Blog > Komentarze do wpisu

4 lata temu zmarł Zdzisław Ambroziak

Zdzisław Ambroziak. Fot. Sławomir Kamiński

Gdyby wciąż żył, i tak byłby dziś wniebowzięty.

Siatkówkę i tenis kochał przecież ponad wszystkie inne sporty, tymczasem polskie sukcesy musiał wyławiać wspomnieniami z lat 70. Teraz obie dyscypliny przeżywają u nas rozkwit lub przynajmniej - to dotyczy kortów - dają rozkwitu obietnicę.

Ambroży tej chwili nie dotrwał, choć chyba każdy, kto go poznał, pomyślał, że jest nieśmiertelny. Tak jak każdy, komu zmiażdżył dłoń swoimi wielkimi łapskami, nie uwierzyłby, że spod nich mogą spływać na klawiaturę subtelne zdania.

Na kilkadziesiąt minut przed meczem Agnieszki Radwańskiej brakuje go specjalnie. Każda runda Australian Open, każdy triumf siatkarek bądź siatkarzy inspirowałby Ambrożego do refleksji ubranej w słowa co najmniej tak smaczne jak sukces sportowca rodaka. A wszyscy my - piszący o sporcie - uczylibyśmy się pokory. Bo choć wiemy, że trzeba się starać i przeć do przodu, to wiemy też, że nikt z nas najlepszy nie będzie. Najlepszy był - i jest - Ambroży. (Najhojniejszy komplement, jaki od Niego usłyszałem: „Z sensem to napisałeś.” Do dziś pamiętam, gdzie, kiedy i za co padł.)

Muszę uciec w cytaty. Muszę, bo żeby napisać „z sensem” o Ambrożym, trzeba by pisać jak Ambroży. Ja nie umiem.

Ten kawałek wyciągnąłem z arcydzieła literatury. (Jeden z jego bohaterów postanawia nigdy się nie zestarzeć i popełnić samobójstwo, gdy skończy 60 lat. Kończy je 23 stycznia…) Opisuje postać z zupełnie innej planety i wyrwany z kontekstu razi trochę patosem, ale moim zdaniem jakąś prawdę o Ambrożym mówi, a On sam patosu się nie wstydził:

„Sam siebie definiował jako urodzonego pacyfistę, zwolennika ostatecznej ugody między liberałami i konserwatystami dla dobra ojczyzny. Mimo to jego publiczne wystąpienia cechowała tak dalece idąca niezależność, że nikt nie uważał go za swojego: liberałowie mieli go za jaskiniowego wstecznika, konserwatyści mawiali, że brakuje mu jedynie tego, by wstąpił do masonerii, masoni zaś odrzucali go jako zakonspirowanego klechę Watykanu.”

Jak mówiłem - trochę od czapy, ale m.in. właśnie niezależność, prócz innych, czysto dziennikarskich zalet, czyniła Ambrożego wyjątkowym.

środa, 23 stycznia 2008, rafal.stec
Komentarze
2008/01/23 01:27:59
Ani tenis ani siatkówka nie są tym, czym były, kiedy ZA kometował zawody, czy o nich pisał. O sporcie i nie tylko. Właśnie owo "nie tylko" wyróżniało go z masy sportowych dziennikarzy (ledwie kilku było podobnych). I nie mędkrował, nie filozofował (w potocznym tego słowa znaczeniu) tylko czynił sport i wszystko, co on ze sobą niesie cząstką kultury. A to sztuka;). Szczególnie w czasach, kiedy megalomaniacy bredzą tylko i wyłącznie o proteinach, medialności, o szmalu a gdzieś umyka im walka na bieżni czy boisku. Przyznam się ze wstydem, że myśląc o ZA nigdy nie mogę zapomnieć swojej własnej głupoty, która kazała mi kiedy słuchałem jego ostatnich olimpijskich komentarzy siatkarskich zastanawiać się czy on czasem sobie aby nie "chlapnął". Tak niewyraźnie mówił.
No i po raz kolejny dziękuję za książkowe wydanie felietonów ZA.

merlin.pl/frontend/browse/product/1,413152.html

Postawy "w okolicach" nałogu HW nadal jednak nie potrafię ocenić jednoznacznie. Tylko jakie to ma znaczenie?
ps
Jeszcze przypomniałem sobie coś:
Kiedyś w "Asie" [tenisowym dodatku do "Sportowca"] ZA strzelił sobie gola, pisząc tekst pt. "Rakieta z wigwamu", gdzie to rozwiódł się nad młodziutkim Samprasem (1988?), jako rzekomym Indianinie. Bodajże plemię nawet podał. I jakoś korona ZA z głowy nie spadła - dość szybko (i to na antenie TV) komentując jakąś grę przypomniał o tym, przeprosił i sprostował.
Ciekaw jestem ilu jego kolegom po fachu coś takiego przyszłoby dziś do głowy. W erze MEGASUPERHIPERGWIAZDY, która obśmiana za wymowę nazwiska Kuettela "wytłumaczyła", że w każdym kantonie inaczej się to nazwisko wymawia.
-
2008/01/23 03:40:42
Fajnie napisane. Dziekuje, Panie Rafale. Denerwuje mnie czasem Panskie pisanie. Jak to kibica. Ale zyskal Pan moj szacunek tym tekstem. I tak jakos nie po naszemu. Nie ma zlosci, przycinkow, zlosliwosci. Jest uznanie dla czlowieka ktory cos osiagnal i cos waznego dla codziennych odbiorcow prasy pisal. "U nas" ostatnio umarl sprawozdawca "Toronto Star", ktory pisal o sporcie przez jakies 50 lat. I okazalo sie, ze Jego pisanie zapadlo ludziom naszej, przeciazonej wyscigiem informacji cywilizacji - w pamiec. Czyli, slowo pisane, pisane z pasja i oddaniem ma znaczenie!

pozdrawiam, best regards
WMW
-
2008/01/23 09:22:08
Do dzis gdy ogladam siatkowke badz tenis, to brakuje mi tego "NIE-PRA-WDO-PO-DO-BNE", czy innych niemozliwych etc etc.

-
2008/01/23 09:41:03
a ja pamiętam, że na każdym meczu siatkówki oburzony wrzucał tekst w rodzaju " karygodnym jest psuć serwis nie ryzykując !, czy jako tym stylu... :)jak ktoś pamięta jak to było dokładnie, to byłbym wdzięczny...
-
2008/01/23 14:04:22
wielkie slowa uznania dla Pana Ambroziaka. bez niego to juz nie jest to samo.
-
2008/01/23 21:45:13
Skoro przy wspominaniu zmarłych jesteśmy - nie żyje heath ledger. Nowy joker w batmanie, znany z tajemnicy brokeback mountain. 28 lat miał zaledwie...
-
2008/01/23 22:30:04
Wyjątkowość Ambroziaka polegała na tym, że mówił i pisał inaczej od większości. Zarówno jeśli chodzi o treść, jak i formę. Kilka osób przypomniało różne "powiedzonka" Pana Ambroziaka. Mi utkwiło niepopularne słowo "atleta", które często odnosił do siatkarzy (zazwyczaj wzbogacając je epitetami w stylu "znakomity", "wspaniały"). Nie słyszałem, żeby któryś z komentatorów używał jeszcze tego, sportowego przecież, terminu. Ja Zdzisława Ambroziaka lubiłem słuchać, nawet gdy mnie denerwował (a co pewien czas jest to "przywilejem" każdego komentatora sportowego, nawet tego największego).
W pięknym zbiorze felietonów "Swoje wiem i piszę" pojawia się cytat z Jacka Wszoły, który rozmawia z Ambroziakiem na pogrzebie Huberta Wagnera: "Wiesz, w takich chwilach jak ta naprawdę przestaje mieć znaczenie, czy jeszcze zagramy kiedyś w tenisa, czy nie".
Pan Ambroziak był oszczędny w słowach, wydaje mi się, że z szacunkiem ich używał, nigdy za wielu naraz, wiedząc, że każde coś oznacza. Dla mnie to jest ta pokora, o której pisze Pan Rafał Stec wyżej.
Cieszę się, że pojawił się ten wątek. Nie pamiętałem, że to dziś. Dziękuję, panie Rafale (za współudział w przygotowaniu "Swoje wiem i pisze" również).
-
2008/01/23 23:09:34
Z innej beczki.
Znalazłem coś takiego:
www.ciacha.net/ciacha/1,81833,4862513.html
W polskiej lidze to by dopiero była rywalizacja!
-
2008/01/24 11:45:36
Przynajmniej nie udawał, że się zna na każdym sporcie, jak to nie rzadko jest obecnie wśród redaktorów sportowych.
-
2008/01/24 17:23:46
Panie Rafale, dziękuję za tą notkę, bardzo. Za książkę z felietonami jednego z moich autorytetów, również. Często do niej wracam...

Pana Zdzisława słuchać i czytać mogłam pasjami. Zgadzać, często się z nim nie zgadzałam - różnica pokoleń to i różnica w obserwacjach. Brakuje mi tego bardzo i tych jego słynnych monosylab ;-) Tego jednego mi brakuje w obecnej siatkówce... i głosu rozsądku, bo to co czasem wyczyniają "spece" od siatkówki to dramat. I Ci od pióra i Ci przy mikrofonie.

Pozdrawiam

ps. ten ranking najbrzydszych jest bardzo tendencyjny. Przecież Rooney ma coś w sobie! no i zapachniało mi anty-mancheterową kampanią... Chadwick? Ruud? Rio!? co za bezguścia z tych angielek. ehh... my number 1 to Kahn, bezapelacyjnie :)
-
2008/01/28 15:16:07
no szkoda go
-
2008/01/28 19:43:30
faktycznie poziom przeglądu sportowego sięga dnma, normalnie jak czytam tę gazetę to mam wrażenie, że to wyborcza albo fakt! DNO totalne! Chyba tam niejaki Stec z gazetki "wybiórcza" pisuje pod pseudonimem, nie wierzę, że jest więcej takich grafomanów w Polsce. Pzdr.