sposób gry. Nie uważam tez że potrzebuja pomocy sędziów żeby wygrywać, ale nic o nie zmienia że sędziowie "okradli" Arsenal! Dwa katastrofalne błędy w dwóch meczach, co to za sędziowanie? na poziomie LM? Niech UEFA cos z ty zrobi skoro sędziowie nie potrafia sie dostosować poziomem do drużyn! Jako kibic czuje sie oszukany, a co dopiero zawodnicy którzy zostawili płuca na tym boisku. Zal ogladać LM bo i po co?
-
2008/04/09 20:15:11
A ja mam wrażenie, ze Pan delikatnie mówiąc nie lubi Arsenalu. najpierw wyszukiwanie i udawadnianie, że Arsenal wcale nie ma takiego młodego składu jak wszyscy sądzą, teraz wyliczanie ile Arsenal zdobywa więcej punktów w lidze od Liverpoolu. Jasne Arsenal nie zdobył od 2004 żadnego wiekszego pucharu, a z drugiej strony kiedy Liverpool był ostatnio Mistrzem Anglii???? Coś cieniutko w tym temacie. prawdę mówiąc gdyby sędziowie byli sprawiedliwi to teraz kanonierzy graliby w półfinałach, więc prosze mi tu nie zachwalac Liverpoolu, bo oni zwyczajnie mieli szczescie zresztą jak zawsze. Uważa Pan Arsenal za miękki, to ciekawa ich ta miekkośc, ktorą niewatpliwie udowodnili w meczy z Boltonem przegrywając 2:0 a kończąc na 3:2. Żaden inny zespół nie gra i nie bezie grał w taki sposób jak Arsenal, i żaden nie bedzie wytwarzał wokól siebie takiej swoistej, unikatowej atmosfery proste.
PS. I po tym meczu już wiem dlaczego fani liverpoolu śpiewają "You'll never walk alone" zawsze sa sedziowie w ostateczności moga wygrac nawet mecz w lidze mistrzów ciekawe czy kiedyś sytuacja sie odwróci i dzięki błędom sędziów to arsenal będzie odnosil zwycięstwa.../
-
2008/04/09 20:38:32
Bardzo dobry felieton redaktora z wyjątkiem końcowej sentencji, bo z szacunkiem
dla Arsenalu i Liverpoolu ale to nie są najlepsze drużyny sezonu ani najbardziej niesamowite bo jeśli obijanie się w lidze i koncentracja na LM ma czynić drużynę niesamowitą no to bezapelacyjnie najbardziej niesamowity jest Milan, który w lidze w ogóle "nie gra". Ukłony dla GRAAFA28, za znakomite znawstwo "swojej" drużyny, krytyczne personalne uwagi i sugestie. A może jednak jeśli jakiś zespół ma być niesamowity to niesamowity jest rzeczywiście Arsenal młodziutki i w zasadzie przeciętny skład, wątlutki jeśli chodzi o zdrowie ale kardiolog Wenger daje tej drużynie takie serce do gry, że przeciętniacy są postrachem Europy. Serce jest ale siły nie ma. Niestety na tyle ich tylko stać są nieobliczalni, sympatyczni ale jeśli mają coś większego wygrać, wzmocnienia są niezbędne. Sezon trwa do maja a mocny Arsenal skończył się w lutym. Wiadomo Wenger to sknerus ale troszkę na zakup kolejnych dzieci trzeba będzie wyasygnować i najlepiej takich z twardszej kości jak Fabregas.
Pozdrawiam.
-
2008/04/09 20:48:31
ble ble ble
i pomyśleć, że całe te teorie z powodu dwóch błędów sędziego :)
Gdyby ich nie było pewnie byśmy mieli inną teorię ...
No ale w końcu taka jest piłka. Fora o skoku o tyczce nie rozgrzewają sie do białości :)...
-
2008/04/09 20:54:44
Chłe, chłe.
A wielki językoznawca Szpakowski już w sporcie po wiadomościach zabłysnął:
"Que sAra, sAra".
W jego przypadku należałoby chyba to sparafrazować: "co siara, to siara".
-
2008/04/09 21:04:10
Mam taką propozycję na program telewizyjny redakcji sportowej:
1) Bierzemy dwóch fachowców, koniecznie znanych i cenionych geniuszy polskiej myśli szkoleniowej.
2) Wyświetlamy im z odtworzenia mecz dwóch wyrównanych drużyn (mecz którego uprzednio nie widzieli i oczywiście nie znają wyniku !).
3) Z relacji wcześniej wycinamy akcje, po których padły bramki (tylko te akcje).
4) Prosimy ekspertów o ocenę meczu.

Już widzę mądre głowy tworzące teorie do gry ...
Podejrzewam, że zabawa byłaby przednia.

PS
wysokość tantiem za pomysł programu do ustalenia :)
-
2008/04/09 21:05:34
@Graaf28
Ten przykład Arsenalu, który podajesz, też wpisuje się w pewną regułę. Stąd moje statystyki. Zajrzyj na ten link, który podałem EwieK:-)
(A tak w nawiasie, ale generalnie: ja daję statystyki, a ty (wy) interpretuj(cie), przecież niczego nie narzucam.) Wracam na Old Trafford.
pzdr
-
2008/04/09 21:55:59
@Rafal.Stec

Ok,zgoda, tak samo jak z tym, że Arsenal 2005/2006 pokazuje pewną prawidłowość. Zajrzałem na link i daje on rzeczywiście do myślenia.
Wiem też, że statystyki służą temu, by każdy je po swojemu twórczo zinterpretował :).

Che, che, ale ponieważ od wczoraj jestem w niezbyt dobrym humorze (hmmm, ciekawe, dlaczego?), więc będe upierdliwy do końca i też do końca wyjaśnię swą myśl :).

Otóż jednak ze statystyki przedstawiającej średnią różnicę punktową w ostatnich sezonach między Arsenalem a Liverpoolem miała niewątpliwie wynikać konkluzja - "niby Liverpool poświęca co roku ligę na rzecz LM, a z Arsenalem jest odwrotnie, a mimo to średnia różnica punktów między nimi w sezonie jest malutka, co dodatkowo świadczy przeciwko Kanonierom, a na korzyść The Reds". Tak więc na pewno przy sporządzaniu takiej statystyki w zamyśle nie chodziło o to, by brać pod uwagę także całkowicie odwróconą prawidłowość w sezonie 05/06. I właśnie dlatego stwierdzilem, że ta statystyka akurat żadnej prawidłowości nie pokazuje.
Tylko o to mi chodziło.
-
2008/04/09 23:17:49
Odnosnie statystyk:
Statystycznie to Arsenal ma więcej z posiadania piłki, więcej grożnych akcji, strzałów itd. itp. a w półfinale gra Liverpool! Nie statystyki decydują a... w tym wypadku sędziowie :/
-
2008/04/09 23:39:14
@Rafał
"Ten przykład Arsenalu, który podajesz (Graaf28 - przyp. ek), też wpisuje się w pewną regułę. (...) ja daję statystyki, a ty (wy) interpretuj(cie), przecież niczego nie narzucam"

jak słusznie zauważa Graaf28, jeśli o Arsenalu mowa, to tylko przypadek AD 05/06 potwierdza słynną tezę o "strategii ekstremalnej". a prócz tego: co pokazują (twoim zdaniem) lub miały pokazać przedstawione przez ciebie statystyki? poowiedz, no proszę... i goddammit nie wykręcaj się przywilejem gospodarza ;)
-
2008/04/10 00:40:32
Nie wiem kto jest najbardziej niesamowitą drużyną wszech czasów. Wiem za to, że ostatnimi czasy drużyny niesamowite niczego ważnego nie wygrywają. Wyszły po raz kolejny podczas tych rewanżowych ćwierćfinałów dwie proste prawdy. Po pierwsze, trofea zdobywają nie ci, którzy przez większość sezonu grają futbol z kosmosu, a ci, którzy umieją wygrywać wtedy, kiedy naprawdę trzeba. Powinien być karny dla Arsenalu na Emirates? Powinien. Powinien być karny dla L'poolu na Anfield? Nie. Jasne. Ale obie pomyłki były z takich, co to sie zdarzają. Do jakichś ewidentnych przekrętów naprawdę im brakowało. Gdyby Arsenal był obecnie lepszy od the Reds, to by wygrał. I tyle. Ale nie był. Nie był, bo się wyprztykał jesienią, kiedy wygrać nie da się nic. I najprawdopodobniej nic w tym sezonie nie wygra. Na razie zdaje się, że formę złapały Liverpool i Man U. Ale mamy dopiero początek kwietnia. Finał LM dopiero za miesiąc z hakiem. Nie za wcześnie? Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Man U te formę złapał już jakiś czas temu?
Druga prawda, to to, że żeby wygrywać, trzeba umieć to, o co w piłce tak naprawdę chodzi, czyli strzelać gole. Włodzimierz Szaranowicz twierdzi, że Manchester był o klasę lepszy od Romy. Ale Włodzimierz Szaranowicz utrzymywał swego czasu, że na Old Trafford "robią klimat" i zaraz będą punktowymi reflektorami wyprowadzać aktorów na scenę Teatru Marzeń. A tam po prostu siadło oświetlenie. Dwumecz MU-ASR był z gruntu rzeczy wyrównany. Tylko, że w pierwszym spotkaniu po stworzeniu półtorej sytuacji Manchester prowadził 2:0 i tak naprawdę było pozamiatane. To samo tyczy się Schalke. I przede wszystkim Arsenalu. Gdyby Adebayor trafił, kiedy musiał trafić, cała dyskusja o karnych byłaby bezcelowa. No, ale gdyby babcia wąsy miała...
Dobry punkt dzisiaj rzuciłeś, Rafał, w tvp o tym doinwestowaniu. Bez niego faktycznie ani rusz.
-
2008/04/10 09:25:59
najbardziej niesamowitą drużyną jest Legia Warszawa

Mistrzem Polski jest Legia
Legia najlepsza jest
Legia to jest potęga
Legia CWKS
la la la la la la la x4
-
2008/04/10 13:12:24
Czytając wszystkie tutejsze wypowiedzi ciężko uciec od porównania z mężem, którego zona zdradza, wszyscy o tym wiedza oprócz samego delikwenta.
Arsenal, jako drużyna o wielkich aspiracjach co sezon walczy jak lew o jak najwięcej trofeów. I oprócz jednego Pucharu Anglii w ciągu ostatnich czterech sezonów praktycznie nie ma się czym pochwalić (poza finałem Ligi Mistrzów).
Warto by się jednak zastanowić (w miarę obiektywnie oczywiście), czy faktycznie problemem jest Wenger, czy jego zawodnicy, czy może jednak coś innego.
Zacznijmy od samego Wengera. Kiedy przychodził do Arsenalu w 1996 roku cala rzesza kibiców zastanawiała się kim on w ogóle jest i czego chce?? Juz niedługo później okazało się, ze jednak Arsene ma olbrzymi potencjał i zaczął to pokazywać praktycznie od samego początku. Ludzie, których sprowadzał do Arsenalu pomogli mu zdobyć niejedno trofeum i całokształt spowodował, ze klub ten dzisiaj jest postrzegany jako ewenement, zjawisko. To dowodzi, ze on wie, co robi. Niestety jednak, nie jest on również nieomylny, stad niepowodzenia w ostatnich sezonach.
The Invincibles, czyli Arsenal z sezonu kiedy nie przegrali nawet jednego meczu w lidze to mikstura doświadczenia i młodości. Nazwiska graczy, którzy grali Arsenalu w tamtym czasie mówią same za siebie. Henry, Vieira, Ljungberg, Bergkamp, Pires, Wiltord - można wymieniać i wymieniać. Ale nawet i ten skład nie posiadał jednej rzeczy, której mi osobiście w Arsenalu najbardziej brakuje - umiejętności zabicia przeciwnika w kluczowych momentach. Przypominam sobie mecz w Lidze Mistrzów (ćwierćfinał) z Chelsea. W obydwu meczach Arsenal przytłaczał przewaga, ale nie zdołał wygrać ani jednego meczu pomimo prowadzenia w każdym z nich (1:1 i 1:2). Taka sytuacja ma miejsce i dzisiaj, kiedy to Arsenal mając wielka przewagę schodzi z boiska z niczym - bo chyba dla samego Wengera ważniejsze jest jednak piękno piłki i sama gra aniżeli wygrywanie. I tu się rodzi paradoks, bo oczekiwania z każdym sezonem rosną. Wenger wprowadził swoja teorie wychowywania gwiazd, ale zdaje się zapominać, ze młodzi zawodnicy muszą się mieć od kogo uczyć. Dlatego tez sukcesów nie ma (znaczących w postaci wygranych trofeów).
Popatrzmy na teraźniejszy sezon - Arsenal, dopóki omijały go kontuzje, grał zjawiskowo. A czemu grał zjawiskowo?? Bo w Arsenalu jest 13-14 zawodników światowej klasy a potem są już tylko młode wilki, którym raz mecz wyjdzie a raz nie. Wystarczy spojrzeć kiedy Arsenal stracił na impecie - dokładnie wtedy, gdy podstawowych zawodników składu dopadły kontuzje - Rosicky, Eduardo, Sagna itd. Brak odpowiednio długiej ławki i co najważniejsze składającej się z klasowych zawodników powoduje, ze cala koncepcje szlag strzela, bo nie ma jej kto wypełnić. Do tego dodałbym jeszcze wrodzona u Wengera skłonność do zmian pozycji u zawodników. O ile zamiana lewego skrzydła na atak dla Henry'ego była idealnym posunięciem, o tyle Eboue grający w pomocy jest absolutna porażką. Ilość zdobywanych goli po jego akcjach jest znikoma i pożytek dla zespołu prawie żaden. Cala sprawę niech podsumuje fakt, ze w ostatnim meczu bramkę dla Arsenalu z prawego skrzydła strzelił Diaby, czyli... lewy pomocnik.
Dlatego tez uważam, ze kryzysy Arsenalu wynikają z połączenia bardzo krótkiej ławki oraz pewnych przyzwyczajeń Wengera, choć fakt jest faktem, iż gdy Arsenal gra pełnym składem to próżno szukać zespołu, który mógłby im dorównać.
Sam Wenger zaczyna się już powoli reflektować, bo sam ostatnio stwierdził, ze zakupy w lecie zrobi i jak nie będzie to kwestia jednego ale kilku zawodników. Sam budżet na transfery - 70 milionów funtów - mówi sam za siebie. Nie spodziewam się, żeby oszczędny Wenger wydal aż tyle, ale wielkim plusem jest to, ze sam potrafi się do błędu przyznać....
I aż sam się nie mogę doczekać następnego sezonu....
-
2008/04/10 13:23:35
Warto dodać jeszcze kilka slow na temat dwumeczu z Liverpoolem. Nie oczekuje od Liverpoolu, by przyznali się, ze nie zasługują na awans, choć nie zasłużyli. Nie oczekuje tez, by przyznali, ze sędziowie im pomogli, choć widać było jak na dłoni, ze obydwa mecze sędziowie "niechcący" ustawili..
Oczekiwałbym natomiast od Arsenalu, żeby drużyna z aspiracjami wykorzystała choć 40% szans, które sobie kreują.
W pierwszym meczu swoje szanse powinni wykorzystać zarówno Fabregas, jak i Adebayor, wynik brzmiałby 3:1 i na Anfield jechaliby spokojniejsi.
Ten sam Adebayor mógł tez spokojnie doprowadzić do remisu w drugim meczu. Dokładając później nogę do zjawiskowej akcji Walcotta wyprowadziłby Arsenal na prowadzenie 3:2 i nic i nikt nie odebrałby Arsenalowi awansu. Takie same obrazki dotyczą również ligi. Arsenalowi potrzebny jest zawodnik pokroju Van Nistelrooya, który potrafi zadbać o piłkę w polu karnym przeciwnika, bo większość akcji Arsenalu właśnie w polu karnym się kończy, bo Hleb, van Persie i reszta chcą wejść z piłką do bramki....
Nie mniej jednak czekam z niecierpliwością na następny sezon, bo uważam, ze Wenger nie zasypie gruszek w popiele i wzmocni drużynę i to solidnie. Szczerze mówiąc sadze, ze sezon 2008/2009 będzie właśnie przełomem w Arsenalu i to bardzo pozytywnym...
-
2008/04/10 13:41:09
Arsenal nie wygrywa,bo nie ma instynktu zawodowego killera - ot i wszystko.
Tony statystyk i piramidy cyfr tego mogą nie oddać,ale tak po prostu jest.
I najgorsze,że tego nie mozna nauczyć graczy mając ich u siebie,od zera -
takie rzeczy się ma,albo ich się nie ma - a przede wszystkim kumac baze musi trener,który
świadomie weźmie sobie takich graczy,u których dostrzeże odpowiednie warunki
mentalne - determinację, zdrową agresję i coś w podejściu do gry,co Amerykanie nazywaja
"refuse to lose" - a to najlepiej działa w takich (dwu)meczach,trochę gorzej w
sezonie ligowym,rozciągniętym na wiele miesięcy. Świadomość celu jest znacznie lepsza,
koncentracja skupiona maksymalnie w krótkim czasookresie. I to
mają ci,których Benitez wybrał,obejrzał i za nich zapłacił.Bo Benitez
ma oko na takich graczy. A Wenger umie wybierać wspaniałe talenty sportowe, ale nie
wychowywać charaktery zwycięzców. Lepi artystów,ale nie tworzy wygrywających
teamów.
A wygrywający team zdefiniował najlepiej Toni Schumacher - bramkarz,7 ludzi,którzy
harują jak konie pociągowe i 3 asów.A jeśli,jak u Beniteza,pracusie są jednocześnie
wyszkoleni technicznie,a asy nie uchylają się od cięzkiej pracy,a do tego mają
charakter,to wygrywają z zespołami złożonymi w większości z finezyjnych gwiazd.

Benitez,to po prostu trener pełną gębą - weźmy takiego Kuyta... Facet jest uznanym łowcą
goli,a tu Benitez sprowadza go do siebie i w krotkim czasie widzimy tegoż Kuyta,który
zaiwania na całej długości boiska,odbiera,wchodzi wślizgiem,dogrywa,biega,ma mord w oczach,jest typowym all-arounderem. W łowcy goli dostrzec materiał na "czarnucha" i
gracza zdobywającego mnóstwo goli przekonać go poświęcenia splendoru i nazwiska
na pierwszej stronie gazety w imię mało dostrzegalnej dla przeciętnego kibica harówy na rzecz sukcesu drużyny - to jest nos trenerski (i gracza charakter).
-
2008/04/10 14:45:40
Wszystko super tylko zabawne jest to, że mówi się w samych superlatywach o trenerzy, który tradycyjnie już w grudniu wiedział, że może liczyć tylko na LM. Kto wie, czy Wenger mając taki "komfort" nie wyszedłby zwycięsko z tego starcia. Podopieczni Francuza spisywali się bowiem doskonale przez kilka miesięcy, ale ostatnio ewidentnie brakuje im sił. Śmiem twierdzić, że w przypadku kiedy by odpuścili sobie wcześniej PL tak jak to zrobił LFC, to teraz to Cesc i spółka czekaliby na mecze z CFC.

Nie jestem kibicem ani AFC, ani LFC, ale strasznie mnie śmieszą te zachwyty nad Benitezem, który wydał w ostatnich latach na transfery -zaraz za CFC - w PL najwięcej , a kolejny raz w lidze nawet nie nawiązał walki.
-
2008/04/10 15:02:47
Boddah.

Zapominasz,że Liverpool ciągle musi pilnować swojego 4 miejsca,żeby
mieć chociaż szansę na eliminacje LM. Każda wtopa może go drogo
kosztować.Uważasz,że w takiej sytuacji traci się w meczach ligowym mniej energii
niż grając o mistrzostwo, i można się absolutnie skupić na LM ?
A Wenger, jeśli nie przygotował zespołu należycie do sezonu, to jego
problem.
Poza tym - gole dla Liverpoolu padały po błędach indywidualnych,których
żadną słabszą kondycją nie da się wytłumaczyć.
A przewagę Liverpoolu w 2 meczu raczej determinacją da się wytłumaczyć
niż nagłym,tajemniczym opadnięciem z sił graczy Arsenalu. Nie wyglądali
oni na takich, którzy rękawami muszą się posiłkować przy oddychaniu.
Benitez trzeci raz jest w półfinale LM - to też jakiś wyczyn,taki MU nie
bardzo daje radę - rok temu o tej porze,zdaje się miał dość pewną sytuację
w lidze,mógł się skupić na LM i nic z tego nie wyszło; taki Inter Mediolan,
w lidze prowadził 800 punktami,miał możliwość skupienia całej mocy
na wymarzonym sukcesie w LM - i nic z tego nie wyszło.


-
2008/04/10 15:09:04
"Owszem, prześladował piłkarzy Arsenalu w bieżącym sezonie pech w losowaniu, nie popuszczał też pech do krzywdzących ich sędziowskich wpadek." Moim zdaniem dobrą drużynę poznaje się po tym, że bez względu na kogo trafi w losowaniu to i tak wygrywa. Wpadki sędziom zdarzają się w każdym meczu. Raz w jedną, raz w drugą. I to nie pech o tym zdecydował, że Arsenal przegrał.
Przyznam rację, że gra Arsenalu jest spontaniczna, a zarazem przyjemna dla oka. Jednak widocznie jest ona nieskuteczna. Milan słaniał się na nogach, bo w tej drużynie w większości grają już piłkarze, którzy są bliżej końca niż początku kariery. Młodość i fantazja zwyciężyła w tym pojedynku. Natomiast Liverpool to przede wszystkim taktyka, tego jak Pan pisze, jajogłowego Beniteza warto dodać skuteczna taktyka. Mięli nie przegrać na Emirates Stadium - nie przegrali. Karny na Hlebie powinien być, ale sędzia nie wskazał na "wapno". Arsenal atakował, ciągle był przy posiadaniu piłki, oddał wiele strzałów. Jednak to nie statystyki decydują, a wynik meczu. W Londynie The Reds nastawił się wyłącznie na grę z kontry. Po każdej stracie piłki przez kolegów Stevena Gerrada, obrona i cała linia pomocy przesuwała się na swoją połowę. W tej sytuacji Arsenal musiał grać tylko i wyłącznie atakiem pozycyjnym. Bardzo ciężko jest w ten sposób strzelić gola, kiedy przeciwnik skoncentrowany jest wyłącznie na obronie.
Z kolei na Anfield było już inaczej i dlatego było to widowiskowe spotkanie, pełne zaangażowania i dramaturgii z obydwu stron. Chociaż w rewanżu bliższy dalszej gry w LM był Arsenal i to nawet dwukrotnie. Prowadząc 1:0 a później 2:2 to drużyna Wengera była w półfinale. Ale chyba młokosom z Londynu zabrakło doświadczenia i tzw. boiskowego cwaniactwa. Przecież mogli podjąć taką samą taktykę jak Liverpool w Londynie nie przegrać. Niedopuszczalne jest też stracić gola po minucie jak się go strzeliło. Lecz jak pisze i mówi większość osób : ładnie i widowiskowo grają, lecz prawdopodobnie nic nie wygrają w tym sezonie. Tak to jest jak się ciągnie dwie sroki za jeden ogon.
Chociaż nie jestem kibicem żadnej z tych drużyn, nie przepadam za angielskim stylem gry, na pewno to nie pech zdecydował, że Arsenal odpadł z LM. A Liverpool no cóż, podobno szczęście sprzyja lepszym.

A mnie wydaje się oczywiste, że we wtorkowy wieczór zobaczyliśmy najlepsze spotkanie ćwierćfinałowe. Zobaczymy co będzie dalej.
-
2008/04/10 15:10:38
@Grek.Grek
Ciekawe spostrzeżenia, ale się z nimi nie zgadzam. Jeżeli mówimy o koncentracji skupionej na maksymalnie krótkim czasookresie to dotyczy to także tzw. meczów klasycznych w sezonie ligowym i tutaj ten charakter i zdrowa agresja piłkarzy Liverpoolu gdzieś ulatuje. W tym sezonie nie pokonali żadnej drużyny z wielkiej czwórki. Poza tym fakt, że drużyna ma problem z utrzymaniem określonego nastawienia przez dłuższy okres dowodzi raczej, że ma braki mentalne. Twoje opinie w stosunku do Arsenalu i Wengera są dalece krzywdzące. To, że drużyna ta dokonała znacznego postępu w stosunku do poprzedniego sezonu wynika przede wszystkim z ogromnej determinacji. Wiele wyrównanych spotkań kanonierzy rozstrzygali, na swoja korzyść w końcówkach, gdzie wiara w zwycięstwo miała decydujące znaczenie. Przypomnę chociaż ostatni mecz z Boltonem, który przez lata był utrapieniem Arsenalu czy wygraną w CC z Blackburn, wywalczoną w dogrywce mimo gry w dziesiątkę. W przeciwieństwie do Ciebie uważam, że zabrakło trochę tej wartości czysto sportowej, która w przypadku Chelsea i Man Utd jest nieco wyższa. Gdzieś ostatnio czytałem statystykę z której wynika, że najwięcej bramek pada po akcjach cztero i pięcio-podaniowych, a pod tym komentarz, że jeżeli piłkarze wymieniają nadmierną liczbę podań to świadczy o braku kreatywności i zbyt długim czasie analizy wydarzeń boiskowych. Hleb może dobrze panuje nad piłką, ale zbyt często popada w intelektualną niemoc. Clichy, boczny obrońca nie potrafi dośrodkować piłki w pole karne. Kto w Arsenalu potrafi strzelać z dystansu? Mamy tylko jednego zawodnika (Van Persie), który potrafi strzelić z rzutu wolnego. Adebayor jest piłkarzem pożytecznym, ale brak mu umiejętności w grze kombinacyjnej. Często daje się łapać na głupie spalone, a do prostopadłych piłek nie wychodzi we właściwym czasie. Tu są prawdziwe problemy tej drużyny. Mimo to byli w stanie wygrać ligę, właśnie dzięki wielkiej determinacji. Czynnikiem decydującym było przemęczenie piłkarzy w kluczowych momentach sezonu wynikające ze zbyt małej rotacji w składzie. Nie liczy sie tylko statystyka, kto ile grał, ale intensywność gry w poszczególnych okresach. Tacy piłkarze jak Song, Bendtner, Traore, Diaby, Barazite, Walcott, czy Denilson powinni grać zdecydowanie więcej, szczególnie w meczach na własnym boisku. Ze względu na korpulentną twarz pana Beniteza jestem w stanie zgodzić się, że jest to trener pełną gębą. Pozdrawiam
-
2008/04/10 15:14:43
Wróciłeś na OT - czyż MU nie jest jednak NAJLEPSZYM obecnie zespołem. Nie wyobrażam sobie, żeby nie zdobyli podwójnej korony. Sir Alex posadził 75% swojej siły ofensywnej na ławce, a mecz i tak był pod dyktando MU. Roma była bezsilna (zważywszy na fakt, że w drugim meczu też nie zagrali pełnym składem), chociaż przy odrobinie szczęścia no i większych umiejętnościach (karny) byłoby na pewno ciekawiej. Na szczęście dla MU Chelsea też gra dalej więc będą równie zmęczeni w końcówce sezonu. I tylko oby kontuzje omijały Czerwone Diabły - zwłaszcza obronę - chociaż wczoraj Silvestre zagrał jeden z lepszych meczów w ostatnim czasie.
-
2008/04/10 15:17:03
red. Stec juz wyjaśnił, co miał na mysli, ale gwoli ścisłości podaję ranking najpopularniejszych wydarzeń sportowych w Wielkiej Brytanii:

TGI Sport+ 2008 Q2 (January-March 2007 vs October-December 2007):

FA Cup: 52% vs 48%
Wimbledon: 45% vs 42%
FA Premiership: 42% vs 40%
Six Nations Rugby: 40% vs 39%
Formula One: 31% vs 38%
Champions League: 38% vs 37%
London Marathon: 37% vs 36%
International athletics: 37% vs 33%
National team football: 34% vs 32%
Grand National: 31% vs 30%
-
2008/04/10 15:43:03
Żałuję ze odpadł Arsenal ale niestety nie wytrzymali kondycyjnie sezonu a szkoda...
-
2008/04/10 15:52:16

Najpierw powiem,bo zapomnę,że ci,którzy uważają,że Liverpool miał
łatwiej i lżej, i więcej zdrowia zaoszczędził, niech przypomną sobie,że i grupowej fazie LM Liverpool musiał dawać maksymalny wyczyn,co też kosztowało trochę energii.
A tak BTW,uważam,ze cała ta sprawa jest dęta,bo to sa piłkarze przygotowani
jak należy,a wynik dwumeczu A-L zależał nie od braków kondycyjnych.

ASSKOKU.
Masz dużo racji.I chyba i mnie się tam, jak to każdej ślepej kurze, udało w coś trafić.
Obaj mamy rację,bo tu chodzić może o pewien typ mentalności : mentalności
skupionej na wyzwaniach,na sytuacjach do-or-die,na grze o wyczuwalną
stawkę,konkretną stawkę,którą się osiąga nie na długim dystansie,a na przestrzeni
dwóch tygodni. Liverpool przypomina trochę skoczka w dal,który
umie spiąć się na MŚ i szurnąc 8,5 metra,zdobywać medale (LM),a na mityngach skakać w kratkę i właściwie nigdy nie wypadać na miarę swoich możliwości (PL).
Coś jak koncetracja boksera zawodowego,który daje z siebie maksimum raz na 2-3 miesiące,
w przeciwieństwie do amatora ligowego,który musi w lidze bić się co tydzień.

Może się mylę,ale od zawsze rozpoznawałem wiellkie teamy poprzez ich
zachowania w sytuacjach krytycznych,w meczach na biggest stage,highest level,
i innych anglielszczyznach,których nie chce mi się tłumaczyć,bo zayebiście
brzmią. IMO tutaj się objawia prawda o zespole. W lidze mozna czasami się
pobawić w cyferki - jeśli przegramy,to jest jeszcze szansa,ze tamci tez przegrają
i los nam da nową szansę, jeszcze będzie druga kolejka, itp. Dwumecz LM
to jest historia zamknięta, w której na dodatek stawka,kasa,presja,prestiż i cała reszta są z
niczym nieporównywalne,w której grasz na oczach całego świat i pół miliarda Azjatów,w
której porażka,śmiem sobie wyobrażac,boli bardziej niż przegrany sezon ligowy.
Śmiem twierdzić 2,że dla największych klubów LM jest jednak wyzwaniem
szczególnym - rok temu o tytule MU mówiono mniej niż o spekatkularnej porażce
z Milanem,ktory był na tronie piłkarskim,mimo że Serie A wygrał Inter (i to jak),co
jednak zmąciło poważnie jego kolejne niepowodzenie w LM.
Zmierzam do tego,że LM, to jednak poważniejszy test; papierek lakmusowy
prawdziwej klasy i wielkości zespołu.Jesli Arsenal nie ustał w dwumeczu z
Liverpoolem,to nie przekonuje mnie 8,10,czy 18 punktów więcej w lidze
Arsenalu i "dopiero" 4 miejsce Liverpoolu w lidze.Liverpool okazał się,na dziś
dzień,lepszym zespołem,dojrzalszym.Arsenal,w kluczowym momencie,nie
wykazał się tą determinacją, którą podkreślasz,a w którą ja nie mam powodów
wątpić - z ta róznicą,że determinacja Liverpoolu była większa,nie znosząca sprzeciwu.
Determinacja Arsenalu starczyła na osiagnięcie określonego puła[u - wyżej
wosk się roztopił,skrzydła posypały,a Ikar rymsnął.
Co do kwestii umiejętności - pełna zgoda.
Pozdrawiam również.



-
2008/04/10 15:55:47
Generalnie zgadzam się z p. Rafałem.
Chciałbym jednak zauważyć swojego rodzaju fenomen zespołu Arsenalu. Nie jestem szczególnym fanem tego zespołu (chociażby z powodu jego "wynarodowionego" charakteru) ale w tym sezonie jestem pod jego wrażeniem!

A mianowicie zespół skazywany na tzw. pożarcie stał sie pretendentem do czołowych miejsc, zarówno lidze jak i LM. Po odejściu Henry'ego każdy się zastanawiał jak ta młodzież będzie w stanie grać a co dopiero wygrywać... Sam też nie wierzyłem, że klika gwiazdek (Rosicky, Hleb), kilku podrostków (Fabregas, Walcott, Flamini) no i reszta wyrobników (Diaby, Eboue) jest w stanie potwierdzić myśl szkoleniową Wengera. Wszyscy skazywali ich max. na walkę o puchar UEFA. A tu jednak...

Wiem, że już wielu zauważyło ten fakt ale nie umniejsza to nadal temu osiągnięciu i moim zdaniem choć Arsenal obecnie można uznać jako przegranych to w świetle całego sezonu należą się im słowa uznania. Czapki z głów.
-
2008/04/10 16:07:24
ja to chciałem tylko słówko powiedzieć do smiechuksc:
przypomnij sobie kolego MS 2002 w Korei, kiedy to Hiszpanie po skandalicznym meczu odpadli z Korea. Hiszpanie byli lepsi, strzelili dwie bramki ale mecz przegrali. Czemu ?? Bo obydwu nie uznał sędzia!!! A to, ze były prawidłowo strzelone pokazały wszystkie stacje telewizyjne świata...
Arsenal był lepsza drużyna w tym dwumeczu a przegrał, bo sędziowie im wydrukowali praktycznie obydwa spotkania.
konkluzja jest taka, ze nie wystarczy być lepszym - czasem trzeba tez powalczyć z wiatrakami...
-
2008/04/10 18:44:14
I ja chciałbym wrzucić 3 grosze, chociaż po przeczytaniu wszystkich postów trudno rzucić coś błyskotliwego;)
Przyznam się z góry, że jestem fanem Arsenalu i nie specjalnie przepadam za Liverpoolem, co nie zmienia faktu, że staram się być w mych ocenach obiektywny.
Po pierwsze - słusznie Rafał zauważył, że o przyczynach porażki mało kto pamięta, w glorii chwały są tylko zwycięzcy. Ale jak ktoś słusznie zauważył - kto jak nie dziennikarze sportowi powinni grzmieć?? Kibice mają mniejszą siłę przebicia... A kto wie, czy właśnie ta krótka pamięć nie jest właśnie przyczyną tych różnych "wpadek", bo skoro się o nich nie pamięta, to po co się przed nimi strzec? Taki sędzia powinien być odsuwany od wielkiej piłki, ale nie jest i spokojnie dalej sędziuje - więc co mu szkodzi czasem się "pomylić", oczywiście niechcący?

Sprawa druga. Owszem, Liverpool gra nieźle w LM, w Premiership trochę gorzej, ale poziom utrzymuje całkiem niezły. Arsenal również - w LM regularnie dochodzi do fazy pucharowej i tanio skóry nigdy nie sprzedaje, w Premiership też spoko. Ale słusznie ktoś zwrócił uwagę na kwoty wydawane na transfery - Liverpool to prawdziwy krezus pod tym względem, Arsenal zdecydowanie słabiej tu wypada. Więc który trener jest lepszy? Dajcie mi 100 mln funtów na transfery, kilkadziesiąt na utrzymanie klubu i z palcem w tyłku zdobędę mistrza OE i z tym klubem przejdę do fazy pucharowej LM, najpóźniej po 2gim sezonie, kiedy mój klub byłby rozstawiony w eliminacjach. Potem znowu kilkadziesiąt baniek i możemy się bić o półfinały LM... No bo kim jest niejaki pan Avram Grant? Wątpię w jego fachowość - to wszystko kwestia kasy wydawanej na team (wieloletnie wydatki Interu potwierdzają regułę - to jakaś anomalia, tak samo jak momentami Real, za brak rozsądku trudno mi odpowiadać, mi go nie brak...). Chociaż wiadomo, że Arsenal biednym klubem nie jest, więc taka króciutka ławka zakrawa na kpinę i skąpstwo, dodam że sam byłem pełen obaw przed sezonem czytając o wzmocnieniach potentatów i ich brak w Arsenalu. A jednak wszystkim napędzili stracha, mam też nadzieję, że mistrzostwo Anglii nie jest jeszcze rozstrzygnięte - dodam, że w sobotę są dwa wielkie mecze, w których goście bardzo muszą się starać o zwycięstwo, żeby gonić gospodarzy w tabeli - Lech w Wawie z Legią i Arsenal w teatrze;) 3mam za nich mocno kciuki!

I sprawa trzecia. Bagatelizowanie błędów sędziowskich, twierdząc że gdyby drużyna była lepsza to i tak by wygrała to jakaś jawna kpina! Na takim poziomie rozgrywek, gdy grają równie mocne kluby to jedna bramka ma ogromne znaczenie!!! Dlatego jak są 2 niekorzystne dla jednej drużyny, w których efekcie ma na koncie jedną bramkę strzeloną mniej, a o jedną więcej, to trudno tu się rozwodzić nad wielkością wygranych, bo w rzeczywistości to właśnie oni okazaliby się frajerami, będąc gorszymi i LM i w lidze, więc proszę bez jaj. Ponadto, dla tych co mają zapędy, by minimalizować siłę Arsenalu i wychwalają pod niebiosa The Reds widząc słuszność karnego w rewanżu, to licząc bramkę więcej przy ewidentnym karnym dla Arsenalu w pierwszym meczu, to i tak Liverpoolczycy byli w trudnej sytuacji przy stanie 3:2 prawda? Słuszny tutaj przykład
meczu Hiszpanii z Koreą - byli lepsi i co? Smutny pan w czerni chciał inaczej...
Powtarzam, gdy grają wielkie drużyny, o wielkim potencjale, to jeden gol czyni wielką różnicę, tym bardziej że w największych starciach jeden gol przesądza o zwycięzcy... Ma on także wpływ na kondycję psychologiczną dwóch stron - jedni mają świadomość bliskiego triumfu, a drudzy wiedzą że muszą strzelić, co ma wpływ na koncepcję gry i całą serię dalszych wydarzeń.
Dlatego dość takich kuriozów i nieuczciwości, chociaż wiem że gdy w grę wchodzi wielka kasa, to trudno o uczciwość. Panie Rafale, chce Pan być wielki? Zacznij Pan z kolegami wielką akcję o analizę zapisu wideo przy kontrowersyjnych sytuacjach - Pan ma do tego znacznie większe możliwości niż np. ja, zacząć od zmian w Polsce, jako poligon, a potem pod naciskiem międzynarodowej opinii publicznej ugnie się i UEFA i FIFA!
-
2008/04/10 19:50:59
Jedna uwaga do osób wspominających mecz Hiszpania - Korea z 2002 roku. Bo podobnie, jak przy okazji meczu Korea - Włochy powtarza się ciągle, że padły tam prawidłowo bramki, których po chamsku nie uznano. Abstrahując od rzeczywiście fatalnego/skandalicznego sęedziowania wówczas, trzeba też trochę zburzyć mit o prawidłowych bramkach. Otóż w tamtych akcjach piłka wpadała do bramki dlatego, że już wcześniej zabrzmiał gwizdek sędziego i bramkarz Korei już normalnie nie interweniował. Skandalem było więc, jeśli już, przerwanie groźnej akcji, a nie nieuznanie gola, który mógł paść, a mógł nie paść. Zresztą to niejedyne przekłamania zwiazane z tymi meczami, funkcjonujące w świadomości kibicowskiej, ale to nie miejsce na głębszą analizę tych spraw.