Blog > Komentarze do wpisu

Czy z Belgią da się przegrać?

Chyba mało kto zakłada, że się da. W moim otoczeniu wyczuwam beztrosko niecierpliwe wyczekiwanie fety, która musi nastąpić niechybnie, bo cały ten sobotni ambaras na Stadionie Śląskim nie jest niczym więcej niż czystą formalnością. Nowe Wembley to mieliśmy w tych eliminacjach już z Portugalią, w dodatku dwukrotnie, bo nasi nie dali się ograć ani u siebie, ani na wyjeździe.

Polski piłkarz niby jest zdolny wyciąć każdy numer, ale i mnie jakoś nie mieści mi się w głowie, że ten mecz można przegrać. Mecz Polaków - zdeterminowanych, napędzanych oszałamiającą perspektywą wyjazdu na mistrzostwa - z Belgami - skazanymi na uciążliwe dokańczanie eliminacji z kretesem przegranych. Rywale masowo zapadają na chorobę wywołaną tzw. wirusem FIFA, czyli wymigują się metodą dobrze nam znaną z czasów szkolnych - trefnymi zwolnieniami lekarskimi. A ci, co dojadą, pewnie będą wściekli, że po Chorzowie czeka ich jeszcze telepanie się na ostatni mecz do Azerbejdżanu. To realia współczesnej piłki reprezentacyjnej. Nieee, im dłużej myślę, tym bardziej jestem pewny - tego przegrać się nie da. Poza tym rozmawiam z ludźmi i tylko nieliczni przyznają, że głęboko, na dnie duszy, jakiś niepokój się jednak tli.

By się ostatecznie uspokoić, próbowałem sobie przypomnieć, jak często drużyny w obecnej sytuacji Polski ponosiły klęskę. W obecnej sytuacji, czyli będąc faworytem (bo wyżej w rankingu FIFA, bo wygrana na wyjeździe, bo rywale zdziesiątkowani etc), walcząc o najwyższy z najwyższych celów i mierząc się z zespołem kompletnie zdemotywowanym. Nie znalazłem - co wyznaję poniekąd ze wstydem - żadnego. Łaziłem wspomnieniami po najróżniejszych prestiżowych rozgrywkach, od klubowych po reprezentacyjnych. Bez skutku. Nawet kiedy Hiszpania ćwierćwieku temu musiała wygrać ostatni mecz kwalifikacji 11 golami, to stłukła Maltę 12:1. Nawet kiedy mizerniutka Łotwa musiała wygrać na wyjeździe z teoretycznie po wielokroć silniejszą Szwecją, by awansować na poprzednie ME, to wygrała i wyeliminowała Polskę. Wyeliminowała, bo Szwedzi zapracowali na udział w finałach wcześniej i biegać chciało im się niespecjalnie.

Tak, motywacja bywa w sporcie czynnikiem absolutnie kluczowym. Dlatego rzucam pytanie w wirtualną przestrzeń: czy znacie z historii przypadek, który każe nam się sobotniego wieczoru bać? Powtórzę: nie chodzi mi o przywoływanie sensacyjnych porażek faworytów, tych oglądaliśmy bez liku. Chcę wiedzieć, kto kiedy przegrał taki mecz jak sobotni Polski z Belgią. Kto bijący się o życiowy triumf uległ zgrai odbębniającej pańszczyznę?

PS. Sorry, że dopiero tutaj o tym piszę, ale znajomy właśnie przywołał jesień 1999 roku. Gramy w Sztokholmie ze Szwecją, która już awansowała do ME. Walczymy o baraże. I przegrywamy 0:2...

piątek, 16 listopada 2007, rafal.stec

Komentarze
2007/11/16 22:25:25
Właśnie się tak boję, że extra mobilizacje=trema, która naszych zje i będziemy grali o wszystko z Serbami.
Był taki mecz: Eliminacje mistrzostw świata 94: Francja Bułgaria.
-
2007/11/16 22:28:54
Ale mecz z Serbami o wszystko - jeśli zwycięski - to byłaby dopiero fajna kulminacja...

Francja - Bułgaria nie pasuje. Bułgarzy wygrali wtedy bezpośredni awans na mundial :-)
-
2007/11/16 23:00:28
No faktycznie, tak było z Bułgarami. Pamiętałem o tych Szwedach, ale tego nie liczyłem, bo ze Szwedami i z Anglikami to my nigdy nie wygramy.
Nie dam głowy czy Serbia (z Mijatoviciem) kiedyś nie wtopiła takiego meczu.
Położę się spać, to jeszcze pomyślę...
-
2007/11/16 23:09:00
Meczu Francja - Bułgaria nie da się brać w tej kategorii pod uwagę, bo wtedy Bułgarzy walczyli o swój awans. Ale wtedy właśnie, w tcyh samych eliminacjach, trzy dni wcześniej, albo później, nie pamiętam, Tricolores grali też bodaj z Izraelem. I też, jak z Bułgarami, wystarczał im remis. Przegrali.
O meczu Pol-Bel zaraz.
-
2007/11/16 23:17:25
Mnie przeraża ta ogólnonarodowa pewność, że jutro otwieramy szampana i skaczemy z radości. Bo wiara w naszych i nadzieja to jedno, ale takie stuprocentowe przeświadczenie i niebranie pod uwagę innego wyniku, to drugie. Mam nadzieję, że Orłom łydki się nie będą trzęsły od samej świadomości, że to jeden z najważniejszych meczów (nie "meczy" ;)) od wielu lat i że 40 mln ludzi patrzy z nadzieją.
Wszystko przemawia za nami, ale za Portugalią w dwumeczu z Polską też niby wszystko przemawiało, tak jak za Francją w pojedynkach ze Szkocją, i się przejechali na tym. A potem po triumfach z wicemistrzami świata Szkoci, będąc jedną nogą w Euro, dla odmiany opierniczyli mecz z Gruzją i teraz muszą pokonać Włochów...
Oczywiście nie to, żebym nie wierzyła w naszych piłkarzy, bo wierzę bardzo ("Here in Poland you've got the same talents as everywhere in the world..." :)), ale piłka jest zaskakująca, dlatego boję się tego, że za szybko świętujemy. "Już był w ogródku, już witał się z gąską..."
A zczubaki już dziś relacjonują ten mecz- szaleństwo ;)))

Co ciekawe- sama mam przygotowanego szampana.. heh...
Pozdrawiam :)

p.s. Za mecz o wszystko z Serbami dziękuję :)
-
2007/11/16 23:30:39
Ja coś czuję że nasi stacą pierwsi bramkę, bo ostatnio każdy mecz zaczynają ospale. I sądzę, że będzie jakiś karny, bo zarówno nasi zapowiadają gryzienie trawy, jak i Belgowie którzy są jako team mocno nieopierzeni - coś koło 2:1 dla nas ale po bardzo nerwowej końcówce :)
-
2007/11/16 23:31:44
Mówiąc szczerze przeraża mnie te błogie oczekiwanie na fetę. Nie ma co się oszukiwać - sam również jestem odpowiednio zaopatrzony na ewentualne świętowanie. Gdyby jednak zastanowić się głębiej to wcale nie musimy tego spotkania wygrać.

Spokojna analiza pokazuje, że każda formacja naszych jutrzejszych rywali jest teoretycznie mocna. Tacy gracze jak Stijnen, Van Buyten, Kompany i przede wszystkim Dembele to europejska czołówka na swoich pozycjach. Dość powiedzieć, że ostatni z wymienionych jest wart kilkanaście mln euro. Za partnera w ataku powinien mieć Mirallasa lub Huysegemsa. Obawiam się o Bąka, wszyscy belgijscy napastnicy są szalenie dynamiczni i zwrotni. Pan Jacek ma już swoje lata. Polacy będą atakować, ustawiać obronę wysoko, pressing na połowie rywala. Jutrzejsza gra Belgów powinna się opierać na kontrach... Leo o tym wie, dlatego ustawia dwóch defensywnych pomocników. To z kolei może spowodować brak wystarczającej ilości graczy przy grze ofensywnej naszej drużyny. Naprawdę będzie ciężko.
Pocieszające, że psychicznie powinniśmy być zdecydowanie mocniejsi, lepsza motywacja w dzisiejszym futbolu to bardzo dużo.
Nie wiem jak Wy, ale ja od wczoraj myślę tylko o meczu. Nerwy niesamowite

PS. Bilans dotychczasowych spotkań Polski z Belgią (Czerwone Diabły) to 666. Sześć zwycięstw, sześć remisów, sześć porażek.
-
2007/11/16 23:37:22
Co do jutrzejszego spotkania, to moja obawa nie tyle tli się gdzieś na dnie, co bucha całkiem jasnym płomieniem.

1. Całkiem na świeżo mam jeszcze w pamięci Kazachstan. W Chorzowie światło raczej nie zgaśnie. Nie sądzę też, aby Belgowie robili nam takie prezenty, jak podopieczni Pijpersa. A o to, że poradzimy sobie bez prezentów, jakoś spokojny nie jestem, bo:

2. Dwudziestego czwartego marca br odbył się mecz Polska-Azerbejdżan, czyli ostatnie spotkanie, w którym nasza kadra była lepsza od rywala od początku do końca i jej zwycięstwo ani przez moment nie podlegało dyskusji. Dwudziesty czawrty marca był bez mała osiem miesięcy temu.

3. Jesli chodzi o limit fuksa, to jesteśmy już chyba na debecie. Sytuacja, gdy Krzynówek strzela, piłka odbija sie od słupka, pleców bramkarza i wpada do bramki zdarzyła sie już graczowi VflW 2 razy, czyli statystycznie o jakieś 1.9 raza za dużo;) Co więcej, w tych eliminacjach, pomijając mecze z Finami, raczej bywało tak, że rywalom nie wpadało, niż odwrotnie. Trudno też liczyć, aby np. Serbowie potknęli się u siebie na Kazachach, bowiem tego typu zdarzeń też juz mieliśmy aż nadto. Dość stwierdzić, że gdyby odjąć nam oczka zdobyte na Azerach (ostatni zespół jedynej ośmiodrużynowej grupy), to z 24pktów robi się ich 18. Czyli o 7 mniej, niż Francja i Grecja, o 8 mniej, niż Chorwacja i Rumunia i o 5 mniej, niż Czechy i Szwecja. 18pktów nie dawało by nam nawet 2giej pozycji w żadnej z pozostałych grup, nie mówiąc nic o pozycji pierwszej.
Co z tego można wysnuć? Ano po pierwsze, że nasze liderowanie wynika tyleż ze świetnej gry "Orlów Leo", co z wpadek pozostałych kandydatów do awansu. OK, po drugie można stwierdzić, że po prostu mamy silną, wyrównaną grupę. Ale wtedy:

4. Nie deprecjonowałbym Belgów. Faktycznie, nie walczą o nic, ale to może ich równie dobrze osłabić, jak i zachęcić do bardziej otwartej, odważnej gry. Idywidualnie ci kolesie potrafią naprawdę dużo. Co więcej, spora ich część to młodziaki, którym gra w piłkę wciąż sprawia po prostu frajdę, zatem nie liczyłbym na to, że potraktują mecz z nami jak pańszczyznę.
-
2007/11/16 23:40:41
@ PJAXZ:

666 to numer bestii. Oby tylko jutro nie zmienił się w numer sąsiada bestii, czyli 667;)))
-
2007/11/17 02:46:07
na szczescie ktos napisal cos chlodniej i spokojniej, na szampana zawsze bedzie czas a poki co, czekac i czekac i wierzyc, nie wyliczac i deliberowac
-
2007/11/17 09:41:20
Przed meczem Francja-Bułgaria był mecz Francja-Izrael, w tych samych eliminacjach.

Wcześniej - np. Bułgaria-Szkocja w el. Euro '88.

A to tak tylko pierwsze przykłady z głowy.
-
2007/11/17 11:18:30
ja pamiętam mecz Szwecja-Polska w 90-tych latach. Szwedzi mieli zapewniony awans, my aby zająć drugie miejsce i mieć udział w barażach musieliśmy przynajmniej zremisować. I niestety przegraliśmy, a 2 miejsce zajęli Angole...
-
2007/11/17 12:19:13
Obiema rękami podpisuję się pod wpisem albiceleste10. Sukces jest tuż tuż, natomiast nie wolno zapominać, że w tych eliminacjach ogromną rolę odgrywa nieprawdopodobny fart zespołu Beenhakkera. Zauważcie, że JEDYNE wartościowe wyniki osiągnęliśmy w zwycięskich potyczkach z Portugalią i Belgią (remis w Lizbonie to w dużej mierze dzieło przypadku). Dlatego hurraoptymizm obecny w polskich domach jest w moim odczuciu trochę podejrzany. Typowy przykład mentalności polskiego kibica - jesteśmy albo w samym czubie światowej hierarchii albo na dnie. Nie istnieje nic pośredniego.

No właśnie - gdzie obecnie jesteśmy? Ja nie potrafię zgadnąć. Mam jednak nadzieję, że za niewiele ponad 10h będziemy w piłkarskim raju.
-
2007/11/17 12:47:47
Kilka lat temu Bayer Leverkusen przegrał walkę o tytuł z Bayernem w ostatniej minucie zdaje się. Nie pamiętam dokładnych okoliczności i czy drużyna, z którą grali "Aptekarze" o coś walczyła ale było to dosyć bolesne.
-
2007/11/17 14:40:22
Panie Rafale proponuje sprawdzic rok 2000 i to nie w kontekscie Szewcja - Polska. Lazio Rzym zostaje mistrzem Włoch w ostatniej kolejce, bo Juventus mając tytuł niemal w kieszenii przegrywa ze skazywaną na porażke Perugią.
Albo przed MŚ w Korei i Japonii Niemcy remisują u siebie z niegrającą o nic Finlandią i w konsekwencji musza grac baraż o mundial, na którym zresztą zostają wicemistrzem :P.
Czy te przykłady są w porządku.
Zapraszam też na mojego bloga www.mikar.blox.pl
-
2007/11/17 14:49:28
Zespół Beenhakkera ma szczeście to fakt, ale czy to aby nie jest tak że jednak zaczeliśmy grac po europejsku ?
Wartosciowy wynik osiągnęliśmy z Belgią i Portugalią A z kim jeszcze mielismy osiągnąc skoro jak piszecie mecz z Finami byl trudny ( pierwszego w Bydgoszczy nie licze), a rewanże z Belgami i Serbami jeszcze przed nami. A i z tego co pamietam to za pokonanie Armienii czy Azerbejdżanu jest hyba jednaj tyle samo punktów co za pokonanie Portugalii co oznacza że te "iewartościowe" wyniki tez trzeba osiągac. Aaa i idac waszym tokiem myslenia to przywolany mecz z Azerbejdzanem tez nalezaloby zakwestionowac, bo zdobylismy dwie bramki bardzo szybko.
To tak advocem to KDSZ i albiceleste10
-
2007/11/17 18:11:48
W sytuacjach, gdy emocje utrudniają obiektywną ocenę szans polecam odwołanie się do tych, którzy wyceną wyników zdarzeń sportowych zajmują się zawodowo, a mianowicie do analityków firm bukmacherskich.

Kwotowania otwarcia implikowały szanse na naszą wygraną w granicach 60%, a po informacji o absencjach w składzie Belgów rynek skorygował to na około 70%. Dla interesujących się Premiership to mniej więcej tyle co szanse na wygraną Man U w najbliższym wyjazdowym meczu z Boltonem, a dla pozostałych, szansa na wybranie zielonej kulki z urny, w której oprócz 2 zielonych jest jedna czerwona. To bardzo daleko od pewności.

Pozdrawiam wszystkich życząc zielonej kulki dziś wieczorem.
-
2007/11/17 18:24:58
A tym przegranym mistrzem Niemiec w ostatniej minucie na rzecz Bayernu to było chyba Shalke z... Polakami w składzie ;-)
-
2007/11/17 18:53:22
Z ostatniej chwili a propo "przegranych wygranych" spotkań. W el. Euro2000 Rosjanie zaczęli licho (tak, jak my teraz), ale potem było znacznie lepiej (tak, jak i z nami). By awansować, Sborna musiała wygrać ostatni mecz, u siebie z Ukrainą, Długo było 0:0. Wreszcie, na kwadrans przed końcem Karpin trafia i wydawało się, że Rosjan zatrzyma tylko kataklizm. No i właśnie kataklizm się zdarzył. W 89minucie Szewczenko z wolnego w pole karne, Filimonov powinien był piąstkować, ale próbował łapać i... wleciał z piłką do bramki. 1:1 i Sborna do Beneluksu nie pojechała.
Takie sobie krakanie, wynalezione na stronie UEFA;)))
-
2007/11/17 20:18:14
Polska - Włochy Niemcy'74... pasuje? Nie znam szczegółów dokładnie, ale Polska remisując, czy przegrywając (?) i tak wchodziła dalej. Włosi musieli zremisować.

Teraz chyba podobna sytuacja jest w Moskwie? Izrael nie ma już chyba tylko matematyczne szanse na awans, o ile jakieś ma. A jednak prowadzi.
-
2007/11/17 21:19:28
Z ostatniej chwili: Izrael - Rosja ;)
-
2007/11/18 10:39:16
Jest pięknie. Jesteśmy w Euro!!! Bardzo ciężki mecz za nami. Świetna gra naszej kadry w defensywie - Belgowie tylko w zasadzie raz byli bliscy strzelenia gola, ale właśnie wtedy wielką klasą błysnął Artur Boruc(!!!). W ofensywie natomiast bardzo się męczyliśmy, brakowało częstszego włączania się do akcji ofensywnych bocznych obrońców. Coś za coś - graliśmy bez ryzyka i tak wyglądał obraz gry. Na szczęście Ebi zaimponował instynktem strzeleckim a'la Inzaghi. Potem graliśmy swój ulubiony futbol. Kapitalna zmiana Błaszczykowskiego. Trener Belgów niechcący nam pomógł cofając Dembele, ale kogo to teraz obohodzi?:)

Wielka radość, ludzie na ulicach, trąbiące samochody, śpiewy, narodowe święto do rana. Z całą pewnością można powiedzieć, że to najprzyjemniejszy kac w moim życiu.
Czas powiedzieć naszym piłkarzom - DZIĘKUJĘ za ten wspaniały wieczór, za te wspaniałe, udane eliminacje. Brawo
-
2007/11/18 13:55:54
Rosja wczoraj dokonała tej sztuki...;)
-
2007/11/18 14:08:22
Przeciętniak europejski awansował do ME - wow.
Awansował z grupy, z której nie awansować byłoby frajeryzmem do cięzkiej potęgi.
Awansował zespół złożony z grajków,których nazwisk nikt w Europie wymówić nie potrafi i w ogóle znają głównie zastępcy menadżerów słabszych klubów aspirujących do Pucharu Intertoto,a jeśli już się ktoś lepszy upomni (vide Celtic o Żurawia,Dortmund o Smolarka),to skutki są opłakane.I nie zmieni tego Leo Benhakker,który może zrobić z nimi awans,ale nie zrobi z nich choćby średniej klasy europejskiej piłkarzy.
Awansowali dystansując Portugalię.WOW.Tę samą Portugalię,której niemal wszyscy gracze są podporami klubów o sporych,albo i niebotycznych często,aspiracjach,więc okoliczności nie bardzo sprzyjają ich skupieniu na meczach kadry.Z Serbią jest dość podobnie - "dość",bo to jednak nie Portugalia.

Awansowali.Takie same emocje przeżywało wielu przy okazji awansów Engela i Janasa - też mówiono,że "mamy zespół jak jasna cholera". Co było później - każde dziecko wie.Ilustracja starego,wulgarnego dowcipu,że "POlska drużyna jest jak jądra w akcie seksualnym - biorą udział,ale nie wchodzą" - i mimo,że los się uśmiechnął do Polaków i wyjście z grupy było w ich zasięgu,potencjalnie - kończyli jak Leszek Miller.
Dlaczego,skoro w eliminacjach było tak radośnie ? A pewnie dlatego,że finałowy turniej nie trwa 2 lata i nie gra się meczów co pół roku,a większość ekip przyjeżdza zmobilizowana i, tak będzie z pewnością tym razem - lepiej wypoczęta.Trzeba grać mecz po meczu,z rywalami często odbiegającymi od siebie stylowo,trzeba koncentracji,odporności emocjonalnej,i trzeba tego czego Polacy nie mają - UMIEJĘTNOŚCI TECHNICZNYCH. Ryciem nosem boiska i nawet najlepszą organizacją zasieków obronnych się nie wygrywa nic,jesli nie ma się do tego techniki na najwyższym poziomie.I POlska ginie marnie,jak bakteria na mrozie.
Dlaczego tym razem ma byc inaczej ? BO Benhakker ? On nie doda wagi i fizyczności anorektykowi Smolarkowi,on nie przyszyje jaj Żurawskiemu,on nie otrzeźwi Krzynówka,któremu się chyba momentami wydaje,że jest Kaką,on nie odmłodzi Bąka,ani nie doda finezji tępym narzędziom -Wasilewskiemu,Bronowickiemu i Lewandowskiemu, jak rózniez zawsze gotowemy ofiarnie i brutalnie skosić lepszego rywala Sobolewskiemu.Jeden Błaszczykowski,a nawet i trzech,to za mało na Europę.
Tutaj nie będzie już Ekwadorów,Kostaryk i innch skośnych jankeskich wynalazków do okopania,co i tak POlakom nie wychodziło za chiny ludowe.
Tu będą same dobre drużyny,w grupie (zakładając,że będzie czterozespołowa) minimum 2,a zapewne 3,przeciwników przerastających Polaków potencjałem,wyszkoleniem,szybkością,klasą,kultura gry,do tego po dłuższym zgrupowaniu,a nie przyjeżdzających na turniej jak na pojedynczy mecz w eliminacjach.
Sukces ? Wybijmy sobie to z głowy.
Za dobrzy jesteśmy,by nie awansować,ale za słabi,by cokolwiek ugrać w takim turnieju jak ME.
-
2007/11/18 16:03:50
Ja chialem zwrócic uwage na chamstwo niektorych polskich kibiców zawsze po meczu Polski czytam rózne opinie wyrazane na portalach internetowych i jak wczoraj czytałem obrażliwe komentarze na temat Wojtka Łobodzińskiego to mnie krew zalewała.Owszem wczorajszy mecz mu nie wyszedł ale na przyklad taki Krzynówek,Lewandowski,Żurawski też nic nie zagrali a uwazam nawet że Łobodzinski zagrał pierwsza polowe lepiej od Krzynówka.Wiec podsumowujac dajmy temu chlopakowi troche czasu nie wytrzymał wczoraj presij to fakt ale nie tylko on grał słabo wiec apeluje od powstrzymywania sie od takich komentarzy że Łobodzinski nie na daje sie do kadry prosty przyklad mecz z Azerbejdżanem gdzie zagral fenomenalnie i zdobył piękną bramke.
-
2007/11/18 21:04:51
Grek, naprawdę nie wiem, czemu w momencie triumfu zawsze znajdą się ludzie potrafiący narzekać. Wynik jest jeden - awans. Za to się rozlicza trenera i egzamin Leo zdał bardzo dobrze. Również nie podoba mi się parę spraw w kadrze (brak fizjologa; niepowoływanie Jelenia przy braku wartościowych napastników), ale nie zmienia to faktu, że mamy awans.
Jest pięknie i nie psujmy tej chwili. Po losowaniu można rozważać jakie mamy szanse. Przekreślając je w tym momencie zachowujesz się niepoważnie.

PS. O godzinie 23 na TVP Info świętujący piłkarze w szatni po wygranej.