Blog > Komentarze do wpisu

Zmarł Bobby Fischer. Wersja poprawiona*

Zanim nauczyłem się czytać, grałem maniacko w szachy. Jak nauczyłem się czytać, zacząłem pożerać historie o szachowych geniuszach. Przede wszystkim radzieckich, bo oni mieli przez dziesiątki lat absolutny monopol na niekwestionowane arcymistrzostwo i globalną hegemonię.

Monopol przełamał właśnie Bobby Fischer, najbardziej tajemniczy i kontrowersyjny wśród wszystkich szachowych tytanów.

Grać zaczął jako sześciolatek. Nie miał nauczyciela, po prostu przeczytał instrukcję. Kiedy dopadł do szachownicy, nie umiał się już od niej oderwać. Na szkołę brakowało mu czasu. Uczył się beznadziejnie, ledwie prześlizgiwał się z klasy do klasy. Zapamiętywał za to wszystkie, nie tylko swoje partie. Został pierwszym nastoletnim arcymistrzem. W drodze po globalny prymat nokautował rywali w stylu niespotykanym nigdy wcześniej ani później.

W 1972 roku pokonał w meczu stulecia ówczesnego mistrza świata Borysa Spasskiego, co Amerykanie wykorzystywali w propagandowej wojnie ze Związkiem Radzieckim - wcześniej niemal wszystkie najwybitniejsze szachowe mózgi pracowały na chwałę systemu sowieckiego. Pojedynek miał porywający przebieg. W inauguracyjnej partii Fischer popełnił banalny błąd i przegrał. Na drugą w ogóle nie przyszedł. Radziecka federacja chciała, by Spasski zażądał walkowera, ale ten wolał bić się na szachownicy. I przegrał.

Fischer stał się w Ameryce - dotąd kompletnie obojętnej na urok szachów - medialną megagwiazdą, a ze swoją retoryką idealnie wpisywał się w konfrontację supermocarstw. - Szachy to wojna. Celem jest zniszczenie umysłu przeciwnika - mawiał.

Ze Spasskim rozegrał ostatnią oficjalną partię. Trzy lata później nie bronił tytułu w pojedynku z Anatolijem Karpowem, bo organizatorzy nie spełnili jednego (!) z 64 stawianych przez niego warunków. A domagał się np., by każdy wchodzący do sali, w której toczy gra, zdejmował nakrycie głowy. Został pozbawiony tytułu, choć sam do końca życia uważał się za mistrza. - Nikt mnie nie zdetronizował - tłumaczył.

Zdaniem niektórych dopiero w tamtej dekadzie - lat 70. - zaczął dziwaczeć, dla innych od zawsze był szaleńcem. Wyczekiwał końca świata; wygłaszał gniewne tyrady wymierzone w winnych całego dotykającego ludzkość zła komunistów i Żydów (choć jego matka i prawdopodobnie ojciec też byli Żydami); kiedy do apokalipsy nie doszło, zamknął się w domu w Pasadenie i wychodził z niego tylko po zmroku; znikał, przez całe miesiące nikt nie wiedział, gdzie się podziewa.

Do publicznego życia wrócił w 1992 roku, by rozegrać rewanż - zwycięski - ze Spasskim. Mecz odbył się w Belgradzie, co było złamaniem sankcji nałożonych na Jugosławię podczas wojny domowej w Bośni. Fischerowi groziło 10 lat więzienia. Do ojczyzny już nie wrócił, zrzekł się amerykańskiego obywatelstwa.

Jego umysłem zawładnęły obsesje i spiskowe teorie inspirujące go do coraz radykalniejszych wypowiedzi. Publicznie cieszył się z ataku na WTC, zwierzając się, że chciałby, żeby Stany Zjednoczone zniknęły z powierzchni ziemi. W 2004 roku został zatrzymany na tokijskim lotnisku Narita i wylądował w areszcie. Przed ekstradycją do USA ocalił go rząd islandzki, który co prawda nie przystał na jego prośbę o przyznanie obywatelstwa, lecz dał mu dokument dla bezpaństwowców pozwalający na pobyt na wyspie. W przybranej ojczyźnie spędził resztę życia.

Z doniesień prasowych wiadomo jedno - po wycofaniu się z życia publicznego w połowie lat 70. wciąż, do swoich ostatnich dni, żył szachami. Arcymistrzowie zwierzali się, że co pewien czas jakiś tajemniczy, anonimowy szachista prosił ich o grę przez internet. Domyślali się, że był nim Fischer.

Amerykanin zaczął też grać sam ze sobą. Jego losy zawsze śledziłem z uczuciami bliskimi lękowi. Sam po wieczorze z szachami nie potrafię się od nich uwolnić, śnią mi się całą noc. Pasjonują mnie i przerażają jednocześnie. Co dzieje się w głowach tych, którzy poświęcają im życie?

Przeczytajcie genialną „Nowelę szachową". Stefan Zweig fantastycznie opisuje, jak zniewolić i sponiewierać jaźń mogą szachy. A potem zajrzyjcie tutaj i zobaczcie, jak Fischer rozprawiał się ze Spasskim.

Fischer był chory. Lekarze ze szpitala w Reykjavíku, w którym zmarł na niewydolność nerek, zdiagnozowali u niego ostrą paranoję.

Ale nade wszystko Fischer był graczem wszech czasów, wygrywającym dzięki rewolucyjnemu stylowi, zasłużonym dla przekonania całej planety, że na planszy z 64 polami w dwóch kolorach dzieją się fascynujące historie.

Zmarł w wieku 64 lat. To dopełnia legendy.

*Wersja poprawiona znaczy - napisany na gorąco blogowy wpis zaadaptowany dla jutrzejszej "GW".

piątek, 18 stycznia 2008, rafal.stec

Komentarze
2008/01/18 14:46:10
Faktycznie, byl jednym z najwiekszych o ile nie najwiekszym szachista. Wszystko co osiagnal, osiagnal sam. Bez stada asystentow, sekundantow - wielka indywidualnosc!. Sam pokonal rosjan. IQ prawie 200, fenomenelna pamiec, sila woli, mial wszystko by wygrywac. Jak powiedzial arcymistrz Nigel Short - byl jak Zeus - królem krolów. KGB zrobilo "duzo" by go "wyeliminowac" w dalszej gry..., stad te jego problemy z psychiką. Pozostanie w mojej pamieci!
-
2008/01/18 15:13:42
mariusz.rychlik -> Jakie KGB! To byli kosmici, a konkretnie mięsożerne komunonazistowskie lezbijki z Wegi-8. I to one, nie rząd USA, ścigały go za mecz ze Spasskim w Czarnogórze!
-
2008/01/18 15:34:28
mariusz: Taaaak, a na lotnisku w Japonii też go KGB aresztowało pewnie... I za mecz ze Spasskim KGB kazało władzom USA go ścigać i zamknąć. I o azyl polityczny w Islandii prosił, bo bał się KGB. I z powodu KGB zrzekł się amerykańskiego obywatelstwa. Nie boli cię głowa? Nie miewasz zawrotów? Czy w rodzinie ktoś chorował psychicznie?
-
2008/01/18 16:04:45
Wpół-szaleństwo połączone z geniuszem. Nie pierwsza i nie ostatnia taka mieszanka...

A niejeden z kontrowersyjnych dawniej pomysłów Fischera dziś okazuje się słuszny (co nie znaczy, że forma w jakiej próbował je narzucać, taka była). Zegar z dodawaniem czasu popularny jest od dawna a właśnie staje się jedynym stosowanym w oficjalnych rozgrywkach FIDE. Podobnie znacznie większe są wymagania co do miejsca gry, zachowania publiczności i mediów itd. Nawet szachy fischerowskie (dziś pod nazwą szachów 960) zdobywają coraz większe masy zwolenników i są już grą mainstreamową...

-
2008/01/18 16:06:38
(nawet śmierć w wieku właśnie 64 lat dopisuje się do legendy geniusza 64 pól...)
-
2008/01/18 16:55:54
Nie mylcie faktow, ja mowie o meczu z 1972! Po tym wygranym meczy stal sie smiertelnym wrogiem dla rosjan (czytaj KGB)

Fakt, Fischer opatentowal 1988r nowy zegar szachowy, genialny wynalazek, ktorego notabene nie opatentowal, ot tak sobie, by pokazac ze nie zalezy mu na kasie.

Szachy Fischera wg jego opini maja przeciwdzialac zapamietywaniu tysiacu komputerowych wzorow, gdzie po wykonaniu 20-30 ruchow staje pozycja przygotowana sobie w domu z komputerem. Twierdzil, ze szachy umarly, bo nie sa gra talentu, tylko pamieci!

BTW. Malo kto wie, ze Administracja USA zarejestrowala znak towarowy Bobby Fischer (!!)

Poza tym Bobby Fischer mial polskie korzenie, jego dziadek Jakub Wender pochodzil spod Łodzi, skad wyemigrowal do Chicago na poczatku XXw.

Natomiast jego prawdziwy ojciec Paul Felix Nemenyi, fizyk pochadzacy z Wegier bral udzial w tworzeniu amerykanskiej bomby atomowej.
-
2008/01/18 17:03:07
>Fischer.King

to ze jestes anonimowy nie oznacza ze masz prawo mnie obrazac i co gorsza moja rodzine. jak nie masz argumentow i wiedzy w temacie to sie nie wypowiadaj!

btw wcale taki anonimowy nie jestes :)
-
2008/01/18 17:36:51
mariusz: masz 100% racji: Robert James Fischer was born at Michael Reese Hospital in Chicago, Illinois. His mother, Regina Wender, was a naturalized American citizen of German Jewish[3] descent, born in Switzerland but raised in St. Louis, Missouri, and later a teacher, a registered nurse and a physician.[4] Fischer's father was listed on the birth certificate as Wender's first husband, Hans-Gerhardt Fischer, a German biophysicist.

Jak widać - miał polskie korzenie. A do amerykańskiego więzienia chciało go zamknąć KGB. Wszystko się zgadza.
-
2008/01/18 18:11:59
Robert James ("Bobby") Fischer - ur. w Michael Reese Hospital, Chicago, 1943

Rodzice:
Paul Felix Nemenyi (1896-1952) ur na Wegrzech
Regina Wender (1913-1997) ur w Szwajcarii

Dziadkowie:
Jabob Wender (1885-?) ur w Polce (Łódz)
Ethel (?) (1888-?) ur w Rosji


Pytaj dalej, chętnie odpowiem :)
-
2008/01/18 18:37:56
Szachy bardziej kojarzą mi się z Karpowem, Kasparowem, rzadziej z wspomnianym Fischerem. Przychodzą mi do głowy również takie nazwiska jak Botwinnow i Kramnik (nie wiem czy dobrze piszę). Jednak jak widać po wpisie Amerykanin to dosyć barwna postać - idealna na film (oczywiście po zakończeniu strajku scenarzystów).
-
2008/01/18 20:14:32
Z tym nokautowaniem "nigdy wcześniej ani później" to bym Panie Rafale nie przesadzał. Proszę poczytać o debiucie międzynarodowym Gari Kasparova na turnieju w Banja Luce w 1979 :)
-
2008/01/18 20:16:58
Ogolnie tekst do jutrzejszej GW jest ok mino kilku niescislosci. Natomiast w porownaniu z tekstem, ktory popelnil lat kilka temu pan Talko w temacie "Bobby Fischer" to kawal dobrej roboty :)

Bobby Fischer byl dla szachow tym czym Michael Jordan dla koszykówki. Robil ze swoimi przeciwnikami na szachownicy co chcial :)

Warte podkreslenia jest to, ze gdy wyskakiwal z roznorakimi warunkami np odpowiedni fotel do gry, myslal nie tylko o sobie, ale tez o przeciwniku. Zawsze gral fair! Ze Spasskim, ktorego pokonal do konca zycia pozostawal w przyjacielskich stosunkach!

"Nie wierze w psychologie, wierze w dobre ruchy"- mawial.

Dwie ksiazki, ktorej popelnil uwazane sa za najlepsze ksiazki szachowe wszechczasow :)

Mial trudny charakter, byl ekscentryczny i po odejsciu od szachow w nienajlepszej kondycji psychicznej. Ale byl tez geniuszem. Z talentem Capablanki, z pracowitoscia Alechina byl w swoim czasie niepokonany, lepszy o klase. Takiej przewagi w sile gry nikt nigdy nie osiagnal. A dokonal tego sam. Chlopak z kieszonkowymi szachami, z ksiazka z suchym zapisem parti przeciwnikow (bez komentarzy do nich). Sam powalil na kolana radziecka koalicje. Niebywałe!

Ale taki sukces ma swoja cene... :(

BTW. Wspominamy wyzej Botwinnik, ktorego uczniami byli zarowno Karpow jak i Kasparow, powiedzial, ze Fischer przewyzszal ich umiejetnoscia gry koncowej. Gral jak komputer w czasach, gdy komputerow nie bylo :)

Sam Kasparow stwierdzil, ze Bobby Fischer wtprzedzil swoja epoke o 20 lat, a Kramnik, ze Fischer gral w latach 70- tych jak obecni arcymistrzowie.

Wielka indywidualnosc..., Mozart szachow...


-
2008/01/18 21:12:16
Ja to rozumiem. Szachy są moją pasją, niestety amatorską. Na starość za mało już mam cierpliwości by czytać i analizować.
Nie lubię stylu Botwinnika, uwielbiam Kasparowa. O Fisherze słyszałem tylko te wszystkie legendy.
Na kurniku potrafię spędzić całą noc, a potem w pracy ledwo trzymać się pionu.

Dziękuję za artykuł o szachach (bo tak naprawdę to artykuł o nich)!
-
2008/01/18 21:15:38
Fascynująca historia.
-
2008/01/18 22:58:22
"Z tym nokautowaniem "nigdy wcześniej ani później" to bym Panie Rafale nie przesadzał. Proszę poczytać o debiucie międzynarodowym Gari Kasparova na turnieju w Banja Luce w 1979 :)"

a jednak przed meczem ze Spasskim Fischer wygral cwiercfinalowy i polfinalowy mecz pretendentow (ten drugi z Larsenem, najsliniejszym wowczas obok Fischera szachista nieradzieckim) w stosunku: 6 wygranych, zero porazek, zero remisow. To jakby w polfinale Ligi Mistrzow padl wynik 10-0 :).

Natomiast o ile pamietam, to do meczu z Karpowem nie doszlo, bo nie zaakceptowano zadania Fischera, aby grano do 10 zwyciestw, a przy wyniku 9-9 mecz sie konczyl (i mistrz zachowywal tytul). Mecz sie nie odbyl, ale kolejne mecze o mistrzostwo swiata rozgrywano wg podobnych zasad - do 6 wygranych (wczesniej po prostu mecz wygrywal ten, kto pierwszy zdobyl wiecej niz 12 punktow, liczac remisy), przy stanie 5-5 mecz kontynuwano.
-
2008/01/19 03:44:16
Kol. Rychlik: to jak w końcu:
"Fischer opatentowal 1988r nowy zegar szachowy, genialny wynalazek, ktorego notabene nie opatentowal, ot tak sobie, by pokazac ze nie zalezy mu na kasie."

Opatentował, czy nie opatentował? Bo z powyższego zdania można mieć wiedzę nazbyt dialektyczną. Jest, a jakoby nie było. Nic nie rozumiem. Prosiłbym też (o ile to możliwe) o jakies info o owym zegarze.

Na marginesie: to, że F. jest jednym z trójki największych - tu dyskusji raczej nie ma. Nie przesądzałbym jednak o tym, że jest największym, bo wielu określa tak Kasparowa.
I mimo wszystko ceniłbym (i cenię) Fishera za geniusz, a nie za pokonanie "radzieckiej koalicji". To pierwsze jest o niebo ważniejsze, a drugie trąci odwiecznymi polskimi kompleksami. Może już starczy? Tym bardziej, że w powiązaniu postawy samego Fishera wobec juesej, to podkreślanie zasług "wojennych" dla samego zmarłego dziwacznie zapewne by współcześnie brzmiało. Swoją drogą - oskarżanie Fishera o antysemityzm tylko za to, że widział to, co państwo Izrael wyrabia na włąsnym podwórku, to już kompletna paranoja.
-
2008/01/19 05:16:38
Szkoda faceta, byl najlepszy na swiecie w tym co robil.
-
2008/01/19 08:23:06
>chatnoire
>kopperek

"ktorego notabene nie opatentowal"-zle sie wyrazilem (zmeczenie) Mialem na mysli fakt, ze stracil prawa autorskie, bo nie opacil patentu.

BF opatentowal (U.S. Patent 4,884,255)zegar, ktory krotko mowiac po kazdym ruchu dodaje okreslony czas, np 20sek, dzieki czemu nie mozna wygrac/przegrac na czas. Notabene tym wynalazkiem nie chciala sie zainteresowac firma SEIKO. W 2001 w skutek nieopladania praw patentowych prawa autorkie wygasly.

Nikt niegdy nie rozsadzi kto byl najwiekszym. Capa, Alechin, BF, Karpow, Kasparow...
Jak sam BF powiedzial, to sa rzeczy nieporownywalne, mozna tylko porownywac glebie talentu. Bezspornym jest jednak, ze BF w swoim czasie (1970-72) osiagnal przewage 120-150 ELO, czego Kasparow nigdy nie dokonal. Choc ELO to tylko matematyczny wykladnik, pokazuje jednak roznice klasy. Obecnie ELO podlega inflacji (korchnoi- ok 30 pkt na 10lat; Sznapik- ok 100-150 przez ostatnie 30 lat, etc)

BF i Kasparow to szachisci roznych epok. Nie mozna matematycznie wykazac, kto byl "większy". Owszem Kasparow pokonal Karpowa. Ale fakt, ze Kasparow przegral z Kramnikiem w 2000r mowi, ze Kramnik jest lepszy-nie! do konca swojej kariery (2005) pozostal najlepszy :)

BF nie rozegral meczu z Karpowem w 1975 bo bal sie kombinacji Zwiazku Radzieckiego. Tajemnica poliszynela jest fakt, ze kolejny konkurent Karpowa (1978) Korchnoi "mial zginac", a po nastepnym ich meczu "zasadniczo pogorszyl mu sie wzrok"- przypadek?! Ale to juz inna historia..

BF dokonal czegos, czego nikt nigdy nie osiagnal. Pokonal rosjan. W dodatku ich wlasna bronia- doskonale opanowal arkana ich szkoly szachowej. Bez pomocy sekundantow, trenerow etc. Rozgromil po kolei wszystkich- 20 partii pod rzad! 7 w turnieju miedzystrefowym (kwalifikacyjnym) w meczu prezententow: z Tajmanowem 6-0!, z Larsenem 6-0!, w meczy finalowym z Petrosjanem wygral 1 partie, przegral druga (przez lekkomyslnosc), ale ostatnie partie wygral 4-0! W meczu finalowym ze Spasskim przegral pierwsza (przedobrzyl), druga walkowerem (bo organizatorzy nie spelnili jego warunkow, a walczyl o jak najlepsze warunki dla siebie...i Spasskiego!) Od stanu 0-2 osiagnal przewage 3 pkt (!) przegrywajac (znowu lekkomyslnosc) tylko jedna i zakonczyl mecz przez czasem, miast 24 partie byly 21.
-
2008/01/19 08:33:36
Byc moze najwiekszym byl Kasparow. Ale na niego pracowal caly sztab sekundantow, trenerow... Notanebe podczas meczu z Karpowem mial tez swojego kucharza, psychologa, agentow, kontragentow ;) To inne szachy. Dzis kazdy moze miec "Fischera"- wlaczajac komputer. Ale wtedy trzeba bylo myslec, a nie wykonywac komputerowe ruchy.

Mial swoj styl. Gral swoje szachy. Wszyscy wiedzieli jakie otwarcia bedzie gral BF, przygotowywai sie na nie, tylko ze pozniej dziwili sie wynikiem partii :) Byl wielki w obronie i w ataku, mial filigranowa technike. Dzis po sprawdzeniu przez programu komputerowe widac ze gral jak ..komputer :) Uznany za jednego z najlepszych w grze koncowej, szczegolnie koncowki wieza z fekka figura. Na jego partiach ucza sie miliony, tyle tylko ze my wykonujemy ruchy, a on znal ich glebie jak malo kto. Wymienial silne figury przeciwnika a sobie zostawial te silne. Gral bardzo jasno, ale ta jasnosc to domena geniuszy!

BF byl wrogiem remisow i ustawiania wynikow. W ogole chcial by remis nie byl traktowany jak "wynik" tylko jasna wykladnia: wygral/przegral. Mowil: "remisy sa dla mieczakow, a wygrana to wynik walki"

Kopperek dobrze opisal warunki stawiane przez BF. Mistrzem swiata mial wg BF zostac gracz, ktory pokona swojego poprzednika, czyli w przypadku remisowym (9:9) mistrz zachowuje tytul, a pretendent z kolei by wygrac musi doprowadzic do wyniku 10:8, zatem wygrac z przewaga 2 pkt.

Wczoraj N. Short powiedzial, ze gra BF wydawal sie wszystkim taki prosta i jasna. Ale dodal tez, ze ta prostota to domena najwiekszych. BF podobnie jak Capa mial talent. Na pierwszy ruch oka wiedzial gdzie ma ustawic swoje figury, nie liczyl tasiemcowych wariantow...

Bezspornym jest fakt, ze wydarzenia po odejsciu od szachow nie przyniosly mu zaszczytu. Mial problemy psychiczne. Ale to jest cena jaka zaplacil. Jego zachowania i wypowiedzil z ostatnich lat zasadniczo odstaja od zachowan przecietnych ludzi. Ale tylko on byl geniuszem :)

Dla mnie pozostanie bohaterem. SAM pokonal koalicje radziecka. Byl mozartem szachow! Mial swoje dziwactwa, ale byl ielka osobowoscia. Nikt nie podwazy argumentu, ze zrobil dla szachow wiecej niz Kasparow i Karpow razem wzieci. Z gry swietlicowej wprowadzil ja na salony. Doprowadzil do zasadniczego poprawienia warunkow gry, w tym polepszenia uposazenia. Kiedys grano o grosze, teraz o miliony. Fakt, byl bezkompromisowy w zyciu, ale takze na szachownicy. Zawsze gral do konca, do wyczerpania sil i mozliwosci. Nigdy nie ukladal sie z przeciwnikiem. Byl wrogiem remisowego wyniku. Kazdy kto z nim gral ze Spasskim na czele powie, ze gral fair!

Motto, ktore umiescil w swojej (notabene jego za najlepsza ksiazke szachowa) ksiazce z 1969r:

"On the chessboard lies and hypocrisy do not survive long. The creative combination lays bare the presumption of a lie; the merciless fact, culminating in a checkmate, contradicts the hipocrite"
-
2008/01/19 14:40:30
Mariusz.Rychlik - całkiem fajnie się to czyta. Respekt
-
2008/01/19 15:04:52
"BF opatentowal (U.S. Patent 4,884,255) zegar, ktory krotko mowiac po kazdym ruchu dodaje okreslony czas, np 20sek, dzieki czemu nie mozna wygrac/przegrac na czas"

Teoretycznie można, ale na każdy ruch ma się te np. 20 sekund, co na odpowiednim poziomie w praktyce wystarczy do zrealizowania przewagi wywalczonej na szachownicy.
-
2008/01/19 17:50:04
@Mariusz Rychlik nie przesadzaj. Kasparow miał w sowieckich szachach też pełno wrogów. Właściwie w BYĆ MOŻE kluczowym momencie kariery pomógł mu paradoksalnie Korcznoj.Do tego nikomu w Sowietach tak naprawdę nie zależało, żeby Karpow stracił tytuł, zwłąszcza z Garrim... Na plus Fisherowi właśnie też należy policzyć, że musiał grać nie tylko supersilnymi sowieckimi GMami, ale z koalicją takich GMów, często "zarządzanych" tak jak np. chińscy pingpongiści... Poza tym Twoja teza, że za problemy Fishera z psychiką jest odpowiedzialna KGB jest delikatnie pisząc naciągana... Bobby szybko zaczął "świrować", w zasadzie już przed meczem o tytuł. Poza tym jest to cecha zadziwiająco wieli wybitnych szachistów - np. Kamsky, Iwańczuk:)

@Koperrek mecze pretendentów Fishera to oczywiście kawał niepowtarzalnej historii. Natomiast chciałem podkreślić, że o ile się nie mylę Kasparow pojechał do Banja Luki przez pomyłkę i podówczas bez ŻADNEGO tytułu międzynarodowego robiąc wynik w okolicach 2600...
Co do rzekomego antysemityzmu Fishera to nie jest wcale tak, że dorobił się gęby antysemity bo krytykował państwo Izrael.
Generalnie Bobby "na stare lata" miał obsesje syjonistycznych spisków, również był negacjonistą holocaustu, domagał się likwidacji wszystkich synagog w USA etc.. Trudno mieć o to do niego pretensje, bo przecież tego typu poglądy były raczej funkcją psychicznych problemów wielkiego szachisty (sam się zresztą uważał za ofiarę "żydowskiej konspiracji"), niż jakimś realnym poglądem politycznym.
-
2008/01/21 14:43:20
Gwoli uzupełnienia artykułu -
Ameryka miała w swojej historii przed Fischerem okres większego zainteresowania szachami, głównie dzięki dwóm graczom, wybitnym taktyku z 19 wieku, Paulu Morphym, później zaś dzięki świetnemu graczowi z początku 20 wieku - Frankowi Marshallowi. Rzecz jasna nie było to zainteresowanie porównywalne z tym Fischerowym, ale było jak na ówczesny świat całkiem znaczne.
Tak samo nie do końca jest prawdą, że choroba psychiczna zaczęła ujawniać się w latach 70-tych, ona zaczęła wówczas być coraz bardziej odczuwalna. Zdrowy psychicznie on nigdy nie był.

No i jednak nie zgodzę się z tezą, że był graczem wszech czasów. Nie uważam, by gracze jak kiedyś Capablanca, czy prawie aktualnie Kasparov mu ustępowali w sile gry. Także warto pamiętać o graczach potrafiących grać na światowym poziomie przez lat kilkadziesiąt, jak na przykład Lasker, Botwinnik, Smysłow czy Tal,a nie jak Fischer przez ledwie dekadę i to grając nawet wówczas sporadycznie. W kręgach szachowych jest bardzo modne mówienie o grze Fischera w samych superlatywach, deprecjonowanie jego osiągnięć jest bardzo "passe".
Jego legenda wzięła się również dzięki temu, że toczył walkę z całym obozem radzieckim - ale nawet to nie jest tak oczywiste, gdyż sam obóz radziecki nie był jednolity, gdyż grali w nim gracze z odmiennych republik, którzy niechętnie kooperowali, no i było też kilku znaczących graczy nie pochodzących z ZSRR (Jugosłowianie, Węgrzy, Skandynawowie czy nawet Amerykanie).

Nie chcę bynajmniej całkowicie deprecjonować Mistrza Świata, tylko wiem z doświadczenia 15 lat grania w tę dyscyplinę, że o Fischerze mówi się dużo ogólników, a bardzo niewiele konkretów.