Blog > Komentarze do wpisu

Brazylijczyk królem strzelców Euro 2008?

Przed Bożym Narodzeniem zadałem tutaj tyleż dramatycznie brzmiące, co w zamiarze nieco prowokacyjne pytanie, czy mundial straci sens. Piłem do dość odległej przyszłości - lub raczej jej hipotetycznej wizji - w której granice międzypaństwowe, zwłaszcza w Europie, jeszcze bardziej się zatrą, każdy piłkarz będzie sobie wybierał reprezentację kraju wedle własnego widzimisię, a najbogatsze federacje narodowe będą - zupełnie jak teraz kluby - kusić sutymi kontraktami najzdolniejszych.

Całej dyskusji nie chcę wznawiać, dziś wracam tylko do tezy Michała Pola i wielu innych komentatorów, także zagranicznych, którzy wieszczyli wówczas rewolucję, bowiem hiszpański bramkarz Manuel Almunia zadeklarował, że byłby gotów - po otrzymaniu brytyjskiego obywatelstwa - zagrać dla reprezentacji Anglii.

Ja protestowałem, dla mnie rewolucja była i jest niemożliwa, bowiem dawno temu już się odbyła - choć w tempie raczej ewolucyjnym. Harmider wybuchł z jednego tylko powodu: historia dotyczyła wyspiarskiej piłki, a ta ma nieprawdopodobną moc kreowania medialnych megahitów z niczego.

I oto mamy tego dowód. Włosi wyliczyli właśnie, że ich reprezentacyjni napastnicy nie imponują ostatnio taką skutecznością, jaką zadziwiali przed mundialem w 2006 roku, na którym sięgnęli po złoto. Spytali więc Brazylijczyka Amauriego, niepowoływanego do swojej kadry, czy nie zechciałby zagrać dla Italii.

Amauri

Piłkarz Palermo początkowo się wzdragał, manifestował przywiązanie do ojczyzny. Ale w końcu zmienił zdanie. I nie będzie musiał nawet szukać przodków, którzy wyemigrowali kiedyś do Ameryki Płd. Wystarczy, że jego żona - i rodaczka zarazem - Cynthia mieszka na Półwyspie Apenińskim od 12 lat.

Jeśli Amauri zdąży przebrnąć przez biurokratyczne procedury - a medialna kampania wspomagająca już trwa - w czerwcu prawdopodobnie pojedzie na Euro 2008. Operacja przeprowadzana jest jednak po cichu, w końcu rzecz nie dotyczy Anglików. Kiedy Argentyńczyk Mauro Camoranesi stawał się Włochem, też nie huczało w całej Europie. A mistrzostwo świata z przybraną ojczyzną zdobył.

Na rewolucję zatem za późno, ale kolejne bariery będą padać. Ostatecznie wcale nie doszłoby do supersensacji, gdyby królem strzelców Euro 2008 został chorwacki Brazylijczyk Eduardo lub włoski Brazylijczyk Amauri.

czwartek, 17 stycznia 2008, rafal.stec
Komentarze
2008/01/17 02:27:29
Znowu walkujemy ten sam temat. Nic sie na to nie poradzi. Ja tylko zaluje, ze nasi w pore sie nie zorientowali i nie podebrali Niemiaszkom Podolskiego i Klosego. Chociaz Klose pewnie by sie nie zgodzil grac dla Polakow, bo to okropny buc.
Mysle, ze o wyborze kadry powinno decydowac tylko i wylacznie miejsce urodzenia, a druga zaleznoscia mogloby byc to, czy oboje z rodzicow byli danej narodowosci.
Moze w koncu Fifa pojdzie po rozum do glowy i pomysli nad przepisami tego rodzaju. Denerwowalo mnie, kiedy Portugalczycy wygrywali mecze dzieki Deco, Niemcy dzieki wykorzystywali polski atak, a Chorwaci rozmietli Anglikow przy pomocy Brazylijczyka.
-
2008/01/17 02:32:31
I w sumie dalej mnie to denerwuje;) Odpowiednie przepisy moglyby zapobiec paradoksowi o ktorym Pan pisze w przyszlosci.
To co mnie jeszcze gnebi to wyrzucenia z kadry i powroty do niej (Korzym, Grosicki, Marciniak) oraz rezygnacje gwiazd z reprezentacji i ich powroty na wielkie imprezy. Powinno sie to ustalac jakimis przepisami. Gdzie tu sprawiedliwosc? Jedni moga wrocic, inni nie. Jedni haruja przez cale eliminacje, a gwiazdki wracaja na finaly. Troche belkocze, bo nie spalem ostatniej nocy, ale wydaje mi sie, ze da sie ogarnac co mam na mysli;)
-
2008/01/17 08:07:22
Skoro zawodnika nie mozna zmuszać do gry w kadrze,bo przecież to indywidualna sprawa, to nie dajmy mu także prawo do wyboru reprezentacji. Pare dni temu dywagowaliśmy na ten temat. Jeżeli wtedy, ktoś optował za wolnością w podejmowaniu decyzji, to niech teraz również nie ubolewa nad "brazylifikacja życia piłkarskiego".

Przepis dający możliwosć wyboru reprezentacji jest jak kij:ma dwa końce. Większośc z nas denerwowała się polskim atakiem reprezentacji Niemiec. Kto jednak załamywałby ręce gdy kiedyś grę dla Polski szczerze zaproponował jakiś megagwiazdor np. z Argentyny(oczywsiście uprawniony,tj. nieskażony grą w innej rep.:-))?

Po za tym, w aspekcie gry w reprezentacji, można chyba tylko wspołczyć piłkarzom z państw o statsusie potęg piłkarskich.

W ich reprezentacjach teoretycznie najtrudniej jest znaleźć wolne miejsce:-).Choć patrząc na Ronaldinho czy Kakę i ich podejście do reprezentacji, mogą to byc tylko pozory.
-
2008/01/17 08:09:09
W pierwszym akapicie jest: "to nie dajmy mu także prawo do wyboru reprezentacji", powinno być oczywisćie:"to dajmy mu także prawo do wyboru reprezentacji".
Ot chochlik taki.
-
2008/01/17 08:14:56
Jakby nie patrzeć Polska też swojego Olisadebe miała. Jak dla mnie to nic złego, jak ktoś zmienia obywatelstwo i gra w reprezentacji nowego kraju. To tylko wina ojczyzn tych piłkarzy, że o nich nie dbają! Czy Polska zrobiła coś w sprawie Klose, Podolskiego i Szeteli? Tak, tyle, że znacznie za późno. Działacze woleli czczo gadać i marnować ich czas. Taki Almunia nawet nie spojrzałby na reprezentację Anglii, gdyby nie był traktowany tak niewdzięcznie w Hiszpanii, Deco nie odszedłby do Portugalii za namową JFS, gdyby Canarinthos go chcieli, tak samo Amauri i Eduardo. Jeśli okazuję się po pewnym czasie, że strata jakiegoś zawodnika to strata reprezentacji ich ojczyzny to tylko jej wina. Na miejscu Almunii zostałbym Anglikiem- lepiej czuć się gdzieś potrzebny, a nie myśleć o odrzuceniu przez własny kraj.
-
2008/01/17 08:54:47
dla mnie piłkarz reprezentujący kraj, z którego nie pochodzi, nie zna języka, kultury, historii itp to żaden piłkarz... to najemnik, który gra tylko i wyłącznie dla własnych korzyści ( chęć pokazania się, wypromowania, trochę próżności ) on nie gra dla danego Państwa, on tego nie czuje w sercu... w zamierzchłych czasach również wynajmowano żołnierzy z innych krajów, bo byli lepsi... i Ci wynajmowani byli bardzo zdradzieccy wobec swojego nowego pracodawcy... dlaczego ? bo im wisiało dla kogo walczą... profity ważniejsze... tak więc ja jestem zdecydowanie przeciw takim naturalizacjom, wystarczy, że niezły misz masz jest już w piłce klubowej. Troszkę chyba namotałem, wybaczcie...
-
2008/01/17 09:10:35
@Pajac kultury
O podejściu naturalizowanego zawodnika do nowego kraju"...on nie gra dla danego Państwa, on tego nie czuje w sercu..."

Wydaj mi się,że to zbyt duże uogólnienie. Każdy przypadek jestinny. Na pewno decyzję o zmianie barw determinują czynniki,które wymieniłeś.

Nie mniej, marudzenie na kadrę, bo brak odpoczynku,a i kasa słabiutka, jest zjawiskiem ponad państwowym. Na pewno w każdym kraju znjdą się tacy,dla których przywiązanie do barw,honor gry w reprezentacji to nic nieznaczące,puste słowa.

Dlaczego,pytam, graczowi z podwójnym obywatelstwem ma chcieć się mniej niż rodzimemu piłkarzowi?Uważam,choć pewnie i tu znajdą się wyjątki,że jest właśnie odwrotnie. To naturalizowany musi bardziej sie starć,żeby uniknąć krytki rzeszy nieufnych, widzących wszędzie spisek i przekręty. Przybysz musi więcej chcieć i umieć od tubylca.

-
2008/01/17 09:22:16
A Olisadebe? On też otrzymał obywatelstwo naszego kraju, żeby grać w reprezentacji. O nim nikt już nie pamięta? Skoro już zaczynamy takie wywody poszukajmy również na swoim podwórku ;)
-
2008/01/17 09:25:29
dobra... opowiem może taką oto anegdotkę, bo podpasowała do tematu... byłem niegdyś na wakacjach na Krecie z dziewczyną, był to okres mistrzostw świata w Korei i Japonii... wracaliśmy sobie taksówką do hotelu i kierowca się pyta łamaną angielszczyzną skąd jesteśmy... My na to - Poland ,on nagle tak dziwnie na nas spojrzał, pokazał kciuka w geście triumfu i z radością w głosie: - Poland, Poland ok! Olisadebe... ok ! :) (zaznaczę, że wtedy Oli coś tam grał jeszcze w Panathinaikosie, stąd jego skojarzenie )
-
2008/01/17 09:51:25
Skoro mowa o Olisadebe, to gdyby nie ten najemnik ja go nazywa pajac kultury,historia polskiej piłki byłaby uboższa o jeden występ Polski na mundialu.
Pomimo tych wszystkich naturalizacji reprezentacyjnemu futbolowi ,przynajmniej w Europie, nie grozi"arsenalizacja".To znaczy, wątpie,żeby jakaś jedenastka narodowa w znaczącej części złożona była z obcokrajowców. Nie mam jednak pewności, gdy pomyśle o państwach arabskich, rządzonych przez szalonych panów w turnbanach. Tam chyba wszystko sie może zdarzyć, bez względu na pieniądze.
-
2008/01/17 13:23:46
Znak czasów. Wielu z nas, w tym ja, wyjechało do różnych krajów, układa sobie tam życie, nie rezygnując przy tym ze swoich korzeni. Gdybym był dobrym piłkarzem i Grecja zaproponowałaby mi udział w Euro a Polska by mnie nie chciała, na pewno bym się zgodził. W końcu żyję tutaj, płacę podatki itp. Granice znikają, nie ma już tak wielkiego znaczenia czy mieszkasz w Atenach czy w Warszawie. Myszką pachnie mówienie o honorze... Czy ktoś traci honor bo decyduje się grać dla "innej" ojczyzny? Bzdura. Nie musi też znać historii i kultury danego kraju. Czy wszyscy Polacy ją znają? Poza tym, wydaje mi się, na podstawie rozmów z poznanymi Niemiaszkami, że Podolski i Klose to pozytywny obraz "Polaka" w Niemczech. Niech sobie chłopaki grają gdzie chcą, byle tylko w jednej drużynie narodowej. Zmiany narodowości co sezon byłyby nie do wytrzymania i chyba do nich nie dojdzie. :)
-
2008/01/17 15:54:35
'Eee tam', że tak powiem ;) Zjawisko na tyle powszechne (choć w granicach rozsądku, jeszcze), że póki co rąk załamywać nie należy.
Zresztą gdy zobaczyłem tytuł, pomyślałem, że chodzi o Eduardo właśnie... z kolei ktoś inny może pomyśleć o Deco, czyli to wcale nie taka heca.
Strzelać złote bramki na wagę mistrza Europy Argentyńczykowi wolno, a zostać królem strzelców już nie? Czy takie rozumowanie ma jakikolwiek sens? No właśnie.
-
2008/01/17 16:14:28
Co do grania w Polskiej reprezentacji Olisadebe, którego zresztą darzę sporą sympatią - najważniejszymi kwestiami psychicznymi tematu reprezentowania obcych barw jest dla mnie moralność i świadomość. Przecież taki E.Olisadebe przed przyjazdem do naszego kraju miał tyle wspólnego z Polska co ja z Nigerią. Mam tylko nadzieje, że czuł po prostu o co chodzi. Czy grał w Biało-czerwonej koszulce dlatego, iż w tamtym okresie reprezentacja Nigerii była po prostu dla nie go za mocna? Czy też podczas gry w Polonii Warszawa poczuł więź z naszym krajem i występując w reprezentacji chciał te więzy zacieśnić? Mam nadzieję, że wybierając kierował się moralnością. Wszyscy my tu przypominamy Olego, dla mnie natomiast, w kwestii grania dla obcej reprezentacji kluczowa jest (była właściwie)sprawa Ailtona, piłkarza, który większych szans na grę w narodowej reprezentacji nie miał, jednak jest on trzecim pod względem liczby strzelonych goli napastnikiem spoza Niemiec w Bundeslidze. Otóż ten jegomość niezwykle chętnie opowiadał się za grą w reprezentacji Kataru, oczywiście nie za darmo. Dzięki interwencji władz światowego futbolu taki Czołg, czy jak się tam zwie Ailtona nie będzie zarabiał za przywdziewanie koszulki z godłem innego państwa niż ojczyzna milion razy więcej niż polskie pielęgniarki czy górnicy. A ja odzyskałem wiarę w moralność futbolu.

Panie Rafale - a dlaczego nie Eduardo?
Przyjechał on do Chorwacji w wieku lat piętnastu (sytuacja analogiczna jak wspomnianego przez pana Amauriego), miał w związku z tym bardzo dużo czasu aby zmienić mentalność z Brazylijskiej na Chorwacką. Pytanie tylko, czy umiejętności z zakresu władania futbolówką, które zdobywał przez swoje dzieciństwo w Kraju Kawy były bardziej cenniejsze od tych zdobytych w latach późniejszych, już w Chorwacji.
-
2008/01/17 16:51:18
Kto jak kto, ale my Polacy z wiadomych powodów musimy siedzieć cicho. Nawet jak ten "Chorwat" będzie nam strzelał.
-
2008/01/17 17:53:06
Kubasniewski, bardzo słuszna dedukcja :) Olisadebe, a Eduardo, Amauri i Almunia to zupełnie inne historie. Eduardo i Amauri w dowód wdzięczności (za)grają dla nowych krajów, Hiszpania Almunii nie potrzebuje, a My? Wzięliśmy Oliego z tzw. kątowni. Tak na logikę- lepszy kraj, który Cię chce i który już poniekąd reprezentujesz niż ten, który Cię odrzuca :) Każdy ma własne sumienie i sam zadecyduje, jedni patrzą na rangę kraju, natomiast inni myślą o ojczyźnie- Tej jedynej. Dla porównania Klose i Smolarek- obydwaj co dla nich znaczy Ojczyzna...
-
2008/01/17 17:53:27
Obydwaj pokazali w ostatnim zdaniu :)
-
2008/01/17 20:36:27
w koszykówce może grać jeden naturalizowany. dzieki temu jak sie kogos bierze to juz konkretnego. w nodze powinno wiec byc 2-3 i po sprawie. Nie wiem czy wziecie 3 na turniej w 23-osobowej kadrze to jakas tragedia.
-
2008/01/18 16:27:03
Tak PIPES_PIPES, tyle że czy wymienieni przez Ciebie reprezentują tę "słabszą" ojczyznę z powodu jakiegoś uczucia do niej, czy dlatego, że tylko w tej mają szansę grać (czyt. z braku laku:))